cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

wiersze

DZIĘKI TWOJEJ STRAŻY!

Kolorowe Anioły


Są na świecie Anioły zielone;

One patrzą na mnie ciekawie

i w pośpiechu płoszą motyle,

kiedy biegam boso po trawie.


Gdy za oknem wciąż pada i pada,

krople deszczu kapią jak łezki,

wtedy leci do mnie z pomocą

prosto z nieba - Anioł niebieski.


A gdy zasnę, Anioły

tańczą taniec wesoły

i na fletach grają do rana;

Moje prośby i smutki,

nawet pacierz za krótki

zostawiają przed tronem Pana.


Gdy na sercu mi ciężko i płaczę,

biały Anioł smutki rozumie

i otula swymi skrzydłami

i pociesza mnie tak, jak umie.


A wesołe Anioły różowe

kiedy piję sok malinowy,

wysyłają do mnie całuski,

sto pomysłów sypią do głowy.


Kiedy dziecko jest grzeczne od rana,

złoty Anioł - czy uwierzycie? -

złotym piórem dobre uczynki

zapisuje w białym zeszycie!


Kolorowe Anioły skrzydlate

prosto z nieba niosą nam dary,

bezszelestne i niewidzialne -

ale bez nich świat byłby szary...

Beata Kołodziej



Pieśń o świętych aniołach


Ciebie, Boże, uwielbiamy,

Wznosząc modły z tych padołów,

Gdy wspaniałość podziwiamy

Twoich świętych Archaniołów

Oto Michał w walce mężny,

Co z okrzykiem "Któż nad Boga?"

Idzie śmiało w bój orężny

Piekielnego pobić wroga.

Ty posyłasz Gabriela

Do Maryi z tą nowiną,

Że porodzi Zbawiciela,

Który ludziom nie da zginąć.

Boże Ojcze, Tobie chwała

I należne dziękczynienie,

Że posyłasz nam Rafała,

By niósł chorym uzdrowienie.

Jezu Chryste, Zbawco drogi,

Dopomagaj nam w potrzebie,

Prowadź lud Twój w niebios progi,

Gdzie Anieli wielbią Ciebie.

I Ty, Duchu Przenajświętszy,

Zlewaj na nas łaski z góry,

Gdzie Cię wiecznie w blaskach tęczy

Archanielskie wielbią chóry!

Pieśń autorstwa ks. Stanisława Ziemiańskiego SJ



ANIOŁ


Na drodze donikąd

Spotkałem Anioła.

Zapytał dokąd zmierzam?

Nie potrafiłem odpowiedzieć.

Przerażająca cisza.

Serce wali jak młot.

Strach przed nicością.

Raz jeszcze zapytał dokąd zmierzam?

Usta cicho wyszeptały...

Zgubiłem się w labiryncie życia.

Dotykając mej duszy ciepłym spojrzeniem,

Rzekł cicho...

Z labiryntu, jest tylko jedno wyjście.

Lecz - pamiętaj...

Chcąc go opuścić..?

Zrób czasami przystanek -

Przystanek na modlitwę -

Na modlitwę i zastanowienie się -

Zastanowienie się nad labiryntem życia.



Anioł


Kiedy zasypiam, to Ty nie śpisz wcale

- pilnujesz czujnie, czy równo oddycham,

czy serce jak zegar będzie biło dalej

i czy noc dokoła jest dobra i cicha...


Pilnujesz skarbu życia,

co jest we mnie jak płomyk -

by śmierć go nie zdmuchnęła

nagle, po kryjomu...


Żeby spać spokojnie mogły całe domy -

czuwają z Tobą Anioły, nieznane nikomu.


I choć gasną latarnie

i lampki czujników -

nie gasną Twoje oczy, Stróżu i Strażniku!

Tyle już złego mogło mi się zdarzyć,

lecz mnie ominęło -



"Anioły bez skrzydeł"


Nie wydaje Ci się byś wierzył
ufaj
wielokrotnie
spotkaj przeznaczenie
i potraktuj je z cierpkim rozczarowaniem
bądź gorzki bo słodkim się osładza
za bardzo
od grubych kartek zawraca się w głowie
od grubych istot stroni świat
w wielości jest niejasność

pomimo to wierzę
a w środku mnie wzrasta niezrozumienie
pojawiłeś się w świetle baru
to niebo
to połyskuje anioł
wiele o Tobie wiem
mimo że w niebie egzystujesz
popołudniami
wieczorami jesteś w piekle
czasem się mijamy na schodach
wieczorami jest wzrok zaćmiony
i biblia wertuje kartki na wietrze
za drzwiami

Zamknęłam klucz szczelnie przed Tobą
w moim piekle niepokoi mnie szczęście
mógłbyś być jego namiastką
boję się jednak opuścić płomień
węgle się w rubrykach
modlę się do Boga
wiem, że
niektóre anioły kłamią
i świat kłamie
Jestem tylko Twoim skrzydłem
Ty odlecisz
jeśli odlecisz to zabierz mnie
z Sobą
bądź
tylko
tylko że
anioły nie latają
zostań i chodźmy tylko
nie latajmy to ludzkie
anielskie zostawmy aniołom

Sylwia Latanik



Czemu zamykasz drzwi za sobą...


Czemu zamykasz drzwi za sobą
Tak szybko żeby nikt nie zdążył
Wejść do mieszkania razem z tobą
Za oknem przecież Anioł krąży

Słuchaj naprawdę to Twój Anioł
Więc po co ma na deszczu czekać
On z nieba na to jest posłany
By czuwał wiernie przy człowieku

Takie jest nad nim prawo boże
Że żyć bez ciebie nie może
W szyby puka skrzydłami
Puść go — niech żyje z nami

Czego za sobą drzwi zamykasz
Czy boisz się przeciągu?
Niech wiatr zahuczy jak muzyka
I w niebo nas pociągnie

Ernest Bryll

Anielskie chóry

Anielskie śpiewają chóry
W gwiaździstym błękitów morzu,
Wśród nocnej ciszy, przy łożu
Sennej natury.
Śpiewają tej biednej ziemi,
Co wiecznie w świeżej żałobie
Jak matka płacze na grobie
Za dziećmi swymi.
Śpiewają ludziom, co dyszą
W codziennym a krwawym trudzie,
Lecz biedni, zmęczeni ludzie
Pieśni nie słyszą.
I tylko ci, którzy toną
W wielkiej miłości pragnieniu,
Ci słyszą w serc swoich drżeniu
Tę pieśń natchnioną!

Adam Asnyk

"Aniołowie nasi..."


Ich głos jest jak strumień leśny

Delikatnie śpiewa pieśni

Które tylko w głębi ciszy

Serce, a nie ucho słyszy

Dotyk dłoni- powiew wiatru

Delikatnie muska ramię

Aby przebyć bez upadku

Drogę, co przed nami stanie

Za dnia wciąż przy naszym boku

W nocy siedzą u wezgłowia

Niestrudzeni, niewidoczni

Liczą wypaplane słowa

Wypaplane, wykrzyczane

Te bolesne i te słodkie

Przebierają jak mak z grochem

Prosząc Boga tysiąckrotnie

By ich podopiecznych błędy

W wielkim swoim zmiłowaniu

Złożył w niepamięci czasu

Jak my głowę na posłaniu

A gdy w słońcu świat się budzi

Aby pędzić poprzez życie

Oni kroczą znów do ludzi

Rozwijając skrzydła skrycie

Agnieszka Lisowska



Anioły są miłością zesłaną z nieba


Anioły są takie piękne
ciche..
nietknięte..
kiedy jesteś mały
otaczają Cię ze wszystkich stron.
Nie można bez nich żyć
nawet, gdy w nie nie wierzysz,
one są przy Tobie zawsze
jak wiatr..
Pewnego dnia, wszystko się zmienia
i nawet nie wiesz kiedy
najważniejszy Anioł prowadzi Cię ku niebu..
To istota,
która zawsze jest przy Tobie gdy śpisz..
otacza Cię swoimi skrzydłami
pełnymi czułości i troskliwości,
ociera ukradkiem łzę,
gdy o niej zapomnisz..
nie pozwala Cię skrzywdzić,
chce pokazać Ci świat,
chociaż Ty tak strasznie się przed tym bronisz,
pragnie Twojego szczęścia..
To Twój Anioł..
To miłość..
 



Anioły do mnie wysyłaj


Anioły do mnie wysyłaj
Tylko anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Niech latają ponad mną
jak złotoskrzydłe motyle
Niech latają nade mną
niech mi cudne nuty grają
Wysyłaj do mnie anioły
niech mi w duszy śpiewają
Anioły do mnie wysyłaj
niech mi cudne nuty grają
Wysyłaj do mnie anioły
niech mi w duszy śpiewają
Tylko anioły do mnie wysyłaj
będę gotował im obiady
do przyjaciół zabiorę
po ścieżkach swoich oprowadzę
Anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Wysyłaj do mnie anioły
złotoskrzydłe piękności
Anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Wysyłaj do mnie anioły
złotoskrzydłe piękności
Anioły do mnie wysyłaj
zrób im kanapki na drogę
Wysyłaj do mnie anioły
anielskie piękności
Anioły do mnie wysyłaj
zrób im kanapki na drogę
Wysyłaj do mnie anioły
anielskie piękności.



Niech Ci się przyśnią aniołki


Niech Ci się przyśnią aniołki...
Urwisy, wścibskie wesołki,
pyzate jak pyza z dziurką,
przykryte jedwabną chmurką.

Niech Ci się przyśnią aniołki...
Pofikaj z nimi fikołki,
tylko nie szalej do rana,
bo będziesz znów niewyspana!.


Niech Ci się przyśnią aniołki...
Zostawiam wam dwa tobołki:
w pierwszym - sześćdziesiąt kanapek,
w drugim - świąteczny opłatek.

Niech Ci się przyśnią jak wczoraj...
Modlitwą gości przywołaj...
Daj buzi na pożegnanie.
Wiem, że nic ci się nie stanie!
/Małgorzata Nawrocka/



***************


Dziękuję Ci...............
Za anioły
Które do mnie wysyłasz
Przez które
Pocieszasz, umacniasz,
prowadzisz, chronisz
Przez które uczysz miłości




***************


Choć nie miał aureoli
I skrzydeł niebiańskich
Czuwał nad nami
Błąd stróż-
Oczy niebieskie
Rączki malutkie
Uśmiech serdeczny
Zesłał Aniołka-
Dobry Pan Bóg moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc
H. Poświatowska



"
Modlitwa do Anioła Stróża"


Aniele Boży, Stróżu mój,

do żony mojej steruj

na swej łódce z niebieskiego papieru,

i powiedz Jej, że kocham Ją,

Aniele Stróżu mój.

Muśnięciem piór w kolędę zmień

troski Jej wszystkie ziemskie,

i rozsyp przed Nią całe srebro betlejemskie.

Miękkie jak zieleń serce Jej

raduj spokojnym snem.

Aniele Boży, uczyń mnie

chociażby niskim progiem,

ale szkarłatnym pod Jej stopy drogie,

i w próg tchnij śpiew na chwałę stóp,

Aniele Stróżu mój.
Konstanty Ildefons Gałczyński



Nie Anioł

Mojego Anioła Stróża
nie widać
choć nie zazdrości Archaniołom
nie strzeże nikogo
jak na obrazku
przewraca kładkę po której idę
rzuca w przepaść
na zbitą głowę
wyciąga za nogawki
pyta -jak leci?
mówię mu nieprzyzwoity
po łacinie banał
Aniele Tobie łatwo
bo nie masz ciała
J. Twardowski



Drogi Aniele!

Piszę do Ciebie z zupełnie innej strony.
Piszę do Ciebie z odległej o milion skrzydeł
Zatrutej beznadzieją ziemi.
Aniele!
Piszę, bo dłużej nie wytrzymam!
Nie umiem już żyć Nie chcę
Aniele!
Proszę zabierz mnie stąd!
Zabierz mnie daleko!
Na tyle daleko, bym nie widziała
Już twarzy tych, którzy żyją fałszem!
Aniele!
Aniele!
Gdzie jesteś?
Ty też mnie opuściłeś?
Nie
Ty wciąż przy mnie trwasz
Proszę otul mnie swoimi skrzydłami
I zabierz stąd do raju
Aniele!
Czy to grzechem jest, że szukam?
Szukam szczęścia
Szukam miłości
Szukam nadziei
Nadziei na lepsze.
Aniele!
Czy Ty naprawdę jesteś?
Czy przeczytasz ten list?
Aniele
Co Ci jeszcze napisać?
Że egoistycznie brnę w kolejny dół?!
Że infantylnie odpycham od siebie przyjaciół?!
Że nie wierzę już w nic?!
Że nie umiem już żyć?!
Co jeszcze chcesz wiedzieć?
Aniele
Przecież Ty wszystko wiesz
Więc już wiem gdzie będę
Gdy skończysz czytać
Aniele
Przepraszam
Wiem, że rozumiesz.
Musiałam
Ale nie chciałam
Aniele
Niech Bóg mi wybaczy


Anioły jak deszcz wczorajszych radości
snem powleczone, utkane z nicości
W oczach mieszkają skromnych dusz obrazami
Przychodzą tak cicho giną pożarami
Mój Anioł ulotny jak moje wezwania
Siedzi na skraju nocy posłania
I czasem tylko kilka zdań mi mówi
Że on mnie Kocha i mnie nie zgubi
A ja wtulona w skrzydeł czyste pióra
i czuje że On mnie w nie otula

Wstałam by patrzeć że nie ma Aniołów
Że świat się zrodził z ich ciał i popiołów
Wstałam by spojrzeć na ludzkie dusze
co bez aniołów cierpiąc katusze
Same straciły ich poświęcenie
a teraz serca złem palą płomienie

To my Anioły sprzedane wieczności
nie mamy skrzydeł utkanych z czystości
To my Anioły potomkowie nieba
jesteśmy wtedy gdy jest potrzeba
i pozbawione Boskiego przymierza
każdy jak tułacz swój świat przemierza


Anioł


gdzie jesteś kiedy cie potrzebuje?
czy nie widzisz jak strasznie się czuje?
co robisz gdy cie przymnie nie ma?
czy chowasz się w skrawku cienia?
czy czasem mnie obserwujesz?
czemu się nie ujawnisz i
nie po konserwujesz?
czy nie wiesz ze kiedy cie nie ma
z przykrością wołam do nieba i
pytam czemu żyje?
jaki jest sens mego życia?
Mam tez inne pytania?
Gdzie pójdę jak z sobą skończę?
Czy jutro wstanie dla mnie słonce?
czy będę się smucić bez celu?
czy chmury mnie rozweselą?
Czy kiedyś spotkam anioła,
którego tak często wołam?
czy dowiem się skąd pochodzi i
jaki kolor skrzydeł nosi?
czy jest aniołem zwątpienia
czy tez przebaczenia
a może aniołem upadłym
wojującym swym mieczem
w mej obronie
chciałabym to wiedzieć
lecz los i życie tak się splatają
ze nikt nigdy nie pozna
tego sekretu tak
ściśle bronionego i urywanego.
Angelina

 


Droga mamo!

Znów nie wiem czemu napisałam

Może zobaczyć bym Cię chciała...

 Będąc tu , aniołkiem w niebie

Obserwuje sobie Ciebie...

Widzę Często jesteś na mym grobie

Chyba więc coś pękło w Tobie

 Widzę... Płaczesz , krzyczysz , szlochasz...

 Może ty mnie jednak kochasz...

Płaczesz  także, gdy dzieci widzisz...

Nigdy ich nie tulisz...Boisz się ? Brzydzisz?

Pokoik dla dziecka też widziałam...

 I pomyśleć, że bym tam mieszkała

Spałabym w łóżku, przy biurku bym się uczyła...

Wszystko... Gdybym tylko żyła...

Jednak jest coś, co mnie zaniepokoiło...

Czyżby właśnie to, nasze szczęście zniszczyło...?

 Widzę często jak chodzisz w nocy...

Zaczepiasz panów Są niscy , wysocy...

Nie rozumiem tego..

Potem z nimi gdzieś chodzisz...Dlaczego?

A potem znów płaczesz, szlochasz...

Powiedz mamusiu... Którego z nich kochasz?

 Chciałabym wiedzieć...Gdzie mój tata, no gdzie?

To chyba tylko Bóg jedyny wie...

Kończę już mamo... No otrzyj łzy...

Kiedyś będziemy znów razem Ja i ty...

Wiedz mamusiu , że ja kocham Cię Najbardziej w niebie...

 W IMIĘ BOGA I SWOIM ROZGRZESZAM CIEBIE...



"  MÓJ PRZYJACIEL ANIOŁ 2"

Uwierz w anioła choć ma czarne skrzydła
 Uwierz w anioła choć świętość mu zbrzydła
Uwierz w anioła choć aureoli mu brak
Uwierz w anioła bo umiłował świat

Spotkaj anioła choć w ludzkim jest ciele
Spotkaj anioła bo jest przyjacielem
Spotkaj anioła z nim jaśniejsze dni
Spotkaj anioła tego życzę ci

 Kochaj anioła bo wart jest miłości
 Kochaj anioła za gniew i radości
Kochaj anioła jak kocham go ja
Kocham anioła niech to wieczność trwa



  ANIELSKIE SKRZYDŁA"

Anielskimi skrzydłami
Otoczę Twą postać
Ochronię przed złem
I bólem tego świata
Przyniosę spokój i ukojenie
Zmęczonej duszy Będę zawsze przy Tobie....
Zawsze dla Ciebie...
 Nie straszny ciężar na mych barkach
Nie straszne cierpienie Kiedy wiem, że jesteś....
 Kiedy wiem, że zawsze Dla mnie będziesz....



"  PORANNY  ANIOŁ"

Przyleciał do mnie nad ranem
 Z gwiezdnym pyłem w swoich skrzydłach
Ciepłych od pierwszych promieni słonecznych
Przykucnął na moim parapecie
I zapukał w moje okno
Widziałem go powiedział
Ma się dobrze,
 nie martw się
Dziękuję  odparłam
 I spokojna o ciebie rozpoczęłam nowy dzień!



BAJKA O MALEŃKICH ANIOŁKACH"

Opowiem Wam bajkę o małych aniołkach
 Co bawią się w ciszy na niebiańskich łąkach
 Na ich słodkich buziach widać cień zmartwienia
Na wspomnienie krzywdy ziemskiego istnienia
I widząc ten obraz żal się w sercu budzi
Czemu już są w niebie a nie są wśród ludzi?
Cóż za władna ręka życie im zabrała
Czy to ręka taty co je katowała?
 Czy to ręka mamy co męża kochała?
 A z cierpienia dziecka nic tylko się śmiała
Czy to ręka ojca wyrok nań wydała?
Gdy dziecina mała w nocy zapłakała
Czy to ręka matki gdy dziecko swe biła?
Kiedy na libacji za dużo wypiła?
A może dłoń dziadków z dużą wadą wzroku
Którzy nie widzieli dzieci swych w
 A może sąsiadki co za ścianą spała
Cierpiącego dziecka krzyku nie słyszała
Aniołki maleńkie w trumienkach chowane
Przez obcych szczerze są opłakiwane
A matka i ojciec cóż.... nerwowi byli
W taki właśnie sposób dziecka się pozbyli
Jak dobrze Aniołku że już jesteś w niebie
I żadna dłoń ludzka już nie skrzywdzi ciebie
Ja płaczę nad losem tych maleńkich dusz
I krzyczę ŚMIERĆ katom dosyć złego już


"  MÓJ ZIEMSKI ANIOŁ"

Wpatrzony w błękit z nadzieją
 że ujrzysz swego anioła
  Przewijasz w myślach obrazy z przeszłości
 i zastanawiasz się
Dlaczego Dlaczego Twój anioł odleciał?
Wołasz go sercem,
które choć ranne ma jeszcze dość sił
Aby wydobyć z siebie dźwięk,
 który brzmi jak Jego imię
 Kiedy sił coraz mniej i nadchodzi zwątpienie
On pojawia się...TWÓJ ANIOŁ.....
Śliczny i jaśniejący promieniami słońca
 Nie zlatuje z chmur tylko przychodzi do Ciebie
 Na szczyt pokonując tę samą drogę
Pełną Pełną przeszkód, którą szedłeś Ty
Przychodzi wsłuchany w szepty Twojego serca
Przychodzi wtedy, gdy najbardziej go potrzebujesz
Otula cię swymi skrzydłami,osusza łzy,
 Leczy rany, które zadał los
Przychodzi  tez, kiedy potrzebuje Ciebie
Bo Anioł daje szczęście i miłość tylko wtedy
 Gdy sam jest szczęśliwy i kochany
Każdy ma swego Anioła tylko nie każdy go zauważa
Byłeś, jesteś i zawsze będziesz mój Aniołku
 KOCHAM CIĘ!


"  CIEŃ ANIOŁA"


Była noc. Noc nieziemska, pełna snu.
Dwa anioły siedziały pod dębem z powiekami przymkniętymi na wpół.
Patrzyły w niebo, w elipsy gwiezdnych dróg.
I twarze miały takie szczęśliwe, chociaż zagubił im się Bóg.
Co wieczór tak czekały, aż noc spowije świat,
aż czernią spłynie im pod stopy i się rozwinie w przecudny kwiat.
 I wzeszedł księżyc. Spojrzał aniołom w twarz.
Poznał, że to postaci z nieba,
i że wkroczyły w magiczny czas.
A ludzie się dziwili, że noc, że taka cisza, i że anioły dwa,
bo nie wiedzieli, że to miłość była – co,
 gdy się rodzi, zaczyna łkać.
Nie znali także, co to miłości smak,
gdy wtem, jednemu z aniołów wyfrunął z serca ptak.
Świat stał się inny, wielki jak przerośnięty sen.
Pod dębem samotny siedział anioł...
a obok anioła... cień



'  ANIOŁ BEZ SKRZYDEŁ"


Anioł bez skrzydeł co jest człowiekiem
 Spadł na Ziemie i stąpa między nami
w biały płaszcz ze skrzydeł odziany
przechadzając się po ulicach wśród ludu
rozumiejąc troski i zaznawszy trudu
ucząc się żyć i cierpiąc przez wieki
 wyrzucony z nieba potępiony na wieki...



"  MODLITWA ANIOŁA""

W cieniu Twoich rąk ukryj proszę mnie...
Gdy boję się ,gdy wokół mrok,
bądź światłem bądź nadziei dniem
 Wszystkim o czym śnie ,
głosem w sercu mym
Jak ręka która trzyma mnie
Nad brzegiem mocy brzegiem dni...
Bądź jak skrzydła dwa kiedy braknie sił...
Chwyć mnie i nieś niech niebo bliżej będzie
Tak bardzo chce w ramionach skryć się Twych
Aniele mój...
 Aniele....



Upierzone świetliste istoty -
poruszają się z prędkością światła,
na promieniu dźwięku,
w harmonii z tonem duszy,
w błyszczącym promieniu światła
wołającego serca.



Anioły są istotami działającymi
w wieczystym świetle boskości,
rozwiniętymi z boskiej świetlistej substancji,
z blasku płomieni i natury światła, a nie z mięsa i krwi.
Mieszkającymi nierozłącznie w jedności.
Niezniszczalnymi dla rąk człowieka.
Nieosiągalnymi dla tych, którzy nie odkryli jeszcze
wewnętrznego świata i ciszy.
Są ożywionymi siłami duchowymi,
które mieszkają w człowieku i działają przez człowieka,
są mu pomocne w rozwijaniu jego boskich sił,
kiedy ten otworzy się na nie i przywoła je do swojego życia.



Pęd mojego serca dąży błogo, by nieść


Duchowe światło w noc światów zimą,

Aby zalążki duszy jaśniejąc

Zakorzeniły się w podłożu światów,

A Słowo Boże w mroku zmysłów




blaskiem i brzmieniem wszelki byt przenikało.

Powoli, delikatnie i z miłością
przesyłają swoje światło.
Otaczają nas swoją świetlistą substancją,
prowadzą w nieprzebyte czasy.
Im bardziej się na nie otwieramy,
tym bardziej rozwija się w nas światło.
Obecność aniołów przynosi radość,
pociechę, nadzieję, harmonię, uzdrowienie,
ochronę i mądrość.
Niewidzialny, świetlisty ślad aniołów
pozostawia w nas zawsze
spokój i ukojenie.
W ich obecności czujemy i wiemy,
że wszystko jest dobre, takie, jakie jest i że wszystko stanie się dobre.
Czujemy błogosławieństwo boskości.
Anioły uwznioślają nasz byt.





Niech Ci się przyśnią aniołki...
Urwisy, wścibskie wesołki,
pyzate jak pyza z dziurką,
przykryte jedwabną chmurką.

Niech Ci się przyśnią aniołki...
Pofikaj z nimi fikołki,
tylko nie szalej do rana,
bo będziesz znów niewyspana!.

Niech Ci się przyśnią aniołki...
Zostawiam wam dwa tobołki:
w pierwszym - sześćdziesiąt kanapek,
w drugim - świąteczny opłatek.

Niech Ci się przyśnią jak wczoraj...
Modlitwą gości przywołaj...
Daj buzi na pożegnanie.
Wiem, że nic ci się nie stanie!




Podajcie nam dłoń!
Tworzymy wstęgę,
most, łuk
pomiędzy Górą a Dołem.

O aniołowie! Kim jesteście?
Wcześnie Uszczęśliwione, Rozpieszczone pośród stworzenia,
Wysokie pasma gór, wszelkiego stworzenia
grzbiety o zorzy poranka
- pyłki kwitnącego bóstwa,
Przeguby światła, korytarze, schody, trony,
Przestrzenie z istot, tarcze z rozkoszy, fale
Burzliwie wezbranych uczuć i lustra,
które wypływającą własną piękność
nabierają ponownie we własne oblicze.



RAINER MARIA RILKE


Nadszedł czas,
aby wybawić niebiańskie istoty
z niższych światów,
wznieść je z powrotem w ich prawdziwe światło
tam, gdzie przynależą,
gdzie zawsze były i są nadal:
jako siły boskiego źródła, z którego powstało WSZYSTKO.
Rozwijamy poprzez nie nasze światło
i naszą prawdziwą naturę duchową.
Poprzez nas kontynuują one swój rozwój
w wyższych sferach bytu.
Światło to wysyłają ponownie
w otwarte serca ludzkie.
Siły boskości mogą zatem znów
podać sobie ręce,
pojednać się, wzajemnie sobie służyć
i - zamiast się marnować -
podążyć do miejsca swojego przeznaczenia.
Włączcie się w taniec spirali,
w korowód aniołów i ludzi.
Znów możemy stać się wyższymi istotami,
przez które przepływa boskie światło
i działają boskie siły Nieba.
Możemy zatem ręka w rękę
współpracować z anielskimi siłami
nad ewolucją i dalszym rozwojem boskich energii
i zmieniać wytworzone przez nas samych fałszywe dźwięki i tony
w muzykę boskich sfer,
w radość, szczęśliwość, prawdziwy spokój i harmonię.
Otwórzcie swoje serca i wpuśćcie w nie światło cudowności,
ponieważ
anioły są wśród nas!




Tęczowy blask nadziei,
światło promieniujące z serca,
gwiaździsty blask świetlistych światów
w anielskiej bliskości głaszczą duszę.
Błysk światła, iskry tańczące w ogrzewającym ogniu.
słodka woń kwiatów,
wspomnienia o Królestwach Niebieskich.
Przez twarz przemyka uśmiech.
Nagły przebłysk światła rozjaśnia ciemność.
Znów widać wyraźnie kolejny krok.
Wyłania się droga wśród cieni.
Działanie aniołów...
w harmonii z biciem serca
biorą Cię pod swoje skrzydła
- niewidoczne, niepoznane, łagodne i ciche.
Obecne - w ciszy.



Jestem człowiekiem,
Poprzez którego anielska siła światła
Swobodnie działać może.
Wynurzam się z nicości.
W nicości znikam.
Jestem jak wiatr.
Jak woń kwiatów.
Jak migoczące światło w koronie drzew.
Jak cień na ścianie.
Cichy i niepoznany.
Skromny i łagodny.
Moje słowo jest święte,
Mój czyn – pomocny,
Moja wola – wolna.
Jestem obecny tak długo,
Jak długo jestem Ci potrzebny.
Często moje działanie zauważasz wtedy,
Gdy mnie już nie ma.
Gdy jest już po wszystkim.
Jestem czynnym boskim światłem.

WIERSZE O ANIOŁACH



ERNESTBRYLL

Czemu zamykasz

drzwi za sobą...

Czemu zamykasz drzwi za sobą

Tak szybko żeby nikt nie zdążył

Wejść do mieszkania razem z tobą

Za oknem przecież Anioł krąży


Słuchaj naprawdę to Twój Anioł

Więc po co ma na deszczu czekać

On z nieba na to jest posłany

By czuwał wiernie przy człowieku


Takie jest nad nim prawo boże

Że żyć bez ciebie nie może

W szyby puka skrzydłami

Puść go — niech żyje z nami


Czego za sobą drzwi zamykasz

Czy boisz się przeciągu?

Niech wiatr zahuczy jak muzyka

Iw niebo nas pociągnie

15V 1987

JOANNA KULMOWA

Wieczór zanim

zapadnie

Wieczór zanim zapadnie ku anielstwu się skłania

przez podobieństwo ciszy i nagle otwartej dali.

Milczenie przejrzyste będzie

wiatr się w chybocie ustali

na chwilę nie czasu ptak zastygnie

wpół przefruwania

myśl zastygnie w pół domyślenia

i połowy drugiej nie doścignie jeszcze.


Tak uczyni się szpara w materialnych

przestrzeniach

żeby wieczór

żeby anioł

przeszedł.

JANSOCHOŃ

Anioły

Już w bramie wyciszasz się.

Droga krzyżowa: tu Jezus

zasnął zmęczony,

gdzie ludzka miłość zawiodła.

Ugrzęzły anioły

w ludzkich pozach.

I kto ich tu wezwał —

samotność.

Anioł zatroskany —

jakby nie wiedział o człowieku.

Anioł przyjęcia stał się dzieckiem,

wpisuje radosny obraz.

Anioł śmierci gra bezszelestnie

i tylko anioł kontemplacji,

gdzieś na brzegu drzew,

zniszczony przez czas — milczy

mówiąc:Ty masz jeszcze szansę.



JOANNAv POLLAKÓWNA

Wysłannik

Światło tężeje nagle w roztajały bursztyn,

Wysłannik już tu przybył, szmerem skrzydeł prószy

w ciszę swego zjawienia,

w spojrzenia promienność.

Ogień płonie, nie spala.

Żarliwie płoń ze mną

bo wzywam cię milczeniem

wpatrzeniem skupionym,

byś w ból wkroczył ochoczo

iż czołem wzniesionym;

byś Los przyjął

iw noc zanurzył

iw płomień.

styczeń2000


Kliknij, aby edytować treść...
Pamięci brata mego,
Pálmiego Arna Guðmundssona,
ur. 22.04.1949 r. – zm. 27.05.1992 r.
Dotknij strun harfy, niebiańskiej mej Pani,
by w Raju Anioły słyszały me granie.
Raz na ulicy pień drzewa zoczyłem,
struną i piórkiem go przyozdobiłem.
Z sosny, com wyciągnął z wód zimnej zatoki
i drew w tartaku, rzeźbiłem ja ptaki.
A że niezmiennie o niebie wciąż marzę,
Zapewne życiem wkrótce je obdarzę.
Są tacy, którzy po wodach się pławią,
zaś inni zawsze jak dzieci się bawią.
A słońce pozłaca ciemne wody morza,
zespalając czarem ziemię i przestworza.
Davið Stefánsson, (1895–1964
Sekret Anioła Stróża
Zanim dzieci się urodzą, 
w Bożym blasku sobie brodzą,
przykrywają się chmurkami,
rozrabiają z aniołkami...
Święty Piotr się z nimi bawi,
a Bóg Ojciec błogosławi.
Gdy z tęsknoty drży już ziemia,
wołają - do zobaczenia!
I skaczą przez nieba progi.
Hej smyki! Szczęśliwej drogi!
Na każdego anioł czeka,
szepcząc: będę miał...człowieka,
malutkiego, bezradnego...
O! Już jest! Witaj kolego!
Coś wymyślić prędko trzeba,
by nie uciekł mi do nieba,
więc zapomnij mój kochany
tamte łąki i polany.
Zapomniałeś? Znakomicie!
No to teraz - ciesz się życiem!
Gdyby ci się zaś przyśniło
jak tam w górze było miło,
to pamiętaj - ani słowa!
Jak umowa - to umowa...
Po tych słowach Anioł Boży
lekko palec swój położył
na usteczkach niemowlaka.
Jeśli kto się zna na znakach
już rozwiązał sekret cały:
skąd pod nosem dołek mały.


Lila
"Anioł Stróż"
"Aniele Boży, Stróżu mój, 
Ty zawsze przy mnie stój..."


Dobiega końca dzień pełen trosk i ciągłej opieki,
Jeszcze tylko pokonać schody wśród gwiazd do nieba,
Spojrzeć Bogu w oczy, historię dnia opowiedzieć trzeba.
Takie ciężkie i zmęczone są senne powieki.

Niebiańskiej bramy skrzypnięcie cichutkie,
Postać Boga wyczekująca w oknie,
Która delikatną dłonią ramienia dotknie
I z ogrodu na deser owoce słodziutkie.

Ale zanim głowę do poduszki będziesz mógł przytulić,
Musisz anielskie skrzydła wyprać przybrudzone
I oddać do naprawy buty już znoszone,
Teraz dopiero możesz się kołdrą otulić.

A tu już promienne słońce po niebie wędruje,
Pan Bóg dzwoneczkiem Anioła swego budzi,
Który śpieszy do pracy, znów się natrudzi.
Białe skrzydła zakłada i do ludzi wzlatuje.

Delikatnie odgarnia kosmyk włosów mi z czoła,
Zaprasza na mą twarz promienie słoneczne
I czeka, kiedy się w końcu do niego uśmiechnę,
Śpiewnym głosem "dzień dobry" do mnie woła.

Razem do Boga się modlimy,
Razem na spacer się wybieramy,
Razem przez łzy się uśmiechamy,
Razem przez drogę przechodzimy.

On czuwa żebym zawsze bezpieczna była,
Biegnie z szalikiem kiedy wiatr wieje,
Pokłada we mnie swoją nadzieję,
Pilnuje, abym w szczęściu żyła.

Wracamy zmęczeni, szczęśliwi do domu.
Z Aniołem Stróżem przy kominku siadam,
Chociaż Go nie widzę czasem z nim rozmawiam.
Czuję, że za chwilkę odejdzie po kryjomu.

Dobiega końca dzień pełen trosk i ciągłej opieki,
Jeszcze tylko pokonać schody wśród gwiazd do nieba,
Spojrzeć Bogu w oczy, historię dnia opowiedzieć trzeba.
Takie ciężkie i zmęczone są senne powieki...


Magdalena Sz.
W cieniu skrzydeł
Na niebie gładkim jak tafla oceanu
Dostrzegam Anioła, Anioła z obłoków.
To jest mój Anioł Stróż.
Widzę, jak płynie na swej maleńkiej łódeczce
Zmaga się z wiatrem, tańczy ze słońcem.
Walczy, walczy dla mnie, o mnie, z miłości.

Kiedy nocą razem kroczymy przez bezbrzeżny ocean
W modlitwie proszę o jakiś znak, morską latarnię.
Aniele mój, schowaj w ramionach mnie i nie wypuszczaj już,
Bo tam bezpiecznie jest, tak ciepło jest.
I już nie boję się, zasypiam, kołysana na skrzydle Twym.

Rankiem swym anielskim śpiewem mnie budzisz
Przywdziewasz białą szatę, skrzydła, zaplatasz warkocz.
Wciąż jesteś ze mną, jesteś mym cieniem,
Prawdziwy Przyjaciel, Stróż, nieodłączny element mojego życia,
Wieczny Towarzysz w chwilach smutku i radości.

Wciąż razem, zawsze razem, dla siebie dla Niego.
To nasza bajka, nasza historia
Na końcu poznanie, uścisk dłoni, uśmiech.
A teraz trzeba walczyć dalej, dla nas.
I ciągle powtarzać, bo życie trwa dalej:
Kiedy nocą razem kroczymy przez bezbrzeżny ocean...
A potem: Rankiem swym anielskim śpiewem mnie budzisz....
To muszę się uśmiechnąć, nie mogę inaczej...


Magdalena Sz.

Cytaty »anioły

Antoine de Saint-Exupéry

Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.

Fiodor Dostojewski

Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje.

José Saramago

Ludzie bowiem to anioły bez skrzydeł, i to jest właśnie takie piękne, urodzić się bez skrzydeł i wyhodować je sobie [...].

Mikołaj GogolAforyzmy Gogol (Z listów)

Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.

Victor Hugo

Kobieta, która ma jednego kochanka jest aniołem, która ma dwóch jest potworem, która ma trzech jest kobietą.

Heinrich Heine

Nigdy nie można oznaczyć z pewnością, gdzie się w kobiecie anioł kończy, a diabeł poczyna.

Stanisław Jerzy Lec

Czasami ciemno od skrzydeł anielich.

Heinrich Heine

A niebo zostawmy im - Aniołom i wróblom.

Georg Christoph LichtenbergAforyzmy Lichtenberg (101)

Gdy tylko zaczynamy widzieć wszystko we wszystkim, wyrażamy to zwykle w sposób niejasny. Zaczynamy mówić językiem aniołów.

Georg Christoph LichtenbergAforyzmy Lichtenberg (26)

Gdyby nam jakiś anioł opowiedział coś ze swej filozofii, sądzę, że niektóre zdania brzmiałyby tak, jak dwa razy dwa jest trzynaście.

Władysław GrzeszczykParada paradoksów

W ostateczności nawet diabeł w swym piekle woli mieć grzeczne i posłuszne aniołki.

Monteskiusz

Jestem przekonany ze anioły nie pogardzają ludźmi w tym stopniu, co ludzie sobą wzajemnie.

Józef Ignacy KraszewskiPółdiablę Weneckie

Diabeł się przebiera za anioła, gdy chce duszę ludzką na zagubę wyprowadzić.

Adam Mickiewicz

Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto!
postaci twej zazdroszczą anieli
a duszę gorszą masz... gorszą niżeli...

Gabriel Laub

Aniołom jest łatwo być aniołami. Nie jedzą i są bezpłciowi.

Gabriel García MárquezOpowiadania (Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydłami)

[...] jeśli skrzydła nie stanowią najistotniejszego elementu odróżniającego krogulca od aeroplanu, tym bardziej nie mogą nim być przy rozpoznawaniu aniołów.

Friedrich Schiller

Aniołem człowieka jest czas.

Leszek KołakowskiRozmowy z diabłem

Tylko upadły, najmilsi, może z upadłym się zmagać, boć trzeba w tej samej przepaści siedzieć, aby wojnę prowadzić, tylko więc anioł upadły upadłego anioła pokonać może, jakaż wielka to prawda, mili moi, jakaż to nauka subtelna, jaka pociecha dla dusz waszych strapionych, jakie światło na zagubionym waszym gościńcu...

Emil CioranZeszyty 1957-1972

Gdyby aniołowie chwycili za pióra, jakąż nudą powiałoby z ich utworów i listów?

Blaise Pascal

Człowiek nie jest ani aniołem, ani bydlęciem, nieszczęście w tym, iż kto chce być aniołem, bywa bydlęciem. Khalil GibranSzaleniec (Nowa przyjemność)

Zeszłej nocy wymyśliłem nową przyjemność i gdy wypróbowałem ją po raz pierwszy, anioł i diabeł rzucili się pędem w stronę mojego domu. Spotkali się na progu i wszczęli bójkę o moją świeżo wymyśloną przyjemność. Jeden krzyczał: „To grzech!”, drugi zaś: „To cnota!”.

Gotthold Ephraim Lessing

Człowiekowi człowiek wciąż jeszcze jest bliższy aniżeli anioł.

  • A niebo zostawmy im –
    Aniołom oraz wróblom.
  • Aniele! Pójdę za tobą!
    • Autor:Teofil Lenartowicz, Za aniołem
    • Opis: stąd Jacek Malczewski zaczerpnął tytuł swojego obrazu z 1901 roku.
  • Aniele Boży, Stróżu mój,
    Ty zawsze przy mnie stój;
    Rano, w wieczór, we dnie, w nocy,
    Bądź mi zawsze ku pomocy.
  • Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje.
  • Anioły – gdy spadają
    nie wiedzą gdzie jest dno
    Anioły – łatwo złapać
    pułapek na nie znam ze sto
    Anioły – są naiwne
    i zawsze myślą, że to całe zło
    ominie właśnie je
    dlatego tylko...
    Moja bądź
    i tylko przy mnie błądź
    już tylko moja bądź
    Angeliko, Angeliko, Angeliko...
  • Anioły są takie ciche,
    Zwłaszcza te w Bieszczadach
    Gdy spotkasz takiego w górach,
    Wiele z nim nie pogadasz
    (...) Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
    Dużo w was radości i dobrej pogody
    Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie,
    Gdy skrzydłem Cię trącą – już jesteś ich bratem
    • Autor: Adam Ziemianin, Bieszczadzkie anioły
    • Opis: piosenka śpiewana przez Stare Dobre Małżeństwo.
  • Anioły są tylko pretekstem do pokazywania świata, którego nie widać bezpośrednio za oknem, ale który istnieje na pewno. Jest to świat międzyludzkich relacji, uczuć i wartości mi bliskich, jak pogoda ducha, śmiech i życiowy dystans. Anioły dają także szansę ucieczki od opisywania otaczającej nas rzeczywistości, która mnie nudzi i nie znajduję w niej bezpośrednio szczególnych bodźców do pracy.
  • Człowiek nie jest ani aniołem, ani bydlęciem, nieszczęście w tym, iż kto chce być aniołem, bywa bydlęciem.
  • Czy anioł zlatuje na ziemię
    z ramionami jak do uścisku
    a zleciawszy wśród trawy drzemie
    na szerokim wichrowym lotnisku
  • Czy grzmot naprawdę oznacza, że aniołki grają w kręgle?
    • Opis: Gracey weryfikuje wszystko, co rodzice jej wmówili.
    • Źródło: Jim wie lepiej, odcinek 2 (24).
  • Na czaszkę ludzkości wsiadłszy
    Anioł rozparty,
    Profan, jak z tronu z niej patrzy
    I stroi żarty.
  • Najczęściej można spotkać cię nad przepaścią lukrowaną. Gdzie przez dziurawą kładkę przeprowadzasz dwoje dzieci.
    • Autor: A. Ziemianin Makatka z Aniołem
  • Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem.
    • Źródło: Biblia Tysiąclecia (Wyj 23,20)
  • Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.
  • Raz mi mówiono, że są tu na ziemi
    Białe anioły z skrzydłami jasnemi.
  • Spójrz ku domowi, aniele!
    • Look homeward, angel. (ang.)
    • Autor: John Milton, Lycidas, 1637
W Leluchowie miła czereśnie dziko krwawią
Tam granicy pilnuje całkiem wesoły anioł
W Leluchowie miła zaczyna się koniec świata
Tam anioł traci głowę, z brzozami się brata
  • Autor: Adam Ziemianin, Leluchów
  • Opis: piosenka śpiewana przez Stare Dobre Małżeństwo.

 

 

 

 Uwierz w Anioły

 



Uwierz w Anioły
nawet jeśli ich skrzydła są czarne
Uwierz w Diabła
choćby na jego rogach spoczywała
płonąca aureola
 

תאמין במלאכים
גם אם כנפיהם שחורים
תאמין בשטן
גם אם הילה נוצצת
מעל ראשו
 

Uwierz w ślepą miłość
i równie ślepą nienawiść
Uwierz w słowa, z których szydzi czas
Uwierz w strach
 

תאמין באהבה המעוורת
ובשנאה שמעוורת כמוה
תאמין במילים שהזמן לועג עליהן
תאמין בפחד 

Uwierz oczom i spragnionym dłoniom
obrazom pełnym barw i zaklętego
Milczenia
Uwierz w dotyk, w muzykę i w głos,
i w ciszę
Uwierz w tysiące codziennych spraw
 

תאמין במבט עיניים ובחמדת ידיים
בתמונות מלאות צבעים ושתיקה
המושבעת
תאמין במגע, במוסיקה, בקול
ובשקט
תאמין באלפי דברים יומיומיים 

Któregoś dnia uwierz
we mnie

/Tomasz Jakubiak/
 

ופעם תאמין 

  


                                                                                                            ***                               

 

  

Czemu zamykasz drzwi za sobą...

Czemu zamykasz drzwi za sobą
Tak szybko żeby nikt nie zdążył
Wejść do mieszkania razem z tobą
Za oknem przecież Anioł krąży

Słuchaj naprawdę to Twój Anioł
Więc po co ma na deszczu czekać
On z nieba na to jest posłany
By czuwał wiernie przy człowieku

Takie jest nad nim prawo boże
Że żyć bez ciebie nie może
W szyby puka skrzydłami
Puść go — niech żyje z nami

Czego za sobą drzwi zamykasz
Czy boisz się przeciągu?
Niech wiatr zahuczy jak muzyka
I w niebo nas pociągnie
 


/Ernest Bryll/
 

 

***

Anielskie chóry


Anielskie śpiewają chóry
W gwiaździstym błękitów morzu,
Wśród nocnej ciszy, przy łożu
Sennej natury.
Śpiewają tej biednej ziemi,
Co wiecznie w świeżej żałobie
Jak matka płacze na grobie
Za dziećmi swymi.
Śpiewają ludziom, co dyszą
W codziennym a krwawym trudzie,
Lecz biedni, zmęczeni ludzie
Pieśni nie słyszą.
I tylko ci, którzy toną
W wielkiej miłości pragnieniu,
Ci słyszą w serc swoich drżeniu
Tę pieśń natchnioną!

/Adam Asnyk/
 

 

***

Anioł przebudzenia


Jakie to szczęście
obudzić się
i zobaczyć Anioła
wysłannika Boga
świadka Jego
obecności

/Ks. Jan Twardowski/
 

*** 

Stróż? 

Bóg posłał anioła, żeby mnie pilnował
z wiecznym piórem pod skrzydłem i w zielonej czapce
a ja go wziąłem za chłopca do posług
by parzył mi herbatę i przynosił kapcie

Z anielską cierpliwością zabrał się do pracy
strzegł, chronił, bronił i na zimne dmuchał
a ja, dumny z siebie, nie myślałem wcale
że to nie on mnie, a ja jego powinienem słuchać...

/Ks. Tomasz Opaliński/
 

 *** 

Dwa anioły 


Dwa anioły spotkały się w locie,
Ponad ziemia, wśród błękitnych mórz
Jeden płynął w purpurze i zlocie
Miał wejrzenie jakby rannych zórz,

Drugi w czarnych aksamitach tonął,
Łez brylantem świecił jego wzrok -
A na głowie wieniec z gwiazd mu płonął
I rozjaśniał nieskończony mrok

"Wracam z ziemi - rzeki pierwszy z aniołów -
Gdzie w ogrodzie życia kwiaty siał,
Rozdmuchiwał płomienie z popiołów
I przyśpieszał nowy rozkwit ciał

Tam widziałem, w ciemnej nieszczęść nocy,
Dwóch serc czystych krwawy z losem bój,
Dwojga istot gorzki ból sierocy,
Ich samotny, ciężki życia znój

Więc zbliżyłem dwie niedole z sobą
I miłości owiałem je tchem
A z dwóch smutków nad dawną żałoba
Szczęście rajskim wykwitnęło snem!"
 

Ja - rzekł drugi w gwiaździstej koronie - 

Wracam także z owych ziemskich pól,
Gdzie na chorych sercach kładłem dłonie...
I na zawsze koiłem ich hol.

Tam spotkałem, pomiędzy innymi,
Jedną dusze szlachetna, bez plam -
i kochałem tego syna ziemi,
Co pięknością dorównywał nam.

Lecz dojrzałem, że w żywota męce
Zaczął oliwiąc się... rdzy dostrzegłem ślad,
i strwożony, wyciągnąłem ręce,
By, padając, nie poplamił szat.

I miłością prowadzony czystą,
Jak najciszej zbliżyłem się doń...
Zarzuciłem zasłonę gwiaździstą...
I na sercu położyłem dłoń.

W mych objęciach on teraz bezpieczny,
Bo już władzy nie ma nad nim czas -
I zostanie w swej piękności wiecznej,
Nie dotknięty żadna, z ziemskich skaz".
 


/Adam Asnyk/
 

 
***


Anioł

Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch
Sięgający piersiami skoszonego siana?
Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana...
Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź!
Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!
Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem...
Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...
I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.
Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on
Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił
I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon,
A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił...
Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą -
W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?...
 

/Bolesław Leśmian / 

 

***

"Niekiedy tak bardzo pragniemy
Stać się aniołami,
Ze całkiem zapominamy o tym,
By być dobrymi ludźmi."
 

/Św. Franciszek Salezy/ 

 

***
 

Robota Anioła Stróża 

 

Gonił cię mój anioł stróż po świecie, o mój Drogi,
biegł wciąż za tobą przez lasy, przez łany,
potrącał cię ku mnie, zapędzał cię do mnie,
ciągnął za obie ręce, spychał z prostej drogi -
o miłości coś szeptał, bredził nieprzytomnie,
pachniał jak wytężone białe nikotiany...
Siedzący noc całą przy tobie na warcie
krzyczał głosem jak trąby złote i waltornie,
to znów o łaskę twoją modlił się pokornie,-
 

zbawienie własne diabłom rzucał na pożarcie! -
Wreszcie ciebie ślepego, ciebie niechętnego
zawiódł przemocą do mego pokoju,
gdzie siedziałam płacząca, Pan Bóg wie dlaczego,
jak to się zdarza czasami. -
Wpuścił cię naprzód, sam został za drzwiami,
zatańczył w triumfie jakiś taniec boski -
potem twarz zakrył szatą srebrnobiałą,
zamyślił się pełen troski -
i jęknął z przerażenie nad tym, co się stało.
nad tym, co się stało. 


/Maria Pawlikowska – Jasnorzewska/
 

 
***
 

O aniołach

Odjęto wam szaty białe,
Skrzydła i nawet istnienie,
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy.
Tam gdzie na lewą stronę odwrócony świat,
Ciężka tkanina haftowana w gwiazdy i zwierzęta,
Spacerujecie oglądając prawdomówne ściegi.
Krótki wasz postój tutaj,
Chyba o czasie jutrzennym, jeżeli niebo jest czyste,
W melodii powtarzanej przez ptaka,
Albo w zapachu jabłek pod wieczór
Kiedy światło zaczaruje sady.
Mówią, że ktoś was wymyślił
Ale nie przekonuje mnie to.
Bo ludzie wymyślili także samych siebie.
Głos - ten jest chyba dowodem,
Bo przynależy do istot niewątpliwie jasnych,
Lekkich, skrzydlatych (dlaczegóż by nie),
Przepasanych błyskawicą.
Słyszałem ten głos nieraz we śnie
I, co dziwniejsze, rozumiałem mniej więcej
Nakaz albo wezwanie w nadziemskim języku:

zaraz dzień
jeszcze jeden
zrób co możesz.
 


/Czesław Miłosz/
 

 

***

Aniołowie


Bywają ognie - podobne do ciszy,
Co na przechodnia w zaroślach czatuje...
Takich się ogniów nie widzi, lecz słyszy -
Nawet nie słyszy, lecz raczej zgaduje.
Serca im w piersi wonieją, jak róż -
Lecz mi nie wolno korzystać z róż mocy,
Ni czarów własnych nadużyć po nocy,
Ni łkać, ni wątpić, ni konać w lazurze!
Nie wolno modlitw gałązki jedynej,
Niesionej Bogu ku czoła ozdobie,
Przyłamać stopą - lub przyśnić się tobie
W postaci nagiej, zuchwałej dziewczynie!...
Więc próżno patrzą w słoneczność dokolną,
Bo im ni kochać, ni szaleć nie wolno.
A oni właśnie najtrwalej, najdzielniej
Mogliby kochać - -od nocy do świtu -
Podobni mewom w zatokach błękitu,
Tym od nich różni, że tak nieśmiertelni.
Oni to właśnie zmyśliliby krocie
Pieszczot zawiłych, nieznanych na ziemi,
I niestrudzeni byliby w pieszczocie,
I niestrudzeni - i wielcy - i niemi!
Bo dla nich tylko, zaprawdę, że dla nich
Przyjdzie ta miłość, co światy ogarnie!
Jam śledził w niebie poloty ich sarnie
I lęk błękitny w ich źrenicach łanich!
Jam słyszał nieraz, że szemrzą jak płomień,
Skrzydłem, utkanym z tęcz i oszołomień!
Znojni miłosnych zachceń tajemnicą,
Jednako zemdleć potrafią w pogoni
I za rycerzem, co kocha się w broni,
I za bezbronną na kwiatach dziewicą.
Zmarli i żywi, zbożni i występni,
Niezwyciężeni - i ów, który ginie -
Są ich miłości zarówno dostępni,
Jak szczyty górskie i kwiaty w dolinie!
Nie ujdzie motyl, ni pszczoła, ni szerszeń
Ich oczom chciwym, gdzie błękitna baczność
Zmienia tęsknotę bezbrzeże i cudaczność,
Skąpiąc jej wszelkich granic i zawieruszeń!
Bo nie zna granic ich żądzy przewina,
Prócz tej, gdzie nagłe szczęście się zaczyna...
 


/Bolesław Leśmian/
 

 

***

Prośba
 


O mój Aniele, ty rękę
Daj!
Przez łzy i mękę,
Przez ciemny kraj,
Do jasnych źródeł ty mnie doprowadź;
Racz się zlitować!
Serce me zwiędło jak marny
Liść;
Wśród nocy czarnej
Nie wiem, gdzie iść,
I po przepaściach muszę nocować:
Więc ty mnie prowadź.
To, com ukochał, com tyle
Czcił,
Zdeptane w pyle
Padło bez sił;
Rozpacz i hańbę widząc po drodze,
Stanąłem w trwodze.
Widziałem zbrodni zwycięski
Szał,
Widziałem klęski
Duchów i ciał;
Więc obłąkany boleścią chodzę
We łzach i trwodze.
I nie wiem teraz, w co wierzyć
Mam,
Jak dzień mój przeżyć
W ciemności, sam;
Nie wiem, czy zdołam wytrwać niezłomnie:
Więc ty zstąp do mnie!
Lękam się zstąpić z wątpieniem
W grób
I z utęsknieniem
Do twoich stóp
Chylę się z prośbą i nieprzytomnie
Wołam: zstąp do mnie!
Pokaż mi tryumf w przyszłości
Dniach,
Tryumf miłości
Kupiony w łzach,
I ludu mego zwycięstwo jasne
Pokaż, nim zasnę!
Pokaż mi ciszę wschodzących
Zórz,
Zmartwychwstających
Królestwo dusz,
A dbać nie będę o szczęście własne
Spokojny zasnę.
 


/Adam Asnyk/
 

*** 


Siódmy anioł


Siódmy Anioł 

jest zupełnie inny 

nazywa się nawet inaczej 

Szemkel 

 

to nie to co Gabriel 

złocisty 

podpora tronu 

i baldachim 

 

ani to co Rafael 

stroiciel chórów 

 

ani także 

Azrael 

kierowca planet 

geometria nieskończoności 

doskonały znawca fizyki teoretycznej 

 

Szemkel 

jest czarny i nerwowy 

i był wielokrotnie karany 

za przemyt grzeszników 

 

między otchłanią 

a niebem 

jego tupot nieustanny 

 

nic nie ceni swojej godności 

i utrzymują go w zastępie 

tylko ze względu na liczbę siedem 

 

ale nie jest taki jak inni 

 

nie to co hetman zastępów 

Michał 

cały w łuskach i pióropuszach 

 

ani to co Azafael 

dekorator światła 

opiekun bujnej wegetacji 

za skrzydłami jak dwa dęby szumiące 

 

ani nawet to co  

Deadrael 

apologeta i kabalista 

 

Szemkel Szemkel 

- sarkają aniołowie 

dlaczego nie jesteś doskonały 

 

malarze bizantyjscy 

kiedy malują siedmiu 

odtwarzają Szemkela 

podobnego do tamtych 

 

sądzą bowiem 

że popadliby w herezję 

gdyby wymalowali go takim jaki jest 

czarny nerwowy 

w starej wyleniałej aureoli 


/Z. Herbert /

***

Choćbyś za życia

Choćbyś za życia zrównał się z aniołem,
Przed samym sobą nigdy nie ucieczesz,
Nie zrobisz serca lodem lub popiołem
Ani ziemskiego szczęścia się wyrzeczesz!

Namiętnych pragnień próżno się wypierać,
Próżno obłudy skrywać je spowiciem:
Jak anioł możesz marzyć - lub umierać!
Ale żyć musisz - tylko ludzkim życiem!

Szczęśliwość nasza jest jak los zawodna:
Nić taka złota - w lot się staje szarą!
Czara rozkoszy wychylona do dna
Na zawsze będzie niedopitą czarą!

Do śmierci życie zda się nam noclegiem,
Wiecznie do czegoś serce nam kołata -
I jeszcze stając nad mogiły brzegiem
Patrzym w świat inny - okiem tego świata!

Szczęście, za które spełnisz jadu czaszę,
Czyni się w mgnieniu tylko szczęścia cieniem -
I od kołyski całe życie nasze
Do samej trumny wiecznym jest - pragnieniem!...

 

/Artur Oppman/

***

Anioł

Światłością lśniąc, u wrót edemu
Stał z głową opuszczoną Anioł,
A buntowniczy, mroczny demon
Krążył nad piekła złą otchłanią.

Duch zaprzeczenia, duch bluźnierczy
Spoglądał na czystego ducha
I słodkim żarem po raz pierwszy
Miłośnie drgnęła istność głucha.

"Nienadaremnie, rzekł, zaznałem
Blasku, co spłynął mi od ciebie:
Nie wszystkim w świecie pogardzałem,
Nie wszystkom nienawidził w niebie."

 

/ Aleksander Puszkin / 

 

Moim sąsiadem jest anioł 


Moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
Na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest zwijanych skrzydeł
On rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
Twoje okno znowu świeciło długo
w noc

/Halina Poświatowska/
 

 

 Nie anioł stróż

mojego Anioła Stróża nie widać
choć nie zazdrości archaniołom
nie strzeże nikogo jak na obrazku
przewraca kładkę po której idę
rzuca w przepaść na zbitą głowę
wyciąga za nogawki
pyta - jak leci
mówię mu nieprzyzwoity po łacinie banał
- Aniele tobie łatwo bo nie masz ciała
ale mnie sempiterna zabolała
nie rozumie strzeżonego Pan Bóg nie strzeże
do Boga idzie się na całego
przez kładkę skopaną
przez miłość która wyszła bokiem
przez rozpacz ze szczegółami
przez korek uliczny w którym ugrzęzło pogotowie z syreną
czasem jak stonoga co pomyliła nogi i stanęła jak noga
tłumaczył i ja tłumaczę ale na obrazkach inaczej 

 /ks. Jan Twardowski/ 

 

Anioł poważny i niepoważne pytania 

Czy zostałeś aniołem dopiero po dłuższym namyśle
czy zamiast palca serdecznego masz tylko wskazujący
czy spowiadasz tylko z grzechów ciężkich bo lekkie
trudno udźwignąć
czy klaszczesz w dłonie patrząc na konanie
jak na sytuację przedbramkową
czy nigdy nie płaczesz, żeby się nigdy nie uśmiechać
czy umiesz uważnie bez powodu słuchać
czy nie przytulasz się żeby odejść
czy nie tęsknisz za ciałem
za ludzkim uśmiechem
za dłońmi złożonymi w kominek
za ziębą co we wrześniu opuszcza ogrody
za źrebakiem zamykającym powieki
za chrząszczem o nogach żółtoczerwonych
za każdą sekundę zawsze ostatnią
za tym co nietrwałe i dlatego cenne  

/Ks. Jan Twardowski/ 

 

Anioły

Anioły schodziły po ścieżce białej,
schylały się, patrzały, głowy ku sobie zbliżały,
chwiały ogromnymi, cichymi piórami,
szemrały szumiącymi szatami
i stawały bojąc się przestraszyć ciszę,
która się razem z nimi nad ziemią czekającą kołysze. 

 /Kazimiera Iłłakowiczówna/ 

 

Anioł gotycki

W ołtarzu ciemnej katedry
stanął Anioł gotycki
wyniosły i ascetyczny,
rzeźbione w drewnie smukłe palce
złożył w modlitewnym geście
opuszczonymi powiekami zakrył oczy,
uduchowiony.
Szata w nieskazitelnych fałdach do samej spływa ziemi,
a wąskie stopy unoszą w powietrzu
niematerialne ciało.
Spokojnie przesuwa się słoneczne światło
poprzez płaszczyzny witraża,
wydobywa z mroku wypukłości
drewnianych rzeźb,
połysk polichromii,
postacie świętych
i twarz anioła...
Nagle, niczym słoneczny promień
spod powiek błysnęło spojrzenie
zielonych oczu,
a skrzydła uniosły się i zaszumiały
jak kiedyś szumiała gałęziami wierzba nad strumieniem,
gdy jeszcze była drzewem
a w jej cieniu pasły się owce
i odpoczywali strudzeni wędrowcy.
Zaśmiał się gotycki anioł
na wspomnienie dni, pełnych słonecznego blasku
I nocy księżycowych
przepływających ponad drzewem,
które było nim.
Poznało go słonce i przez chwilę pieściło,
jak dawniej, kiedy jeszcze
ukryty w wierzbowym pniu
podglądał zakochanych. 

/Halina Porębska/ 

 

 
Aniele Boży 

Aniele Boży Stróżu mój
Ty właśnie nie stój przy mnie
jak malowana lala
ale ruszaj w te pędy
niczym zając po zachodzie słońca

skoro wygania nas
dziesięć po dziesiątej
ostatni autobus
jamnik skaczący na smycz
smutek jak akwarium z jedną złotą rybką
hałas
cisza
trumna jak pałacyk

ładne rzeczy gdybyśmy stanęli
jak dwa świstaki
i zapomnieli
że trzeba stąd odejść
 

/Ks. Jan Twardowski/ 

 

***
 

 

Makatka z Aniołem 

 

  

 Na twarzy twej rumieńce
Jakbyś był uduchowiony
Przez gruźlicę płuc
A dobroć twą nieziemską
Zamykasz na niebieski klucz

Najczęściej można spotkać cię
Nad przepaścią lukrowaną
Gdy przez dziurawą kładkę
Przeprowadzasz dwoje dzieci

Nocą może chciałbyś
Oderwać się od ściany
Ale jedno skrzydło
Gwóźdź ci przedziurawił
Więc zostajesz z nami
Na wieki wieków amen
 


/Adam Ziemianin/
 

 

***
 

Anioł milczenia 

Z lutnią, po której złote struny biegną,
Klęczę na rąbku szaty Najwyższego,
I białe czoło obracam w tę stronę,
Kędy wirują globy rozpędzone.
Przejrzystą dłonią wygładzam etery,
Echem miarkuję rozśpiewane sfery,
By nie przerywać ciszy majestatu...
I — pokój... pokój... pokój! szepcę światu.
 

Byłem, gdy z myślą Bóg rozmawiał własną.
Byłem gdy w służbę wziął jutrzenkę jasną,
Byłem gdy z mgławic, co mu zdobią szaty
Strząsał dzień biały i słoneczne światy.
W pierwszem zwierciedle błękitnego morza
Jam się przeglądał, zanim weszła zorza,
I zanim z pąków wytrysnął rój kwiecia,
Ja w rąbku niosłem pokoju stulecia.
 

Tam, kędy z okiem opuszczonem stoję,
Dogrzmieć nie mogą ziemi niepokoje;
Żywiołów burze ja trzymam w granicy,
Bom jest skinieniem wszechmocnej prawicy.
Kiedy nad zakres do przyszłości biegą
Harde pytania: „poco? i dlaczego”?
Ja w białych palcach wstrzymuję zasłonę,
Którą od dzisiaj jutro oddzielone.
 

Między błysk gromu a grzmot stopę stawię,
I rosą polnym kwiatom błogosławię.
Na skrzydłach moich wioskę twą kołyszę,
Smutnych łzy liczę i westchnienia słyszę...
W ciszy twych gajów, w poranki majowe,
Tęsknem dumaniem poświęcam twą głowę
I ducha twego prowadzę po niebie,
Byś „siadł i zamilkł i wzniósł się nad siebie”.
 

Ja płaszcz królewski rzucam na ramiona
Milczącej nędzy, co w ukryciu kona,
A dłoń wychudłą podnosząc z barłogu,
Samemu tylko spowiada się Bogu.
Ja balsam daję na palące rany,
Ja dźwigam z tobą ból niepodzielany,
 

Ja tułaczowi pot ocieram z czoła
I z samotnikiem zasiadam u stoła.
 

Mędrca mądrością jestem i rozwagą,
Myślicielowi daję prawdę nagą;
A jako źródło, bijące od wieka,
Wzmagam, oczyszczam, podnoszę człowieka...
Jam jest wymową grobów i cmentarza,
Urokiem nocy, powagą ołtarza;
Jam jest rapsodem dziejowym ruiny,
Pociskiem wzgardy i rumieńcem winy.
 

Kto mnie ukochał, znalazł skarb pogody,
Pokoju ducha i ciszy i zgody;
Zgiełkliwa zgraja pierzcha i ucieka
Od milczącego w zadumie człowieka.
 

Ja jestem słońcem, pod którego żarem
Dojrzewa zamysł, i jam jest ciężarem,
Którego słabi podźwignąć nie mogą...
Jestem potęgą, której zdeptać nogą
Nie podołają najwięksi mocarze...
Ja jestem siłą, co zniewagę karze...
 

Jam broń niewinnych i pomsta straszliwa,
Od której zbrodzień tajny dogorywa.
 

Nad popiołami zwyciężonych grodów
Otrząsam z skrzydeł nadzieje narodów,
Lecących w próżnię, jak wymietna plewa,
Którą wiatr przed się drażni i rozwiewa...
W bladych klęsk ślady postępuję krwawe,
Z nędznym skazańcem jednę dzielę ławę;
Na zgliszczach śpiewam Hiobowe pienia,
I jestem czarną chorągwią zniszczenia.
 

Najbliższy Panu i najmilszy Panu,
Ja z perłą padam na dno oceanu,
I z ciszą morską odbywam narady,
Których z przestrachem słucha sternik blady.
 

Nad bojowiskiem wyciągam ramiona,
Jestem modlitwą tego, który kona
I jestem krzykiem matki, gdy przybieży
Odszukać syna wśród trupów żołnierzy,
 

I krew jej ścinam, i wstrzymuję tętna,
I na niej żywej — trupa kładę piętna.
A przy kurhanie, co zamknął dzień czynu,
Ja staję w miejsce pomników, wawrzynu,
I tam, gdzie zimny dziejopis nie słucha,
Stepom skon mężnych podaję do ucha.
 

Pod krzyżem Zbawcy, gdy wiara i miłość
Rzuciły w żalu Golgoty pochyłość,
Kiedy odchodził setnik do bram miasta,
Gdy włos stargany wiązała niewiasta,
Gdy noc zgłuszyła żołnierstwa okrzyki,
A echa piły rozgwar ciżby dziki;
Jam został jeden i słyszałem z drżeniem
Jęk Boga... Ziemio! módlmy się milczeniem!
 

/Maria Konopnicka/ 

  

*** 

Zima Aniołów

W załomie muru
z żebraczą miską w dłoni
przysiadł w słońcu Anioł Pierzasty.
Bose stopy pod suknią skulił,
bezdomny.
Wyśmiewały go inne anioły
puszyste, dostatnie
zapracowane i leniwe,
bardzo męskie
i te z rozwianymi lokami,
przefruwające wyniośle
w ogromnie ważnych sprawach
Wstyd! Żebrzący anioł!
Anioł Pierzasty przymknął oczy,
A dziecinne aniołki
pulchnymi raczkami
skubały mu pierzaste skrzydła.
Biały puch sypał się na chodniki, wieże i balkony...
A ludzie mówili - patrzcie, śnieg pada.
 

/Halina Porębska/ 

  

*** 

Anioł polski

Cisza taka że słychać
szum skrzydeł ponad nami
anioły nad Kanoniczą
latają stadami
Oderwał się od braci
jeden anioł blady
i kołuje nad nami
w myśl swojej zasady
Prowadzi nas anielsko
aż w stronę Wawelu
bo to anioł swojski
a tych nie ma wielu
Anioł polski i pański
w zielonym mundurze
w głowie mu majowo
a jednak nas urzekł
Aniele polski aniele swojski
ulotny stróżu nasz
Aniele polski aniele swojski
bądź z nami jak najdłużej
i trzymaj swą straż
i trzymaj swą straż...
 

/Adam Ziemianin/ 

  

*** 

Anioł gotycki

W ołtarzu ciemnej katedry
stanął Anioł gotycki
wyniosły i ascetyczny,
rzeźbione w drewnie smukłe palce
złożył w modlitewnym geście
opuszczonymi powiekami zakrył oczy,
uduchowiony.
Szata w nieskazitelnych fałdach do samej spływa ziemi,
a wąskie stopy unoszą w powietrzu
niematerialne ciało.
Spokojnie przesuwa się słoneczne światło
poprzez płaszczyzny witraża,
wydobywa z mroku wypukłości
drewnianych rzeźb,
połysk polichromii,
postacie świętych
i twarz anioła...
Nagle, niczym słoneczny promień
spod powiek błysnęło spojrzenie
zielonych oczu,
a skrzydła uniosły się i zaszumiały
jak kiedyś szumiała gałęziami wierzba nad strumieniem,
gdy jeszcze była drzewem
a w jej cieniu pasły się owce
i odpoczywali strudzeni wędrowcy.
Zaśmiał się gotycki anioł
na wspomnienie dni, pełnych słonecznego blasku
I nocy księżycowych
przepływających ponad drzewem,
które było nim.
Poznało go słonce i przez chwilę pieściło,
jak dawniej, kiedy jeszcze
ukryty w wierzbowym pniu
podglądał zakochanych.
 

/Halina Porębska/ 

 

***
 
Modlitwa do Anioła Stróża
Aniele Boży, Stróżu mój,

do żony mojej steruj

na swej łódce z niebieskiego papieru,

i powiedz Jej, że kocham Ją,

Aniele Stróżu mój.

Muśnięciem piór w kolędę zmień

troski Jej wszystkie ziemskie,

i rozsyp przed Nią całe srebro betlejemskie.

Miękkie jak zieleń serce Jej

raduj spokojnym snem.

Aniele Boży, uczyń mnie

chociażby niskim progiem,

ale szkarłatnym pod Jej stopy drogie,

i w próg tchnij śpiew na chwałę stóp,

Aniele Stróżu mój.
 
/Konstanty Ildefons Gałczyński/
 
***

Jestem aniołem
Niedoskonałym
Mam jedno skrzydło
Drugie stało się osłoną
Przed zranieniem twarzy
Zapatrzonej w górę
Wyciskającej trzy łzy
Wcale nie do pary.
Rękę mam ludzką
Starannie wyrzeźbioną
Nie jest cała
Wystarcza by złapać człowieka
Idącego w przepaść
Nogi mam wędrujące
Sprowadzają mnie na ziemię
Napinają mięśnie
W trudzie każdego stopnia
Nie płaczę z rozpaczy
Nad dolą mieszkańca Ziemi
Lecz gdy on
Nie może nic powiedzieć.

Mówię wam
Radość z cierpienia
Powstaje zwyczajnie
Zostawiając łzy
Relikwie przeszłości...

/Natsumi/ 1f0d18671.jpg

ANIOŁ POKOJU

Aniele Pokoju, strażniku dusz złamanych

chroń nas w walce o dobro,

troszcz się o ład i porządek,

zapewnij wewnętrzny pokój i harmonię.

Aniołku,

pomagaj w wędrowaniu przez życie,

gdy upadniemy bądź ochronną tarczą,

gdy zbłądzimy ukaż swą jasność. 

Aniele,

oświetl tą jedną z miliona dróg,

bądź milczącym drogowskazem,

każdemu wskaż miejsce do swojego domu.

Angelku,

ukoi złamane serca,

ulecz bolesne rany,

ukarz przestrzenie miłości, prawdy i wolności,

otwórz drzwi dobrobytu i zdrowia,

naucz życia w harmonii ze sobą i całym wszechświatem,

w ciszy na ucho wyszeptaj swe imię,

ale nade wszystko

wskaż szlak prowadzący do raju.

by  1whiteangel3

Baby Angel IV  by Joyce Birkenstock

Pomnik Anioła Wolności w Szczecinie  by panoramio.com

ANIOŁ WOLNOŚCI

Ziemio Polska, w krwii ubroczona.

Ziemio Polska, która ubolewasz nad utratą milionów ludzi.

Ziemio Polska, która słyszałaś, widziałaś i przeszłaś całe zło i piekło.

Ziemio Polska, która pragniesz zwrócenia normalności i bezpieczeństwa.

O pola, na których pochowani są nasi dziadowie.

O lasy, będące świadkami mordu tysięcy bezbronnych stworzeń.

O rzeki, przez które w walce o wolność przeprawiali się i tonęli Polacy.

Pokłon oddaję naszym przodkom za ich trud o niepodległość.

Aniele,

dopuściłeś ból i cierpienie na Polskiej Ziemi,  

ale przez to nauczyłeś nasz naród solidarności, pokory i empatii.

Aniele,

miejmy nadzieję, że ta tragedia była ku przestrodze dla każdej duszy,

daj nam pewność, że to już się nigdy nie powtórzy.

Aniele,

dopomóż, aby już nikt i nigdy nie pogwałcił życia,

nie próbował niczego zawłaszczyć, nie był agresorem.

Dlatego w naszych Polskich żyłach płynie niebieska krew.

Naszym herbem jest szlachetność.

Nasz odzew to Bóg, honor i ojczyzna.

W koronie niesiemy wiarę,

w sercu miłość,

a codziennym zwykłym życiem wskazujemy drogę ku prawdzie.

 Aniele Wolności,

dziękuję Tobie

za Solidarność Narodu Polskiego

i wyzwolenie polskich sumień.

by  1whiteangel3

Chasdiel_aniol_dobroci  by Weronika Polak

 

ANIOŁ DOBROCI

Dobry jasnością swej duszy wskazuje prawidłową drogę.

Od dobrego promieniuje swoiste ciepło.

Zatem w czułej dobroci zatopić się chcę

- na zawsze.

Serce jest dobre, gdy dobro zyskało w nim przewagę.

Dobre ręce, gdy wyciągną z otchłani, przytulą i uleczą.

Zatem przenikaj mnie w dobrych fluidach

- w kolorach tęczy.

Dobrym jest ten, kto dobrze życzy.

Od dobrego powielam same dobre rzeczy.

Zatem Aniele ucz mnie swojej DOBROCI

- ciągle i bez przerwy.

by  1whiteangel3

ANIOŁ NADZIEI

Ty, o którym mówi się,

że matką głupich jesteś

Ty, który tlisz się w zakamarkasz dusz

pomimo, że z serc wyrwano

radość, szczęście i normalność

Ty, który jesteś i tęsknisz za szczęściem,

za miłością i za lepszym światem

Ty, który sięgasz ponad to co widoczne

i zatapiasz się w mrzonkach

Ty Aniele Nadziei

sfrunąłeś na ziemię,

żeby dać nam ufność,

żeby obdarzyć uśmiechem,

żeby otulić ciepłem skrzydeł

I kołyszesz swoim rytmem,

na łące stapiasz się w tysiące kwiatów,

zapalasz lampkę seledynowej nadziei

i po ludzku - zapraszasz każdego na ... herbatę

by  1whiteangel3


ANIOŁ WIARY

Walczyłam z tym co mi przeszkadza.

Toczyłam wielodniowe bitwy z tym co nie pozwala żyć.

Latami zastanawiałam się nad tym, co mnie zniewala.

I którego dnia,

nie rozumiejąc sensu dalszego trwania,

zwątpiłam - poddałam się.

I po ludzku przegrałam.

Ale podświadomie toczyłam walkę, chcąc wrócić na właściwą drogę.

Stałam się samotną wojowniczką.

I kiedyś z powrotem wróciłam na Tą Drogę.

Drogę rezygnacji z siebie, ze swoich ambicji, marzeń i celów.

Drogę wyzwań, pracy nad sobą i poświęceń.

Drogę, która mnie

ukształtowała, zahartowała,

ale również ... zniszczyła.

Wybrałam ponownie drogę walki z demonami ciemności.

Drogę trudną, bo pełną bólu, cierpienia i łez.

Aniele Wiary

proszę Cię o Pomoc, Siłę i Moc.

Daj wiarę, że to co robię i czemu się poświęcam nie idzie na próżno.

Bo jeśli przestanę wierzyć, to co mi pozostanie?

 Daj poczuć, że idę dobrą Drogą, że walczę w słusznej sprawie.

by  1whiteangel3

MOTTO:

Człowiek nie jest stworzony do klęski.

Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.

ANIOŁ MIŁOŚCI

Stoję przed Tobą i garściami czerpię.

Wtapiam się, stapiam i płonę.

Ja mała istota tonę w nieogarniętej

Aksamitnej Czerwieni Twej Miłości.

W oczach Twych widzę

Siłę, Potęgę i Moc.

Twe oczy otwierają me widzenie na siebie samą.

W uśmiechu Twym czuję

Radość, Szczęście i Wolność.

Tym uśmiechem zarażasz mnie tym samym. 

Z Twojego serca w moim kierunku płynie

Słodycz, Pokój i Życie.

To serce koi i leczy me serce.

W ręku trzymasz miecz,

który jest chwałą i sławą,

bo ulepiony jest w prawdzie,

okupiony tysiącem łez i chwil cierpień,

dlatego chroni przed ciemnością.

Aniele Miłości,

jesteś moim strażnikiem.

Bądź zawsze ze mną.

by  1whiteangel3



A tymczasem zapraszam dalej,

do anielskiej krainy,

przepełnionej pokojem - harmonią - ciszą,

gdzie czuć szczęście - spełnienie - radość,

w której odkrywamy drogę do Boga i do siebie,

gdzie spotykamy różne ANIOŁY,

które chcą obdarować Ciebie

swoimi łaskami i darami,

które zaopiekują się Tobą najlepiej jak potrafią.

Gdym się wyzbyła tutaj wszystkiego,
Znalazłam szczęściazdrój,
I odtąd jestem wszystka dla Niego,
A On jestwszystek mój.

 

Gdy Boski Łucznik strzałą swą zranił,
Przeszył dogłębi serce me,
Ogień miłości całą mnie strawił,
Żew nim znalazłam szczęście swe.
Odczułam wówczas życiawiecznego
Upajający zdrój,
I jestem odtąd wszystka dlaNiego,
A On jest wszystek mój.

 

Zranił mnie strzałą rozpłomienioną
I owiał żarutchem,
Że się uczułam w jedno złączona
Z Bogiem iStwórcą swym;
I już nie żądam szczęścia innego
Nad tejmiłości zdrój,
I jestem odtąd wszystka dla Niego,
A Onjest wszystek mój.
Błogosławcie Pana, wszyscy Jego Aniołowie, potężni mocą, pełniący Jego rozkazy, abyście posłuszni byli Jego słowu. Ps. Błogosław duszo moja, Pana, awszystko, co jest we mnie, święte imię Jego. V. Chwała Ojcu.

"Czy wierzysz w swojego anioła?"

Czy wierzysz w swojego anioła,
który przygląda się twoim problemom?
Który przynosi ci światło?
Który troszczy się o Ciebie?

Czy może odsuwasz go na bok?
Zapominasz? Zagłębiasz się w mroku?
Czujesz samotność, smutek, gorycz?

On stoi tuż obok,
patrzy na Ciebie
i łzy ma w delikatnych oczach...
Więc nie zapominaj, tylko kochaj...
"My, niespokojne"

My, niespokojne anioły
błąkamy się po świecie
w poszukiwaniu zagubionych skrzydeł
my, zbuntowani
pełni upokorzeń i bólu
odnajdujemy je powoli
piórko
po
piórku…


"Nie spoczniemy"

Aż w końcu dotrzemy
do krainy szczęśliwości
gdzie inne anioły prowadzą życie
podobne do naszego
niby nic...
i nie spoczniemy!
my, niespokojne anioły
demony wojny
walczące o pokój...
_________________
http://liftangel.blog.onet.pl

DO DOMU OJCA

"Przyszedł do mnie Anioł i powiedział,

że zwolniło się miejsce w niebie."

Ja chwyciłam jego dłoń..

Wzniosłam się ku górze..

Spojrzałam na ziemię..

Ostatni raz..

Powiedziałam tylko

"Przepraszam"..

Pomyślałam "Nareszcie"..

I odleciałam do Domu Ojca..

Anioł Stróż

Ja mogę być Twoim Aniołem
ochraniać Cię swoimi skrzydłami
być ciągle obok
w dzień i w nocy
Mogłabym bez przerwy
rozmawiać z Tobą bezgłośnie
i z rana ode mnie uśmiech na twarzy
blask oczu, wolnośc myśli
nocą szeptałabym rozmaite słowa
mogłabym tulić cię do snu
mogłabym być być Twoim aniołem
Bo tylko wtedy byłbym blisko Ciebie....
_________________
http://liftangel.blog.onet.pl

Anioł

Anioł jest możliwy
bo jakże żyć
pomiędzy niebem a ziemią
bez złotej nitki
która podtrzymuje świat.

Anioł jest pewny
dostatecznie bogaty,
aby zakwitły łąki
w odpowiednim czasie
i mógł spaść deszcz.

Anioł nie wymaga komentarzy
ani modlitw. To jeszcze jeden
bezpieczny krok, samotność
której nie wolno skrzywdzić.

Jan Sochoń
_________________

Istnieją jeszcze na tym świecie ..::anioły::..
Są nimi ci, którzy w ciemne życie innych
wnoszą promień słońca, iskierkę radości z raju.
Żyją i pracują dla tych którym szczęście nie sprzyja.
Nie liczą godzin, nie pytają się o zapłatę.
Ich miłość jest ponad to.
Gdyby nie istnieli, wielu pozostałoby niezauważonych,
nie miałoby żadnego wsparcia,
nie doświadczyło żadnej pomocy
ani nie spotkało przyjaźni.
Masz problem. Wszystko stoi w miejscu.
Po prostu nie idzie Ci. Aż tu nagle ktoś,
pod wpływem niewidocznej anteny natchnienia,
otrzymuje podpowiedź, by z Tobą porozmawiać,
podejść do Ciebie, pomóc, pocieszyć, dać jakiś znak.
Wskazuje wyjście z opresji i pomaga uczynić
ten decydujący krok.
"Jesteś ..::aniołem::.." - mówisz wtedy.
Ciemności się rozwiały i znikły troski.
Życie znowu pojaśniało.
Istnieją jeszcze wśród nas ..::anioły::..
Czynią cuda, sami o tym nie wiedząc.
_________________
Upadły Anioł

Ze wszystkich piór anioła zostało mi tylko jedno: wieczne pióro. Ono przywraca mnie wieczności. Oddaje utracone skrzydła. Czasem pozwala mi nawet być aniołem nie pytaj czy wzlatującym czy upadłym.. ... I widziałem innego potężnego anioła zstępującego z nieba odzianego w obłok, z tęczą wokoło głowy, którego oblicze jaśniało jak słonce, nogi zaś jego były jak słupy ognia...
_________________
Upadły Anioł

Uwierz w Anioły

Uwierz w Anioły
nawet jeśli ich skrzydła są czarne
Uwierz w Diabła
choćby na jego rogach spoczywała
płonąca aureola

Uwierz w ślepą miłość
i równie ślepą nienawiść
Uwierz w słowa z których szydzi czas
Uwierz w strach

Uwierz oczom i spragnionym dłoniom
obrazom pełnym barw i zaklętego
Milczenia
Uwierz w dotyk i w głos
w muzykę i w ciszę U
wierz w tysiące codziennych spraw

Któregoś dnia uwierz we mnie

Tomasz Jakubiak
_________________
Anioł mknie
Poprzez nagłe światło
Przez pokój
Duch przed nami
Za nami cień
Zawsze, gdy się zatrzymujemy
Upadamy

J. Morrison
______________
Ktoś pogniótł ci skrzydła
Zabrał aureole
Pobrudził ręce
Byłeś kiedyś aniołem
Pamiętasz?
Dziś nie potrafisz nawet
Powiedzieć gdzie leży
Niebo

M. Radziszewska
Twoje psy rozszarpały mojego anioła
Utopił się w szklance mleka
Powiedział, że wytłumaczy mi
Wszystko we śnie
A ja wciąż nie mogę zasnąć...
_________________
Upadły Anioł

Mój Anioł, co wieczór
Pierze skrzydła w pralce
Zawiesza je troskliwie
Nad kuchennym piecem
Na gwoździu wbitym w ścianę
Wiesza aureole
I tak bardzo po ludzku
Włosy czesze przed lustrem
Rano wstaje jak wszyscy
Wkłada strój roboczy
Dzwoni z budki do Boga
I kłóci się o czyjeś jutro
A gdy wraca zmęczony
Od drzwi pyta o obiad
I zagląda do garnków
Całując mnie w ramie...
_________________
Upadły Anioł

Kwiatopodobny Anioł Stróż
Zaginął miedzy dwiema przecznicami
Głównej ulicy miasta
Zaplątał sukienkę w gałęzie
Nie słyszałam, kiedy krzyczał za mną
Poczekaj
Dzisiaj wieczorem będę w domu sama
Pozamykam okna
Nikt nie będzie mnie pilnował...
_________________
Upadły Anioł

Anioł poważny i niepoważne pytania

Czy zostałeś aniołem dopiero po dłuższym namyśle
czy zamiast palca serdecznego masz tylko wskazujący
czy spowiadasz tylko z grzechów ciężkich bo lekkie trudno udźwignąć
czy klaszczesz w dłonie patrząc na konanie
jak na sytuację przed bramkową
czy nigdy nie płaczesz, żeby się nigdy nie uśmiechać
czy umiesz uważnie bez powodu słuchać
czy nie przytulasz się żeby odejść
czy nie tęsknisz za ciałem
za ludzkim uśmiechem
za dłońmi złożonymi w kominek
za ziębą co we wrześniu opuszcza ogrody
za źrebakiem zamykającym powieki
za chrząszczem o nogach żółtoczerwonych
za każdą sekundę zawsze ostatnią
za tym co nietrwałe i dlatego cenne

X. Jan Twardowski
moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne krokii szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwarty na oścież
i mówi
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc

Halina Poświatowska
_________________
Upadły Anioł
za całą moją miłość - bracie Aniele
dałeś mi złoto w tle i błękitną sukienkę
i przypiąłeś mi parę skrzydeł
i wzniozłeś w niebo

a ja nie jestem gwiazdą
żaden z moich promieni nie rozdarł ciemności
w ciemności umiem tylko kochać
i o kolorach nie wiem nic

w moich zaciśniętych dłoniach złoto zachodzi czernią
i krew pochłania błękit
nulli nisko do ziemi
- jak ciało moje do twego -
przywiera moje niebo

Halina Poświatowska
_________________
Upadły Anioł
że to był dotyk anioła
który musnął nasze dusze jednocześnie
i czekam na słowa od Ciebie
że wstąpiła w nas wiara
od dzisiaj
na zawsze

Anna Szewczuk
_________________
Upadły Anioł

Skrzydła

Odcięli aniołom skrzydła
bo dawały wolność.
Odarli z ich szat
gdyż za piękne były.
Obrzucili je błotem
bo białą skórę miały
Teraz stoją
Ranne, nagie, brudne
lecz nadal doskonałe...
Każdy z nas jest Aniołem
z jednym skrzydłem.
Jeśli chcemy pofrunąć,
musimy mocno się objąć.

Luciano De Crescenzo
Aniołowi Stróżowi
dzięki składam
i uśmiechy Swoje
Dziękuję
za Moje Szczęście

Anna Szewczuk
_________________
Upadły Anioł

Gdy milczysz o gwiazdach,
choć wzrok Twój w nich tonie
i w moich dłoniach
już dotykasz nieba -
szykuję kosz na gwiazdobranie,
takiego anioła mi trzeba...

Gdy jasną modlitwą
wypełniasz się cały
u Boga prosząc
powszedniego chleba -
zapalam światła na Twe przywitanie,
takiego anioła mi trzeba...

Alicja Stefanowicz

Anioły

Anioły schodziły po ścieżce białej,
schylały się, patrzały, głowy ku sobie zbliżały,
chwiały ogromnymi, cichymi piórami,
szemrały szumiącymi szatami
i stawały bojąc się przestraszyć ciszę,
która się razem z nimi nad ziemią czekającą kołysze.

Kazimiera Iłłakowiczówna
Przesłuchanie anioła

Kiedy staje przed nimi
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła
Eony jego włosów
spięte są w pukiel
niewinności
Po pierwszym pytaniu
policzki nabiegają krwią
krew rozprowadzają
narzędzia i interrogacja
Żelazem trzciną
wolnym ogniem
określa się granice
jego ciała
Uderzenie w plecy
utrwala kręgosłup
między kałużą a obłokiem
po kilku nocach
dzieło jest skończone
Skórzane gardło anioła
pełne jest lepkiej ugody
Jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią
Język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem
Wieszają go głową w dół...
Z włosów anioła
ściekają krople wosku
tworząc na podłodze
prostą przepowiednię...

Zbigniew Herbert
Domowe ćwiczenia na temat aniołów

Anioły Strącone
Są podobne
Do płatków sadzy
Do liczydeł
Do gołąbków nadziewanych
Czarnym ryżem
Są też podobne do gradu
Pomalowanego na czerwono
Do niebieskiego ognia
Z żółtym językiem
Anioły strącone
Są podobne
Do mrówek
Do księżyców które wciskają się
Za zielone paznokcie umarłych
Anioły w raju
Są podobne do wewnętrznej strony uda
Niedojrzałej dziewczynki
Są jak gwiazdy
Świecą w miejscach wstydliwych
Są czyste jak trójkąty i koła
Mają w środku ciszę
Strącone anioły
Są jak otwarte okna kostnicy
Jak krowie oczy
Jak ptasie szkielety
Jak spadające samoloty
Jak muchy na płucach padłych żołnierzy
Jak struny jesiennego deszczu
Co łączą usta z odlotem ptaków
Milion aniołów
Wędruje
Po dłoniach kobiety
Są pozbawione pępka
Piszą na maszynach do szycia
Długie poematy w formie
Białego żagla
Ich ciała można szczepić
Na pniu oliwki
Śpią na suficie
Spadają kropla po kropli

Tadeusz Różewicz

Bunt anioła


Był sobie anioł.
Jak to anioły
Snuł się pogodny, dobry, wesoły,
Gdy kogoś spotkał - pierwszy się kłaniał,
Brał cudze dzieci do potrzymania,
Nie klął, bo nie miał tego w zwyczaju,
Pomagał paniom wsiąść do tramwaju,
Biednym nie szczędził nigdy jałmużny,
Słowem, uczynny był i usłużny.

Lubił w kolejce stanąć, by wreszcie
Móc ją odstąpić jakiejś niewieście,
Chętnie pożyczał forsę, a potem
Już jej nie żądał nigdy z powrotem.
Znano go dobrze w każdym urzędzie,
Bo ludziom sprawy załatwiał wszędzie,
A gdy na weekend fruwał do niebka,
Chętnych zabierał z sobą `na łebka`.

Mówiono o nim: "Głupi, bo głupi!
Chcesz mieć lodówkę - anioł ci kupi,
Bilet w Orbisie, paszport, mieszkanie
Anioł załatwi, anioł dostanie."

A on z uśmiechem pił owoc płynny
I był usłużny tudzież uczynny,
Z uśmiechem siedział sobie przy piwie
I aureolę chował wstydliwie.

Ludziom wszystkiego jednak za mało,
Więc aniołkowi kiepsko się działo -
Telefon dzwonił co dzień od świtu:
"Aniele, poleć do Motozbytu!"
"Aniele, będziesz ministra widział,
Nie mam mieszkania, załatw mi przydział!"
"Aniele, wygrać chcę na Syrence,
Przecież na pewno maczasz w tym ręce!"
"Aniele, mamy dzisiaj kontrolę,
Proszę, wyprowadź kontrolę w pole!"

Wił się nasz anioł jak mucha w smole,
Wreszcie miał dosyć.
Zdjął aureolę,
Na złom ją oddał, zaklął złowrogo
I tupnął gniewnie anielską nogą.

Potem na balkon wyszedł i wołał:
"Skończył się anioł! Nie ma anioła!
Niech całe miasto obleci fama,
Że od tej chwili jestem za chama,
Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
Do diabła wszystko!
Diabeł ma rację!
Zwracam anielską legitymację!"

Jan Brzechwa
_________________

Kolorowe Anioły


Są na świecie Anioły zielone
One patrzą na mnie ciekawie
i w pośpiechu płoszą motyle,
kiedy biegam boso po trawie.

Gdy za oknem wciąż pada i pada
krople deszczu kapią jak łezki,
wtedy leci do mnie z pomocą
prosto z nieba - Anioł niebieski.

A gdy zasnę, Anioły
tańczą taniec wesoły
i na fletach grają do rana;
Moje prośby i smutki,
nawet pacierz za krótki
ostawiają przed tronem Pana.

Gdy na sercu mi ciężko i płaczę
biały Anioł smutki rozumie
i otula swymi skrzydłami
i pociesza mnie tak, jak umie.

A wesołe Anioły różowe
kiedy piję sok malinowy,
wysyłają do mnie całuski,
sto pomysłów sypią do głowy.

Kiedy dziecko jest grzeczne od rana,
złoty Anioł - czy uwierzycie? -
złotym piórem dobre uczynki
zapisuje w białym zeszycie!

Kolorowe Anioły skrzydlate
prosto z nieba niosą nam dary,
bezszelestne i niewidzialne -
ale bez nich świat byłby szary...

Beata Kołodziej
mój przyjaciel to anioł,
wątły dla niepoznaki,
obdarowuje mnie słowami,
ukrytymi przed samym sobą,
by nie okazać słabości,
że czasem zapłacze nade mną,
w cieniu jego skrzydeł,
lubię się wygrzewać,
gdy jest mi zimno,
w spojrzeniu czuję dobroć,
chęć by być razem zawsze,
i chyba tak pozostanie,
w drodze do nieba
_________________
Upadły Anioł

Tutaj umierają Anioły
W tym ogrodzie, pod tym drzewem
Dlatego tyle piór i liści.
Posklejam je i zbuduję skrzydła
Aby stać się aniołem
I umrzeć tutaj
W tym ogrodzie, pod tym drzewem.
_________________
Upadły Anioł

Anioł przyszedł we śnie, zostawił mi
kawałek siebie,
zostawił mi kawalek nieba,
kawałek skrzydla...
Teraz sama mogę latać,
to, co mnie unosi, to milosc...
i nienawiść w jednym...
Dziwne jak ludzie mogą mówić sobie tyle przykrych slów...
i zaraz potem znów przytulać się do siebie...
_________________
Upadły Anioł

Dziś zrzuciłam swe skrzydła
Spadłam na ziemię dla Ciebie
Dziś już nie jestem aniołem
Dziś bratam się z piekłem
Czy warto?.....
Ja to wiem
Warto być kochanym w piekle
Niż samotnym w niebie
_________________
Upadły Anioł

Dla Anioła o Czarnych Skrzydłach

Czarny aniele
który strzeżesz mej boskości
bądź zawsze sobą
w szarej otchłani życia
pozbądź się obojętności
porzuć swe lęki i niepokoje
od dziś Twą anielicą ja
jestem tu obok
i niczego się nie boję
jestem mocna
silna w Twojej wierze
wiele zyskałam dzięki Tobie
będe o to dbać
i nikt mi tego nie zabierze
choć skrzydła Twoje
czernią przyozdobione
ja i tak z uległością
poddana Twojej woli
na głowę wsunę Ci koronę
_________________
http://liftangel.blog.onet.pl

Ostatni oddech
Anioły nie krzyczą
ocierając się o śmierć
stojąc
z poranionym brzuchem
każde cierpienie
maskują uśmiechem
każdy grymas bólu
bezruchem

Anioły nie płaczą
w chwili eksodusu
czekając
z cieniem uśmiechu
maskują jęki
wesołym szeptem
ostatnim tchnieniem
na bezdechu...
_________________
http://liftangel.blog.onet.pl

Anioł w sieci

Kiedyś nadchodzi taka noc
kiedy ciemność za oknami
anioły nie idą wtedy spać
wolą posiedzieć z wami

zamykają swój świat na klucz
szczelnie okna zasłaniają
siadają do komputerów
do sieci się podłączają

odkładają aureolę
skrzydła też zdejmują białe
z rumieńcami na policzkach
stają się zupełnie śmiałe

puszczają wodze fantazji
robią wszystko to co chcą
a ludzie o sercach zimnych
upadłymi aniołami zwą
_________________

Gdy narodziny moje nastały
pięknego aniołka w prezencie dostałam
miał złote włosy
a oczy srebne
skrzydełka bielą mu lśniały
Przyodziany w jasną szatę
chodził moimi drogami.
Śmiał się wraz ze mną
płakał w ukryciu
bym nie widziała smutku w jego życiu
A ja o nim zapomniałam...

Po latach wielu
przypominam sobie o jego istnieniu
lecz jest już za późno...
Anioł dorastając wraz ze mną
przestał się śmiać
smutku ukryć już nie umie
Włosy mu wyblakły
A oczy szare jak kamień się stały
Szata brudna i poszarpana
Skrzydła czarne i połamane
Ta przerażająca zmiana
przez moje grzechy nastała
A teraz mój anioł umiera w mroku
i zostawia mnie samą...

A w okół mnie
tylko głucha cisza
Wspominając dawnego aniołka....
Nowa (przemiana)

Aniołowi doprawili rogi
zostawiając jednak aureolę

wesoło skwiercząc
palacą się żywym ogniem

śnieżna biel skrzydeł zniknęła
jak po pierwszym praniu

teraz stukam kopytkami
unosząc się w przestworza
Przesłuchanie Anioła" Zbigniew Herbert"

Kiedy staje przed nimi
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła

eony jego włosów
spięte są w pukiel
niewinności

po pierwszym pytaniu
policzki nabiegają krwią

krew rozprowadzają
narzędzia i interrogacja

żelazem trzciną
wolnym ogniem
określa się granice
jego ciała

uderzenie w plecy
utrwala kręgosłup
między kałużą a obłokiem

po kilku nocach
dzieło jest skończone
skórzane gardło anioła
pełne jest lepkiej ugody

jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią

język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem

wieszają go głową w dół

z włosów anioła
ściekają krople wosku
tworząc na podłodze
prostą przepowiednię
Królowa Aniołów

wystąpiła z niebios
królowa Aniołów
piękna
i czysta
prawdziwy ideał
przewyższa wszystkich
swoją świetnością
ociepla serca
swoim uśmiechem
lecz w jej oczach
lśnią srebrzyste łzy
straciła to co kochała
straciła wiarę
miłość
i też
samą siebie...
*** Anna Magdalena Gorzak

Anioły nie płaczą
zastygają w cmentarne pomniki
gdy zamykacie nad ich głowami
kule zniewolenia
On nawet nie miał twarzy
lecz gdy okrywał czarnym kirem smutku
Blade muzy, zgasłe wraz ze wschodem słońca
wydać się mogło, że ruchem dłoni oddaje cześć Świętej Tragedii
Tylko tyle był w stanie im podarować
bo przecież Anioły nie płaczą.
Szaleństwo Anioła

Mój Anioł jest szalony
myślałam tak przelotnie
nie nosi swej korony
zakłada tylko spodnie

spojrzenie me karcące
znosi cicho i dzielnie
słowa jak liany pnące
zamieniają się w ciernie

wtem niespokojny leci
wysoko hen przed siebie
by nowe pismo sklecić
remanent zrobić w niebie

uparty jest czasami
zjawia się ciut za późno
przeklinam go słowami
rzucanymi na próżno


( na więcej zasługuje
teraz to zrozumiałam
godzinami główkuję
o czym to zapomniałam )[/quote]

Wiersze o Aniołach cd...

 

 

 

 

 

Anioł milczenia

Z lutnią, po której złote struny biegą,
Klęczę na rąbku szaty Najwyższego,
I białe czoło obracam w tę stronę,
Kędy wirują globy rozpędzone.
Przejrzystą dłonią wygładzam etery,
Echem miarkuję rozśpiewane sfery,
By nie przerywać ciszy majestatu...
I — pokój... pokój... pokój! szepcę światu.

Byłem, gdy z myślą Bóg rozmawiał własną.
Byłem gdy w służbę wziął jutrzenkę jasną,
Byłem gdy z mgławic, co mu zdobią szaty
Strząsał dzień biały i słoneczne światy.
W pierwszem zwierciedle błękitnego morza
Jam się przeglądał, zanim weszła zorza,
I zanim z pąków wytrysnął rój kwiecia,
Ja w rąbku niosłem pokoju stulecia.

Tam, kędy z okiem opuszczonem stoję,
Dogrzmieć nie mogą ziemi niepokoje;
Żywiołów burze ja trzymam w granicy,
Bom jest skinieniem wszechmocnej prawicy.
Kiedy nad zakres do przyszłości biegą
Harde pytania: „poco? i dlaczego”?
Ja w białych palcach wstrzymuję zasłonę,
Którą od dzisiaj jutro oddzielone.

Między błysk gromu a grzmot stopę stawię,
I rosą polnym kwiatom błogosławię.
Na skrzydłach moich wioskę twą kołyszę,
Smutnych łzy liczę i westchnienia słyszę...
W ciszy twych gajów, w poranki majowe,
Tęsknem dumaniem poświęcam twą głowę
I ducha twego prowadzę po niebie,
Byś „siadł i zamilkł i wzniósł się nad siebie”.

Ja płaszcz królewski rzucam na ramiona
Milczącej nędzy, co w ukryciu kona,
A dłoń wychudłą podnosząc z barłogu,
Samemu tylko spowiada się Bogu.
Ja balsam daję na palące rany,
Ja dźwigam z tobą ból niepodzielany,

Ja tułaczowi pot ocieram z czoła
I z samotnikiem zasiadam u stoła.

Mędrca mądrością jestem i rozwagą,
Myślicielowi daję prawdę nagą;
A jako źródło, bijące od wieka,
Wzmagam, oczyszczam, podnoszę człowieka...
Jam jest wymową grobów i cmentarza,
Urokiem nocy, powagą ołłarza;
Jam jest rapsodem dziejowym ruiny,
Pociskiem wzgardy i rumieńcem winy.

Kto mnie ukochał, znalazł skarb pogody,
Pokoju ducha i ciszy i zgody;
Zgiełkliwa zgraja pierzcha i ucieka
Od milczącego w zadumie człowieka.

Ja jestem słońcem, pod którego żarem
Dojrzewa zamysł, i jam jest ciężarem,
Którego słabi podźwignąć nie mogą...
Jestem potęgą, której zdeptać nogą
Nie podołają najwięksi mocarze...
Ja jestem siłą, co zniewagę karze...

Jam broń niewinnych i pomsta straszliwa,
Od której zbrodzień tajny dogorywa.

Nad popiołami żwyciężonych grodów
Otrząsam z skrzydeł nadzieje narodów,
Lecących w próżnię, jak wymietna plewa,
Którą wiatr przed się drażni i rozwiewa...
W bladych klęsk ślady postępuję krwawe,
Z nędznym skazańcem jednę dzielę ławę;
Na zgliszczach śpiewam Hiobowe pienia,
I jestem czarną chorągwią zniszczenia.

Najbliższy Panu i najmilszy Panu,
Ja z perłą padam na dno oceanu,
I z ciszą morską odbywam narady,
Których z przestrachem słucha sternik blady.

Nad bojowiskiem wyciągam ramiona,
Jestem modlitwą tego, który kona
I jestem krzykiem matki, gdy przybieży
Odszukać syna wśród trupów żołnierzy,

I krew jej ścinam, i wstrzymuję tętna,
I na niej żywej — trupa kładę piętna.
A przy kurhanie, co zamknął dzień czynu,
Ja staję w miejsce pomników, wawrzynu,
I tam, gdzie zimny dziejopis nie słucha,
Stepom skon mężnych podaję do ucha.

Pod krzyżem Zbawcy, gdy wiara i miłość
Rzuciły w żalu Golgoty pochyłość,
Kiedy odchodził setnik do bram miasta,
Gdy włos stargany wiązała niewiasta,
Gdy noc zgłuszyła żołnierstwa okrzyki,
A echa piły rozgwar ciżby dziki;
Jam został jeden i słyszałem z drżeniem
Jęk Boga... Ziemio! módlmy się milczeniem!

Maria Konopnicka

Anioł Czułości

Lekko zabarwione usta,
Kolorem czerwonym miłości.
W dziesiątkę trafiasz w me gusta,
Jesteś Aniołem czułości.
Zawsze piękna i młoda,
Szczęśliwa czasu nie liczysz.
Płyniesz przez życie jak woda,
Spokojnie i mile to ćwiczysz.
Jesteś podporą mojego życia,
Na gorsze dni miłym pocieszeniem.
I choć wiele dni do przebycia,
To i tak jesteś ukojeniem.
Nie mogę wyrazić mego szczęścia,
W tym wierszu próbuję to zrobić.
Mądrość wpajam z tego przejęcia,
Niechaj ma miłość zacznie ten wiersz zdobić.
O Aniele, stróżu mój,
Tak jak cień nie opuszczasz mnie.
Kiedy trzeba pójdę w bój,
Bo dla Ciebie grzechem nie.
Niechaj miłość nasza trwa,
Ponad lata wieki całe.
Niechaj miłość nasza ma,
Wszystkie chwile nawet małe.
Anioł czułości w duchu radości,
Przetacza się przez życie me.
Do miłości mam skłonności,
Zapatrzony w oczy twe.
mazardu

O istnieniu aniołów

Bielą oddechu wyróżniały się wśród istot.
Aurą szczęścia i siły.
Razu pewnego zwątpiono w ich istnienie
odebrano im skrzydła
a szarość przesłoniła ich jasny uśmiech.
Spytał ktoś kiedyś:
"I co z tymi aniołami co za ludzkich stróżów robią?"
Potępione, wszystkie...
Ludzie wątpią,
niewarci tego co stróż im ofiarować usiłuje,
patrzą przed siebie nie widząc prawdy,
nagiej,
bolesnej.
Grono upadłych z każdym dniem rośnie,
nie widzisz ich łez?
Żłobiących leje w ich kamiennych już twarzach?
Smutna rzeczywistość.
Śmierć aniołom stróżom pisana.

Tucca

 

 

 

 

 

Zima Aniołów


W załomie muru
z żebraczą miską w dłoni
przysiadł w słońcu Anioł Pierzasty.
Bose stopy pod suknią skulił,
bezdomny.
Wyśmiewały go inne anioły
puszyste, dostatnie
zapracowane i leniwe,
bardzo męskie
i te z rozwianymi lokami,
przefruwające wyniośle
w ogromnie ważnych sprawach
Wstyd! Żebrzący anioł!
Anioł Pierzasty przymknął oczy,
A dziecinne aniołki
pulchnymi raczkami
skubały mu pierzaste skrzydła.
Biały puch sypał się na chodniki, wieże i balkony...
A ludzie mówili - patrzcie, śnieg pada.

Halina Porębska

Zagubione anioły

Błąkają się po świecie
Niespokojne dusze
Mijamy się codziennie
Nie słysząc nawet
Trzepotu białych skrzydeł
Czujemy wzajemną
Obecność w powiewie
Błękitnego oceanu
Czasem się wzruszamy
Śmiejemy się szczerze
W płomieniu pamięci
Zamykamy pokornie oczy

Zbigniew Barteczka

Upadły Anioł

Upadły Anioł.
Czy wiesz co znaczy to słowo
Czy wysłannika niebios z opuszczoną głową
A może kogoś, kto chciał mieć ciągle więcej
A teraz nie ma już skrzydeł lecz zakrwawione ręce
Upadły Anioł
Może tak się człowieka odznacza
Którego nikt nie kocha, uwagi na niego nie zwraca
Lecz wystarczy podać mu rękę
By się podniósł i nie upadł więcej
Upadły Anioł
A może to człowiek
Któremu źli ludzie zerwali aureolę
I oderwali skrzydła, by wrócić już nie mógł
Do nieba, by znowu pomagać bliźniemu
Upadły Anioł
Może to być każdy z nas
Gdy upadniemy i nie możemy wstać
Czy ktoś pomoże, poda nam dłoń
Byśmy mogli powstać i uwierzyć w to
Że każdy ma w sobie Upadłego Anioła

Liska

Pomóż

Aniele! pomóż!
Spojrzałam w kałużę
O świcie
Odbijał się w niej wątły blask
Wschodzącego słońca
Daj mi siłę
Tak jak ono
Co rozświetli
Nawet ponurą kałużę
Pierwszymi promieniami
Rozświetl serca ludzi
Zimnych i nieczułych
Rozświetl ich twarze
Uśmiechem
Niech z każdym oddechem
Wiedzą że żyją...
Żyją w tobie
To wszystko
O co dziś proszę
Tylko tyle
Zajmie ci to tylko chwilę
A mi wieki zajęło
To podanie
Do Nieba...

groszek

Błękitny anioł

Błękitna suknia
Błękitne skrzydła
Błękitne oczy
W dłoni błękitny kwiat
Czy to człowiek?
Nie, to anioł
Co nieba błękitem wita cały świat.

Aniołek

Widziałam niedawno aniołka
Chciał mi pomóc zapanować nad gniewem
Lecz ja go odrzuciłam
Próbując samej rozwiązać łamigłówkę
Ludzkich serc
Jednak on się nie poddał
Zobaczyłam go znowu
W białym szatach
Znowu chciał mi pomóc
Bym zrozumiała swój błąd
Za każdym razem go widzę
Kiedy robię coś źle
Teraz mu już pozwalam
Poprowadzić mnie
Potrafię docenić
Mojego aniołka

 

 

 

 

 

Anioł polski

Cisza taka że słychać
szum skrzydeł ponad nami
anioły nad Kanoniczą
latają stadami
Oderwał się od braci
jeden anioł blady
i kołuje nad nami
w myśl swojej zasady
Prowadzi nas anielsko
aż w stronę Wawelu
bo to anioł swojski
a tych nie ma wielu
Anioł polski i pański
w zielonym mundurze
w głowie mu majowo
a jednak nas urzekł
Aniele polski aniele swojski
ulotny stróżu nasz
Aniele polski aniele swojski
bądź z nami jak najdłużej
i trzymaj swą straż
i trzymaj swą straż...

Adam Ziemianin

Anioł

Stał
Patrzył
Na ludzkie zło
Jak mogli?
Myślał
Widząc
Zniszczony świat
Po białym policzku
Spłynęła łza
Ze skrzydeł
Oderwało się
Białe pióro
Było ich już
Tak mało
Przez ludzi
Którzy nie potrafili
Uszanować świata
Który otrzymali
W darze

Anya

 

 

Mój Anioł Stróż

Mój Anioł
Mój Stróż
Widziałam jego skrzydła
Słyszałam jego szept
Lecz udawałam
Że mnie to nie obchodzi
A teraz
Skrzydła czarne
Nie białe
Od mych grzechów
Ciemne
Na zawsze
Głos
Już nie szept
Lecz krzyk
Wołanie o pomoc
To przeze mnie
A nie stać mnie
Nawet na łzę

Anya

Uwierz w Anioły


Bo one są w twych snach
Uwierz w Anioły
Bo one wierzą w nas
Uwierz w Anioły
Żyją puchowym dniem
Uwierz w Anioły
One uratują Cię
Uwierz w Anioły
Choć dookoła tyle jest zła
Uwierz w Anioły
Bo tym Aniołem jestem ja

groszek

Mój Anioł

Tuli mnie co wieczór
do snu
Mój Anioł
Opowiada mi do snu
piękne bajki
Mój Anioł
Chroni mnie codziennie
przed złem
Mój Anioł
Pociesza mnie
gdy jestem smutna
Mój Anioł
Jest przy mnie
W chwili mojej samotności
Jest zawsze przy mnie
Choć tak często
Nie zdaje sobie sprawy
Z jego kojącej obecności
Która tak mi pomaga

Anioł gotycki

W ołtarzu ciemnej katedry
stanął Anioł gotycki
wyniosły i ascetyczny,
rzeźbione w drewnie smukłe palce
złożył w modlitewnym geście
opuszczonymi powiekami zakrył oczy,
uduchowiony.
Szata w nieskazitelnych fałdach do samej spływa ziemi,
a wąskie stopy unoszą w powietrzu
niematerialne ciało.
Spokojnie przesuwa się słoneczne światło
poprzez płaszczyzny witraża,
wydobywa z mroku wypukłości
drewnianych rzeźb,
połysk polichromii,
postacie świętych
i twarz anioła...
Nagle, niczym słoneczny promień
spod powiek błysnęło spojrzenie
zielonych oczu,
a skrzydła uniosły się i zaszumiały
jak kiedyś szumiała gałęziami wierzba nad strumieniem,
gdy jeszcze była drzewem
a w jej cieniu pasły się owce
i odpoczywali strudzeni wędrowcy.
Zaśmiał się gotycki anioł
na wspomnienie dni, pełnych słonecznego blasku
I nocy księżycowych
przepływających ponad drzewem,
które było nim.
Poznało go słonce i przez chwilę pieściło,
jak dawniej, kiedy jeszcze
ukryty w wierzbowym pniu
podglądał zakochanych.

Halina Porębska

 

 

 

 

 

MÓJ ANIOŁ OD WIERSZY

Znalazłam białe pióro,
Leżało rankiem na ławie.
To anioł z nieba przyfrunął
Na chwilę rozmowy przy kawie.
Przycupnął sobie gdzieś w kącie
Czekając aż się obudzę.
Wyrwał swe pióro gorące
Wiedząc, że z wierszem się trudzę.
Potem w ekspresie kuchennym
Zaparzył dwie małe kawy
I z wdziękiem anielsko zwiewnym
Postawił na blacie ławy.
Rozmowny był to cherubin,
Minuty płynęły nam szybko
A białe pióro , co zgubił,
Wierszem spisało to wszystko.

Uwierz w anioły!


One są blisko,
choć o tym nie wiesz.
Niewidzialne, niezauważone,
czasami nawet niedocenione.
Cierpliwie czekają, by rozłożyć swoje skrzydła,
założyć aureolę.
By ci pomóc, kiedy tego potrzebujesz,
a kiedy zwątpisz,
przywrócić ci nadzieję.
Uwierz w anioły,
one mają swoją misję na ziemi.
Są magiczne i nieodgadnione.
I ty możesz być aniołem dla kogoś...
I ty możesz uczynić cuda...

Widziałam Anioła

Siedział smutny
Na murku w parku
Patrzył na ziemię pod sobą
Zbliżyłam się
Co Ci jest, Aniele?, zapytałam
On spojrzał ma mnie smutno
I uśmiechną się do mnie przez łzy
Nic nie powiedział
Wziął tylko moją dłoń
I poprosił
Bym usiadła obok
Bo nikt już o Nim nie pamięta

Mój anioł


mieszka na skrzyżowaniu dróg
dobra i zła
albo na krańcach otchłani
pomiędzy płaczem a zachwytem...
mój anioł nie czuje bólu
tylko lekki strach przed nim...

wierzę w czyste skrzydła
mojego anioła...
on jest podobny do mnie
ma włosy do ramion
ma ciepłe ręce...

jesteśmy prawie tacy sami
tylko że ja chcę być nim
a on chce być przy mnie
jesteśmy jak bracia syjamscy
jedno serce w dwóch ciałach...
różni nas tylko kolor oczu po zachodzie słońca...

Cisza, pustka dookoła,
Sam w mieście mroku...
Wygnany na zawsze,
Bezpodstawnie, bezlitośnie...
Za moją inność,
Przerażałem...
Czy to była moja wina,
Że nie byłem taki jak Wy?
Zbyt piękny, doskonały...
Me skrzydła,
Ma twarz,
Me oczy...
Nieskalana dusza...
Straciłem wszystko,
Przez nich...
Skrzydła uwalane błotem,
Ciało naznaczone ranami...
Zbrukana niewinność,
Zdradzona wiara...
Zakładam płaszcz,
Odwracam wzrok,
Odchodzę ku nocy...
Kiedyś Anioł Radości,
Moja dusza rozdarta,
Anioł Ciszy,
Anioł Pokory,
Anioł Smutku,
Anioł Bólu,
Anioł Milczenia...
Wiele nowych imion,
Zostaną tylko rany duszy...

Są anioły na ziemi


całe w bieli
skrzydła gdzieś pochowały
w szafie na dnie
ludzką postać przyjęły
by nie różnić się niczym
ale serca nie skryją
wiem że żyją
ciepłym głosem przemawiają
dłoń podają
tylko po to by pokazać jak żyć dalej
w zamian nie chcą nic dla siebie
tak niewiele im potrzeba
a nam serca biją mocniej
usta znów się uśmiechają
te anioły nadzieję nam dają...

 

Anioł Stróż

Prawdziwy Anioł Stróż dawno nie mieszka w niebiosach.
Nikt mu skrzydeł nie złoci ani nie trefi mu włosów.
Ma czujne oczy i ręce, musi brać nocne zmiany.
Prawdziwy Anioł Stróż jest bardzo zapracowany.
Nie nosi aureoli, zna wszystkie ulice Ziemi
Naprawia ludzkie dusze i strzeże boskich tajemnic.
O świcie szuka na niebie rydwanów anielskich trębaczy.
Wspomina łąki błękitne, wzdycha i wraca do pracy.

 

 

 

 

Anioł z mojego kościoła


lubię tego anioła
z rumieńcem
wciąż zdrowym
późno barokowym
który od początku
zamieszkał z nami
na dole ambony
choć żadne
ma tam wygody
jego oczy choć złocone
patrzą w naszą stronę
gdy podtrzymuje
arkę proboszcza
z której gdy trzeba
padają również
i gorzkie słowa
czasem twarz jego
ból ziemski
wykrzywi na chwilę
czasem gdy nikt
nie patrzy
machnie skrzydłem
jakby chciał powiedzieć:
w górę serca!

 

Anioł Wędrowny


Nocą białą, styczniową
Anioł szedł puszystopióry
Skrzydłami owinięty,
niebieskie oczy otwierał szeroko
Na świat, białosrebrzyście rzeźbiony
Wielki był i pleczysty,
a ponad głową sterczały mu końce
pierzastych skrzydeł.
Duże stopy w śniegu zanurzał bezgłośnie
Bo pod anielskimi skrzydłami śnieg nie skrzypi.
Długo tak szedł, drogą
między opustoszałymi domami,
słuchając sztormowego morza.
Chętnie by przysiadł,
w gwiaździste niebo popatrzał,
na dziwował się cudom białych drzew.
Domy spały, na zimę porzucone,
rozłożyste, zamknięte.
Jeden tylko, drewniany,
otwarty stał, a w jego niziutkich drzwiach
dojrzał Anioł sylwetkę Rzeźbiarza
w czarnym kapeluszu,
z wygasłą fajką w dłoni.
Przystanął zdziwiony.
Spotkały się spojrzenia oczu niebieskich i brunatnych.
Rzeźbiarz zdjął czarny,
wielki kapelusz i szerokim gestem zaprosił Anioła.
Czy nie masz ognia do fajki - zapytał?
Siedli obaj na wysokim progu,
biały Anioł i ciemny Rzeźbiarz.
Anioł skinął ręką i z nieba spłynęło
światełko prosto do fajki Rzeźbiarza,
a potem przysiadło u jego stóp
w małej lampce.
Długo siedzieli obaj w milczeniu.
Bezgłośnie snuły się opowieści,
na przemian anielskie i malarskie.
Od tej pory, co noc z nieba spływa
Anioł Pierzasty i siada na progu
chatki obok Rzeźbiarza.
Nigdy nie czują się samotni.
Marzą o wiośnie,
kiedy to Rzeźbiarz pomaluje
liście wszystkim drzewom,
a skrzydła Anioła przemieni w tęczę,
aby mógł go widzieć z daleka.
Kiedy znów nastaną zimowe noce,
będą siadywać na progu,
przy migającym światełku.
Może Anioł też zacznie palić fajkę,
Jeśli będziesz w Karwieńskich Błotach zimą,
patrz uważnie,
zobaczysz migoczące przy ziemi światełko
i cień Rzeźbiarza w czarnym kapeluszu.

 

Goście z nieba


Przyleciały do miasteczka
jesienne anioły
jeden chyba całkiem dziki
drugi oswojony
Pierwszy w lot za barem
stanął i już piwo leje
drugi bardziej jest zmęczony
i rzadziej się śmieje
Gości z nieba nam potrzeba
bo bez gości wielka bieda
może znajdą jakiś sposób
i pomogą wyjść z chaosu
Może znajdą jakąś radę
aby nasze twarze blade
choć trochę się rozchmurzyły
trzeba nam anielskiej siły
Piwo z pianką dla każdego
pierwszy anioł stawia
anioł drugi zaś do pracy
wyraźnie namawia
Pierwszy zaraz ma kolejkę
bo każdy chce piwo
u drugiego
całkiem pusto
i czuć popeliną
Gości z nieba nam potrzeba
bez aniołów straszna bieda
może znajdą jakiś sposób
i pomogą wyjść z chaosu
Może znajdą jakąś radę
by dogadać się z sąsiadem
jak nie radę to pożyczkę
na aniołów wszyscy liczą
Piwo w głowie zaszumiało
więc chwalą anioła
a drugiego nie chcą słuchać
i fora ze dwora
Odleciały już z miasteczka
jesienne anioły
więc w miasteczku zima mieszka chyba do tej pory
Gości z nieba nam potrzeba
i cud by się przydał
a na razie śnieg się kładzie
i wciąż trzyma zima
Ludzie drzemią dziś w miasteczku
bo aniołów brakło
w sen zimowy by zapadli
lecz boją się zasnąć.
Adam Ziemianin

 

Anioły Czasu


Stworzony został idealny świat
Gdzie wszystkie istoty żyły jednako
Lecz był potrzebny wszystkim ktoś taki
Kto ustaliłby zasady
Życia w tym raju
Zarządzał pojęciem względnym
Przemijania i trwania
I zawładnął, nie rządząc
By każdy żył
Wolny
Gdy słońce wzeszło
Rozpoczęło się powstanie
Jednego z władców czasu
Uformowany ze światła
Stworzony z miłości
Do każdego stworzenia
Otworzył oczy barwy świata
A słońce wzeszło wyżej na niebo
Rozłożył skrzydła
Wtapiając się
W nienaruszone istnienie
Anioł...
Każde pióro
Pokazywało wszystko
A jednak nic
Bo czas jeszcze nie powstał
Do końca
Jeszcze władców nie było obojga
Czekał więc Anioł
Na towarzysza
Zapadł zmrok
I ukazał się
Okryty swoimi skrzydłami
Barwy płomieni
Otworzył oczy
A ich miliony
Zabłysły na niebie
W odpowiedzi na zawołanie
Anioła równowagi
Anioła zła
Władca, a jednak chciał zniszczyć
Anioł, a jednak potwór
Zakochany w nicości
Lecz nie znający miłości
Oddany doszczętnie niszczeniu
Nie chciał innych mieszkańców
Rozłożył skrzydła
Szykując się
Do słów
Wypowiedzianym w świat
Który miał skonać
Zostawiając tylko zgliszcza
Raju
Patrzył na to
Anioł dobra
Nie wierząc, że ktoś
Mógłby się na to odważyć
Otworzył usta
Tworząc zaklęcie
Ofiary
Tracąc skrzydła
Żebyśmy mogli pozostać
Oddając duszę
By zapanowała równowaga
Oboje zamknęli oczy
A wrota raju
Zostały zamknięte
Bo już nikt się nie podjął
Rządzić czasem
I gdy kiedyś
Nienawiść i zazdrość
Zawładną nami
Świetlisty Anioł powróci
Otwierając drzwi raju
Dla tych wybranych
Którzy potrafili
Żyć bez czasu

 

 

 

 

Anioł zimowy


Na aniele czapka
z ciepłej wełny gore
Anioł z gór się urwał
jeszcze przed wieczorem
Niosło go Beskidem
nosiło po lesie
Lecz wrócił w Bieszczady
teraz ogrzać chce się
Aniele grudniowy
zimny do połowy
Zostań trochę z nami
zagrzej sobie nogi
Aniele styczniowy
zmiłuj się nad nami
Jeszcze zdążysz poznać
niebieskie polany
Na aniele czapka
z anielskim pomponem
Anioł chce odlecieć
jeszcze przed wieczorem
Dalej jednak siedzi
trochę zagadkowy
Czapki z miękkiej wełny
nie zdejmuje z głowy
Aniele lutowy
zimny do połowy
Zostań trochę z nami
już puszczają lody
Aniele marcowy
zmiłuj się nad nami
Zdążysz jeszcze odwiedzić
niebieskie polany
Anioł się zasiedział
do następnej zimy
Jest taki niebieski
a my się cieszymy
Zawsze to z aniołem
raźniej chyba bywa
Zwłaszcza gdy za oknem
trzyma tęga zima

 

Leci anioł


skrzydłami okrywa ludzkie myśli
Wznosi moje ciało ponad ciemną ziemię
Zabiera smutek i wyzwala radość
Jego wolność to wiatr
Natchnienie to miłość
Lecę z aniołem odnaleźć dobre myśli
Wirujemy z milionem gwiazd
które uśmiechają się złocistym blaskiem
Czuję nie odpartą chęć zatrzymania czasu
i pozostania tu z nim na zawsze
Mój Ty aniele stróżu, zawsze przy mnie stój
Zabieraj od złego i wznoś ku dobru
tak aby każdy dzień kończył się chwilą
podróży do mych marzeń

 

Anioł mojej duszy


Pochylasz się nade mną...
Dotykasz białego czoła swoją ciepłą dłonią
i tym samym okrywasz mnie płaszczem utkanym z marzeń...
Niczego się nie lękam,
bo trwasz przy mnie...
zawsze
Jesteś częścią tego co nieśmiertelne
Jesteś Aniołem...
Aniołem mojej duszy...
Więc wejrzyj w nią swymi gwieździstymi oczami,
roztop ten kryształowy mur mojego serca,
w którym lśni "Jezioro Łez"...
Nie pozwól by znowu wezbrało...
Zostań
na zawsze...
Bo przecież jesteś częścią tego, co nieśmiertelne...
Jesteś aniołem...
Aniołem mojej duszy...

 

Pada śnieg

Aniołki w niebie porządki dziś robią
Sypią śniegiem wokół nas
Tak, że śnieg kłania nam się w pas
Drzewa szadzią pokryte
Wyglądają jak umyte
Trawnik cały zaśnieżony
Chyba jest on obrażony
Że tam w górze
Trzepią, czyszczą, polerują...
Ile oni śniegu magazynują?
Aniołki kochane, drogie, lubiane
Zostawcie coś śniegu na okres świat
Bo chcemy mieć śliczny nasz biały kąt.

 

Anielski konduktor


Uśmiecha się do mnie
Ostatni dzień mojego życia...
Obserwuje mnie bacznie
Swym podejrzliwym wzrokiem...
Wyciąga pióro z teczki
I wypisuje mandat...
Za brak biletu do raju...

 

Anioł biały

Na ziemię spadł
z niebios śmiertelny.
Strzeliste skrzydła,
owiane lekkością,
okryły mnie
swą nieskazitelnością.
Zasypiam w piórach
na każdym pocałunek.
Aniele, czemuś Ty
porzucił swój sprawunek?
Czemu zostawiłeś święty
żywot wieczny w niebie?
Ja tylko zgrzeszyłam,
chciałam tylko Ciebie.
Ty zaś niewinny
Twoje usta różane -
Moje krwią okryte,
już dawno zapomniane.
Ty nie znasz bólu,
samotności kątów -
Ja walczę z wrogością,
uciekam od Sądu...
Nie pójdę do Nieba
nie będę Aniołem
lecz zwykłym człowiekiem,
marnym popiołem.

 

TO NIE WINA ANIOŁA!


On tylko niósł
spod rozgrzanych luf
gniew nagromadzony w ogromnej czarze
zemstę czarnych wdów.
On tylko wypełniał
to swoje zadanie
gdy nienawiść się wylała
na dzieci w Biesłanie.
Gdy wybuchło piekło
gdy zwalił się dach
otworzył niebo, nad szkoły ołtarzem
by ofiarę Bóg
wziął
z niewinnych dusz
nim umilknie huk...
nim opadnie kurz...
a tłum dookoła
rwał włosy na głowie
Lecz to nie wina Anioła!
... on tylko zbierał
to
co zasiał człowiek...
Anna Wojdecka

 

Anioł śmierci

Kiedy przyjdziesz po mnie
przybrany purpurową szatą
wspomnień
Kiedy przyjdziesz po mnie
poplamiony krwią niewdzięcznych
istot
Kiedy przyjdziesz po mnie
z skrzydłami poszarpanymi
przez czas
Kiedy przyjdziesz po mnie
całunem śmierci częstując
wzruszony
Kiedy przyjdziesz po mnie
z nieba troskliwego Ojca
będę czekała...

 

 

 

Angelo


Mój Angelo nigdy nie płacze,
nie boi się chłodu nocy i śmierci.
Spełnia moje zachcianki,
zawsze trzyma mnie za białą dłoń.
Mój Angelo ma skrzydła
pełne śnieżnobiałych kropelek miłości.
Unosi się ponad grzechem pierworodnym
nie zna pychy i zazdrości.
Mój Angelo kocha świat i ludzi.
Przepełniony radością,
nie ucieka przed obowiązkiem
i ofiarą bycia koniecznością.
Mój Angelo jest najpotężniejszym
aniołem na Ziemi...
..jest ogniem, wodą,
dobrem, złem
nocą, dniem,
początkiem i końcem.
Mój Angelo jest wspaniały,
bo mój Angelo jest Mną.

  Anioły są miłością zesłaną z nieba...

Anioły są takie piękne
ciche..
nietknięte..
kiedy jesteś mały
otaczają Cię ze wszystkich stron.
Nie można bez nich żyć
nawet, gdy w nie nie wierzysz,
one są przy Tobie zawsze
jak wiatr..
Pewnego dnia, wszystko się zmienia
i nawet nie wiesz kiedy
najważniejszy Anioł prowadzi Cię ku niebu..
To istota,
która zawsze jest przy Tobie gdy śpisz..
otacza Cię swoimi skrzydłami
pełnymi czułości i troskliwości,
ociera ukradkiem łzę,
gdy o niej zapomnisz..
nie pozwala Cię skrzywdzić,
chce pokazać Ci świat,
chociaż Ty tak strasznie sie przed tym bronisz,
pragnie Twojego szczęścia..
To Twój Anioł..
To miłość..

Zdarza się, że Anioły schodzą na ziemię...
To Bóg je wysyła...
Zasypiają by otworzyć oczy przy matce...
Potem dorastają urocze, pogodne...
Mało, kto dostrzega ich skrzydła...
A mimo to zdobywają serca uśmiechem...
I skromnością...
Niczego nieświadome znów zasypiają...
I budzą się w niebie, tak po prostu...

 

 
...

Anioł Pański




Rozmowa z Aniołem

Aniele mój powiedz,
Czy możesz schować
Mnie w ramionach?
A w skrzydłach swych
Osuszyć znów moje łzy
Niewiele powiem Ci
Czujesz sam
W niebiosach łatwiej jest trwać
oddychać niebem
Tam zabierz nas...

Aniele mój
Ty przecież mnie jedną masz
I mnie ochronisz za grzechy
Niech życie ukaże mnie
Ty przy mnie zawsze bądź
Chociaż wiem, me niebo daleko jest
Więc nie wpuszczą jeszcze mnie
Jeszcze nie...

W ciemną noc modlitwy krzyk
Zostałeś tylko Ty
I deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów
Do snu kołysze mnie

Aniele mój
Czasem nie wierzę w Ciebie
W samą siebie też wiary brak
Zraniłam wiele serc
Lecz nie opuszczaj mnie
Czuję strach, że to nie ostatni raz
Popłynie czyjaś łza, gorzka łza...

W ciemną noc modlitwy krzyk
Zostałeś tylko Ty
I deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów
Do snu kołysze mnie.
Magda Femme


Anioł przebudzenia


Jakie to szczęście
obudzić się
i zobaczyć Anioła
wysłannika Boga
świadka Jego
obecności
/Ks. Jan Twardowski/


Stróż?


Bóg posłał anioła, żeby mnie pilnował
z wiecznym piórem pod skrzydłem i w zielonej czapce
a ja go wziąłem za chłopca do posług
by parzył mi herbatę i przynosił kapcie

Z anielską cierpliwością zabrał się do pracy
strzegł, chronił, bronił i na zimne dmuchał
a ja, dumny z siebie, nie myślałem wcale
że to nie on mnie, a ja jego powinienem słuchać...
/Ks. Tomasz Opaliński/


"Czy przyjmiesz mnie mój Boże,
kiedy odejść przyjdzie czas
Czy podasz mi swą rękę,
a może będziesz się bał"



Anioł marzyciel


Anioł codziennie marzył,
Chciał poczuć wiatr na twarzy,
A przed oczami strach...
Przez chwile wolnym być,
Docenić ludzi świat,
Odpłynąć w dół...zostawić list...

Ktoś tak mocno ranił go...aż do krwi,
Coraz bliżej było dno,
Na cztery spusty zamknął drzwi...
Zostawił list...
By odpłynąć w dół.

Odszukał dach
Wysoki tak...
Dotykać chciał chmur,
Z oddali widzieć klatki mur...Jedwabny szal owinął sny
Przez chwile wolnym był...

Nie zatrzymany łagodnie spadł
Upadłym Aniołem się stał.
Na twarzy swej poczuł wiatr,
I strach ciało gnał...

Anioł codziennie marzył,
I pragnienie się ziściło.
Teraz jest już na wieki nieprzytomny,
Lecz przez chwile był wolny...


Czasem Anioły...


Czasem anioły nie są pokryte światłem
Czasem anioły nie maja wcale racji
Czasem anioły nie maja nawet skrzydeł
Ale nic nie może równać się z miłością która przynoszą
Mój Mały Anioł nie jest wcale wysoki
Mój mały anioł nie powiedział mi nawet słowa
Ale nie ma nic podobnego do dźwięku jaki słyszę
Kiedy mój Mały Anioł krząta się gdzieś w pobliżu
Kiedy mój Mały Anioł jest obok mnie
Czuje ze mogę latać... i opuszczam ziemie
Wszystko co słyszę to bijące skrzydła
Płacz dzieci... ale nic poza tym
Mój Mały Anioł pomaga cały dzień
Ale gdy jest w mych ramionach nie ma żadnej siły
Na nic jego delikatne wołanie i złote włosy
Nie może czynić cudów ale nic to..
Mój Mały Anioł nie umie chodzić i mówić
Ale czas szybko upływa...
Mój Mały Anioł nie będzie mały już wkrótce
Ale na pewno nigdy nie zginie.


Jesteś aniołem


Anioły są ludźmi niosącymi światło.
Tam, gdzie są, robi się jasno i przejrzyście.
Anioły są ludźmi, którym dano w raju
rodzaj pierwotnej radości.
Anioły pomagają stanąć na nogi ludziom załamanym
i w niewidzialny sposób utrzymują równowagę świata.
Czujesz w nich trochę tajemnicę
niezgłębionej dobroci, która pragnie cię objąć.
W ludziach tych czuję, jak przychodzi do mnie Bóg
ze swoją czułością i rozważną troskliwością.

Masz problem. Utknąłeś w nim.
I gdzieś ktoś za pomocą niewidzialnej anteny
otrzymuje sugestię, coś w rodzaju nakazu,
by do ciebie przyjść i ci pomóc,
pchnąć cię naprzód lub cię pocieszyć.
"Jesteś aniołem"- mówisz do mężczyzny czy kobiety.
Odetchnąłeś, znów widzisz światło, minęła udręka.
Ale anioły nie zjawiają się na zawołanie czy za opłatą.
Najczęściej przychodzą zupełnie nieoczekiwanie, wskazują drogę,
rozwiązują problem i znikają, nie czekając na podziękowania.

Są jeszcze na świecie anioły, ale jest ich za mało.
Dlatego panuje jeszcze tyle ciemności i niedoli.
Bóg szuka aniołów pośród współczesnych ludzi.
Ale wielu już go nie dostrzega, już nie słucha.
Ich antena już nie odbiera i już nie nadaje.
Chodź, jesteś aniołem, a w twoim otoczeniu
jest dosyć ludzi, dla których możesz być aniołem.
/Phil Bosmans/


Dwa anioły


Dwa anioły spotkały się w locie,
Ponad ziemia, wśród błękitnych mórz
Jeden płynął w purpurze i zlocie
Miał wejrzenie jakby rannych zórz,

Drugi w czarnych aksamitach tonął,
Łez brylantem świecił jego wzrok -
A na głowie wieniec z gwiazd mu płonął
I rozjaśniał nieskończony mrok

"Wracam z ziemi - rzeki pierwszy z aniołów -
Gdziem w ogrodzie życia kwiaty siał,
Rozdmuchiwał płomienie z popiołów
I przyśpieszał nowy rozkwit ciał

Tam widziałem, w ciemnej nieszczęść nocy,
Dwóch serc czystych krwawy z losem bój,
Dwojga istot gorzki ból sierocy,
Ich samotny, ciężki życia znój

Więc zbliżyłem dwie niedole z sobą
I miłości owiałem je tchem
A z dwóch smutków nad dawną żałoba
Szczęście rajskim wykwitnęło snem!"


Ja - rzekł drugi w gwiaździstej kolonie -

Wracam także z owych ziemskich pól,
Gdzie na chorych sercach kładłem dłonie...
I na zawsze koiłem ich hol.

Tam spotkałem, pomiędzy innymi,
Jedną dusze szlachetna, bez plam -
i kochałem tego syna ziemi,
Co pięknością dorównywał nam.

Lecz dojrzałem, że w żywota męce
Zaczął oliwiąc się... rdzy dostrzegłem ślad,
i strwożony, wyciągnąłem ręce,
By, padając, nie poplamił szat.

I miłością prowadzony czystą,
Jak najciszej zbliżyłem się doń...
Zarzuciłem zasłonę gwiaździstą...
I na sercu położyłem dłoń.

W mych objęciach on teraz bezpieczny,
Bo już władzy nie ma nad nim czas -
I zostanie w swej piękności wiecznej,
Nie dotknięty żadna, z ziemskich skaz".
/Asnyk Adam /


Anioł Mój...

Przyszedł do mnie
Przyszedł nocą
Było tak cicho i ciemno
Tak bardzo dokładnie słyszałam każde słowo wyszeptane z jego ust
Wzrok miał tak zimny i smutny
Mówił: jestem Twoim Aniołem
Nie wierzyłam....
Zabijasz mnie - ledwo wyszeptał
Twoja każda zła myśl, każda łza
To pióro wyrwane z moich skrzydeł, których od tak dawna nie mogę rozwinąć
Nie zabijaj mnie proszę..
Spojrzałam mu głęboko w oczy mówiąc: Przepraszam
Podeszłam do Niego i przytuliłam
A z oczu mych zaczęły lecieć łzy
Łzy szczęścia, że jest, że czuję jego materialną obecność
Uwierzyłam...
A wtedy On rozłożył skrzydła
Powiedział: dziękuję i odleciał.......


Wzniesiesz mnie do nieba bram

Skrzydłami otulisz, ukoisz
Zagoisz rany, wyciszysz myśli
Gdy serce znowu zaboli
Wiem, że jesteś zawsze przy mnie
I będziesz po kres życia
Znasz mnie lepiej niż ja sama
Nie mam przed Tobą nic do ukrycia
Mój drogi stróżu i opiekunie
Chciałabym Cię zobaczyć, poczuć
Ty jeden mógłbyś mnie nauczyć
Miłości, pięknych tych uczuć
Każdy niech ma Anioła Stróża
Nie będzie tak wtedy samotny
Niech kroczy prostą ścieżką życia
I raju niech będzie godny .



Anioły bieszczadzkie


Anioły są takie ciche zwłaszcza te w Bieszczadach,
gdy spotkasz takiego w górach wiele z nim nie pogadasz
Najwyżej na ucho ci powie, gdy będzie w dobrym humorze,
że skrzydła nosi w plecaku nawet przy dobrej pogodzie.
Anioły są całe zielone zwłaszcza te w Bieszczadach
łatwo w trawie się kryją i w opuszczonych sadach.
W zielone grają ukradkiem, nawet karty mają zielone
zielone mają pojęcie, a nawet zielony kielonek.

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
dużo w was radości i dobrej pogody.
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie,
gdy skrzydłem cię dotkną, już jesteś ich bratem.
Anioły są całkiem samotne zwłaszcza te w Bieszczadach
w kapliczkach zimą drzemią, choć może im nie wypada.
Czasem taki anioł samotny zapomni, dokąd ma lecieć
i wtedy całe Bieszczady mają szaloną uciechę.
Anioły są wiecznie ulotne zwłaszcza te w Bieszczadach.
Nas też czasami nosi po ich anielskich śladach.
One nam przyzwalają i skrzydłem wskazują drogę
i wtedy w nas się zapala wieczny bieszczadzki ogień.


W cieniu Twoich rąk ukryj proszę mnie...

Gdy boję się ,gdy wokół mrok,

bądź światłem bądź nadziei dniem

Wszystkim o czym śnie,

głosem w sercu mym

Jak ręka która trzyma mnie

Nad brzegiem mocy brzegiem dni...

Bądź jak skrzydła dwa kiedy braknie sił...

Chwyć mnie i nieś niech niebo bliżej będzie

Tak bardzo chce w ramionach skryć się Twych

Aniele mój...

Aniele....



Gwiezdny deszcz Anioła


Czasem, gdy anioły płaczą,

Na świat deszcz gwiazd spada,

Swoją pieśń tułaczą,

Snują po pustych sadach...

Anioł ma duszę anielską,

Też tęskni, kocha i czuje,

I na wędrówkę ziemską,

Choć raz przylatuje...

Czasem zmieniają swą postać,

W pąk róży, czy śpiew ptaka,

Chciałyby tak pozostać,

Lecz muszą zawsze wracać...

Czasem cząstkę zostawią duszy doskonałej

Czasem nawet i serce,

Jak skrawek sukni swej białej,

Czy pióro na Twej ścieżce...

I chciałyby po trochu,

Ziemskich bytów i łez,

Podniebnych wolnych lotów

Jak złoty gwiezdny deszcz...



Do domu Ojca


"Przyszedł do mnie Anioł i powiedział,

że zwolniło się miejsce w niebie."

Ja chwyciłam jego dłoń..

Wzniosłam się ku górze..

Spojrzałam na ziemię..

Ostatni raz..

Powiedziałam tylko

"Przepraszam"..

Pomyślałam "Nareszcie"..

I odleciałam do Domu Ojca..

MÓJ ANIELE STRÓŻU

Mój Aniele, stróżu skrzydlaty, przyjacielu...

Człowiek nie ma w życiu aż tak prawdziwych przyjaciół wielu.

Dlatego z serca całego i ze łzą w oku,

proszę Cię, o mój świetlisty, złotowłosy,

-stań przy moim boku.

Wysłuchaj co rani i boli,

podaj dłoń pomocną w biedzie i niedoli..

Wejdź, witam Cię radośnie, pod dach domu mego,

ochraniaj, osłaniaj nas od wszystkiego złego.

Utwierdzaj nas w wierze do Boga naszego,

wlej w serca nasze z kielicha wielkiego,

złotego - tyle radości, pokoju, miłości,

by starczyło dla nas i dla naszych miłych gości....



Anielska Dusza


Ptak anielskie ma pióra,

Anielskimi skrzydłami zlata,

Po anielsku błądzi w chmurach.

Mógłby ptak być królem świata.

Skrzydła mają też motyle,

Lecz nie w nich się jawi świętość.

Ich anielskość w świętym pyle,

Święty ich aksamit, święta miękkość.

Gdzie niezwykłość ich uroku?

Ile wdzięku znajdziesz w kwiatach?

Tam szukając, jak w amoku,

Anielski odkryjesz zapach.

Jaka świętość! Ile piękna. Lecz...

Co z człowiekiem? W nim co dojrzeć muszę.

Ach, tak! Jest jedna rzecz!

Człowiek... Człowiek ma anielską duszę!



Anioł

Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch
Sięgający piersiami skoszonego siana?
Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana...
Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź!
Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!
Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem...
Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...
I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.
Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on
Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbili
I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon,
A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił...
Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą -
W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?...
Bolesław Leśmian



"Niekiedy tak bardzo pragniemy
Stać się aniołami,
Ze całkiem zapominamy o tym,
By być dobrymi ludźmi."
Św. Franciszek Salezy



Robota Anioła Stróża


Gonił cię mój anioł stróż po świecie, o mój Drogi,
biegł wciąż za tobą przez lasy, przez łany,
potrącał cię ku mnie, zapędzał cię do mnie,
ciągnął za obie ręce, spychał z prostej drogi -
o miłości coś szeptał, bredził nieprzytomnie,
pachniał jak wytężone białe nikotiany...
Siedzący noc całą przy tobie na warcie
krzyczał głosem jak trąby złote i waltornie,
to znów o łaskę twoją modlił się pokornie,-

zbawienie własne diabłom rzucał na pożarcie! -
Wreszcie ciebie ślepego, ciebie niechętnego
zawiódł przemocą do mego pokoju,
gdzie siedziałam płacząca, Pan Bóg wie dlaczego,
jak to się zdarza czasami. -
Wpuścił cię naprzód, sam został za drzwiami,
zatańczył w triumfie jakiś taniec boski -
potem twarz zakrył szatą srebrnobiałą,
zamyślił się pełen troski -
i jęknął z przerażenie nad tym, co się stało. nad tym, co się stało.

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska



O aniołach

Odjęto wam szaty białe,
Skrzydła i nawet istnienie,
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy.
Tam gdzie na lewą stronę odwrócony świat,
Ciężka tkanina haftowana w gwiazdy i zwierzęta,
Spacerujecie oglądając prawdomówne ściegi.
Krótki wasz postój tutaj,
Chyba o czasie jutrzennym, jeżeli niebo jest czyste,
W melodii powtarzanej przez ptaka,
Albo w zapachu jabłek pod wieczór
Kiedy światło zaczaruje sady.
Mówią, że ktoś was wymyślił
Ale nie przekonuje mnie to.
Bo ludzie wymyślili także samych siebie.
Głos - ten jest chyba dowodem,
Bo przynależy do istot niewątpliwie jasnych,
Lekkich, skrzydlatych (dlaczegóż by nie),
Przepasanych błyskawicą.
Słyszałem ten głos nieraz we śnie
I, co dziwniejsze, rozumiałem mniej więcej
Nakaz albo wezwanie w nadziemskim języku:

zaraz dzień
jeszcze jeden
zrób co możesz.

Czesław Miłosz



Aniołowie

Bywają ognie - podobne do ciszy,
Co na przechodnia w zaroślach czatuje...
Takich się ogniów nie widzi, lecz słyszy -
Nawet nie słyszy, lecz raczej zgaduje.
Serca im w piersi wonieją, jak róż -
Lecz mi nie wolno korzystać z róż mocy,
Ni czarów własnych nadużyć po nocy,
Ni łkać, ni wątpić, ni konać w lazurze!
Nie wolno modlitw gałązki jedynej,
Niesionej Bogu ku czoła ozdobie,
Przy łamać stopą - lub przyśnić się tobie
W postaci nagiej, zuchwałej dziewczynie!...
Więc próżno patrzą w słoneczność dokolną,
Bo im ni kochać, ni szaleć nie wolno.
A oni właśnie najtrwalej, najdzielniej
Mogliby kochać - -od nocy do świtu -
Podobni mewom w zatokach błękitu,
Tym od nich różni, że tak nieśmiertelni.
Oni to właśnie zmyśliliby krocie
Pieszczot zawiłych, nieznanych na ziemi,
I niestrudzeni byliby w pieszczocie,
I niestrudzeni - i wielcy - i niemi!
Bo dla nich tylko, zaprawdę, że dla nich
Przyjdzie ta miłość, co światy ogarnie!
Jam śledził w niebie poloty ich sarnie
I lęk błękitny w ich źrenicach łanich!
Jam słyszał nieraz, że szemrzą jak płomień,
Skrzydłem, utkanym z tęcz i oszołomień!
Znojni miłosnych zachceń tajemnicą,
Jednako zemdleć potrafią w pogoni
I za rycerzem, co kocha się w broni,
I za bezbronną na kwiatach dziewicą.
Zmarli i żywi, zbożni i występni,
Niezwyciężeni - i ów, który ginie -
Są ich miłości zarówno dostępni,
Jak szczyty górskie i kwiaty w dolinie!
Nie ujdzie motyl, ni pszczoła, ni szerszeń
Ich oczom chciwym, gdzie błękitna baczność
Zmienia tęsknotę bezbrzeż i cudaczność,
Skapiąc jej wszelkich granic i zawierszeń!
Bo nie zna granic ich żądzy przewina,
Prócz tej, gdzie nagłe szczęście się zaczyna...

Bolesław Leśmian



Prośba


O mój Aniele, ty rękę
Daj!
Przez łzy i mękę,
Przez ciemny kraj,
Do jasnych źródeł ty mnie doprowadź;
Racz się zlitować!
Serce me zwiędło jak marny
Liść;
Wśród nocy czarnej
Nie wiem, gdzie iść,
I po przepaściach muszę nocować:
Więc ty mnie prowadź.
To, com ukochał, com tyle
Czcił,
Zdeptane w pyle
Padło bez sił;
Rozpacz i hańbę widząc po drodze,
Stanąłem w trwodze.
Widziałem zbrodni zwycięski
Szał,
Widziałem klęski
Duchów i ciał;
Więc obłąkany boleścią chodzę
We łzach i trwodze.
I nie wiem teraz, w co wierzyć
Mam,
Jak dzień mój przeżyć
W ciemności, sam;
Nie wiem, czy zdołam wytrwać niezłomnie:
Więc ty zstąp do mnie!
Lękam się zstąpić z wątpieniem
W grób
I z utęsknieniem
Do twoich stóp
Chylę się z prośbą i nieprzytomnie
Wołam: zstąp do mnie!
Pokaż mi tryumf w przyszłości
Dniach,
Tryumf miłości
Kupiony w łzach,
I ludu mego zwycięstwo jasne
Pokaż, nim zasnę!
Pokaż mi ciszę wschodzących
Zórz,
Zmartwychwstających
Królestwo dusz,
A dbać nie będę o szczęście własne
Spokojny zasnę.

Adam Asnyk



Siódmy anioł

Siódmy anioł
jest zupełnie inny
nazywa się nawet inaczej
Szemkel
to nie co Gabriel
złocisty
podpora tronu
i baldachim
ani to co Rafael
stroiciel chórów
ani także
Azrael
kierowca planet
geometra nieskończoności
doskonały znawca fizyki teoretycznej
Szemkel
jest czarny i nerwowy
i był wielokrotnie karany
za przemyt grzeszników
między otchłanią
a niebem
jego tupot nieustanny
nic nie ceni swojej godności
i utrzymują go w zastępie tylko ze względu na liczbę siedem
ale nie jest taki jak inni
nie to co hetman zastępów
Michał
cały w łuskach i pióropuszach
ani to co Azrafael
dekorator świata
opiekun bujnej wegetacji
ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące
ani nawet to co
Dedrael
apologeta i kabalista
Szemkel Szemkel
- sarkają aniołowie
dlaczego nie jesteś doskonały
malarze bizantyjscy
kiedy malują siedmiu
odtwarzają Szemkela
podobnego do tamtych
sądzą bowiem
że popadliby w herezję
gdyby wymalowali go
takim jak jest
czarny nerwowy
w starej wyleniałej aureoli
Z.Herbert



Mój anioł jest, jak ja,
gdy jestem smutna
w jego oku kręci się łza,
a kiedy się śmieję,
to jego anielska twarz promienieje,
jest w nim wiele współczucia i miłości
i nigdy nie drwi z moich słabości.
Jego skrzydła chronią mnie,
jak matka swe ukochane dziecię
i stara się mnie prowadzić,
bym właściwą droga kroczyła,
a nie w ciemnościach błądziła.
Mój anioł jest taki, jak ja
choć nigdy go nie widziałam,
to każdą chwilę razem spędzamy,
bez słów się porozumiewamy
i nigdy nie opuści mnie nawet,
gdy będzie bardzo źle
zostanie ze mną do końca,
bo walka o mą duszę jest nieustająca.
Mój anioł jest taki, jak ja
z wyjątkiem różnicy tej,
że ja grzeszę, a on nie,
a kiedy się go pytam,
co jest po drugiej stronie,
to szeptem mówi mi, że dowiem się
w odpowiedniej chwili,
gdy spotkamy się twarzą w twarz,
wówczas pokaże mi swój świat.



Mój opiekun ze mną jest,

ma tak skrzydła i aureolkę też,

gdy tak samotna czuje się,

przy mnie zawsze czuwa i jest.


Może czasem jest mi źle,

to tak bardzo cierpię że,

Anioł mój pociesza mnie,

ochrania i przytula też.


Anioł ten to mój sympatyczny duch,

który cieszy się ze mną,

że aż otula mnie od głowy do stóp,

abym bezpieczna była znów.


On tak zawsze przy mnie czuwa,

modli się za mnie do Boga,

który jest jego stwórcą,

abym mogła bezpieczną być i cieszyć się z nim.


On to wszystko robi dla mnie,

bo mnie kocha mocno tak,

on mym przewodnikiem jest przez życie,

a ja uczniem jego tak.


on to wszystko robi dla mnie,

abym mogła do nieba dostać się,

że aż czasem z przemęczenia bladnie,

gdy coś złego wydarzy się.


On chcę zawsze ochronić mnie,

ale czasem tak się zdarza,

że nie może wtrącać się,

żebym ja nauczyła czegoś się sama.


Dziękuje ci Panie drogi,

za Anioła mego tak,

bo tak dziecka skargi,

wysłuchałeś z sercem tak.


Dzięki ci Boże drogi,

za wszystko co jest,

że tak ze mną jesteś,

poprzez anioła też.


Kocham ciebie strasznie,

Aniele drogi mój,

ty zawsze ze mną jesteś,

i troszczysz się jak jeden człowiek swój.

Marlena Rychta


"Skrzydlata postać"

Całe życie Cie szukałam, czekałam aż kiedyś Cię zobaczę.
Aż ujrzę Twoje białe skrzydła, którymi mnie osłaniasz od wszelkiego zła.
Chciałabym Ci podziękować za troskę i za Twą miłość.
Wiem, że za miłość się nie dziękuje-ona jest.
Ale Twoja jest niezwykła.
Dzięki Tobie jestem niezwykłym człowiekiem.
Gdy często wątpiłam nie opuściłeś mnie...
Dawałeś wiarę i siłę.
Nie umiałam Cię docenić i nawet nie wiem czy teraz umiem.
Gdy się śmiałam, śmiałeś się razem ze mną.
A gdy płakałam ocierałeś moje łzy swoimi niebieskimi szatami.
Byłeś przy mnie zawsze gdy Cię potrzebowałam.
Mój przyjacielu...
Wskazałeś mi drogę, którą mam iść.
Ludzi, których miłować. Rzeczy, które szanować.
Wspierałeś mnie w chwilach wątpienia...
I jak za to wszystko mam teraz podziękować?
Nawet teraz gdy stoję przed Tobą, nic nie mogę powiedzieć...
Jest tyle rzeczy, lecz od której tu zacząć?
Wiedz, że spisałeś się na medal, bo stoję przed bramą do Boga.
I nawet teraz mnie nie opuszczasz...
Podążasz za mną w tunelu złotego światła.
Nie opuściłeś aż do śmierci i jeden moment dłużej...
Mój Aniele Stróżu dziękuję

Chór aniołów-rozbrzmiewa hosanna!
Dusza wznosi się w uwielbieniu
Tańczy i klaszcze
A oczy...
Patrzą tylko na Ciebie. Powiedz:
Czy właśnie tak wygląda niebo?...

Anielska poezja

 

Rozmowa zAniołem
Aniele mój powiedz,
Czy możesz schować
Mnie w ramionach?
A w skrzydłach swych
Osuszyć znów moje łzy
Niewiele powiem Ci
Czujesz sam
W niebiosach łatwiej jest trwać
oddychać niebem
Tam zabierz nas...

Aniele mój
Ty przecież mnie jedną masz
I mnie ochronisz za grzechy
Niech życie ukaże mnie
Ty przy mnie zawsze bądź
Chociaż wiem, me niebo daleko jest
Więc nie wpuszczą jeszcze mnie
Jeszcze nie...

W ciemną noc modlitwy krzyk
Zostałeś tylko Ty
I deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów
Do snu kołysze mnie

Aniele mój
Czasem nie wierzę w Ciebie
W samą siebie też wiary brak
Zraniłam wiele serc
Lecz nie opuszczaj mnie
Czuję strach, że to nie ostatni raz
Popłynie czyjaś łza, gorzka łza...

W ciemną noc modlitwy krzyk
Zostałeś tylko Ty
I deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów
Do snu kołysze mnie

Magda Femme

 

"Anioły do mnie wysyłaj"
Anioły do mnie wysyłaj
Tylko anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Niech latają ponad mną
jak złotoskrzydłe motyle
Niech latają nade mną
niech mi cudne nuty grają
Wysyłaj do mnie anioły
niech mi w duszy śpiewają
Anioły do mnie wysyłaj
niech mi cudne nuty grają
Wysyłaj do mnie anioły
niech mi w duszy śpiewają
Tylko anioły do mnie wysyłaj
będę gotował im obiady
do przyjaciół zabiorę
po ścieżkach swoich oprowadzę
Anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Wysyłaj do mnie anioły
złotoskrzydłe piękności
Anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Wysyłaj do mnie anioły
złotoskrzydłe piękności
Anioły do mnie wysyłaj
zrób im kanapki na drogę
Wysyłaj do mnie anioły
anielskie piękności
Anioły do mnie wysyłaj
zrób im kanapki na drogę
Wysyłaj do mnie anioły
anielskie piękności

Tomek Kamiński

"Robota Anioła Stróża"

Gonił cię mój stróż anioł poświecie, o mój Drogi,
biegł wciąż za tobą przez lasy, przez łany,
potrącał cię ku mnie, zapędzał cię do mnie,
ciągnął za obie ręce, spychał z prostej drogi -
o miłości coś szeptał, bredził nieprzytomnie,
pachniał jak wytężone białe nikotiany..

Siedzący noc całą przy tobie na warcie
krzyczał głosem jak trąby złote i waltornie,
to znów o łaskę twoją modlił się pokornie,
- zbawienie własne diabłom rzucał na pożarcie! -
Wreszcie ciebie ślepego, ciebie niechętnego
zawiódł przemocą do mego pokoju,
gdzie siedziałam płacząca, Pan Bóg wie dlaczego,
jak to się zdarza czasami.-
Wpuścił cię naprzód, sam został za drzwiami,
zatańczył w tryumfie taniec jakiś boski -
potem twarz zakrył szatą srebrno białą,
zamyślił się pełen troski - - -
i jęknął z przerażenia nad tym, co się stało - - -

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Nie anioł stróż"
mojego Anioła Stróża nie widać
choć nie zazdrości archaniołom
nie strzeże nikogo jak na obrazku
przewraca kładkę po której idę
rzuca w przepaść na zbitą głowę
wyciąga za nogawki
pyta - jak leci
mówię mu nieprzyzwoity po łacinie banał
- Aniele tobie łatwo bo nie masz ciała
ale mnie sempiterna zabolała
nie rozumie strzeżonego Pan Bóg nie strzeże
do Boga idzie się na całego
przez kładkę skopaną
przez miłość która wyszła bokiem
przez rozpacz ze szczegółami
przez korek uliczny w którym ugrzęzło pogotowie z syreną
czasem jak stonoga co pomyliła nogi i stanęła jak noga
tłumaczył i ja tłumaczę ale na obrazkach inaczej

 ks. Jan Twardowski

"Anioł"
Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch,
Sięgający piersiami skoszonego siana?
Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
A od kurzu miał ciemne, jak murzyn, kolana...

Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź!

Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem !
Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
Kiedy lecąc, sam siebie przemilczał swym ciałem...

Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...
I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.


Rosa mu jeszcze zziębła na wargach, a on
Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił
I ogrom ciała oddał bezmiarom na strwon,
A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił...

Odtąd gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą -
W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
I nie wiem, co się dzieje z ta miłością naszą?...

Bolesław Leśmian

"List"

Aniele mój,

 Szukałam Cię, kiedy szczęście porwał wiatr.
Gdy złe słowa splotły sieć, nikt nie słyszał serca skarg.
Mój świat umierał w snach. Myśli wrogiem stały się.
Moje serce lustrem jest i ciągle jeszcze szuka sił, by wybaczyć...
Tyle nieotartych łez, zanim los przytulił mnie.
Tyle pustych dni, nim uwolniłam się z tamtych chwil.
Każdy dzień oddala gniew, bo jego ramię siłą jest.


Ocaliła mnie czułość wyśniona... i spełniona.


Ten lęk uwięził mnie. Nikt nie słyszał dźwięku łez.
Utonęłam w żalu, by znów narodzić się.
Dziś już nie pamiętam nic. Czas uspokoić sny.
Uwolniłam się, by żyć. By nie otruć świata smutkiem łez.
Więc nie pytaj mnie...
Ile popłynęło łez, zanim los przywrócił sens.
Ile pustych dni, nim uwolniłam się z tamtych chwil?
Każdy dzień oddala gniew, bo jego ramię siłą jest.


Ocaliła mnie czułość wyśniona... i spełniona.


Aniele mój Ty wiedziałeś! I cierpiałeś tak jak ja!
Przyrzekam Ci więc, że każdy mój dzień będzie światłem tych, którzy zgubiąsię.


Tyle pustych dni, nim uwolniłam się z tamtych chwil.
Każdy dzień oddala gniew, bo jego ramię siłą jest.


Ocaliła mnie czułość wyśniona... i spełniona.


Twoja czułość...

 Edyta Górniak

***

Czemu zamykasz drzwi za sobą... 
Czemu zamykasz drzwi za sobą 
Tak szybko żeby nikt nie zdążył 
Wejść do mieszkania razem z tobą 
Za oknem przecież 
Anioł krąży  
Słuchaj naprawdę to Twój Anioł 
Więc po co ma na deszczu czekać 
On z nieba na to jest posłany 
By czuwał wiernie przy człowieku  
Takie jest nad nim prawo boże 
Że żyć bez ciebie nie może 
W szyby puka skrzydłami 
Puść go — niech żyje z nami  
Czego za sobą drzwi zamykasz 
Czy boisz się przeciągu? 
Niech wiatr zahuczy jak muzyka
I w niebo nas pociągnie 

Ernest Bryll

 

"Anioł Stróż"

Aniele Boży Stróżu mój

prowadzisz mnie za rękę.

Znasz każdy uśmiech, każdy ból

znasz wszystkie drogi kręte.

 

Nie odchodź choćbyś myślał, że

o Tobie zapominam

że niby dobrze znałeś mnie

a jestem całkiem inna.

 

W cieniu swych skrzydeł ukryj mnie

daj sercu łyk wytchnienia

Bo jeszcze wiele trudnych chwil

I wiele do zrobienia.

 

A kiedy przyjdzie życia kres

zamkniesz mi dłonią oczy.

I duszę mą uniesiesz w dal

do rozgwieżdżonych nocy.

 

Anna Zajączkowska

 

"Anioł poważny i niepoważne pytania"
Czy zostałeś aniołem dopiero po dłuższym namyśle
czy zamiast palca serdecznego masz tylko wskazujący
czy spowiadasz tylko z grzechów ciężkich bo lekkie
trudno udźwignąć
czy klaszczesz w dłonie patrząc na konanie
jak na sytuację przed bramkową
czy nigdy nie płaczesz, żeby się nigdy nie uśmiechać
czy umiesz uważnie bez powodu słuchać
czy nie przytulasz się żeby odejść
czy nie tęsknisz za ciałem
za ludzkim uśmiechem
za dłońmi złożonymi w kominek
za ziębą co we wrześniu opuszcza ogrody
za źrebakiem zamykającym powieki
za chrząszczem o nogach żółtoczerwonych
za każdą sekundę zawsze ostatnią
za tym co nietrwałe i dlatego cenne

Ks. Jan Twardowski

"Aniołowie nasi..."
 
Ich głos jest jak strumień leśny
 Delikatnie śpiewa pieśni
 Które tylko w głębi ciszy
Serce, a nie ucho słyszy
Dotyk dłoni- powiew wiatru
 Delikatnie muska ramię
 Aby przebyć bez upadku
 Drogę, co przed nami stanie
Za dnia wciąż przy naszym boku
 W nocy siedzą u wezgłowia
Niestrudzeni, niewidoczni
 Liczą wypaplane słowa
Wypaplane, wykrzyczane
 Te bolesne i te słodkie
 Przebierają jak mak z grochem
Prosząc Boga tysiąckrotnie
By ich podopiecznych błędy
W wielkim swoim zmiłowaniu
 Złożył w niepamięci czasu
Jak my głowę na posłaniu
A gdy w słońcu świat się budzi
 Aby pędzić poprzez życie
Oni kroczą znów do ludzi
Rozwijając skrzydła skrycie

Agnieszka Lisowska

 

"Anioły"
Anioły schodziły po ścieżce białej,
schylały się, patrzały, głowy ku sobie zbliżały,
chwiały ogromnymi, cichymi piórami,
szemrały szumiącymi szatami
i stawały bojąc się przestraszyć ciszę,
która się razem z nimi nad ziemią czekającą kołysze.

 Kazimiera Iłłakowiczówna

 

"Anioł gotycki"
W ołtarzu ciemnej katedry
stanął Anioł gotycki
wyniosły i ascetyczny,
rzeźbione w drewnie smukłe palce
złożył w modlitewnym geście
opuszczonymi powiekami zakrył oczy,
uduchowiony.
Szata w nieskazitelnych fałdach do samej spływa ziemi,
a wąskie stopy unoszą w powietrzu
niematerialne ciało.
Spokojnie przesuwa się słoneczne światło
poprzez płaszczyzny witraża,
wydobywa z mroku wypukłości
drewnianych rzeźb,
połysk polichromii,
postacie świętych
i twarz anioła...
Nagle, niczym słoneczny promień
spod powiek błysnęło spojrzenie
zielonych oczu,
a skrzydła uniosły się i zaszumiały
jak kiedyś szumiała gałęziami wierzba nad strumieniem,
gdy jeszcze była drzewem
a w jej cieniu pasły się owce
i odpoczywali strudzeni wędrowcy.
Zaśmiał się gotycki anioł
na wspomnienie dni, pełnych słonecznego blasku
I nocy księżycowych
przepływających ponad drzewem,
które było nim.
Poznało go słonce i przez chwilę pieściło,
jak dawniej, kiedy jeszcze
ukryty w wierzbowym pniu
podglądał zakochanych.

Halina Porębska

"Anioł zielonego ogrodu"
Aniele o mocnych łydkach
unosisz rozpostarte skrzydła
- eterycznie zawieszone spojrzenie
w ponad chmurnej przestrzeni
Złe uczynki ważysz
na szali wniebowstąpienia

Aniele zielonego ogrodu
żaby, dżdżownice, mrówki
pod ciepłą chronisz stopą
Bukietem malw i słoneczników
zetrzyj z oblicza ziemi
bezdomny płacz
- rozepnij wachlarz nieba

LidiaZiurkowska Michalewska

 

"Aniele Boży"

Aniele Boży Stróżu mój
Ty właśnie nie stój przy mnie
jak malowana lala
ale ruszaj w te pędy
niczym zając po zachodzie słońca

skoro wygania nas
dziesięć po dziesiątej
ostatni autobus
jamnik skaczący na smycz
smutek jak akwarium z jedną złotą rybką
hałas
cisza
trumna jak pałacyk

ładne rzeczy gdybyśmy stanęli
jak dwa świstaki
i zapomnieli
że trzeba stąd odejść

Ks. Jan Twardowski

 

"Makatka z aniołem"

Na twarzy twej rumieńce
Jakbyś był uduchowiony
Przez gruźlicę płuc
A dobroć twą nieziemską
Zamykasz na niebieski klucz

Najczęściej można spotkać cię
Nad przepaścią lukrowaną
Gdy przez dziurawą kładkę
Przeprowadzasz dwoje dzieci

Nocą może chciałbyś
Oderwać się od ściany
Ale jedno skrzydło
Gwóźdź ci przedziurawił
Więc zostajesz z nami
Na wieki wieków amen

Adam Ziemianin

 

"Kolorowe Anioły"

Są na świecie Anioły zielone;
One patrzą na mnie ciekawie
i w pośpiechu płoszą motyle,
kiedy biegam boso po trawie.

Gdy za oknem wciąż pada i pada,
krople deszczu kapią jak łezki,
wtedy leci do mnie z pomocą
prosto z nieba - Anioł niebieski.

A gdy zasnę, Anioły
tańczą taniec wesoły
i na fletach grają do rana;
Moje prośby i smutki,
nawet pacierz za krótki
zostawiają przed tronem Pana.

Gdy na sercu mi ciężko i płaczę,
biały Anioł smutki rozumie
i otula swymi skrzydłami
i pociesza mnie tak, jak umie.

A wesołe Anioły różowe
kiedy piję sok malinowy,
wysyłają do mnie całuski,
sto pomysłów sypią do głowy.

Kiedy dziecko jest grzeczne od rana,
złoty Anioł - czy uwierzycie? -
złotym piórem dobre uczynki
zapisuje w białym zeszycie!

Kolorowe Anioły skrzydlate
prosto z nieba niosą nam dary,
bezszelestne i niewidzialne -
ale bez nich świat byłby szary...

Beata Kołodziej

"Anioły bez skrzydeł"


Nie wydaje Ci się byś wierzył 
ufaj 
wielokrotnie 
spotkaj przeznaczenie i 
potraktuj je z cierpkim rozczarowaniem 
bądź gorzki bo słodkim się osładza 
za bardzo 
od grubych kartek zawraca się w głowie 
od grubych istot stroni świat 
w wielości jest niejasność

pomimo to wierzę 
a w środku mnie wzrasta niezrozumienie 

pojawiłeś się w świetle baru 
to niebo 
to połyskuje anioł 
wiele o Tobie wiem 
mimo że w niebie egzystujesz 
popołudniami
wieczorami jesteś w piekle 
czasem się mijamy na schodach 
wieczorami jest wzrok zaćmiony 
i biblia wertuje kartki na wietrze 
za drzwiami 

Zamknęłam klucz szczelnie przed Tobą 
w moim piekle niepokoi mnie szczęście 
mógłbyś być jego namiastką 
boję się jednak opuścić płomień 
węgle się w rubrykach 
modlę się do Boga 
wiem, że 
niektóre anioły kłamią 
i świat kłamie 

Jestem tylko Twoim skrzydłem 
Ty odlecisz 
jeśli odlecisz to zabierz mnie 
z Sobą 
bądź 
tylko 
tylko że 
anioły nie latają 
zostań i chodźmy tylko 

nie latajmy to ludzkie 
anielskie zostawmy aniołom 

 

SylwiaLatanik

"Anioł Zimowy"

Na aniele czapka
z ciepłej wełny gore
Anioł z gór się urwał
jeszcze przed wieczorem

Niosło go Beskidem
nosiło po lesie
Lecz wrócił w Bieszczady
teraz ogrzać chce się

Aniele grudniowy
zimny do połowy
Zostań trochę z nami
zagrzej sobie nogi

Aniele styczniowy
zmiłuj się nad nami
Jeszcze zdążysz poznać
niebieskie polany

Na aniele czapka
z anielskim pomponem
Anioł chce odlecieć
jeszcze przed wieczorem

Dalej jednak siedzi
trochę zagadkowy
Czapki z miękkiej wełny
nie zdejmuje z głowy

Aniele lutowy
zimny do połowy
Zostań trochę z nami
już puszczają lody

Aniele marcowy
zmiłuj się nad nami
Zdążysz jeszcze odwiedzić
niebieskie polany
Anioł się zasiedział
do następnej zimy
Jest taki niebieski
a my się cieszymy
Zawsze toż aniołem
raźniej chyba bywa
Zwłaszcza gdy za oknem
trzyma tęga zima

Adam Ziemianin
 

Dusza 

  

Chcesz? Odsłonię przed Tobą moją duszę i ofiaruję Ci ją...  

Tylko co z nią zrobisz? Posadzisz na krześle obok?  

Rozwiesisz razem z praniem?  

A może owiniesz ją wokół szyi i zaczniesz wspinać się na chyboczący się taboret?
Albo będziesz ją smakować ustami, rozgryzać powoli jej włókna i rozgniatać na podniebieniu?
A potem przetrawisz ją
 

kieliszkiem czerwonego wina? 

  

Moja dusza jest bezbronna. Daje unieść się w dłoniach.  

Jak płócienne prześcieradło albo zgubione łabędzie pióro.  

Nie ma w sobie żadnej choroby. Nie musisz się bać.  

Może, co najwyżej, zarazić Cię moim życiem. Sprawić, że zrozumiesz  

słowa, których wciąż używając nie domyślasz się znaczenia. 

  

Moja dusza nie należy do mnie. Została mi powierzona na czas  

kilkudziesięciu lat, które można w każdej chwili zamknąć 

błyskawicznym zamkiem. Kiedyś należała do kogoś innego.  

  

Spójrz, chcę Tobie właśnie ją ofiarować! Wahasz się? Czy prościej  

byłoby trzymać w Twoich dłoniach moje pulsujące życiem serce? 

  

Moje ciało jest tylko tatuażem duszy. Nieszczelnym pojemnikiem  

nie nadającym się dłużej do przechowywania tych samych śmieci.  

Cuchnącym mięsiwem, w którym zagnieździły się nieuleczalne  

choroby. Kretowiskiem, którym oddycha poraniona ziemia.  

Obumierającym korzeniem usychającego drzewa. 

  

Czy mogę ofiarować Ci moją duszę? Nie musisz płacić ani stać 

w kolejce. Możesz tulić ją do siebie każdej nocy. A w ciągu dnia  

patrzeć jak odbija się w tafli drżącego jeziora. Może nawet zatańczy  

dla Ciebie ryzykując spalenie w płomieniach ogniska, które rozpalasz  

co wieczór w myślach? Czy sięgniesz dłońmi po nią? Czy rozepniesz  

guziki koszuli, by wtuliła się w Twoje ciało? Czy obejmiesz ją czule,  

czy ściśniesz z całych sił, by nie mogła uciec w stronę południowego  

światła? Czy zdusisz ją nogą jak jadowitą żmiję, czy ułożysz delikatnie  

w pachnącej pościeli? 

  

Co zrobisz z moją duszą, jeśli wcześniej zabrano Ci Twoją? 

  

  

  

Sen profetyczny 

  

Ubiegłej nocy śniły mi się Anioły.  

  

Krążyły nade mną ciężkim łopotem skrzydeł rozrywając nocną 

ciszę. Stałem na skale, wysoko, niczym Podróżnik po morzu 

chmur z obrazu Friedricha. Na policzkach czułem chłodny  

pocałunek wiatru.  

W oddali jaśniał sierp księżyca; kim jest ten złodziej, co ze świetlistym  

workiem na plecach podniebnym traktem przemyka? 

  

Co chwilę któryś z Aniołów przysiadał się do mnie i opowiadał 

historie. Za każdym razem, poruszony, patrzyłem z zaskoczeniem  

w jego stronę i odpowiadałem: Znam to, znam! To historia o mnie!  

To przydarzyło się właśnie mnie! 

  

I słyszałem wciąż tę samą odpowiedź: Tak, to historia o tobie,  

gdyż kiedyś byłem twoim aniołem stróżem. Wyznaczono mi twój los  

na pięć lat. 

  

O świcie okazało się, że rozmawiało ze mną osiem Aniołów. 

  

A później śniłem o gałązkach drzew. Smakujących życie.  

Śniły mi się fale wiatru chłodzące liście zmęczone słońcem.  

Słyszałem ich delikatne szemranie, niby kryształowej wody z górskiego  

potoku; opowieść drzewa o minionej nocy rozproszonej skrzącym się 

świtem dnia. 

  

I pomyślałem sobie: mógłbym być drzewem opiewającym szum wiatru 

i świergot ptaków odnajdujących schronienie.  

Rozłożystym dębem dającym ochłodę w skwarny dzień lub wysoką 

topolą rozcinającą całun nieba.  

  

Albo iglastym cedrem, z którego wyrzeźbiono drewnianego człowieka. 

  

  

Podzielony kamień 

   

Znalazłem kamień rozdzielony na trzy części. 

A może ten kamień odnalazł mnie? 

  

Jesteśmy wnętrzem jego skamieniałych dłoni. 

Trzecim okiem zatracającym zdolność akomodacji;  

rozdzielonym na trzy, uzupełniające się, przestrzenie,  

powierzchnie i owalne krawędzie.  

  

Jesteśmy wytrawionymi brzytwą czasu paskami  

życia przeistoczonego w kamień. 

  

  

  

  

Początek? 



Może lepiej nie znać początku? Nie uważać go jako coś
 

nieodzownego? Czyż każda historia nie jest tylko ciągiem dalszym  

czegoś, co miało miejsce w przeszłości? Czy nie jest fatum, losem,  

przeznaczeniem?  

  

Na przykład kobieta jadąca tramwajem, wysiadająca o jeden  

przystanek dalej niż zwykle. Wysiada i spotyka nieznajomego  

mężczyznę, który po kilku dniach znajomości staje się jej obsesyjnym  

kochankiem... 

  

Albo kobieta, której świat zmienił się po przeczytaniu słów, których  

autorem był mężczyzna, o którym pomyślała: To jest on, to na niego  

czekałam, to z jego słów powstałam, to on mnie stworzył, to jego chcę 

odnaleźć, to z nim i dla niego chcę żyć.  

  

I odnajdzie go, choć zajmie jej to wieczność.  

  

A kiedy spojrzy w jego oczy, nie będzie musiała niczego mówić wbrew  

sobie. On będzie wiedział i ona będzie wiedziała. Będą wypowiadać 

słowa w tym samym czasie i wykonywać podobne gesty.  

Spośród wszystkich możliwych kwiatów wybiorą dla siebie bukieciki  

konwalii, a spośród wszystkich drogocennych kamieni – nadmorski  

bursztyn. 

  

Albo dwójka dzieci bawiących się w piaskownicy, nieopodal której  

zatrzymuje się duży, czarny samochód tętniący głośną, rockową 

muzyką. Po chwili odjeżdża. Dokoła panuje głęboki spokój  

i harmonia, z tą jedynie różnicą, że w piaskownicy znajduje się 

już tylko jedno dziecko... 

  

Więc... jaki jest początek? Czy początkiem jest Słowo, czy Myśl?  

Czy Myśl wypływa ze Słowa i czy istniałaby bez niego?  

A może to właśnie Myśl jest materią, z której Słowo mogło się narodzić,  

by w końcu ową Myśl wyrazić?  

  

Są we mnie takie słowa, których nigdy nie wypowiem, których nikt  

nigdy nie usłyszy. Są we mnie również słowa jak deszcz;  

nieuchwytne, przychodzące znikąd i do nikąd odchodzące.  

Bywają jak pajęcza sieć, z której trudno się wydostać.  

Niektóre zapadają w pamięć. Zlewają się w rytmiczne dźwięki  

powielane tembrem głosu.  

  

Słyszysz? Czy mnie słyszysz? Mówię właśnie do Ciebie. Słowa, które  

dźwięczą w tej wieczornej ciszy są właśnie dla Ciebie.  

  

Powiem: szum nieprzemierzonego morza, szum przesypującego się 

przez palce piasku, oddech drzew wyrastających poza wydmami,  

w których chciałby zamieszkać nadmorski wiatr.  

  

Usłyszysz: mruczenie fal, czas przesypujący się w klepsydrze,  

zawodzenie wiatru nie mogącego odnaleźć dla siebie miejsca. 

  

  

  

Odległości 

   

Cóż więcej mogę Ci dać niż te Słowa, w które nikt nie chce uwierzyć?  

Cóż więcej niż te wersy zapisane w chwilach ciszy i upojenia ciemną 

jak kruk nocą?  

  

A jeśli powiem Ci, że lubię zapach deszczu i dotyk jego kropel na 

twarzy i że lubię, gdy wiatr głaszcze moje policzki, to byłabyś 

gotowa uwierzyć?  

  

W naszym Bursztynowym Domu będzie czekała na Ciebie moja  

nieobecność. Wypalone drwa w kominku. Zimna woda 

w czajniku i pusty kubek do kawy. Niepotrzebna nikomu gazeta  

z ogłoszeniami o pracę. Wypisany długopis, który obracałem  

w palcach. Przeciwsłoneczne okulary chroniące mój wzrok. 

I koszula, którą przytulisz do twarzy, by chłonąć mój zapach. 

  

Usiądziesz przy stole i spojrzysz w okno, za którym będzie zapadać 

zmierzch i milknąć zgiełk nigdy nie śpiącego miasta.  

Przypomnisz sobie moje słowa, oplatające Twoje myśli, które były  

Ci najdroższymi ze wszystkich słów; budzące Cię każdego poranka  

i kojące przed zaśnięciem.  

  

Przypomnisz sobie moje spojrzenie; to samo, w którym się 

przeglądałaś i w którym byłaś głębiej niż ktokolwiek, kiedykolwiek 

i gdziekolwiek. 

  

Możesz mieszkać na innym kontynencie a jednocześnie być blisko. 

Bliżej niż gdybyś była w pokoju obok. Możesz wyjechać trzy tysiące  

kilometrów dalej i być blisko.  

Tak blisko, byś nie musiała mi się więcej śnić. 

  

Mieliśmy rozmawiać, pamiętasz? 

  

Ten dom, który budujemy ze Słów, składa się z przedsionka Milczenia,  

długiego korytarza Emocji i salonu Myśli. Powinniśmy zadaszyć go  

Wspomnieniami. Pomalować ściany w pokojach kolorami  

Czekania i Nadziei. A w kuchni ustawić wyciosany do Rozmowy stół. 

  

Jesteś poza ścianą Ciszy.  

  

Nieuchwytna jak drozd umykający przed obiektywem aparatu  

fotograficznego. I już, przemykasz gdzieś w jego zasięgu, siadasz,  

na chwilę, by w sekundę później, spłoszona, umknąć przed zoomem 

fokusa. 

  

Są chwile, gdy słyszę Twój głos, ale nie wiem, skąd do mnie dochodzi. 

  

Drży jak listki drzewa, w którego konarach skrył się niedostępny dla  

oczu ptak. Jest drżącym głosem Ordonki z lat trzydziestych,  

rozlegającym się z gramofonowej płyty. Przywołuje miniony czas.  

Przyspiesza rytm serca i otwiera zastawki dźwięków. 

  

Zatańczysz? 

  

Niech ten taniec uniesie Cię stąd. Nie zatrzymuj się; w tych lustrach  

pojawisz się ledwie, muśnie Cię kryształ, nie powstrzyma czas  

a świateł żyrandoli ogarnie brylantowy blask... 

  

A gdy już taniec Cię znuży i muzyka kołując odpłynie w senną dal  

- staniesz przed lustrem. Podniesiesz oczy i spojrzysz we własne odbicie.  

I gdzieś tam, na dnie źrenicy, odbije się Twoja postać. Ujrzysz człowieka,  

który zamieszkał w najdalszych zakamarkach mojej duszy. 

  

I wtedy ktoś cicho zapuka do drzwi. Podejdziesz i otworzysz je. 

  

Tym kimś będę ja. 

  

  

Niedzielnie 

  

Któregoś dnia, po prostu, wejdziesz w moje życie. 

  

Bo ja będę czekała. Bo warto jest czekać na Ciebie. 

Całe życie uczyłam się być dla Ciebie. 

  

Wszystko, przez co przeszłam – było dla Ciebie.  

Ból zdrady, namiastka miłości, tęsknota i wspomnienia, przez które  

przestałam śnić... 

  

Dostaniesz nieskończenie wiele. Więcej niż mógłbyś chcieć i oczekiwać.  

A może właśnie marzysz o tym teraz, gdzieś tam, gdzie jesteś?  

Czy wiesz, że czekam na Ciebie? Całe życie czekałam! 

  

Jest we mnie ocean miłości. Niewykorzystana czułość i wierność.  

Słowa, których jeszcze nie zdążyłam wypowiedzieć. Które chcę 

powiedzieć Tobie.  

  

Tylko Tobie.  

  

I będzie wśród nich „Zawsze” i „Nigdy”. „Zawsze będę z Tobą”  

i „Nigdy Cię nie opuszczę.” 

I chociaż jest we mnie tak wiele strachu, że zechcesz odejść,  

że któregoś dnia mogę Cię po prostu stracić, to pozostanę przy Tobie.  

Będę spinką u mankietu Twojej koszuli. Guzikiem zapinanym  

w pośpiechu. Ręcznikiem, w który wycierasz twarz. Kartką papieru,  

na której będziesz zapisywać kolejne historie... 

  

A Ty przyjdziesz któregoś dnia i po prostu obejmiesz mnie. Przytulisz.  

I już nie wypuścisz z ramion. A ja będę chciała w nich pozostać.  

W schronieniu Twojego dotyku i ciepła słów, które do mnie wypowiesz. 

  

I nie pozwolisz mi odejść. Powiesz: “Odnalazłaś mnie. Nie szukaj dalej.”  

Nie pozwolisz mi uciec, nawet gdybym mówiła przez łzy: “I tak nic  

z tego nie wyjdzie.” 

  

Nie poczuję się już nigdy więcej sama. Samotność będzie fotografią 

wciśniętą w album porzucony niedbale na strychu domu, w którym  

nikt nie mieszka od lat. 

I chociaż będę stała w oknie, za firanką, patrząc jak wracasz do...  

to będę żyła myślą, że powrócisz. Bo będziesz wracać. Będziesz tego  

chciał. I ja będę tego chciała. 

  

A jeśli kiedykolwiek miałabym dokądś odchodzić a potem wracać 

- to od Ciebie do Ciebie. 

  

I któregoś dnia nie będziesz mnie musiał przekonywać, że Miłość 

istnieje. Bo miłość, w którą przestałeś niegdyś wierzyć była inna.  

Była jedynie preludium do uwertury naszego uczucia.  

Bo miłość, w którą przestałam wierzyć ja – była inna.  

  

To były jedynie dwa takty, uderzenia batuty dyrygenta  

zanim ktokolwiek z orkiestry rozpoczął prawdziwie grać. 

  

  

  

Na moich dłoniach... 

  

Na moich dłoniach wzrasta soczysta zieleń.  

  

Moje dłonie są łąką, w której się zanurzysz. Miękkim dywanem,  

do którego przytulisz twarz i spokojnie zaśniesz. 

  

Dotknę Cię dojrzałymi źdźbłami traw, rozbudzę zapachem rumianków,  

błękitnych chabrów, w których przegląda się niebo, moją krwią 

nabrzmiałych maków, wyściełanych słońcem jaskrów,  

kąkoli tętniących purpurą i księżycową bielą muśniętych stokrotek. 

  

A potem wchłonę Cię w moją zieleń. I nasza krew będzie zielona.  

  

W zielonych krwiobiegach tętniących życiem. 

  

  

  

Księżyc ma smak kawy. 

Twoje usta smakują księżycem...  

  

  

  

Zanim przyszłaś, zapomniałem o Tobie... 

  

  

Byli tam oboje.  

  

Oboje przed wyznaczoną godziną spotkania. On dwadziecia minut  

wcześniej. Rozglądał się w tłumie próbując rozpoznać jej twarz.  

Postanowił pospacerować uliczkami Starego Miasta, aby uspokoić 

swoje myśli przed niewiadomą. Kiedy odszedł, przyszła Ona. Było to  

o piętnaście minut wcześniej od wyznaczonej godziny spotkania.  

Rozglądała się w tłumie próbując rozpoznać jego twarz. Potem  

postanowiła pospacerować uliczkami Starego Miasta. Myśleli o sobie,  

o tym, że za pewien czas, chociaż wskazówki zegara zdawały się 

przysnąć, poznają się, usiądą naprzeciw siebie i zamienią kilka słów,  

które, być może, zmienią ich życie. 

  

Wiesz, to jest taka chwila, w której mogłabym Ci oddać wszystko.  

I niczego nie prosić w zamian. Niczego nie oczekiwać. Chciałabym  

być po prostu Twoja. Być Twoją kobietą. Niczyją inną. Tylko Twoją...  

Być może za godzinę lub trzy będę Cię po prostu nienawidzić.  

Ale to będzie za tę cholerną godzinę lub jej dwie bliźniacze siostry.  

Teraz chcę po prostu patrzeć w Twoje oczy. Poczuć Twoje dłonie na  

mojej twarzy. Jak głaszczą moje policzki. Jak Twoje palce wtapiają 

się w moje włosy. To jest taka chwila, w której mogłabym się w Tobie  

zatracić. W której cała przeszłość jest nic nieznaczącym ziarnkiem  

piasku, co dostało się do oka i wypłynęło łzą, którą osuszysz ustami. 

Wcześniej nie sądziłam, że istnieje ktoś taki. Że powiem Ci to, o czym  

myślę. I że nie będę się martwiła o własne słowa. Bo chcę Ci je  

powiedzieć jak nikomu innemu. I patrzeć Ci przy tym prosto w oczy.  

Przejrzeć się nich i dostrzec, jaką jestem naprawdę. 

  

Wiesz, to jest taka chwila, w której mógłbym Ci oddać wszystko  

i niczego nie prosić w zamian. Być może za godzinę lub trzy będę 

Cię po prostu nienawidzić. Ale to będzie za tę cholerną godzinę lub  

jej dwie bliźniacze siostry. Teraz chcę po prostu patrzeć w Twoje  

oczy. Objąć dłońmi Twoją twarz. Głaskać Twoje policzki, wtopić 

moje palce w Twoje włosy.  

  

To jest taka chwila, w której mógłbym się w Tobie zatracić.  

W której cała przeszłość wydaje się pyłem na skrzydłach ćmy.  

Wcześniej nie sądziłem, że istnieje ktoś taki. Przecież ja Ciebie  

wymyśliłem! Powstałaś z moich słów, z moich snów i marzeń,  

które zabijałem w sobie przez wiele lat.  

  

I zanim przyszłaś, zapomniałem o Tobie...  

  

A teraz odświeżyłaś wszystkie wspomnienia. I wiesz, nadeszła  

najszczęśliwsza chwila mojego życia. Cokolwiek stanie się za jakiś 

czas, ktokolwiek będzie z Tobą i z kimkolwiek będziesz Ty.  

Wiem jednak, że pozostaniesz na zawsze; jeśli nie w tym świecie,  

to w którymś z do niego podobnych. Powiem Ci, o czym myślę.  

I nie będę się martwił o własne słowa, bo chcę Ci je powiedzieć jak  

nikomu innemu. I patrzeć Ci przy tym prosto w oczy. Przejrzeć się 

w nich i dostrzec, jaki jestem naprawdę. 

  

Kupiła mu bukiecik konwalii nie wiedząc, że On zrobił to samo dla Niej.  

Dlaczego spośród wszystkich kwiatów wybrali akurat te? Czy sprawiły  

to stojące na chodniku przypadkowe kwiaciarki? Czy przyczyną była  

biel kwiatów wtulająca się w rozchylone świeżą zielenią liśćie?  

Przecież równie dobrze mógłby być to bez, którym pachnie jej skóra.  

Albo róże. Albo tulipany. Albo może maki zaczerwieniające  

podmiejskie łąki. Wybrali jednak konwalie.  

  

Teraz cały świat pachnie konwalią. 

  

  

  

Przed wykładem 

  

 

Jestem na parę minut przed spotkaniem z młodymi ludźmi. Przyjdą na  

mój wykład. Mam im opowiedzieć czym jest Miłość. Opowiem im czym  

mogłaby być. Albo czym chciałbym, żeby była dla mnie.  

  

Opowiem o czekaniu, samotnym świcie i bezsilności. O miejskim  

tramwaju i spojrzeniach przechodniów. O kosmyku włosów, który  

przypadkowo musnął policzek. Opowiem o suficie, na którym tańczą 

cienie. O światłach nocnego miasta. O balkonie, gdzie staliśmy.  

I oknach pobliskich mieszkań, w których jedzono kolację lub brano  

dzieci na kolana. 

  

Opowiem o krześle, na którym siadała. O sposobie, w jaki pochylała się,  

zakładała jedną nogę na drugą, jak patrzyła na mnie.  

O zapachu na moich palcach. I krwi za paznokciami. 

  

Przyjdą, a ja opowiem im o jej plecach. O masowaniu skroni obolałej  

głowy, muskaniu potylicy, pieszczeniu szyi i rozluźnianiu karku. 

O dotykaniu rąk. Opowiem o Naszych Słowach, które goreją we mnie  

i przychodzą w każdej chwili dnia. 

  

A może to oni opowiedzą mi o Miłości? Może będą wiedzieć więcej  

ode mnie? Może role się odwrócą? Ta dziewczyna, która usiądzie  

w czwartym rzędzie; czy nie zechce opowiedzieć mi o ziszczeniu  

marzeń i o tym jak postanowiła uciec przed przeznaczeniem?  

Albo ten młodzieniec wyglądający na spokojną osobę; nie opowie  

o burzy w jego myślach, o statku wpadającym w sztorm uczucia  

targającego ze wszystkich stron jego losem? A ta kobieta siedząca  

z przodu; czy nie powie, że oddycha miłością każdego dnia, gdyż 

odnalazła swoją połówkę jabłka, chociaż do końca nie jest pewna,  

czy to nie On odnalazł ją właśnie? Czy sprzątaczka przychodząca  

po zajęciach, na której twarzy zawsze widoczny jest uśmiech  

i ujmująca mnie dobroć - czyż ona nie wie więcej o Miłości? 

  

Przychodzą pierwsze osoby. Mówią: Dzień dobry, Ale dzisiaj parno.  

Chyba wieczorem będzie burza. 

- To będzie dobry dzień - odpowiadam. 

  

I wyciągam notatki. Z szufladek mojego serca. 

  

 


Rozmowy
 

   

Są rozmowy, o których szumią drzewa. Myśli unoszące się pośród traw 

i ostrokrzewów. Spojrzenia ptaków siedzących na drżących gałązkach. 

I płomienie słońca złotą farbą muskające liście. 

  

- Chociaż oczy przewiążesz mi wstążką nocy, to wciąż widzieć Cię 

będę... Jestem Twoją wiosną i jesienią, pamiętasz? 

- Tak, pamiętam... To złoto liści tak bardzo mi drogie nie zastąpi jednak  

nigdy Twojej obecności. 

- Więc zdejmij, proszę, tę wstążkę... 

- Tak bardzo chciałbym, wierz mi, ale gdy ponownie ujrzysz promienie  

słońca, już nigdy do mnie nie będziesz chciała powrócić... 

- Nie liczą się dla mnie promienie słońca ani nieba błękity. Wystarczy mi 

Twoje spojrzenie i jasne oblicze. Zamiast w zwierciadłach - w Twoich  

źrenicach pragnę się przeglądać... Zamiast deszczu - oczyszczą mnie  

Twoje łzy... Miast wiatru - Twój oddech będzie dla mnie powietrzem... 

- Czyż moje dłonie nie będą sznurem wiążącym Ci ręce? A moje słowa  

nie staną się opium, bez którego krwi toczyć sił nie będzie miało Twoje  

serce? 

  

- Twoje dłonie będą mnie chronić , a słowa wzniecać we mnie życie... 

  

  

...I jeśli mógł czegoś więcej pragnąć, to Czasu,  

który byłby im przypisany.  

Czasu, którego nie musieliby z nikim  

dzielić; który zatrzymałby się 

w dla nich wyznaczonym miejscu. 

  

   

Jaka jest 

   

Zapytała: Czy wiesz, jaka jestem naprawdę? 

Odpowiedział: A ty to wiesz? 

Opuściła wzrok. 

- Wiesz? 

- Czasami mam wrażenie, że wiem kim jestem w twoich oczach.  

Widzisz we mnie anioła, osobę czułą i delikatną, ulotną jak mgła...  

Czy zauważyłeś jak bardzo mnie zmieniłeś? Czasami mam ochotę,  

by stać się rozczochraną blondynką z ustami z krwistej czerwieni,  

niestarannym makijażem, w zbyt krótkiej sukience, z papierosem  

w ustach i szklanką wina w dłoni... 

- Czy myślisz, że mógłbym przestać cię kochać, jeśli stałabyś się 

powierzchownie kimś innym? 

- Myślę, że nie. I to najbardziej mnie przeraża. Przecież wiesz, że nigdy  

nie będę taka sama. Jesteśmy dwoma odległymi światami, a ty  

budujesz niewidzialny most je łączący. Starasz się przeprowadzić mnie  

po tym moście, chociaż sam nie chcesz przejść na moją stronę.  

  

Czuję, że nie dam rady postawić na nim następnego kroku... 

  

  

Ludziom ofiarowano dar kochania. 

Aniołom - dar latania. 

Wielu z nich poświęci swe skrzydła dla miłości... 

  

Po cóż mi skrzydła, 

gdy już nikogo nie mogą ochronić? 

  

Mieszkałem wśród Esseńczyków, 

kąpałem się w Morzu Martwym, 

jadłem owczy ser 

i piłem słodką wodę. 

  

To za mną obejrzała się żona Lota, 

gdy dosięgały mnie płomienie Sodomy. 

  

Kiedy stanąłem przed ołtarzem 

nieba ze złotym naczyniem i żarem 

kadzidła w dłoniach 

- wzniosły się modlitwy świętych 

przyjęte niczym ofiara Kaina. 

  

Mawiają: jest duchem. Zwiastunem 

Światła. Stróżem. Opiekunem. 

Gabrielem, Rafaelem, Michaelem. 

Myślę: jestem kim zechcesz. 

Wybrzuszeniem chmurki, 

na której śpię. 

  

Szukam uleczającej chorobę życia Miłości. 

Umieram. 

  

Nie uniosą mnie więcej skrzydła, 

lecz siła Twojej wiary. 

  

 
 
 

Gra 


Znam wszystkie Twoje chwyty a Ty znasz moje. Ustalone zasady gry
 

zmieniają się. To proste, przestańmy się w końcu oszukiwać. 

Powiem Ci o wszystkim wprost. Chcesz? Tylko, czy jesteś na to  

gotowa? Stawką w tej grze jest moje życie: trawione niekończącym 

się ogniem. 

  

Niedopalony knot świecy przypominał mi widzianego z oddali  

człowieka stojącego na wzgórzu, który zwiesił głowę jakby było mu  

wszystko jedno. Nie potrafiłem dostrzec rysów jego twarzy, choć 

z daleka wyczuwałem w nim przeogromny smutek.  

Wyglądał na kogoś, kto stracił już wszystko. Komu zabrano nagle  

dom, przyjaciół i wiarę w drugiego człowieka. 

  

Kiedy podszedłem do niego wydawał się odległy i nieobecny.  

Garbił się jakby chciał zwinąć się w embrion lub upaść na ziemię.  

Wokół jego stóp leżały niedopałki papierosów i zmiętolone pudełko  

zapałek. Pamiętam jak trzymał zaciśnięte w pięści dłonie: sine od  

niedokrwienia palce i napięte żyły nadgarstków. 

  

Jestem już innym człowiekiem. Nie poznałaś mnie i już nigdy nie  

poznasz. Rodzą się we mnie ptaki słów dla Ciebie niesione na  

skrzydłach wiatru. Ukryłem się za ścianą marzeń, w których 

zamieszkała moja dusza. Ale teraz jest cicho i pusto.  

Tylko bicie serca osiadające na skroniach i oddech wypełniają 

obejmującą mnie ciszę. 

  

Każde moje pytanie napotykało na jego milczenie. Nie było go tutaj.  

Jakby ciało nie nadążało za resztkami umysłu, które w sobie skrywał.  

Przeniósł się w inne miejsce. Wybiegł w przyszłość lub podążył 

ścieżkami zawiłej przeszłości. Zamieszkał w niedostępnej przestrzeni,  

w której czas zacierał ślady a przeznaczenie wyznaczało 

je ponownie.  

  

Zapętlał zdarzenia i przeistaczał je ponownie kreśląc zawiłe 

scenariusze, udoskonalając z zegarmistrzowską precyzją kolejne  

szczegóły. 

  

Pamiętam każde wypowiedziane słowo i wspólnie spędzoną chwilę.  

Niczego nigdy nie zapomnę. Nie potrafię zapomnieć.  

Poznałem smak bólu, tęsknoty i miłości. Rozpoznawałem siebie  

w Twoich oczach, przeglądałem się w Twoich snach,  

odnajdywałem w Twoim dotyku, pocałunkach i pierwszej  

pieszczocie. W Twoich zmysłach chłonących moje, zapachu  

mieszającym się z moim, w tańcu wypełnionym muzyką naszych ciał. 

  

Postanowiłem więc odejść i pozostawić go w spokoju.  

Nie mogłem wpinać się jak agrafka w jego los.  

Do niczego nie byłem mu potrzebny.  

Nie zauważył mnie nawet wtedy, gdy potrząsnąłem jego ramionami.  

Z jego ust wydobył się jedynie jakiś jęk, jakbym sprawił mu ból albo  

jakby przypomniał sobie o czymś, co ów ból mogło mu sprawić. 

  

* 

  

Wracając do domu odnalazłem skrzydła. Najprawdopodobniej  

należały do jakiegoś anioła.  

  

Być może do tego, którego spotkałem na wzgórzu. 

  

  

   

Anioł 

  

Kiedy go znalazłam siedział pod murem. Właściwie to przeszłam obok  

niego obojętnie. Nie zauważyłam czegoś szczególnego. Dopiero światła  

reflektorów nawracającego w pobliżu samochodu rozświetliły na chwilę 

jego twarz. Nie byłam pewna, czy płakał, czy po jego twarzy spływały  

po prostu krople siąpiącego, jesiennego deszczu. Zatrzymałam się na  

chwilę i podeszłam bliżej. Wyglądał na wychłodzonego, głodnego  

i zmęczonego. Pochyliłam się nad nim. Spojrzał na mnie a jego wzrok  

jakby chciał powiedzieć: odejdź, zostaw mnie... I właśnie wtedy  

zauważyłam coś niezwykłego. Skrzydła! Zupełnie jak na rzeźbach  

aniołów lub obrazach, które widywałam wcześniej w kościołach. 

  

- Kim jesteś?! – zapytałam z obawą w głosie. Nie odpowiedział.  

Zamknął oczy, uniósł do góry ręce i zatopił głowę w dłoniach.  

Wyglądał jak zmokła kura, po której upierzeniu spływają krople. 

Chwyciłam go za ramię i potrząsnęłam. 

- Co pan tutaj robi w taką pogodę?! – krzyknęłam mu do ucha. Znowu 

nie odpowiedział. Zajęczał tylko cicho i ściągnął moją rękę z jego  

ramienia. Wtedy zauważyłam, że miał złamane skrzydło. Nie mogłam  

pozostawić go samego. Koniec listopada, zimno, na noc zapowiadano 

przymrozki... Pomogłam mu wstać i zaprowadziłam do mojego  

mieszkania. 

  

- Jesteś... jesteś aniołem, prawda? – odważyłam się w końcu zapytać 

po dokładnym przyjrzeniu się jego skrzydłom w świetle kuchennej lampy. 

Nie był najwyraźniej skory do rozmowy. Spojrzał na mnie i przez długi  

czas nie opuszczał wzroku. Zupełnie jakby chciał powiedzieć: jestem  

taki zmęczony, muszę odpocząć... Mimo mojej zachęty nie chciał wypić 

gorącej herbaty. Kręcił przecząco głową. Spoglądał na łóżko.  

Pomogłam mu więc zdjąć mokre rzeczy i położyć się. Widziałam na  

jego twarzy grymas cierpienia. Z pewnością bólu przysparzało mu  

złamane skrzydło. Zastanawiałam się skąd mógł przyjść. Nie byłam  

pewna, czy dobrze zrobiłam zabierając go do domu. Może to jakiś 

kloszard, włóczęga albo złodziej? Czy nie wyrządzi mi jakiejś krzywdy?  

Przeczucie, że jest kimś dobrym, nie potrafiącym czynić zła było jednak 

coraz silniejsze. Może to prawdziwy anioł? 

Zasnął mocnym snem. Spał jednak niespokojnie. Co jakiś czas  

wzdrygiwał się, jego skrzydła naprężały się jakby gotując się do lotu.  

Czy potrafił fruwać? Mój Boże, co miałam zrobić? Zadzwonić do księdza?  

  

Na policję? Do szpitala? Do weterynarza? Nie znałam się na leczeniu  

skrzydeł i nigdy wcześniej nie spotkałam anioła!  

Po krótkim zastanowieniu sięgnęłam do półki z książkami.  

Trzystustronicowy „Lekarz domowy” wydał mi się odpowiednią pozycją.  

Złamania, złamania kończyn... Nie, to nie to! Złamania kości, otwarte...  

Ufff... Metody usztywniania rąk i nóg zdecydowanie mnie przerażały...  

Ale cóż, trzeba było działać. Wiedziałam, że mocno śpi, więc udałam  

się do pobliskiej apteki. Aptekarz nie zadał mi żadnego pytania, ale w  

jego oczach widziałam zdziwienie pomieszane z rozbawieniem.  

Chyba niewiele klientek przychodzi z książką pod pachą i dyktuje, co  

jest jej potrzebne: deseczka, bandaż, środki przeciwbólowe...  

Nie codziennie ktoś wyposaża domowe ambulatorium. 

Wróciłam biegiem do domu. Po wejściu do mieszkania okazało się, że  

anioł jeszcze spał. Postanowiłam wykorzystać ten fakt i umyć go trochę.  

Zagotowałam wodę, przygotowałam ręczniki i opatrunki. Najdelikatniej  

jak potrafiłam przemywałam mu piórko po piórku. Po umyciu  

złamanego skrzydła próbowałam przewrócić go na drugi bok. Nie  

udało mi się. Syknął z bólu i obudził się. Otworzył oczy i spojrzał na mnie.  

Wyglądał na zagubionego. Pomogłam mu usiąść. Ciągle coś mówiłam  

do niego. A on tylko patrzył na mnie nie rozumiejąc zapewne mojego  

języka. Był posłuszny. Umyłam mu drugie skrzydło i plecy.  

  

To niesamowite ujrzeć jak skrzydła wyrastają spod łopatek! Istny cud  

natury! Dokładnie przyjrzałam się złamanej kości skrzydła. Przypatrując  

się rysunkom z „Lekarza domowego” usztywniłam ją dokładnie  

dopasowując do niej listewkę owiniętą kilkanaście razy elastycznym  

bandażem. Zużyłam chyba z dwadzieścia metrów bandaży!  

Przygotowałam środki przeciwbólowe. Byłam ciekawa, czy zadziałają 

również na anioła. Żeby być bardziej pewną, zwiększyłam dawkę o  

jedną trzecią, żeby wzmocnić skuteczność działania. Anioł bez słowa  

wypił w końcu kubek ciepłej wody i przełknął podane mu  

różnokolorowe tabletki. Pomyślałam, że jego źrenice przybrały kolor  

tabletek, które połknął. W chwilę później leżał znów w łóżku i zasnął.  

Poszłam spać do drugiego pokoju. 

  

Nazajutrz, po przebudzeniu, po cichutku zajrzałam do pokoju, w którym  

spał anioł. Właściwie to już nie spał. Stał w kącie. Wydawało mi się,  

że boi zbliżyć się do okna. Być może z powodu ostrego, porannego  

słońca, zalewającego pomieszczenie. 

- Dobrze się pan... dobrze się czujesz? – zapytałam niepewnym głosem. 

Spojrzał na mnie a na jego obliczu malowała się ulga. Niczego jednak  

nie odpowiedział. 

  

- Słuchaj, muszę iść do pracy... – wyjąkałam – zaczekasz na mnie?  

Nie będziesz sam nigdzie wychodził? Taki ziąb dzisiaj na dworze, nie  

chciałabym, żebyś jeszcze bardziej się rozchorował. 

Anioł spoglądał na mnie przez cały czas. Z pewnością rozumiał moje  

słowa i intencję. Usiadł na łóżku, bokiem do mnie. Popatrzył na swoje  

obandażowane skrzydło. Pogładził je ręką a następnie przywołał mnie  

gestem dłoni. Podeszłam więc bliżej. Chwycił delikatnie moje palce  

a drugą ręką przykrył je. Trzymał je tak przez parę chwil, a ja czułam  

mrowienie na całym ciele! Był to chyba jakiś gest podziękowania... 

  

W pracy nie potrafiłam się na niczym skupić. Myślałam wciąż 

o pozostawionym aniele w moim mieszkaniu. Biłam się z myślami,  

chciałam komuś opowiedzieć o tym przedziwnym wydarzeniu, ale  

jak zareagowałyby moje koleżanki z pracy? Już wiele razy drwiły ze  

mnie, że nie zdążyłam jeszcze wyjść za mąż, że siedzę wieczorami w  

domu, że czytam książki...  

Każda minuta dłużyła mi się w nieskończoność. Kiedy wybiła w końcu  

ostatnia godzina pobiegłam do domu jak wariatka! Szalona! 

  

Mijały dni. Potem tygodnie. Przyzwyczaiłam się do milczenia mojego  

skrzydlatego towarzysza. Wiedziałam, że któregoś dnia odejdzie.  

Skrzydło goiło się. Nie byłam do końca pewna, czy za sprawą moich  

opatrunków, czy w jakiś cudowny, anielski sposób. Nadszedł grudzień,  

zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Na dworze padał śnieg. Anioł 

coraz częściej stawał w oknie i wpatrywał się w wirujące opłatki śniegu.  

  

Tęsknił. Za kimś, za czymś... Najwyraźniej martwił się. Zdradzała go twarz, na której coraz częściej widoczne było zakłopotanie. Jego wzrok od  

czasu do czasu przeszywał mnie na wylot: nieobecny, zatopiony gdzieś 

głęboko we własnych, skrytych myślach. 

  

W końcu odszedł. Po prostu spojrzał na mnie a ja zrozumiałam jego  

wzrok. Chciał do kogoś wrócić. Tutaj, na ziemi. Nie gdzieś wysoko w  

niebie, tam chyba nie czułby się potrzebny. Wyczytałam to w jego  

oczach. Nauczyłam się w nich czytać. Słowa wydawały mi się 

niepotrzebne, gdyż nie można było w nich ująć tego uczucia.  

  

Postanowił odejść, by móc się kimś opiekować. Nie byłam pewna,  

czy musiał odejść na zawsze, ale przynajmniej jedno wiedziałam na  

pewno: zostałam stróżem czyjegoś anioła. 

  

  

  

Maja naga 

   

Francisco Goya na przełomie XVIII-ego i XIX-ego wieku namalował dwa portrety tej samej kobiety. Ta kobieta nosiła imię Maja. Przynajmniej z takim imieniem przeszła do historii. Pierwszy obraz był jej aktem. Modelka zwrócona przodem w kierunku widza, z rękoma założonymi za głowę, odsłaniała całe swoje nagie ciało. Linia nóg przeistaczała się w krągłe biodra, wąską talię, by w końcu sięgnąć pełnych piersi. Trójkąt wzgórka łonowego, zarysowana delikatnie linia sięgająca pępka oraz linia między udami i nogami przypominają krzyż. Zastanawiałem się kiedyś, czy nie był to ukłon malarza w kierunku Świętego Oficjum, zakazującego w inkwizycyjnej Hiszpanii malowania aktów. Kobieta wpatruje się w widza, jej usta jakby miały ochotę uśmiechnąć się za chwilę; spojrzenie jest trochę prowokacyjne, chłodno oceniające patrzącego. Spoglądając na oblicze kobiety odnosi się wrażenie, że mężczyzna przed nią stojący będzie wystawiony na próbę, której może nie znieść. Albo na pokuszenie, któremu mógłby ulec. 

   

    

Jakieś pięć lat później Goya maluje drugi obraz tej samej kobiety. Poza, którą przyjęła Maja jest identyczną z tą sprzed kilku lat. Tym razem jednak kobieta jest ubrana. Promieniuje bielą, chłodnym spokojem, choć jej policzki i usta wydają się być bardziej czerwone niż na pierwszym obrazie. Zarówno pierwsze jak i drugie płótno zostały wykonane na zamówienie Manuela Godoya, ówczesnego pierwszego ministra i kochanka królowej Marii Ludwiki. Ten człowiek posiadający sporą władzę pokazywał odwiedzającym go gościom pierwszy lub drugi obraz. Zapewne, w zależności od tego kim wspomniani goście byli i ich stopnia umiłowania dla sztuki, co mogło być w każdej chwili potępione przez Kościół. 

  

  

Za samo patrzenie można zostać spalonym na stosie. 

Maja nie była czarownicą. Ani wiedźmą. Nie była inspiracją malarza podczas powstawania ryciny Kiedy rozum śpi, budzą się upiory. Do dzisiaj dokładnie nie wiadomo kim była owa uwieczniona przez portrecistę piękność. Być może była księżniczką, o czym mogłyby świadczyć choćby noszone przez nią ciżemki. Być może została tak ubrana specjalnie. Nikt dzisiaj nie może dokładnie stwierdzić kim była naprawdę.Była piękną kobietą. W języku hiszpańskim maja znaczy właśnie piękna. Słowo określało również kobiety z nizin społecznych. Czy Maja mogła być więc piękną, czarnowłosą Cyganką? 

  


Czas przyspiesza. Mijają dwa stulecia. Z prędkością światła. Malowanie
 

aktu zajmuje trzy tygodnie. Zrobienie zdjęcia cyfrowym aparatem  

fotograficznym zajmuje trzy sekundy. Wprowadzenie zdjęcia do  

komputera i wstępna obróbka - trzy minuty. 

  

- Zrób mi zdjęcie, - powiedziała rozpinając bluzkę i zdejmując  

biustonosz - przygotuj aparat. Chcę, byś mnie uwiecznił. Za pięć lat  

mogę być brzydka i schorowana. Moja skóra będzie sucha a oczy 

podkrążone. Będę miała obwisłe piersi i trzy fałdki na brzuchu. 

  

Patrzę na nią. Podoba mi się. Wygląda na dojrzałą kobietę, chociaż 

jest ode mnie dużo młodsza. Ma kręcone, czarne włosy i spojrzenie  

Mai z obrazu Goi. Kładzie się na skórzanej sofie. Intuicyjnie mówię jej,  

by ułożyła głowę na dłoniach i delikatnie przechyliła ją w moją stronę. 

- Podobają ci się moje piersi? 

Kiwnąłem potakująco głową. Zmierzyłem natężenie światła  

i przestawiłem przesłonę w aparacie. 

- Chciałbyś ich dotknąć? 

Zastanawiałem się przez chwilę, czy Goya dotykał piersi modelki sprzed  

dwustu lat i czy Maja zadała mu podobne pytanie. 

- Jestem fotografem, - odparłem - miałem zrobić Ci portret. Nie  

myślałem, że będę cię fotografować nagą. 

- Jesteś przede wszystkim mężczyzną - odparła wpatrując się we mnie,  

jakby czekając na jakąś gwałtowną reakcję z mojej strony. 

  

Migawka aparatu wyzwalała kolejne flesze lamp błyskowych. 

- Jeszcze raz - usłyszałem. Rozchyliła delikatnie nogi. Wpatrywałem się 

w nią przez ciekłokrystaliczny wyświetlacz aparatu. Płynnym zoomem  

wykonałem zbliżenie. Łatwiej było mi patrzeć na nią w ten sposób niż 

bezpośrednio. Obserwowała mnie. Wiedziałem o tym.  

  

Obawiałem się jednak, że jeśli nasze spojrzenia spotkają się, to nie  

wytrzymam jej wzroku. Czułem się jak malarz, który wpatrujący się 

przez większość czasu w płótno, nakłada kolejne warstwy farby.  

Jak portrecista, chłonący wszystkie szczegóły ciała ułożonej wygodnie  

na sofie modelki, której nie chce zaglądać w oczy. 

  

- Nie znałam cię takiego, - wyczułem odrobinę ironii w jej głosie - czasy  

inkwizycji skończyły się. Chyba nie obawiasz się potępienia za zrobienie paru zdjęć nagiej kobiecie? Chciałabym, abyś pstryknął jeszcze kilka fotek w takiej samej pozycji, ale jak już będę ubrana. Mogłabym je  

wtedy pokazywać znajomym. Tym bliższym te bardziej odważne...  

  

Zaczęła się śmiać. 

  

- Zrobię ci więcej odbitek. Będziesz mogła nawet ofiarować komuś na  

pamiątkę - odparłem starając się, aby moje żartowanie było tak samo  

naturalne jak jej. 

Ubrała luźne białe spodnie i białą bluzkę z dużym wycięciem.  

Talię przewiązała czerwoną chustą, którą można by zarzucić na  

ramiona w wietrzny dzień. Zamiast tego na jej ramionach znalazła się 

rozpinana bluzeczka z jesiennymi liśćmi. Na stopy założyła złote  

czółenka. Poprawiła włosy i wsunęła dłonie pod głowę. 

- A może to drugie zdjęcie powinno być zrobione za parę lat? - spytałem  

unosząc się zza aparatu. 

- Za parę lat, to będę mogła robić tylko ubierane zdjęcia,  

- odpowiedziała marszcząc brwi - a kto wtedy będzie chciał mnie  

oglądać? Już teraz niektórzy nie dają się skusić - ponawiała nawiązanie  

flirtu. 

Wykonałem kilkanaście zdjęć. Patrzyłem na modelkę z rosnącym  

podnieceniem. Nie mogłem opanować w sobie przechodzących  

przez ciało fal ciepła. Co rusz napotykałem na jej wzrok. Nie mogłem  

przed nim uciec. Coraz mniej chciałem przed nim uciekać.  

W końcu spojrzałem w jej brązowe oczy. Lśniły od zawieszonych pod  

sufitem reflektorów. 

- Przyjdź wreszcie do mnie... - powiedziała półgłosem. 

  

I po raz pierwszy tego wieczoru wyciągnęła do mnie swoje ręce. 

  

  

   

Dni 

    

Od piątków, 13-ego bardziej katastroficzne bywają czwartki, 12-ego.  

Albo środy, 11-ego. 

  

Dzisiaj pogrzeb o 13-ej. 

  

W środę umarł człowiek, który nigdy na nic nie chorował. 

Był lekarzem. Po prostu, zasnął a rano nie mogła go dobudzić żona. 

  

Ani żadne z 2-letnich bliźniaków. Ani to 2-miesięczne maleństwo,  

które płakało w łóżeczku. 

  

Wyglądał jakby wciąż spał. Jak Śpiący w kotlinie. Przykryty szczelnie 

kołdrą. Jakby zamyślił się na wieczność. Może tylko trochę bardziej  

ściągnął brwi i już nie uśmiechał się przez sen jak dawniej. 

I palce jego dłoni zacisnęły się nieco mocniej niż zazwyczaj. 

  

Kto skusił go we śnie, by tam pozostał? 

Czyje światło przeciągnęło go na swoją stronę? 

Czyja Miłość objęła go tak czule? Czyje ciepło otuliło jego duszę?  

Czy Twoje, Panie Boże, jeśli pozostawiasz tę rodzinę w oceanie smutku? 

  

12-ego w czwartek zaczyna nagle brakować słów. Chęć rozmowy 

jest tak silna, że każda przeczytana literka wznosi moje powieki  

a źrenice chcą zaczerpnąć więcej światła. 

  

Dobrze. Tak wybrzmiewa we mnie to słowo. Jest lotem trzmiela.  

Powietrzem uchodzącym z balonu. Jest dla mnie obietnicą,  

która nie zostanie dotrzymana. 

  

Jest również siłą hartującą moje czekanie. 

  

Otrzeźwieniem. 

  

Przypomnieniem, że wchodząc do labiryntu dobrze jest mieć 

przewodnika. Jakąś nić, którą można w każdej chwili zwinąć 

w kłębek; na tyle silną, by nie przerwały jej ostre ściany  

niekończących się korytarzy. Przypomnieniem, że wchodząc  

do lasu nie zawsze można przytulać się do drzew.  

  

Nawet w poszukiwaniu mchu wypatrującego północnej gwiazdy.  

I że skrzypienie ich zmęczonych suszą artretycznie powyginanych  

gałęzi nie zawsze jest odpowiedzią na zadawane pytania. 

  

* * * 

  

Rozbrzmiewają we mnie grudki słów. 

Jak garść wilgotnego, gruboziarnistego piasku uderzającego 

wygłuszonym dudnieniem w trumienne wieko, pod którym ukryto  

uśpionego człowieka. 

  

  

  

Umarli 

   

Umarli czuwają nad nami. 

Mówią do nas we śnie, przychodzą i czynią gest dłonią. 

Kładą palec na ustach lub otwierają dłoń. 

  

Mówią: ten czas, którym dysponujecie jest droższy od złota.  

Zamieńcie Wasze chwile w coś trwałego, co nie zmieni się w popiół.  

Bądźcie dla siebie w tym świecie, w którym tak wielu nie udaje się 

odnaleźć. W waszych sercach jest prawdziwy skarb, który zostanie  

rozpoznany przez każdy ze światów. 

  

  

  

Cisza i mgła 

   

Wiele jest różnych hałasów, ale cisza pozostanie ta sama.  

  

Wiele jest mgieł w naszym życiu: otulających świt, unoszących się 

nad pobliskimi łąkami, wtapiającymi się w śpiące domostwa,  

przesłaniających kopułę słońca... 

  

Wiem skąd pochodzi to Światło, chociaż nie wiem dokąd zmierza.  

Zawsze wyznaczało mi drogę. Objęte płaszczem nocy przywoływało  

świt. Przesiąknięte chmurą sprowadzało oczyszczający deszcz... 

  

Czy to samo Światło wyznacza rytm Twojego życia? Czy pulsuje  

w Twoich skroniach i ciemnym pigmentem znaczy Twoją skórę?  

Czy kłuciem rzęs opuszcza Ci powieki a potem tańczy pod nimi  

w zaczarowanym pląsie czarno-białych plamek? 

  

Wiesz, nawet w piekle jest sporo światła. Płoną dusze w ognistych  

jęzorach. Rozżarzone łuczywa rozchełstują skórę z białego szkieletu  

mięknących kości. Płoną oczy i w nozdrza wdziera się ognisty swąd  

spalanych, złotych od liżącego je ognia włosów. Tutaj wiek nie ma  

znaczenia. Każdy otrzyma swoją porcję światła.  

I ognia podsycającego śmierć. 

  

* * * 

  

Światło mnie nie opuszcza. Zamieszkało w mojej duszy. 

Otoczone spopieloną mgłą, kosmykami świtu  

i puklami opadających na ramiona snów wykradzionych nocy. 

  

  

  

M jak Mama 

   

Moja Mama mówiła do mnie: Synku, czy z tym wszystkim sobie 

poradzisz? 

  

Poradzę sobie - odpowiadałem patrząc w jej gasnące oczy -  

poradzę sobie... 

  

Świat mnie mija. A z nim ci wszyscy, którzy odeszli. Którym nie było 

dane widzieć przełomu wieków...  

Mija mnie świat, w którym można spotkać drugą połówkę duszy  

oraz bezwzględnego wroga.  

  

Mija mnie czas, którego nie powstrzymają żadne wskazówki  

- choćby skręcić je i trzymać w stalowym uścisku. 

  

Mówiła do mnie: Tak bardzo się boję. Dlaczego nie mogę już dłużej  

znieść bólu? 

  

Otulałem ją ramieniem. Mogła siedzieć dwie, czasem trzy minuty. 

  

- Czy to już noc, czy wciąż jeszcze dzień? - pytała unosząc powieki,  

spod których w chwili świadomości patrzyły na mnie jej oczy. 

- To już noc, Mamo... - odpowiadałem przykrywając ją ciepłym  

kocem. 

- Żartujesz synku... to niemożliwe. Przecież tak bardzo boję się nocy... 

  

Zastrzyk z morfiną koił jej ból. Widziałem jak gasło światło w jej  

oczach. Jak dłoń osuwała się na kanapę... Delikatnie kładłem ją na  

boku. Wiedziałem, że w nocy, w każdej chwili nocy, może obudzić 

mnie jej krzyk. Zapalałem nocną lampkę na stoliku. W pobliżu łóżka. 

  

Przypominałem sobie opowieść mojej ciotki: Kiedy Twoja Mama cię 

urodziła, były kłopoty... pojawił się guzek gdzieś w piersi...  

Po Twoich narodzinach zaczęła chorować... Minęło ponad  

dwadzieścia lat zanim choroba powróciła... 

  

Czułem, że w moim życiu odrodziła się Jej śmierć. 

  

Pamiętam ostatnią kroplę wody, którą podałem do Jej ust łyżeczką.  

Pamiętam jak kropla spływała gdzieś głęboko, jakby nie mogła  

zaschnąć w przełyku. 

  

Pamiętam dotyk dłoni mojej Mamy.  

Jak nie miała sił zacisnąć palców... 

  

Pamiętam ostatni oddech, w którym zgasło Jej życie. 

  

Wszystko pamiętam, Mamo. Wszystko. 

  

Pamiętam jak się śmiałaś do łez, jak jedliśmy pyzy z karmelowym 

sosem i świeże, gorące pączki. Jak opowiadałaś o minionym dniu... 

Jak komuś wsypałaś sól do kawy zamiast cukru.  

Jak pojechaliśmy nad jezioro i cieszyliśmy się pluskaniem  

podpływających do brzegu ryb... Jak rozmawialiśmy przez telefon,  

gdy mieszkałem zagranicą. 

  

Jak kochałaś życie i nigdy się nie poddałaś. 

  

Wszystko pamiętam, Mamo. I niczego nie zapomnę. 

  

Odpoczywaj w spokoju. 

  

  

  

Wehikuł czasu 

   

Jak wiele jeszcze smutku potrafię unieść? Czy mój smutek jest Twoim? 

  

Wsiadłem do wehikułu czasu i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Jest zimno  

i ciemno. Jedyne światło pochodzi z moich oczu. Czyjś głos powiedział,  

że nie ma już stąd wyjścia. Ani odwrotu. To, co było wcześniej - nie  

istniało. Wehikuł czasu może przenieść mnie tylko w przyszłość. Nigdy  

nie odzyskam lat, które mógłbym przeżyć nie wsiadając do niego. Nie  

odzyskam chwil, w których czułem się szczęśliwy. Ani chwil, w których  

mógłbym uwierzyć w szczęście. Nie odnajdę słów, których nie  

zdążyłem zapisać. Ani gestów, które chciałbym uczynić.  

  

Nigdy nie spotkam Ciebie, bo mną będzie ktoś zupełnie inny.  

On utuli Cię w milczącą noc i będzie wsłuchiwać się w szept Twoich ust,  

w ciepłe głoski słów, które wypowiesz przez sen. Nie rozpozna w nich  

mojego imienia. Będę dla niego niezrozumiałymi dźwiękami  

pochodzącymi z najgłębszego zakątka Twojego snu albo nieznanym  

językiem, w którym przemawiają zakochani; o którym przypomną Ci  

jedynie opadające na ziemię liście z posmutniałych, jesiennych drzew. 

  

Czy mój smutek któregoś dnia zamieni się w śnieżnobiałego gołębia? 

Czy ptak ze mnie powstały uniesie na swoich skrzydłach moją niemoc  

i modlitwę o wiarę w drugiego człowieka, której nikt dotąd  

nie wysłuchał? 

  

  

  

Samotność 

  

 Tęsknię za Tobą jak pustelnik za samotnią.  

  

I nic już nie wyrwie mnie z tej tęsknoty. Będziesz blisko, bliżej niż 

można było to przewidzieć. Twoje dłonie będą błądzić po mnie  

a usta smakować moją skórę. 

  

A ja będę tęsknić za słowami, których nigdy nie wypowiesz. Za myślami, których nigdy nie pomyślisz. Powiesz: Będę dla ciebie całym światem. 

  

A ja będę myśleć o świecie odległym. O nieuchwytnym locie motyla,  

którego skrzydełka przypominają Twoje powieki. O tkaniu przestrzeni  

z nici światła. O muzyce powstającej z oddechu i rytmu  

napinających się mięśni. O słonogorzkim smaku ust. 

  

Zapytasz: Czy teraz jesteś tutaj ze mną? 

  

Nie odpowiem. Zamknę oczy i zapadnę w kamienny sen. 

  

  

  

Oślepienie 

   

Zamyśliłam się... Lecz czy potrafię jeszcze rozmawiać z Tobą w myślach? 

Oślepia mnie słońce Twoich słów. Nie widzę już prawdy ani fałszu.  

Ani dobra ani zła. Nie rozróżniam barw. Pod osłoną powiek są tylko  

plamy. Umarłam dla Ciebie i w Tobie. Duch mój jest silniejszy od śmierci,  

mocniejszy od smutku życia... Zamyśliłam się nad własnym życiem,  

którego los spoczywał w Twoich rękach. Niczego nie mogę rozpoznać.  

Muszę opuścić głowę, by spojrzeć, czy ziemia wciąż jest pod moimi  

nogami. Nie mogę bez końca unosić się w przestworzach. 

Wąż wijący się u moich stóp przeobraża się w kokon, z którego  

wybijają się promienie światła. Chciałabym zajrzeć do tego wnętrza,  

chociaż wiem, że już na zawsze mogę stracić wzrok. Oślepi mnie  

prawda o człowieku, któremu pozwolono ujrzeć przyszłość. 

  

Teraz prócz myśli jest we mnie życiodajny głos. Głos, którego potrafię 

usłuchać... Żyję dniami, w których budziłeś mnie swoimi słowami.  

Ciepłym brzmieniem rozlegającym się w słuchawce. Wspominam  

chwile, gdy byłam gotowa oddać Ci wszystko, co dotąd było mi  

najdroższe. Mój kruchy świat spoczął w Twoich słowach.  

Przylgnęłam do Ciebie jak motyl złapany przez deszcz; owad 

nie mogący odkleić się od zimnej, mokrej szyby. Patrzyłeś na mnie.  

Blisko. Jakbyś trzymał w dłoniach lupę; magiczne szkło podglądające  

najdrobniejsze szczegóły mojego życia.  

  

Zamyśliłam się... Chciałabym znowu umieć z Tobą rozmawiać.  

Moje myśli rozproszył wiatr...  

  

Pamiętasz baśń o Królowej Śniegu? Tam pękło lustro na tysiąc  

kawałków, które wpadły w zatokę oka tysiąca ludzi, by skuć lodem  

ich serca. 

  

Moje myśli są lustrem naszych dni, które zamieniły się w popiół 

ścielący się na pobliskich łąkach. Nie pozbieram go już więcej...  

Nawet gdybym próbowała, to przeszkodzi mi w tym deszcz - wierny  

sprzymierzeniec wiatru. Przeszkodzą mi pszczoły, których skrzydełka  

zostaną przyprószone szarym miodem, dziesiątki owadów, które  

wesołym brzęczeniem będą wypełniały ciszę... 

  

I moje dłonie, które będą ściśnięte w bezsilne pięści. 

  

  

  

Otwórz mnie 

  

 Sanktuarium słów, w których nie zalega cisza. Dłonie wznoszące się 

do ołtarza ciała. Woń ambrowego kadzidła osiadająca na włosach. 

Morska fala, wznosząca się i opadająca na piaszczysty brzeg.  

Wydmy rozgorzałe słońcem. Pokrzykiwania mew zastygających  

w powietrzu. Dotyk światła rozczepiony przez rzęsy. Źrenice życia.  

Kurtyny powiek.  

  

Chciałabym, żebyś mnie otworzył. Żebyś rozerwał te kleszcze, tę sieć 

pajęczą w mojej głowie, w moim ciele, to co ucieka nawet ode mnie  

samej. Nazwij mnie i przyoblecz sobą. Pisz moim ciałem wiersze. Mów! 

Chociaż przez chwilę chcę czuć, że ktoś mnie sobą wypełnia.  

Że zamiast wiatru są Twoje usta. Zamknij mnie w dłoni.  

Upij pocałunkiem do nieprzytomności. Chcę obudzić się złamana.  

Stać się twoim dotykiem. I wiedzieć, że wylałam swój ból, tęsknotę,  

porwane fotografie. Chcę obudzić się i czuć, że tej nocy nie byłam  

pojedyncza. Że mój cień się rozdwoił. 

  

Otworzę Cię któregoś dnia. Przesłonię przeszłość, spalę fotografie. 

Twoją skórę naznaczę tatuażem mojego ciała. I w cierniu Twojego  

bólu głęboko się zanurzę. Wyrwę korzenie chwastów cykuty  

codzienności, by Twój sen stał się morskim przypływem i pełnią księżyca. 

Języki ognia trawią moją skórę a woda chlusta w ogorzałą twarz.  

Zostałem przypisany Tobie, znaczysz mój los palcem; hieroglifem  

zapisanym w powietrzu. 

  

  

  

Wino 

  

  

Winnice Beaujolais o zachodzie słońca. Jest niebo bursztynowe 

i bursztynowe szczepy winne. Jest też bursztynowa mgła unosząca się 

delikatnie na zboczach i nad pobliskimi łąkami. I jeszcze wino,  

w barwach szkarłatu przeradzającego się w ciemną, karminową 

czerwień, w której zastygło uwięzione światło. 

  

I piję to wino. Smakuję ustami, językiem, dotykam nim podniebienia.  

Wino pulsuje we mnie. Uderza do głowy, przyspiesza rytm serca  

i wzmacnia krążenie. In vino veritas... Chciałbym, abyś skosztowała tej  

winnej prawdy. Ze mną. 

  

Pasek autostrady zdaje się nie mieć końca. 

  

Wracam do domu mając poczucie, że nikt na mnie nie czeka.  

Nie śpieszę się, chociaż chcę uciec przed deszczem. Czytam kolejne 

tablice informujące o mijanych kilometrach i trzypasmowych korkach.  

Tankuję paliwo, płacę kasjerce, której oczy mówią: Zabierz mnie stąd,  

wyrwij z tego miejsca...  

  

Czytam nagłówki gazet w języku, którego nie znam. Zjadam kolejną 

porcję smakowitego cholesterolu. A potem wdycham dym  

papierosów siedzących obok nastolatków, których głośny śmiech  

rozsadza mi czaszkę. 

  

Nie czuję smutku. Staram się zrozumieć grę słów, która zewsząd do  

mnie dobiega. Wielojęzyczny tłum brzmi jak brzęczenie pszczół 

zlatujących się do kawy słodzonej miodem. Mój wzrok napotyka na  

wiele spojrzeń. Czuję, że jedno z nich pozostaje na mnie trochę dłużej. 

  

Ma dwadzieścia pięć, może dwadzieścia siedem lat. Czarne, proste,  

opadające na ramiona włosy. Pije kawę i je sandwicza. Spogląda na  

mnie z zaciekawieniem. Uśmiecha się delikatnie. Wytrzymuje moje  

spojrzenie. Po chwili kiwa zapraszająco głową i wskazuje dłonią puste  

krzesło przy jej stoliku. Przysiadam się. Siadam na przeciw.  

Rozmawiamy ze sobą, ale w różnych językach. Wskazuję na filiżankę 

kawy. Ona pokazuje na cukier. Rozmawiamy ze sobą gestami.  

  

Śmiejemy się serdecznie. Takie przypadkowe-nieprzypadkowe  

spotkanie. Niemka i Polak. Za chwilę wrócimy do swoich miejsc w życiu.  

Teraz tworzymy jakiś bliżej nieokreślony świat. Zamknięty w tej chwili  

właśnie. W garści cukru. Pod powieką oka.  

  

Jesteśmy przestrzenią. Jej fragmentem.  

Przeszłością, o której nie będziemy pamiętać miesiąc później. 

  

Kiedy znowu siedzę za kierownicą, przypominam sobie kolację sprzed  

paru lat. Jedliśmy Salade César i piliśmy białe, francuskie wino.  

A potem jakieś czerwone, portugalskie. Z każdym wypijanym kieliszkiem  

rosły w nas słowa. Czasem język mylił poszczególne sylaby i wychodziły z tego zabawne skojarzenia. Pamiętam jak sięśmiałaś i patrzyłaśna mnie przymrużając oczy. Jak wysunęłaś dłoń w moim kierunku a palcami chciałaś schwytaćświatło palącej sięświecy. 

Pamiętam blask Twoich oczu i chwile milczenia, gdy wpatrywaliśmy się w siebie. Bez zachłanności, ale z pożądaniem przejścia przez kolejne  

drzwi bliskości. 

  

Pamiętam jak wstałaś i obróciłaś się do mnie plecami; tę bursztynową 

toń otaczającą Cię w drgających płomieniach zatrzymującego się 

dla nas czasu.  

  

Byliśmy wstęgą Möbiusa. Jednostronną, bezbrzeżną powierzchnią,  

na której zagościło światło dnia i mrok nocy. 

  

I przypominam sobie list, który do mnie napisałaś nazajutrz, na mojej  

maszynie do pisania: 

  

"Powinnam zniknąć z Twojego życia. Po prostu zniknąć. Przestać istnieć. Pozwolić innym cieszyć się szczęściem, którego sama nigdy z Tobą nie zaznam. Szczęściem, które jest przyczyną mojego poczucia jego braku. 

Wiesz, jest we mnie samotność przychodząca w najmniej spodziewanych chwilach. Jak zaraza, dżuma, z której nie można się wyleczyć. Jestem na jakimś spotkaniu. Wokół trzydzieści osób. Mówię coś. I nagle, gdy napotykam czyjeś spojrzenie - to się staje. Myślę sobie: oni zaraz pójdą, niektórych nigdy już więcej nie spotkam. Patrzą na mnie. O niczym nie wiedzą. Nikt niczego się nie domyśla.  

  

Nie potrafię czekać za Tobą. Jeśli moje życie ma składać się tylko  

z czekania i tęsknoty, to czy wystarczą one, by płuca wciąż mogły  

oddychać a serce tłoczyć krew? 

  

Jestem niepotrzebnie wyśnionym przez Ciebie snem. Nieodebraną  

przesyłką na poczcie. Źle zaadresowanym listem. Niepotrzebnie  

przeczytanym Słowem. Jestem złamaną Obietnicą. Czekiem bez pokrycia." * 

*Niepotrzebne skreślić. 

  

  

 
Olśnienie
 

  

Każdy doznaje w swoim życiu olśnienia. Jest to jakiś punkt zwrotny  

w jego istnieniu. Przebudzenie, niepowstrzymana chęć pokazania  

światu własnego Ja. Zupełnie jak czyjś głos albo echo przeszłości;  

jak dźwięk, który gwałtownie wyrywa z rannego snu i każe wstawać 

o świcie. 

  

Ona powie nagle: Zapomniałam już, że tak można, zapomniałam jak  

to jest, słyszę Twoje słowa, które wypełniają moje myśli. Wypowiadasz  

słowa, które nie zdążyły się jeszcze znaleźć na moich ustach.  

Wypowiadasz moje myśli.  

  

On zda sobie sprawę, że nic w jego życiu dotąd się nie liczyło, że nie  

zależy mu na tym jak wygląda ona, że liczy się wyłącznie jej obecność. 

  

Obydwoje będą odczuwać niepewność wywołującą ból w żołądku,  

niepewność nie pozwalającą przełknąć koniecznego do życia pokarmu.  

Będzie tęcza słów. I rodzące się z nich Ś w i a t ł o. Nastanie też lepka  

ciemność i cisza, które wypełnią ich wspólny oddech. 

  

On powie jej: Jesteś Tą, na którą czekałem. To za Tobą tęsknię, chociaż 

nigdy do końca cię nie poznam. Nie będzie nam dane przejrzeć się 

w źrenicach głębokich jak wysuszona od lat studnia pragnąca wody. 

  

Ona odpowie: Czas przestał się liczyć. Słowo, które wypowiadasz  

pozostanie ze mną. Boję się myśli, że Ty jesteś właśnie Tym. I boję się,  

że powiem: Nie jesteś tym, kim mógłbyś być. 

On powie: Czytam z Ciebie jak z otwartej księgi, chociaż jej stronice  

zostały zapisane w nieznanym mi języku. Wyczuwam go podświadomie  

i używam słów, które nabierają dla mnie nowego sensu. W kolejne  

wersy i strofy zaklinam moje nieistnienie.  

  

Mój niebyt w Tobie i pustelniczą ciszę. 

  

  

  

Strażnik duszy 

 
Strażniku duszy, uchroń nas przed błędami ciała,
 

Pozwól oczom widzieć ścieżki jasne i proste, 

Usłyszeć trzy takty śmierci zanim poprosi nas do tańca. 

  

Oddal od nas wszystkich, którym życie jest obojętne, 

W których lotem spłoszonego ptaka wygasły uczucia. 

Oddal od tych, którzy wypijają z nas soki życia i trawią jak ogień. 

  

Ocal w nas Słowo bez piętna kłamliwych znaczeń, 

Uchroń myśli przed zapomnieniem i pustką, co wybrzmiewa echem. 

  

Strażniku duszy, zachowaj nasz ogród przed chwastami obłudy, 

Uchroń przed trucizną niespełnionych obietnic. 

  

I chroń nasz Czas, 

By nie nadeszła jeszcze nasza Godzina Śmierci. 

  

  

  

Na chwilę przed... 



Na chwilę przed zamyka oczy.
 

  

Las. Słupy ognia. Pochodnie drzew. 

I ten dźwięk, jakby falowały targane wiatrem prześcieradła. 

  

Na chwilę przed spokojnie oddycha.  

Już wie, że nic prócz myśli nie może zagłuszyć wewnętrznego głosu;  

wołania rozlegającego się od wielu lat. Wie, że każde wypowiedziane  

słowo będzie jedynie suchą gałązką uginającą się pod ciężarem  

upadającego drzewa; popiołem ścielącym się na dłoniach. 

  

Świt. Zimna rosa na nagich stopach.  

Ociężałe pajęczyny lepiące się do twarzy. 

  

  

  

  

  

                                                  Niebieskie Dni ... Miniatury o Miłości, Aniołach i Śmierci - Tomasz Jakubiak 

  

 

Wiersze o Aniołach

 

Kolorowe Anioły

 

Są na świecie Anioły zielone;

One patrzą na mnie ciekawie

i w pośpiechu płoszą motyle,

kiedy biegam boso po trawie.

 

Gdy za oknem wciąż pada i pada,

krople deszczu kapią jak łezki,

wtedy leci do mnie z pomocą

prosto z nieba - Anioł niebieski.

 

 

 

 

 

A gdy zasnę, Anioły

tańczą taniec wesoły

i na fletach grają do rana;

Moje prośby i smutki,

nawet pacierz za krótki

zostawiają przed tronem Pana.

 

Gdy na sercu mi ciężko i płaczę,

biały Anioł smutki rozumie

i otula swymi skrzydłami

i pociesza mnie tak, jak umie.

 

A wesołe Anioły różowe

kiedy piję sok malinowy,

wysyłają do mnie całuski,

sto pomysłów sypią do głowy.

 

Kiedy dziecko jest grzeczne od rana,

złoty Anioł - czy uwierzycie? -

złotym piórem dobre uczynki

zapisuje w białym zeszycie!

 

Kolorowe Anioły skrzydlate

prosto z nieba niosą nam dary,

bezszelestne i niewidzialne -

ale bez nich świat byłby szary...

 

Beata Kołodziej

 

 

Pieśń o świętych aniołach

 

Ciebie, Boże, uwielbiamy,

Wznosząc modły z tych padołów,

Gdy wspaniałość podziwiamy

Twoich świętych Archaniołów

Oto Michał w walce mężny,

Co z okrzykiem "Któż nad Boga?"

Idzie śmiało w bój orężny

Piekielnego pobić wroga.

Ty posyłasz Gabriela

Do Maryi z tą nowiną,

Że porodzi Zbawiciela,

Który ludziom nie da zginąć.

Boże Ojcze, Tobie chwała

I należne dziękczynienie,

Że posyłasz nam Rafała,

By niósł chorym uzdrowienie.

Jezu Chryste, Zbawco drogi,

Dopomagaj nam w potrzebie,

Prowadź lud Twój w niebios progi,

Gdzie Anieli wielbią Ciebie.

I Ty, Duchu Przenajświętszy,

Zlewaj na nas łaski z góry,

Gdzie Cię wiecznie w blaskach tęczy

Archanielskie wielbią chóry!

 

Pieśń autorstwa ks. Stanisława Ziemiańskiego SJ

 

 

ANIOŁ

Na drodzedonikąd

Spotkałem Anioła.

Zapytał dokąd zmierzam?

Nie potrafiłem odpowiedzieć.

Przerażająca cisza.

Serce wali jak młot.

Strach przed nicością.

Raz jeszcze zapytał dokąd zmierzam?

Usta cicho wyszeptały...

Zgubiłem się w labiryncie życia.

Dotykając mej duszy ciepłym spojrzeniem,

Rzekł cicho...

Z labiryntu, jest tylko jedno wyjście.

Lecz - pamiętaj...

Chcąc go opuścić..?

Zrób czasami przystanek -

Przystanek na modlitwę -

Na modlitwę i zastanowienie się -

Zastanowienie się nad labiryntem życia.

 

 

Anioł

 

Kiedy zasypiam, to Ty nie śpisz wcale

- pilnujesz czujnie, czy równo oddycham,

czy serce jak zegar będzie biło dalej

i czy noc dokoła jest dobra i cicha...

 

 

 

 

 

Pilnujesz skarbu życia,

co jest we mnie jak płomyk -

by śmierć go nie zdmuchnęła

nagle, po kryjomu...

 

 

Żeby spać spokojnie mogły całe domy -

czuwają z Tobą Anioły, nieznane nikomu.

 

I choć gasną latarnie

i lampki czujników -

nie gasną Twoje oczy, Stróżu i Strażniku!

Tyle już złego mogło mi się zdarzyć,

lecz mnie ominęło -

 

DZIĘKI TWOJEJ STRAŻY!

 

 

"Anioły bez skrzydeł"


Nie wydaje Ci się byś wierzył
ufaj
wielokrotnie
spotkaj przeznaczenie
i potraktuj je z cierpkim rozczarowaniem
bądź gorzki bo słodkim się osładza
za bardzo
od grubych kartek zawraca się w głowie
od grubych istot stroni świat
w wielości jest niejasność

pomimo to wierzę
a w środku mnie wzrasta niezrozumienie
pojawiłeś się w świetle baru
to niebo
to połyskuje anioł
wiele o Tobie wiem
mimo że w niebie egzystujesz
popołudniami
wieczorami jesteś w piekle
czasem się mijamy na schodach
wieczorami jest wzrok zaćmiony

i biblia wertuje kartki na wietrze
za drzwiami

Zamknęłam klucz szczelnie przed Tobą
w moim piekle niepokoi mnie szczęście
mógłbyś być jego namiastką
boję się jednak opuścić płomień
węgle się w rubrykach
modlę się do Boga
wiem, że
niektóre anioły kłamią
i świat kłamie
Jestem tylko Twoim skrzydłem
Ty odlecisz
jeśli odlecisz to zabierz mnie
z Sobą
bądź
tylko
tylko że
anioły nie latają
zostań i chodźmy tylko
nie latajmy to ludzkie
anielskie zostawmy aniołom

Sylwia Latanik


 

Czemu zamykasz drzwi za sobą...

Czemu zamykasz drzwi za sobą
Tak szybko żeby nikt nie zdążył
Wejść do mieszkania razem z tobą
Za oknem przecież Anioł krąży

Słuchaj naprawdę to Twój Anioł
Więc po co ma na deszczu czekać
On z nieba na to jest posłany
By czuwał wiernie przy człowieku

Takie jest nad nim prawo boże
Że żyć bez ciebie nie może
W szyby puka skrzydłami
Puść go — niech żyje z nami

Czego za sobą drzwi zamykasz
Czy boisz się przeciągu?
Niech wiatr zahuczy jak muzyka
I w niebo nas pociągnie

Ernest Bryll



Anielskie chóry

Anielskie śpiewają chóry
W gwiaździstym błękitów morzu,
Wśród nocnej ciszy, przy łożu
Sennej natury.
Śpiewają tej biednej ziemi,
Co wiecznie w świeżej żałobie
Jak matka płacze na grobie
Za dziećmi swymi.
Śpiewają ludziom, co dyszą
W codziennym a krwawym trudzie,
Lecz biedni, zmęczeni ludzie
Pieśni nie słyszą.
I tylko ci, którzy toną
W wielkiej miłości pragnieniu,
Ci słyszą w serc swoich drżeniu
Tę pieśń natchnioną!


Adam Asnyk

 

 

 

 

 

"Aniołowie nasi..."

Ich głos jest jak strumień leśny
Delikatnie śpiewa pieśni
Które tylko w głębi ciszy
Serce, a nie ucho słyszy
Dotyk dłoni- powiew wiatru
Delikatnie muska ramię
Aby przebyć bez upadku
Drogę, co przed nami stanie
Za dnia wciąż przy naszym boku
W nocy siedzą u wezgłowia
Niestrudzeni, niewidoczni
Liczą wypaplane słowa
Wypaplane, wykrzyczane
Te bolesne i te słodkie
Przebierają jak mak z grochem
Prosząc Boga tysiąckrotnie
By ich podopiecznych błędy
W wielkim swoim zmiłowaniu
Złożył w niepamięci czasu
Jak my głowę na posłaniu
A gdy w słońcu świat się budzi
Aby pędzić poprzez życie
Oni kroczą znów do ludzi
Rozwijając skrzydła skrycie

Agnieszka Lisowska


Anioły są miłością zesłaną z nieba

Anioły są takie piękne
ciche..
nietknięte..
kiedy jesteś mały
otaczają Cię ze wszystkich stron.
Nie można bez nich żyć
nawet, gdy w nie nie wierzysz,
one są przy Tobie zawsze
jak wiatr..
Pewnego dnia, wszystko się zmienia
i nawet nie wiesz kiedy
najważniejszy Anioł prowadzi Cię ku niebu..
To istota,
która zawsze jest przy Tobie gdy śpisz..
otacza Cię swoimi skrzydłami
pełnymi czułości i troskliwości,
ociera ukradkiem łzę,
gdy o niej zapomnisz..
nie pozwala Cię skrzywdzić,
chce pokazać Ci świat,
chociaż Ty tak strasznie się przed tym bronisz,
pragnie Twojego szczęścia..
To Twój Anioł..
To miłość..
wie



Anioły do mnie wysyłaj

Anioły do mnie wysyłaj
Tylko anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Niech latają ponad mną
jak złotoskrzydłe motyle
Niech latają nade mną
niech mi cudne nuty grają
Wysyłaj do mnie anioły
niech mi w duszy śpiewają
Anioły do mnie wysyłaj
niech mi cudne nuty grają
Wysyłaj do mnie anioły
niech mi w duszy śpiewają
Tylko anioły do mnie wysyłaj
będę gotował im obiady
do przyjaciół zabiorę
po ścieżkach swoich oprowadzę
Anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Wysyłaj do mnie anioły
złotoskrzydłe piękności
Anioły do mnie wysyłaj
piękne pierzaste i zadbane
Wysyłaj do mnie anioły
złotoskrzydłe piękności
Anioły do mnie wysyłaj
zrób im kanapki na drogę
Wysyłaj do mnie anioły
anielskie piękności
Anioły do mnie wysyłaj
zrób im kanapki na drogę
Wysyłaj do mnie anioły
anielskie piękności.



Niech Ci się przyśnią aniołki


Niech Ci się przyśnią aniołki...
Urwisy, wścibskie wesołki,
pyzate jak pyza z dziurką,
przykryte jedwabną chmurką.

Niech Ci się przyśnią aniołki...
Pofikaj z nimi fikołki,
tylko nie szalej do rana,
bo będziesz znów niewyspana!.

 

 



Niech Ci się przyśnią aniołki...
Zostawiam wam dwa tobołki:
w pierwszym - sześćdziesiąt kanapek,
w drugim - świąteczny opłatek.

Niech Ci się przyśnią jak wczoraj...
Modlitwą gości przywołaj...
Daj buzi na pożegnanie.
Wiem, że nic ci się nie stanie!

/Małgorzata Nawrocka/



Anioł Pański

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony...
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona...

W wieczornym mroku, we mgle szarej,
idzie przez łąki i moczary,
po trzęsawiskach i rozłogach,
po zapomnianych dawno drogach,
zaduma polna, Osmętnica...
Idzie po polach, smutek sieje,
jako szron biały do księżyca...
Na wód topiele i rozchwieje,
na omroczone, śpiące gaje,
cień, zasępienie od niej wieje,
włóczą się za nią żal, tęsknica...
Hen, na cmentarzu ciemnym staje,
na grób dziewczyny młodej siada,
w świat się od grobu patrzy blada...

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony...
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona...

Na wodę ciche cienie schodzą,
tumany się po wydmach wodzą,
a rzeka szemrze, płynie w mrokach,
płynie i płynie coraz dalej...
A coś w niej wzdycha, coś zawodzi,
coś się w niej skarży, coś tak żali...
Płynie i płynie, aż gdzieś ginie,.
traci się w górach i w obłokach,
i już nie wraca nigdy fala,
co taka smutna stąd odchodzi,
przepada kędyś w mórz głębinie
i już nie wraca nigdy z dala...

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony...
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona...

Szare się dymy wolno wleką
nad ciemne dachy, kryte słomą -
wleką się, snują gdzieś daleko,
zawisną chwilę nieruchomo
i giną w pustym gdzieś przestworzu...
Może za rzeczną płynąc falą
polecą kędyś aż ku morzu...
A mrok się rozpościera dalą
i coraz szerzej idzie, szerzej,
i coraz cięższy, gęstszy leży,
zatopił lasy, zalał góry,
pochłonął ziemię do rubieży,
na niebie oparł się ponury...

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony...
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona...

Idzie samotna dusza polem,
idzie ze swoim złem i bólem,
po zbożnym łanie i po lesie,
wszędy zło swoje, swój ból niesie
i swoją dolę klnie tułacza,
i swoje losy klnie straszliwe,
z ogromną skargą i rozpaczą
przez zasępioną idzie niwę...
Idzie jak widmo potępione,
gwiżdże koło niej wiatr i tańczy -
w którą się kolwiek zwróci stronę,
wszędzie gościniec jej wygnańczy -
nigdzie tu miejsca nie ma dla niej,
nie ma spoczynku ni przystani...
Idzie przez pola umęczona,
łamiąc nad głową swą ramiona...

Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony...




Rozmowa z Aniołem

Aniele mój powiedz,
Czy możesz schować
Mnie w ramionach?
A w skrzydłach swych
Osuszyć znów moje łzy
Niewiele powiem Ci
Czujesz sam
W niebiosach łatwiej jest trwać
oddychać niebem
Tam zabierz nas...

Aniele mój
Ty przecież mnie jedną masz
I mnie ochronisz za grzechy
Niech życie ukaże mnie
Ty przy mnie zawsze bądź
Chociaż wiem, me niebo daleko jest
Więc nie wpuszczą jeszcze mnie
Jeszcze nie...

W ciemną noc modlitwy krzyk
Zostałeś tylko Ty
I deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów
Do snu kołysze mnie

Aniele mój
Czasem nie wierzę w Ciebie
W samą siebie też wiary brak
Zraniłam wiele serc
Lecz nie opuszczaj mnie
Czuję strach, że to nie ostatni raz
Popłynie czyjaś łza, gorzka łza...

W ciemną noc modlitwy krzyk
Zostałeś tylko Ty
I deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów
Do snu kołysze mnie.

Magda Femme

 

 

 

 

 

Anioł przebudzenia


Jakie to szczęście
obudzić się
i zobaczyć Anioła
wysłannika Boga
świadka Jego
obecności

/Ks. Jan Twardowski/



Stróż?


Bóg posłał anioła, żeby mnie pilnował
z wiecznym piórem pod skrzydłem i w zielonej czapce
a ja go wziąłem za chłopca do posług
by parzył mi herbatę i przynosił kapcie

Z anielską cierpliwością zabrał się do pracy
strzegł, chronił, bronił i na zimne dmuchał
a ja, dumny z siebie, nie myślałem wcale
że to nie on mnie, a ja jego powinienem słuchać...

/Ks. Tomasz Opaliński/




Anioł marzyciel

Anioł codziennie marzył,
Chciał poczuć wiatr na twarzy,
A przed oczami strach...
Przez chwile wolnym być,
Docenić ludzi świat,
Odpłynąć w dół...zostawić list...


Ktoś tak mocno ranił go...aż do krwi,
Coraz bliżej było dno,
Na cztery spusty zamknął drzwi...
Zostawił list...
By odpłynąć w dół.


Odszukał dach
Wysoki tak...
Dotykać chciał chmur,
Z oddali widzieć klatki mur...Jedwabny szal owinął sny
Przez chwile wolnym był...

Nie zatrzymany łagodnie spadł
Upadłym Aniołem się stał.
Na twarzy swej poczuł wiatr,
I strach ciało gnał...

Anioł codziennie marzył,
I pragnienie się ziściło.
Teraz jest już na wieki nieprzytomny,
Lecz przez chwile był wolny...



Czasem Anioły...

Czasem anioły nie są pokryte światłem
Czasem anioły nie maja wcale racji
Czasem anioły nie maja nawet skrzydeł
Ale nic nie może równać się z miłością która przynoszą
Mój Mały Anioł nie jest wcale wysoki
Mój mały anioł nie powiedział mi nawet słowa
Ale nie ma nic podobnego do dźwięku jaki słyszę
Kiedy mój Mały Anioł krząta się gdzieś w pobliżu
Kiedy mój Mały Anioł jest obok mnie
Czuje ze mogę latać... i opuszczam ziemie
Wszystko co słyszę to bijące skrzydła
Płacz dzieci... ale nic poza tym
Mój Mały Anioł pomaga cały dzień
Ale gdy jest w mych ramionach nie ma żadnej siły
Na nic jego delikatne wołanie i złote włosy
Nie może czynić cudów ale nic to..
Mój Mały Anioł nie umie chodzić i mówić
Ale czas szybko upływa...
Mój Mały Anioł nie będzie mały już wkrótce
Ale na pewno nigdy nie zginie.



Jesteś aniołem


Anioły są ludźmi niosącymi światło.
Tam, gdzie są, robi się jasno i przejrzyście.
Anioły są ludźmi, którym dano w raju
rodzaj pierwotnej radości.
Anioły pomagają stanąć na nogi ludziom załamanym
i w niewidzialny sposób utrzymują równowagę świata.
Czujesz w nich trochę tajemnicę
niezgłębionej dobroci, która pragnie cię objąć.
W ludziach tych czuję, jak przychodzi do mnie Bóg
ze swoją czułością i rozważną troskliwością.

Masz problem. Utknąłeś w nim.
I gdzieś ktoś za pomocą niewidzialnej anteny
otrzymuje sugestię, coś w rodzaju nakazu,
by do ciebie przyjść i ci pomóc,
pchnąć cię naprzód lub cię pocieszyć.
"Jesteś aniołem"- mówisz do mężczyzny czy kobiety.
Odetchnąłeś, znów widzisz światło, minęła udręka.
Ale anioły nie zjawiają się na zawołanie czy za opłatą.
Najczęściej przychodzą zupełnie nieoczekiwanie, wskazują drogę,
rozwiązują problem i znikają, nie czekając na podziękowania.

Są jeszcze na świecie anioły, ale jest ich za mało.
Dlatego panuje jeszcze tyle ciemności i niedoli.
Bóg szuka aniołów pośród współczesnych ludzi.
Ale wielu już go nie dostrzega, już nie słucha.
Ich antena już nie odbiera i już nie nadaje.
Chodź, jesteś aniołem, a w twoim otoczeniu
jest dosyć ludzi, dla których możesz być aniołem.

/Phil Bosmans/

 

 

Dwa anioły


Dwa anioły spotkały się w locie,
Ponad ziemia, wśród błękitnych mórz
Jeden płynął w purpurze i zlocie
Miał wejrzenie jakby rannych zórz,

Drugi w czarnych aksamitach tonął,
Łez brylantem świecił jego wzrok -
A na głowie wieniec z gwiazd mu płonął
I rozjaśniał nieskończony mrok

"Wracam z ziemi - rzeki pierwszy z aniołów -
Gdziem w ogrodzie życia kwiaty siał,
Rozdmuchiwał płomienie z popiołów
I przyśpieszał nowy rozkwit ciał

Tam widziałem, w ciemnej nieszczęść nocy,
Dwóch seic czystych krwawy z losem bój,
Dwojga istot gorzki ból sierocy,
Ich samotny, ciężki życia znój

Więc zbliżyłem dwie niedole z sobą
I miłości owiałem je tchem
A z dwóch smutków nad dawną żałoba
Szczęście rajskim wykwitnęło snem!"

 

 

 

 

 

Ja - rzekł drugi w gwiaździstej kolonie -

Wracam także z owych ziemskich pól,
Gdzie na chorych sercach kładłem dłonie...
I na zawsze koiłem ich hol.

Tam spotkałem, pomiędzy innymi,
Jedną dusze szlachetna, bez plam -
i kochałem tego syna ziemi,
Co pięknością dorównywał nam.

Lecz dojrzałem, że w żywota męce
Zaczął oliwiąc się... rdzy dostrzegłem ślad,
i strwożony, wyciągnąłem ręce,
By, padając, nie poplamił szat.

I miłością prowadzony czystą,
Jak najciszej zbliżyłem się doń...
Zarzuciłem zasłonę gwiaździstą...
I na sercu położyłem dłoń.

W mych objęciach on teraz bezpieczny,
Bo już władzy nie ma nad nim czas -
I zostanie w swej piękności wiecznej,
Nie dotknięty żadna, z ziemskich skaz".
/Asnyk Adam /

 

Anioł Mój...
Przyszedł do mnie
Przyszedł nocą
Było tak cicho i ciemno
Tak bardzo dokładnie słyszałam każde słowo wyszeptane z jego ust
Wzrok miał tak zimny i smutny
Mówił: jestem Twoim Aniołem
Nie wierzyłam....
Zabijasz mnie - ledwo wyszeptał
Twoja każda zła myśl, każda łza
To pióro wyrwane z moich skrzydeł, których od tak dawna nie mogę rozwinąć
Nie zabijaj mnie proszę..
Spojrzałam mu głęboko w oczy mówiąc: Przepraszam
Podeszłam do Niego i przytuliłam
A z oczu mych zaczęły lecieć łzy
Łzy szczęścia, że jest, że czuję jego materialną obecność
Uwierzyłam...
A wtedy On rozłożył skrzydła
Powiedział: dziękuję i odleciał.......

 

Wzniesiesz mnie do nieba bram

Skrzydłami otulisz, ukoisz
Zagoisz rany, wyciszysz myśli
Gdy serce znowu zaboli
Wiem, że jesteś zawsze przy mnie
I będziesz po kres życia
Znasz mnie lepiej niż ja sama
Nie mam przed Tobą nic do ukrycia
Mój drogi stróżu i opiekunie
Chciałabym Cię zobaczyć, poczuć
Ty jeden mógłbyś mnie nauczyć
Miłości, pięknych tych uczuć
Każdy niech ma Anioła Stróża
Nie będzie tak wtedy samotny
Niech kroczy prostą ścieżką życia
I raju niech będzie godny
.

 

Anioły bieszczadzkie


Anioły są takie ciche zwłaszcza te w Bieszczadach,
gdy spotkasz takiego w górach wiele z nim nie pogadasz
Najwyżej na ucho ci powie, gdy będzie w dobrym humorze,
że skrzydła nosi w plecaku nawet przy dobrej pogodzie.
Anioły są całe zielone zwłaszcza te w Bieszczadach
łatwo w trawie się kryją i w opuszczonych sadach.
W zielone grają ukradkiem, nawet karty mają zielone
zielone mają pojęcie, a nawet zielony kielonek.

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
dużo w was radości i dobrej pogody.
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie,
gdy skrzydłem cię dotkną, już jesteś ich bratem.
Anioły są całkiem samotne zwłaszcza te w Bieszczadach
w kapliczkach zimą drzemią, choć może im nie wypada.
Czasem taki anioł samotny zapomni, dokąd ma lecieć
i wtedy całe Bieszczady mają szaloną uciechę.
Anioły są wiecznie ulotne zwłaszcza te w Bieszczadach.
Nas też czasami nosi po ich anielskich śladach.
One nam przyzwalają i skrzydłem wskazują drogę
i wtedy w nas się zapala wieczny bieszczadzki ogień.

 

 

 

 

 

 

W cieniu Twoich rąk ukryj proszę mnie...

Gdy boję się ,gdy wokół mrok,

bądź światłem bądź nadziei dniem

Wszystkim o czym śnie,

głosem w sercu mym

Jak ręka która trzyma mnie

Nad brzegiem mocy brzegiem dni...

Bądź jak skrzydła dwa kiedy braknie sił...

Chwyć mnie i nieś niech niebo bliżej będzie

Tak bardzo chce w ramionach skryć się Twych

Aniele mój...

Aniele....

 

 

Gwiezdny deszcz Anioła


Czasem, gdy anioły płaczą,

Na świat deszcz gwiazd spada,

Swoją pieśń tułaczą,

Snują po pustych sadach...

Anioł ma duszę anielską,

Też tęskni, kocha i czuje,

I na wędrówkę ziemską,

Choć raz przylatuje...

Czasem zmieniają swą postać,

W pąk róży, czy śpiew ptaka,

Chciałyby tak pozostać,

Lecz muszą zawsze wracać...

Czasem cząstkę zostawią duszy doskonałej

Czasem nawet i serce,

Jak skrawek sukni swej białej,

Czy pióro na Twej ścieżce...

I chciałyby po trochu,

Ziemskich bytów i łez,

Podniebnych wolnych lotów

Jak złoty gwiezdny deszcz...

 

 

Do domu Ojca

 

"Przyszedł do mnie Anioł i powiedział,

że zwolniło się miejsce w niebie."

Ja chwyciłam jego dłoń..

Wzniosłam się ku górze..

Spojrzałam na ziemię..

Ostatni raz..

Powiedziałam tylko

"Przepraszam"..

Pomyślałam "Nareszcie"..

I odleciałam do Domu Ojca..

MÓJ ANIELE STRÓŻU

Mój Aniele, stróżu skrzydlaty, przyjacielu...

Człowiek nie ma w życiu aż tak prawdziwych przyjaciół wielu.

Dlatego z serca całego i ze łzą w oku,

proszę Cię, o mój świetlisty, złotowłosy,

-stań przy moim boku.

Wysłuchaj co rani i boli,

podaj dłoń pomocną w biedzie i niedoli..

Wejdź, witam Cię radośnie, pod dach domu mego,

ochraniaj, osłaniaj nas od wszystkiego złego.

Utwierdzaj nas w wierze do Boga naszego,

wlej w serca nasze z kielicha wielkiego,

złotego - tyle radości, pokoju, miłości,

by starczyło dla nas i dla naszych miłych gości....

 

 

Anielska Dusza

 

Ptak anielskie ma pióra,

Anielskimi skrzydłami zlata,

Po anielsku błądzi w chmurach.

Mógłby ptak być królem świata.

Skrzydła mają też motyle,

Lecz nie w nich się jawi świętość.

Ich anielskość w świętym pyle,

Święty ich aksamit, święta miękkość.

Gdzie niezwykłość ich uroku?

Ile wdzięku znajdziesz w kwiatach?

Tam szukając, jak w amoku,

Anielski odkryjesz zapach.

Jaka świętość! Ile piękna. Lecz...

Co z człowiekiem? W nim co dojrzeć muszę.

Ach, tak! Jest jedna rzecz!

Człowiek... Człowiek ma anielską duszę!

 

 

Anioł

Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch
Sięgający piersiami skoszonego siana?
Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana...
Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź!
Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!
Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem...
Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...
I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.
Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on
Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił
I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon,
A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił...
Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą -
W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?...
Bolesław Leśmian

 

 

"Niekiedy tak bardzo pragniemy
Stać się aniołami,
Ze całkiem zapominamy o tym,
By być dobrymi ludźmi."
Św. Franciszek Salezy

 

 

Robota Anioła Stróża

 

Gonił cię mój anioł stróż po świecie, o mój Drogi,
biegł wciąż za tobą przez lasy, przez łany,
potrącał cię ku mnie, zapędzał cię do mnie,
ciągnął za obie ręce, spychał z prostej drogi -
o miłości coś szeptał, bredził nieprzytomnie,
pachniał jak wytężone białe nikotiany...
Siedzący noc całą przy tobie na warcie
krzyczał głosem jak trąby złote i waltornie,
to znów o łaskę twoją modlił się pokornie,-

zbawienie własne diabłom rzucał na pożarcie! -
Wreszcie ciebie ślepego, ciebie niechętnego
zawiódł przemocą do mego pokoju,
gdzie siedziałam płacząca, Pan Bóg wie dlaczego,
jak to się zdarza czasami. -
Wpuścił cię naprzód, sam został za drzwiami,
zatańczył w triumfie jakiś taniec boski -
potem twarz zakrył szatą srebrnobiałą,
zamyślił się pełen troski -
i jęknął z przerażenie nad tym, co się stało. nad tym, co się stało.

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska

 

 

 

 

 

O aniołach

Odjęto wam szaty białe,
Skrzydła i nawet istnienie,
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy.
Tam gdzie na lewą stronę odwrócony świat,
Ciężka tkanina haftowana w gwiazdy i zwierzęta,
Spacerujecie oglądając prawdomówne ściegi.
Krótki wasz postój tutaj,
Chyba o czasie jutrzennym, jeżeli niebo jest czyste,
W melodii powtarzanej przez ptaka,
Albo w zapachu jabłek pod wieczór
Kiedy światło zaczaruje sady.
Mówią, że ktoś was wymyślił
Ale nie przekonuje mnie to.
Bo ludzie wymyślili także samych siebie.
Głos - ten jest chyba dowodem,
Bo przynależy do istot niewątpliwie jasnych,
Lekkich, skrzydlatych (dlaczegóż by nie),
Przepasanych błyskawicą.
Słyszałem ten głos nieraz we śnie
I, co dziwniejsze, rozumiałem mniej więcej
Nakaz albo wezwanie w nadziemskim języku:

zaraz dzień
jeszcze jeden
zrób co możesz.

Czesław Miłosz

 

 

Aniołowie

Bywają ognie - podobne do ciszy,
Co na przechodnia w zaroślach czatuje...
Takich się ogniów nie widzi, lecz słyszy -
Nawet nie słyszy, lecz raczej zgaduje.
Serca im w piersi wonieją, jak róż -
Lecz mi nie wolno korzystać z róż mocy,
Ni czarów własnych nadużyć po nocy,
Ni łkać, ni wątpić, ni konać w lazurze!
Nie wolno modlitw gałązki jedynej,
Niesionej Bogu ku czoła ozdobie,
Przyłamać stopą - lub przyśnić się tobie
W postaci nagiej, zuchwałej dziewczynie!...
Więc próżno patrzą w słoneczność dokolną,
Bo im ni kochać, ni szaleć nie wolno.
A oni właśnie najtrwalej, najdzielniej
Mogliby kochać - -od nocy do świtu -
Podobni mewom w zatokach błękitu,
Tym od nich różni, że tak nieśmiertelni.
Oni to właśnie zmyśliliby krocie
Pieszczot zawiłych, nieznanych na ziemi,
I niestrudzeni byliby w pieszczocie,
I niestrudzeni - i wielcy - i niemi!
Bo dla nich tylko, zaprawdę, że dla nich
Przyjdzie ta miłość, co światy ogarnie!
Jam śledził w niebie poloty ich sarnie
I lęk błękitny w ich źrenicach łanich!
Jam słyszał nieraz, że szemrzą jak płomień,
Skrzydłem, utkanym z tęcz i oszołomień!
Znojni miłosnych zachceń tajemnicą,
Jednako zemdleć potrafią w pogoni
I za rycerzem, co kocha się w broni,
I za bezbronną na kwiatach dziewicą.
Zmarli i żywi, zbożni i występni,
Niezwyciężeni - i ów, który ginie -
Są ich miłości zarówno dostępni,
Jak szczyty górskie i kwiaty w dolinie!
Nie ujdzie motyl, ni pszczoła, ni szerszeń
Ich oczom chciwym, gdzie błękitna baczność
Zmienia tęsknotębezbrzeż i cudaczność,
Skapiąc jej wszelkich granic i zawierszeń!
Bo nie zna granic ich żądzy przewina,
Prócz tej, gdzie nagłe szczęście się zaczyna...

Bolesław Leśmian

 

 

Prośba


O mój Aniele, ty rękę
Daj!
Przez łzy i mękę,
Przez ciemny kraj,
Do jasnych źródeł ty mnie doprowadź;
Racz się zlitować!
Serce me zwiędło jak marny
Liść;
Wśród nocy czarnej
Nie wiem, gdzie iść,
I po przepaściach muszę nocować:
Więc ty mnie prowadź.
To, com ukochał, com tyle
Czcił,
Zdeptane w pyle
Padło bez sił;
Rozpacz i hańbę widząc po drodze,
Stanąłem w trwodze.
Widziałem zbrodni zwycięski
Szał,
Widziałem klęski
Duchów i ciał;
Więc obłąkany boleścią chodzę
We łzach i trwodze.
I nie wiem teraz, w co wierzyć
Mam,
Jak dzień mój przeżyć
W ciemności, sam;
Nie wiem, czy zdołam wytrwać niezłomnie:
Więc ty zstąp do mnie!
Lękam się zstąpić z wątpieniem
W grób
I z utęsknieniem
Do twoich stóp
Chylę się z prośbą i nieprzytomnie
Wołam: zstąp do mnie!
Pokaż mi tryumf w przyszłości
Dniach,
Tryumf miłości
Kupiony w łzach,
I ludu mego zwycięstwo jasne
Pokaż, nim zasnę!
Pokaż mi ciszę wschodzących
Zórz,
Zmartwychwstających
Królestwo dusz,
A dbać nie będę o szczęście własne
Spokojny zasnę.

Adam Asnyk

 

 

Siódmy anioł

Siódmy anioł
jest zupełnie inny
nazywa się nawet inaczej
Szemkel
to nie co Gabriel
złocisty
podpora tronu
i baldachim
ani to co Rafael
stroiciel chórów
ani także
Azrael
kierowca planet
geometra nieskończoności
doskonały znawca fizyki teoretycznej
Szemkel
jest czarny i nerwowy
i był wielokrotnie karany
za przemyt grzeszników
między otchłanią
a niebem
jego tupot nieustanny
nic nie ceni swojej godności
i utrzymują go w zastępie tylko ze względu na liczbę siedem
ale nie jest taki jak inni
nie to co hetman zastępów
Michał
cały w łuskach i pióropuszach
ani to co Azrafael
dekorator świata
opiekun bujnej wegetacji
ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące
ani nawet to co
Dedrael
apologeta i kabalista
Szemkel Szemkel
- sarkają aniołowie
dlaczego nie jesteś doskonały
malarze bizantyjscy
kiedy malują siedmiu
odtwarzają Szemkela
podobnego do tamtych
sądzą bowiem
że popadliby w herezję
gdyby wymalowali go
takim jak jest
czarny nerwowy
w starej wyleniałej aureoli
Z.Herbert

 

 

 

Mój anioł jest, jak ja,
gdy jestem smutna
w jego oku kręci się łza,
a kiedy się śmieję,
to jego anielska twarz promienieje,
jest w nim wiele współczucia i miłości
i nigdy nie drwi z moich słabości.
Jego skrzydła chronią mnie,
jak matka swe ukochane dziecię
i stara się mnie prowadzić,
bym właściwą droga kroczyła,
a nie w ciemnościach błądziła.
Mój anioł jest taki, jak ja
choć nigdy go nie widziałam,
to każdą chwilę razem spędzamy,
bez słów się porozumiewamy
i nigdy nie opuści mnie nawet,
gdy będzie bardzo źle
zostanie ze mną do końca,
bo walka o mą duszę jest nieustająca.
Mój anioł jest taki, jak ja
z wyjątkiem różnicy tej,
że ja grzeszę, a on nie,
a kiedy się go pytam,
co jest po drugiej stronie,
to szeptem mówi mi, że dowiem się
w odpowiedniej chwili,
gdy spotkamy się twarzą w twarz,
wówczas pokaże mi swój świat.


 

 

 

 

 

Mój opiekun ze mną jest,

ma tak skrzydła i aureolkę też,

gdy tak samotna czuje się,

przy mnie zawsze czuwa i jest.

 

Może czasem jest mi źle,

to tak bardzo cierpię że,

Anioł mój pociesza mnie,

ochrania i przytula też.

 

Anioł ten to mój sympatyczny duch,

który cieszy się ze mną,

że aż otula mnie od głowy do stóp,

abym bezpieczna była znów.

 

On tak zawsze przy mnie czuwa,

modli się za mnie do Boga,

który jest jego stwórcą,

abym mogła bezpieczną być i cieszyć się z nim.

 

On to wszystko robi dla mnie,

bo mnie kocha mocno tak,

on mym przewodnikiem jest przez życie,

a ja uczniem jego tak.

 

on to wszystko robi dla mnie,

abym mogła do nieba dostać się,

że aż czasem z przemęczenia bladnie,

gdy coś złego wydarzy się.

 

On chcę zawsze ochronić mnie,

ale czasem tak się zdarza,

że nie może wtrącać się,

żebym ja nauczyła czegoś się sama.

 

Dziękuje ci Panie drogi,

za Anioła mego tak,

bo tak dziecka skargi,

wysłuchałeś z sercem tak.

 

Dzięki ci Boże drogi,

za wszystko co jest,

że tak ze mną jesteś,

poprzez anioła też.

 

Kocham ciebie strasznie,

Aniele drogi mój,

ty zawsze ze mną jesteś,

i troszczysz się jak jeden człowiek swój.

 

Marlena Rychta


fallen Angel

Głęboko wtejduszy,
Upadły aniołpojawia się,
Ona jestdręczonecodziennie,
spalony iznienawidzonyprzez prawdężycia,
i walczypod rygoremto wszystko,

Tokrzyczyw ciemnościach,
wyszukaniedla tegoczegoś,
starając siętrzymaćgłowęz wody,
alenikt niemauratowaćprzedonatopi,

Aniołtrzymadosamego życia,
Nigdy nierozumiejącdlaczego,
życie jest takcenne,
gdy ty jesteśchcąumrzeć,

Wszystkoz powodużyciaonaprowadzi,
tego upadłegostirrsanioł,
wjejsamotne serce,
powoliusychaiumiera,

Głęboko wtej duszyFallen AngelWanders, w
i obecnieexistance,

Alone.

Zmęczony.

I na zimno.


Anioł, anioł
Zamknij oczy
Anioł, anioł
Zatrzymajswoje kłamstwa
Jaktwojaaureolarozpada
Jakzłamać misercekruchy

Anioł, anioł
Przytul mniemocno
Anioł, anioł
Przez noc
Jakoswojeskrzydłazacznąoczerniać
Jaktwoja miłośćzaczyna sięluzować

Anioł, anioł
Kochaj mnieprawdziwy
Anioł, anioł
Proszę, proszęzrobić
Kiedy twoje sercezaczynasię niepowodzeniem
Jaktwój światzaczyna sięblady

Anioł, anioł
Jesteśterazwolny
Anioł, anioł
Czy nie widzisz
Ja was umiłowałemcały czas
Teraztęsknię za tobą, bocię nie ma

fallen Angel

Chowasię w cieniu,sheildingjej twarzy,
todziecko nigdy nieśmieje, nigdyto dzieckosię uśmiecha.
Tęsknotaciepłomatczynegouścisku,
jej ciałojest zepsutyodmilwędrówki.

Jej twarzpoplamionełzami,znocy, gdypłacze,
idziethroghciemności, krzyczącswoje imiona.
Pomimo całegobólu,jejnadzieję, żenigdy nie umiera,
onaposzukiwaniaw celu znalezieniamiejsca, skądpochodzi.

Zostawiliją za,onijeszczeobchodzi?
Wołado tych, któreoglądaćz góry.
Onaupada na ziemięjak jejsiłanienosić,
wszystko, czegokiedykolwiek chciałem tobyć kochanym.

Jak ona maswój ostatnioddech,światło świeciprzez,
bodiabełbył aniołemzbyt...
Kliknij, aby treść...@@@@@

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła.
Jeden, który dorastałna szybko,
Ktomyśli, żez powrotemi pamiętaszczęśliwąprzeszłośćz dzieciństwa
I zastanawia się,co poszło źle.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Ktoby tłumaczyłosię, jeślitylko mogła
Alenie sądzi,że onabyć rozumiana
I takonagrzebieswoje tajemnicegłęboko.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Kto jestzmęczonyuczuciesekundnajlepiej.
Ktopoddaniujakiegośokrutnegotestu
I czuje siętak, jakbyonaniepowodzeniem.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Jeden, którytylkopatrzyiobserwuje, jak gdybyona niemaopieki.
Nawet jeśliona ma swojewłasne myślii opiniedzielić
Ona niepowieim, ponieważ możeonamiećnie więcejkpiny.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Kto jestzmęczonyuczuciestarożytnych, kiedyto tylkozwykłynastolatek.
Ktoma wiele małychuczynki idziałaniagonie widzimy.
Jeśli onanie robiim, żenie zostanąwykonane, a onanie zostawijedla kogoś innego.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Ktoskładanaprzyczynęjej skrzydeł"Onaczuje, żenie możelatać,
Onazostałaosiągnięciaiosiągnięciai nie możnadotknąć nieba
Onajestprzytrzymywanyprzez innych.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Jeden, który chcejej przyjacielepoczuć się jakjej przyjaciół.
Ale tylkoludziepróbująsprawiakoniec z końcemkońców
Aleraczejrozszerzeniejejsamegosiebie.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Ktochce, byzauważyćjej
Ale ktowie, że niebędzieani terazniezawsze,
Nie, a onapotym drugim, któryjest o wielelepiej.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Kto jestzmęczonyuczucieniewidzialne,
Kto jestzmęczonypozornieniezwyciężone,
Ktotylkochce byćnormalna.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Jeden, który chcesię uśmiechaćdorzeczywistego
Jeden, który chcejejbliznyleczyć
Iprzeżywać swojeżyciew pełni.

Zaśpiewać piosenkędlasamotnegoanioła
Sprawdź, czy możeszzrobićjej uśmiechlubśmiech
Żeby zobaczyłaswoje talenty, wszystkie z nichlubnawetpół.
Sprawdź, czy możeszjej pomócleciećz powrotem doswojegonieba.****
Angel,przestać płakać
HejKochanie
Nigdy więcej łez

Kochanie,uśmiechając sięrozpocząć
Walcz
Przez te lata

Kiedy całyświatma sens
Jeszcze jednaprzeszkoda,jedenwięcejpłot

Refren:
I będęwspinaćkażda góra
Aby dotrzeć dociebie,sam
A jaobalićmury
Abydotrzeć do ciebie, mamwrócić do domu
A jauruchomićtewiele kilometrów
Fallen Angel,całkiem sam

Kochanie,nie poddawaj sięlatania
Twojeskrzydła niejest umierający
Onipo prosturozdarty

A światnie mówisensu
Jeszcze jednaprzeszkoda,jedenwięcejpłot

Refren:

mostek:
Nie będębezodpowiedzi,
Nie będęniena dziś
Nieprzestać się trzymaćrękę i
Nie pozwolęci odejść

Angel,przestańboli
i pamiętaj
Żejestem tutaj

Refren:

Fallen Angel, jestem w domu...***
Aniołśmierci
Ukrywaw nocy
Posiłkina dusze

Wszyscy umrzemy
Nocukrywa
Przeminęłow sekundach
Zjadaswoją duszę
Życiejuż nie ma

Na swoimłożu śmierci
Pełnaz niczego

Jesteśmartwy
pusteciało
Anioł przemówił
Toreduszę odciała
Piekłolubnieboczeka
...Pomóż mi...

Jestemzamknięta wtym miejscu.Rozdartyispokoju.Zmoją głowąLullingprzeciwkomiękkiej tkaninybiałymścian.Słuchamkrzykpochodzący zinnych pomieszczeń.Dźwiękiniepokoju,nienawiści iobłędu.

Darmowemi......

Nie chcętu zostać.Niew tym miejscu.Niez tymi ludźmi.Myślą, że jestemszalony,szalony.Ale wiem, żeto nieprawda.szalonejedenjest tutaj.Nie ja.

... Niemnie oceniać...

Wystarczy ustawićzadarmo.Obiecuję,że będęgrzeczny.Koniec z zabijaniem, nie więcejgwałt.Nigdy więcejśmiercinamoich rękach.Aleproszę, proszę.Zabierz mniestąd,pozwól mi odejść.Przysięgambędęzmieniać.

...Nie zatrzymujmnie tutaj...

Wtym szalonymmiejscu,zigieł.Zastrzykiitabletkii szczęśliwy, błyszcząceoślepiającebiałeświatła.Zkurtki, które pasujątakciasno,i sprawi,przytulićsięzawsze ..

..Nie możnazwiązaćmnie ..

Czy nie wieszkim jestem?Nie możnatrzymaćmnie tutaj.Ja,Aniołz nieba.Zmoichsadzyczarnych skrzydłachiurokiemdiabelskim.Ach, alemyślisz, że jestemszalony.Dlategotu jestem.Dlaczegomaszzablokowanemnie ztychszalonychdrani, którzykrzycząw nocy,i kaleczyli się.

...Będęsię wydostać...

Będęgraćładnie, współpracować.Bądź dobrymchłopcem,ipodkraśćmi drogęstąd.Pójdędalej,robić to, comówisz.A kiedywypuść mnie,chwilaplecyjest włączony.Będęciągnąćjeszczebijącesercez ciała..Ikarmićje do Ciebie.

Oh...szaleństwo...

Tobubblesdaleko,tuż pod powierzchnią.Ale mogęuspokoićgo.Mogęgraćswoją grę.Będęnormalnychłopak.Normalna ludzka.Iwpadnieszw mojeszponyi stać sięmojąmodlitwę.Dopiekłanikt nie mawściekłość.

...Jak aniołpośmiewisko...
***
oh,najciemniejszeze wszystkichaniołów,

dać cicoś mojego-

moje serce, moja dusza, mojaniewinność...

dać citen światiżyć w,

Dam ciwszystko

jeśliodświątyńwyżej

będziecieschodzićnamoich ramionach...



po prostuczuję się

cotylkoniewieleprzede mnąwiedział,

mniewyczućtajemnicę

irozbudzenieserca i duszy...



jeślitylkona chwilę,

błagam- niechmiucztęna

Twoje oczyjakonipokazująmi

kochaćjeszczeuntained,

duszajeszczenietknięte,

uczuciejeszczeprzestaniesz mieć...



więcchodź, chodźteraz

iczuję sięekstazy-

bo tylko wtwoich ramionach

będęczućprawdziwą miłość,

prawdziwyból izdobyćwszystko...



takspadaćz nieba...

spaść izrobićmicierpieć -

iradować-

ispad-

ipłakaćznasionłez...

maszwszelką władzęnade mną...



Ty jesteś moimDark Angel...

Anioły nie płaczą
zastygają w cmentarne pomniki
gdy zamykacie nad ich głowami
kule zniewolenia
On nawet nie miał twarzy
lecz gdy okrywał czarnym kirem smutku
Blade muzy, zgasłe wraz ze wschodem słońca
wydać się mogło, że ruchem dłoni oddaje cześć Świętej Tragedii
Tylko tyle był w stanie im podarować
bo przecież Anioły nie płaczą.

Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!