cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

opowiadania

Opowieści o Aniołach

Anioł Stróż

Czasami Aniołowie przychodzą do nas w najmniej spodziewanych chwilach. Takie spotkanie zdarzyło się Panu Tomaszowi, teologowi - bibliście z Wałbrzycha. praktykującemu ZEN. Pan Tomek opisał to niezwykłe zdarzenie w następujący sposób.

Pewnego zimnego lutowego wieczoru 2001 roku, siedziałem na swym łóżku w ciemnym pokoju. Po skończonej godzinę wcześniej modlitewnej medytacji byłem zrelaksowany i wyciszony i rozmyślałem o minionym tygodniu pracy. Kiedy zegar wybiłgodzinę 22 zamierzałem położyć się spać. Jednak ku mojemu zdumieniu w pokoju zaczęło się dziać coś dziwnego. Spośród mroku mego pokoju zaczęło wyłaniać się zielone światło o srebrzystym poblasku. Ku mojemu zdumieniu zielono-srebrny kolor rozprzestrzeniał się coraz bardziej i bardziej. Otworzyłem szeroko oczy patrząc ze zdziwieniem na to co się dzieje. Próbując wejrzeć jeszcze głębiej zauważyłem, że z pięknej metaliczno zielonej poświaty wyłania się jakiś "żywy obraz". Po mniej więcej minucie okazało się, że obraz przerósł wszelkie moje oczekiwania. Ujrzałem skałę na której stał Anioł, spowity w białą długą szatę. Pod pachą lewej ręki trzymał dużą białą księgę, nieco ciemniejszą od jego białej szaty. Anioł miał długie, białe, zaczesane do tyłu włosy. Żadne obrazy, które wcześniej widziałem nie oddawały wyrazu jego oblicza. W zasadzie trudno mi było ocenić czy jego twarz była łagodna czy surowa. Jednak z pewnością mogę powiedzieć, że jego twarz była bardzo męska (wiek mógłbym ocenić na około 40 lat). Z wyrazu twarzy mogłem wyczytać, że był na czymś wyjątkowo skoncentrowany. Zaś jego otwarte oczy patrzyły w dal. Pod skałą, na której stał Anioł, rozprzestrzeniało się bezkresne kolorowe morze, utworzone z kolorowych obłoków energii. Te kolory miały w sobie wiele mistycznej mocy. Wyraźnie czułem ich duchową siłę, tak wielką, że trudno było by mi ją opisać. Trudno mi dokładnie określić ile trwało to widzenie. Myślę, że mniej więcej około minuty. Potem rozmyło się i znów siedziałem w swym ciemnym pokoju. Po samej wizji długo jeszcze byłem bardzo zdziwiony, tym co zobaczyłem.Nie wiedziałem co oznaczała ta wizja? Obawiałem się, że Anioł przyszedł do mnie po to, aby osądzić mnie za złe uczynki.A może po to, aby ostrzec mnie przed jakimś przykrym wydarzeniem?Być może chciał mnie skłonić do tego, abym zmieniał się na lepsze i rozwijać duchowo. Bo czyż nie tego oczekuje od nas Bóg?

Kilka miesięcy potem dostałem w prezencie od koleżanki obrazek Archanioła Metatrona. Anioł na obrazku, był podobny do tego, który przyszedł do mnie. Metatron, tak jak w mojej wizji stał na skale i trzymał w ręku księgę. Pomyślałem wówczas, żeAnioł dał mi znak, że to był On. Kiedykolwiek później wzywałem po imieniu w trudnych sytuacjach życiowych lub w chwilach zagrożeń, zawsze uzyskiwałem pomoc.

Spisała Wella

Anioły (16)Dziecko spacerowało plażą razem ze swą matką. W pewnej chwili dziecko zapytało:

- Mamo, jak można zatrzymać miłość, kiedy w końcu uda się ją zdobyć?

Matka zastanowiła się przez chwilę, potem schyliła się i nabrała w garść wody. Jedną rękę zacisnęła mocno : woda przeciekała jej między palcami i im bardziej ściskała pięść, tym szybciej wylewała się woda. Druga dłoń była otwarta: w jej zagłębieniu szkliła się woda. Dziecko patrzyło wielkimi ze zdziwienia oczkami, a potem z uśmiechem odpowiedziało:

– Teraz już rozumiem!..

“Jeśli coś kochasz puść to wolno… Jeśli wróci jest Twoje.  Jeśli nie, znaczy to, że nigdy nie było”

Pewien człowiek o zachodzie słońca wybrał się jak zwykle na spacer opustoszałym brzegiem morza. Idąc tak w zamyśleniu, spostrzegł nagle w oddali sylwetkę jakiegoś mężczyzny. Podszedłszy nieco bliżej, przekonał się, że to ktoś miejscowy, jakiś Meksykanin. Mężczyzna bezustannie schylał się, podnosił coś i ciskał to do wody.
Gdy nasz przyjaciel zbliżył się jeszcze bardziej, dostrzegł, że Meksykanin zbiera rozgwiazdy, które fale oceanu wyrzuciły na plażę. Wielce zaintrygowany podszedł do mężczyzny i powiedział:
- Dobry wieczór, amigo. Przechodziłem właśnie tędy i zastanawiałem się, co robisz.
- Wrzucam te rozgwiazdy z powrotem do wody. Widzi pan, mamy odpływ i wszystkie je wyniosło na brzeg. Jeśli nie wrócę ich morzu, umrą…
- Rozumiem… – odparł nasz przyjaciel. – Lecz takich rozgwiazd muszą być pewnie na tej plaży tysiące i w żaden sposób nie uda ci się uratować wszystkich… Jest ich po prostu zbyt wiele. Poza tym zdajesz sobie chyba sprawę – tłumaczył – że na tym tylko wybrzeżu podobnych plaż są setki i na każdej z nich morze wyrzuciło pełno rozgwiazd. Nie sądzisz więc, przyjacielu, że to, co robisz, nie ma większego znaczenia?
Meksykanin uśmiechnął się, a potem pochylił, podniósł kolejną rozgwiazdę i wrzucając ją do wody, odrzekł:
- Ma znaczenie dla tej!

Anielskieopowieści

Te opowieściwędrują sobie w internecie. Nierzadko nie mają nawet podpisu autora.Dziękuję moim przyjaciółkom za nadsyłanie mi pięknych anielskich historii. Zamieszczam je tutaj ku pokrzepieniu serc...

Opowieść pierwsza

     "Dreeeeam, dream, dream,dream".

     Muzyka brzmiała z dalekajak małe srebrne dzwoneczki. Ogromne białe płatki śniegu tańczyły wpowietrzu - wirując z wdziękiem jak baletnice z najlepszego musicalu.Zatrzymując się na moment w świetle ulicznych lamp jak modelki w świetlefleszy fotografów, całując nosy i policzki przechodniów, zmęczone, miękkoopadały w dół. Ciepłe światła dekoracji Bożonarodzeniowych migotały wwystawach sklepowych. Stare miasto wyglądało jak kartonowyteatr! Och, jak cudownie, wdychałam całą sobą tę unikatową atmosferęświąt.

     Wieczorem przed snempomyślałam, że jednak cieszę się, że biuro, w którym pracuję, przeniesionow okolice Starego Miasta. Przypomniało mi się, że marzyłam kiedyś o tym,żeby pracować na Starym Mieście, otoczona starymi murami, pomiędzykościołami, które przeżyły już tak wiele. Takie małe, dziecinne,zapomniane, marzenie. O którym oczywiście zapomniałam i nie szukałam pracyszczególnie w tym miejscu.

     A teraz zdumienie. PanBóg pamiętał o takim małym marzeniu? Zdumienie, że jednak to prawda: myśpimy, a w trakcie naszego snu, Pan Bóg spełnia nasze marzenia. Nawet tenajmniejsze. Kimże jestem, że o nich pamięta?

     Myślałam o tym, kładącsię spać....

     Nagle poczułam, że ktośmnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Anioła siedzącego obok mnie.

     - Przyszedłem abyodpowiedzieć na twoje pytania - powiedział.

     Wziąłmnie za rękę i zaprowadził do okna:

     - Spójrz w górę.

     Spojrzałam... a w górzebyło czarne niebo pełne świetlistych gwiazd.

     - Widzisz gwiazdy? -kontynuował - to właśnie ludzkie marzenia i życzenia. Ludzie marzą, majągłowy pełne snów. Kładą się spać, a te marzenia są w nich, krążą nad ichgłowami. A wtedy my, Anioły, w samym środku nocy przychodzimy do ludzi,aby zebrać te marzenia. I umieszczamy je na niebie!!. To jest całatajemnica!! Zbieramy wszystkie marzenia, nawet te najmniejsze. Pan Bógpowtarza nam: "ludzkie marzenia to bardzo cenny wymiar ludzkiego życia.Dlatego uważajcie i bądźcie bardzo ostrożni. Nie pozwólcie, abyjakiekolwiek marzenie zostało upuszczone".

     Przerwał i spojrzał namnie. Wpatrywałam się w niego, a on uśmiechnął się.

     - Ale. Musisz pamiętać.Jest jeden warunek. Jeden bardzo ważny warunek. Tylko jeśli ten warunekjest spełniony, jesteśmy w stanie zebrać marzenia. Jest to możliwe...

     Usiadł na parapecie ipatrzył na mnie uważnie.

     -.... Jest tomożliwe tylko wtedy, gdy marzenie zostało powierzone Panu Bogu.

     - Co to znaczy? -zdziwiłam się.

     - To jest proste.Wystarczy, że przed snem powiesz Panu, że oddajesz Jemu swoje marzenia ipoprosisz, aby On się nimi zaopiekował.

     - To rzeczywiścieproste! - znowu byłam zdziwiona, tym razem, że to takie proste.

     - Wydaje się torzeczywiście proste - powiedział Anioł, ale wyglądał trochę smutno - Ale wpraktyce... nie zawsze jest to takie łatwe. Są ludzie, którzy nie wierzą wBoga, nawet o Nim nie myślą, więc nie ma szans, aby oddali Bogu swojemarzenia. Inni znowu nie chcą oddać Panu Bogu swoich marzeń. Boją się, żeje stracą na zawsze. Trzymają je w sobie i nie wiedzą, że przez to niemogą być one spełnione. Inni znowu zupełnie przestali marzyć, gdy dorośli.I to wszystko jest dla nas, Aniołów, bardzo smutne.

     Westchnął. Chciałam goobjąć i pocieszyć, ale bałam się ruszyć, żeby nie zniknął. Na szczęście zamoment znowu się uśmiechał.

     -Jednak mamy również powody do radości. Wiele, wiele ludzi marzy i powierzaBogu swoje marzenia. A my zbieramy te powierzone Bogu marzenia i wieszamyna nieboskłonie. I w tym momencie marzenia staja się częścią świata - odtej pory nigdy już nie zgina.

     A Pan Bóg... On nigdynie zapomina o waszych marzeniach i wie dokładnie, które gwiazdy są czyje.

     Uwielbia przechadzać siępo niebie pomiędzy nimi. Ogląda je i cieszy się każdą gwiazdą, nawet jeślijest bardzo mała i niezdarna, i świeci bardzo niepewnie. Cieszy się, bokażda gwiazda jest wyrazem zaufania człowieka do Boga.

     - No, dobrze -przerwałam - ale czy Pan Bóg spełni każde marzenie? Znam ludzi, którzymarzyli i ich marzenia nie spełniły się. No tak, mówiłeś, że mogły byćmarzenia nie powierzone Bogu. Ale jeśli są powierzone, czy zawsze sąspełniane?

     - Masz rację. Ludziemają też czasem marzenia, które nie zawsze są dobre dla nich. Oni sami niezawsze to wiedzą, bo tylko Bóg jest Tym, Który Wie Wszystko. Ale ludzie,którzy ufają Bogu, wiedzą też, że On zweryfikuje ich marzenia, używającswojej Mądrości, Dobroci i Miłości. I to On decyduje, które marzenia mają zostać na zawsze naniebie - i świecić Blaskiem Gwiazd Zaufania (a cieszy się nimi, jakwszystkimi innymi), a które mają zostać spełnione i kiedy jest Czas ichspełnienia. Które gwiazdy mają zostać połączone, a które rozdzielone.Które muszą być ociosane, które muszą nauczyć się większej pokory, aktórym trzeba dodać odwagi. Tutaj my Anioły mamy dużo pracy. To nasza rolaprzekonać Nieśmiałego Marzyciela, że bez jego działania, Bóg sam nie możewiele zdziałać. Bóg z każdego snu wyciąga tę dobrą cząstkę, łączy ją zinną i w tym sensie każde marzenie, nawet jeśli jest bardzo niedobre wfilozofii Bożej, zostaje przemienione w Dobro w momencie, gdy zostaniepowierzone Panu Bogu.

     Rozumieszwięc, co znaczy, że możesz spać, a marzenia się spełniają? Tylko trzeba jemieć. I mieć je w Panu. Każdy może ich mieć tyle, ile tylko zapragnie. PanBóg raczej smuci się ich brakiem, niż nadmiarem. I wiesz co, powiem tylkotobie, że twój zbiór gwiazd jest ostatnio bardzo mały. Pan Bóg nie zabardzo ma z czego wybierać. Czy coś się stało?

     Ach, muszę lecieć. - zerwał się nagle, nieczekając na moją odpowiedź. - Wiesz, za parę dni obchodzimy UrodzinyNaszego Pana i z tej okazji przygotowujemy Program Niespodzianek dla Ziemii na nasze przyjęcie w niebie. Mamy skrzydła pełne roboty!! Pomyśl o tymco powiedziałem, a ja wrócę pewnej nocy, by odpowiedzieć na twoje dalszepytania.

     Wstał i ....zniknął. Po minucie zobaczyłamgo za oknem, wiszącego w powietrzu. Zapukał w okno i powiedział (nie wiem,jak to się stało, że słyszałam jego łagodny cichy głos, ale słyszałam).

     -Zapomniałem powiedzieć!. To okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku.Bardzo ważny czas dla ludzi, w którym to czasie pojawia się szczególniedużo marzeń i życzeń. Pamiętaj! Gdy w czasie świąt będziecie składaćsobie nawzajem życzenia, wieszajcie te marzenia od razu na niebie! Tobardzo pomoże nam w pracy!

     Pomachał mi i odleciał.

     Ami nasunęło się jeszcze jedno pytanie.... a może niedowierzanie....

     Czy my, dorośli, mamy rzeczywiście takbeztrosko marzyć jak dzieci?

     Ale jego już nie było, aby odpowiedzieć namoje pytanie.

     Zostałam tak z oczami utkwionymi w niebo,myśląc o gwiazdozbiorze własnych marzeń.

     Po długiej chwili.... położyłam się dalejspać. Postanowiłam mieć wiele marzeń i ogarnęło mnie silne nieodparteprzeczucie, że coś pozytywnego wydarzy się wkrótce.

Opowieść druga


Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa,którą zamieszkiwały emocje, uczucia
oraz ludzkie cechy - takie jak:
dobry humor, smutek, mądrość, duma;
a wszystkich razem łączyła miłość.
Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie.
Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścićwyspę.

Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili.
Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu
- miłość poprosiła o pomoc.
Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała:
- Bogactwo, czy możesz mnie uratować ?
Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności.
Nie ma tam już miejsca dla ciebie. - Odpowiedziało Bogactwo.

Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
- Dumo, zabierz mnie ze sobą ! - poprosiła Miłość.
Niestety nie mogę cię wziąć!
Na moim statku wszystko jest uporządkowane,
a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosłapiękne żagle.

Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.
- Smutku, zabierz mnie ze sobą ! - poprosiła Miłość,
Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam.
- Odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.

Dobry humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był takrozbawiony,
że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.

Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze wgłębiach oceanu...

Nagle Miłość usłyszała:

- Chodź! Zabiorę cię ze sobą ! - powiedział nieznajomy starzec.
Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna zauratowanie życia,
że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca.

Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec.
Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował ?
- To był Czas. - Odpowiedziała Wiedza.

- Czas ? - zdziwiła się Miłość. - Dlaczego Czas mi pomógł ?
- Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jestMiłość.
- Odrzekła Wiedza.

Opowieść trzecia

Któregośranka, a było to nie tak dawno temu,
pewien rolnik stanął przed klasztorną bramą i energicznie zastukał.
Kiedy brat furtian otworzył ciężkie dębowe drzwi,
chłop z uśmiechem pokazał mu kiść dorodnych winogron.
- Bracie furtianie, czy wiesz komu chcę podarować tę kiść winogron,
najpiękniejszą z całej mojej winnicy? - zapytał.
- Na pewno opatowi lub któremuś z ojców zakonnych.
- Nie. Tobie!
- Mnie? Furtian aż się zarumienił z radości. - Naprawdę chcesz mi ją dać?
- Tak, ponieważ zawsze byłeś dla mnie dobry,
uprzejmy i pomagałeś mi, kiedy cię o to prosiłem.
Chciałbym, żeby ta kiść winogron sprawiła ci trochę radości.
Niekłamane szczęście, bijące z oblicza furtiana, sprawiło przyjemnośćtakże rolnikowi.

Brat furtian ostrożnie wziął winogrona i podziwiał je przez cały ranek.
Rzeczywiście, była to cudowna, wspaniała kiść.
W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pomysł:
- A może by tak zanieść te winogrona opatowi, aby i jemu dać trochęradości?
Wziął kiść i zaniósł ją opatowi.
Opat był uszczęśliwiony.
Ale przypomniał sobie, że w klasztorze jest stary, chory zakonnik ipomyślał:
- Zaniosę mu te winogrona, może poczuje się trochę lepiej.

Tak kiść winogron znowu odbyła małą wędrówkę.
Jednak nie pozostała długo w celi chorego brata,
który posłał ją bratu kucharzowi pocącemu się cały dzień przy garnkach.
Ten zaś podarował winogrona bratu zakrystianowi (aby i jemu sprawić trochęradości),
który z kolei zaniósł je najmłodszemu bratu w klasztorze,
a ten ofiarował je komuś innemu,

a ten inny jeszcze komuś innemu.
Wreszcie wędrując od zakonnika do zakonnika,
kiść winogron powróciła do furtiana (aby dać mu trochę radości)
Tak zamknął się ten krąg.
Krąg radości.

Nie czekaj, aż rozpocznie kto inny.
To do ciebie dzisiaj należy zainicjowanie kręgu radości.
Często wystarczy mała, malutka iskierka, by wysadzić w powietrze ogromnyciężar.
Wystarczy iskierka dobroci, a świat zacznie się zmieniać.
Miłość to jedyny skarb, który rozmnaża się poprzez dzielenie:
to jedyny dar rosnący tym bardziej, im więcej się z niego czerpie.
To jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia,
im więcej się wydaje; podaruj ją, rzuć daleko od siebie,
rozprosz ją na cztery wiatry, opróżnij z niej kieszenie,
wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz miał jej więcej niż dotychczas.

(Bruno Ferrero, Opowiadania dla Ducha)

 

Opowieść czwarta
 

Pewnakobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie,
kiedy zobaczyła trzech staruszków,
z wypisanymi na twarzy latami doświadczeń,
którzy stali naprzeciw jej ogrodu.
Ona nie znała ich, więc powiedziała:
- Nie wydaje mi się, abym was znała,
ale musicie być głodni.
Wejdźcie, proszę, do domu i zjedzcie coś.
Oni odpowiedzieli:
- Nie ma w domu męża?
Nie, odpoczywa, nie ma go w domu.
W takim razie nie możemy wejść - odpowiedzieli.

Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu,
kobieta powiedziała mu, co się zdarzyło.
- A więc, skoro wróciłem, poproś ich teraz, aby weszli.
Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech mężczyzn do domu.
- Nie możemy wejść wszyscy do domu – wyjaśnili staruszkowie.
- Dlaczego? – chciała wiedzieć kobieta.

Jeden z mężczyzn
wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i wyjaśnił:
- On ma na imię Dostatek.
Następnie wskazał drugiego
- On ma na imię Sukces, a ja mam na imię Miłość.
Teraz wróć i zdecyduj razem z Twoim mężem,
którego z nas zaprosicie do waszego domu.
Kobieta weszła do domu
i opowiedziała swojemu mężowi wszystko,
co powiedzieli jej trzej mężczyźni.

Ten sięucieszył : - Jak pięknie! Zaprośmy Dostatek.

Na to jegożona: - A nie moglibyśmy zaprosić Sukcesu?
Ich córka słuchała tej rozmowy i weszła im w słowo:
- Nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili wejść Miłości?
W ten sposób nasza rodzina byłaby pełna miłości.
- Posłuchajmy rady naszej córki -
powiedział mąż do żony.
- Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem.

Żona wyszła i spytała:
- Który z was to Miłość?
Niech wejdzie, proszę, i będzie naszym gościem.
Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu.
Także dwaj pozostali podnieśli się i ruszyli za nią.
Trochę zdziwiona kobieta pyta Dostatek i Sukces:
- Zaprosiłam tylko Miłość, dlaczego idziecie także wy?
Oni odpowiedzieli razem:
- Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces,
pozostali dwaj zostaliby na zewnątrz,
ale zaprosiłaś Miłość, a tam gdzie idzie ona, idziemy i my.
Tam, gdzie jest Miłość, jest też Dostatek i Sukces.

 

Opowieść piąta

Kiedy Bóg miał stwarzać człowieka - zapytał o radęaniołów. Wtedy po raz pierwszy wśród aniołów powstał rozłam. Większośćbyła przeciwna temu pomysłowi. Najbardziej radykalnie przeciwko temupomysłowi protestował Anioł Pokoju oraz Anioł Prawdy. Bóg zapytał ozdanie Anioła Życzliwości, który niewiele mówił, ale jak zwykle siedziałuśmiechnięty.
Panie - odpowiedział zapytany Anioł Życzliwości, - wszystkie anioły majarację. Ale rozważają to tylko ze swojego punktu widzenia. Moim zdaniemczłowiek, jaki by nie był, ma szanse wypełnić w świecie wiele dziełmiłości. Dlatego warto dać mu tę szansę.

(Opowieść talmudystów)

Opowieść szósta

U fryzjera
Pewien mężczyzna poszedł, jak co miesiąc, do fryzjera.Zaczęli rozmawiać o różnych sprawach. Ni z tego ni z owego,wywiązała się rozmowa o Bogu. Fryzjer powiedział:
- Wie Pan, ja nie wierzę, że Bóg istnieje.
- Dlaczego Pan tak uważa? – zapytał klient.
- Cóż, to bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść na ulicę,żeby się przekonać, że Bóg nie istnieje. Gdyby Bóg istniał,myśli Pan, że istniałoby tyle osób chorych? Istniałybyopuszczone dzieci?
Gdyby istniał Bóg, nie byłoby bólu, cierpienia...
Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Boga, który na towszystko pozwala.
Klient pomyślał chwilę, chciał coś powiedzieć, alezrezygnował. Nie chciał wywoływać niepotrzebnej dyskusji.Gdy fryzjer skończył,
klient zapłacił i wyszedł.


I w tym momencie zobaczył na ulicy człowieka, z długą,zaniedbaną brodą i włosami. Wyglądało na to, że już oddłuższego czasu
jego włosy i broda nie widziały fryzjera. Był zaniedbany ibrudny.
Wtedy klient wrócił i powiedział:
- Wie Pan co? Fryzjerzy nie istnieją!
- Bardzo śmieszne! Jak to nie istnieją? – zapytał fryzjer. –Ja jestem jednym z nich!
- Nie! – odparł klient. – Fryzjerzy nie istnieją, bo gdybyistnieli, nie byłoby ludzi z długimi włosami i brodą, jakten człowiek na ulicy.
 

- A, nie, fryzjerzy istnieją,to tylko ludzie nas nie poszukują, z własnej woli.
- No właśnie – powiedział klient. - Dokładnie tak. Bógistnieje, to tylko ludzie go nie szukają, i robią to zwłasnej woli, dlatego jest tyle
cierpienia i bólu na świecie.

 

Opowieść siódma


Dobry Bóg zdecydował, że stworzy...MATKĘ.

Męczył się z tym już od sześciu dni, kiedypojawił się przed Nim Anioł i zapytał:
- To na nią tracisz tak dużo czasu, tak?
Bóg rzekł:
- Owszem, ale czy przeczytałeś dokładnie to zarządzenie? Posłuchaj onamusi nadawać się do mycia i prania, lecz nie może być z plastiku...powinna składać się ze stu osiemdziesięciu części, z których każda musibyć wymienialna... żywić się kawą i resztkami jedzenia z poprzedniegodnia ... umieć pocałować w taki sposób, by wyleczyć wszystko - odbolącej skaleczonej nogi aż po złamane serce ... no i musi mieć do pracysześć par rąk.
Anioł z niedowierzeniem potrząsnął głową:
- Sześć par?
- Tak! Ale cała trudność nie polega na rękach - rzekł dobry Bóg. -Najbardziej skomplikowane są trzy pary oczu, które musi posiadać mama.
- Tak dużo?
Bóg przytaknął:
- Jedna para, by widzieć wszystko przez zamknięte drzwi, zamiast pytać:"Dzieci, co tam wyprawiacie?". Druga para musi być umieszczona z tyługłowy, aby mogła widzieć to, czego nie powinna oglądać, ale o czymkoniecznie musi wiedzieć. I jeszcze jedna para, żeby po kryjomu przesłaćspojrzenie synowi, który wpadł w tarapaty: "Rozumiem to i kocham Cię".
-Panie - rzekł Anioł, kładąc Bogu rękę na ramieniu- połóż się spać.Jutro też jest dzień...
- Nie mogę - odparł Bóg - a zresztą już prawie skończyłem. Udało mi sięosiągnąć to, że sama zdrowieje, jeśli jest chora, że potrafi przygotowaćsobotnio-niedzielny obiad na sześć osób z pół kilograma mielonego mięsaoraz jest w stanie utrzymać pod prysznicem dziewięcioletniego chłopca.
Anioł powoli obszedł ze wszystkich stron model matki, przyglądając musię uważnie, a potem westchnął:
- Jest zbyt delikatna.
- Ale za to jaka odporna! - rzekł z zapałem Pan.- Zupełnie nie maszpojęcia o tym, co potrafi osiągnąć lub wytrzymać taka jedna mama.
- Czy umie myśleć?
- Nie tylko. Potrafi także zrobić najlepszy użytek z szarych komórekoraz dochodzić do kompromisów.
Anioł pokiwał głową, podszedł do modelu matki i przesunął palcem po jegopoliczku.
- A do czego to służy?
- Wyraża radość, smutek, rozczarowanie, ból, samotność i dumę.
- Jesteś genialny! - zawołał anioł.
- Prawdę mówiąc, to nie ja umieściłem tutaj tę łzę - melancholijniewestchnął Bóg

(Erma Bombeck)

 

Opowieść ósma

LAZUROWA GROTA

Był człowiekiem biednym i prostym.
Wieczorem po dniu ciężkiej pracy, wracał do domu zmęczony i w złymhumorze.
Patrzył z zazdrością na ludzi, jadących samochodami
i na siedzących przy stolikach w kawiarniach.
- Ci to mają dobrze - zrzędził, stojąc w tramwaju w okropnym tłoku.
- Nie wiedzą, co to znaczy zamartwiać się...
Mają tylko róże i kwiaty. Gdyby musieli nieść mój krzyż!

Bóg z wielką cierpliwością wysłuchiwał narzekań mężczyzny.
Pewnego dnia czekał na niego u drzwi domu.

- Ach to Ty, Boże - powiedział człowiek, gdy Go zobaczył.
- Nie staraj się mnie udobruchać.
Wiesz dobrze, jak ciężki krzyż złożyłeś na moje ramiona.

Człowiek był jeszcze bardziej zagniewany niż zazwyczaj.

Bóg uśmiechnął się do niego dobrotliwie.

- Chodź ze Mną. Umożliwię ci dokonanie innego wyboru - powiedział.

Człowiek znalazł się nagle w ogromnej lazurowej grocie.
Pełno było w niej krzyży: małych, dużych, wysadzanych drogimikamieniami,
gładkich, pokrzywionych.

- To są ludzkie krzyże - powiedział Bóg. - Wybierz sobie jaki chcesz.

Człowiek rzucił swój własny krzyż w kąt i zacierając ręce zacząłwybierać.

Spróbował wziąć krzyż leciutki, był on jednak długi i niewygodny.
Założył sobie na szyję krzyż biskupi,
ale był on niewiarygodnie ciężki z powodu odpowiedzialności ipoświęcenia.
Inny, gładki i pozornie ładny, gdy tylko znalazł się na ramionachmężczyzny,
zaczął go kłuć, jakby pełen był gwoździ.
Złapał jakiś błyszczący srebrny krzyż, ale poczuł,
że ogarnia go straszne osamotnienie i opuszczenie.
Odłożył go więc natychmiast. Próbował wiele razy,
ale każdy krzyż stwarzał jakąś niedogodność.

Wreszcie w ciemnym kącie znalazł mały krzyż, trochę już zniszczonyużywaniem.
Nie był ani zbyt ciężki ani zbyt niewygodny.
Wydawał się zrobiony specjalnie dla niego.
Człowiek wziął go na ramiona z tryumfalną miną.

- Wezmę ten! - zawołał i wyszedł z groty.

Bóg spojrzał na niego z czułością.
W tym momencie człowiek zdał sobie sprawę,
że wziął właśnie swój stary krzyż ten, który wyrzucił, wchodząc dogroty.
(z Bruno Ferrero, Opowiadania dla Ducha)
 

Opowieść dziewiąta

Szczęśliwy związek


Świętowali 50-lecie małżeństwa. Byliszczęśliwi, otoczeni dziećmi i wnukami.
Ktoś zadał mężowi pytanie, jaka jest recepta na tak trwałe małżeństwo.Starszy pan przymknął na chwilę powieki, a następnie, jakby wyławiając zpamięci dalekie wspomnienia, zaczął opowiadać:
- Łucja, moja żona, była jedyną dziewczyną, z którą kiedykolwiek sięumówiłem. Dorastałem w sierocińcu i od początku ciężko pracowałem, abymieć choć to niewiele, co posiadałem. Nie miałem nigdy czasu, aby sięumawiać z dziewczynami, dopóki Łucja mnie nie zdobyła. Zanim jeszczezdałem sobie sprawę z tego, co się dzieje, poprosiłem ją, aby zostałamoją żoną.
Oboje byliśmy bardzo młodzi. W dniu ślubu, po ceremonii kościelnej,ojciec Łucji wziął mnie na bok i włożył mi do ręki pakuneczek.Powiedział: "Dzięki temu prezentowi twoje małżeństwo będzie szczęśliwe i
nic więcej nie będzie do tegopotrzebne."

Byłem podekscytowany i szarpałem się z papierem i tasiemką, nim udało misię rozerwać paczuszkę. W pudełeczku znajdował się duży, złoty zegarek.Wyjąłem go ostrożnie. Gdy go oglądałem z bliska, zauważyłem tekst,wygrawerowany na tarczy. Była to bardzo mądra wskazówka i widziałem ją,ilekroć sprawdzałem, która godzina.
Starszy pan uśmiechnął się i pokazał swój stary zegarek. Znajdowały siętam na tarczy zamazane już nieco, ale dające się przeczytać słowa.
Te słowa skrywały w sobie tajemnicę szczęśliwego małżeństwa. Brzmiałynastępująco: "Powiedz coś miłego Łucji".


(zaczerpnięte z "Życie jest wszystkim, co posiadamy", Bruno Ferrero)

manga



Tytułyalternatywne: そらのおとしもの;Lost Property of the Sky, Misplaced by Heaven; Heaven's Lost Property
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 24 min
Ilość odcinków:13
Gatunki: Komedia, Ecchi, Romans, S/F

Tomoki Sakuraiod pewnego czasu dręczony jest przez powracający sen. Widzi w nimdziewczynę z anielskimi skrzydłami, która zawsze odlatuje, gdychłopiec próbuje się do niej zbliżyć. Czując, że sen możemieć głębsze znaczenie, Tomo udaje się w miejsce wskazane muprzez szkolnego kolegę, który zajmuje się zjawiskamiparanormalnymi związanymi z tak zwanym „nowym, nieznanym światem”.W miejscu tym rzekomo pojawić się ma pewna kosmiczna anomalia,która – jak twierdzi kolega – może kryć odpowiedzi na jegopytania. Splot niewytłumaczalnych zdarzeń (a przynajmniej ja nieumiem wyjaśnić spadającej z nieba greckiej świątyni) sprawia, żew spokojne życie Tomokiego wkracza odrobina chaosu o wyglądziepięknej, różowowłosej anielicy. Owa anielica twierdzi, że nazywasię Ikaros i pochodzi ze świata, w którym angeloidy –androidalne istoty o wyglądzie aniołów – istnieją, by służyćswoim panom i za pomocą specjalnego urządzenia pozwalającego imdowolnie modyfikować rzeczywistość spełniają każdą ichzachciankę. Można powiedzieć, że Tomo znalazł się w raju.Milion dolarów, niewidzialność połączona z bezkarnympodglądaniem dziewczyn oraz wielki robot zrobiony w całości zdamskiej bielizny, stworzony do pilnowania jego świerszczyków, tojedynie próbka możliwości anioła. Jednakże, jak mówi starejapońskie przysłowie: „Brzmi jak raj, lecz piekło, gdy sięprzyjrzysz” (Kiite gokuraku, mite jigoku), Ikaros ma ogromny talentdo mijania się z ogólną koncepcją Tomokiego, a to prędzej czypóźniej owocuje wielkimi kłopotami.
Wątku romantycznegorównież zabraknąć nie mogło. Pojawienie się Ikaros w życiuTomo zdecydowanie nie przypada do gustu jego wieloletniejprzyjaciółce, Soharze. Dziewczyna tęskni za starymi i dobrymiczasami, gdy Tomoki był przyjacielem, któremu można było ufać.Dziś nie tylko w głowie mu damska bielizna, ale przede wszystkimjego nowa skrzydlata znajoma stanowi poważną przeszkodę na drodzedo happy endu. Ikaros nie tylko jest piękna i całkowicie oddanaswemu panu, którym stał się Tomoki, ale przede wszystkim zdaje sięrobić wszystko lepiej, sprawniej i szybciej niż jakikolwiekczłowiek. Sohara powoli zaczyna wątpić, czy może konkurować ztak doskonałą istotą.



Tytuły alternatywne: Angel Sanctuary
Rok wydania: 2000
Czas trwania: 30 min
Ilość odcinków: 3
Gatunki: Akcja, Dramat, Romans, Shoujo

Setsuna Mudou to z pozoru zwyczajny nastolatek. Jest bardzo przystojny, zbyt często wdaje się w bójki i otacza nadzwyczaj troskliwą opieką swoją siostrę. Stopniowo zaczynają jednak wychodzić na jaw jego niecodzienne zdolności, a przestrzeń wokół niego zapełnia się podejrzanymi osobnikami, którzy najwyraźniej czegoś od niego chcą... A przecież Setsuna ma i tak dość problemów z samym sobą i nie potrzeba mu dodatkowych. Bo chyba problemem trzeba nazwać miłość do siostry… Niezupełnie braterską. Z początku zupełnie nie obchodzą go zaczepki ze strony pary dziwnych istot – dopóki jego ukochana siostrzyczka nie znajdzie się w poważnym niebezpieczeństwie. Przyparty do muru jest gotów wysłuchać opowieści o swojej przeszłości i przeznaczeniu. Miał bowiem wątpliwe szczęście stać się reinkarnacją zbuntowanej anielicy Alexiel, ukaranej za wszczęcie rebelii przeciwko Bogu. Jej ciało zostało zatopione w bryle kryształu, a dusza błąka się po Ziemi we wciąż nowych wcieleniach, oczekując na nieuchronnie okrutną śmierć... To jednak jeszcze nie wszystko – zazdrosny brat Alexiel, Rociel, nie zamierza zostawić swojej „ukochanej” niegrzecznej siostrzyczki w spokoju i pragnie zmusić ją do „przebudzenia”.




Tytuły alternatywne: エンジェルズフェザー Angel's Feather
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 30 min
Ilość odcinków: 2
Gatunki: Dramat, Romans

Shou Hamura, który dźwiga na swoich barkach krew Klanu Białych Skrzydeł zostaje przeniesiony do akademii Yuusei położonej na samym szczycie niewielkiego wzgórza, gdzie otrzymał zakwaterowanie w jednym z akademików. Wtedy to spotkał Kai'a Misonou swojego młodszego brata bliźniaka, którego poszukiwał od czasu rozłąki w młodości. Jednakże ku zaskoczeniu Shou, Kai totalnie nie pamięta swojego brata i jest mu nieufny, gdyż zna on praktycznie najdrobniejsze szczegóły z jego dzieciństwa. Dodatkowo wyrzeka się więzów krwi z Shouem.
Wtedy ich kłótnia utworzyła ogromną szczelinę w ziemi, a starszy z braci wskoczył do niej by ratować swoich przyjaciół. Ramiona czasu owinęły się wokół Shou'a i Kai'a, którzy nie pozwolą sobie nawzajem wieść spokojnego studenckiego życia.


Prośba niewidomego

Opowieści nie tylko o Aniołach

Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem: „Jestem ślepy, proszę o pomoc”

Pewien mężczyzna, przechodzący obok, zauważył, ze jego kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy… Wrzucił mu parę monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę podniósł jego kartonik, odwrócił na druga stronę i napisał coś.  Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna, znowu przechodził obok tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet. Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka. Zapytał go, czy to on odwrócił kartonik i co na nim napisał.

Mężczyzna odpowiedział:

- nic co nie byłoby prawdą. Przepisałem Twoje zdanie tylko troszkę inaczej. -  Uśmiechnął się i oddalił.

Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było napisane:  „Dziś wszędzie dookoła jest wiosna, a ja nie mogę jej zobaczyć…”

Zmień swoją strategię jeśli coś nie jest tak jak być powinno, a jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest profesjonalna powiedz sobie, ze Arkę Noego zbudowali amatorzy, a Titanica profesjonaliści.


Stworzenie Kobiety


Pan stworzył Kobietę

Pojawił się Anioł i zapytał:
- Czemu tyle czasu Ci to zajmuje Panie ?
Pan mu odpowiedział:
- Widziałeś zamówienie…???

Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastikowa,
Ma 200 ruchomych części, wszystkie wymienne.
Działa na kawie i resztkach jedzenia.
Ma łono, w którym się mieści wiele dzieci na raz.
Ma pocałunek, który leczy każdą ranę, od startego kolana do złamanego serca…

Anioł starał się powstrzymać Pana:


- To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do jutra…
- Nie mogę – powiedział Pan.
Jestem tak blisko skończenia tego dzieła ,które jest tak bliskie memu sercu.

Anioł zbliżył się i dotknął kobiety:
- Ale zrobiłeś ją taką miękką Panie…
- Ona jest miękka, ale zrobiłem ją także twardą.
Nawet nie wiesz, ile może znieść lub osiągnąć…
- Będzie myśleć ? – zapytał Anioł
Pan odpowiedział:
- Nie tylko będzie myśleć, ale rozumować i negocjować…

Anioł zauważył coś, zbliżył się i dotknął policzka kobiety…
- Wydaje mi się, że ten model ma skazę.
Powiedziałem Ci Panie, że starałeś się dać za wiele rzeczy na raz.
- To nie skaza – sprzeciwił się Pan – to łza…
- A po co są łzy ? – zapytał Anioł
Pan odpowiedział:
-Łza to forma, którą ona wyraża swoją radość, wstyd, rozczarowanie, samotność, ból i dumę oraz smutek…

Anioł był pod wrażeniem:
- Jesteś Panie geniuszem, pomyślałeś o wszystkim. To prawda, że kobiety są zdumiewające….
- Kobiety maja siłę, która zdumiewa mężczyzn.
Mają dzieci, przezwyciężają trudności, dźwigają ciężary, ale obstają przy szczęściu, miłości, dobroci, radości…
Uśmiechają się, kiedy chcą krzyczeć, śpiewają, kiedy chcą płakać,
płaczą kiedy są szczęśliwe i śmieją się kiedy są smutne…
Walczą o to, w co wierzą, kochają bezwarunkowo,
Płaczą kiedy ich dzieci osiągają sukcesy.
Łamie im się serce, kiedy umiera przyjaciel,
Cierpią, kiedy tracą członka rodziny, ale są silne, kiedy nie ma skąd wziąć siły…
Wiedzą, że objęcie i pocałunek może uzdrowić zranione serce. Serce kobiety jest tym, co powoduje, że świat się kręci…
- Tak – odpowiedział Aniołowi Pan – Serce Kobiety Jest Zadziwiające….


Anioł drugiej szansy



Anioł drugiej szansy

Gdy Dobry Bóg stworzył już wszystko to co miał do stworzenia na Tym Świecie i zrobił to dokładnie tak jak chciał, odpoczywał w towarzystwie Anioła, podziwiając swe dzieło. Z zadowoleniem przyglądał się Szczęściu, Miłości, Dobru, Pięknu, podobała Mu się Radość i Skromność, Mądrość i Wolna Wola… i Wolna Wola? Tu zamyślił się , zastanowił i przyjrzał uważnie Wolnej Woli. Nie odrywając spojrzenia od niej rzekł do siedzącego obok Anioła:

- Wbrew temu co będą mówili niektórzy zapamiętaj,- jest to Najlepszy Świat… ale ona – wskazał ruchem głowy Wolną Wolę – wygląda tu jak prezent dla Szatana.- skrzywił się – Spójrz! Wodzi na pokuszenie, pozwala na złe uczynki, hmmm… pozwala nawet sprzeciwić się Mojej Woli… Coś z nią zrobić trzeba, ale zrezygnować z niej jednak nie mogę. Jest tu potrzebna.

Trwali tak chwilę w zamyśleniu patrząc na Świat – Najlepszy z Możliwych.

- Dobry Boże, Twoje dzieło tworzenia Świata ukończone już zostało i, jak powiedziałeś słusznie, jest to Najlepszy Świat, bez względu na to co mówią inni. Powiedz więc, czy jeśli cokolwiek zmienisz, Najlepszy Świat nie stanie się wtedy gorszy?

- Prawda to, dlatego też to, co uczynię dla Człowieka, nie będzie należało do jego Świata. Będzie to rzecz z innego świata. Oddzielać go będzie od niej Granica Życia.

- Doprawdy nie pojmuję Twego zamysłu – powiedział spokojnie Anioł, który zdążył się już do tego przyzwyczaić.

Stwórca spojrzał jeszcze raz na Cały Boży Świat i rzekł:

- Jeśli wszystko pozostanie tak jak jest teraz, zbyt wielu ludzi pobłądzi, straci Szczęście i znajdzie swoje miejsce w Piekle.

- Stworzyłeś Panie dla nich Piekło?- zapytał Anioł a zaskoczenie odmieniło jego Anielski wyraz twarzy.

- Nie. Piekła się nie tworzy. Piekło jest głębokim i wiecznym doświadczaniem nieodwracalności Złego. Piekło to świadomość utraconej na zawsze szansy na Szczęście, Dobro i Piękno. Aby Człowieka przed tym uratować powiem ci co uczynisz. Pójdziesz pośród ludzi i każdemu, kto cię o to poprosi, dasz drugą szansę na Życie w Szczęściu. Pomożesz każdemu w tym, by za drugim razem mógł w lepszy sposób przeżyć swoje życie. Ale, aby nie był w tym wyrachowany i cyniczny, odbierzesz mu pamięć poprzedniego życia. Nie pozbawiaj go jednak szansy na unikanie błędów uprzednio popełnionych. Posłuż się w tym celu Sercem Człowieka. Pozostawisz w Nim okruchy pamięci poprzedniego życia. Dlatego Serce najlepiej będzie wiedziało jak korzystać z Wolnej Woli i jakich w życiu dokonywać wyborów. Pamiętaj jednak, że każdy człowiek może skorzystać tylko raz z twojej pomocy… Aniele Drugiej Szansy.

Tak powiedział Dobry Bóg i tak się stało… jak zawsze zresztą.

I odszedł tedy Anioł Drugiej Szansy czynić to co mu przykazano.

Gdzieś na Świecie, w małym pokoiku, prawie nikomu nie znany Stary Człowiek, zbliża się do Granicy Życia Swego. Życia Zwykłego, bo jest, jak to mówią, Dobrym Zwykłym Człowiekiem. Nikomu nie wyrządza krzywdy, zawsze kieruje się „zdrowymi” zasadami, nie czyni zła i nie pozwala go czynić sobie. Życie przeżył „poprawnie” i nawet „dostatecznie dobrze”, ale nie jest szczęśliwy?

Stary przeczuwa już, że jego Życie zbliża się do Wielkiego Końca, robi w pamięci bilans życia… i tak jak się spodziewał, nie wypadł on „in plus”. Przypomniał sobie wszystkie zmarnowane szanse na szczęśliwe życie, niezrealizowane marzenia odkładane później, ciągłe rozpamiętywanie strat i szkód, chwile szczęśliwości, które przeminęły nie pozostawiając w duszy nic, niewłaściwe wybory, pomijanie piękna. Ludzie, których mógł uczynić szczęśliwymi tworzyli na jego liście długą kolejkę, tych szczęśliwych było zadziwiająco mało. Wszystko to przygnębiło go bardzo i skłoniło do smutnych rozmyślań.

- Życie powinno się przeżyć najlepiej jak to możliwe, najwspanialej, najpełniej – pomyślał i zdumiała go prostota tej prawdy – i wcale nie chodzi o szaleństwo czerpania całymi garściami, ani o ciągłe wygrywanie, ani o życie na wysokim poziomie. Chodzi o życie zgodne z zasadami miłości, dobra, piękna… poszukując tego i dbając o to, gdy już zostanie znalezione, żyjemy prawdziwie szczęśliwie. I właśnie teraz, gdy pojąłem jak powinno się żyć, przychodzi mi odejść, a życie zakończyć.

Po tych słowach wielki smutek wtargnął w głąb serca Człowieka i pozostałby tam pewnie na zawsze, gdyby nie pojawił się przed nim, w świetle Nadziei i Miłości, Anioł. Zbliżył się Anioł do niego, a sama obecność Anioła nadzieją zalała serce Starego Człowieka. Wtedy Serce poznało, że Anioł ten to Anioł Drugiej Szansy.

- Daj mi jaszcze czas, bym mógł poprawić swoje życie.- poprosił Anioła ośmielony jego łagodnym spojrzeniem – Pozwól mi naprawić wszystkie moje błędy, kierując się tym razem głosem serca. Serca, którego przyznaję, do tej pory nie słuchałem, którego głos lekceważyłem, którego rady odkładałem „na później”.

Anioł nie odpowiedział, zamyślił się, spoważniał, a w spojrzeniu pojawił się smutek.

Wydawało się Staremu Człowiekowi, że nigdy nie nadejdzie odpowiedź, aż wreszcie Anioł rzekł:

- Słyszałeś w sobie głos Mądrego Serca a nie słuchałeś Go. Serca, które do ciebie krzyczało, przez ciebie płakało i wyrywało się do spraw i rzeczy ważnych, ale nie traktowałeś tego poważnie. Ośmieszałeś Serca głos. Ja już dla ciebie nic zrobić nie mogę.

- Przecież jesteś Aniołem Drugiej Szansy – obudziło się w Starym pragnienie przeżycia Szczęścia – przyjdź później, przecież każdemu trzeba dać szansę, pozwól mi spróbować życia po raz drugi.

- Ale my dziś właśnie spotykamy się po raz drugi… Słyszałeś Głos Mądrego Serca, a to znaczy, że życie, które dziś kończysz było twoja ostatnią szansą na szczęście. Nie wykorzystałeś jej.

I zrozumiał Stary Człowiek jak boli świadomość utraconej szansy na Szczęście, Dobro i Piękno.

I odszedł tedy Anioł Drugiej Szansy czynić innym dokładnie to co mu przykazano.

Słyszysz czasami zagłuszony głos twego Serca?

To oznacza, że ktoś daje Ci ostatnią szansę na Szczęśliwe Życie.

Kolejnej szansy już nie będzie. Korzystaj z tej.

Głos twego Mądrego Serca wskazuje Ci drogę do Szczęścia.

Słuchaj go, bo właśnie teraz trwa Twoja ostatnia szansa.

Korzystaj z niej. Podążaj za głosem Serca.

Mariusz Oliński

Bóg stworzył całą rzeszę aniołów, które miały po akcie stworzenia sprawować kontrolę nad ziemią i jej mieszkańcami. Anioł (z greckiego - posłaniec) jest łącznikiem pomiędzy człowiekiem a bogiem. W wierzeniach i religiach to istota niematerialna, lecz niektórym dane jest zobaczyć anioła w chwili zagrożenia. Na Wschodzie, od najwcześniejszych wierzeń do chrześcijaństwa i islamu, uważa się, że aniołowie są dobrzy i źli. Posiadają też swoją hierarchię w zależności od przydzielonych zadań i funkcji. Przykładowo są to:

Archaniołowie - opiekunowie ludzi i wszystkich rzeczy materialnych
Serafiny - anioły miłości, światła i ognia
Cherubiny - strażnicy gwiazd stałych, niebiańscy kronikarze i dawcy wiedzy.
W Biblii anioł jest posłańcem Boga.
Nikt inny jak anioł wypędza Adama i Ewę z Raju.
Lota z Sodomy wyprowadził anioł.
Archanioł Gabriel zwiastuje Marii Syna.
Istnieje też Anioł Stróż, do którego zwracamy się wszyscy w chwilach zwątpienia prosząc go o opiekę.
 W różnych religiach istnieje przekonanie, że dobrzy aniołowie wypełniają wolę bożą i pomagają ludziom. Aniołowie pomagają ludziom, ponieważ Człowiek to dzieło, któremu Bóg dał rozum i wolę, przez co popełnia liczne błędy. I tak Bóg kazał aniołom opiekować się Adamem i Ewą. Część aniołów zbuntowała się przeciw temu poleceniu, bo wydawało im się, że opiekować się to służyć Adamowi. Według wspomnianych aniołów znaczyć by to mogło, że Adam jest ważniejszy niż oni. Szatan, przywódca aniołów buntowników, ze złości i urażonej pychy skusił Adama i Ewę do nieposłuszeństwa Bogu i do zerwania jabłka z drzewa „poznania”. Za to zostali wypędzeni z Raju zarówno pierwsi ludzie, jak i zbuntowani aniołowie.
“A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli, więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski”. Anioł według „Wikipedia wolna encyklopedia”.
Adam i Ewa zjedli jabłko z drzewa poznania dobra i zła i od razu zrozumieli, że zrobili źle.
Tutaj rodzi się pytanie. Przestraszyli się czy zawstydzili? Sądzimy, że raczej zawstydzili, ponieważ wstyd jest gorszy od kary. Zawstydzili się że byli nadzy lecz nagość przedstawiana na obrazach nie miała oznaczać braku okrycia. Dla nas jest to tylko symbol braku świadomości ponieważ raj utracony istniał tylko w ich umyśle. Nie będziemy rozwijać tematu błędu popełnionego przez Adama i Ewę, lecz odzywają się w nas samych pytania, na które jak dotąd nikt nie udzielił odpowiedzi. A co by było gdyby owe jabłka nie zostało zerwane. Czyżbyśmy w tedy żyli w błogiej nieświadomości, że życie jest jak bajka. Czy może istnieć dobro bez zła? Skąd wiedzielibyśmy, że takie dobro istnieje gdybyśmy nie mieli wzorców porównawczych. Według chińskiej filozofii od początku istnienia świata istnieje energia yin i yang. Dwie przeciwności, które jako same nie mogłyby istnieć. Szatan jako upadły anioł wypełnia swoją powinność w naszym świecie jako przedstawiciel zła - energii przeciwstawnej dobroci Boga. Modlimy się do anioła prosząc o wsparcie i dziwimy się, że prośby nasze nie są wypełniane (wysłuchane). Przecież niektóre wysłuchane być nie mogą, ponieważ po błędzie Adama i Ewy zło również zakorzenione jest w każdym z nas. Dlatego też poprzez wasze złe uczynki jakakolwiek prośba jest po prostu ignorowana. Obecnym najgorszym chyba złem jest kłamstwo. Kłamstwo nas przytłacza i oplata swoją negatywną energią. Kłamstwo prędzej czy później się wyda mówi stare przysłowie, dlatego też boimy się, aby tak też się nie stało. Popadamy w jeszcze większy lek, który generuje następne kłamstwa doprowadzając nas do upadku. Jednak, kiedy kłamstwo wychodzi na jaw, winowajca zrzuca winę na kogoś innego. Często to się nie udaje, wtedy kłamca swoim czynem obwinia złą siłę – diabła czy szatana lub po prostu dzwoni do nas twierdząc, że rzucono na niego klątwę. Od ponad dwóch lat nastała moda na modlitwy do wybranych aniołów. One to jako posłannicy Boga i łącznicy pomiędzy nami zanoszą nasze prośby do stwórcy. Zastanówcie się czasami czy aby ciężar swoich własnych próśb nie jest zbyt wielki. Czy wasze uczynki pozwalają na to, aby prośba wasza została spełniona? Jako przykład podajemy modlitwę do Anioła Opiekuna. Zanim ją wypowiecie przeczytajcie dokładnie cały teks a co najważniejsze ostatnią linijkę. Proszę, by Mądrość Boskości we mnie spełniła się i realizowała się każdego dnia poprzez moje czyny. Poprzez moje czyny cytujemy jeszcze raz.To od tych czynów zależy czy będziecie pod ochrona wspomnianych aniołów.
Modlitwa do Anioła Opiekuna
Zwracam się do Ciebie, Mój Aniele Opiekunie, niechaj Twa moc, Twoje światło i Twoja miłość pomogą mi uświadomić sobie moją część nieśmiertelną, która jest we mnie, tak by mogło się odtworzyć połączenie miedzy wolą Nieba i moją wola własną.
Proszę Cię, byś oświecił mój umysł Mądrością Boską, tak bym umiał zarówno dawać, jak i przyjmować, zarówno działać, jak i czuć i aby te jakości zrównoważyły się między sobą w moim wyrażaniu ich wobec bliźnich.
Zobowiązuję się działać całe moje życie na rzecz spełnienia duchowego mojej duszy, pracując na drodze alchemii wewnętrznej na rzecz realizacji Jedni we mnie.
Proszę, by Mądrość Boskości we mnie spełniła się i realizowała się każdego dnia poprzez moje czyny.
Tekst ten jest odpowiedzią dla wszystkich tych, którzy pytają nas, do jakiego anioła powinni się modlić, aby spełniły się ich prośby. Aniołowie wysłuchają każdej, ale od czystości naszego serca (duszy) zależy czy taka prośba zostanie wysłuchana.
Zespół Antylicho

Kim jest Anioł Stróż i do czego jest nam potrzebny?
W zależności od danej religii, każdy mówi o nim inaczej.
Moim celem  jest zwrócenie uwagi  na fakt , iż mimo, że tak często się mówi :„ jestem sam..... „  lub  „ jestem sama.....”, to jest to nieprawda - ludzka i pozorna, a tak naprawdę nie jesteśmy sami ...
 
Przestrzeń Boskiej energii powołała istoty światła zwane Aniołami , które wswej WIELKIEJ miłości do człowieka mają za zadanie prowadzić go drogą miłości i uduchowienia do oświecenia. Dzięki czemu może on iść drogą światła, powołania, posłania, odkrywania talentów, zgodnie z przeznaczeniem , do jakiego został powołany lub obrał sobie, by czegoś doświadczyć. Człowiek dostał wolną wolę do podejmowania decyzji i od Niego, tylko od Niego zależy jak to, co przewidziane będzie zrealizowane .
 
Na ziemi człowiek jako istota materialna  i Anioł jako istota światła współpracują ze sobą ,by wykonać to, z czym zstępują i do czego są powołane , nie tylko w związku z własną karmą ,ale i z posłaniem  Przestrzeni  Boskiej.  Istoty  ludzkie na ziemi dzielimy na dwa rodzaje Aniołów:
Anioły z posłaniem i Anioły upadłe, które mają jeszcze długą drogę ,aby stać się Aniołami bez skazy.
 
Jedni  -  czyli  LUDZIE  -  są materią fizyczną i namacalną,
mniej doskonali, ale są na ziemi po to, aby zdobywać więcej cech – przymiotów boskości, aby poprzez doświadczanie ziemskie, trudności życia wchodzić na drogę uduchowienia i poprzez cierpienie zasmakować bliskości boskich darów. Człowiek przez powołanie do życia na ziemi ma zapalone duchowe światło. Tylko od człowieka zależy jak bardzo i mocno ono będzie świecić. Tylko od człowieka  zależy, czy go nie straci i będzie czujnym na bliskość  Anioła Stróża.
 
Drudzy  (anioły)  są istotami światła, doskonałymi istotami światła i ten nasz  WSPANIAŁY łaciński  ANGELUS  – sługa i  wysłannik Boskiej energii , jest światełkiem miłości, doskonałej i czystej, dla człowieka i wszechogarniającego świata ,  jest naszym pośrednikiem w relacji ze światem Boskim i przewodnikami.  Anioł jest naszym światłem i obrońcą  w naszej ziemskiej codzienności , w naszej ziemskiej tułaczce. Nie widzą nas jako materię,  tylko jako światło przy pomocy naszej aury. Odczytują w niej wszystko to ,co czujemy lub w jakim stanie emocjonalnym i zdrowotnym się znajdujemy. Słyszą nasz głos i odbierają nas , odbierają nasze myśli z naszej nad świadomości. Dociera do nich nasza najdrobniejsza myśl i wiedzą dzięki temu, co w danej chwili jest dla nas dobre i czy nam służy pomyślnie czy zagraża. Nasze Aniołki są stworzeniem czystego światła i czystego ducha i nie posługują się  żadną materią, są istotami świętości. Nasze kochane Aniołki emanują  jasnością, pięknem i miłością, doskonałą miłością . Aniołka nie widzimy, ale go mamy od początku naszego istnienia i on pilnuje tego, co w naszym życiu ziemskim ma odegrać najważniejszą rolę, dba, by się  wypełniła człowiecza misja i jego przeznaczenie. W zależności od hierarchii i stopnia świętości , czyli od stopnia płonącej miłości  ku Bogu, przez ludzi i otaczający świat, posiadają one, jak po ludzku mówimy - skrzydła , ale tak naprawdę to strumienie światła  -  podwójne, potrójne, poczwórne, dłuższe lub krótsze.
Są to istoty światła i istoty świętości ,ale w ważnych sprawach  dla człowieka (  oczyma boskiej miłości – dla ludzkości )  mogą się materializować na planie fizycznym ( przybierając ciało fizyczne )  i być, żyć wśród nas, obcować z nami, a ludzie  nie zauważą ich obecności. 
Np. spotykamy człowieka po raz pierwszy i powie coś on do nas , zwróci na nas uwagę i więcej w swoim życiu go nie zobaczymy – jest to Anioł, da On nam znak , abyśmy usłyszeli jego głos i to ,co nam jest przeznaczone, na co mamy zwrócić w ziemskim życiu uwagę. Czy to  zauważamy ?
Są pośrednikami od Boga  do człowieka i od człowieka do Boga , są czystym światłem i czystym duchem.
Podstawą  MOCY  istot świetlistych jest Miłość  – szlachetna i czysta, która daje człowiekowi spokój ducha, radość życia , moc i siłę istnienia. Nasz Aniołek Stróż jest naszym nauczycielem mądrości tego świata i wszechświata ,  drogowskazem dla niekiedy krętych ziemskich dróg i pośrednikiem w zbliżeniu się do  Boga, pośrednikiem w odwołaniu się do jego Boskiego miłosierdzia.  Anioł Stróż ciągle nas uczy, jak miłować świat, jak kochać bliźniego i otoczenie , jak kochać siebie i rozumieć tę miłość. aby nie stracić kontaktu ze swoim  ANIOŁKIEM. Abyśmy byli jednością i całością istnienia Boskiego, powinniśmy dbać o bliskość i kontakt z naszym Aniołkiem. Kontakt taki z Aniołkiem Stróżem oraz z istotami świetlistymi  nawiązujemy poprzez naszą  nad świadomość ,nasze WJ., naszą doskonałość, nasze własne JA.
Byliśmy istotami przedwiecznymi jako światła doskonałe i w chwili pierwszego zesłania na Ziemię  ( przez Boga )  z posłannictwem boskim ,  jako doskonałe istoty świetliste zostaliśmy rozdzieleni na dwa światła :  męskie  i  żeńskie (  biblijnym świadectwem tego jest przykład Adama i Ewy  w relacji ziemskiej – ludzkiej ...)
Pierwsze życia, wcielenia  ludzkie były dla nas nieskazitelne w owym czasie i zesłani byliśmy w parze ( energia męska i żeńska). Przyszliśmy na ziemię w materii, powłoce ludzkiej ,aby nieść Boskie posłanie, powołanie , aby uczyć harmonii – dobroci, miłości tych ,co zbłądzili ( upadli )...
Niestety, ktoś popełnił błąd ,
ktoś pierwszy popełnił błąd nie myśląc o  posłaniu  ( Bogu ) i tak już do dnia dzisiejszego wcielamy się i  naprawiamy ten nasz pierwotny błąd , grzeszki, karmę, którą trzeba odpracować tu na Ziemi , za życia ziemskiego , w materii, gdzie często nawet 90 lat życia  to za mało. Tą naszą drugą połową światła jest nasz Anioł Stróż, który przez wszystkie życia, epoki, koleje losu ... -  nas bardzo pilnuje i stara się do nas dotrzeć. Anioł Stróż w zależności od tego, czy kierujemy się dobrem czy złem , próbuje do nas dotrzeć i nam pomóc.
Kochani, przez nasz rozwój duchowy, głęboką wiarę i kierowanie się miłością w całym tego słowa znaczeniu, w otwarciu na miłość do samych siebie i dawaniu tej miłości wokół , możemy wejść w bliski kontakt z Aniołem Stróżem, w kontakt ze swoim wyższym Ja. Nasze WJ. to  świetlista nad świadomość z mistrzem duchowym,  kontakt ze świetlistą doskonałą istotą, jaką jest nasz Anioł Stróż. Pracując z nim poprzez modlitwę , medytację  możemy nawet ujrzeć jego postać lub poznać jego imię. Głos anioła jest słyszalny tylko w uszach, w półkulach mózgowych i w sercu. Głosu Anioła nie da się do żadnego brzmienia porównać, z żadnymi falami dźwiękowymi istniejącymi na ziemi.
Subtelny głos, drgnienie serca wibracją nieziemską, delikatny, ciepły , jak muśnięcie piórkiem dotyk , to znak, iż Anioł Stróż jest tuż, tuż .... 
-  wsłuchaj się drogi czytelniku , gdyż może  nadszedł czas , abyś usłyszał głos i wskazówki od swojego Aniołka? .....
.... może to właśnie czas naprowadzania na drogę dobra, niesienia dobra i miłości ...  może to pierwsze wskazówki i mały kroczek do kontaktu z naszym aniołkiem , do piękna i do doskonałości ?
Anioł Stróż nas prowadzi , a nasza nad świadomość kreuje w nas piękno, szczęście, miłość. Anioł Stróż jako nasz mistrz duchowy pomaga nam w trafnym odkrywaniu naszych talentów , w zależności ,jakie mamy posłanie  – powołanie w tym życiu, pokazuje nam możliwość realizacji , jest drogowskazem i źródłem mądrości w działaniu.
Mówi się potocznie  :  „ ... marzenia nic nie kosztują i marzyć każdy może ...” , ale nie wszyscy wiedzą i wierzą , że marzenia się spełniają  DZIĘKI POMOCY naszego Aniołka Stróża . Warunkiem tej współpracy i realizacji marzeń jest otwarcie się z miłością na samego siebie  i na przyjęcie obecności anielskiej.
 
Anioł Stróż to światło – świetlista ,doskonała i oświecona istota .
 
Kobieta uosabiająca energię żeńską, a będąca bliska oświecenia  ma anioła  energii męskiej ,
Natomiast mężczyzna bliski oświecenia ma anioła energii żeńskiej.
Jeżeli dana istota ludzka jest blisko oświecenia, to Anioł Stróż czeka na daną istotkę , aby w chwili śmierci wprowadzić ją w kanał światła jako  czyste i niezakłócone żadnymi relacjami Światło.
((( uwaga :    istota ludzka nigdy się nie oświeci za życia ziemskiego  -  oświecenie następuje po śmierci, nie człowiek decyduje,czy jesteś oświecony. Przypisanie sobie oświecenia na ziemi jest to zwykły egoizm albo manipulacja. Nie wystarczy byś dobrym wśród ludzi ,na oświecenie trzeba zasłużyć. ....  )))
 
 Są też takie sytuacje, kiedy energia żeńska jest wcielona w ciało mężczyzny i za anioła stróża ma istotę świetlistą męska ( lub odwrotnie),  taki fakt  świadczy o tym , iż  te istoty mają bardzo ciężkie przewinienia karmiczne ( grzeszki )  i za obecnego życia ziemskiego nie są w stanie tego odpracować , nie uwolnią się od tych ciężarów karmicznych w tym życiu i muszą ponownie się wcielić.
Jako istoty ludzkie otrzymując płeć o odpowiedniej energii mamy szansę na kontakt i bliskość z naszym Aniołem Stróżem, który prowadzi nas przez matnię codzienności i zawirowania życia ziemskiego w kierunku boskiej miłości , w kierunku oświecenia - doskonałości . Kiedy następuje ta upragniona doskonałość, światło Anioła łączy się z naszym światłem i tworzy jedną całość, czyli jedność światła doskonałości istoty przedwiecznej i to właśnie  te dwie energie -
męska i żeńska - tworzą doskonałą moc istoty świetlistej ( Oświecenie ).
 
Kochani, jesteśmy bardzo WAŻNI dla Anioła Stróża, gdyż to on jako istota świetlista opiekuje się nami i naszą wiedzą  ( talentami ) , zawartą w nim i ukrytą w nas, ponieważ jako ludzie posiadamy te kanały energetyczne, które są sejfami dla naszej energii życia na ziemi i w przestrzeni i dla wykonania ( rozwijania ) namacalnie i duchowo zadań, talentów, posłania. Anioł Stróż jako nasz opiekun, patron, nauczyciel, mistrz duchowy, przewodnik ukazuje i dociera do naszej wiedzy, odkrywa i przypomina, jak księgi encyklopedii, jak bibliotekę wiedzy .  Odkrywa i uruchamia nam niewyczerpalne źródło mądrości boskiej z ziemi i przestrzeni , z mądrości galaktycznej , w realizacji boskiego planu tu i teraz na ziemi , w wieczną doskonałość w boskiej przestrzeni. Otwierają się księgi kryształowej wiedzy  i moc w nich zawarta , dostajemy przewodników do wykonania posłania, którzy wspomagają naszego  Aniołka Stróża.
Ludzie w swych środowiskach, społecznościach, rodzinach mają wyznaczone zadania do wypełnienia, obojętnie, co robią , jaki wykonują zawód i w jakim środowisku żyją,. Czy są profesorami – naukowcami, oddanymi nauce, czy są matkami wychowującymi piątkę dzieci, nie ma  to żadnego znaczenia, bo to jest tylko ziemskie. Mamy dobrze wypełnić to ,do czego zostaliśmy wcieleni. Z pewnością to właśnie Anioły nam w tym dopomagają .
 
Nieświadomie możemy zniszczyć naszego Anioła Stróża i siebie,  gdy w porę nie zmienimy swego  np. nagannego postępowania, czynów, zachowania, gdy w porę nie zmienimy swojego życia w kierunku dobra i miłości. Niszcząc siebie niszczymy Aniołka, niszcząc aniołka niszczymy siebie  i przez takie niemądre postępowanie może wygasnąć nasze światło i światło naszego Aniołka. Ludzie nie władają  MOCĄ  istot świetlistych i dlatego  NASZA MOC  – MOC  ludzka jest osłabiona obciążeniami karmicznymi , karmą  ( grzeszkami)  lub bytami, wpływami astralnymi, które szukając lokum chcą w nas wejść w chwilach  ludzkich słabości i niedoskonałości, chcą nas opętać lub opętują ,osłabiając naszą czujność i osłabiając kontakt z naszym Aniołkiem.
Oczywiście są istoty świetliste , które przez własne  złe czyny, złe postępowanie jeszcze w czasach panowania istot przedwiecznych , wygasiły swoje światło, natomiast MY  -  ludzie żyjemy w mikserze czynienia  –  dobra i zła , zła i dobra. Po to właśnie jesteśmy na Ziemi , aby doznać i poznać te wszystkie odczucia i poczuć  w nas i wokół  :
dobro, szczęście, miłość, cierpienie, ból, rozterki jako materia, nie tylko dusza, tak po ludzku  –  namacalnie i widzialnie. Natomiast światełko życia  –  Światło Anioła pozwala dotrzeć nam do  najpiękniejszego wnętrza w nas samych  –  w głębi duszy.  Głos Aniołka  rozświetla naszą wiedzę, wiedzę kryształową, szlachetność i mądrość, i wszelką doskonałość. To ON  –  Anioł ma takie samo zadanie jak  MY,  mamy takie samo posłanie, bo jest jednością naszego światła  –  światła życia i istnienia.  Bądźmy z nim w przyjaźni , bo to on jest pośrednikiem do Boskiego miłosierdzia i ukazuje, i daje nam to ,co właśnie w tym momencie, w danej chwili życia jest nam najlepsze.
 
Mówi się  :  „  ... dusza ludzka jest nieśmiertelna, a łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna ... „
Oto w tym jest cała prawda . Tak dusza jest nieśmiertelna ...! 
...  Tak Kochani, gdybyśmy od początku swego istnienia czynili tylko zło , to nasze światło ,by wygasło .Ta nasza ziemska przeplatanka w czynieniu dobra i zła daje nam szansę i to bardzo dużą  , nawet  nie uświadamiamy sobie, jak wielka szansę, byśmy weszli na drogę uduchowienia i odczytania trafnie swego ziemskiego powołania , posłania .
Kochani ...  w dziedzictwie Boskiej miłości otrzymaliśmy  MIŁOŚĆ  i to właśnie z niej będziemy sądzeni , a kto to zrozumie ?
W dziejach życia duszy, która przejawia się w  twórczej  Boskiej MOCY :
Nieba, Ziemi, Bezładu, Pustkowia,, Ciemności, Bezmiaru, Ducha, Wody, Światła, Dobra – Dobru *
 
Blask jak błyskawica, słowo jak rozkaz  , a doskonałość nie ma granic i dlatego też warto otworzyć się na miłość, otworzyć zaryglowane bramy swego serca i iść z otwartym sercem do potrzebujących i pragnących ukazania prawdziwości piękna i miłości ich serca.  Ukazując im czujność i bliskość ich anioła ,który jest łącznikiem z Boską energią zbawienia duszy.  Aby uświadomili sobie, że nie są sami, że ciągle ktoś przy nich czuwa, tylko muszą odrzucić wszelkie negatywne uczucia, myśli i stany.
 
Uzdrowiciele  –  będący  w bliskim kontakcie z Aniołem i pracujący na co dzień z energiami zwiększają swoją  MOC  dzięki pracy i bliskości z  Aniołkiem przewodnikiem , łącząc się z jego światłem , natomiast on  –  Anioł obdarowuje ich mocą istot świetlistych w zależności od płynącej intencji. Dzięki tej wspaniałej  MOCY  darowanej od istot świetlistych jesteśmy w stanie UZDRAWIAĆ i nieść pomoc innym istotom ludzkim. Miłość naszego Aniołka do nas powinna być odwzajemniona przez niesienie pomocy  tylko i wyłącznie z czystymi, dobrymi intencjami, z miłością i z przyzwoleniem Boga.
Musimy być czujni ! , bo gdy nasze życie ziemskie trwa w ciągłym strachu i żalu lub w cierpieniu ,to i nasz Aniołek cierpi z nami, a nawet jeszcze bardziej , wielokrotnie więcej niż my istoty ludzkie i jego światło blednie, oddala się , wraz z nim wygasa nasze światło oraz wszelka wiedza i doskonałość istot przedwiecznych.
Kochani ! tak naprawdę wszystko zależy od naszego życia, a właściwie od tego ,czym się kierujemy : 
Dobrem czy złem ? 
Świadomie czy nieświadomie ?
Czy nasza kreatywność wobec siebie samego i otoczenia  jest obleczona czystymi intencjami ?
Poprzez czynienie dobra dla samych siebie i innych, dla otoczenia, niesienie pomocy potrzebującym, kierowanie się miłością  do istoty ludzkiej i wszystkiego ,co nas otacza. Odnosząc się z przyjaźnią i chyląc czoła przed wrogami i złoczyńcami, pokazujemy  innym, czym jest radość życia ziemskiego. Wszystko to daje nam zbliżenie się do doskonałości jako istoty świetlistej, istoty anielskiej.
Kiedy pracując z energiami, anielskimi energiami  ,nabieramy doświadczenia i prawdziwej wartości dla siebie samych i innych istot ludzkich i otoczenia , to nasz  KOCHANY  ANIOŁEK  ukazuje nam nasze posłanie i dopomaga nam. Dobiera do współpracy inne świetliste istoty jako przewodników duchowych, którzy przekazują tę MOC boskiej energii na świetliste dłonie naszego Anioła Stróża, a on tę moc przekazuje nam jako kanałowi, jako medium przekazu energii.  Przykładem  ( z doświadczenia ) jest przekaz  podczas energii Reiki.  Podczas uzdrawiania innej istoty ludzkiej, my jako narzędzia , jako kanał i jednocześnie medium istot świetlistych wypowiadamy intencje dla osoby uzdrawianej z prośba do Aniołów Uzdrowicieli,  wówczas nasz Anioł Stróż łączy się swoim światełkiem z naszym światłem  i nakłada swoje świetliste anielskie  dłonie na nasze.  Obdarowuje nas wówczas mocą przekazu energii uniwersalnej, energii życia z przestrzeni Boskiej. To nie my , to nasz Anioł wzmaga w nas moc przekazu owej energii i tę moc odczuwają inne istoty ludzkie i wszystko, co żyje na ziemi  ( nasi ulubieńcy –  pieski i kotki, ptaki .... )  , a potrzebuje naszej pomocy i uzdrawiania. Móc pomagać innym i ulżyć im w cierpieniu to zaszczyt i szlachetność, a jednocześnie pokora wobec danego nam życia ziemskiego, wobec samych siebie i wobec Aniołów Uzdrowicieli, bo my tylko jesteśmy narzędziami w  materii , w powłoce ludzkiej.
 
 BLIŻSZY  kontakt w  REIKI z naszym Aniołem Stróżem .
 
W Reiki każdy z nas  przechodząc inicjacje stopni i otrzymując wiedzę uzdrawiania , techniki uzdrawiania, pracując nad sobą i będąc w zgodzie z Boska Mocą i Boską Wolą,  będzie miał zaszczyt  kontaktu ze swoim Aniołem Stróżem. Im wyższe stopnie w Reiki, tym głębszy kontakt z aniołkiem. Natomiast, kiedy już jesteś na poziomie stopnia Mistrzowskiego , to kontakt z Aniołem Stróżem jest już stały, bo jesteś energetycznie na poziomie istot świetlistych. Do stopnia Mistrza ten kontakt z Aniołkiem jest słabszy i kontaktuje się on z nami na poziomie ziemskim.  Anioł Stróż jest naszym łącznikiem, pośrednikiem, kiedy  przechodzimy inicjacje energii uniwersalnej otrzymując dar uzdrawiania. W trakcie inicjacji nasz Anioł Stróż, jako nasza jedność światła, nasza miłość duchowa otrzymuje również tajemnice  MOCY  energii  uniwersalnej i  przyjmuje od istot świetlistych ((( mistrza nauczyciela ))) intencje miłości , te intencje są kierowane do  nas  w kanał przekazu.
Pragnę nadmienić, że MIŁOŚĆ, DOBRO i POKORA  to eliksir na uzdrowienie ciała i duszy!!!   
Człowiek wchodzący na drogę uduchowienia rozświetla swoją aurę i doskonałość w życiu ziemskim.
Przyczyniamy się  tym samym, iż światło Anioła jest bardziej stabilne. Anioł Stróż  pomaga nam w tym ,że światła zostaną zjednoczone i staniemy się jednością  MOCY  DOSKONAŁEJ. Ta moc jedności , jeśli jej nie utracimy ,to pomoże nam w zbliżeniu do oświecenia, którego radość jest niewymierna i nie ma granic , sięga Boskiej Mocy i Boskiego Miłosierdzia wyśpiewując psalmy chórów Archanielskich. Nasze życie  prawdziwe to MIŁOŚC Duchowa i ta miłość jest najwyższą wartością i największą mocą światła doskonałości.
 
Pierwszą cywilizacja  była  ATLANTYDA , a następnie Ziemia ( i inne planety),  my jako ta jedyna istniejąca cywilizacja mamy właśnie szansę odrodzić ten świat istoty przedwieczne z pomocą istot świetlistych, z pomocą i Mocą Boga. Jako jedyni w całym wszechświecie mamy najwyższe uduchowienie. Zapewne  są  też  inne ,których dostatecznie nie znamy (((  teraz już wiadomo, że tak ... )))  cywilizacje techniczne bardziej rozwinięte, ale są pozbawione wysokiego uduchowienia i nie mają dostępu do wyższych poziomów w sferze ducha i współpracy z istotami świetlistymi. Oczywiście są prowadzone badania przez przybyszów innych planet ,aby  odkryć naszą  MOC istot doskonałych. Nie będę poruszać tematu Atlantydy ,gdyż Zbyszek opisuje go w art. „Strażnicy Atlantydy”.
Naszym jedynym centrum  Mocy  jest nasza  Gwiazda rdzenia  - to centrum wiedzy i siedziba  naszej duszy, encyklopedia i magazyn,  który przekazuje  całą tę wiedzę  w odpowiednie miejsca ( czakramy) - w naszą fizyczność. Wiedza ,jaką posiadamy poprzez naszą nad- świadomość ,odczytywana jest przez nasz umysł poprzez nasz czakram komunikacji, a dzięki naszemu Aniołkowi Stróżowi jest ona chroniona. Gwiazda rdzenia  ( splot słoneczny )  to skarb, to klejnot naszej wiedzy kryształowej i to właśnie tu jest umieszczone nasze zadanie do realizacji planu boskiego, to tu nasz magazyn talentów  i to tu nasze światło pochodzące od istoty świetlistej -  anielskiej .  Splot słoneczny  to jedyny, odkryty czakram u istoty ludzkiej w przestrzeni boskiej i widoczny dla innych energii, cywilizacji ( bytów astralnych...) . Obcy szukają jej  w naszym mózgu ,a tam jest tylko przekaźnik kierowania naszym ciałem.
 
Otwórzmy się na obecność Anioła, aby  światło jego rozświetlało nas i naszą ziemską tułaczkę , abyśmy byli szczęśliwi ,że mamy kogoś , kto nas kocha czystą subtelną miłością ,abyśmy mieli świadomość tak po ludzku ,że ktoś nas chroni, uczy, otula , prowadzi po bezdrożach i ze ciągle przy nas jest. Warto kochać siebie i otworzyć zaryglowane bramy w swoim sercu.  Warto otworzyć się na innych  i na Boską Moc..



"Wszak Bóg mówi i raz i drugi, a człowiek tego nie uważa (...) Jeśli będzie u niego jaki Anioł wymowny, jeden z tysiąca, aby mu opowiedział powinność jego: Tedy się nad nim Bóg zmiłuje, a rzecze : Wybaw go, aby nie zstępował do grobu, bom znalazł ubłaganie".

Na wstępie tego działu nadmienię, iż cała moja wiedza na temat Aniołów, wynika tylko i wyłącznie, z moich doświadczeń i odczuć, dlatego należy przyjąć, iż każde moje "wiem" oznacza "nie wiem", a każde "nie wiem", być może Prawdę, której mogę jedynie zaufać, bo czuję ją w sercu.

Po raz pierwszy słowo "Anioł" pojawia się już w dzieciństwie, kiedy na katechezie uczymy się modlitwy "Aniele Boży Stróżu mój , Ty zawsze przy mnie stój..."
Jako dzieci, bezwarunkowo wierzymy i ufamy w moc opiekuńczą skrzydlatych posłańców. Lecz z biegiem lat, prawie całkowicie oddajemy się realności, wierząc jedynie w rzeczy namacalne i dające się naukowo wytłumaczyć.
Skąd ta różnica między umysłem dziecka, a dorosłym?
W trakcie rozwoju duchowego zrozumiałam, iż najbliższe Królestwu Bożemu są właśnie dzieci. Jako, że nie zniewolone przez żadne zasady; zdają się wyłącznie na odczucia; wykluczając logikę. Pokusiłabym się o stwierdzenie przyrównujące dzieci do czystej podświadomości, bezproblemowo kontaktującej się z nad świadomością. W przypadku dorosłych świadomość i logiczne myślenie, prawie całkowicie utrudnia kontakt z naszym prawdziwym Ja (podświadomość) i tym bardziej z nad świadomością. Brak kontaktu z tymi dwoma sferami, powoduje zarówno konflikty wewnętrzne, jak i nieumiejętność odczytywania "boskich znaków".
W poprzednim dziale opisałam znaki towarzyszące rozwojowi duchowemu. Myślę, że za większość z nich odpowiedzialni są właśnie Aniołowie. Wystarczy przejrzeć Stary Testament, by natrafić na prorocze sny, czy myśli zsyłane przez Boga, za pośrednictwem Aniołów. I choć w zasadzie teza ta wydaje się bez znaczenia, sama świadomość obecności Anioła Stróża, będącego iskrą Najwyższego, z pewnością dodaje nam otuchy i sprawia, iż pewniej idziemy przez życie.
Anioł Stróż towarzyszy nam już prawdopodobnie od momentu narodzin. Jego rolą jest umiejętne udzielanie nam wskazówek, tak abyśmy właściwie wypełnili zapisaną nam drogę. Z przykrością muszę dodać, iż towarzyszy nam również "czarny" Anioł, który z kolei wszelkimi siłami, próbuje nas z tej drogi sprowadzić. I tak zwykle jest, że wkraczając w dorosłość, bardziej prawdopodobne wydają nam się rady "czarnego" z racji na mniej skomplikowaną i bardziej namacalną formę. W dzisiejszym świecie wydaje się, że "czarni" mają ułatwione zadanie. Pieniądze, sława, dążenie do sukcesu i popularności - to ich domena. Z perspektywy zwykłego, szarego człowieka wydaje się niemożliwym, uciec od tego codziennego zła. Niemożliwe, ponieważ się boimy, a boimy się, ponieważ nie pamiętamy o swoim "białym ochroniarzu".
Czemu tak się dzieje, że mimo wielu naszych błędów i złych uczynków, często wychodzimy cało z opresji? Bo brak ufności i wiary, nie pozbawia nas Anioła Stróża; co najwyżej utrudnia nawiązanie z nim kontaktu.
Nie oznacza to też, iż możemy bezkarnie szerzyć zło, licząc na jego łaskę. Anioł Stróż z polecenia Boga może nas także ukarać. Bo jak już wcześniej wspomniałam, często zło daje człowiekowi do myślenia i istnieje szansa jego nawrócenia.

Aby zapewnić sobie stały kontakt ze swoim Aniołem Stróżem, należy przede wszystkim z dziecinną, bezwarunkową ufnością, uwierzyć w jego istnienie, tak samo, jak bezwarunkowo wierzy się w Boga.
W odróżnieniu od przekazów "czarnych", właściwe Anioły można poznać po tym, iż zsyłane przez nich rady często są niewytłumaczalne, robimy coś, tak po prostu, bo coś nam kazało (intuicyjnie), czujemy, że to jest jakby poza nami, a jednak wewnątrz nas. W momencie, kiedy otrzymujemy taki niewyjaśniony przekaz, np. czujemy, że musimy wyjść z domu (bez przyczyny), uważam, iż właśnie to powinniśmy zrobić. Rozważając i analizując taką radę, odsuwamy ją od siebie, być może tracąc coś ważnego.
Jak już wspomniałam w poprzednim dziale; stałe otwarcie się na znaki, znacznie ułatwia nam życie, bo po pierwsze łatwiej omijamy zło, a po drugie idziemy właściwą drogą. Jeżeli na początku umiejętność odczytywania , czy rozróżniania znaków sprawia nam trudność, wystarczy poprosić swojego Anioła, aby je przekazywał w bardziej zrozumiałej formie.
Co może być przekazem od Anioła?
Pomijając sny, mogą to być nawiedzające nas wizje, myśli, które pochodzą jakby nie od nas, książka, która otwiera się we właściwym miejscu, niespodziewany telefon, czy wizyta kogoś znajomego, bądź wręcz obcego, dziwne wydarzenie.
To tylko niektóre z przykładów ingerencji naszych opiekunów. I ich odbiór w każdym, odrębnym przypadku, będzie miał charakter indywidualny, w zależności od tego, jak dana osoba owe znaki odbiera.

" Tam gdzie Anioły mówią szeptem..."

Otwierając się na przekazy z "Góry", należy działać zgodnie z własnym, czystym sumieniem, nie oglądając się na nic i na nikogo, gdyż tylko wtedy jesteśmy w stanie właściwie je wypełnić. Trzeba zaznaczyć, iż nigdy nie możemy być pewni, czy żebrak, którego minęliśmy, nie był Posłańcem Bożym...
Ja sama również kiedyś bardzo wierzyłam (dodam że mam teraz 15 lat i nie wierzę w Boga od ok 4 ) bo moja rodzina a najbardziej babcia jest cholernie wierząca. Ale to tak że może iść do Kościoła nawet ze 2 razy dziennie! Normalnie załamka... Aż mi się rzygać chce! Kiedyś babka zmusiła mnie do różańca za moją matkę i jak się modliłam nagle poczułam że coś mnie miażdży. patrzyłam w obraz matki boskiej i czułam w sobie gorąco. Ciemność. Ona mnie ciągnęła w dół. Deptała. Wbijała mnie w ziemię. Myślałam że umieram. Cisza. Ciemność. Zemdlałam. Potem przez jakiś czas Bałam się patrzeć na ten obraz... Jakby nie matka a szatan..To było coś okropnego!
Mniejsza z tym...

Wracając do tematu-Kościół to już w ogóle moim zdaniem totalna bzdura! Ci wszyscy księża szargający swoim mieniem gwałcąc itd.... Ble :/ co za badziewie...

Myślę że w całej tej religii jest za bardzo namieszane...Mylą się, pieprzą... I jak tu wierzyć?
Lubię Święta Bożego Narodzenia ale wiąże je z rodziną a w duszy w ogóle nie mieszam do tego jakiegoś boga :| buhehe
Sory ludzie ale dla mnie teraz jest to z deka śmieszne <lol>

Bóg? Aniołek? Jezus? Bozia? Nieskończoność?

Śmieszności.

Oczywiście szanuję katolików. Każdy ma prawo wyboru. Owszem. A wy nie próbujcie nikogo nawracać! Rozumiemy się?

Sama chciałabym wierzyć w Boga ale nie potrafię :)
Liczę tylko na siebie. Nie wiem co jest dalej, po śmierci. Ale co to da że będę główkować? Trzeba żyć i cieszyć się tym co jest teraz a nie bawić się w jakieś dochodzenie :D

Ktoś tam powiedział że słabsi mają mniej przeszkód. To chyba musi być prawda. Bo ja mam ich bardzo dużo. Więc jestem silna? hihi :P

Nie modliłam się już od 2 lat
i jestem z tego dumna. DUMNA!
Przecież to naprawdę głupoty. Nawet jeśli w boga się wierzy. o to za klepanie regułek? śmieszne.

Pomyślcie ludzie! Jesteście tacy słabiutcy? Potrzebujecie asekuracji?

Tak jak mówiłem OBECNIE NIE WIERZĘ W BOGA chrześcijańskiego ale orientuje się w tym temacie trochę.A piszę to nie po to by was nawracać skoro sam nie wierze ale kluczem do zrozumienia każdej sprawy jest wysłuchanie opinii wielu stron i samemu wyciągnięciu wniosków.To co piszę jest z tego co pamiętam stanowiskiem Kościoła. I spróbujcie sobie wyobrazić ,że na całym świecie rzeczą Najważniejszą jest ludzka dusza. To o nią od tysiącleci walczy ze sobą szatan i Bóg . Szatan ma nieograniczoną inteligencje i morze nawet aranżować rożne sytuacje by tylko choć na krok oddalić nas od Boga i tak w kółko.Lecz szatan nie ma nieograniczonej władzy nad człowiekiem(jego myślami ,czynami) bo Bóg nad tym czuwa i każdy ma równe szanse by się zbawić. To znaczy ,że jeżeli ktoś jest "słabszy" to Bóg daje mu mniejsze przeszkody w życiu .


A tot fragment (jak podaje kościół ) przemyśleń Ojca Pio który został uznany za świętego , podobno (nie widziałem) na niektórych mszach lewitował (sobie) , a szatan wykręcał mu nadgarstki by mu uległ. To morze obrazować jak bardzo szatanowi zależy na naszych duszach.Czym bliżej jest się boga tym on się bardziej stara.Ojciec Pio miał stygmaty na rękach. A oto jego słowa :Dlaczego zło jest na świecie? Słuchaj dobrze ... Jest mama, która haftuje .Jej dziecko siedzące poniżej na małym stołeczku, przygląda się jej pracy , ale widzi [haft] z odwrotnej strony.Widzi węzełki haftu i poplątane nitki...Mówi :" Mamo czy można wiedzieć , co robisz ? Dlaczego taka niewyraźna jest twoja praca?" Wówczas mama zniża płótno i pokazuje właściwą stronę haftu. Każdy kolor jest na swoim miejscu , a różne nitki są ułożone w harmonijną całość obrazu. Otóż to! My widzimy lewą stronę haftu . Siedzimy na niskim stołku. A to ,że zdaje się nam ,że coś tam wiemy to morze być jedynie niewiedza, ograniczenie naszego umysłu lub porostu starania szatana.

Smyku, zapewne ku Twemu zdziwieniu nie biorę niczego. Nie jest mi to potrzebne do życia. Mówisz, że to co napisałam to jaja w pełnym znaczeniu tego słowa. Dla Ciebie. Nie musisz wierzyć w Anioły, w dusze, które nas strzegą. Możesz wierzyć sobie w cokolwiek innego, nawet koguty które dają Ci poczucie bezpieczeństwa.
Co do religii, naszego kościoła to mogę Cię poprzeć. Dlatego moje przemyślenia są właśnie moją religią. Wierzę w Boga, tego jednego. Nie ważne jako on jest. Wiem, że jest, w moim sercu, które mi podpowiada jak postępować. Jeśli wybrałam sobie Anioły, które mnie strzegą. Czy jestem katoliczką? Nie mogę tego powiedzieć. Z każdego wyznania zaczerpnęłam to, co dopowiada mojemu toku rozumowania i sercu. Tak więc Anioły, jako stworzenia dla mnie bardzo przyjazne i pomocne zaliczyłam do mojej "wiary".
Zakończę moją wypowiedź tak jak mój poprzednik, Wlodi:
Nie obrażaj katolików. Skoro sam nie jesteś katolikiem, nie masz prawa negować ich postępowań. Powinieneś wykazać trochę tolerancji i uznać ich wierzenia za prawdziwe dla nich, ale nie koniecznie zgodne z Twoimi.
Pozdrawiam

no i tu smyku ci przyznam racje.Skąd się wziął bóg?Ludzie go wymyślili.Po co?bo trzeba było pokazać ludziom co jest dobre a co złe(biblia), no a skoro już ich uświadomiono to trzeba im wpoić ze jest ktoś kto ich za dobro wynagrodzi a za zło ukarze,bo jakieś zasady to panować muszą.A zastanawialiście się czasami dlaczego nigdzie nie jest powiedziane jak bóg wygląda,bo człowiek nawet nie potrafił wymyślić jak to mogła by wyglądać osoba o takiej "mocy" no wiec lepiej niech nie wygląda,tym lepiej bo ludziom jeszcze trudniej będzie to pojąc i tym później dojdą do wniosku ze to ściema.Jednak mimo wszystko uważam ze religia jest czymś pozytywnym ponieważ to ona często daje wierzącym nadzieje i chodź nadzieja jest dla głupich to dzięki niej mamy sile by walczyć,nie podawać się.Ja osobiście chciała bym wieżyc w boga,bo chodź teraz wychodzę z takich nie innych założeń, to był czas kiedy łykałam to wszystko i dziwki temu ze wierzyłam ze jest ktoś kto wysoko kto ma wpływ na mój los a to pozwalało mi przetrwać kolejny w danym momencie zły dzień z nadzieja ze to właśnie JUTRO będzie lepsze.A i a propos jeszcze jedno czemu wiele przypowieści z bibli na coś wspólnego z mitami o bogach? dziwny zbieg okoliczności czy porostu jedno i drugie jest wymysłem mającym coś na celu przekazać coś podobnego ludziom.Ludzie zacznijcie myśleć logicznie,kiedyś jak niewiele wiedziano o pogodzie czczono bogów deszczu i słońca(czyli uważano ze to jaka jest pogoda zależny od boga),teraz kiedy nie do końca wiemy jak powstał świat i człowiek uważamy ze to bóg go stworzył.

"napisz dlaczego ty nie wierzysz" to morze ja napisze a zacznę od tego ,że przez 2 lata chodziłem na tzw.oazę.A teraz nie wierzę a dlaczego .Morze najpierw dlaczego można wierzyć podstawową zaletą chrześcijaństwa jest to ,że po prostu propaguje miłość obojętnie w jakiej formie jeżeli jest to miłość szczera i prawdziwa to bardzo dobrze.A wady według mnie to stosunek kościoła do takich spraw jak: kłamstwo , sex ,używki. Komuś morze się wydawać ,że to przez te rzeczy na świecie jest czasami źle. To morze i prawda ale to tak jakby porównywać gościa od czasu do czasu pijącego piwo do alkoholika katującego żonę. Nawet jedzenie , lekarstwa, słońce w nadmiarze szkodzi co nie znaczy że są złe. Po to mamy mózg by z niego korzystać. Czy kiedyś Cię poznam ...? nie poznasz go na pewno jeżeli pójdziesz do piekła z chwilą trafienia tam nic nowego czego nie wiedziałaś za życia się więcej nie dowiesz.

Ryszard Marek Groński

Anioł w roli stróża

Co ja do tej pory wiedziałem o aniołach? Swego czasu przeczytałem Raport w „Polityce” popularyzujący lokatorów Nieba, polatujących wśród obłoków z wyjątkiem dni, kiedy się pierzą – wtedy chodzą piechotą. Z dzieciństwa kołacze mi się po głowie rymowanka: „Anioł jest to sługa Boży”... Ciąg dalszy skonfiskowała cenzura domowa. Wtedy też opowiadano mi bajeczkę o myszce. Widząc nietoperza, pisnęła cieniutko:

– Mamusiu, patrz – aniołek!
Później poszło już łatwo, z górki literatury i literaturki. Mnóstwo aniołów przypada u nas na centymetr wierszy i poematów. Stoją one na rodzinnych polach, w nich mają wcielić się zjadacze chleba, są uczestnikami dialogu zarejestrowanego przez Broniewskiego:

Anielica kompletnie goła
Niedwuznacznie pyta anioła:
– Mój aniele, cały na biało
Dusza, owszem – ale ciało?

Odwołanie do cielesności w wypadku bezcielesnych zaskakuje. Tak już jednak jest, tak się przyjęło, że aniołom przypisuje się ludzkie słabości i grzeszki. W piosence o trzech wesołych aniołach – Piotrze, Pawle i Zefirynie – Konstanty Ildefons konstatował:

Od sromu jak od gromu
Cierpiały aniołówny...
Ha, było trzech aniołów,
Lecz siedem grzechów głównych.

Jak tu nie ulegać pokusom; być osobnikiem wyposażonym w aureolę to katorga. Gdy o kimś mówi się: – O, to prawdziwy anioł! – kariery nie zrobi, wpadnie w nerwowy rozstrój. Jedyne wyjście: rezygnacja z dotychczasowej roli. Jak w wierszyku Brzechwy o zbuntowanym:

Potem na balkon wyszedł i wołał:
„Skończył się anioł! Nie ma anioła!
Niech całe miasto obleci fama,
Że od tej chwili jestem za chama”.

Naoglądałem się byłych aniołów, głowa za mała, by spamiętać ilu. Ostatnio aniołek środowiskowy szepnął mi na temat filmu kolegi:
– On powinien kręcić filmy wyświetlane wyłącznie na pokładach samolotów. Wtedy nikt by z nich nie wyszedł.

Inny znów środowiskowy cherubinek zrecenzował książkę wspólnego znajomego:
– Zakończenie się sypie, ale to nic nie szkodzi. Przecież wiadomo, że nie znajdzie się czytelnik, który doczyta to do połowy.

Pora wyjaśnić, dlaczego zająłem się aniołami. Pienia anielskie, czyli festiwale piosenki, odsiedzieliśmy latem. Anielską cierpliwość wyczerpały codzienne afery, komisyjne przesłuchania, sesje sejmowe, stada baronów, wolne sobotki, kurwiki w oczach – wszystko to, od czego należałoby uciec. Niestety, Brecht już dawno temu zauważył: „Zagrożenie trwa zawsze dłużej niż ucieczka”. Jedyna nadzieja: anioły nie opuszczą nas w potrzebie. Każdy ma dyżurnego stróża. Upewnił mnie w tym przekonaniu profesor Mieczysław Gogacz, angelolog, dzielący się swą wiedzą na łamach „Niedzieli”. Pomijam uwagi profesora dotyczące specjalizacji chórów anielskich i opis niebieskiej nomenklatury – archaniołów. Moją uwagę zaprzątnęły rozważania poświęcone aniołom funkcyjnym – stróżom. Dowiedziałem się, że „mają oni specjalne zadania. Zajmują się uczuciami. Stoją na straży tego, aby uczucia nie odsunęły nas od prawdy, żebyśmy zawsze byli skierowani do tego, co jest prawdziwe. Taka jest ich urocza dola...”. Rzeczywiście, dola anioła stróża jest urocza. Chyba jednak wtedy, gdy trafi się klient nosiciel wartości, depozytariusz cnót, wróg postmodernistycznego rozpasania. Być aniołem stojącym za plecami prezydenta Łodzi Kropiwnickiego to błogość. Do teatru nie trzeba chodzić, w rytmie techno nie musi się podrygiwać, za to co się anioł stróż najeździ po świecie, to jego. Taka posada to luksus, fuks na torze. Ale skoro każdy ma anioła-borowika, wyobraźmy sobie wariant mniej pogodny: bycie aniołem przy boku Aleksandry Jakubowskiej. Kogo kierują do obsługi? Gwarantuję, że tych z karnej kompanii. Skrzydła opadają, aureola gaśnie jak przepalona żarówka. Nawet spotkanie w restauracji nie jest pieredyszką, chwilą relaksu. Anioł stróż widzi przecież, że w lokalu nie brak innych stróżów incognito, obserwujących kto wchodzi, kto z kim siada, kto kiedy wychodzi. Obyczaje restauracyjne zmieniły się.

– Chcesz przeczytać menu? – mówi bywalec lokalowy do bywalczyni – czy może wolisz przeczytać jutro w gazecie, co zamówiłaś.

Nie jest łatwo być dzisiaj stróżem zajmującym się uczuciami – zgodnie z wykładnią prof. Gogacza. Jak przeprowadzić operację nieodsuwania się od prawdy, jeśli dostało się pod opiekę posła z ambicjami? Rzadko zdarza się, by podopieczny dał się namówić na wizytę lekarską i wyznanie w gabinecie: – Panie doktorze, niech pan coś na to poradzi; chyba cierpię na manię wielkości – budzę się rano i wydaje mi się, że jestem Kaczyńskim. W niedziele i święta – Jarosławem. A w dni powszednie – Lechem.

„Anieli stanieli” – pisał Lec. Nie całkiem wypada się z tym zgodzić. Anieli (jeden by wystarczył) obsługujący SLD są w cenie. Skierowali socjaldemokratów z odzysku na szlak rzadko uczęszczany przez ich kolegów z Zachodu: od bibuły do preambuły. Znaleźć podobnych obrońców... Trzepot skrzydeł głośniejszy od oklasków. Zaraz też dobry uczynek został nagrodzony. Anioł stróż z zespołu polatującego w pobliżu szefa rządu podsunął mu książeczkę „Angielskie różyczki” Madonny. Książeczka zrobiła furorę na świecie – skandalizująca piosenkarka ułożyła bajeczkę z morałem, poetycką opowiastkę wywołującą łzy skuteczniej niż krojona cebula. Dlaczego anioł zadbał o to, by premier Miller zapoznał się z tą nowalijką? Na kartach książeczki odnalazł siebie, swoje problemy i troski. Fabuła jest prosta: cztery panienki, tytułowe angielskie różyczki: Nicole, Amy, Charlotte i Grace, nie chcą się zadawać z dziewczynką imieniem Binah. Skazują koleżankę na samotność bawiąc się wyłącznie w swoim towarzystwie. Na szczęście zjawiła się mądra wróżka, przeniosła zazdrośnice do domu Binah. Tam przekonały się, jak ona ciężko pracuje: sprząta, pierze, wynosi śmieci, zadowalając się biednie urządzonym pokoikiem i jedną lalką. Po rozeznaniu w terenie Nicole, Amy, Charlotte i Grace zmieniły swój stosunek do Binah – pomagały jej w domu, odrabiały razem z nią lekcje, urządzały wspólne podwieczorki. I odtąd zapanowała zgoda i miłość. Premier przeczytał bajeczkę Madonny i ciepło wspomniał tę lekturę w wywiadzie dla prasy. Anioł stróż wiedział, co robi: premier pomyślał pewnie, że z nim tak jak z tą Binah. Ci, którzy z nim nie chcą się bawić, nie wiedzą, ile ma obowiązków, ile się nazamiata pod dywan. Stara się, pierze cudze brudy – nic nie pomaga, dalej jest osamotniony. On to wypisz wymaluj Binah, a dziewuszki to opozycyjne partie mające za złe nawet to, co dobre. Trzeba poczekać na czarodziejkę, by otworzyła im kaprawe oczy. Wtedy docenią, przeproszą, zechcą się zakolegować.

Anioł stróż dopomógł premierowi w ciężkich chwilach. Z nawiązką wywiązał się z obowiązku strzeżenia ciała i duszy. Zasłużył na wdzięczność. To tylko cyniczny poeta (Heine mu było) w podobnej sytuacji zachował się bezczelnie. – Duszy mam aż za dużo! – powiedział odsyłając anioła w diabły.

Ryszard Marek Groński

Spotkanie z aniołem     W okresie Bożego Narodzenia jakby bliżej z ziemi do nieba. Może więc nawet łatwiej uznać za rzecz prawie zwyczajną, że się spotkało... anioła.

     Wspomnienie tamtego dnia dla Sławka i Tomka pozostaje żywe, choć mija od niego szesnaście lat. Byli wtedy studentami, razem z grupą duszpasterstwa akademickiego wyjechali do Krynicy Górskiej. Nowe przyjaźnie, sporo wspólnej modlitwy i zabawy, wyprawy w góry. Nawet zabawa sylwestrowa odbyła się niezwyczajnie, bo pierwszego stycznia - żeby nie zaburzać miejscowej tradycji pielgrzymki na Jaworzynę w ostatnią noc roku. Właśnie w ów Nowy Rok próbowali w kilka osób wejść na niezbyt odległą Lackową, ale spod samej góry musieli zawrócić, bo dziewczyny spasowały. - Miałem ambicję, by zdobyć ten szczyt, i postanowiłem to zrobić następnego dnia. Wieczorem mieliśmy wracać do Warszawy - wspomina Sławek. Wypuścili się na Lackową we dwóch z Tomkiem. Wychodzili rano, kiedy inni jeszcze odsypiali nocne tańce. Tomek w przelocie złapał kawałek tabliczki czekolady, który został po sylwestrze. Oprócz tego nie wzięli na drogę żadnego prowiantu. - To miała być wyprawa dla twardzieli. Trudno mi dziś uwierzyć w tamtą naszą brawurę - kręci głową Sławek - ale tak się czuliśmy: mocni, świat do nas należał. Nawet nie pomyśleliśmy, że wypadałoby się lepiej przygotować.Przez wciąż popadujący śnieg ruszyli na Tylicz i odbijając od szlaku przez górę Łan szli ku granicy, którą wiedzie zielony szlak na Lackową. Szli śmiejąc się, że lewą nogą wpadają w polskie zaspy, a prawą w słowackie. Ani razu nie widzieli żywego ducha, turyści i górale widać nadal świętowali w swoich domach. Byli tylko oni dwaj, góry, niebo i korony drzew pod ich stopami w śniegu, przez który przecierali drogę, często gęsto zapadając się po pas.

     Lackową od tej strony jest zwodnicza. Podejście ma bardzo ostre. Nawet w przychylniejszej porze roku bywa, że trzeba się wspinać na czworaka, łapiąc się gęsto rosnących drzew. Wydaje się, że to już szczyt, gdy nagle znów wyrasta stroma ściana. Po kolejnej takiej niespodziance nieco upadli na duchu. Czyżby mieli nie dać rady? Akurat nastało południe, więc zatrzymali się, by odmówić Anioł Pański. Chwilę później okazało się, że docierają do szczytu. Schodząc ku Bielicznej, zjedli czekoladę. Czas zaczął teraz płynąć szybciej, natomiast oni zwolnili. Minęli jakby wymarłe Izby i dotarli na bitą drogę przez las w stronę Mochnaczki i Tylicza. Zapadał wczesny zmrok. - Czułem, jak słabnę. Wyraźnie stawaliśmy - opowiada Sławek. - Pomyślałem, że nie zdążymy na pociąg powrotny. Nie przyszło mi jednak do głowy, że możemy w ogóle nie dojść.

     Wtedy na tej pustej, ciemnej drodze przez las, z dala od ludzkich siedzib po raz pierwszy tego dnia zobaczyli przed sobą czyjąś sylwetkę. Przyspieszyli kroku i wkrótce zrównali się z nieznajomym, który szedł w tym samym kierunku, co oni, ale się za nimi oglądał i zwolnił, jakby na nich czekał. Był to dziesięcio-, może dwunastoletni chłopiec. Niósł w ręku reklamówkę. Przywitał się i chętnie nawiązał rozmowę. - To było niezwykłe, ta jego ufność. W ogóle nie wyglądał na przestraszonego - zastanawia się Sławek. - Zapytaliśmy go, czy nie ma czegoś do jedzenia. Chłopiec rozchylił reklamówkę, zapachniało chlebem. W środku leżał świeżo upieczony, domowy bochen. Pałaszowali go, łamiąc na kawałki i popijając wodą z napotkanego źródła.

     - Z każdym kęsem czułem, że odżywam - wspomina Sławek, a Tomek dorzuca: - Pomyślałem wtedy: chleb i woda, takie zwyczajne rzeczy, a ile dają radości. Tyle wystarczy do życia. Przed Mochnaczką rozstali się: chłopiec z resztką bochenka poszedł w prawo, oni w lewo. Z nowymi siłami pędzili teraz na wyścigi do Krynicy. Rozmawiając próbowali oswoić się z tym, co zaszło. I kiedy w niemal ostatniej chwili wpadli na dworzec, oczekujący ich z rosnącą rezygnacją przyjaciele usłyszeli jako wyjaśnienie: - Spotkaliśmy anioła!

     Obaj panowie, dziś ojcowie rodzin przed czterdziestką, nadal twierdzą to samo. - To było dla mnie - mówi Tomek- pierwsze tak namacalne doświadczenie obecności Pana Boga, łaski w zwykłej, ale tak nam wtedy niezbędnej rzeczy. - Wszystkie okoliczności mówiły mi, że na naszej drodze pojawił się posłaniec Opatrzności - dodaje Sławek. - Czy nie tym są dla nas anioły?

Lidia Molak


Przypowieść o bliskości aniołów


KS. TOMASZ HORAK

Jakwygląda anioł? Każde dziecko wie, bo od małego napatrzyło sięna obrazek nad łóżeczkiem: łąka na skraju przepaści, mostekdwoje dzieci i On, Anioł Stróż – ów opiekun o pięknej twarzy.No i te wspaniałe skrzydła... Archaniołowi możemy dodać mieczbądź lilię i gotowe. Ten wizerunek też znamy.

A jaotwieram Biblię i czytam: "Oto przyszedł Anioł Pana i usiadłpod drzewem terebintu w Ofra... Gedeon młócił na klepisku zboże...I ukazał mu się Anioł Pana..." (Sdz 6,11nn). Ani słowa jakwyglądał. W każdym razie Gedeon rozmawia z nim, jak z człowiekiem.Dopiero, gdy laska Anioła (a więc miał laskę) wznieciłaniezwykły ogień, Gedeon zrozumiał, że to był Anioł. Jest toopowieść z czasów odległych – kilkanaście wieków przedChrystusem. Narodziny Jezusa poprzedziło zjawienie się anioła.Ewangelista Łukasz tak o tym pisze: "Zachariaszowi ukazał sięanioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia.Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. Leczanioł rzekł do niego..." (Łk 1,11nn). Było więc anioławidać w realnym, konkretnym miejscu. I znowu rozmowa. Ale jakwyglądał? Ani słowa. I skąd pewność, że to anioł? NiepewnośćZachariasza dotyczyła treści anielskiego posłannictwa, nie jegorealności. I jeszcze coś – anioł mówi o sobie "Ja jestemGabriel..." Ważne to spostrzeżenie, bo wskazuje na osobowąidentyczność owej niezwykłej istoty. A na koniec realnośćniemoty Zachariasza! Sześć miesięcy później anioł nazwany tymsamym imieniem zjawia się u Maryi. Tym razem zaskakuje brak widokuanioła. Nawet zwrot mówiący, że "Anioł wszedł do Niej"jest odmaterializowany. Nie wiemy, czy wszedł do domu, do pokoju, dojakiegoś miejsca, czy też duchowe wnętrze Maryi zostałowypełnione jego obecnością? Jest rozmowa. Jest reakcja Maryi: "Onazmieszała się na te słowa..." I to wszystko (Łk 1,26nn).

Kim są aniołowie? Bo odwieczna tradycja religijna,powszechne przeczucie pokoleń podpowiada, że istnieją owe istotytak inne, a zarazem jakoś bliskie człowiekowi. Bliskie – aprzecież niewyobrażalne. Św. papież Grzegorz Wielki (zm. 604)pisze: "Należy wiedzieć, że imię anioł nie oznacza natury,lecz zadanie. Duchy święte w niebie są wprawdzie zawsze duchami,ale nie zawsze można nazywać je aniołami, lecz tylko wówczas,kiedy przybywają, by coś oznajmić". Przybywają skądś,dokądś... Do naszego, materialnego, w czasie i przestrzenizamkniętego świata. Przybywają ze świata nieskrępowanegoprzestrzenią, czasem, ani materią. Nie potrafimy sobie wyobrazićczegoś, co jest tak inne niż nasze doświadczenia. Ale doświadczamyteż w jakiś niepojęty sposób bliskości tego innego świata. Conas z nim łączy? To, co w człowieku duchowe: rozum, wola, uczucia.Wysłannicy tego świata są więc bez wątpienia istotami wolnymi,inteligentnymi, zdolnymi reagować na to, co spotykają. I są toistoty dobre – nie tylko dobrem ich własnych poczynań, lecz bezreszty wypełnione Dobrem płynącym z Boga. Nie jesteśmy w staniepojąć ani głębi tego dobra, ani tego "oddechu"wolności, jaki ono w sobie niesie, bo zewnętrznie jesteśmyosaczeni, a wewnętrznie skażeni złem. Dlatego tak bardzopotrzebujemy bliskości istot dobrych. Może więc... Może więcwymyśliliśmy je sobie? Może nie tylko wspaniałe anielskieskrzydła są tworem naszej fantazji, ale sami aniołowie zrodzilisię w naszych sercach i umysłach? Rozumiem tę intelektualnąostrożność. Ale czy w ten sam sposób nie można zaprzeczyćistnienia Boga i w ogóle całego świata niematerialnego? Stajemyzatem wobec podstawowego problemu wiary – a jest ona zarówno"widzeniem niewidzialnego" (Hbr 11,1nn), jak i zdolnościąposługiwania się rozumem, a wreszcie także umiejętnościąryzykowania. Ryzyko oparte o przemyślenia, argumenty, wielowiekowątradycję, o niepojętą siłę obserwowaną i przeżywaną przezemnie osobiście i tylu ludzi wokół mnie? Przecież to żadneryzyko. Wybrałem wiarę. Także w istnienie świata dobrych,mądrych, pięknych istot duchowych. A wspaniałe skrzydła i dziecinad przepaścią? Czyż nie są po prostu przypowieścią o pięknie,dobroci i bliskości obu światów: materialnego i duchowego?

Więcej na następnejstronie


Posłańcy od Boga



Kim jest anioł? (gr. angelos— posłaniec, zwiastun)

1) w sensie ściśleteologicznym - osobowa, lecz niematerialna istota rozumna i wolna,stworzona przez Boga;

2) w sensie szerszym (etymologicznym) -posłaniec Boży; w tym znaczeniu słowo to odnosi się także doludzi, którzy byli wysłannikami Boga, np. Mojżesz (Lb 20,16), JanChrzciciel (Mt 11,10-11), biskupi Kościołów w Azji Mniejszej (Ap1,20), oraz do Mesjasza (Mch 1,1).

Aniołowie dobrzy i źlioraz inne, podobne do nich istoty nie są zjawiskiem specyficzniebiblijnym, stąd w Piśmie św. możliwa jest obecność elementówzapożyczonych z innych kultur; Objawienie spełnia wobec tych obcychwątków rolę oczyszczającą i dającą boską gwarancjęostatecznego kryterium.
W Starym Testamencie Aniołowiewystępowali zwykle jako posłańcy Boga do świata i pośrednicy wJego zbawczych planach; tworzą niebieski dwór (tzw. zastępy),zwani niekiedy Synami Boga (Hb 1,6; 2,1; Dn 3,92), Świętymi (Hb5,1; 15,15; Ps 89,6.8; Dn 4,10), Czujnymi (Dn 4,10), Książętami(Dn 10,13.20; 12,1). Wśród Aniołów szczególnie wyróżniał sięAnioł Jahwe (Rdz 16,7.9; Wj 3,2; Lb 22,22-35; Sdz 13,12) lub AniołBoga (Rdz 13,6.9; 21,17), przez którego Bóg ujawniał swojąobecność, mówił i działał. Aniołowie, we wszystkim od Bogazależni, wyznaczani na opiekunów poszczególnych narodów lub dospełnienia określonych zadań, otrzymują stosowne do tego imiona(np. Michał, Rafał, Gabriel). Szczególne zainteresowanie Aniołamiw niektórych okresach mogło być znakiem żywszego odczucia -transcendencji i majestatu Boga. W ST mowa jest także o Cherubach,którzy chronili wejście do raju (Rdz 3,24) i byli nosicielami Boga(2 Sm 22,11; Ps 18,11). W swej wizji proroczej Izajasz widział takżeSerafinów (Płonących), którzy byli przed Tronem Boga (Iz 6,2 n.6).

W Nowym Testamencie, wraz z przyjściem Chrystusa,jedynego Pośrednika, rola Aniołów wyraźnie maleje; pojawiali sięobok Chrystusa (Mt 4,11; Łk 22,43) jako słudzy Dobrej Nowiny i znakobecności Królestwa Bożego (Zwiastowanie, Narodzenie, Getsemani,Zmartwychwstanie i in.). Paweł Apostoł podkreślał absolutnepierwszeństwo Chrystusa: Aniołowie w Chrystusie zostali stworzeni(Kol 1,16) i zjednoczeni z Bogiem (Kol 1,20).
Uwzględnianierodzajów literackich nakazuje ostrożność w wyciąganiu z Pismaśw. wniosków dotyczących zwłaszcza natury Aniołów, ich liczby iklasyfikacji ("chóry", hierarchia). Objawienie wypowiadasię o Aniołach zawsze w kontekście historii zbawienia; wypowiedzio Aniołach stanowią naświetlenie centralnych prawd wiary, przedewszystkim tajemnicy Chrystusa i zbawienia świata.

WczesnaTradycja chrześcijańska nie dysponowała pojęciem czystejduchowości; podkreślała odmienność Aniołów oraz ich związekze światem, przypisując Aniołom specjalną eteryczną materię.Powszechne dziś przekonanie o całkowitej niematerialności Aniołówugruntowało się w Kościele dopiero od VI w. pod wpływemneoplatońskich teorii o czystych duchach, stanowiących ogniwopośrednie między Bogiem i światem. Obecnie, w związku zpodkreślaniem przynależności Aniołów do materialnego świata ihistorii, pojawiają się próby zrewidowania scholastycznej tezygłoszącej całkowitą niematerialność Aniołów i zastąpieniejej m.in. ideą ogromnego wszechświata, zamieszkiwanego przezosobowe kosmiczne "Moce", posyłane niekiedy przez Boga zjakąś misją do ludzi.

IV Sobór Laterański (1215)stwierdził, ze oprócz rzeczy widzialnych stworzył Bóg światduchów niewidzialnych, tj. Aniołów. Ten jedyny dotyczący Aniołówdogmat, stwierdzający wprost nie tyle ich istnienie i duchowość,co raczej całkowitą zależność od Stwórcy, powtórzony zostałna I Soborze Watykańskim (1870). Ze względu na przypisywane Aniołomfunkcje kosmiczne uzasadnione wydaje się tradycyjne przekonanie oich stworzeniu przed człowiekiem, na początku czasów.

Wpowszechnym nauczaniu Kościoła i teologii Aniołowie przedstawianisą nie jako zwykłe personifikacje sił kosmicznych, lecz jakorzeczywiście istniejące, duchowe i osobowe istoty, obdarzoneświadomością i wolnością. Podobnie jak ludzie, powołani zostalinajprawdopodobniej od pierwszego momentu stworzenia do życia wprzyjaźni z Bogiem; celem ostatecznym jest dla nich równieżuszczęśliwiające widzenie Boga; mają udział w łasce Chrystusa;powszechnie przyjęło się włączanie ich do jedynego,Chrystusowego porządku stworzenia i Przymierza. Przyjęcie Bożegodaru łaski było przedmiotem ich wolnego wyboru; ta ich decyzja -pozytywna lub negatywna - określiła również w jakimś sensiehistoriozbawczą sytuację człowieka.

Wiara w AniołaStróża, opiekuna i orędownika danego poszczególnym ludziom przezBoga, ma potwierdzenie w starej tradycji żydowskiej (por. RegułaZrzeszenia z Oumran oraz apokryfy: Apokalipsa Barucha i KsięgaHenocha); w NT - "Strzeżcie się, żebyście nie gardziliżadnym z tych małych, bo mówię wam: Aniołowie ich w niebiewpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego" (Mt 18,10); wiaręw Anioła Stróża u pierwszych chrześcijan odnotowały też Dz12,16; w tradycji Ojców Kościoła, którzy uczyli, że każdyczłowiek otrzymuje swojego Anioła (Klemens Aleksandryjski,Orygenes, Ambroży, Hieronim), a przynajmniej otrzymuje go człowiekochrzczony (Orygenes, Bazyli, Jan Chryzostom).

Aniołowie sąistotami z natury swojej różnymi od ludzi. Ponieważ należą dostworzeń, a przez to są nam bliscy, Kościół obchodzi ich święto.
Do ostatniej reformy kalendarza kościelnego (14 lutego 1969)każdy z tych aniołów miał oddzielne święto: św. Michał - 29września, św. Gabriel - 24 marca i św. Rafał - 24 października.Obecnie wszyscy trzej archaniołowie są czczeni jednego dnia wrandze święta. O każdym z nich powiemy z osobna.

Więcej na następnejstronie


Święty Michał Archanioł - Któż jak Bóg



Kościół czci na ołtarzachpod tym imieniem 16 osób: 1 archanioła, 11 świętych, 3błogosławionych i 2 błogosławione. Wśród nich wymienić wartośw. Michała, biskupa Kijowa (+ 992) i św. Michała, księciaNowogrodu, Halicza i Kijowa, który zginął z rąk Tatarów w roku1245 oraz Polaka bł. Michała Kozala, biskupa - męczennika obozówkoncentracyjnych.

Św. Michał w Piśmie świętym

Hebrajskie imię "Mika'el" znaczy: "Któż jakBóg". Według podania, kiedy Lucyfer zbuntował się przeciwkoPanu Bogu i do buntu namówił część aniołów, wtedy miałwystąpić archanioł Michał i z okrzykiem "Któż jak Bóg"wypowiedzieć wojnę szatanom.
W Piśmie świętym jestwymieniany św. Michał pięć razy. I tak w księdzie Daniela jestnazwany "jednym z przedniejszych książąt nieba" (Dn13,21) oraz "obrońcą ludu izraelskiego" (Dn 12,1). Św.Jan Apostoł określa go w Apokalipsie jako stojącego na czeleduchów niebieskich, walczącego z szatanem (Ap 12,7). Św. JudaApostoł podaje, że jemu właśnie zostało zlecone, by strzegłciała Mojżesza po jego śmierci (Jud 9).
Św. Paweł Apostołrównież o nim wspomina (1 Tes 4,16). Stary Testament wymienianiejeden raz ludzi, którzy nosili to imię (Lb 13,14; 1 Krn 5,13;6,40; 7,3; 8,16; 12,20,27; 2 Krn 21,24; Ezd 8,8).
Jeszcze więcejakcentują znaczenie św. Michała księgi apokryficzne: KsięgaHenocha, Apokalipsa Barucha, Apokalipsa Mojżesza itp., w którychśw. Michał występuje jako najważniejsza osoba po Panu Bogu, jakowykonawca planów Bożych odnośnie ziemi, rodzaju ludzkiego iIzraela. Michał jest księciem aniołów, który ma klucze do nieba.Jest aniołem sądu i Bożych kar, ale też aniołem Bożegomiłosierdzia. Pisarze wczesnochrześcijańscy przypisują mu wieleze wspomnianych atrybutów; uważają św. Michała za anioła odszczególnie ważnych zleceń Bożych. Piszą o nim: Tertulian,Orygenes, Hermas, Didymus itp.

Kult św. Michała wKościele

Kult św. Michała archanioła wchrześcijaństwie jest bardzo dawny i żywy. Sięga on wieku II.Symeon Metafrast pisze, że we Frygii, w Małej Azji, miał sięobjawić św. Michał w Cheretopa i na pamiątkę zostawić cudowneźródło, do którego śpieszyły liczne rzesze pielgrzymów.Podobne sanktuarium było w Chone, w osadzie odległej 4 km odKolosów, które nosiło nazwę "Michelion". WKonstantynopolu kult św. Michała był tak żywy, że posiadał ontam już w VI wieku aż 10 poświęconych sobie kościołów, w IXwieku kościołów i klasztorów pod jego wezwaniem było już tam15. Sozomenos i Nicefor wspominają, że nad Bosforem istniałosanktuarium św. Michała, założone przez cesarza Konstantyna (w.IV). W samym zaś Konstantynopolu w V wieku istniał obraz św.Michała, czczony jako cudowny w jednym z klasztorów pod jegoimieniem. Liczni pielgrzymi zabierali ze sobą cząstkę oliwy zlampy płonącej przed tym obrazem, gdyż według ich opinii miałaona własności lecznicze. Sanktuarium swoje miał św. Michał nadtow Akroinos Nicopolis i w Gordium Eudokias w Galacji. W Egipcie byłobardzo wiele świątyń pod wezwaniem św. Michała. W Etiopii każdy12 dzień miesiąca był poświęcony św. Michałowi. Głośnesanktuarium miał św. Michał archanioł także w Bułgarii przyklasztorze w Lesnowo (w. XIV). W Europie Zachodniej są po dzieńdzisiejszy najważniejsze sanktuaria św. Michała: w Italii na górzeGargano (Apulia) i we Francji na wyspie St. Michel.

Podaniegłosi, że św. Michał miał się pojawić na Monte Gargano wgrocie kilka razy w latach 492-494, kiedy biskupem Nisipontu(Manfredonii) był św. Wawrzyniec Maiorano. Kiedy Longobardowie natym właśnie miejscu zwyciężyli Saracenów w roku 663,przypisywali swoje zwycięstwo św. Michałowi. Jeszcze w roku 1656miał się pojawić św. Michał biskupowi Manfredonii i zapewnić gow czasie szalejącej zarazy, że epidemia na jego prośbę ustanie,co się też stało. Monte Gargano wznosi się osobno ponad 800 m nadpoziomem morza. Na jego szczycie jest miasteczko z ruinami zamku poNormanach. Sanktuarium jest w pobliżu. Do groty świętej prowadzi87 schodów pod bazylikę. Napis przy wejściu głosi: "To jestna całym świecie najsłynniejsze miejsce, gdzie 16 X raczyłobjawić się śmiertelnym. Tu jest ta święta skała, gdzie stanęłyjego stopy". Sanktuarium jest do dnia dzisiejszego licznienawiedzane. Opiekę nad nim roztaczają zakonnicy św. Wilhelma.

Najgłośniejsze sanktuarium we Francji mieści się na małejwysepce skalistej, wyrastającej z morza. Jest tam klasztorbenedyktynów. Dawna nazwa wysepki Merkurego została zmieniona na"St. Michel". Tam to bowiem - jak głosi podanie - w roku708 trzy razy pojawił się św. Michał biskupowi z Arsanches - św.Aubertowi. W 966 wódz normański, Ryszard I, wprowadził na tęskalistą wyspę benedyktynów. Filip II August, król Francji (+1223), rozbudował kościół i klasztor. Wieża kościoła stanowiłanajwyższy punkt wyspy (117 m). Rewolucja francuska (1792-1799)wypędziła z Wyspy Św. Michała benedyktynów, a Napoleon założyłtam więzienie. Obecnie znów są tam benedyktyni (od roku 1966). Wroku 1975 prawie 5 milionów turystów i pielgrzymów nawiedziło tosanktuarium.

Z innych znanych sanktuariów św. Michałanależy wymienić sanktuarium na górze Gauro nad Sorrento kołoNeapolu z roku 820, w Galtanisetta na Sycylii, w Bobbio (w. VII), wPiemoncie "La Sagradi S. Michele" (w. X), w Anglii nawzgórzu Tombe, gdzie kościół miał wystawić św. Aubert nażądanie św. Michała, który mu się we śnie objawił. Katedra wBrukseli (Belgia) jest pod wezwaniem Św. Michała. Zawiera bardzobogaty skarbiec.

Św. Michał był uważany za głównegopatrona i opiekuna Izraela. W Nowym Testamencie doznawał czci jakoszczególny opiekun Kościoła. Papież Leon XIII ustanowił osobnąmodlitwę, którą kapłani odmawiali po Mszy świętej z ludem dośw. Michała o opiekę nad Kościołem. Św. Michała obrały sobieza szczególnego patrona m. in. Niemcy i Austria.
Małopolskamiała również kiedyś św. Michała za patrona. Król Portugalii,Alfons Henryk, ustanowił zakon pod wezwaniem Św. Michała w roku1167.
W Polsce zaś powstały dwa zgromadzenia zakonne podwezwaniem Św. Michała: męskie i żeńskie, założone przez sługęBożego Bronisława Markiewicza (+ 1912): michaelici i michaelitki.Najstarszy wizerunek, jaki dochował się do naszych czasów - topłaskorzeźba, która obecnie znajduje się w British Museum,pochodząca z VI wieku w stylu rzymskim, oraz mozaika w Rawennie wkościele Św. Apolinarego z VI w.

Św. Michał w pierwotnymchrześcijaństwie należał do najpopularniejszych postaci whagiografii. Od VI wieku uchodzi on za pogromcę Lucyfera izbuntowanych złych duchów a to na podstawie tradycji żydowskiej iksięgi Apokalipsy (12,7). Piszą o tym wyraźnie: Kasjodor,Eukumeniusz, Andrzej z Cezarei i inni. Jest uważany w starożytnymchrześcijaństwie za opiekuna Kościoła świętego, tak jak kiedyśbył aniołem Synagogi, Izraela. On stoi u wezgłowia umierających,kiedy toczy się bój ostatni o ich wieczne zbawienie z szatanem. Ontakże towarzyszy duszom w drodze do nieba, waży na sądzie Bożymludzkie czyny.

Kult św. Michała w Polsce

J.Krzyżanowski wymienia 47 przysłów związanych z imieniem Michała.Na św. Michała kończono wypasanie bydła na wspólnychpastwiskach. Dzień św. Michała był dniem umów najmu i dniempłacenia trzeciej raty w roku obowiązującego podatku, gdyż z tymdniem upływał trzeci kwartał.

Znani Polacy nosili to imię:Michał Korybut Wiśniowiecki (+ 1673), król polski; Jeremi MichałWiśniowiecki (+ 1651), wojewoda ruski, największy magnat naUkrainie; Michał Serwacy Wiśniowiecki (+ 1744), hetman polnylitewski, wojewoda wileński; Michał Gliński (+ 1534), marszałeknadworny litewski; Michał Kleofas Ogiński (+ 1833), kompozytor;Michał Grabowski (+ 1886), powieściopisarz, działacz z Turcji;Michał Bałucki (+ 1901), komediopisarz; Michał Arct (+ 1916),zasłużony wydawca; Michał Bobrzyński (+ 1935), historyk; MichałDrzymała (+ 1937), chłop z Wielkopolski ("Wóz Drzymały");Michał Kajka (+ 1940), poeta mazurski; Michał Marian Siedlecki (+1940), zoolog, podróżnik; Michał Walicki (+ 1966), historyksztuki.

Z naszej literatury są znani: Michaś Kossakowski z"Horsztyńskiego" J. Słowackiego; Michał Wołodyjowski zTrylogii H. Sienkiewicza; Michałko z noweli B. Prusa pod tym samymtytułem; Michał z "Leśnika" M. Kuncewiczowej; Michał zopowiadania J. Zawieyskiego "Pokój Głębi".

Owielkiej czci, jakiej kiedyś w naszym narodzie doznał św. Michał,świadczy bardzo wielka liczba kościołów w Polsce pod jegowezwaniem. Jest ich prawie 350. Katedra łomżyńska jest pod jegoimieniem.

O popularności św. Michała świadczy i to, żeaż 222 miejscowości w naszym kraju zawdzięcza swoją nazwęimieniu św. Michała.

Obraz św. Michała znajduje się wherbach 11 miast: Białej Podlaskiej, Dokudowa, Dolska, Kodnia,Łańcuta, Mieścisk, Płazowa, Sanoka, Słomnik, Strzelina iStrzykowa.

Więcej na następnejstronie


Święty Gabriel Archanioł - mąż lub wojownik Boży



Imię jego jest równieżteoforyczne, znaczy bowiem, tyle, co "mąż Boży" albo"wojownik Boży". W hagiografii imię to nosiło 6 świętychi 2 błogosławionych.

W Starym Testamencie spotykamy siędwa razy z tym imieniem w księdze Daniela proroka. W pierwszymwypadku wyjaśnia anioł Danielowi znaczenie tajemniczej wizji Baranai Kozła, ilustrującej podbój przez Grecję potężnych państwMedów i Persów (Dn 8,13-26). W drugim wypadku archanioł Gabrielwyjaśnia prorokowi Danielowi przepowiednię Jeremiasza o 70tygodniach lat (Dn 9,21-27; Jr 25,113). Nie jest wykluczone, że św.Gabriel jest także ową tajemniczą osobą: "ubraną w lnianeszaty", o obliczu podobnym "do blasku błyskawicy",która pojawiła się Danielowi (10,4-12).

W NowymTestamencie spełnia św. Gabriel doniosłą misję: zwiastuje wimieniu Pana Boga Zachariaszowi narodzenie syna, św. JanaChrzciciela oraz Najśw. Maryi Pannie narodzenie Jezusa Chrystusa (Łk1,11-38).

Kult św. Gabriela w Kościele

Tradycjachrześcijańska zaliczyła go do archaniołów. Być możepozostawał stróżem Najświętszej Rodziny: oznajmił Józefowi ozamiarze Heroda zamordowania Chrystusa Pana i nakazał mu uciekać doEgiptu (Mt 2,13). On też oznajmił Józefowi o śmierci Heroda inakazał mu powrócić do Nazaretu (Mt 2,29-20). Być może właśnieśw. Gabriel był także aniołem pocieszenia w Ogrójcu, i on zjawiłsię przy zmartwychwstaniu Chrystusa i przy wniebowstąpieniu.

Liczne obrządki w Kościele uroczystość św. Gabriela mająw swojej liturgii tuż przed lub tuż po uroczystości zwiastowania.Tak było również w liturgii rzymskiej do roku 1969. Ostatniareforma złączyła uroczystość trzech archaniołów razem. NaZachodzie osobne święto św. Gabriela przyjęło się później,gdyż dopiero w wieku dziesiątym. Papież Benedykt XV w roku 1921rozszerzył je z lokalnego na ogólnokościelne. Papież Pius XII, 1kwietnia 1951 roku, ogłosił św. Gabriela patronem telegrafu,telefonu, radia i telewizji. (Warto wiedzieć, że trzy serwery, naktórych umieszczone są internetowe strony Stolicy Apostolskiejnoszą imiona trzech archaniołów). Najstarszy obraz św. Gabrielaznajduje się w pięknej mozaice w bazylice Św. Apolinarego wRawennie. Pochodzi z wieku VI. Scena zwiastowania była tak bardzoulubionym tematem artystów, że chyba nie było wśród nichwiększego, który by jej nie przedstawił. Archanioł Gabriel jestczczony przez Żydów, chrześcijan i muzułmanów. Zaliczany jest doksiążąt nieba (archaniołów) i stawiany w rzędzie siedmiuwielkich duchów, stojących przed tronem Boga.

W 1705 rokuśw. Ludwik Grignion de Montfort założył rodzinę zakonną podnazwą Braci Św. Gabriela. Zajmują się głównie opieką nadgłuchymi i niewidomymi.

Kult św. Gabriela w Polsce

Wśród znanych Polaków nosili to imię między innymi:Gabriela Zapolska (+ 1921), pisarka; Gabriel Narutowicz (+ 1922),pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej; oraz Gabriel Korbut (+1936), historyk literatury, autor cenionej bibliografii "LiteraturaPolska od początku do I wojny światowej".

21miejscowości w Polsce wywodzi swoją nazwę od imienia Gabriela.

Więcej na następnejstronie


Święty Rafał Archanioł - Bóg uleczył



Hebrajskie Rafael oznacza "Bóguleczył". Nawiązuje przeto do przepięknego opowiadania, którespotykamy w księdze Tobiasza. Archanioł Rafał przeprowadzaszczęśliwie Tobiasza Młodego aż do dalekiej Persji, ratuje go wdrodze od pożarcia przez wielką rybę, odbiera szczęśliwie odkrewnego pieniądze kiedyś pożyczone, namawia go, aby Tobiaszowioddał swoją córkę za żonę, leczy tę córkę, wreszcie uzdrawiastarego Tobiasza - ojca, przywracając mu nie tylko majątek, ale iwzrok. Księga ta należy do opowieści biblijnych, w których wąteklegendarny i ludowy wiąże moralna myśl religijna. Niemniej osobaśw. Rafała archanioła jest przedstawiona z całą wyrazistością(Tb 5,4-12,22). Po dokonaniu dzieła św. Rafał odsłania przedzdumionymi Tobiaszami, kim jest: "Ja jestem Rafał, jeden zsiedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przedmajestat Pański" (Tb 12,15).

Kult św. Rafała wchrześcijaństwie

Ponieważ zbyt pochopnie używanoimion, które siedmiu archaniołom nadały apokryfy żydowskie,dlatego synody: w Laodycei (361) i w Rzymie (492 i 745) zakazały ichnadawania. Pozwoliły natomiast nadawać imiona: Michała, Gabriela iRafała, gdyż o tych wyraźnie mamy wzmianki w Piśmie Świętym.Początkowo w kościele na Zachodzie oddawano kult osobno tylko św.Michałowi. W niektórych jednak stronach dzień święta wszystkichtrzech archaniołów łączono razem. Z wolna jednak wyodrębniałasię cześć św. Gabriela i św. Rafała. W VII wieku istniał jużw Wenecji kościół ku czci św. Rafała. W tym samym wieku miastoCordoba w Hiszpanii ogłosiło go swoim patronem. W XV wieku wielediecezji miało już jego osobne święto, podobnie jak św.Gabriela. W roku 1921 papież Benedykt XV wyznaczył na cały Kościółobchód św. Rafała na dzień 24 października, podobnie jak tymsamym zarządzeniem naznaczył na doroczną pamiątkę św. Gabriela24 marca. Św. Rafał jest czczony jako patron chorych i podróżnych.

Kult św. Rafała w Polsce

Wśród znanychPolaków imię Rafała nosili m.in.: Rafał Leszczyński (+ 1592),wojewoda brzesko-kujawski, protektor "braci czeskich";Rafał Leszczyński (+ 1636), wojewoda bełski, przywódcaprotestantów polskich; Rafał Leszczyński (+ 1703), podskarbiwielki koronny, ojciec króla polskiego, Stanisława Leszczyńskiego;Rafał Malczewski (+ 1965), syn Jacka Malczewskiego, malarz; RafałWojaczek (1945-1971) - tragicznie zmarły poeta.

Zhagiografii polskiej są znani: o. Rafał z Proszowic (+ 1534),bernardyn, który odbierał cześć ołtarzy jako błogosławionyoraz przede wszystkim św. Rafał Kalinowski (1835-1912) karmelitabosy, beatyfikowany i kanonizowany przez Jana Pawła II i bł. o.Rafał Chyliński, franciszkanin (1694-1741) również beatyfikowanyprzez Papieża-Polaka (1991).

Topografia polska wymienia 10miejscowości, których nazwa wywodzi się od imienia św. Rafała.

Więcej na następnejstronie


Luteranie o aniołach


29 września Kościółobchodzi Dzień Archanioła Michała i Wszystkich Aniołów. Samosłowo anioł jest tłumaczeniem łacińskiego wyrażenia angelus,które z kolei oddaje greckie angelos. Św. Augustyn zauważył, że"anioł jest określeniem funkcji (nomen officii), a nie natury"(Sermo VII, 3).

Religia żydowska miała bardzorozwiniętą i żywą naukę o aniołach. Aniołów określano napodstawie zadania, jakie spełniały: malakim - posłańcy, malak -posłaniec, wierzono, że Jahwe Bóg posługuje się tymi istotamidla wykonania swojej woli, zwiastowania jej (1 Mż 1,1; 28,12; 32,2;Ps 103,20); oraz według ich związku z Bogiem: "wojsko Jahwe"(Joz 5,14), "wojsko niebieskie" (1 Krl 22,19). Aniołówuważano za wysłanników Boga, a często był to On sam. Bógposyłał ich w celu ochrony ludzi lub ukarania. Wśród aniołówwystępuje szczególnie Anioł Jahwe (Rdz 16,7) lub Anioł Boży (Rdz21,17). W 1 Księdze Mojżeszowej cheruby i połyskujące mieczestrzegły bram Edenu. Aniołowie oddalili się od człowieka, kiedyczłowiek oddalił się od Boga. Aniołowie sprawują liturgię przedBogiem, śpiewają Święty... (Iz 6,1-3).

Nauka o aniołachszczególnie rozwinęła się w późniejszych czasach. Obraz tegorozwoju znajdujemy w Księgach: Hioba, Daniela, Tobiasza, a zwłaszczaw apokryfach (Księga Henocha, Księga Jubileuszów). Aniołowieprzyjmują wówczas różne określenia: "Synowie Boży"(jako istoty stojące blisko Boga - Hi 1,6; 2,1; Dn 3,92), "Synowienieba", "Święci" (Hi 5,1; 15,15). Angelologięrozwinęła również wspólnota qumrańska.

Także NowyTestament potwierdza łączność pomiędzy światem aniołów iświatem ludzi. Są to pouczenia przede wszystkim w świetleWcielenia Słowa Bożego, które inauguruje królestwo Boże naziemi. Należy podkreślić obecność aniołów i ich działanie wcałym życiu Chrystusa. Posłańcy Boga są również sługamiJezusa. Inny uderzający fakt w Nowym Przymierzu, to działaniaaniołów w życiu Kościoła. To oni cieszą się z nawróceniagrzeszników, przychodzą z pomocą uwięzionemu pierwszemu zApostołów (Dz 5,19; 8,26; 10,3-8; 12,15; 1 Kor 4,9). WreszcieApokalipsa ukazuje udział aniołów i ludzi w historii. Dla autoraObjawienia Kościół ziemski i Jeruzalem niebieskie stanowią tylkodwie fazy (etapy) tej samej rzeczywistości. Mieszkańcy nieba,święci, aniołowie modlą się za pielgrzymów na ziemi, aniołowieodkrywają ludziom w mocy Boga Jego plany i przychodzą z pomocąKościołowi w walce z mocami ciemności.

Tak Stary, jak iNowy Testament znają różne grupy aniołów: Moce (Rz 8,38; 1 Kor15,24; Ef 1,21), Władze (1 Kor 15,24; Ef 1,21; Kor 1,16),Zwierzchności (Rz 8,38), Panowania (Ef 1,21), Trony (Kor 1,16), aoprócz tego także cherubini i serafowie oraz archaniołowie. Każdaz wymienionych grup spełnia określone zadanie. Aniołowiewychwalają Boga, Panowania - adorują, Zwierzchności - drżą, Mocei Serafini - współwychwalają.

Najbardziej znanym z aniołówjest Archanioł Michał. Według tradycji chrześcijańskiej iżydowskiej, kiedy Lucyfer zbuntował się przeciw Bogu, ArchaniołMichał miał wystąpić jako pierwszy z okrzykiem: "Któż jaknie Bóg!" (z hebr. Mika'el - oznacza "któż, jak nieBóg").

W Piśmie św. nazywany jest "jednym zprzedniejszych książąt nieba" (Dn 13,21), obrońcą ludu (Dn12,1) i pogromcą Smoka-szatana (Ap 12,7). Św. Juda Apostołtwierdzi, że to właśnie Michałowi zostało zlecone strzeżenieciała Mojżesza po jego śmierci. Michał występuje jako wykonawcaplanów Bożych, szczególny opiekun Izraela, a później Kościoła.Jest księciem aniołów. Jest aniołem sądu i kar Bożych, a takżeaniołem Bożego miłosierdzia.

Imię innego archanioła -Gabriel oznacza tyle, co "mąż Boży", "wojownikBoży". W Starym Testamencie spotykamy się z nim dwa razy wksiędze proroka Daniela. W pierwszym wypadku archanioł Gabrieltłumaczy prorokowi sens wizji o baranie i koźle (Dn 8,13-26), a wdrugim - archanioł Gabriel wyjaśnia prorokowi Danielowiprzepowiednię Jeremiasza o 70 tygodniach-latach (Dn 29,10; Jr 25,11n). Najbardziej znanym posłannictwem Gabriela było zwiastowanieZachariaszowi w Jerozolimie narodzenia syna, Jana Chrzciciela, orazMarii Pannie - narodzenia Jezusa, Syna Bożego (Łk 1,1-80).

Aniołysą częstokroć utożsamiane z działaniem samego Boga. Możnabowiem dopatrywać się w wielu posłannikach Bożych w Starym iNowym Testamencie samego Boga, który ukazuje się nam w takiejpostaci, która jest nam najbliższa sercu i poznaniu. Nie możemy Gona razie widzieć, lecz jak dzieci przybiera On dla nas formę nambliską i przez nas kochaną, taką której się nie boimy i wzbudzaw nas ufność. Bóg jest dla nas miłością, a ta jest dla każdegoinna. Do każdego Jego Dobra Nowina przychodzi w inny sposób. Przezczytanie Pisma Św., przez kontakt z drugim człowiekiem lubdzięki... aniołom.

LITURGIA NA DZIEŃ ARCHANIOŁAMICHAŁA I WSZYSTKICH ANIOŁÓW (29 WRZEŚNIA) 2001 R.

Hasłodnia: Anioł Pański zakłada obóz wokół tych, którzy się goboją. (Ps 34,8)
Psalm dnia: Ps 103,19-22 lub Ps 148
Pieśńdnia: Przed Twym tronem Boże w niebie (246)
Bógwszechstworzenia święty Pan (245)
Barwa liturgiczna: biała

Introit

Ks: Błogosławcie Panu, Aniołowie Jego.Alleluja!
Zb: Potężni siłą, wykonujący Słowo Jego.Alleluja!
Ks: Błogosławcie Panu wszystkie zastępy Jego.Alleluja!.
Zb: Słudzy Jego, pełniący wolę Jego. Alleluja!
Ks: Pan na niebiosach utwierdził Swój tron. Alleluja!
Zb: AKrólestwo Jego panuje nad wszystkimi. Alleluja! (Ps 103)

Tekstyliturgiczne i kazalne:
S: Joz 5, 13-15 III
L: Obj 12,7 - 12a(12b) II
E: Łk 10, 17-20 I
Dz 5,17-21 (22-27a) 27b-29 IV
Mt18,1-6.10 V
Hbr 1,7.13-14 VI

Graduale:
Chwalcie Go,wszyscy Aniołowie Jego, * chwalcie Go wszystkie zastępy Jego!Alleluja! (Ps 148,2)
Antyfona:
Ks: Aniołom Swoim polecił.Alleluja!
Zb: Aby cię strzegli na wszystkich drogach twoich.Alleluja! (Ps 91,11)

Kolekty:

1. Wszechmogący Boże,Stwórco wszystkiego co jest widzialne i niewidzialne!
DziękujemyCi, że czuwasz nad nami przez swoich aniołów świętych.
Naucznas wdzięczności za wszystko, co nas spotyka na drodze życianaszego.
Przede wszystkim chwalimy Cię za ratunek dany nam wekrwi Jezusa Chrystusa,
Pana naszego, przez którego racz naswysłuchać w Duchu Świętym, Pocieszycielu naszym.

2. Bożemiłosierny, Panie całego stworzenia! Ciebie wieczniechwalą wszyscyaniołowie, oddają Ci cześć i uwielbienie.
Prosimy Cię, dajnam ducha modlitwy, abyśmy Ciebie w Kościele Syna Twojego takżeczcili i sławili po wszystkie dni życia naszego.
Wysłuchaj nasprzez Jezusa Chrystusa, który z Tobą i z Duchem Świętym żyje ikróluje na wieki wieków.

za stroną www.luteranie.pl

Więcej na następnejstronie


Aniołowie według islamu


Oprócz wymienianych zimienia aniołów Dżibrila (Gabriela), który przekazał MuhammadowiKoran, Micha'ila, Israfila i Azra'ila (dwaj ostatni nie sąwspomniani w Koranie), Haruta i Maruta, a także upadłego aniołaIblisa, Koran zna jeszcze dwie grupy aniołów: "stróżówognia" (piekielnego: 74,31) oraz "blisko dopuszczonych"(4,172). Anioły są duchowymi istotami, wychwalającymi iwysławiającymi Boga. Uchodzą za istoty nieskazitelne, o pięknejpostaci.

Ich zadanie polega na podtrzymywaniu wewszechświecie - na polecenie Boga - ładu wewnętrznego. Strzegą ichronią ludzi, odnotowują ich czyny i odbierają dusze zmarłych.
Anioła Gabriela określa się w Koranie jako "WiernegoDucha" lub też "Świętego Ducha". W 19.17 otrzymujeon miano "Naszego Ducha", jawiącego się Marii jako"człowiek doskonały". Gabriel i Michał pełnią funkcjepośredników w procesie objawienia: Gabriel często występuje wroli posłannika. Israfil pojawia się tylko w eschatologicznychlegendach. Iblis został wygnany z rajskich "ogrodów",ponieważ wzbraniał się oddać pokłon człowiekowi, którego Bógstworzył jako istotę dobrą. Aniołowie są sługami Boga itowarzyszą ludziom oraz innym stworzeniom. Wyzbyci zaś własnejwoli i rozumienia nie mogą popełnić żadnego grzechu.

Monikai Udo Tworuschka "Islam. Mały słownik"

Więcej na następnejstronie


Od raju do Troady – aniołowie w Piśmie Świętym


Słowo "anioł"pojawia się w Biblii ponad 300 razy

Zaprzeczaćistnieniu aniołów - pisze pewien chrześcijański filozof w porywieświętego gniewu na to powszechne sprzysiężenie, którego ofiarąpadają te święte Duchy - znaczy tyle, co wyrwać z Biblii co drugąstronę..., a o rytuale nie należałoby w ogóle wspominać."Począwszy od anioła z raju aż do anioła z Apokalipsy, któryzaręcza, że nie będzie czasu - pisze ze swej strony Paul Claudel -począwszy od anioła, który pojawił się w Mambre, aż do anioła,który ukazał się Zachariaszowi, począwszy od tych, którzywychłostali Heliodora, aż do tego, który towarzyszył młodemuTobiaszowi, począwszy od tego, który pocieszał Hagar, aż do tego,który uwolnił z kajdan świętego Piotra, przez całą historięświętą przebiegają ci bracia groźni, pouczający iwspółczujący."

Istotnie, ta pełna tajemnic czynnaobecność aniołów snuje się poprzez całą Biblią, chociaż niewszędzie występują oni w niej tak widocznie, jak w KsiędzeRodzaju i w Apokalipsie, w Księdze Tobiasza i w KsięgachMachabejskich, w Ewangeliach i w Dziejach Apostolskich.

"Ojcze,jak wielką mam mu dać zapłatę? - pyta młody Tobiasz swego ojcaTobiasza po powrocie z podróży do Medii. - Nie poniosę szkody,jeśli dam mu połowę majątku, który on przyniósł ze mną. Onprzecież mnie przyprowadził w zdrowiu, żonę moją wyzwolił ipieniądze przyniósł ze mną, i ciebie uleczył. Jaką więc mam mudać zapłatę?" (Tb 12,2-3).
Tymi słowy młody Tobiaszukazał żywy obraz materialnych i duchowych dobrodziejstw, jakich muudzielił jego anioł stróż. Zdarzenie to ilustruje nam to, co wkrótkich i dobitnych słowach wyraża Psalm 91 o wspomagającej rolinaszego niewidzialnego opiekuna: "Bo swoim aniołom dał rozkazo tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękachbędą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień. Będzieszstąpał po wężach i żmijach, a lwa i smoka będziesz mógłpodeptać" (Ps 91, 11-12).
Według komentarza św. RobertaBellarmina, Doktora Kościoła, słowa te należy interpretowaćzarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym. Aniołowie stróżowieochraniają ludzi przed cielesnymi niebezpieczeństwami i roztaczająnad nimi pieczę w ich duchowych potrzebach. Biblia daje o tymświadectwo: nic, co dotyczy ludzi, nie jest dla nich obojętne,wszystko, co odnosi się do wędrówki ludzi do wiecznej (chwały)ojczyzny, interesuje aniołów. Mogliby oni słowa rzymskiego poetyTerencjusza zastosować do siebie i jeszcze je uzupełnić: Jesteśmyprzyjaciółmi ludzi i nic, co ludzkie, nie jest nam obojętne.Wyzwolenie sił natury, napady zwierząt, ludzkie namiętności,intrygi, sprzysiężenia, wojny, wszystko może stać sięprzedmiotem rozstrzygającej ingerencji aniołów, jeśli tylkowchodzi w grę los przyjaciół Boga. W Księdze Tobiasza widzimyarchanioła Rafała w postaci młodego towarzysza podróży, jaktroszczy się o uleczenie oczu starego Tobiasza, które stały sięofiarą całkiem banalnego przypadku - ciepłych odchodów z gniazdajaskółczego. Słyszymy również tego samego Rafała, jak udzielarad małżeńskich młodemu Tobiaszowi oraz jak przypomina mu, żeobowiązek wdzięczności wobec Boga jest ważniejszy aniżeliwszystkie ludzkie zobowiązania i uczucia (Tb 12,17.18.20).

Umierając z pragnienia na pustyni

Wielokrotnieukazuje nam Stary Testament aniołów troszczących się o cielesnedobro ludzi: anioł objawia się Hagar i jej synowi Izmaelowi,umierającym z pragnienia na pustyni, i sprawia, że wokół nichwytryska źródło (Rdz 21,19). Anioł dodaje otuchy prorokowiEliaszowi, który pogrążony w rozpaczy, położywszy się poddrzewem jałowca, jęknął: "Wielki już czas, o Jahwe! Odbierzmi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków! Po czym położyłsię tam i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu:Wstań, jedz. Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk idzban z wodą. Więc podniósłszy się zjadł i wypił, i znowu siępołożył. Powtórnie anioł Jahwe wrócił i trącając go,powiedział: Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga! Powstawszyzatem, zjadł i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedłczterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry" (1Krl 19,4-8). Innym razem anioł pochwycił proroka Habakuka wmomencie, kiedy przygotowywał jedzenie dla żeńców, i w jednejchwili przeniósł go z Judei do Babilonu, właśnie nad brzeg lwiejjamy, w której był zamknięty inny prorok: "Danielu, Danielu!Weź posiłek, który ci Bóg przysyła!" (Dn 14,37) Równieżaniołowie przez czterdzieści lat dostarczali Hebrajczykom manny wich wędrówce do ziemi Kanaan (Wj 16; Ps 7,24): każdego ranka, zwyjątkiem szabatu, w którym "była podwójna ilość tego, cobędą zbierać codziennie" (Wj 16,5), aniołowie pozwalaliznajdować im mannę, pokarm podobny do ziarna koriandra (Wj 16,1-8.31).

Skuteczna pomoc aniołów ukazała się przede wszystkimw burzliwym życiu Jakuba. Uciekając przed gniewem swego brataEzawa, miał sen. "We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi,sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych,którzy wchodzili w górę i schodzili w dół. A oto Jahwe stał najej szczycie i mówił: Ja jestem Jahwe, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka.Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. Apotomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaśrozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i napołudnie; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwoprzez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cięstrzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tegokraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ciobiecuję" (Rdz 28, 12-15).

Aniołowie ukażą się znówJakubowi podczas jego powrotnej drogi z Haranu, by mu zapewnić pomocBożą przy jego spotkaniu z Ezawem (Rdz 32). Jakub tak głębokoprzeżywał tę obecność aniołów podczas całego swegodramatycznego życia, że błogosławiąc swe dzieci przed śmierciąbędzie dziękował Bogu za to, że kierował nim przez całe życie,a Jego anioł "bronił go od wszelkiego złego" (Rdz28,12-25).

Wiele razy w Starym Testamencie aniołowieinterweniowali, by ludzi uczynić lepszymi. I tak na pustyni aniołukazał się Hagar, która pod wpływem surowego traktowania przezSarę, żonę Abrahama, uciekła od niej. Ale on nakazał jejpowrócić do swej pani (Rdz 16,9). Anioł powstrzymał rękęAbrahama gotową już do zadania śmiertelnego ciosu swemu synowiIzaakowi, związanemu na ołtarzu (Rdz 22,12). Anioł powstał, byodradzić prorokowi Balaamowi ogłoszenie przekleństw pod adresemludu Bożego (Lb 22).
Aniołowie - zgodnie z etymologią ichimienia - są zwiastunami. Oto Bóg posyła anioła do Abrahama, bymu przepowiedział narodziny Izaaka; do Zachariasza w świątyni, bymu zwiastował narodziny Jana Chrzciciela. To anioł w imieniu Bogaprzekazuje Danielowi i prorokowi Zachariaszowi objawienia co doprzyszłości; również w Apokalipsie anioł podaje Janowi dowiadomości to, co ma zapowiedzieć.

Oni chwycili go zarękę

Kiedy Abraham powierzał swemu słudze Eliezerowidelikatną misję, by w Haranie, mieście jego przodków, znalazłżonę dla jego syna Izaaka, zalecił mu ufność w opiekę aniołastróża: "Jahwe, któremu służę, pośle z tobą swego aniołai sprawi, że zamiar twój powiedzie ci się, że weźmiesz żonędla mego syna z rodziny mojej, z rodu mojego ojca" (Rdz 24,40).Podobna wiara ożywiała ojca Tobiasza, gdy po jego odejściu tymisłowy pocieszał swoją żonę: "Nie martw się! Nasze dzieckopójdzie w drogę zdrowe i zdrowe powróci do nas, a oczy twojezobaczą ten dzień, w którym on zdrów przyjdzie do ciebie. Niemartw się i nie lękaj o niego, siostro. Towarzyszy mu bowiem dobryanioł, więc będzie miał szczęśliwą podróż i wróci zdrowy"(Tb 5,21-22).

Aby ocalić swoich podopiecznych, aniołowienie cofają się przed bardziej energiczną ingerencją. I tak gdyLot i rodzina wahali się, czy mają opuścić Sodomę zagrożonądeszczem siarki i ognia, dwaj mężowie "chwycili go, jego żonęi dwie córki za ręce - Jahwe bowiem litował się nad nimi - iwyciągnęli ich, i wyprowadzili poza miasto" ( Rdz 19,16).Anioł zamknął paszczę lwów w jaskini, do której król Dariuszkazał wrzucić proroka Daniela: "Mój Bóg posłał swegoanioła i on zamknął paszczę lwom: nie wyrządziły mi onekrzywdy, ponieważ On uznał mnie za niewinnego" (Dn 6,23).Aniołowie okazali podobną moc nad siłami natury, kiedy ochroniliprzed niechybną śmiercią trzech młodzieńców żydowskich,których król Nabuchodonozor kazał wrzucić do rozpalonego pieca ztego powodu, że odmówili pokłonu złotemu posągowi. Szadrak,Meszak i Abed-Nego zostali związani w swych ubraniach przez oprawcówi wrzuceni do ognistego pieca, który rozpalono siedemkroć więcej,niż zwyczajnie go rozpalano. Tymczasem trzej młodzieńcy, którzycałkowicie zaufali Bogu, chodzili wśród płomieni nie tknięciprzez nie, podczas gdy słudzy królewscy nie ustawali w rozpalaniupieca naftą, smołą, pakułami i chrustem. Płomień wzbijał sięczterdzieści dziewięć łokci wysoko ponad piec i popalił tychChaldejczyków, którzy znajdowali się obok niego: "Jednakanioł Pański zstąpił do pieca wraz z Azariaszem i jegotowarzyszami i usunął płomień ognia z pieca, sprowadzając dośrodka pieca jakby orzeźwiający powiew wiatru, tak że ogień niedosięgnął ich wcale, nie sprawił im bólu ani nie wyrządziłkrzywdy" (Dn 3,49-50). Uszczęśliwieni tą cudowną opiekąBożą okazaną za pośrednictwem anioła mogli jeszcze ci młodzieńcyjednogłośnie wielbić Boga w hymnie, który Kościół wprowadziłnastępnie w swoją liturgię.

Więcej na następnejstronie


Chodząc w pośrodku ognia

Otóż sam król, naoczny świadek tego cudu, stwierdziłobecność anioła w piecu ognistym przy boku trzech Hebrajczyków:"Lecz widzę czterech mężów rozwiązanych, przechadzającychsię pośród ognia, i nie dzieje im się nic złego; wyglądczwartego przypomina anioła... Niech będzie błogosławiony BógSzadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, byuratował swoje sługi. W Nim pokładali swą ufność i przekroczylinakaz królewski, oddając swe ciało, aby nie oddawać czci anipokłonu innemu bogu poza Nim" (Dn 3,92,95).
Ileż rozsądkui sprawiedliwości wykazał ów król pogański: był on wzruszony nawidok ludzkiego majestatu anioła i wychwalał moc wiary tych trzechmłodzieńców i ich wierność względem Boga! Do głębi przejętytym cudem posunął się tak daleko, że sam oddał cześć Boguprawdziwemu: "Dlatego wydaję rozkaz, by bez względu naprzynależność narodową, rodową czy język, każdy, kto bywypowiedział bluźnierstwo przeciw Bogu Szadraka, Meszaka iAbed-Nega, został rozerwany w kawałki, a dom jego żeby stał sięrumowiskiem. Bo nie ma innego Boga, który by mógł zapewnićratunek jak Ten" (Dn 3,96).

Faraon wymyślał wciążnowe przeszkody, by wstrzymać wyjście Izraelitów z Egiptu iopóźnić ich powrót do ziemi Kanaan. W końcu, by ostateczniezłamać opór monarchy i uwolnić swój lud, Bóg zastosowałnajskuteczniejszą plagę: podczas jednej nocy ręką aniołapozabijał wszystkich pierworodnych tak wśród ludzi, jak i zwierząt(por. Wj 12,31-33).
Następnie za pośrednictwem swego aniołaBóg będzie prowadził Hebrajczyków przez czterdzieści lat, wśródtysiąca trudności, znad brzegu Nilu aż do Ziemi Obiecanej. Byprzeszkodzić armii egipskiej w atakowaniu tyłów Izraela, aniołrozciągnął między Hebrajczykami a Egipcjanami gęstą mgłę,przypominającą sztuczną zasłonę dymną w dzisiejszej wojnie (Joz24,7).
We dnie anioł rozwijał nad Hebrajczykami ogromnąchmurę, aby ich chroniła przed prażącymi promieniami słonecznymi,a w nocy świeciła przed nimi kolumna ognia, by oświecać im drogę.Obecność anioła była jednak uzależniona od wiernościHebrajczyków: "Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cięstrzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, któreci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Niesprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień,bo imię moje jest w nim. Jeśli będziesz wiernie słuchał jegogłosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będęnieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogodo odnoszących się tak do ciebie. Mój anioł poprzedzi cię"(Wj 23,20-23).

Widzimy z powyższych opowiadań, iższczególnie gdy w grę wchodzi egzystencja narodu wybranego, Bógprzynagla wówczas swoich aniołów, zawsze chętnych do słuchaniaJego rozkazów i gotowych do wypełnienia ich (Ps 103, 21), bypospieszyli mu z pomocą. "Czyż nie są oni wszyscy duchamiprzeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mająposiąść zbawienie?" (Hbr 1,14).

Oto ukazał im sięjeździec

Kiedy Izraelici zbliżyli się do bram Jerycha,anioł dodawał odwagi Jozuemu obiecując zwycięstwo, a później, wokresie Sędziów, anioł znów przygotował Gedeona do walki zMadianitami i pomógł mu w odniesieniu zwycięstwa.
To Bogu iasystencji anioła zawdzięcza Judyta powodzenie w swym niemalszaleńczym przedsięwzięciu, iż weszła do samego środka obozuAsyryjczyków i tam pozbawiła życia ich wodza, Holofernesa: "Jakojest prawdą, że Bóg żyje, tak strzegł mnie anioł jego od mojegowyjścia podczas pobytu i przy moim powrocie, a Pan nie dopuścił,aby służebnica Jego została zhańbiona, lecz bez żadnej skazygrzechu przywrócił mnie wam, weselącą się ze swego zwycięstwa"(Jdt 13,20 - Wlg.).

Pomoc aniołów okazała się jeszczebardziej oczywista w historii Machabeuszów, owych dzielnychwojowników walczących przeciwko Syryjczykom, którzy okupowali ichkraj. Machabeusze bronili przy tym czci prawdziwego Boga przeciwkoszerzącemu się bałwochwalstwu. Pismo św. opowiada o trzechbłyskawicznych interwencjach aniołów.
Po klęsce zadanejwojskom syryjskim przez Żydów, wódz syryjski Tymoteusz postanowiłzemścić się na powstańcach i w tym celu zebrał wielką liczbęwojska i niemało konnicy z Azji. Przed decydującą bitwątowarzysze broni Judy Machabeusza zwrócili się do swego Boga zprośbą o pomoc. Błagali oni Boga, "aby był wrogiem ichwrogów i aby się tym przeciwstawił, którzy im sięprzeciwstawiają" (2 Mch 10,26; por. Wj 23,22). "Gdyrozgorzała zażarta walka, ukazało się przeciwnikom z nieba pięciuwspaniałych mężów, na koniach ze złotymi uzdami, którzy stanęlina czele Żydów. Oni to wzięli Machabeusza pomiędzy siebie,osłonili własną bronią i tak strzegli go od ran, na przeciwnikówzaś rzucali pociski i pioruny, a ci porażeni ślepotą rozbieglisię w największym zamieszaniu. Poległo zaś dwadzieścia tysięcypięciuset, a z konnicy sześciuset żołnierzy" (2 Mch 10,29-31).
Do głębi wzburzony tą klęską Lyzjasz, kanclerz ipierwszy minister króla syryjskiego, zebrał około 80 tysięcyżołnierzy i ruszył przeciwko Żydom, aby wziąć odwet na nich.Wśród Żydów powstała panika: "Kiedy zaś żołnierzeMachabeusza dowiedzieli się, że on oblega twierdzę, błagali Pana,wśród wzdychania i łez, łącząc się z tłumem, aby na ratunekIzraelowi wysłał dobrego anioła" (2 Mch 11,6). "Kiedyzaś oni razem podnieśli się pełni zapału, ale byli jeszcze wJerozolimie, ukazał się przewodzący im jeździec w białychszatach i złotej zbroi, a wywijał włócznią" (2 Mch 11, 7n).Cudowne to zjawisko tak ich zapaliło do bohaterstwa, "że nietylko w ludzi, ale w najdziksze zwierzęta i w żelazne mury gotowibyli godzić" (2 Mch 11,9). Lyzjasz "nie był jednakpozbawiony rozumu, a rozważając klęskę, którą poniósł,doszedł do przekonania, że Hebrajczycy niezwyciężeni są dlatego,że potężny Bóg jest ich sprzymierzeńcem. Posłał więc prośbęo pokój za cenę wszelkich sprawiedliwych warunków" (2 Mch11,13-14).

Kilka lat później Syryjczycy rozpętali nowąwalkę przeciwko Hebrajczykom, tym razem pod wodzą Nikanora. Żydziznów błagali o pomoc anioła Pańskiego. Bóg i tym razem zesłałim cudowną pomoc i odnieśli zwycięstwo.
Kiedy Syryjczycyoblegali jeszcze Judeę, a Heliodor, kanclerz króla Seleukosa IV,postanowił zagrabić skarb znajdujący się w świątyni, aniołPański znów pospieszył z pomocą. Całą Jerozolimę opanowałowzburzenie na wieść o tym świętokradzkim zamiarze i wszyscyzwrócili się do Boga z prośbą o pomoc. Jednakże Heliodor, nieprzejmując się tym poruszeniem miasta, napadł na świątynię idotarł nawet do samego skarbca. "Jeszcze razem ze swoją strażąbył on obok skarbca, kiedy Władający duchami i każdą potęgądokonał wielkiego objawienia, do tego stopnia, że wszyscy, którzyodważyli się tam przyjść, uderzeni mocą Bożą padali bezsilni istrwożeni. Ukazał się im bowiem jakiś koń przybranynajozdobniejszym czaprakiem, niosący na sobie strasznego jeźdźca.[Koń] rzuciwszy się gwałtownie, zawisł nad Heliodorem przednimikopytami, a jeździec ukazał się w złotej zbroi. Ponadto ukazalisię mu dwaj inni młodzieńcy o nadzwyczajnej sile, uderzającejpiękności i w przepięknych szatach. Oni to stanęli z obydwóchstron i bez przerwy go biczowali, zadając mu wiele uderzeń" (2Mch 3,24-26). Tak oto za przyczyną błyskawicznej interwencji trzechaniołów skarb świątyni został uratowany.

«Pomóżnam!»

Interwencje aniołów w Nowym Testamencie są nambardziej bliskie, a ich objawienia, wolne od "barokowej"scenerii, nie budzą wątpliwości.
Aniołowie zwiastujątajemnicę Wcielenia Słowa Maryi, Jego narodzenie pastuszkom, Jegozmartwychwstanie świętym niewiastom, a apostołom Jego triumfalneprzyjście po raz wtóry pod koniec czasów. Aniołowie służąJezusowi po kuszeniu na pustyni i anioł umacnia Go w ogrodzie wGetsemani. Jezus wielokrotnie mówi o aniołach: o aniołach dzieci,którzy oglądając ustawicznie Boże Oblicze czuwają nad ichniewinnością: o radości aniołów z powodu nawrócenia nawetjednego grzesznika; o legionach aniołów, którzy gotowi są Gobronić podczas Jego pojmania; o miriadach aniołów, którzy będątowarzyszyć Chrystusowi, przychodzącemu na sąd pod koniec czasów;o aniołach rozdzielających wybranych od odrzuconych.

Szczególnieuderzająca jest rola aniołów w życiu św. Józefa. Objawiają musię oni w rozstrzygającej godzinie jego decyzji podczas snu inakazują mu, by nie wahał się wziąć Maryi z Nazaretu zamałżonkę; by uciekał do Egiptu z Dzieciątkiem Jezus, by Jeocalić przed wściekłością Heroda, i w końcu, po śmierci tegokróla, by wrócił do Palestyny i osiadł w Nazarecie.

Aniołowieuczestniczą w sposób widzialny w początkach Kościoła: najpierwuwalniają dwunastu apostołów uwięzionych przez Żydów, potemPiotra, uwięzionego po raz wtóry. Interweniują, by skierowaćdziałalność apostołów i ich współpracowników na krajepogańskie. Anioł żąda od Piotra, by spotkał się z Korneliuszemsetnikiem rzymskim w Cezarei, aby ochrzcił go wraz z całym jegodomem. Anioł wzywa Filipa diakona, aby udał się w drogę wiodącąz Jerozolimy do Gazy, aby nawrócić na wiarę chrześcijańskąpewnego Afrykańczyka, skarbnika królowej Kandaki z Etiopii.Następnie anioł w postaci Macedończyka objawia się Pawłowi wTroadzie w nocy podczas snu i prosi, by przeprawił się przez morzei zaniósł Ewangelię do Europy: "Przepraw się do Macedonii ipomóż nam" (Dz 16,9).

Georges Huber, "Mójanioł pójdzie przed tobą"

Więcej na następnejstronie


Wiara w osobistego aniołastróża jest rozpowszechniona w wielu religiach świata. Jużwczesny Kościół chrześcijański, zgodnie z przekazami żydowskimi,wierzy w to, że Bóg przydziela każdemu człowiekowi anioła, którytowarzyszy mu na wszystkich jego drogach, począwszy od narodzin ażpo śmierć i poza nią — do raju. Jeszcze kilka lat temu tego typuwiara była wyśmiewana przez teologię akademicką. Miała ona byćwyłącznie wyrazem dziecinnego wyobrażenia, które nie ma nicwspólnego z objawieniem chrześcijańskim. Dziwi więc, że wedługsondy przeprowadzonej przez magazyn "Focus" sporo Niemcówwierzy w osobistego anioła stróża. Najwyraźniej wiara ta jest dlawielu osób łatwiejsza niż wiara w Boga i w Jezusa Chrystusa.


W ezoteryce zapanowała moda namówienie o aniołach, które można zobaczyć, które stoją u bokukażdego człowieka, które udzielają mu ważnych nauk i którepomagają mu panować nad własnym życiem. Objawienia anielskiebudzą zainteresowanie licznych czytelniczek i czytelników. Wydajemi się wszelako, że ezoteryka zbytnio koncentruje się na tym, conadzwyczajne. Jednakże za pomocą książek, kongresów i seminariówpoświęconych aniołom wzbudza w zeświecczonym świeciezainteresowanie ludzi tym, co przekracza banalność ichcodzienności. Dzięki aniołom do ich często powierzchownego życiawkracza to, co tajemnicze.

ANIOŁ STRÓŻ


W Ewangelii według św.Mateusza Jezus mówi do swych uczniów: "Strzeżcie się,żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadamwam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojcamojego, który jest w niebie" (Mt 18,10).

Pojęcie"mały" nie oznacza w tym przypadku wyłącznie dzieci,lecz także nieznanych, niezauważanych, prostych członkówwspólnoty chrześcijańskiej. Jezus mówi więc, że każdy z tychmałych, pogardzanych ludzi ma swego anioła, który spogląda woblicze Boga. Ten ustęp Biblii sprawił, że w Kościele powstałanauka na temat osobistego anioła stróża. Wyobrażenie tego typuaniołów istnieje w wielu religiach świata. Jezus przyjmuje w tymprzypadku wyobrażenie żydowskie i rozwija je. Bo w tradycjirabinicznej aniołowie stróżowie istnieją jedynie na ziemi i niemogą spoglądać w oblicze Boga. Jezus pragnie więc powiedziećnam, iż każdy człowiek posiada swego anioła stróża, któryrównocześnie ogląda Pana. Każdy człowiek cieszy się specjalnąochroną Boga, który wysyła do niego swego posłańca. OjcowieKościoła interpretowali ten ustęp jako wiarę w to, iż począwszyod chwili narodzin, wszyscy mają swego osobistego anioła stróża.Kościół trzyma się tej nauki po dzień dzisiejszy. Co to oznacza?Najwyraźniej Kościół jest przekonany o tym, iż Bóg przydzielakażdemu własnego anioła. Niektórzy Ojcowie Kościoła nauczalinawet, że aniołowie ci biorą udział w akcie płodzenia (Orygenes,Tertulian, Klemens z Aleksandrii). Człowiek nie istnieje bez swegoanioła, nie jest bez niego całością. Ojcowie Kościołaprzydzielali aniołów nie tylko pojedynczemu człowiekowi, lecztakże różnym narodom, a nawet poszczególnym wspólnotom. WObjawieniu św. Jana wizjoner kieruje swoje przekazy do aniołówposzczególnych wspólnot (por. Ap 2).

Tak więc każdedziecko ma swego anioła stróża. Wielu dorosłych opowiada mi otym, jak ważne było dla nich w dzieciństwie jego wyobrażenie. Toon ich wspierał pośród tego niepewnego świata. Dzieci mająnaturalne wyczucie anielskiej rzeczywistości. Francuska psychologdziecięca Françoise Dolto opowiada w swych wspomnieniach, iżzwiązek z aniołem stróżem określał jej codzienność. Żyławraz z nim, tak jakby on rzeczywiście obok niej istniał: "Kiedyszłam spać, kładłam się tylko na połowie łóżka, aby zrobićmiejsce dla mojego anioła, by mógł spać obok mnie, iprzypominałam sobie przebieg dnia, który zawsze był katastrofalny,ponieważ podobno popełniłam wiele głupstw. Ja jednak nie miałampojęcia, jak do tego doszło, i nie rozumiałam, co zrobiłam znówźle, a to mnie bardzo martwiło" (Stubbe, 8). Autorka jestrównocześnie przekonana o tym, ze anioł stróż nie opuszcza jejprzez całe życie. Pojawia się u jej boku za każdym razem, kiedyszuka miejsca do zaparkowania. Uważa ona, że: "Anioł stróżdziecka śpi koło niego, anioł stróż człowieka dorosłego zawszeczuwa" (tamże, 58).

Rodzice nie mogą upilnowaćwszystkich dróg, którymi kroczą ich dzieci. Im bardziej starająsię czuwać nad swymi pociechami, tym większy strach i tym większąagresję w nich prowokują. Zwłaszcza ci rodzice, którzy pragnązachować całkowitą kontrolę, często doświadczają, iż zdarzasię dokładnie to, czego się najbardziej obawiali. W takichprzypadkach pomocna jest wiara w anioła stróża, który chronidzieci przed niebezpieczeństwami. Co jednak mają począć z tąwiarą rodzice, których dzieci zostały w drodze do szkoły pobitealbo nawet wykorzystane seksualnie? Anioł stróż nie posiadanieograniczonych kompetencji. Nie możemy stawiać mu żądań ponadmiarę. Powinniśmy zadbać o to, czego sami możemy dopilnować.Przede wszystkim powinniśmy być mądrzy i odpowiednio oceniaćrzeczywistość tego świata. A mimo to zawsze będzie istniał"międzyobszar", którego nie da się przewidzieć aniuregulować. Wtedy dobrze jest, gdy rodzice powierzą swe dzieciopiece anioła stróża. On złagodzi ich lęki. Bo mimo wszelkiejtroski nie mogą oni zagwarantować, ze ich dziecko wróci cało zeszkoły czy z przedszkola albo nie zrani się podczas zabawy. Ten,kto stara się uchronić swe dziecko przed wszelkiminiebezpieczeństwami z obawy, iż może się zdarzyć coś złego,sprawia, ze staje się ono ślepe na rzeczywiste zagrożenia. Dzieckosamo musi się przekonać, co potrafi. Zawsze może się przy tymzdarzyć jakiś wypadek — dziecko może źle ocenić swemożliwości. Zaufanie do anioła stróża i konieczne środkizapobiegawcze muszą iść w parze. Nie potrafimy wytłumaczyć,dlaczego mimo obecności aniołów niektóre dzieci zostają narażonena niebezpieczeństwo i giną. Możemy się modlić do aniołastróża. Nie mamy jednak gwarancji, że będzie on mógłzareagować. Jeśli anioł stróż ratuje nas przed zagrożeniem, tozawsze w jego działaniu ma swój udział również łaska Boska,którą nie jesteśmy w stanie dysponować.

Każdy zdorosłych choć raz w życiu był bliski nieszczęśliwego wypadku.Wyprzedzał na autostradzie, nie zauważając samochodu, który teżchciał wyprzedzić. Jeszcze raz się udało. Wiele osób mówi wtakiej sytuacji spontanicznie: "miałem czujnego aniołastróża". Albo wjeżdżał wprost w korek aut i wyhamował wostatnim momencie. Albo jego samochód się wywrócił, a on wyszedłz niego cało. Wszystko to są takie zdarzenia, które sprawiają, żewierzymy w to, iż anioł stróż uchronił nas przedniebezpieczeństwem. W takich razach w anioła stróża wierzą nietylko praktykujący chrześcijanie. Zdarza się, że mówi o nimnawet ateista. Przeczuwa on, że jest chroniony przez jakąś wyższąinstancję i że ochrona ta jest niezależna od jego mocy. Aniołstróż obdarza nas ufnością, że jadąc do pracy, zawsze dotrzemyna miejsce zdrowi. Koi nasz lęk przed zadaniami, które musimywykonać i które mogą się nam nie powieść.

Więcej na następnejstronie


Wyobrażenie anioła stróżajest tak dalece rozpowszechnione, że można je odnaleźć w każdejludzkiej duszy. Mówią o nim Żydzi, Grecy nazywają go daimonion,Rzymianie genius. Nawet jeśli wielu ludzi nie wierzy dziś w Bogalub ma trudności z nawiązaniem osobistego stosunku ze Stwórcą,wierzą oni w anioła stróża. Wiara ta jest rodzajem "poszukującejwiary" w Boga. Bo ten, kto mówi o swoim aniele stróżu, wie,ze pochodzi on od Boga, że sam Bóg postawił tego anioła u jegoboku. Równocześnie jednak ten, kto mówi o aniele stróżu, niemusi się wcale przyznawać od razu do wiary w całą dogmatykęchrześcijańską. Wyraża jedynie to, czego sam doświadczył.Doświadczenie to otwiera go na anielski wymiar. Anioły sąstworzeniami Boga; Jego zbawcza bliskość objawia się dzięki ichobecności w konkretnej konstelacji niebezpieczeństw — podczasjazdy samochodem, podczas pożaru domu, przy poślizgnięciu się naulicy. Anioł jest skonkretyzowaniem obecności Boga. Przez niego Bógdziała w naszej codzienności. O wiele więcej jest dziś takichludzi, którzy akceptują to boskie oblicze, niż tych, którzy wjednoznaczny sposób nazywają Boga swym ojcem i matką.


Jezus mówi, że aniołowiestróżowie patrzą w oblicze Pana. Za ich pośrednictwem każdyczłowiek ma kontakt z Bogiem. Każdy jest w Jego pobliżu. Każdy zapośrednictwem swego anioła dosięga Królestwa Bożego. Człowieknie jest ograniczony wyłącznie do tego, co widzialne i wykonalne.Jest otoczony tajemnicą. Nie jest sam, gdy jest samotny. Nie jestopuszczony, gdy idzie sam jeden przez las. Język religijny, któryrównież w postmodernizmie jest dla wielu całkowicie zrozumiały,zostałby przetłumaczony przez psychologa w następujący sposób:wyobrażenie anioła stróża kontaktuje człowieka z obronnymi iochronnymi siłami jego podświadomości. Pomaga mu w tym, bybardziej na siebie uważał oraz by poddawał się życiu w sposóbmniej obarczony strachem. To, co psychologia stara się z pewnymwysiłkiem wytłumaczyć, jest w podświadomy sposób dla wieluzupełnie jasne. Ludzie nie żyją wyłącznie w rzeczywistościswego krytycznego rozumu, ale też w "międzyobszarach", wktórych zdają sobie sprawę z istnienia łączności między niebema ziemią, między tym, co widzialne, a tym, co niewidzialne. Aponieważ są obeznani z tym "międzyobszarem" już oddzieciństwa, potrafią zaakceptować wyobrażenie anioła stróża.Nie myśląc o tym w sposób krytyczny, są w głębi sercaprzekonani, iż towarzyszy im anioł stróż i chroni ich przedniebezpieczeństwami.

Helmut Hark, ewangelicki ksiądz ipsychoterapeuta, często posługuje się w terapii wyobrażeniamianioła stróża. W grupie samopoznania poprosił jej uczestników,by zastanowili się nad osobistym znaczeniem ich anioła stróża.Otrzymał następujące odpowiedzi:
"Chroni na drodze.Wspiera. Trzyma zło z dala od człowieka. Działa poprzez szczęśliwezbiegi okoliczności. Dzięki niemu dzieją się rzeczy. Pojawia sięw sytuacjach granicznych. Dzięki niemu otrzymuję zachętę dodobrych uczynków. Jest bratem bliźniakiem duszy. Jest moimosobistym patronem chroniącym. Czasem mnie ostrzega. Stanowi dlamnie wyższą inteligencję. Przemawia do mnie za pomocą głosuwewnętrznego. Jest duchowym prawizerunkiem mojej duszy... Inspirujemoją wyobraźnię. Dzięki niemu skuteczne stają się uzdrawiająceenergie. Dzięki niemu wpadam na zbawcze pomysły" (Hark, 141 in.).
Poglądy te świadczą o tym, że również ci ludzie,którzy raczej trzymają się z dala od Kościoła, mają dziśprzeczucie, iż nie są pozostawieni sami sobie. Przekonanie, żetowarzyszy im anioł stróż, że ostrzega ich przedniebezpieczeństwem i wkracza, by ich ratować, wyraża ich wiarę wboską opiekę i pomoc. Bardzo często nie potrafią sobie wyobrazićBoga jako takiego. Konkretyzuje się On dla nich w postaci anioła. Wten sposób wkracza w ich codzienność. Podczas terapii wyobrażenieopiekuńczego anioła działa często jako wzmocnienie i uzdrowienie.I tak Helmut Hark opowiada o kobiecie, którą ciągle prześladowałygwałtowne myśli samobójcze. Zobaczyła we śnie anioła, "któryprzekazał jej nowe, nieznane dotąd poczucie życia" (Hark,143). Nagle myśli o samobójstwie zniknęły bez śladu. Hark mówio duchowych energiach anioła stróża, które często zwyciężająi uzdrawiają autodestrukcyjne wzorce życiowe.

Wiara wanioła stróża jest czymś więcej niż tylko dziecinnymwyobrażeniem rozkosznego aniołka, który mi wszędzie towarzyszy.Jeśli będziemy w niego wierzyć również jako ludzie dorośli, nietylko pokonamy nasze lęki przed codziennymi niebezpieczeństwami nadrodze i w pracy oraz przed groźnymi chorobami. Anioł stróżprzekazuje nam także poczucie, iż z naszych osobistych kryzysówwychodzimy wzmocnieni. A ten, kto — być może w trakcie terapii —zajmuje się historią swych urazów i czasem, nie mając pojęcia,jak się wydostać z labiryntu własnego dzieciństwa, staje siębezradny, będzie ciągle doświadczać uzdrawiającego działaniaanioła stróża. Intelektualne zrozumienie naszych urazów nieuzdrowi nas jeszcze. Niektórzy zaczynają nawet wątpić w siebie iw obarczający ich życiorys. Wiara w anioła stróża pozwala ufać,ze pośrodku tego terapeutycznego procesu stanie się coś na kształtcudu, że na dnie duszy pojawi się uzdrawiająca moc, że zjawi sięnam we śnie anioł, który przekaże nam dogłębny wgląd w nassamych, lub że nagle, nie wiadomo dlaczego, zniknie strach lubsamobójcze myśli. Wiara w anioła stróża uwalnia nas odniezdrowej koncentracji na chorobotwórczych czynnikach historiinaszego życia. Pozwala nam też odkryć istniejące w nasuzdrawiające energie. Anioł stróż towarzyszył nam i chronił nasjuż w dzieciństwie. Jest także teraz z nami i działa w głębinaszego wnętrza, chroniąc nas i uzdrawiając.

fragmentksiążki Anselma Grüna "Każdy ma swego anioła" wydanejprzez wydawnictwo "ZNAK".

Więcej na następnejstronie


Modlitwy do aniołów


Aniele Boży Stróżu mój,
Tyzawsze przy mnie stój
Rano, we dnie, w wieczór, w noc
Okażswoją siłę, moc.
Duszy, ciała mego broń
I od grzechuzawsze chroń
Wspieraj czyny me,
Z pokorą błagam Cię.

Ref: Do rajskich drzwi zaprowadź mnie Aniele Stróżu
Bądźprzy boku mym przez wszystkie życia dni.
Bez Ciebie słabyjestem sam i trudno dojść do
nieba bram. Nie opuszczaj mnieAniele Stróżu mój.

Aniele Boży Stróżu mój,
Tyzawsze przy mnie stój.
Rano, we dnie, w wieczór, w noc
Okażswoją siłę, moc.
Pragnę z Tobą w niebie być
Razemśpiewać, Boga czcić
Więc jasnością Swą
Oświecaj drogęmą.

Ref:

Litania do Anioła Stróża
Kyrie,elejson, Chryste, elejson, Kyrie, elejson.
Chryste, usłysz nas,Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z Nieba Boże, zmiłuj się nadnami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
ŚwiętaTrójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Maryjo,Królowo Aniołów, módl się za nami.
Święty Aniele, mójMocarzu, módl się za nami.
Święty Aniele, który mnieostrzegasz przed niebezpieczeństwem, módl się za nami.
ŚwiętyAniele, mój Doradco, módl się za nami.
Obrońco, módl się zanami.
Zarządco, módl się za nami.
Przyjacielu, módl sięza nami.
Orędowniku, módl się za nami.
Patronie, módl sięza nami.
Kierowniku, módl się za nami.
Opiekunie, módl sięza nami.
Pocieszycielu, módl się za nami.
Bracie, módl sięza nami.
Nauczycielu, módl się za nami.
Pasterzu, módl sięza nami.
Świadku, módl się za nami.
Pomocniku, módl sięza nami.
Stróżu, módl się za nami.
Przewodniku, módl sięza nami.
moja Ochrono módl się za nami.
który mniepouczasz, módl się za nami.
który mnie oświecasz, módl sięza nami.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechyświata, wysłuchaj nas Panie.
Baranku Boży, który gładziszgrzechy świata, zmiłuj się nad nami.
Chryste usłysz nas.Chryste, wysłuchaj nas.
Módl się za nami, mój Święty AnieleStróżu.
Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
Módlmy się:
Boże Wszechmogący, Który w swej nieomylnejdobroci przydzieliłeś wszystkim wiernym już w łonie matki AniołaStróża, aby im towarzyszył, wspomagał w bojach chrześcijańskiegożycia i we wszystkich dobrych przedsięwzięciach, i chronił wniebezpieczeństwach, spraw, abym z Jego Pomocą mógł osiągnąćszczęście wieczne. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.
Amen.

Więcej na następnejstronie


Modlitwy do aniołów


Do Anioła Stróża
Święty Aniele Stróżu, który z Bożego nakazu czuwasz nademną, abym nie poniósł szkody na duszy i ciele, bądź moimdoradcą, abym nie zboczył z dobrej drogi życia, pomóż mipowstać, gdy upadnę, dodawaj odwagi. Proszę także Byś w porępodsuwał mi dobre myśli i pragnienia, których spełnienie będziepodobało się Bogu i będzie przynosiło pożytek ludziom. Gdybymjednak okazywał lekceważenie względem Ciebie i Twoich starań omoje dobro, wstrząśnij mną, stań mi na drodze, bądź przeszkodądla mnie. Proszę także, aby twoja obecność była otuchą dlamnie, gdy przyjdzie godzina osamotnienia i śmierci. Czuwaj nade mną,aż doprowadzisz mnie przed oblicze Ojca Niebieskiego. Amen.

Jeszcze jedna modlitwa
Boże, któryś nam nadrodze niebezpiecznej życia tego aniołów Twoich na obrońców iprzewodników przeznaczyć raczył, daj, prosimy, abyśmy ichnatchnieniom będąc zawsze powolnymi, z drogi wiodącej do wiecznejszczęśliwości nie zbłądzili i od wszelkich niebezpieczeństwochronieni byli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Modlitwa św. Alojzego
Miły Bogu Aniele, którymnie, w świętą Twoją opiekę oddanego, od początku życia megobronisz, oświecasz i prowadzisz, ja Ciebie jako Patrona mego czczęi kocham; Twojej opiece cały się oddaję, pokornie Cię proszę,byś mnie, lubo niewdzięcznego i przeciw natchnieniom twoimwykraczającego nie opuszczał, lecz byś mnie błądzącego łaskawiepoprawiał, nieumiejętnego nauczał, upadającego podźwignął,strapionego cieszył, w niebezpieczeństwach zostającego ratował,aż mnie do wiecznej szczęśliwości doprowadzisz. Amen.

Dośw. Michała Archanioła
Święty Michale Archaniele,wspomagaj nas w walce ze złem
Przeciw niegodziwości złegoducha bądź nam obroną.
Niech go Bóg pogromić raczy, a Ty,Książe wojska niebieskiego,
mocą Bożą strąć do piekłaszatana i inne duchy zła,
które na zgubę dusz ludzkich po tymświecie krążą.

Do św. Rafała Archanioła
ŚwiętyRafale Archaniele, który czuwasz przed majestatem Bożym i zpolecenia Stwórcy, byłeś przewodnikiem w niebezpiecznej wędrówceTobiasza. Czuwaj nad drogami naszego życia, ostrzegaj przedniebezpieczeństwami jakie nas zgubić mogą. Ty odpędzałeś demonyi uzdrawiałeś mocą Bożą. Broń nas przed uległością złu, agdy zdrowie i życie nasze zagrożone będzie, wstawiaj się za namiu Boga, przedstawiaj nasze sprawy i bądź nam pomocny. Amen.

Dośw. Gabriela Archanioła
Święty Gabrielu Archaniele, którybyłeś zawsze zwiastunem dobrej nowiny, dopomagaj nam do spokojnegoprzyjmowania wszelkich wieści. Byśmy nigdy nie ulegali panice, azawsze umieli zaufać Bogu, którego łaską jesteśmy umocnieni.Przyczyniaj się także do tego, aby oznajmiana nam prawda stawałasię dla nas jasna i zrozumiała, byśmy umieli przyjąć to, co Bógw swej dobroci nam objawia. Amen.

Więcej na następnejstronie


Aniołowie koloru herbaty


Marcin Jakimowicz

Duchydobre i złe. Są bliżej, niż myślisz…

Cóż my, poziomerobaki, możemy powiedzieć o anielskich duchach? Strzegą każdegokroku człowieka. I choć ten często lekceważąco odwraca się donich plecami, wiernie pilnują, by przestrzegał Bożych przykazań.Przekazują słowa Boga ze stuprocentową precyzją. Są twardzi iwierni jak miedź, ale nie zatrzymują nawet promyka Bożego blasku.Choć są potężni, największą przyjemność sprawia im służenieludziom. Aniołowie. Są bliżej, niż myślisz. ”Weźmy konkretnyprzykład, aniołów” - znany francuski teolog o. Thomas Philipperozpoczął swoją konferencję.

Na twarzach zebranychpojawił się nieśmiały uśmiech. Nic dziwnego, współczesny światwłożył aniołów między bajki. Występują z rusałkami iskrzatami. A przecież to prawdziwa rzeczywistość, o której mowajest we wszystkich najważniejszych religiach monoteistycznych.Współczesne wizerunki gości z nieba widzimy w serialach, filmach,książkach i czasopismach. Można śmiało powiedzieć, żezapanowała moda na anioły. To wyraz ogromnej tęsknoty za tym, coniewypowiedziane i niedotykalne. Wszystko, co można powiedzieć oaniołach, wynika z Biblii i świadectw świętych.

- To, cowiemy o aniołach, mówi nam o niebie. Niebo nie jest puste - zastępyaniołów śpiewają nieustannie, sprawując liturgię w Jeruzalemniebieskim - woła brat Efraim, założyciel francuskiej WspólnotyBłogosławieństw. Talmud powiada, że ”aniołowie sporządzają zludzkich modlitw korony, po czym wkładają je na głowę ŚwiętegoJedynego”. Słowo anioł wywodzi się z greckiego angelos -posłaniec, emisariusz i znaczeniowo bliskie jest hebrajskiemu słowumalak, jakim w Biblii określa się duchy niebiańskie.

Anioły bez cellulitu


Półki sklepów zdewocjonaliami zalegają małe figurki przedstawiające pulchniutkieaniołki z mikroskopijnymi skrzydełkami. Podobne rzeźby uśmiechająsię rubasznie w większości barokowych kościołów. Tymczasem tepopularne wizerunki nie mają nic wspólnego z biblijnymi obrazamianiołów! Anioł ukazujący się Danielowi jest tak potężny, żerzuca proroka na twarz (Dn 10,5-6). Daniel jest przerażony, zestrachu drżą mu kolana, a ludzie, widząc go przywartego do ziemi idygocącego, uciekają w popłochu. Więcej, po spotkaniu z gościemz nieba Daniela ”ogarnęła niemoc i chorował przez wiele dni”(Dn 8, 27). A przecież anioł nie uczynił mu niczego złego! Nicdziwnego, że pierwszymi słowami, które aniołowie kierują doludzi jest często prośba: ”Nie bójcie się! ”. Są odbiciempotęgi Najwyższego i choć dysponują niewyobrażalną mocą, nieprzypisują sobie chwały.

Nie lubią zdradzać swoich imion.Kiedy Jakub zmagał się z aniołem nad potokiem Jabbok, zapytał:”Jak ci na imię? ”, a ten odrzekł: ”Czemu pytasz mnie o imię?”. I nie odpowiedział. Dlaczego? ”Aniołowie nie zdradzająimion, by swą tożsamością, blaskiem obecności nie odwrócićuwagi człowieka od czci imienia Bożego. Anielskie imiona towłaściwie… komplementy prawione Panu” - opowiada o. AugustynPelanowski - ”Potężny Michał woła Któż jak Bóg!, Rafał: Panuzdrawia!, a Gabriel obwieszcza Bóg jest mocą! ”.

Stojąprzed samym tronem Najwyższego, lecz blasku, jaki je przeszywa, nieprzypisują sobie. To dopiero pokora! Przebywanie w obecności Bogatak udoskonala ich naturę, że piękno ich osobowości mogłobyodwrócić naszą uwagę od samego Stwórcy. Niemożliwe jest niezafascynować się pięknem aniołów, jeśli ma się słabą relacjęz Bogiem. Wiedzą o tym i dlatego usuwają się w cień.

Więcej na następnejstronie


Naturę anielską opisujehebrajskie słowo haszmal (Ez 8,2). Słowo to we współczesnymsłownikach oznacza… elektryczność. To brązowo-żółto-srebrnaprzejrzysta jasność. ”Są twardzi jak miedź, ale wobec Bożegoświatła są przeźroczyści. Mają kolor… herbaty - uśmiecha sięo. Pelanowski. - Anioł jest jak szkło, przez które widzimy to, cojest za nim, ale szkła nie widzimy. Możemy jednak rozbić o niegłowę” - dodaje paulin.

”Oto stał pewien człowiekubrany w lniane szaty, a jego biodra były przepasane czystym złotem,ciało zaś jego było podobne do tarsziszu, jego oblicze do blaskubłyskawicy, oczy jego były jak pochodnie ogniste, jego ramiona inogi jak błysk polerowanej miedzi, a jego głos, jak głos tłumu”- opowiadał przejęty prorok Daniel (Dn 10,5-6).

Bardzoczęsto obecność anioła i Boga przenika się wzajemnie. Abraham,pod dębami Mamre rozmawiając z trzema wędrowcami, używa naprzemian liczby pojedynczej i mnogiej. Niektórzy w postaciach tychwidzą archaniołów, inni (m. in. słynny malarz ikon AndriejRublow) samą Trójcę. Jakub zmaga się z aniołem, ale nad ranemsłyszy zdumiony: ”Walczyłeś z Bogiem”.

Występują jużna pierwszych stronach Biblii. Strzegą raju, chronią Lota, ratująHagar i jej dziecko, nawiedzają wątpiącego Abrama, towarzysząprorokom, a śpiący Jakub widzi ich wchodzących i schodzących podrabinie łączącej niebo z ziemią. W Nowym Testamencie zwiastująnowinę o narodzinach Mesjasza, usługują Mu na pustyni, pocieszająprzerażonego Jezusa w Ogrójcu i oznajmiają Jego zmartwychwstanie.

Dworzanie, zarządcy i słudzy


Liczba aniołów jest ogromna(Dn 7,10). Nie ma dwóch aniołów równych sobie - każdy z nich winny sposób odbija doskonałość Bożą. Tradycja Kościołaukazuje dziewięć chórów anielskich, które z kolei dzielą sięna trzy hierarchie. Trzy pierwsze chóry najbliższe Boga toSerafini, Cherubini i Trony. Przebywają przed majestatem Bożym,nieustannie kontemplując oblicze Stwórcy i darząc Go największąmiłością. Druga hierarchia (Panowania, Moce i Władze)odpowiedzialna jest za harmonijne funkcjonowanie wszechświata,trzecia (Zwierzchności, Archaniołowie i Aniołowie) opiekuje siękrólestwami, państwami, narodami i poszczególnymi ludźmi.Pierwsze trzy chóry to jakby dworzanie Boży, drugie - zarządy, atrzecie - pokorni wykonawcy poleceń. Podział ten utrwalił się wchrześcijańskiej tradycji i został uznany za kanoniczny przez św.Tomasza z Akwinu.

Najwięcej wiemy o archaniołach.Najznamienitszy z nich - Michał - w miejsce upadłego Lucyferazostał księciem aniołów. Dowodzi zastępami anielskimi, jestrządcą niebios, udaremnia plany nieprzyjaciela, sam będącprawdziwym traktatem teologicznym: ”Któż jak Bóg? ”. Jestaniołem śmierci, pogromcą smoka, opiekunem Kościoła na ziemi.Jest też aniołem skruchy, miłosierdzia, sprawiedliwości iuświęcenia. Gabriel jest aniołem zwiastowania, najpierwZachariaszowi (o narodzinach Jana), a potem Maryi (o narodzinach SynaBożego). Jest też zwiastunem gniewu Bożego. Midrasze opowiadają,że to on właśnie odpowiedzialny był za zrównanie z ziemiąSodomy i Gomory. Rafał to ”Uzdrowienie Boże”. Jest patronemchorych, lekarzy i podróżnych.

Człowiek ma skłonność dobałwochwalstwa. Druga Księga Królewska ukazuje króla Manassesabudującego ołtarze wojskom anielskim i oddającemu im boską cześć.Papież Zachariasz zakazał w roku 745 kultu archaniołów Uriela,Raguela, Tubuela i Oribela, bo wierni bardziej byli zainteresowaninimi niż ich Stwórcą.

Królową aniołów nie jest aniołlecz… człowiek. To Maryja. Zafascynowani pokorą Matki Bożejspełniają każde Jej polecenie.

Więcej na następnejstronie


Służba nie drużba


Umiłowanym zajęciem aniołówjest służba. Usługując, prześcigają się w naśladowaniu SynaBożego, który: ”istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał zesposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samegosiebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 6-7). Służą Bogu wokamgnieniu. Nie wahają się, nie zatrzymują Bożej laski. Jakbłyskawice przenoszą Jego Słowo z miejsca na miejsce. Nie ulegająnamiętnościom, nie służą ze względu na interes i pomagająniezależnie od tego, czy ktoś ich prosi, czy nimi gardzi.

Izajaszpisze: ”Ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie,a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponadNim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swątwarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden dodrugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Całaziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał,zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem” (Iz6, 4). Midrasze dodają, że serafini zasłaniają swe twarze przedBogiem, który… pragnie im służyć.

Rano, wieczór, we dnie, w nocy


”Każdy wierny ma u swego bokuanioła jako opiekuna i stróża, aby prowadził go do życia” -głosi Katechizm Kościoła Katolickiego (336). Dzieci w to gorącowierzą, ba - wedle brata Efraima - mają zdolność widzenia gościaz nieba! A dorośli? Żyjąc w nieustannym pośpiechu, nadmiernieracjonalizując rzeczywistość, zatracają gdzieś po drodzeświadomość obecności i nie zauważają owoców działania ichosobistego opiekuna. Anioł Stróż zna doskonale naszą duszę, dbao nasze zdrowie i życie cielesne. Jednak sprawy doczesne podlegająjego opiece tylko o tyle, o ile w jakimś stopniu zależy od nichzbawienie człowieka. W historii Kościoła znaleźć można ludzi,którzy widzieli swojego anioła. Święta Gemma Galgani rozmawiałaz niebiańskim stróżem jak ze starszym bratem, a o. Pio częstoposyłał ich z różnymi wiadomościami. Jak twierdzi kardynałJournet: ”Aniołowie pokazują się tym, którzy ich miłują iwzywają ich pomocy”.

Oskarżyciele


”Wierzę w Boga” - chwali sięwielu ludzi. Cóż z tego? Szatan też wierzy. Więcej: on znadoskonale Pana Zastępów. O jego postawie decyduje inne kryterium…miłość. Aniołowie pokornie wielbią Boga, stojąc w Jego chwale,demony chwałę tę przypisują sobie. Bóg, stwarzając niebieskiezastępy, poddał je próbie, nakazując, by złożyły hołdAdamowi. Nie wszystkie posłuchały tego rozkazu. Na czelebuntowników stanął duch zwany w żydowskiej tradycji Samaelem, a wchrześcijańskiej Lucyferem. Bóg strącił go z niebios wraz z jegopoplecznikami, których pokonał w walce archanioł Michał. Od tegodnia Lucyfer skierował swą nienawiść na Adama i jego potomstwo.Szatan miał być cherubinem lub serafinem, czyli jednym z tych,którzy stali najbliżej Boga, nieustannie płonąc miłością doStwórcy. Zachwycił się jednak bardziej sobą niż Bogiem, toteżogień jego podziwu zaczął trawić jego samego.

Niezwykleciekawy jest jedyny opis tego ducha, jaki znajdziemy w PiśmieŚwiętym (Ez 28). ”Jako wielkiego cheruba opiekunem ustanowiłemcię na świętej górze Bożej, chadzałeś pośród błyszczącychkamieni. Byłeś doskonały w postępowaniu swoim od dni twegostworzenia, aż znalazła się w tobie nieprawość. Pod wpływemrozkwitu twego handlu wnętrze twoje napełniło się uciskiem izgrzeszyłeś, wobec czego zrzuciłem cię z góry Bożej i jakocherub opiekun zniknąłeś spośród błyszczących kamieni.

Sercetwoje stało się wyniosłe z powodu twej piękności, zanikła twojaprzezorność z powodu twego blasku. Rzuciłem cię na ziemię,wydałem cię królom na widowisko. Mnóstwem twoich przewin,nieuczciwością twego handlu zbezcześciłeś swoją świątynię.Sprawiłem, że ogień wyszedł z twego wnętrza, aby cię pochłonąć,i obróciłem cię w popiół na ziemi na oczach tych wszystkich,którzy na ciebie patrzyli. Wszystkie spośród narodów, które cięznały, zdumiały się nad tobą. Stałeś się dla nich postrachem.Przestałeś istnieć na zawsze”.

Ty się nie liczysz!


”Przestał istnieć na zawsze”- to jego imię. ”Hebrajska wykładnia imienia: LO-CIFIR, znaczy»ten, który się nie liczy«, albo »ten, który nie jestzapisany«” - opowiada o. Pelanowski. Nic dziwnego, że Jezus,witając uczniów radujących się z tego, że poddają im się złeduchy, powiedział: ”Cieszcie się, że wasze imiona zapisane są wniebie” (Łk 10,20). Jezus dodał wówczas: ”Widziałem szatanaspadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzęstąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędzeprzeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi”.

Więcej na następnejstronie


”Diabeł był aniołem, któryzgrzeszył, po czym przekonał tylu aniołów, ilu tylko mógł dotego, by razem z nim odeszli od Boga” - pisał Orygenes. Wielutwierdzi, że aż jedna trzecia z nich wybrała drogę buntu. Ma ichsymbolizować apokaliptyczna ”trzecia część gwiazd, którezostały zrzucone na ziemię”. ”Nienawiść, jaką szatan żywido Boga oraz wrogość ku jego dzieciom nie jest dziełem Bożym. Niejest też wynikiem żadnych wad w procesie tworzenia. Zło jestowocem pychy szatana oraz jego sprzeciwu wobec Boga” - wyznajeznany demonolog o. Michael Scanlan.

Demon dzieli i oskarża.To jego główne zadanie. ”Oskarżyciel braci naszych zostałstrącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym”(Ap 12,10). Stając przed Bogiem, przekonuje Go, że Hiob jest jegonieprzyjacielem, a w serce człowieka sączy jad, że złośliwy Bógjest winny jego nieszczęść.

Częstszym jego kłamstwemjest ukazywanie raju jako nudy. To zresztą logiczne - ojcieckłamstwa nie może ukazać nam prawdziwie najważniejszejrzeczywistości świata, którą zresztą utracił na zawsze. Aprzecież opisane przez Ezechiela niebo tryska ogniem, żywiołem,jest niesłychanie dynamiczne i pełne życia. Tymczasem dzisiejszereklamy tak przedstawiają... piekło.

Smok, wąż, małpa i ryczący lew


Zły duch nie ma mocy stwórczej.Średniowieczna ikonografia często przedstawiała go jako małpę.Małpuje to, co stworzone przez Pana, i odwraca znaczenie obrazów.Biblia ukazuje go również przez inne obrazy: smoka, lwa,drapieżnego ptaka i węża.

”Niegdyś najdoskonalszy zaniołów, ukazany jest jako... zwierzę i to jeszcze bez nóg, bezskrzydeł i bez rąk. Cóż za degradacja istnienia! Ze szczytupiramidy najdoskonalszych stworzeń aż na dno beznożnych gadów -opowiada o. Pelanowski. - Oślizły, beznogi i bezręki stwórskradający się niezauważenie do ofiary, trudny do uchwycenia iusłyszenia. Jego syczenie jest delikatne, ale nic tak nie przypominaludzkiego zbuntowanego szemrania. Rozdwojony język przypomina odwulicowości. Trudno go uchwycić, ale za to łatwo na niegonadepnąć, ale tego rodzaju spotkanie kończy się zazwyczajukąszeniem”.

Takie ukąszenie bywa bolesne. W skrajnychprzypadkach niezbędna jest modlitwa Kościoła o uwolnienieopętanego - egzorcyzm. Może on być odmawiany jedynie przez biskupalub z jego wyraźnego polecenia. W zwykłych pokusach i zniewoleniachmożna odmawiać modlitwy o charakterze egzorcyzmów prywatnych.Bardzo skuteczną bronią jest również Różaniec - modlitwaNiewiasty, która ”zdepcze głowę węża”. Moc szatana nie jestnieskończona. Jest silny, ponieważ jest duchem, ale jednakstworzeniem. I choć jego działanie powoduje wielkie duchowe szkody,jest ono dopuszczone przez Opatrzność Bożą.

”Syn Bożyprzybył na ziemię, aby zniszczyć królestwo złego ducha, a jużsama obecność Jezusa sprawia, że demony drżą z trwogi iodczuwają lęk” - opowiada o. Michael Scanlan. - ”Wypędzaniedemonów stanowiło większą część publicznej działalnościJezusa. Zły duch doskonale wie, że jego klęska jest pewna. Jednakwalka trwa, a my żyjemy w okresie przejściowym między zadaniemśmiertelnego ciosu szatanowi przez krzyż a ostateczną klęskąjego panowania, która nastąpi z chwilą ponownego przyjścia Pana”.O przyjściu tym powiadomi nas głos trąby. Zagrają na niejaniołowie.

Był pewien pustelnik, który wypędzał
złeduchy i pytał się ich: ”Co was wypędza:
posty? ”.Odpowiedziały: ”My nie jadamy,
ani nie pijamy”. ”Czuwania?”.
Odrzekli: ”My nie śpimy! ”. ”Życie pustelnicze? ”.
Odparli: ”My sami mieszkamy na pustelni”.
Więc co waswypędza?
Odpowiedzieli: ”Nic nas pokonać nie może opróczpokory”.

Pierwsza Księga Starców

Specjalny Anioł



Przeczytajuważnie do końca strony, nie zatrzymuj się na krok dopóki niezobaczysz, że rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają

Dwapodróżujące anioły zatrzymały się na noc w domu bogatejrodziny.
Rodzina była niegrzeczna i odmówiła aniołomnocowania w pokoju dla gości,
który znajdował się w ichrezydencji. W zamian za to anioły dostały miejsce w małej, zimnejpiwnicy.
Po przygotowaniu sobie miejsca do spania na twardejpodłodze, starszy anioł zobaczył dziurę w ścianie i naprawiłją.
Kiedy młodszy anioł zapytał dlaczego to zrobił, starszyodpowiedział,
"Rzeczy nie zawsze są takie na jakiewyglądają."


Następnej nocy anioły przybyły dobiednego, ale bardzo gościnnego domu farmera i jego żony,
bytam odpocząć. Po tym jak farmer podzielił się, resztą jedzeniajaką miał,
pozwolił spać aniołom w ich własnym łóżku,gdzie mogły sobie odpocząć.
Kiedy następnego dnia wstałosłońce, anioły znalazły farmera i jego żonę zapłakanych. Ichjedyna krowa,
której mleko było ich jedynym dochodem, leżałamartwa na polu.
Młodszy anioł, był w szoku i zapytałstarszego anioła: "Jak mogłeś do tego dopuścić?".
"Pierwsza rodzina miała wszystko i pomogłeś im"- oskarżył.
"Druga rodzina miała niewiele i dzieliła siętym co miała, a ty pozwoliłeś, żeby ich jedyna krowapadła".


"Rzeczy nie zawsze są takie na jakiewyglądają" - odpowiedział starszy anioł.
"Kiedyspędziliśmy noc w piwnicy tej rezydencji, zauważyłem że w tejdziurze w ścianie było schowane złoto.
Od czasu kiedywłaściciel się dorobił i stał się takim chciwcem niechętnym dotego by dzielić się swoją fortuną,
w związku z czymzakleiłem tą dziurę w ścianie, by nie mógł znaleźć złotaznajdującego się tam."

"W noc, która spędziliśmyw domu biednego farmera, Anioł Śmierci przyszedł po jego żonę.
W zamian za nią dałem mu ich krowę.
Rzeczy nie zawsze sątakie na jakie wyglądają."

Niektórzy ludzie pojawiająsię w naszym życiu i szybko odchodzą...

Niektórzy ludziestają się naszymi przyjaciółmi i zostają na chwilę...zostawiającpiękne ślady w naszych sercach...

i nigdy nie będziemydokładnie tacy sami bo zawarliśmy nowe przyjaźnie!!!


Wczorajjest historią. Jutro jest tajemnicą.
Dziś jest darem.

Opowieść Anioła

Artur Dubis - Opowieść Anioła


PROLOG

Na początek może się przedstawię. Otóż drogi czytelniku, jestem aniołem. Tak, aniołem. Nie posiadam jednak skrzydeł jak opisują mą rasę ziemskie bajki, legendy czy nawet niektóre źródła historyczne. Wyglądam zwyczajnie, zapewne na ulicy nie zwróciłbyś na mnie nawet najmniejszej uwagi. Ktoś może zapytać, cóż tutaj robię, dlaczego nie jestem w Niebie, jaki jest cel mojej wizyty na Ziemi, po cóż przybyłem... Wszystkiego tego dowiedzieć się można z książki, którą dzierżysz w swych dłoniach. Uprzedzam jednak, nie jestem pisarzem, nie potrafię pisać ładnie, z fantazją i z polotem, nie charakteryzuje mnie swoboda pisania, nie posiadam umiejętności dobierania odpowiednich słów, tworzenia pięknych metafor, malowania w wyobraźni czytającego obrazów dokładnie i szczegółowo odzwierciedlających rzeczy, o których piszę. Z tego też chociażby powodu książka ta nie zostanie nigdy uznana za wielkie dzieło literackie. Ma za to jedną bardzo ważną cechę, której wiele wielkich dzieł literackich nie posiada - jest szczera, opowiada prawdę, nie zawiera w sobie ani odrobiny cienia kłamstwa. To drugi powód, dla którego książka ta nigdy nie wejdzie nigdy do kanonu literatury. Rzeczy, które znajdują się w niej znajdują, ukazują prawdę, która wydać się może tak nierealna, tak bardzo nierzeczywista, iż zapewne każdy kto zdrów na umyśle, podda ją w wątpliwość. Cóż, taki już los tej książki - czytać ją będziesz ty, człowiek, który kłamstwo zwykł zwać prawdą, gdyż już od chwili pierwszego zaczerpnięcia powietrza aż do chwili obecnej, nigdy nie spotkałeś jej prawdziwego oblicza na ścieżce wiodącej poprzez ciemny las życia... Przeczytaj tę książkę powoli, dokładnie, z wytężoną uwagą. Poznaj prawdziwe oblicze prawdy, poznaj jej prawdziwą postać...

CZĘŚĆ I

Na początku trzeba Wam wiedzieć, drogie istoty, iż nie ma jednego jedynego boga, który rządziłby światem waszym oraz tak zwanym niebem od samego początku aż do dni dzisiejszych. Wiedzieć wam trzeba, iż to jedynie istota będąca bogiem, w przeciwieństwie do wszystkich rozumnych istot umiera śmiercią naturalną trafiając w przerażającą pustkę i przechodzi w stan niebytu. Dlaczego? Gdyż istota posiadająca zdolność kreacji rzeczy złożonych zarówno z cząsteczek jak i energii, nie może zmieniać siebie, moc jego nie działa na rzeczy posiadające w sobie boską część uformowaną nim uformowane zostało cokolwiek... Wszechświat oraz tamta strona przechodzi w posiadanie potomków rządzącego - tak, wy ludzie nazwalibyście to zapewne monarchią. Jeśli chodzi o mnie, miałem szczęście być jedną z pierwszych istot, które zostały stworzone przez pierwszego boga, w czasach gdy nie było ani światła ani wszechświata, ani Ziemi i człowieka... Przede mną stworzony został jedynie Lucyfer, Michał oraz Gabriel... Potem byłem ja i całe miliony Serafów, Cherubów, Tronów, Archaniołów i aniołów zwykłych... Pierwszy bóg nie był jednakże zadowolony z tego co stworzył, tym bardziej, iż w miarę tworzenia nowych niebieskich istot, stawały się one coraz mniej doskonałe zarówno w swej powłoce, jak również i w sprawności posługiwania się chyba największym tworem boga, umysłem... Przechadzał się on po sali swojego olbrzymiego pałacu zbudowanego ze złota i najpiękniejszych kamieni szlachetnych jakie kiedykolwiek istniały i niemal płacząc, żalił się nam, aniołom będącym jego towarzyszami, iż prawdopodobnie utracił swą moc lub też zapomniał jak jej używać... O tak, pierwszy bóg był również pierwszym artystą jaki kiedykolwiek zaistniał - ręka jego malując w powietrzu miliony niezliczonych kształtów wspomagana była przez jakąś niewyjaśnioną siłę wewnętrzną, która malowane obrazy przemieniała w materialną formę... Wtedy jeden z nas, a dokładnie Lucyfer, podsunął mu pomysł by stworzył coś zupełnie innowacyjnego, by stworzył inny wymiar oraz nowe istoty, które zdolne będą rozwijać się (w odróżnieniu od aniołów, stworzonych już w pełni - ze swym rozumem, inteligencją oraz wiedzą) i wychwalać jego imię. Z racji tego, iż dzieła jego znajdować będą się w innej sferze, w razie niepowodzenia miliony aniołów nie ujrzy jego ewentualnej klęski, a i nieudane rzeczy nie będą zajmować przestrzeni Nieba, przy okazji narażając na szwank boską reputację pośród istot oddanych mu i ceniących go całym swym sercem i jestestwem. Podchwyciliśmy pomysł i wszyscy zaczęliśmy podsuwać nasze pomysły, które uzupełniłyby pomysł Lucyfera. Tak zajęci chęcią pomocy Bogu nie zauważyliśmy, że im więcej mówiliśmy, tym bardziej twarz jego stawała się czerwona, a oczy poczęły zionąć gniewem. Wypędził nas wtedy Bóg w ataku szału ze swego pałacu, wykrzykując groźby zarzucał nam, że my, istoty stworzone przez niego, śmiemy wątpić w jego doskonałość i mamy czelność mówić o jakiejkolwiek porażce i nieudanych dziełach... Martwiliśmy się o niego i wstyd nam było, iż obraziliśmy naszego stwórcę... Po wielu dniach, które spędzaliśmy w czwórkę obwiniając się nawzajem za zaistniałą sytuację przybył do nas jeden z aniołów pełniący służbę w pałacu Boga. Pojawiła się w nas obawa, że prawdopodobnie spotka nas kara za nasz występek toteż z wielką trwogą przyjęliśmy wiadomość od posłańca, mówiącą iż mamy w trybie natychmiastowym stawić się przed obliczem Boga. Strach nasz wzmógł się gdy anioł wysłany przez Stwórcę nie potrafił podać celu w jakim nas wezwano oraz nie potrafił jednoznacznie określić nastroju w jakim znajdował się nasz władca. Zaledwie przekroczyliśmy próg sali, którą pan nasz szczególnie sobie umiłował, jęliśmy przepraszać go przekrzykując się nawzajem. Przerwał nam dopiero sam Bóg, który krzyknął "Cisza!". Potem przemówił... "Drodzy przyjaciele. Przepraszam was za moje porywcze zachowanie, jako istota doskonała nie powinienem się wobec was, istot służących mi radą i swym towarzystwem, zachować tak porywczo. Otóż drodzy kompani, miałem wiele czasu aby w samotność przemyśleć wasze słowa i jak się okazało, uznałem wasze pomysły za warte uwagi. Podczas gdy wy niepotrzebnie umartwialiście się, ja przemieniłem jakże mglistą wizję jednego z was i jakże nieprzemyślane do końca rady was wszystkich w czyn. Podejdźcie więc tutaj natychmiast, jako pierwsi ujrzycie dzieło doskonałe!". Podeszliśmy do niego zaskoczeni i wzrok nasz padł w kierunku, który wskazywała jego delikatna ręka. Po chwili ukazał nam się dziwny obraz... Zielona kulka na czarnym tle posypanym jakimś białym proszkiem... Obraz począł zbliżać się w ten dla nas wtedy dziwny obiekt i rozpoznaliśmy drzewa, jakże podobne do tych, które rosły u nas w Niebie, strumienie krystalicznie czystej wody, rośliny podobne do tych, które widywaliśmy opuszczając pałac... "Spójrz Lucyferze, stworzyłem inny wymiar, w którym po raz drugi stworzyłem Niebo..." - rzekł Bóg nie mogąc oderwać oczu od swojego dzieła... Lucyfer skinął głową nie mogąc wyjść z podziwu... Obraz po chwili powędrował na dziwne istoty, które zupełnie już nie przypominały tego co widzieliśmy u nas... Małe i futrzaste, duże i łyse, wszystkie poruszające się na czterech łapach... Tysiące rodzajów ssaków, istot latających, kreatur zamieszkujących wody... "Oto istoty, które rozwiną swój intelekt" rzekł cicho Bóg... Nie wszystkie z nich były piękne, co wspólnie zauważyliśmy, lecz nie ośmieliliśmy się tego powiedzieć Stwórcy, który popadł w zachwyt i całymi dniami później wpatrywał się w swoje dzieło. Po kilku tygodniach stał się nerwowy, jak się okazało żaden z jego tworów nie ulegał przemianom na lepsze. Wiem, iż dużo wysiłku kosztowało go to by któregoś dnia zapytać nas o radę... Po długiej debacie wymyśliliśmy aby w drugim wymiarze przyspieszyć czas, który do tej pory dostosowany był do czasu, jaki panował u nas - być może stworzone istoty potrzebowały go po prostu więcej... Bóg przystał na naszą propozycję i przyspieszył czas w drugim wymiarze stukrotnie lecz po kilku tygodniach oczekiwania i to nie przyniosło rezultatu. Przez cały ten czas znosiliśmy jego humory, co wcale nie było takie łatwe. Znowuż poprosił nas o radę, tłumacząc brak jakichkolwiek swoich pomysłów po prostu przemęczeniem i zbytnią troską o swoje dzieło. Lucyfer wpadł na pomysł aby stworzyć kogoś na wzór aniołów aczkolwiek nie posiadającego tak wielkiego intelektu oraz rozumu jak one... Ja dodałem od siebie sugestię, że aby cieszyć się doskonałością swego dzieła, musi sprawić by samo dążyło do doskonałości i robiło to w miarę sprawnie, zaczynając od niskiego pułapu. Tak Bóg stworzył pierwszego człowieka, którego nazwał Adam. Był prawdziwym majstersztykiem - wspaniała fizjonomia i rysy zadziwiły każdego z nas, osobiście nawet zacząłem zazdrościć temu stworzeniu jego ciała... Szybko jednak odpędziłem od siebie to prymitywne uczucie. Adam dążył do doskonałości z Bożą pomocą, a raczej darem - otrzymał tak jak i my nieśmiertelność więc nie mógł zamarznąć w zimie, co chociażby pozwalało mu do woli szukać sposobu by unikać chłodu... Uczył się radzić sobie z głodem, opanował sztukę polowania, uprawiania roślin oraz wiele innych dziedzin służących do przetrwania jak i także do umilania sobie czasu... Bóg z prawdziwą przyjemnością obserwował postępy stworzonej przezeń istoty, lecz im dłużej żyła ona w drugim Niebie (które nazwaliśmy potem Ziemią) tym mniejsze postępy czyniła... Stwórca znowu stał się nerwowy i przygnębiony, próbowaliśmy dociec w czym tkwił błąd lecz nic nie przychodziło nam do głowy... Któregoś dnia najmądrzejszy z naszej czwórki, Lucyfer, poradził Bogu by ten stworzył kolejną istotę zupełnie różną jednak od Adama, zarówno pod względem wyglądu jak i narządu odpowiadającego za procesy myślowe. Stwórca postanowił zaryzykować i po długiej pracy kosztującej go wiele sił witalnych stworzył Lilith, pierwszą kobietę. Niestety mimo o wiele wspanialszego wyglądu nie dorównywała ona nawet w połowie Adamowi. Nie nauczyła się nawet części rzeczy, których on się nauczył, była próżna i niezdolna do jakiekolwiek rozwoju intelektualnego, mimo iż nauczyła się myśleć i porozumiewać z Adamem... Tym razem to Lucyfer, zupełnie niesłusznie popadł w smutek z powodu pomysłu, który okazał się totalną porażką. Razem z Michałem i Gabrielem próbowaliśmy uświadomić go, że porażka ta nie tkwi w pomyśle lecz w wykonaniu, że jedynym winnym tej sytuacji jest Bóg, który nie mógł podołać zadaniu... Po długim czasie znoszenia humorów Stwórcy oraz patrzenia na przygnębionego Lucyfera, pewnego dnia zastaliśmy ich obu upitych winem z niebiańskich winnic, dyskutujących o czymś w podnieceniu. "Drodzy towarzysze, wspólnie z Lucyferem obmyśliliśmy kolejny plan mający na celu pchnąć moje twory w stronę do doskonałości..." Przerwał i przybrał pozę dającą nam do zrozumienia, iż spodziewa się z naszej strony dużego zaciekawienia oraz pytań o więcej szczegółów... Michał doskonale odegrał tę rolę, mimo iż od jakiegoś czasu wszyscy z przymrużeniem oka słuchaliśmy koncepcji Boga i powoli zaczynaliśmy podejrzewać, że jego siła twórcza po prostu się wypala... "Wspólnie uznaliśmy, że nie ma sensu tworzyć kolejnej istoty od początku ryzykując, iż podobnie jak Lilith będzie ona niezdolna do czynienia nawet takich postępów, jakie czynił Adam. Postanowiliśmy, że stworzę istotę, która podobnie jak Lilith będzie od niego zupełnie różna... lecz będzie zawierała w sobie jego część, która wpleciona w jej ciało, rozniesie po nim zdolność nauki i dążenia do perfekcji". Tak, to było to! Że też nikt z nas nie wpadł na to wcześniej! Bóg kazał nam wszystkim wyjść, po czym nakazał nam przyjść na następny dzień abyśmy towarzyszyli mu w czasie tworzenia nowej, doskonałej istoty! Sam natomiast będąc pod wpływem wina, które skutecznie zmogło jego ciało oraz umysł, udał się na spoczynek....
Kolejnego dnia stawiliśmy się w pałacu wczesnym rankiem. Bóg już na nas czekał - był bardzo podniecony, niemal cały drżał, mówił szybko coś bez ładu i składu po czym po śniadaniu zasiadł do tworzenia. Początek procesu był ten sam jak w przypadku Adama i Lilith - ulepił formę z gliny po czym tknął w nią ducha. Wtedy swój nowy plan wprowadził w czyn - wyrwałkilka żeber z ciała kobiety, wciąż pamiętam ten krzyk, pełen bólu i cierpienia, taki był krzyk narodzenia się nowego stworzenia! Następnie wyrwał tyle samo żeber Adamowi, który ból zniósł o wiele spokojniej, po czym wsadził je wkobietę. Adamowi natomiast, w miejsce wyrwanych żeber, Bóg stworzył nowe... Dwójka ludzi po doznaniu niewyobrażalnego bólu, natychmiast usnęła... Bóg klasnął w dłonie po czym zaprosił nas na sutą ucztę zakrapianą winem... Niecierpliwił się bardzo, nie mógł się doczekać kolejnego dnia, w którym wiadomo już będzie, co też wynikło z planu Lucyfera... Tak, jestem gotów przysiąć, że autorem tego pomysłu był w stu procentach Lucyfer, którego ambicja doprowadziła do chęci naprawienia swej osobistej (w jego mniemaniu) porażki, jaką była Lilith...
Następnego ranka zastaliśmy Boga zamyślonego... Nie wiedzieliśmy co też może przyczyną takiej postawy - Lucyfer widząc Stwórcę w takim minorowym nastroju, spuścił głowę w geście rezygnacji i zacisnął pięści ze złości na samego siebie... Bóg widząc to rzekł: "Nie martw się Lucyferze, udało mi się zrobić to, czego oczekiwałem... Podejdźcież jednak i spójrzcie"... Roztoczył przed nami obraz kobiety... Zmieniła się - jej twarz przybrała przepiękne kształty, zmienił się kolor jej oczu, jej ruchy były delikatne niczym nić pajęcza unosząca się z wiatrem... Jej jasne włosy opadały na wspaniałe ramiona, piersi połyskiwały w delikatnym słońcu... Staliśmy oniemiali patrząc na ten cudowny twór... "Czy czujecie to co ja?" zapytał Bóg. "O tak, jest piękna" odpowiedziałem nie mogąc oderwać oczu od tego stworzenia. "Nie głupcy! Nie chodzi mi o to co widzicie lecz o to co czujecie!" ryknął nagle wytrącając nas z kontemplacji kształtów jego dzieła. Uspokoił się po chwili i wyjaśnił nam to co czuł... nazwał to mianem miłości, a kobietę nazwał Ewą...
Kolejne dni minęły na wysłuchiwaniu o tym, co czuł Bóg. Stwierdził, iż nigdy przez czas swojego istnienia nie spotkał się z czymś takim... Postanowił przejść w drugi wymiar aby zapoznać się z tą kobietą - powodem, jak stwierdził, była chęć poznania tego co stworzył i ocenienia czy jest dziełem takim jakiego oczekiwał. Na pytanie Lucyfera, czy nie chce on czasem po prostu dowiedzieć się co takiego przyciągającego jest w Ewie, Bóg zareagował milczeniem, które oznaczało, iż jakiekolwiek dyskusje na ten temat nie wchodzą w grę... Po przejściu do Drugiego Nieba, czas mijał Bogu na pogawędkach z Ewą, której przekazywał swoją wiedzę i mądrość, nam mijał natomiast na dyskretnym podglądaniu ich konwersacji i poczynań. Któregoś dnia byliśmy świadkami sytuacji, w której Stwórca zapytał Ewę czy wie co to jest miłość; opowiedział jej o tym jak się ona objawia i co wtedy się czuje. Kobieta odpowiedziała, że nigdy nie spotkała się z czymś takim...Bóg usłyszawszy to przyciągnął ją gwałtownie do siebie i złożył na jej ustach namiętny pocałunek, po czym spojrzał jej głęboko w oczy i wyczekiwał reakcji. Gdy Ewa spytała co robi, Bóg natychmiast wrócił do Nieba. Kazał przynieść sobie tyle wina ile tylko może przynieść służba pałacowa, nam natomiast kazał natychmiast opuścić pałac gdyż, jak dodał, potrzebował samotności... Przez wiele dni widziano służących noszących do pałacu wino z anielskiej winnicy, po Niebie rozbiegła się wieść, że Bóg płacze upijając się w samotności. Nikt nie domyślał się dlaczego oprócz naszej czwórki, doskonale wiedzieliśmy, iż powodem było dziwne, nieznane nikomu uczucie, jakie Bóg żywił do Ewy... Uczucie nieodwzajemnione...
Teraz, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że pierwszą osobą, która poczuła to co wy nazywacie miłością był Bóg. Dzięki niemu uczucie to poznali ludzie... oraz aniołowie. Ale powoli, wszystko opowiem w swoim czasie.
Po kilku tygodniach szwędania się po bezkresnym Niebie i snuciu teorii odnośnie stanu w jakim znalazł się nasz Stwórca, przyszedł do nas boski posłaniec z wiadomością, która nakazywała nam powrócić do pałacu. Podejrzewaliśmy, że Boga opuściło uczucie, które nazwał miłością, a które to wszystkim istotom w tym i tamtym wymiarze było obce. Niestety, byliśmy w błędzie... Stwórca nasz wydawał się postradać wszystkie zmysły: nerwowo mrużył oczy, nie miał co zrobić z rękami, chodził w kółko zamyślony, włosy jego znajdowały się w okropnym nieładzie. "Witajcie towarzysze!" rzekł gdy tylko wyrwał się z zamyślenia. Odwzajemniliśmy przywitanie czekając na to, co powie Bóg. Martwiliśmy się o niego, szczególnie Lucyfer, który od jakiegoś czasu stał jego ulubieńcem i często gdy my kładliśmy się do snu (tak, anioły także śpią) rozmawiał z nim do późnych godzin. Gdyby nie to, że Bóg był bogiem, a Lucyfer tylko jego dziełem stworzonym na jego częściowe podobieństwo (tak jak i my), ośmieliłbym się nazwać stosunek miedzy nimi... przyjaźnią. Jednak Stwórca zawsze dawał odczuć Lucyferowi, że żywić ma do niego największy szacunek, i że to jemu zawdzięcza swoje istnienie. Ten jednak nie protestował, największym zaszczytem dla niego było przebywanie w obecności Boga, co było jednym z największym przywilejów w Niebie. Z milionów anielskich istot tylko nasza czwórka oraz kilkudziesięciu zwykłych aniołów ze służby pałacowej mogło widywać go na codzień. Służba jednak nie mogła rozmawiać z nim tak swobodnie jak my; po to między innymi zostaliśmy stworzeni, ba, zostaliśmy stworzeni na jego podobieństwo aby umilać mu czas, inspirować i osładzać swym towarzystwem jego istnienie. Wracając jednak do tematu mojej opowieści... "Zawsze służyliście mi radą i pomocą. Zawsze byliście przy mnie gdy was potrzebowałem, zawsze mogłem polegać na was i waszym intelekcie. Podobnie jest i teraz. Usiądźcie proszę, napijcie się ze mną wina, które jak powszechnie wiadomo rozjaśnia umysł, muszę z Wami coś przedyskutować". Wskazał na stół, którego wcześniej nie zauważyliśmy, po czym wszyscy usiedliśmy i rozmawialiśmy z Bogiem kilka godzin. Czuło się jednak, że nasza konwersacja służyć miała jak najdłuższemu przedłużeniu w czasie tego, co Bóg miał nam do powiedzenia. Gdy rozmowa mimo litrów przelanego wina przestała się kleić, Bóg przeszedł do sedna sprawy. "Jak zapewne wyczuliście, chciałem wam coś oznajmić i poradzić się was w pewnej kwestii. Otóż drodzy towarzysze, od jakiegoś czasu mym jedynym marzeniem jest to, by Ewa dowiedziała się czym jest miłość. Mam też pewien plan, który pomoże mi zrealizować ten cel. Chciałem was zapytać, czy jest to pomysł godny Boga i czy jest do pomysł dobry." Zapadła niezręczna cisza... Jednym z jej powodów był fakt, iż zyskaliśmy tak wielkie zaufanie naszego Stwórcy - nigdy wcześniej tak wprost nie pytał nas o zdanie, poza tym zdziwiło nas to, że powątpiewał on w to, czy godzien był nazywać się Bogiem! Skonstatowałem, iż ta miłość nie jest dobrą rzeczą, skoro potrafi aż tak bardzo zmienić kogoś, kto przecież wydawał się być osobą stanowczą w swych postanowieniach oraz posiadającą twardy z natury charakter, osobą ukształtowaną od początku swego istnienia, aż na wieki! Lucyfer również jak się okazało, podzielał mój pogląd. "Wybacz Panie lecz obawiam się, że nie jest to dobry pomysł" rzekł patrząc na Boga ze spuszczona głową, czekając na reakcję z jego strony. Lecz ten nie wściekł się, jak to czasami miał w zwyczaju, poprosił Lucyfera by ten kontynuował. "Sam zapewne zauważyłeś, że stan twój od czasu gdy poczułeś tę... miłość, zmienił się diametralnie. Chodziłeś błądząc między jawą, a snem, wszystko przestało cię Panie interesować, a później zapadłeś w stan apatii i smutku, który topiłeś w morzu wina..." Zamilknął chcąc upewnić się, że jest rozumiany i czekał na znak by kontynuował. Takowy otrzymał, gdy Bóg podziękował mu za troskę i rzekł, by Lucyfer mówił dalej. "Zauważ Panie, iż popadłeś niemal w agonię zmysłów, ba, niemalże w szaleństwo! Zważywszy na to, iż Ewa miała dążyć do doskonałości, w przypadku gdy poczuje to co czujesz ty Panie, jej rozwój gwałtownie się zatrzyma... Może być też i tak, że proces odwróci się i stanie procesem regresywnym. Nie tego chyba chciałeś Panie gdy tworzyłeś tę istotę, prawda?" Stwórca zamyślił się, zapanowała cisza. Po chwili rzekł krótko "Masz rację" po czym zamyślił się zupełnie nie zwracając na nas uwagi. Patrzyłem na jego oblicze, zawsze stanowcze, zawsze posiadające ostre rysy. Teraz niby iż wydawało się być niezmienione, tak naprawdę dalekie było od tego zanim stworzył Ewę. Nieobecne oczy, w których widać było doskonale walkę rozgrywającą się we wnętrzu Boga, walkę z samym sobą, z tym uczuciem znanym jedynie jemu samemu... Myślę także, że w jego oczach uważny obserwator mógł zobaczyć przerażenie i bojaźń, która jakże obecna jest u ludzi nieuleczalnie chorych, dla których każdy dzień jest polem bitwy z niepewnością jutra oraz niezbadaną przyszłością, walką ze strachem przed tym, jak i kiedy skończy się to wszystko... Miłość trawiła Boga od środka, zżerała go niczym rak... Nie tylko oczy i twarz zdradzały uczucia kołaczące się we wnętrzu Stwórcy, także i jego zgarbiona sylwetka odzwierciedlała to co czuł. Myślę że wtedy, w tamtej chwili gdy siedzieliśmy tak w milczeniu, czuł pretensje do samego siebie, miał ogromny żal iż on, istota doskonała, wszechwiedząca, nie wiedziała do końca co się działo z nią samą. Lucyfer wstał, dotknął znacząco ramienia Stwórcy po czym w milczeniu opuścił salę... My także wstaliśmy i wyszliśmy bezradni, wiedząc, iż nijak nie byliśmy w stanie mu pomóc skoro on sam nie potrafił tego uczynić. Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy na zewnątrz pałacu Lucyfer rzekł... "Stanie się nieszczęście...". Nie wiedziałem zupełnie co miał na myśli, tłumaczyłem sobie to zbyt dużą ilością spożytego wina, ale jakiś niepokój pojawił się w moim sercu i nie chciał mnie opuścić aż do następnego dnia, gdy zostaliśmy zawezwani do pałacu.

Bóg siedział na swoim tronie, na twarzy jego wreszcie od bardzo długiego czasu pojawił się uśmiech, a oczy jego zaczęły błyszczeć jak dawniej. "Czyżby to nieszczęsne uczucie opuściło jego wnętrze... czyżby znalazł na nie lekarstwo?!" - pomyślałem zdumiony, zaskoczony, a także uradowany widząc Stwórcę w tak wybornym nastroju. Przywitał nas serdecznie po czym kazał spojrzeć nam na Ziemię, której obraz namalował na środku sali energicznym ruchem dłoni. Najpierw ujrzeliśmy wspaniałe drzewo, którego korona była tak potężna, iż jak długo żyję, po raz drugi nigdy nie dane mi było zobaczyć tak wspaniałego okazu. Na gałęziach siedziało kilka setek ptaków, których pieśń wdzierała się wprost do serca i niosła się het w dal, także i szum liści drzewa koił zmysły i wprowadzał każdą istotę, do której on dotarł, w błogi nastrój. Drzewo było jabłonią, a jego jabłka były tak duże i tak soczyście czerwone, iż na sam widok zacząłem odczuwać głód i przemożną chęć spróbowania któregoś z nich. Bóg zaczął opowiadać, iż stworzył tę jabłoń wczorajszego dnia tuż po naszym wyjściu. Nie była to jednak zwykła jabłoń - podlał on ją własnym nasieniem... Nie wiedzieliśmy jaki miał w tym cel lecz po chwili uświadomiliśmy to sobie gdy Bóg pokazał nam Ewę, która snuła się między drzewami, nieobecna, patrząca w dal, w horyzont osnuty niewidzialną mgłą... Jasne już było, czym było to drzewo i co uczynił Stwórca. Staliśmy w zupełnym milczeniu nie wiedząc zupełnie jak mamy zareagować na to co uczynił. Z jednej strony cieszyliśmy się, iż jego stan uległ poprawie, że znowu był tym starym, dobrym Bogiem którego tak dobrze poznaliśmy i tak bardzo, mimo jego niewątpliwych wad, kochaliśmy; z drugiej jednak strony czuliśmy coś na kształt złości i irytacji, że zrzucając z siebie jarzmo choroby począł przenosić ją na inne istoty! Baliśmy się tego uczucia, zresztą mieliśmy ku temu podstawy i nie można nas za to obwiniać - myślę, że również Michał, Gabriel jak i zarówno Lucyfer, jeśli nie świadomie, to przynajmniej podświadomie pomyśleli "Teraz Ewa... potem my?". Bóg jednak przewidział nasze myśli i obiecał nam, iż nigdy nie zostaniemy poczęstowani owocem z tego drzewa, ba, po chwili od tego zapewnienia rozkazał abyśmy nigdy nawet nie próbowali pokusić się o skosztowanie jabłka! Będąc szczerym, muszę napisać, że ulżyło nam wtedy niesamowicie i ciężar spadł nam z serc. O ile z początku uważaliśmy, że Bóg ozdrowiał wyrzucając swą chorobę w nasieniu którym naznaczył jabłoń, potem jednak zrozumieliśmy iż miłość nigdy nie opuściła wnętrza naszego Stwórcy, a ozdrowienie jego przypisać należało temu, iż miłość poczuła również Ewa... poczuła ją do Boga...

Z początku wszystko zdawało się powracać do normy jednak Bóg coraz więcej czasu spędzał w drugim wymiarze, rozmawiając z Ewą całymi godzinami, wyznając jej miłość i obdarowując najpiękniejszymi kamieniami jakie kiedykolwiek ludzkie oko mogło ujrzeć. Nie czuliśmy się z tego powodu bynajmniej przygnębieni - woleliśmy to będąc pomnymi wcześniejszego zachowania i samopoczucia Boga. Poza tym mieliśmy przecież swoje towarzystwo, w którym czuliśmy się wyśmienicie i w którym bardzo mile spędzaliśmy czas od wielu, wielu lat. Jednak niedługo później, w czasie gdy siedzieliśmy sobie w pałacu racząc się, jak to ostatnio mieliśmy w zwyczaju, anielskim winem, zaskoczył nas sam Bóg, który nagle powrócił z Ziemi. Mimo, iż nie zauważyliśmy go, to jednak natychmiast odwróciliśmy się w tę stronę, gdzie stał... Biła od niego ogromna siła, energia, która zdawała się dotykać naszych ciał całą swą nie-fizyczną postacią. Jaśniał radością, wydawał się młodszy o kilkadziesiąt lat, a z twarzy jego nie znikał uśmiech, który zdawał promieniować się potężnym blaskiem niczym najjaśniejsza z gwiazd, które udało mu się kiedykolwiek stworzyć. W takim nastroju jeszcze nigdy wcześniej nie dane nam było zobaczyć stwórcy - wstaliśmy jak rażeni piorunem i poczęliśmy pytać się go co też wywołało w nim tak wielką zmianę... zmianę na lepsze! "Właśnie połączyłem swego ducha z duchem Ewy" odrzekł tajemniczo. Nic z tego nie zrozumieliśmy... Lucyfer od razu począł prosić Boga by ten wyrażał się jaśniej, on jednak bez słowa udał się na spoczynek - patrzyliśmy jak przechodzi obok nas zupełnie nie zwracając na nas uwagi, patrzyliśmy jak zdawał się płynąć w powietrzu... Gdy zostaliśmy sami usiedliśmy tylko w milczeniu i zatopiliśmy się we własnych myślach, w których (jak nietrudno się wam zapewne domyślić) obecny był jedynie Stwórca. "Myliłem się przyjaciele" odrzekł Lucyfer mając na myśli moment, w którym przewidział nieszczęście... Na drugi dzień postanowiliśmy podejrzeć poczynania Boga na Ziemi, kierowała nami ciekawość co też sprawiło iż stał się on tak szczęśliwy... Ujrzeliśmy ich złączonych w uścisku, leżących pod jabłonią stworzoną przez Stwórcę... Wymieniali pocałunki, lecz wcale nie przyjacielskie czy braterskie... Głębokie, długie, z użyciem języków...Lecz co najbardziej nas zaskoczyło, to ich ciała, które falowały w jednostajnym rytmie, płynnie niczym morskie fale, jak gdyby były one połączone niewidzialną nicią - wzdychali przy tym oboje, ich oddechy stawały się coraz głośniejsze i szybsze, po czym nagły skurcz targnął nimi i padli obok siebie nieruchomi, już rozdzieleni, promieniujący szczęściem, uczuciem, którego opisać nie sposób... Z fallusa Boga wyciekały powoli resztki nasienia, pochwa Ewy także była mokra... Wtem pojęliśmy na czym miało polegać owe "łączenie się duchów"...

Mijały dni - Bóg zupełnie nas nie zauważał, niemalże przez cały czas przebywał w drugim wymiarze "łącząc ducha" swego z duchem istoty, którą stworzył... Powoli zaczęło nas nużyć podglądanie ich poczynań toteż by zabić coraz bardziej doskwierającą nudę przyglądaliśmy się istotom, o których prawie zupełnie zapomnieliśmy - Adamowi oraz Lilith. Mężczyzna był typem spokojnym, siedział często na otwartych terenach wpatrując się w niebo, jako iż został on stworzony na podobieństwo Boga zaczął także przejawiać zdolności artystyczne. Rozdrabniał minerały o określonej barwie i spajał je tłuszczem zwierzęcym, później połączył technikę malunku z ryciem w ścianie. W taki oto sposób malując (częstokroć palcami) zwierzęta i zjawiska występujące na Ziemi umilał sobie czas od czasu do czasu wychodząc na polowanie... Lilith natomiast czas spędzała płatając figle Adamowi, chodząc po dorodnych gajach i nieudolnie usiłując nucić prymitywne melodie... Nie polowała, żywiła się tym co przyniósł i przyrządził Adam, lecz o ile niemal przez cały czas żyła blisko niego, to od czasu gdy Bóg zakochał się w Ewie i stworzył jabłoń o potężnej mocy (którą zwykliśmy nazywać Drzewem Miłości, później określaliśmy je mianem Drzewa Pożądania) coraz częściej odłączała się od niego i z ukrycia spoglądała na igraszki Stwórcy z Ewą. Po jakimś czasie zauważył to Bóg, wiedział on także iż Lilith przechadza się często obok jabłoni patrząc na nią z dziwnym błyskiem w oku. Przyszedł więc do niej któregoś dnia i stanowczo zakazał jej spożywania owocu z tego drzewa. Na wszelki wypadek przykazał to samo również Adamowi. Po upływie kilku tygodni podglądanie tego co działo się na Ziemi wychodziło nam już bokiem, nie sprawiało nam to ani radości, ani satysfakcji, ba, zaczęło nas już wręcz usypiać i niemiłosiernie nudzić... Któregoś dnia ze zdumieniem zdałem sobie sprawę, iż Bóg zaczyna mnie irytować: nie jego zachowanie, nie to co wyprawiał z Ewą lecz... jego szczęście! Czułem to już od dosyć dawna lecz bałem się przyznać przed samym sobą, nie potrafiłem dopuścić do siebie myśli iż ja, będąc istotą która nigdy by nie istniała gdyby nie Stwórca, istotą która należała do jego najbliższego towarzystwa... mogłem czegokolwiek mu zazdrościć! Jakżesz byłem skonfundowany gdym wyjawiał me uczucia Lucyferowi, Michałowi i Gabrielowi. Wnętrze me płonęło ze wstydu, czułem pogardę dla własnego indywiduum, bałem się iż nie zostanę zrozumiany, bałem się że zostanę wyklęty! Niepotrzebne jednak były me obawy i cała ta burza uczuć w moim wnętrzu - towarzysze moi, jak się okazało, czuli zupełnie to samo, oni również zazdrościli Bogu! Lucyfer był nawet zły na Stwórcę, nie mógł pogodzić się, iż zabronił on spożywania owoców z Drzewa Miłości jakiejkolwiek istocie. Przyjaciel nasz pocieszał nas, że to co czujemy nie jest złym uczuciem - naturalnym prawem musieliśmy go czuć jako iż zostaliśmy stworzenia na Boże podobieństwo. "Jakże to?" zapytałem. "A jak uważasz mój drogi towarzyszu, dlaczego Pan nasz nie pozwala nikomu skosztować jabłka?" - odrzekł.
Wszystko wtedy stało się dla mnie jasne. Stwórca uzurpował sobie prawo do Drzewa, gdyż... obawiał się o Ewę! Doskonale wiedział, iż gdyby którykolwiek spośród aniołów spożył jabłko, zaistniałoby niemałe ryzyko iż ktoś mógłby poczuć miłość do tego doskonałego dzieła. Bóg bał się takiej ewentualności, bał się o Ewę - nie była może to zazdrość takiego rodzaju jak ta, którą my odczuwaliśmy względem niego, ale mimo wszystko była to zazdrość. Chcąc mieć kobietę dla siebie poczynił kroki by nikt mu jej nie mógł odebrać! Jakże mały wydał mi się wtedy Stwórca, jakże prymitywny... Jakże mały wydałem się ja samemu sobie, jakiż żal zakiełkował w mym sercu - żal do siebie zmieszany z pogardą do własnej osoby! Powodem było moje zaślepienie, tyleż czasu żyłem nie widząc żadnej z wad Boga, wtedy dopiero przejrzałem na oczy! Jedyną jego zaletą była zdolność kreacji, w dodatku i ona czasami zawodziła jak chociażby w przypadku Lilith. Inne Boskie wady? Pociąg do wina, brak umiejętności panowania nad własnymi emocjami, popadanie w gniew z byle powodu... Ah, ileż razy dostawaliśmy okropną burę praktycznie za nic! Kolejną przywarą "doskonałego" Stwórcy było zbytnio zawyżone ego oraz megalomania! Wtedy, wtedy to ja głupi dopiero przejrzałem na oczy! On nie był doskonały! On nie był wcale lepszy od nas, jego dzieł! Poczułem złość i wszechogarniający gniew! Począłem rzucać oszczerstwa w stronę Boga, złorzeczyć mu, przeklinać jego imię! Przyjaciele moi natychmiast pochwycili mnie i siłą zmusili abym zamilknął. Miałem szczęście, że w tejże chwili byli obok mnie i uspokoili me roztrzęsione indywiduum. Dobrze też, że Bóg akurat w tym czasie był na Ziemi i nie słyszał moich słów skierowanych pod jego adresem. Gdy było już po wszystkim, gdy opanowałem swoje emocje, Lucyfer oddalił się w milczeniu, obiecując, że wróci do nas jutro....
Kolejnego dnia Lucyfer przybył do pałacu, w którym siedzieliśmy w milczeniu walcząc z własnymi myślami. "Przyjaciele" - rzekł od progu sali - podjąłem decyzję jednakże będzie mi potrzebna wasza pomoc. Konkretyzując, potrzebuję waszego zaufania i wsparcia w tym co zamierzam uczynić". Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni, z lekką nutką niepokoju w oczach. "Cóż chcesz zrobić Lucyferze?" - zapytał Michał. "Chcę zjeść owoc z Drzewa Miłości" - usłyszeliśmy w odpowiedzi... Domyślałem się tego, spodziewałem się iż nasz przyjaciel zechce to zrobić! Zapadła cisza... "Nie zamierzam żyć pozbawiony czegoś co przecież powinno mi być dane! Nie zamierzam patrzeć jak ten dureń przechadza się uśmiechnięty przeżywając prawdopodobnie najpiękniejszą rzecz jaka istnieje! Jakim prawem rości sobie on prawo do tego drzewa? Skazuje wszystkich na nijakie życie, nudne, bezbarwne, pozbawione jakiekolwiek głębszego sensu! O ile na początku żyliśmy by umilać mu czas, to teraz nawet nie jesteśmy mu potrzebni! I co dalej? Będziemy tak całe wieki patrzeć na jego szczęście, na to jak zabawia się z Ewą?! Nam także się coś należy za te lata niańczenia go, dotrzymywania mu towarzystwa i wysłuchiwania jego krzyków! Ja już postanowiłem, zrobię to bez względu na to czy będziecie ze mną czy przeciw mnie." Lucyfer zionął gniewem, patrzył na nas wzrokiem nie przyjmującym sprzeciwu. Miał rację. Jaka przyszłość nas czekała, jak miało wyglądać nasze życie? Jeśli czas miał mijać w taki sposób jak obecnie... "Masz moje poparcie" - rzekłem, chwilę potem uczynił tak także Gabriel oraz Michał. Lucyfer uspokoił się i rzekł "Dobrze więc, dziękuję wam przyjaciele. Jak wiecie, Bóg przechodząc w drugi wymiar zostawia otwarte wrota, zamykając je po powrocie do Nieba. Gdy jutro pójdzie spotkać się z Ewą, przejdę na Ziemię chwilę po nim i ukryję się w którejś z jaskiń. Mam do was prośbę - zniknijcie z pałacu do następnego dnia, nie chcę aby Stwórca wypytywał was gdzie się podziewam, nie chcę by nabrał jakichkolwiek podejrzeń. W nocy wyjdę z ukrycia i zjem jeden z zakazanych owoców po czym wrócę z powrotem do jaskini - niech jeden z was przyjdzie po upływie nocy, siedząc w jakiejś pieczarze nie będę przecież wiedział czy Bóg jest na Ziemi, a co za tym idzie, nie będę miał pojęcia czy brama łącząca wymiary jest otwarta." Gdy skończył mówić zaczęliśmy zastanawiać się, który z nas pójdzie na Ziemię po Lucyfera - jak się okazało nikt nie był chętny by to zrobić. "Nie bójcie się przyjaciele, Bóg zakazał nam tylko spożycia owocu z Drzewa. Jak sięgam pamięcią, nigdy nie zabronił nam przechodzić w drugi wymiar, a co nie jest zabronione... Czyż nie?" Miał rację, nawet jeśli Bóg zorientowałby się i popadł w gniew, iż ktoś z nas przeszedł przez wrota, można było podeprzeć się właśnie brakiem zakazu z jego strony. Zgłosiłem się więc na ochotnika...
Kilka godzin później dopiero dotarło do mnie, co zrobiłem. Targały mną wyrzuty sumienia, że zgodziłem się wziąć udział w czymś co z aprobatą Boga z pewnością się nie spotka. Ja, marna istota, która jemu zawdzięczała istnienie, ośmieliła się podnieść na niego niewidzialną rękę kierowaną wewnętrznym gniewem. Z drugiej jednak strony Lucyfer miał rację, nie mogliśmy tak bezczynnie egzystować i patrzeć na naszego pana, którego duch łączył się z duchem Ewy powodując doznania rodzaju, którego nam prawdopodobnie nie dane będzie poznać... O ile sami się o to nie postaramy... Tak wtedy właśnie myślałem... Z trudem mogłem zasnąć prowadząc tak męczącą walkę w swojej głowie, jednak po kilku godzinach tej męki dałem porwać się nadchodzącemu snu...
Nazajutrz spotkaliśmy się w pałacu jak zwykle rankiem, i jak zwykle Boga już w nim nie było... Patrzyliśmy na wrota prowadzące do drugiego wymiaru (Stwórca dał nam moc pozwalającą na uzyskiwanie obrazu z oczekiwanego miejsca - stąd ta nasza możliwość podglądania jego i innych mieszkańców Ziemi... ). Dławił nas strach, jednak w myślach pocieszaliśmy się, że przecież gdyby wszystko się wydało ciężar winy spadłby głównie na Lucyfera. Stał on wtedy przed wrotami, długo nad czymś rozmyślał... a może po prostu zbierał się na odwagę... nieważne zresztą. Podszedł do każdego z nas, ucałował nas w policzek i w milczeniu przekroczył wrota. Przez kilka godzin mogliśmy bezpiecznie obserwować czy wszystko szło z godnie z planem, jednak byliśmy tak zdenerwowani, że w pośpiechu oddaliliśmy się od pałacu kierując swoje kroki w kierunku anielskich winnic. Piliśmy w milczeniu oczekując lada chwila posłańca z wezwaniem do pałacu, jednak nie przyszedł on ani w ten pamiętny dzień, nie przeszkodził nam też w spaniu podczas nocy. Stwórca po prostu nie zauważył naszego zniknięcia, niczego też się nie domyślił... To jedynie spowodowało, iż przestałem żałować własnej decyzji oraz tego co miałem zrobić, ba, taka postawa Boga wręcz zachęciła mnie jeszcze bardziej do pomocy Lucyferowi i wypleniła wszystkie kiełkujące w mym sercu ziarenka strachu i obawy. Odeszliśmy już w niepamięć, staliśmy się dla naszego Boga czymśzupełnie już niepotrzebnym i nieprzydatnym, czymś niegodnym już jego uwagi. Zostaliśmy zepchnięci w morze pozostałych aniołów, staliśmy się nic nie znaczącymi kroplami w oceanie boskich istot... Czułem się odrzucony, odtrącony, przecież całe swoje życie spędziłem u jego boku, nim pojawiła się Ewa byłem mu potrzebny, ot chociażby tylko by dotrzymywać mu swojego towarzystwa... ale mimo wszystko jednak potrzebny... Nie wiem czy w podobny sposób myśleli moi towarzysze, nie śmiałem ich o to zapytać, oni także nie poruszali tejże kwestii, jednak skonstatowałem po ich posmutniałych minach i wzroku wpatrzonym gdzieś w dal, zupełnie nieobecnym, iż ich kondycji psychicznej daleko jest do tej z okresu "naszej świetności"....
Wracając do pałacu z Michałem i Gabrielem czułem złość - na Boga, na siebie, na Lucyfera, Ewę, Lilith, a nawet na mych przyjaciół, którzy w niczym przecież mi nie zawinili... Byłem zły na wszystko i na wszystkich jednak starałem się by nikt tego nie zauważył. Przeszedłem w drugi wymiar, na Ziemię..
Doznałem lekkiego szoku zauważywszy, że podłoże przyciąga mnie mocniej niźli w Niebie, powietrze jest cięższe, a ciśnienie o wiele większe. Oddychałem i poruszałem się z trudem, jednak po kilku minutach przyzwyczaiłem się do panujących tam warunków i rozpocząłem wędrówkę w kierunku jaskini, w której schronił się Lucyfer. Zdziwiłem się gdy spostrzegłem, iż nie czuję żadnego strachu przed ewentualnym spotkaniem z Bogiem, które było przecież bardzo prawdopodobne. Miałem gdzieś jego ewentualny gniew i konsekwencje mego czynu...
Lucyfera znalazłem na wpół przytomnego, widać spożycie owocu wywołało u niego szok, który nie opuścił go nawet do chwili, w której go odnalazłem. Na mój widok zaczął bredzić coś bez sensu, na szczęście miał w sobie na tyle siły by się podnieść i wraz ze mną opuścić Ziemię. A droga do wrót nie była łatwa i przyjemna, co chwila musiałem napominać mojego przyjaciela by zamilknął ponieważ raz po raz wyrzucał ze swych ust potok słów zupełnie pozbawionych jakiekolwiek sensu. Nie bałem się o siebie lecz o niego, szczerze mówiąc było mi wtedy wszystko jedno jaka kara może mnie spotkać, a nawet czułem coś na kształt satysfakcji, iż przyczyniłem się do złamania boskiego nakazu. Byłem współwinny i było to bardzo przyjemne uczucie, świadomość tego sprawiała mi wielką radość...
Gdy wróciliśmy do pałacu, szybko, za namową Michała, udaliśmy się do jednej z winnic. Michał wpadł na pomysł, że gdyby Bóg nagle nas zawezwał i zobaczył Lucyfera w takim stanie, możnaby winę za jego stan zwalić na spożycie alkoholu w nadmiernych ilościach. Nie chcąc by zaczął coś podejrzewać widząc jedynie Lucyfera w tak przykrym stanie, spiliśmy się wszyscy tak mocno jak chyba nigdy wcześniej i zasnęliśmy. Zbudziliśmy się w strasznym stanie kolejnego dnia - coś rozsadzało nam głowy, trawiło nas okropne pragnienie, czuliśmy potworny niesmak w ustach, jednym słowem mieliśmy porządnego kaca. Został on zepchnięty jednak na dalszy plan gdy ujrzeliśmy budzącego się Lucyfera, który czuł się o wiele lepiej niż poprzedniego dnia. Od razu zaczęliśmy kierować w jego stronę masę pytań, na które cierpliwie nam odpowiadał. Na szczęście nie był pod wpływem miłości, nie czuł nic nowego, nie spostrzegł absolutnie żadnej różnicy po zjedzeniu owocu z Drzewa Miłości. Uznaliśmy, iż widocznie nie na każdego działa magiczna siła jabłek z tej niezwykłej jabłoni i mówiąc szczerze, lekko nas to zasmuciło i zepsuło nam to humor. Bo przecież nie po to tak bardzo ryzykowaliśmy by przekonać się, iż wysiłki nasze okazały się daremne... Towarzysz nasz, który ośmielił się przeciwstawić Bogu, podziękował nam serdecznie za pomoc i nadmienił, iż to co się stało musi pozostać między nami i nigdy nie może opuścić naszego grona. Zostaliśmy wszyscy połączeni tajemnicą milczenia, naszą przyjaźń scementowało to pamiętne wydarzenie. Stwórca oczywiście znowu nie zaniepokoił się naszym zniknięciem, zastanawiałem się czy w ogóle zauważył nasza nieobecność... Poszliśmy do pałacu, w którym nie zastaliśmy Boga, a jedynie otwarte wrota, które oznaczały iż znajduje się on na Ziemi, zapewne w towarzystwie Ewy. Nie mieliśmy ochoty podglądać ich igraszek, jednak po kilku godzinach spędzonych niemalże w milczeniu nudząc się potwornie, zdecydowaliśmy popatrzeć jednak co też teraz dzieje się w drugim wymiarze. Bóg siedział w towarzystwie Ewy opowiadając jej coś z przejęciem patrząc jej prosto w oczy i nie spuszczając z niej wzroku. Kobieta słuchała z wielkim zainteresowaniem chłonąc każde słowo Stwórcy. Gdy i patrzenie na ich obu zaczęło nas nużyć, odwróciliśmy się od wrót i usiedliśmy przy stole... Wszyscy oprócz Lucyfera, który nadal wpatrywał się w Boga i Ewę jak gdyby obraz ich obojga był dla niego najpiękniejszym widokiem jaki kiedykolwiek ujrzał. Zaczęliśmy przekonywać go aby zasiadł z nami i przestał się na nich gapić, na co zareagował kiwnięciem głowy w milczeniu, po czym stanął przed nami i rzekł: "Drodzy przyjaciele... wiem już co to miłość..."
Słowa te zupełnie nas zaskoczyły, nie mogliśmy wydobyć z siebie ani jednego, najmniejszego nawet dźwięku. Tańczyły w nas bardzo skrajne uczucia - radość spowodowana powodzeniem naszego "buntu" mieszała się z przerażeniem wywołanym strachem przed tym, co stanie się w najbliższej przyszłości.... Mieliśmy zupełny chaos w głowie, nerwosploty nasze nie były w stanie wytworzyć ani jednej myśli, nie były zdolne utworzyć jakiegokolwiek słowa... Twarz Lucyfera nie przedstawiała sobą niczego, wydawała się być wyryta w skale, blada, nieruchoma, zupełnie bez wyrazu, nie można było z niej zupełnie nic odczytać. Chwila ta zdawała się trwać całą wieczność, patrzyliśmy na niego, on patrzył na nas...Cisza, milczenie, nie padło ani jedno słowo... Dopiero niespodziewane pojawienie się Boga przerwało wszechobecną konsternację i przeszywającą do szpiku kości ciszę. Nie mieliśmy ochoty z nim rozmawiać, ba, nie mieliśmy ochoty rozmawiać z kimkolwiek, potrzebowaliśmy wszyscy spokoju i samotności aby móc przemyśleć i przyswoić fakt, iż Lucyfer poczuł to czym jest miłość... Poczuł miłość do Ewy, kobiety Boga! Mimo wszystko gdy tylko ujrzeliśmy Stwórcę zdobyliśmy się na uśmiech, powitaliśmy go serdecznie jednak on nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, od razu zaczął mówić. "Witajcie towarzysze... Oh, dawno was nie widziałem, jak to dobrze znowu jest mieć wasze twarze przed oczyma! Ale ja nie o tym... Mam wam coś do powiedzenia, coś bardzo ważnego!" Przerwał wyczekując aż zniecierpliwieni poczniemy prosić go aby raczył kontynuować... Nie obchodziło nas jednak co też takiego bardzo ważnego chciał on nam powiedzieć, jednak nikt nie miał odwagi zawieść jego oczekiwań i wszyscy zaczęliśmy prosić go aby mówił dalej. "Otóż drodzy towarzysze, Ewa w niedługim czasie zrodzi mego potomka!" Potomka? Zradzać? Kompletnie nie rozumieliśmy znaczenia oraz sensu tych słów, widać Bóg wymyślił je zupełnie niedawno. Zauważył to, iż nie rozumiemy o czym mówi. "Drodzy towarzysze, jak się okazało stworzyłem istotę, którą również posiada dar tworzenia, aczkolwiek z moją pomocą i na całkowicie innych zasadach. Otóż ja, wraz z Ewą poprzez scalanie naszych dusz, stworzyliśmy kolejną istotę, która rozwija się w jej ciele! Gdy nadejdzie czas, gdy stanie się gotowa, opuści ono jej powłokę i wyjdzie na świat! Pół bóg-człowiek! Będzie to najpotężniejsza istota, jaką kiedykolwiek udało mi się wykreować, ba, będzie zawierała w sobie część mnie! Nie cząstki na moje podobieństwo, lecz niemalże cząstki moje! Przygotujcie się na nadejście... nowego boga!" Po sali rozbiegł się jego głęboki śmiech, my natomiast patrzyliśmy zszokowani na Stwórcę nie próbując już nawet ukryć naszego zdumienia i wstrząsu, który spadł na nas niczym strumień lodowatej wody potężnego wodospadu! Tego było już zbyt wiele jak na jeden dzień - najpierw Lucyfer zakochał się w Ewie, później sam Bóg oświadcza nam, że wraz z człowiekiem stworzył kolejnego boga! W tamtej chwili wydawało mi się, że postradałem zdolność myślenia, że stałem się szaleńcem, istotą nie różniącą się od zwierząt żyjących na Ziemi! Jednak moje przeżycia nie były wtedy najważniejsze, w głowie Lucyfera dopiero się działo! Zaczął cały dygotać, warga poczęła mu drżeć niczym listek targany potężnym wiatrem, dłonie zacisnął w pięść i jakżesz musiał on walczyć by nie wybuchnąć gniewem skierowanym w stronę Stwórcy, który zdawał się w ogóle nas nie zauważać, a tylko śmiał się spazmatycznym śmiechem świdrującym nam w głowach, śmiechem niosącym się po naszych trzewiach jak echo w ogromnych jaskiniach! Czaru goryczy dopełnił Lucyfer, który odwrócił się na pięcie i wybiegł z pałacu jak gdyby wybuchł w nim pożar... Wtedy przerażony ocknąłem się z letargu, z tego snu w którym mimowolnie trwałem. Wyczekiwałem reakcji Boga, sercem mym zawładnęła obawa iż zorientował się, co też tak naprawdę działo się z Lucyferem i co było powodem jego, tak niespodziewanego i zaskakującego zachowania. Stwórca jednak nie przestawał się śmiać, zdawał się być niemalże pijany własnym szczęściem... Wymówiłem się złym samopoczuciem po czym również opuściłem pałac. Szedłem przed siebie jak zahipnotyzowany, wpatrzony gdzieś w dal nie widziałem jednakże nic, podążałem prędko nie wiadomo dokąd, byle dalej i dalej, jak najdalej od Boga, jak najdalej od jego pałacu! Brodziłem między jawą a snem, ocknąłem się dopiero w winnicy do której niczego świadom dotarłem. Lucyfer już tam siedział, w dłoni dzierżył butelkę, a po policzkach jego płynęły żywne łzy. Płakał bezgłośnie nie odzywając się do mnie ani słowem. Wziąłem butelkę wina z półki stojącej przy przeciwległej ścianie, otwarłem ją i usiadłem obok mego przyjaciela dotrzymując mu towarzystwa do chwili, w której zalegliśmy zmożeni działaniem alkoholu... Cierpiałem wraz z nim mimo iż nie wiedziałem co czuł - może złość, smutek, bezsilność, zrezygnowanie, zazdrość... a może wszystko to oraz milion innych uczuć naraz. Zacząłem żałować, że przyłożyłem do tego rękę, że pomogłem mu w złamaniu boskiego zakazu, co też przyczyniło się do tego stanu, w którym ten biedny anioł się znalazł. Wiedziałem też jednak, że i beze mnie osiągnąłby swój cel, że zrobiłby to samo bez względu na wszystko. Sam sobie zgotował sobie taki los, a ja nic na to nie mogłem poradzić...
Przez kilka dni nie pojawiałem się w pałacu, Lucyfer także gdzieś zaginął. Gdy po kilku dniach natknąłem się przypadkiem na Michała i Gabriela dowiedziałem się, że Bóg postanowił nazwać swego potomka imieniem Kain. Dlaczego tak? Nie wiem, nie mam pojęcia. Przez kilka tygodni ja i moi towarzysze nie robiliśmy nic, z wyjątkiem picia oczywiście. Życie w niebie nam już obrzydło. Przecież tam nie było zupełnie nic do roboty, wszędzie czuć było odpychający zapach nudy. Ciekawiło mnie jedynie gdzie też podziewał się Lucyfer i co było przyczyną jego zniknięcia. Ja i moi przyjaciele dowiedzieliśmy się tego potem od samego Lucyfera, który zjawił się tak samo niespodziewanie jak też i wcześniej zniknął. Zapadał zmrok, siedzieliśmy przy świecach w piwnicy winnicy i jak to bywało od jakiegoś czasu o tej porze, popijaliśmy sobie wino. Wtem usłyszeliśmy czyjeś kroki - pierwsze me myśli przywołały mi przed oczy obraz posłańca, lecz zastąpił go realny wizerunek samego Lucyfera. Swą porośniętą jasnymi włosami głowę trzymał wysoko, biła od niego jakaś nieokreślona moc i siła, energia tryskała z jego ciała na wszystkie strony. Ucieszyliśmy się widząc go w tak wyśmienitym stanie i nastroju. Zasypaliśmy go pytaniami o to co robił przez okres swojej nieobecności. "Najmilsi... Cały ten okres spędziłem na Ziemi". Słowa jego zaszokowały nas, wszyscy jak jeden mąż wykrzyknęliśmy jedynie "Co?!". Lucyfer zaśmiał się, otwarł sobie butelkę wina i zaczął opowiadać. "Tak, cały ten czas byłem w drugim wymiarze. Nie próżnowałem tam jednak, oj nie moi drodzy przyjaciele. Gdy Bóg wracał przed zmrokiem do swojego pałacu, ja spotykałem się z Ewą. Jednakże nie tylko konwersowaliśmy. Zapewne domyślacie się już wszystkiego, prawda? Tak, tak, widzę to w waszych oczach, haha! Wasze domysły są słuszne - ja i Ewa robiliśmy to samo co i Bóg. Łączyliśmy własne duchy!" No cóż, spodziewałem się, iż prędzej czy później dojdzie do tego. Nie przypuszczałem tylko, że stanie się to tak szybko! Zapytałem go, jakie to uczucie. "Tego nie można wprost opisać! To tak jak gdyby wszystko wokół przestało istnieć, jakbyśmy oboje przenieśli się w próżnię, w jakiś metafizyczny świat, w którym nie ma nic, zupełnie nic z wyjątkiem mnie i jej! Czułem jej wnętrze, jej ducha, zupełnie jakbym wniknął w nią nie tylko mym fallusem, ale i całym sobą. To było tak przyjemne, tak cudowne przeżycie... Dla takich chwil mógłbym poświęcić całe swoje istnienie!" - odrzekł.
- Nie obawiasz się, że sprawa się wyda. Nie boisz się tego, że Ewa wygada się przed Bogiem? - zapytał Michał.
- Nie bój się Michale, Ewa nie piśnie ani słówka. Przysięgła mi, iż będzie milczeć. O wiele bardziej podobało jej się robienie to ze mną niż ze Stwórcą, nie będzie chciała ryzykować utraty możliwości robienia tego w przyszłości z moją osobą. A jeśli nawet sprawa wydałaby się, naprawdę nie będę niczego żałował. To wszystko nie ma po prostu ceny! Rozumiecie? - popatrzył na nas po czym zaczął mówić dalej.
- Oczywiście nie oznacza to, że zrywam przysięgę milczenia jaką wszyscy zawarliśmy. Nie chcę by to wszystko aż tak szybko się to skończyło, haha. Przecież ledwież się to dopiero zaczęło.
Wyjaśnił nam potem, że w chwili obecnej musi zachować abstynencję w łączeniu duchów gdyż brzuch Ewy stał się bardzo nabrzmiały i często źle się czuje. W dodatku Bóg spędza z nią coraz więcej czasu w oczekiwaniu na przyjście na świat jego potomka. Po upływie kolejnych kilku tygodni doszło w końcu do tego, iż Bóg niemal nie powracał do pałacu, do Nieba, cały swój czas poświęcał na dotrzymywanie towarzystwa kobiecie. Nas natomiast zaczęło nużyć i nawet irytować towarzystwo Lucyfera. Ilekroć wypił zbyt wiele, na okrągło mówił o Ewie, nieraz płakał, rzucał się w konwulsjach. Bardzo cierpiał, jednak po jakimś czasie przestało nam już go być żal gdyż zdawaliśmy sobie sprawę, że prędzej czy później i tak powróci do kobiety w stosunku do której poczuł miłość, a nas traktuje tylko i wyłącznie jako towarzyszy zapewniających mu rozrywkę na czas rozłąki.
Po około dziewięciu miesiącach od obwieszczenia nam przez Boga radosnej dla niego nowiny, zostaliśmy wezwani przez posłańca do pałacu. Zjawiliśmy się tak prędko jak tylko mogliśmy. Stwórca stał uśmiechnięty, przywitał się z nami bardzo serdecznie po czym przekazał nam wiadomość, iż jego potomek, Kain, przyszedł na świat. Nie ucieszyła mnie ta wiadomość gdyż nie traktowałem już Boga jak dawniej. Po prostu uznałem, że już nie znam tej istoty, że nasza znajomość już jakiś czas temu po prostu się zakończyła. Jakże inaczej można przecież nazwać to, że nie widziałem go od miesięcy, nie zamieniłem z nim ani jednego słowa... On sam także nie wyraził chęci spotkania się ze mną i z moimi przyjaciółmi. "Co za tupet" - pomyślałem gdy powiedział nam o narodzinach syna. "Nagle sobie o nas przypomniał... Zresztą kierował się zapewne chęcią zaimponowania nam i pokazania jakiż to on jest wspaniały i czegóż to on nie dokonał!" Zdobyłem się jednak na sztuczny uśmiechi zagranie uszczęśliwionego tym faktem "wujka". Głupiec, nic nie podejrzewał, niczego się nie domyślał... Tak, doskonała istota, wszechmogący Stwórca... Śmiechu warte! Daruję sobie jednak ten mój sarkazm. Bóg otwarł przejście na Ziemię i po raz pierwszy... zaprosił nas na drugą stronę. Przeszliśmy z nim w drugi wymiar po czym skierowaliśmy swoje kroki do miejsca, w którym przebywała Ewa. Szliśmy w milczeniu jakieś kilka minut po czym ujrzeliśmy ją. Stojąc, w rękach trzymała małe zawiniątko, które jak się okazało, było właśnie potomkiem jej i Boga. Zaiste dziwną rzeczą było patrzeć na tak malutką istotkę, niby przypominającą człowieka, nas oraz Stwórcę, lecz jednak diametralnie od nas się różniącą. Zauważyłem, że Lucyfer na maleństwo rzucił tylko okiem, całą swą uwagę poświęcał zaś Ewie wpatrując się w nią z jakby wzruszeniem w oczach. No tak, nie widział jej przecież od jakże dawna, z pewnością w tamtej chwili nie chciał niczego innego jak tylko poczuć Ewę w swych ramionach. Nie mógł jednak tego zrobić w obecności Boga, musiał więc wykazać się nie lada wysiłkiem aby nie zrobić przypadkiem jakiegoś głupstwa. Nawet w chwili gdy Stwórca przedstawiał nas swojej kobiecie, musiał udawać, że nigdy wcześniej nie miał zupełnie nic wspólnego z Ewą. Zaiste dziwna była to sytuacja - dla nas naprawdę bardzo niezręczna, nie wspominając o Lucyferze, którym targały uczucia, jakich sam zapewne mimo wszelkich starań nie byłby w stanie opisać. Ona także musiała okiełznać wszystkie emocje, które z pewnością ożyły ze zdwojoną siłą w tymże momencie. Nie będę opisywał tutaj całej tej niesmacznej dla nas sytuacji - ot, oglądnęliśmy sobie po prostu Kaina i wróciliśmy do Nieba. Życie powróciło do poprzedniego wyglądu - Boga nie było w dzień, Lucyfera nocą, nic więcej nie było nam wiadomo. Mogę opisać jedynie późniejsze fakty i wydarzenia na podstawie tego, czego dowiedziałem się później - w owym czasie po prostu zupełnie nie obchodziło mnie to co dzieje się na Ziemi. A działo się dużo...
Jak się okazało nie tylko Lucyfer i Bóg byli tymi, którzy skosztowali jabłka. Któż więc mógł to zrobić? Nikt z naszej grupy ani też i żaden anioł. Wasze myśli biegną w tym momencie we właściwym kierunku - zrobiła to któraś z ludzkich istot. Mówiąc dokładniej zrobiła to Lilith, która zapewne niejednokrotnie z ukrycia widziała co też Ewa wyprawia z Bogiem, zapewne wiedziała też o niej i Lucyferze. Kierowała nią nie tyle ciekawość, co pragnienie przeżywania tego co przeżywali tamci, zwłaszcza iż wszyscy oni wydawali się być szczęśliwi ponad zwykłą miarę, a "łączenie duchów" sprawiało im ogromną radość i satysfakcję. Tak więc zupełnie nie należy się dziwić ani też potępiać Lilith za to, iż uległa pokusie i skosztowała zakazanego owocu. Należy za to raczej obwinić samego Stwórcę, który tworząc ludzi po części na obraz swój (tak jak i nas) nie potrafił przewidzieć tego, że i oni będą chcieć tworzyć coś więcej niźli tylko prymitywne malunki. Późniejsze wydarzenia są zupełnie różne od tych opisanych w Biblii, którą zapewne każdy z Was czytał. Biedacy, od lat jesteście karmieni fałszem i kłamstwem, to co zostało opisane w księdze Genesis nijak ma się do tego, co naprawdę się działo wtedy na Ziemi. Otóż to właśnie Lilith, nie Ewa, poczęstowała jabłkiem Adama!
Tak więc Lilith "łączyła duchy" z Adamem, Bóg i Lucyfer z Ewą, która po jakimś czasie znowuż zaszła w ciążę! O tym fakcie dowiedzieliśmy się akurat od samego Lucyfera, który pewnej jasnej i spokojnej nocy przyszedł całkowicie rozbity do winnicy, w której jak to już mieliśmy w zwyczaju, kosztowaliśmy sobie, nie spiesząc, się wytrawnego wina. Jako, iż byliśmy już dosyć mocno pijani, nie od razu pojęliśmy o co mu konkretnie chodzi i zdziwiliśmy się, iż przyszedł nam o tym powiedzieć. Nie widzieliśmy nic specjalnego w tym, że Bóg znowu spłodził swego potomka, przejrzeliśmy na oczy dopiero gdy Lucyfer ryknął: "To może być mój potomek!".
Miesiące, w czasie których płód rozwijał się w łonie Ewy mijały nam bardzo powoli. Lucyfer towarzyszył nam w libacjach i podobnie jak wtedy gdy Ewa nosiła dziecię Stwórcy, irytował nas potwornie. Tym razem nie widać już było u niego takiej pewności siebie jaką zaobserwować można było gdy postanowił zjeść jabłko z Drzewa Pożądania. Tym razem drżał na samą myśl, iż jeśli to jego dziecko, Bóg wszystkiego się domyśli i nie dopuści do siebie żadnego, nawet najbardziej wiarygodnego wytłumaczenia. W stanie nadmiernego upojenia, Lucyfer lamentował i przysięgał przed samym sobą, że już nigdy nie tknie Ewy, powtarzał w kółko jedynie: "Oby to nie było moje dzieło, oby to nie było moje dzieło...". Niejednokrotnie chciałem po prostu wstać i wypędzić Lucyfera z dala od naszego towarzystwa, byle dalej, byle nie słyszeć jego narzekań, ale przyjaźń i sympatia jaką go darzyłem, nie pozwoliła mi tego zrobić. Zazwyczaj słuchałem go jedynie w milczeniu, rzadko kiedy pocieszając go. Słowa otuchy nie dawały nic, uspokajał się na chwilę by później rozpocząć na nowo zadręczanie samego siebie, a przy okazji również i nas. Myślę, że zupełnym nonsensem byłoby opisywanie wszystkich tych miesięcy, nie wspomnę o tym, że był to bez wątpienia najnudniejszy i najbardziej męczący okres mego życia. Odetchnąłem z ulgą gdy posłaniec w końcu przybył do nas z wiadomością o narodzinach drugiego dziecka Ewy. O ile mnie zrobiło się lżej na sercu z racji końca tych psychicznych męczarni, w tamtym momencie Lucyferowi z pewnością nie było do śmiechu i ani myślał on się cieszyć. Do pałacu szedł spięty, milczał cała drogę i widać było wyraźnie, że bardzo się on niepokoił i chciał to wszystko mieć już za sobą. Żal mi się zrobiło starego kompana, toteż postanowiłem ulżyć mu kilkoma słowami pocieszenia, lecz ten niestety ich nie usłyszał. Można więc sobie wyobrazić, jak mocno przeżywał całą tę sytuację i jak bardzo frapował go fakt, iż Bóg o wszystkim się dowie. Miał ku temu powody, gdyż posłaniec nic więcej nie chciał powiedzieć niż to co miał przekazać, w dodatku w jego spojrzeniu malowała się jakaś nieopisana pogarda, jak gdyby patrzył nie na aniołów, lecz nie wiadomo na jakie okropieństwo. A może tak tylko mi się wydawało...
Przekroczyliśmy próg pałacu, czując się jakbyśmy wchodzili do niego po raz ostatni. Oczywiście nie mogę porównywać sie tutaj z Lucyferem, ale im bliżej siedziby Boga się znajdowaliśmy, tym bardziej i mnie stres także zaczął się udzielać. Przeszywała mnie jakaś niejasna, trudna do zdefiniowania obawa. Mimo wszystko radosna twarz Stwórcy zrzuciła kajdany strachu, w które zakute były w owym momencie nasze serca. Sytuacja, w której Bóg pokazał nam malca wyglądała identycznie jak w przypadku narodzin pierwszego dziecka, tym razem jednak Abel (tak nazwano chłopca) nie miał, jak jego brat Kain, czarnych jak smoła włosów lecz... był rudy! Każdy głupiec domyśliłby się, chociażby znając właściwości mieszania zwykłych kolorów, że tym razem dzieciak, którego Ewa trzymała w rękach, był dzieckiem Lucyfera (w odróżnieniu od Stwórcy oraz Ewy, miał jasne jak promienie słońca włosy)! Każdy głupiec... oprócz Boga! O mały włos nie wydało się to, gdy ledwie powstrzymałem śmiech który wezbrał we mnie gdy Bóg przemówił: "Oto mój syn, Abel". Co czuł Lucyfer? Nie wiem, nie mam pojęcia. Po tym wydarzeniu nasza znajomość zaczęła gasnąć, ot, sprawy przybrały poprzedni obrót - dnie spędzał na Ziemi ukrywając się przed Bogiem w jaskiniach, noce natomiast spędzał z Ewą. Stwórca dawał wodzić się za nos przez kobietę, nigdy nawet nie przypuszczał, że mogła ona mieć kogoś więcej niż tylko jego, nigdy nawet przez myśl mu nie przebiegło, iż ktoś jeszcze mógł "łączyć duchy" z Ewą. Nie podejrzewał nawet, iż ktokolwiek ośmielił się skosztować owocu z Drzewa Pożądania...

CZĘŚĆ II

Czas upływał powoli, ja, Michał i Gabriel z początku, po narodzinach Abla, spędzaliśmy czas w winnicy, potem jednak zaczęliśmy trudnić się zagadnieniami filozoficznymi, fizyką, matematyką - dziedzinami, które w tamtym okresie były jeszcze bardzo słabo rozwinięte. Od czasu do czasu podglądaliśmy życie na Ziemi, obserwowaliśmy jak powoli Abel i Kain z małych chłopców dorastają, stają się pięknymi młodzieńcami coraz bardziej upodabniając się do swoich ojców. Byliśmy świadkami także innego zdarzenia, o którym, zaczynając pisać tę książkę, miałem nie wspominać. Jednak po dłuższym zastanowieniu się i długich przemyśleniach doszedłem do wniosku, że i tak wystarczająco wiele już ujawniłem, a to co teraz opiszę, w porównaniu do i tak niesamowitych przecież wydarzeń nie będzie niczym specjalnym.
Któregoś dnia zaczęło zastanawiać mnie to, iż od jakiegoś czasu nie widać było Lilith. Wiecie już, że ona i Adam zjedli jabłko z Drzewa Pożądania, wiecie także iż zaczęła "łączyć z nim duchy". To właśnie było powodem ukrywania się Lilith. Otóż i ona kilka lat po narodzinach syna Ewy i Lucyfera... spodziewała się potomka! Gdy wraz z Adamem uświadomili sobie co się stało, blady strach padł na ich dusze. Codziennie przemierzali ogromne odległości, byleby tylko znaleźć się jak najdalej od Boga. Bardzo się bali, iż zauważy on brzuch Lilith, drżeli na samą myśl o konsekwencjach, które mogłyby ich spotkać. Pamiętali doskonale słowa Stwórcy, który zakazał im skosztowania jabłka...
Gdy Lilith była już w siódmym miesiącu ciąży, Adam zbudował prymitywny szałas i spoczęli w jednym miejscu. Mężczyzna bardzo troszczył się o swoją partnerkę, krzesał ogień, zdobywał pożywienie, ogrzewał ją swym ciałem w zimne noce, nie opuszczał w chwilach załamania. Obydwu im przyszło z wielkim trudem podjąć jedną z najważniejszych decyzji nie tylko w ich życiu, ale także i w historii rodzaju ludzkiego. Postanowili zgładzić dziecko tuż po urodzeniu... Czynu tego miał dokonać Adam, który doskonale opanował sztukę zabijania upolowanej zwierzyny. Tak też zrobił, kilka chwil po narodzinach swego potomka. Nie pozwolił go nawet dotknąć Lilith, która tuż po porodzie przeżyła chwile zwątpienia i poczęła błagać Adama, by ten dał jej spojrzeć na dziecko, by oddał go w jej ręce chociaż na krótką chwilę... Nie będę opisywał tutaj tej drastycznej sceny, milknącego w ułamku sekundy płaczu pierwszego w pełni ludzkiego potomka oraz tego, jak po morderstwie spowodowanym strachem przed Bogiem para ludzi siedziała w objęciach pod drzewem i płakała przez wiele, wiele dni... Ja uświadomiłem sobie natomiast dwie rzeczy. Pierwszą był fakt, iż ludzie nie są nieśmiertelni. Zawsze myślałem, że te istoty, tak podobne do nas, aniołów które umrzeć nie mogą, żyć mogą wiecznie. Okazało się natomiast, że w tejże kwestii niczym nie różnią się od innych ziemskich istot, a mianowicie od zwierząt. Drugą rzeczą, którą zauważyłem, był fakt, iż to co stworzył Bóg nie było doskonałe. Właściwie to wiedziałem o tym od dawna patrząc na życie toczące się w Niebie, patrząc na buntowniczego Lucyfera, patrząc na siebie potrafiącego przez wiele tygodni nie wychodzić z winnicy... Skoro Stwórca kreował niedoskonałe rzeczy, sam musiał być niedoskonały. W tamtej chwili pozbyłem się całkowicie jakichkolwiek, nawet podświadomych myśli i złudzeń, że może jednak trwam w błędzie...
Adam z Lilith powrócili w okolice, w których Bóg i Lucyfer spotykali się z Ewą, dopiero po kilku miesiącach, lecz nikt o dziwo oprócz mnie nie zauważył ich zniknięcia. Kilka lat potem miejsce miała inna ciekawa historia... Mianowicie Abel, wiedziony młodzieńczą ciekawością, któregoś dnia zawędrował do jaskini w której Lucyfer sypiał każdego dnia odkąd narodził się jego syn. Abel zaskoczony natknięciem się na zupełnie obcą istotę oraz poirytowany tym, że nie chciała mu ona wyjawić kim jest i co tam robi, zagroził Lucyferowi, iż zamierza o nim opowiedzieć "swojemu ojcu", czyli Stwórcy. Wtedy to Lucyfer wyjawił młodemu mężczyźnie, że to nie demiurg, lecz on sam jest jego ojcem. Cóż innego mógł zrobić? Była to swoista deska ostatniego ratunku, której uchwycił się Lucyfer. Nie miał on jednak pewności, czy rzeczywiście będzie to deska czy też brzytwa... Trudno opisać mi jest zaskoczenie jakie odmalowało się na twarzy Abla, który jednak nie uwierzył w słowa prawdziwego ojca. Pewność zdobył dopiero gdy w czasie nieobecności Boga wypytał Ewę, czyim naprawdę jest dzieckiem. Kobiecie ulżyło to, iż mogła wreszcie podzielić się z kimś swoją skrzętnie skrywaną przez wiele lat tajemnicą. Od tamtego dnia o fakcie tym wiedziało o tym jedynie kilka istot - ja, Lucyfer, Ewa, Abel, Gabriel oraz Michał. Mimo to nikt nie śmiał pisnąć ani słówka, nawet sam Abel nigdy nie zdradził tej tajemnicy. Jeśli zaś chodzi o zmianę jego światopoglądu, zachowania oraz sposobu myślenia po tym jak Ewa potwierdziła słowa Lucyfera... Otóż Abel każdy dzień zaczął spędzać w jaskini wraz ze swym prawdziwym ojcem - rozmawiali o wszystkim i o niczym, Lucyfer uczył syna tego czego sam nauczył się w Niebie, spędzali czas na wymyślaniu historii, wierszy, piosenek, malowaniu obrazów na ścianach jaskini. Relacje między nimi nie były tylko relacjami ojciec-syn, ale także oparte były one na wzajemnym szacunku i przyjaźni. Niestety w miarę upływu czasu coraz rzadziej się widywali, a to z powodu Kaina, który zaciekawiony (a jednocześnie i zdenerwowany) faktem, iż Abel nie bawił się z nim, a wręcz go unikał, postanowił dowiedzieć się, co też było tego przyczyną. Na szczęście tuż przed wejściem do jaskini Abel wiedziony jakimś niewytłumaczalnym przeczuciem odwrócił się za siebie i ujrzał czającego się za drzewem brata. Zaniechał więc wejścia do groty, w której przebywał jego ojciec. Jako, iż Kain był mniej inteligentny od swojego młodszego brata, zadowolił się na prędce wymyślonym przez Abla wytłumaczeniem. Syn Lucyfera oczywiście nie zaprzestał odwiedzać ojca, jednak od tamtej pory nie robił już tego tak często, jak miał w zwyczaju czynić to wcześniej.
Lata mijały spokojnie, Kain i Abel stali się już mężczyznami, Bóg z Lucyferem na przemian "łączyli duchy" z Ewą, Adam i Lilith także nie potrafili okiełznać tej potrzeby. Na Ziemi nie pojawiło się jednak żadne nowe dziecko. Zdawało się, iż nastąpiła zupełna stagnacja w życiu, zarówno tam jak i w Niebie, wydawać się mogło iż nic już się nie zmieni po wsze czasy. Wszystko zmieniło się jednak w mgnieniu oka, w jednej chwili...
Któregoś słonecznego dnia, niczym nie różniącego się od innych dni, Abel korzystając z nieobecności Kaina postanowił pójść odwiedzić ojca. Jak zwykle całą drogę rozglądał się wokoło, czy ktoś aby za nim idzie, nie zauważył jednak żadnego podejrzanego znaku, nie zauważył nikogo. Doszedł do jaskini i raz jeszcze spojrzał za siebie, stwierdziwszy że wszystko jest w porządku wszedł do niej. Tymczasem, Kain śledził go, robiąc to tak umiejętnie, że pozostał niezauważony. Stanął przy wejściu do jaskini podsłuchując rozmowę Lucyfera ze swym synem, i prędko zrozumiał istotę sytuacji. Nie mógł tego nie zrobić gdyż słowa "ojcze" padające z ust jego brata w kierunku istoty przebywającej w jaskini jasno wskazywały, iż Bóg nie jest prawdziwym ojcem Abla. Kain słuchał zdziwiony oraz zupełnie zaskoczony nie wiedząc jak powinien się zachować i co powinien zrobić. Po kilku godzinach usłyszawszy, że brat jego żegna się z Lucyferem, schował się prędko za drzewo stojące kilkadziesiąt metrów od jaskini. Abel wyszedł powoli, twarz jego emanowała blaskiem oraz szczęściem, widać rozmowa z ojcem bardzo poprawiła mu humor. W drodze powrotnej nie patrzył już za siebie gdyż nie było takiej potrzeby, myślał, że nawet jeśliby teraz spotkał brata, powiedziałby mu po prostu, że był na przechadzce. I rzeczywiście, w końcu usłyszał jak woła jego imię. Odwrócił się i cierpliwie, nic nie podejrzewają czekał, aż Kain do niego podejdzie.
- Gdzie byłeś?
- Byłem na przechadzce.
- Gdzie dokładnie? - nie dawał za wygraną Kain.
- Nie rozumiem.
- Byłeś w jaskini?
Abel poczuł jak jakaś niewidzialna siła ścisnęła jego gardło, przeczuwał coś złego...
- A co cię to obchodzi bracie? - rzekł podniesionym tonem, poirytowany, próbując nie dać nic po sobie poznać.
- Wiem, iż tam byłeś.
- Skąd to niby wiesz? - zapytał ze strachem w głosie Abel. Wiedział, iż Kain zna prawdę, jednak resztka nadziei nakazywała mu kontynuować tę grę...
- Szedłem za tobą.
- Śledziłeś mnie?
- Tak. Słyszałem nawet twoją rozmowę... z twoim prawdziwym ojcem.
Wydało się. Wszystko było stracone. Abel słysząc te słowa omal nie zemdlał, jednak szybko otrząsnął się i patrzył prosto w oczy brata ze złością, która powoli zaczęła w nim narastać. Ten zaczął iść i rzekł, że o wszystkim tym musi powiedzieć Bogu. Abel gdy usłyszał te słowa całkowicie stracił nad sobą kontrolę, podszedł bliżej swego brata i uderzył go w twarz z całej siły zaciśniętą pięścią, powalając go na ziemię. Furia z jaką następnie usiadł na nim i począł okładać po głowie, była furią niepohamowaną, wręcz zwierzęcą, domagającą się krwi, domagającą się życia Kaina! Kain byłby źle skończył, gdyby ręka jego nie natrafiła przypadkiem na kamień, który szybko uchwycił i zamachnął się uderzając siedzącego na jego piersiach brata z całej siły w głowę, rozcinając mu skroń i rozłupując czaszkę. Kain wstał oszołomiony, nie wiedząc jeszcze co też takiego się stało, ciosy brata wywołały u niego chwilowe zaćmienie umysłu. Po kilkunastu sekundach zaczął dochodzić do siebie, spojrzał na nieruchomo leżącego brata i przypadł do niego próbując go ocucić. Gdy ten jednak zupełnie nie reagował, zrozumiał Kain co zrobił. Przeraził się okropnie, ciało jego przeszył skurcz, a twarz wykrzywiła się w nieludzkim grymasie. Położył głowę na piersi brata i zapłakał... Po chwili jednak wstał i zaczął myśleć jak ukryć przed ojcem swój uczynek, gdzie schować ciało brata... Myślał, myślał, aż wykoncypował niezbyt skomplikowany plan. Zaciągnął zwłoki Abla w najbliższe krzaki i ukrył go tam, mając nadzieję, że ciało jego rozszarpią zwierzęta. Nadal jednak był zdenerwowany, przerażony dogłębnie tym co zrobił. Nie wiem jakie myśli plątały mu się po głowie, ale ciągle powtarzał cicho "Zabiłem Abla, zabiłem Abla". Po kilku godzinach natknął się na Boga...

Stwórca był w dobrym humorze, jednak gdy spotkał Kaina zaniepokoił się bardzo jego stanem. Blady jak płótno, wpatrzony w ziemię, próbował ewidentnie jak najprędzej zakończyć rozpoczętą rozmowę i oddalić się od ojca jak najprędzej. "Gdzie jest brat twój, Abel?" zapytał w końcu Stwórca, gdyż widząc Kaina chciał z Ablem porozmawiać o jego stanie, dowiedzieć się, co też takiego go trapi. Ten odrzekł "Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?" po czym szybko odszedł gdzie go oczy poniosły. Kilka dni Kain spędził w samotności płacząc nad tym co uczynił. Nie wiedział, iż wszyscy mieszkańcy na polecenie Boga rozpoczęli poszukiwania jego młodszego brata, Stwórca zresztą także, po nieudanej próbie namierzenia go poprzez wrota, przeczesywał Eden w jego poszukiwaniu. W końcu odnalazł on go, jego gnijące ciało poczuć można było na odległość wielu metrów. Zapłakał Bóg gorzko na widok, który odmalował się przed jego oczyma, po czym wpadł w szał, który wyładował na zupełnie niewinnych zwierzętach zamieszkujących okolice. Odnalazł również Kaina, na szczęście po kilku godzinach, w czasie których zdążył zdusić w sobie gniew i uspokoić się, więc obyło się bez nieprzyjemnych i nieprzewidzianych sytuacji. Rozpoczęła się rozmowa, w czasie której Kain gorzko płacząc opisał całe zdarzenie, przysięgając iż nie zabił brata swego umyślnie, powtarzając, że żałuje bardzo tego co zrobił i nigdy nie wybaczy sobie tego czynu. Powiedział także o jaskini i o zamieszkującej ją istocie, którą Abel nazywał swoim ojcem. Ewa, obecna przy tej konwersacji, usłyszawszy te słowa wzdrygnęła się, a twarz jej stała się biała jak ściana. Bóg jednak nie od razu wyciągnął ze słów Kaina odpowiednie wnioski, nie domyślił się jeszcze niczego, powziął jedynie decyzję, że sprawdzi któż też zamieszkuje grotę i kogóż nieżyjący już syn jego nazywał ojcem. Nim jednak to zrobił, nakazał Kainowi zniknąć mu z oczu i nie pokazywać się przez kilka dni. Stwórca nie wiedział jeszcze jak zareagować - z jednej strony Kain był mordercą, z drugiej jednak był przecież również jego synem. Jego pierwszym i zarazem obecnie jedynym synem, który mu pozostał! Zanim udał się do jaskini, nakazał Adamowi zakopać ciało nieżyjącego dziecka, by nie stało się ono pożywieniem dla zwierząt....

CZĘŚĆ III

Rozdział I

Obserwowałem to wszystko przez wrota i bałem się okropnie. W którymś momencie chciałem szybko przejść na Ziemię i co tchu popędzić ostrzec Lucyfera przed zbliżającym się Bogiem, lecz powstrzymywała mnie świadomość, że mógłbym nie zdążyć lub, co gorsza, Stwórca mógłby zastać nas obu w jaskini. Ach, gdybym od razu o tym pomyślał, zaraz po śmierci Abla! Zbyt jednak pochłonięty byłem obserwowaniem rozwoju wydarzeń, w dodatku byłem pod wpływem szoku widząc jak wszystko co stworzył Bóg zaczęło tracić swą harmonię i zatracać się w zupełnym chaosie i dysonansie...
Po kilkunastu minutach demiurg stał u wrót jaskini, Lucyfer w tym czasie spał mocno nie wiedząc o niczym i niczego się nie spodziewając. Jakżesz zaskoczony był gdy ujrzał nad sobą wzburzoną twarz swojego twórcy, który uwidziawszy anioła śpiącego w najlepsze domyślił się wszystkiego w jednym ułamku sekundy. Spojrzenia ich spotkały się, patrzyli tak na siebie dosyć długo nie odzywając się ani słowem. Co czuli? Nie wiem, nie potrafię powiedzieć wam jakie myśli biegały im po głowach, ba, nie wiadomo nawet czy byli w owej chwili zdolni podjąć jakiekolwiek myślenie! Milczenie przerwał Stwórca.
- Co masz mi do powiedzenia Lucyferze?
- Wydaje mi się, że wiesz już wszystko skoro tutaj jesteś.
- Czy to.. - Bóg się zawahał, z trudem walczył z własnymi emocjami, które widocznie bardzo mocno targały jego wnętrzem - Czy to prawda, że Abel był twoim synem?
- Tak... - Lucyfer spuścił głowę, po czym natychmiast ją podniósł - Jak to... był?!
- Nie żyje.
Lucyfer nie był pewien czy dobrze rozumie, może podobnie jak i ja niegdyś, on także nie spodziewał się, że człowiek może być istotą śmiertelną.
- Tak, nie żyje. Nie ma go już wśród nas... Kain go zabił.
Anioł nadal patrzył w twarz Boga, lecz nie widział go, całkowicie oddał się swym myślom... W jego oczach pojawiły się łzy, lecz powstrzymywał się od płaczu. Z pewnością jednak nie myślał o karze i o konsekwencjach, zupełnie jak gdyby zatracił niezbędną do życia jakąś część siebie, swój motor egzystencjonalny. Mimo, iż nie znał Abla od dzieciństwa, to jednak w czasie dosyć długiego okresu ich znajomości, bardzo mocno go pokochał - żył tylko dla niego i dla Ewy, a teraz gdy Abel odszedł i Bóg wiedział już o tym iż Ewa zdradzała go z nim, zupełnie stracił jakikolwiek sens swojego istnienia. Ciszę przerwał Stwórca:
- Staw się jutro w pałacu - sprzeciwiłeś się memu nakazowi i poniesiesz konsekwencje swoich czynów. Z pewnością liczyłeś się z tymgdy łamałeś zakaz spożywania owoców z Drzewa, z pewnością liczyłeś się z tym iż kiedyś wyda się to, że zrobiłeś ze mnie głupca i pośmiewisko dzieląc wraz ze mną Ewę! Nie jesteś godzien żyć, skoro za dar istnienia odwdzięczyłeś się w taki sposób! Nie jesteś godzien niczego co pochodzi ode mnie, a wszystko ode mnie wzięło swe istnienie! Gdy tylko pomyślę, że ufałem Tobie najbardziej ze wszystkich istot!
Lucyfer słuchał słów Boga w milczeniu, a gdy ten skończył spokojnie odrzekł:
- Niech stanie się wola twoja. Zasłużyłem na karę i przyjmę ją z pokorą.
Stwórca skinął głową w geście zrozumienia, po czym rzekłszy "Lucyferze, dlaczegóż mi to uczyniłeś..." opuścił jaskinię. Lucyfer nie odpowiedział.... Bóg skierował się w stronę wrót, szybko więc uciekłem z pałacu. Michała znalazłem gdy malował kolejny swój obraz, szybko odszukaliśmy Gabriela który raczył się winem w winnicy. Powiedziałem im obydwu co się stało licząc, iż być może wymyślą coś aby uratować Lucyfera, aby przebłagać Boga w jakiś sposób... Płonne były me nadzieje, rozbudzone raczej przez szok i niezrozumiałą sytuację, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i spowodowała chwilowe zamroczenie zdolności percepcji. Obydwoje ochłodzili me emocje stwierdzając, że przecież nie może już być ratunku. Oczywiście oboje zmartwili się zaistniałą sytuacją, ale nie mogli nic zrobić - wszyscy wiedzieliśmy jaki był Stwórca, jak reagował pod wpływem emocji i jak potrafił być despotyczny i wściekły gdy coś wyprowadziło go z równowagi. A to, co działo się wtedy znacznie przerastało wszystkie wynikłe w przeszłości niesnaski i nieporozumienia. Nie mogliśmy nic zrobić, byliśmy zupełnie bezradni...

Lucyfer w tym czasie załamał się zupełnie, popadł w jakiś chwilowy obłęd. Nie należy się dziwić takiej sytuacji - spadły na niego potężne ciosy. Pierwszym i największym była śmierć jego syna, drugim natomiast wyjście jego zdrady na światło dzienne. O ile pierwszej z tych rzeczy nie spodziewał się nigdy (tym większym była więc dla niego szokiem), to drugiej nigdy nie wykluczał, ba, nawet spodziewał się jej z niemałą trwogą. Co myśli ojciec gdy traci swoje jedyne dziecko, jedynego potomka? Nie wiem, ja nigdy nie miałem dziecka... Ale wyobrażam sobie ten ból i to cierpienie... Tego, co teraz powiem nie widziałem na własne oczy, dowiedziałem się o tym później. Otóż Lucyfer zerwał z drzewa życia wiele jabłek - z niektórych z nich wycisnął soki, które wlał potem do jezior i źródeł, a z niektórych wyjął pestki sadząc je w różnych miejscach Edenu. Po raz pierwszy od długiego czasu zawitał do Nieba, my niestety przegapiliśmy jego przybycie... Niezauważony udał się do winnicy zatruwając wina sokiem z jabłek pochodzących z Drzewa Pożądania, zatruł także studnie z których aniołowie zwykli pobierać wodę. Dlaczego to zrobił? Nigdy nikomu o tym nie powiedział. Być może działał w afekcie, a może po prostu wiedząc, że jest stracony na zawsze, postanowił wziąć odwet na Bogu, który ukaże go za coś, do czego tylko on sam rościł sobie prawo - a przede wszystkim za złamanie zakazu. Nie chcę go oceniać wedle własnego modelu moralności - faktem jest, że niedługo potem wszystko co żyło na Ziemi zaczęło się rozmnażać, a także iż wielu już na drugi dzień od czynu Lucyfera, było zdolnych do czucia miłości. Bóg jednak jeszcze o tym nie wiedział, aniołowie nie mogli po prostu do kogo poczuć tej uczucia - w Niebie nie było przecież kobiet. Prawdopodobnie i ja spożyłem coś, co zostało zatrute przez Lucyfera. Nie było innej możliwości, "skaził" niemalże wszystko co nadawało się do picia...

Rozdział II

W końcu doszło do sądu nad Lucyferem, który odbywał się w głównej sali pałacu. Na tronie siedział Bóg, ubrany w piękną jasno-niebieską szatę, na głowie mając złotą koronę z wielkim, zielonym kamieniem na jej środku. Lucyfer stał przed nim w białej szacie, dumnie, bez cienia strachu w oczach, natomiast całą salę zapełnili inni aniołowie, którzy przyszli by zobaczyć o co też chodzi i co właściwie się dzieje. Bardzo szybko Niebo obiegła wiadomość o sądzie Lucyfera, nikt, oprócz naszej trójki, nie wiedział jednak dokładnie co było tego powodem. Na sali panował gwar, szmery i szepty odbijały się od marmurowych ścian tworząc dosyć spory hałas. Bóg uniósł dłoń i krzyknął "Cisza!". W ułamku sekundy wszyscy umilkli, wszystkie spojrzenia skierowały się na niego, zapanowała grobowa, przerażają i złowroga wręcz cisza.
- Zebraliśmy się tutaj - zaczął przemawiać Stwórca - aby ukarać Lucyfera za jego niecne uczynki. Otóż ten anioł, brat wasz, a mnie szczególnie bliska istota, złamał zakaz jaki dałem wszystkim oraz wszystkiemu co żyje tutaj, i co żyje na Ziemi. Anioł ten, z pełną świadomością, skosztował owocu z Drzewa Miłości!
Na sali znowu zapanował gwar, każdy nawet nie starając się mówić szeptem, mówił coś do anioła stojącego obok. Wszyscy byli zszokowani, nikt chyba nie spodziewał się takiego postępku po Lucyferze. Bóg ponownie wzniósł rękę i nakazał zamilknąć wszystkim zebranym. Spojrzał na Lucyfera i zapytał:
- Czy przyznajesz się publicznie, do zarzucanego ci czynu?
- Tak, przyznaję się. - odparł oskarżony bez mrugnięcia okiem, patrząc twardo w oblicze Stwórcy, który znowu zaczął mówić.
- Nie jest to jednak jedyny występek, jaki popełnił wasz brat. Ten nikczemnik, ośmielił się łączyć ducha swego, z kobietą! Nie ze zwykłą kobietą, lecz z samą Ewą, która należy do mnie, z kobietą,która jest matką mego syna, Kaina!
Tego było zbyt wiele dla aniołów, nie mogli milczeć słysząc słowa Boga stopniowane przez niego bardzo umiejętnie, mające na celu wywołać zamierzone ukazanie postępku Lucyfera w jak najgorszym świetle.. Zaczęli rozmawiać między sobą, niektórzy z nich nawet zaczęli wyzywać Lucyfera od niewiernych, zaczęli wyklinać go ze swego społeczeństwa. Ten jednak nie zwracał na nich uwagi, nadal stał dumny i wyprostowany, przez cały czas patrząc w Boga, który znowu musiał uciszać wszystkich zgromadzonych.
- Czy przyznajesz się do zarzucanych ci czynów, Lucyferze? - zapytał.
- Tak.
Zewsząd rozległy się krzyki aniołów, na co Stwórca zareagował wydaniem rozkazu straży, by co bardziej niespokojnych osobników wyrzucić z sali. Po wyprowadzeniu kilkunastu aniołów, reszta widząc to opanowała się i zamilkła. Bóg kontynuował.
- Brat wasz... - nie skończył, gdyż przerwał mu jeden z aniołów, który zaczął krzyczeć, iż Lucyfer nie jest ich bratem, nie zasługuje na to miano i zostaje wyklęty z anielskiego społeczeństwa. Gdyby nie strażnicy, którzy w porę wyprowadzili tego osobnika, zapewne reszta widzów dołączyłaby się do tych słów.
- Lucyfer - zaczął od początku Bóg - nie tylko zjadł owoc z Drzewa Miłości, nie tylko skosztował miłości z kobietą przeznaczoną tylko dla mnie, dla Pana wszystkiego co żyje i co jest martwe, lecz okłamywał mnie przez wiele lat przemilczając prawdę, okrutną prawdę, iż Abel, drugie z dzieci Ewy, nie jest moim synem, lecz jego!
Niewielu aniołów zapewne wiedziało, co dokładnie Stwórca miał na myśli mówiąc o dzieciach i synu, lecz sam fakt, że ktoś dopuścił się niewątpliwie złych czynów wobec ich Boga będącego ich stworzycielem, działał na nich jak czerwona płachta na byka. Posypały się wyzwiska w stronę Lucyfera, któryś z aniołów podbiegł bliżej niego i napluł mu w twarz. Lucyfer nawet na niego nie spojrzał, otarł swe lica i trwał dalej wpatrzony w Boga, który nie próbując nawet uciszyć tłumu krzyknął:
- Czy ty, Lucyferze, przyznajesz się do tego czynu!?
Publika ucichła.
- Tak - odrzekł oskarżony. Bóg wstał i rzekł.
- Lucyferze, skazuję cię na wieczne wygnanie, na tułaczkę z dala od Nieba i z dala od tych, którzy nie chcą cię już widzieć pośród siebie. Skazuję cię na wygnanie do świata mroku i przerażającej ciszy, z dala ode mnie i z dala od wszelkich uciech, jakie miałeś tutaj!
Nakreślił jakiś kształt dłonią, i kilka metrów od Lucyfera otworzyły się wrota, wrota które prowadziły w jeszcze inny wymiar, całkiem inny od Nieba i Ziemi, w wymiar stworzony specjalnie na tę okazję przez Boga.
- Chciałeś mieć to co boskie, chciałeś być bogiem, stanąć na równi ze mną... Będziesz więc bogiem! Jednakże nie tutaj, lecz w tej posępnej krainie, do której się udasz. Będziesz bogiem samemu sobie, oraz tym, którzy ośmielą się złamać którykolwiek z mych zakazów! Każdy, kto sprzeciwi się mej woli, trafi w odosobnienie, z dala od tego com stworzył!
Podszedł do Lucyfera i stanął naprzeciw niego. Stali tak patrząc sobie w oczy niemal minutę, po czym Bóg zdjął swą koronę i włożył ją na głowę Lucyfera. Pocałował go jeszcze na znak pożegnania i na wzgląd na bardzo dawne czasy, po czym spojrzenie swoje skierował na wrota, dając mu do zrozumienia, że nadszedł czas by opuścił Niebo. Lucyfer przekraczając wrota spojrzał jeszcze za siebie, skierował wzrok na Stwórcę i uśmiechnął się... W tym uśmiechu dojrzałem coś na kształt satysfakcji, nie wiedziałem jednak wtedy z jakiego powodu... Lucyfer odszedł...

Rozdział III

U wrót prowadzących do krainy, do której został zesłany Lucyfer stanęło kilku strażników, Bóg natomiast postanowił rozmówić się z Ewą, której wina była nie mniejsza niż wina skazanego przez Stwórcę anioła. Z początku pragnął pozbawić ją nieśmiertelności i wygnać na pustynne obszary rozciągające się za rajem, widząc jednak rzewne łzy spływające po jej pięknej twarzy oraz słysząc prośby, przepraszające słowa oraz przyrzeczenia postanowił nie karać jej. Wewnętrzne rozgoryczenie Boga oraz złość na Ewę doprowadziły jednakże do tegóż, iż postanowił również nigdy już z nią nie łączyć duchów, traktować ją jak powietrze, zapomnieć o niej na wieki. Wracając z rozmowy z nią napotkał niecodzienny widok... Dwa króliki, robiące to samo, co on w przeszłości zwykł robić z Ewą! Był to efekt czynu Lucyfera, który wiedząc co się święci pragnął jednak mieć swoje ostatnie zdanie. Gniew zarysował się na twarzy Boga, natychmiast wyruszył na poszukiwanie Lilith i Adama by sprawdzić, czy oni aby także... Nie znalazł ich jednak w pozycji wskazującej na spożycie jabłek, siedzieli przy niewielkim ognisku piekąc upolowanego przez Adama zwierza. Widząc Boga oraz jego wściekłą minę natychmiast powstali, blednąc przy tym jak płótno.
- Czy wy... - zaczął krzykiem Bóg, jednak przerwała mu Lilith która osunęła się przed nim na kolana mówiąc:
- Wybacz Panie, musieliśmy to zrobić! Baliśmy się twej reakcji o Panie, wybacz nam!
Cóż za głupia kobieta! Przecież Stwórca nic nie wiedział o czynie ludzkiej pary, on tylko szedł zapytać się czy nie skosztowali jabłka... Nawet tego nie wiedział!
- Co musieliście zrobić?! - zapytał szorstko. Lilith zamarła, zrozumiała że powiedziała zbyt wiele, powiedziała coś, czego Bóg nie oczekiwał usłyszeć...
- Mów kobieto, natychmiast! - ponaglił ją Stwórca. Nie miała już innego wyjścia, jak tylko wyznać całą prawdę.
- Mieliśmy potomka... Zabiliśmy go.
Bóg stał osłupiały zupełnie nie wiedząc co począć. Adam zaczął tłumaczyć się, iż to Lilith namówiła go aby spożył owoc z Drzewa Pożądania, chcąc tym podstępem uwieść go i zaspokoić swoje żądze. Bóg odzyskał zdolność myślenia i ryknął na całe gardło przerywając Adamowi.
- Wy głupie istoty! Nawet wy nie potrafiłyście usłuchać mego rozkazu! Każda ludzka istota opuści raj! - grzmiał w gniewie. Spojrzał Adamowi w oczy i rzekł:
- Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś owoc z drzewa, z którego zabroniłem wam kosztować owoców - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał pożywienie po kres twego życia. W pocie więc czoła pracować będziesz, póki nie wrócisz do ziemi, z której powstałeś; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!
Następnie Bóg skierował wzrok swój na Lilith i zwrócił się do niej:
- A ty, nierozumna i głupia istoto nie zrodzisz ani jednej istoty ze swego łona, twarz twa pokryje się ropnymi pęcherzami i wrzodami, nikt nigdy na cię już nie spojrzy. Bądź przeklęta!
Lilith po chwili zmieniła się nie do poznania - jej piękna twarz pokryła się wrzodami i strupami, a z pęcherzy zaczęła cieknąć żółta i gęsta ropa. Skóra na jej rękach poczęła się marszczyć i gnić, smród jaki zaczął od niej bić spowodował, iż Adam cofnął się o kilkanaście kroków. Lilith przerażona tym co się z nią stało, wyjąc przeraźliwie uciekła w nieznanym kierunku. Bóg wskazując Adamowi kierunek północny krzyknął: Precz stąd! Kilka chwil potem wypędził także Ewę oraz Kaina, a widząc, że w raju nie ma już nikogo, zniszczył go doszczętnie... Smutny widok ukazał się moim oczom - spalone kikuty, będące kiedyś drzewami, wystawały z czarnej ziemi, cały teren będący niegdyś rajem był jedynie przerażającą pustką bez jakiegokolwiek śladu życia... Bóg powrócił do Nieba rozgoryczony i wściekły. Przez kilkanaście dni siedział w samotności w swym pałacu, czując iż jego gwiazda powoli gaśnie, a życie zbliża się ku końcowi. Postanowił zniszczyć Niebo, gdyż myślał, iż podobnie jak ludzie, także i Anioły są istotami niedoskonałymi... Popadł w samokrytycyzm, jego poczucie wartości bardzo się obniżyło. Nie będę jednak opisywał tego co czuł Stwórca w ostatnich tygodniach swojego życia, zresztą nawet gdybym próbował nie potrafiłbym dokładnie odzwierciedlić uczuć i emocji, które nim targały. Wieść o planowanej zagładzie szybko rozniosła się po Niebie, toteż wiele istot je zamieszkujących uciekło albo na Ziemię albo - mordując uprzednio straże - do krainy, do której został zesłany Lucyfer. Chęć przetrwania okazała się równie silna jak u zwierząt w ludzkim świecie, więc nie należy się dziwić iż Anioły uciekając do nieznanej im krainy mroku kierowały się wyłącznie swym instynktem. Zostali jedynie ci, którzy nie dowiedzieli się o planowanym zniszczeniu Nieba lub ci, którzy nie dowierzali pogłoskom i traktowali je jedynie jako głupie plotki, które roznoszone z ust do ust wiele tysięcy razy przemieniły się w treść zupełnie nie mającą nic wspólnego z prawdą. Niestety, to była prawda... Ja, Michał oraz Gabriel, próbowaliśmy nakłonić Boga do zmiany decyzji, jednak ten okazał się nieugięty. Nie bacząc więc na nic, my także udaliśmy się na Ziemię kryjąc się w pieczarze, w której niegdyś ukrywał się Lucyfer...

Niebo zostało zniszczone. Domyśliliśmy się tego gdy Ziemię ogarnęły wstrząsy jakie nigdy nie miały tu miejsca, niebo poczerwieniało, deszcz padał później przez wiele długich tygodni. Gdy wszystko wróciło do normy, postanowiliśmy udać się ocenić straty, jakie poniosło Niebo z powodu boskiego gniewu. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na tronie ujrzeliśmy Kaina... Aniołowie, którzy również powrócili, krzątali się po pałacu naprawiając uszczerbki jakich doznał on podczas dnia gniewu. Ciekawiło mnie niezmiernie, jakżesz ten człeczyna zmusił istoty wyższe do pracy na jego rzecz, w jaki sposób je sobie podporządkował? Zastanawiałem się nad tym wtedy patrząc na niego, lecz on sam rozwiał moje wątpliwości. Zaproponował nam... owoce z Drzewa Miłości, oraz przyrzekł w przyszłości umożliwienie nam kontaktu z ziemskimi kobietami, od których niedługo zaroi się Ziemia - wystarczyło poczekać jedynie na efekt uczucia łączącego Adama i Ewę. Kain po śmierci ojca odkrył w sobie wiele zdolności, w tym tę najważniejszą, zdolność kreacji. Nie miała ona co prawda takiej siły, jak w początkach istnienia Stwórcy, jednak mogła robić wrażenie na aniołach nigdy nie przebywających w towarzystwie starego boga. Kain stał się nowym bogiem...

CZĘŚĆ IV

Wielu powróciło, wielu jednak zostało na Ziemi, wielu postanowiło nie wracać i zostać w Piekle (jak nazwano tę krainę) wraz Lucyferem. Kain był dobrym bogiem, rządził mądrze i sprawiedliwie, w prawdziwe zdziwienie wprawił mnie gdy wysłał poselstwo do krainy, w której mieszkał Lucyfer, z wiadomością iż może on wrócić z innymi do Nieba jeśli tylko zechce. Wysłannicy wrócili po kilku dniach i streścili przebieg swojej wizyty. Zostali przyjęci iście po królewsku, jakież było ich zdziwienie gdy zostali zaproszeni na ucztę do stołu, który niemal uginał się od ciężaru spoczywających na nim owoców, jadła oraz wina. Jak się okazało, kraina którą stworzył za życia Stwórca, nie była tak całkowicie jałowa i nieprzychylna żywym istotom jak mogło się wydawać wnioskując ze słów Boga. Lucyfer opowiedział jak spodziewając się wypędzenia zaszył w swej szacie nasiona roślin ziemskich i tych rosnących wNiebie, a po zesłaniu starannie zasadził je i pielęgnował z wielkim poświęceniem. Najważniejszym z nasion było oczywiście to z Drzewa Miłości. Po jakimś czasie widać już było efekty pracy zesłańca - bujne pnącza winogron zaczęły piąć się w górę, tuląc się do murów glinianej chaty jaką zbudował sobie Lucyfer by chronić się przed deszczem i innymi kaprysami pogody, nieopodal rosnąć zaczęły jabłonie, wszystkie posiadające niepojętą moc... Oczywiście roślin było o wiele więcej - warzywa, owoce, bujne drzewa... Nieoceniony był fakt, iż w Piekle nie było chwastów ani szkodników, które utrudniałyby rozwój flory. W krótkim czasie roślinności zaczęło przybywać, miejsce to zaczynało przypominać Eden. Jedyną, lecz bardzo znaczącą różnicą był brak jakiejkolwiek fauny, jednak nie była ona zupełnie do niczego potrzebna. Gdy do wygnanego anioła dołączyli uciekinierzy, kraina przeżyła prawdziwy rozkwit. Każda z boskich istot posiadała określony zakres wiedzy z różnych tematów, więc nic dziwnego, iż szybko zaczęto budować wytrzymalsze domy z surowców otrzymanych poprzez mieszanie występujących w Piekle minerałów. Rozwinęła się nauka, matematyka stała na bardzo wysokim poziomie, podobnie jak nauki humanistyczne oraz choćby biologia. W zaskakująco szybkim tempie wynajdywano nowe rzeczy bardzo ułatwiające egzystencję...
Posłańcy zasiedli przy stole wraz z Lucyferem oraz kilkunastoma zbiegłymi aniołami, którzy w hierarchii stali wyżej niż tysiące innych. Gdy uczta dobiegła końca, nikt nie odszedł od stołu, był to znak iż nadszedł moment na przejście do właściwego punktu wizyty.
Lucyfer zapytał: Bracia. W jakiej sprawie przybywacie?
Posłaniec opowiedział o sytuacji jaka panuje w Niebie, o śmierci Stwórcy i przejęciu rządów przez Kaina. Przedstawił "upadłemu" propozycję aktualnego władcy, na co ten wybuchnął śmiechem.
"Czy on uważa, że wrócę do miejsca, z którego zostałem wygnany, w którym na oczach wszystkich zostałem upokorzony, które tyle razy przeklinałem w początkowym okresie mego życia w tej krainie? Dlaczego miałbym tam wrócić?" zapytał Lucyfer. Jeden z posłańców odpowiedział. "Kain chce zjednoczyć ród aniołów. Obecnie podzieleni są oni na trzy grupy: tych którzy uciekli na Ziemię, tych którzy powrócili do Nieba, oraz Was..." Lucyfer nie dał mu dokończyć - "Czy Kain wysłał was na Ziemię?". Odpowiedź była przecząca. Na pytanie dlaczego zaczęli od niego i jego towarzyszy, drugi z posłańców, który do tej pory nie odzywał się ani słowem, odrzekł: "Prawda przedstawia się następująco - więcej aniołów zbiegło tutaj niż na ziemię". Na twarzy Lucyfera pojawił się delikatny uśmiech, który bynajmniej nie zwiastował nic dobrego. "Polityka Kaina jest bardzo mądra. Czyż nie wysłał on was wpierw do nas, aby pokazać nam przez to iż żywi do nas większy szacunek? Zresztą trudno się mu dziwić, gdybyśmy przyjęli jego propozycję, łatwiej byłoby wam przekonać do powrotu aniołów żyjących obecnie na Ziemi. Skoro większa siła niż oni zdecydowałaby się wrócić, jakiż im pozostałby wybór?". Posłańcy zmieszali się. "Dlaczego mówisz o sile? Kain chce załatwić wszystko drogą rozmów, bez użycia sił. W przypadku odmowy nie podjąłby żadnych kroków mających na celu zmusić kogokolwiek do powrotu". Lucyfer wstał i krzyknął "Głupstwo! Brednie! Nigdy nie uwierzę w te bajki! Wiecie dobrze jaki był Stwórca, jak gwałtowny, porywczy i despotyczny, wiecie dobrze co zrobił pod koniec swego żywota. Myślicie, że Kain jest inny? Nie, nie, moi drodzy. Przecież Bóg był jego ojcem, więc Kain musi mieć coś po ojcu, jest to rzecz logiczna. Prawda jest taka, że Kain jest identyczną gnidą jak jego ojciec, tylko być może, powtarzam, BYĆ MOŻE, uczy się na jego błędach. Jest o wiele bardziej inteligentny od swojego głupawego ojca." Posłańcy próbowali mu przerwać, chcąc bronić racji swoich oraz racji Kaina, lecz Lucyfer, który im dłużej mówił tym bardziej zaczął się uspokajać, znowu ryknął. "Nie brońcie Kaina! Czyż istota nastawiona pokojowo, nie używająca siły, mogłaby kogoś zabić? Otóż, drodzy bracia, to przecież Kain zabił mojego syna!". Zapanowała głucha cisza... Posłańców zamurowało, nic nie wiedzieli o tym wydarzeniu, w przeciwieństwie do aniołów którzy żyli u boku Lucyfera. Odezwali się dopiero po chwili, gdy minęło ich zaskoczenie oraz gdy gniew opuścił Upadłego (jak aniołowie żyjący w Niebie zwykli go nazywać). "Cóż dałaby walka, skoro my, anioły, jesteśmy nieśmiertelni?". Wtedy wyszedł na jaw fakt, który przeraził posłańców. Otóż jeden z aniołów siedzących po prawicy Lucyfera, Lewiatan, opowiedział o kilku śmiertelnych wypadkach przy budowie mieszkań dla mieszkańców piekła. "Dobrze, lecz dlaczego Kain miałby doprowadzić do walk, skoro sam, jako bóg, gdyby tylko zechciał mógłby zniszczyć waszą krainę oraz was". Lucyfer odezwał się niemal natychmiast, widać sam zadał sobie to pytanie nim padło ono z ust wysłannika Kaina. "Gdyby mógł to zrobić, uczyniłby to już dawno temu zamiast wysyłać was tutaj. I nie mów mi tu o jego dobrej woli, gdyż i tak w to nie uwierzę!". Znowu nastała cisza, posłańcy widocznie w czasie jej trwania obmyślali swe następne kroki w nakłanianiu zbiegów do powrotu, Lucyfer natomiast cierpliwie czekał na ich kolejny ruch. Wiadomą rzeczą stało się to, iż cokolwiek by mu powiedziano, jakiekolwiek zalety powrotu przytoczono, i tak odmówiłby z powodu ogromnej awersji do samej osoby Kaina, awersji, której nie starał się nawet ukrywać. "Cóż więc mamy przekazać? Jaka jest twoja odpowiedź?" zapytał jeden z posłańców. "Powiedz Kainowi, iż zostaję tutaj. To moja odpowiedź. Jeśli zaś chodzi o innych, sami zadecydują, lecz niech nie łudzi się że ktokolwiek wróci. Dobrze im tutaj, są wolni, żyją jak chcą, nie boją się, że ktoś kiedyś wpadnie w gniew i bezmyślnie zniszczy wszystko, co budowane było z wielkim trudem, ogromnym poświęceniem i mozołem. Jeżeli natomiast wasz władca zdecyduje się użyć jakiejkolwiek siły, podpuścić mieszkańców Nieba przeciw nam, niech liczy się z tym, że nie jesteśmy bezbronni. Wynaleźliśmy wiele rzeczy pomocnych w walce, które w mig rozbiją wasze natarcia". Na tym zakończono rozmowy. Byłem obecny przy zdawaniu relacji poselstwa Kainowi, mocno strapiły go wszystkie wypowiedziane słowa. Syn Boga i Ewy naprawdę nie był taki, za jakiego uważał go Lucyfer. Antypatia wygnanego anioła brała się z przypadkowej w gruncie rzeczy śmierci jego syna oraz z upokorzenia jakie zadał mu Bóg. Kain tymczasem naprawdę chciał tylko zjednoczyć aniołów, chciał naprawić błędy swego ojca... Nie był nigdy tak rozmowny jak Stwórca, nigdy nikomu się nie zwierzał. Był zamkniętą istotą, toteż mogę jedynie przypuszczać i snuć domniemania, z jakich powodów poczynił takie, a nie inne kroki. Oczywistym wydawało mi się zaproponowanie powrotu Lucyferowi jako swego rodzaju zadośćuczynienia za śmierć jego syna. Kainowi musiało na tym bardzo zależeć, dlatego też wysłał posłów najpierw do Piekła. Lucyfer nie przyjmował do wiadomości, iż syn Boga może mieć zupełnie inny charakter niż ojciec, toteż zaślepiony gniewem błędnie określał politykę Kaina, który ze smutkiem przyjął odpowiedź Upadłego. Z niepokojem odebrał jednak wiadomość o rzekomych zbrojeniach jakich dokonał Lucyfer. Niebo było zupełnie bezbronne, toteż Kain nakazał wysłanie do Piekła szpiegów, którzy mieli za zadanie wybadać jakie tez urządzenia posiadają zbiegowie, i w miarę możliwości sporządzić plany, mające służyć potem do zbrojenia Nieba... Chodziło głównie o to, by na wypadek ataku zbiegów, którym przewodziłby Lucyfer, nie zostało ono zupełnie bezbronne... Był to pierwsze w historii działania wojenne...

CZĘŚĆ V

Rozdział I

Prawda okazała się zupełnie inna, niż możnaby sądzić ze słów Lucyfera. Otóż mówiąc o "rzeczach pomocnych w walce", po prostu blefował - nie było żadnych, mówiąc po ludzku, broni. Dopiero gdy poselstwo opuściło Piekło, skupiono się na wynajdywaniu różnego rodzaju urządzeń, jak katapulty, łuki, oraz różnego rodzaju broni białej. Z początku szpiegom naszym udało się przynosić projekty i plany do Nieba, lecz pewnego dnia nikt z "naszych" nie powrócił. Zostali schwytani i zabici, wcześniej pod wpływem tortur zdradzając cel ich pobytu w Piekle. Po tym wydarzeniu w świecie rządzonym przez Lucyfera zarządzono obowiązkowe znakowanie jego mieszkańców, które polegało na tatuowaniu specjalnego znaku na czole. Każdy kto po upływie kilku tygodniu przemieszczałby się po Piekle bez tego znaku miał być od razu zabity - brak tego oznaczenia świadczyłby o tym, iż taki osobnik przybywa z zewnątrz w celu przeszpiegów. Kain dowiedziawszy się o tym, wysłał w czasie znakowania kilku aniołów do Piekła by także otrzymali specjalny znak, aby mogli bez przeszkód, swobodnie wszystko obserwować. Lucyfer spodziewając się takiej zagrywki po władcy Nieba, postawił przy wrotach straże, wysłannicy Kaina jednak, w tylko im wiadomy sposób, zdołali je zwieść i przedostać się do Piekła. Cóż jednak z tego, skoro nie mogli powrócić... Zapanowała zimna wojna, w czasie której dawało wyczuć się napięcie panujące w Niebie. Na pewno każdy bardziej lub mniej, podświadomie, zdawał sobie sprawę z tego, iż nie jest bezpieczny nawet tutaj, iż w każdej chwili Lucyfer może zmienić się z broniącego, w atakującego. Słowo "broniący" jest oczywiście dużym naciągnięciem faktów gdyż de facto nie było żadnego zagrożenia ze strony Kaina, który ani myślał o najeździe na Piekło i pacyfikowaniu aniołów nie uznających jego władzy. Nikt nie mógł być pewien posunięć Lucyfera, u którego zbrojenia szły pełną parą, na co Niebo odpowiadało również zaawansowaną produkcją broni. Lata mijały, sytuacja nadal była spokojna. Ludzka para żyjąca na Ziemi spłodziła wiele dzieci. Dziewczynki, które zaczęły przemieniać się w kobiety zaczęły przyciągać aniołów mieszkających na Ziemi, a zważywszy na to, iż Lucyfer nim został wygnany "zatruł" owocami z Drzewa niebiańskie studnie, nic dziwnego zatem iż wkrótce zaczęły tworzyć się pary złożone z ludzi i aniołów. Ci ostatni rozprzestrzenili na planecie wiele nauk i sztuk pomocnych w życiu, wyniesionych z Nieba - wspomnę chociażby o krzesaniu ognia (dotychczas ludzie zdobywali go zazwyczaj w czasie burz), liczeniu, użyciu koła... Tak, tak, tego wszystkiego człowiek nauczył się od aniołów. Niestety, wiele dzieci przepadało bez śladu, o co wszyscy podejrzewali nikogo innego jak Lilith, która posiadając silny instynkt macierzyński sama nie mogła mieć potomstwa... Nim napiszę o tym więcej, pragnąłbym nadmienić kilka rzeczy. Otóż gdy Kain objął władzę w Niebie, nikt na Ziemi nie wiedział, iż Bóg umarł. Nie wiedziano gdzie podział się Kain, on sam natomiast wolał nie mówić swej matce co się z nim dzieje i gdzie się znajduje. Dlaczego? Tego nie wiem, jak pisałem był on istotą nieskorą do zwierzeń, toteż nigdy nie dowiedziałem się jakie powody nim kierowały. Nawet wysyłając poselstwo do aniołów zbiegłych z Nieba, nakazał im prowadzenie rozmów w taki sposób, by myślano iż władzę nadal sprawuje stary Bóg. Nic dziwnego zatem, iż Lilith wychowywała dzieci w duchu nienawiści do Stwórcy, który oszpecił ją i pozbawił płodności. Nikt nigdy jej nie widział, lecz zawsze znajdowała się blisko siedzib innych ludzi mieszkających i dzielących swój los wraz ze zbiegłymi aniołami - ukrywała się w lasach nieopodal wiosek, przypatrując się im zza pobliskich drzew i podsłuchując rozmowy ludzi poruszających się po lesie w czasie polowań. Nocą zaś zachodziła do ich mieszkań kradnąc niepostrzeżenie pożywienie oraz przy sprzyjających okolicznościach, ich dzieci. Później, gdy proces starzenia nie pozwalał jej na dłuższe wyprawy, rolę "szpiegów" przejęły jej "dzieci", które potrafiła bardzo przywiązać do siebie, stając się nie tyle ich przybraną matką, co władcą ich dusz i umysłów. Nic dziwnego zatem, że na jej rozkaz potrafiły zabić anioła, jako istotę przyporządkowaną Bogu (co było totalną bzdurą i kłamstwem!). Jako, iż nikt nie wiedział co dzieje się w Niebie, trudno winić Lilith za swoją niewiedzę - skądżesz mogła zdobyć informacje o sytuacji w innym wymiarze? Ona i jej świta była nie lada problemem dla innych...
Czas mijał powoli, leniwie, aż nadszedł moment gdy Kain zaczął odczuwać pustkę, potrzebę czegoś czego nie mógł określić i opisać w jakikolwiek sposób. Jakaś siła wyciągnęła go z pałacu, w którym spędzał niemal każdą minutę. Siła ta nakazywała mu pójść na Ziemię. Zakochał się w pierwszej napotkanej kobiecie, moc dana przez jabłoń z Drzewa Miłości "powiedziała" mu już co ma robić. "Łączył z nią dusze", podobnie jak ojciec jego zwykł robić to z Ewą. Widząc, że Kaina nie ma Niebie, aniołowie zamieszkujący je robili sobie wycieczki na Ziemię; mogli robić to nawet wcześniej gdyż Kain widząc niemożność zjednania z powrotem rodu aniołów (po fiasku misji posłańców) pogodził się już chyba z myślą, iż nigdy nie uda się tego zrobić. Zezwolił więc na swobodne przechodzenie przez wrota, jednak aniołowie mając w pamięci zakaz starego boga, nie mogli uwierzyć w słowa nowego władcy - jedni widzieli w tym podstęp, inni uważali iż Kain w ten sposób wystawia poddanych na próbę chcąc sprawdzić czy potrafią dochować wierności... Wierności w pojęciu mieszkańców Nieba oczywiście. Po upływie kolejnych lat wyszła na jaw kolejna szokująca sprawa, otóż nie wiadomo dlaczego, aniołowie przebywający na Ziemi... umierali. Oczywiście wiadomo było o zabójstwach dokonywanych przez wychowanków Lilith, ale wiele niebiańskich istot odchodziło z przyczyn naturalnych! Wyobraźcie więc sobie, jaka panika zapanowała na Ziemi, gdy fakt ten stał się potwierdzony i udowodniony. Wielu zbiegów, którzy nie chcieli wracać do Nieba mimo próśb Kaina, zdecydowało się ,kosztem pozostawienia swych żon i swoich dzieci, na powrót do wymiaru z którego przybyli. Na Ziemi pozostało kilkuset aniołów, którzy kierowali się głosem serca nakazującym im zostać z założoną rodziną do samego końca. Nie trudno było się domyślić, że pojawiły się głosy, iż to Kain używając swej boskiej mocy doprowadził do odebrania nieśmiertelności aniołom na Ziemi. Nikt jednak nie odważył się powiedzieć władcy tego w twarz, nawet w jego obecności najzagorzalsi jego przeciwnicy, mimo goryczy rozsadzającej serce z powodu rozłąki z rodziną, nie ośmielili się o tym rozmawiać...

Rozdział II

Kain doczekał się gromadki dzieci, z których żadne nie przedstawiało obiecujących widoków na to, by godnie go zastąpić. Były bardzo nieśmiałe, niezaradne, nieskore do przyswojenia sobie nauk rozwijających się szybko na Ziemi. W krótkim czasie stały się pośmiewiskiem wioski, w której mieszkali, popychańcami wyśmiewanymi przez resztę społeczności... Każda społeczność, nawet i dzisiaj, znajduje sobie kozłów ofiarnych, na których może wyżyć swoje własne frustracje i niepowodzenia w życiu codziennym... Dużą rolę odegrali w tym starzy aniołowie, którzy zdecydowali się dokonać żywota na Ziemi. Mieli żal do Kaina, za rzekome odebranie im nieśmiertelności w czasie pobytu pośród ludzi, więc podpuszczali swych wnuków aby te odrzucały kainowe potomstwo; oczywiście nie wprost, ale opowiadając o jego dzieciach niestworzone historie, wyśmiewali się z nich za ich plecami, wiedząc że młodzi jak to młodzi, podchwycą ich zachowanie. Jak się okazało później, miało to wpływ na późniejsze wydarzenia mające miejsce po śmierci Kaina, które pozbawiły życia niemal wszystkie istoty...
Kain zaczął tracić siły, nie był już zdolny do większego wysiłku, zarówno fizycznego jak i psychicznego, powrócił więc do Nieba. W ostatnich godzinach swego życia, czując iż niedługo skona, kazał zanieść się do Piekła (sam już nie mógł już chodzić). Jako, iż znaliśmy Lucyfera, a także ojca Kaina, wraz z Gabrielem zgłosiliśmy się na ochotników, którzy mieli ponieść fotel z siedzącym nań Kainem. Przystał on na naszą propozycję, szybko więc wyruszyliśmy... Na szczęście straż stojąca przy wrotach w Piekle od razu domyśliła się kto ośmielił się przekroczyć bramę, nie mieliśmy z nią więc żadnych problemów. Gdy nieśliśmy Kaina, który całą drogę spędził w milczeniu, zastanawiałem się co też chce on uczynić. Zadałem sobie pytania: dlaczego? w jakim celu? po cóż? Rozważałem wiele możliwości, jak się okazało wszystkie z nich były bardzo bliskie faktycznemu celowi tej wyprawy. Po kilkunastu minutach wędrówki naszym oczom ukazały się potężne mury okalające metropolię zbudowaną przez aniołów, którzy nie chcieli podporządkować się władzy Kaina nabytej przez niego prawem dziedziczenia... Mury robiły duże wrażenie. Wysokie na około 20 metrów, sponad nich wystawały szpiczaste wieże budynków zdających się obserwować swymi czarnymi oknami całą otaczającą zamek okolicę. Mimo iż wszystkie budynki były zrobione subtelną ręką artystów, z wielką dokładnością, mimo iż posiadały finezyjne kształty, zdawały się być pozbawione duszy i życia, martwe, ich posępny charakter udzielał się także i mnie. Prawdopodobnie wieść o przybyciu Kaina dotarła już do grodu, gdyż brama stała otworem, natomiast gdy szliśmy ulicami miasta do siedziby Lucyfera, zewsząd patrzyły na nas ciekawskie twarze - aniołowie zgromadzili się po obu stronach ulicy, obserwując nas w milczeniu. Ta cisza mnie przerażała, czułem się jak nieproszony gość, miałem wrażenie iż oczy obserwatorów przenikają mnie na wskroś niczym strzały wyrabiane w niezliczonych ilościach w Niebie i w Piekle, zdawało mi się iż spojrzenia mieszkańców tego miejsca niemalże gwałcą moją duszę. Patrzyłem przed siebie usiłując wywrzeć wrażenie obojętnej istoty, która nic sobie nie robi z tego, iż wraz z drugim aniołem i Kainem jest częścią spektaklu w jakim grała na własne życzenie przez ogromną rzeszą widzów zdających się czekać na najmniejszą pomyłkę. Zdawałem sobie sprawę, że jest to dopiero początek, że punkt kulminacyjny ma dopiero nastąpić. Tak też się stało, gdy weszliśmy do siedziby Lucyfera...

Rozdział III

Siedział za stołem, ubrany na czarno chcąc prawdopodobnie zamanifestować swą niezależność od Nieba i brak przynależności do krainy z której przybyliśmy, a w której odwiecznym i jedynym akceptowanym kolorem szat była biel. Kain ruchem ręki nakazał nam postawienie go na ziemi, co oczywiście natychmiast uczyniliśmy. Przez kilkanaście sekund patrzył Lucyferowi w oczy, jak gdyby chciał odczytać jego myśli z wyrazu twarzy.
- Kogóż to goszczę w moich skromnych progach? - zapytał z ironicznym uśmiechem Lucyfer. Kain milczał.
- Sam Kain, bóg, odwiedził mnie, marną istotę. Sam Kain pofatygował się przybyć tutaj!
Upadły anioł grał sobie tylko znaną rolę, zdawało się że rozsadza go szczęście lecz szyderczy ton głosu przeczył temu całkowicie. Doskonale tym sposobem okazał pogardę jaką darzy syna Stwórcy. Nagle wyraz twarzy Lucyfera zmienił się diametralnie, w ułamku sekundy znikł uśmiech, oczy zwężyły się, anioł powstał i syknął ze złością - Czego tu szukasz?!
- Chcę odejść z czystym sumieniem. Lucyferze, przybyłem cię przeprosić. - rzekł słabym głosem Kain.
- A to niby za co? - zapytał Lucyfer udając zdziwienie.
- Za to, iż zabiłem twojego syna.
- Przybył przeprosić! Patrzcie go! Czy myślisz głupcze, że słowo 'przepraszam' załatwi sprawę?! 'Przepraszam" i koniec!? Czy...
Kain podniósł w górę prawą dłoń przerywając tym samym rozjuszonemu i rozgoryczonemu aniołowi. Powoli, z wielkim wysiłkiem opowiedział Lucyferowi okoliczności zabójstwa Abla, o przyłapaniu go na wizycie w jaskini, o wynikłej bójce. Anioł słuchał spokojnie nie przerywając Kainowi, który starannie ważył każde swoje słowo starając się jak najdokładniej opisać wszystkie wydarzenia, a także i swoje uczucia targające nim po tym, jak pozbawił życia swego brata. W sposób inteligentny wytłumaczył Lucyferowi, że nie tylko on sam cierpi z powodu śmierci Abla, podkreślił kilka razy iż był jego bratem. Gdy Kain zakończył swój monolog, zapanowała cisza. Nowe fakty, których Lucyfer nie znał, zupełnie zbiły go z tropu burząc zbudowany, a raczej samoistnie powstały, dotychczasowy tok jego myślenia. Władca Nieba wykorzystując zamieszanie powstałe w głowie rozmówcy, nakazał nam abyśmy pomogli mu wstać, po czym poprosił Lucyfera, by ten podszedł do niego. "Upadły" nie oponował, spełnił prośbę Kaina, który ku naszemu ogromnemu zdziwieniu... padł na kolana i poprosił o wybaczenie! Scena ta wywarła na nas ogromne wrażenie - sam syn Boga, dziedzic mocy, władca Nieba i Ziemi, kajał się przed wygnanym aniołem, który był jedynie "zachcianką" jego ojca. Zachcianką i kaprysem mającym na celu zaspokojenie jego sił twórczej... a może po prostu nudy? Na twarzy Lucyfera odmalowało się zdziwienie, zdołał jednak opanować się i powiedzieć "wstań", po czym pomógł podnieść się Kainowi i oboje padli sobie w ramiona. Scena niczym z waszych ziemskich, romantycznych książek, bardzo wzruszająca... Wiem, że niektórym trudno będzie w to uwierzyć, nie zmienia to jednak faktu, że wydarzenia te naprawdę miały miejsce...
Znowu zapanował pokój... Nie na długo jednak.

CZĘŚĆ VI

Rozdział I

Gdy przybyliśmy z powrotem do Nieba, kilka godzin później Kain odszedł. Z czystym sumieniem i uśmiechem na ustach. Myślę, że w momencie własnej śmierci odczuwał to, czego tak bardzo brakowało mu przez całe życie. Wina jego została mu wybaczona, nic już nie ciążyło mu na sumieniu, nie musiał niczym się już frapować. Ciężar, który zapewne dźwigał w milczeniu, bez słowa skargi, przez całe swoje życie, został zrzucony. Zmarł z poczuciem lekkości, zaiste, piękna to była śmierć, której niejeden mógłby tylko pragnąć i zazdrościć...
Władzę przejął jego syn, Henoch. Pierwsze dni mijały mu na nauce wykorzystania siły, którą przejął, po czym spędzał czas na słuchaniu opowieści o wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce w Niebie, na Ziemi i w Piekle przez cały okres istnienia tych wymiarów. Oczywiście to ja, jako istota bliska jego dziadkowi, związana z jego ojcem, znająca Lucyfera oraz znająca wszystkie tajemnice wszystkich światów, objąłem rolę, rzec mógłbym, wykładowcy historii. Henoch słuchał uważnie nie przerywając mi, pozwalając mówić do woli, nawet gdy często schodziłem z tematu i opowiadałem o sprawach zupełnie błahych, jak chociażby jakość i sposób przyrządzania wina w niebie czy też o przyjaźni z Gabrielem i Michałem. Wysnułem wniosek, iż kainowy syn lubi dużo wiedzieć, nie gardził żadną informacją, każdą zapewne dokładnie obmyślał i wyciągał tylko jemu wiadome wnioski. Gdy relacjonowanie wszystkich wydarzeń dobiegło końca, Henoch nakazał wszystkim na kilka dni opuścić pałac. Miałem złe przeczucia. Pamiętałem, jak niby znudzony kilka dni wcześniej, słuchał mej relacji z wizyty ojca w Piekle, i jak rozbudził się słysząc, iż Kain prosił na kolanach o wybaczenie Lucyfera. Nie powiedział nic jednak, chwilę potem z powrotem patrzył tępym wzrokiem w ziemię, słuchając mych słów spokojnie i na pozór niedbale. Na wszelki wypadek nic jednak nie wspomniałem mu o tym, że Kain nim zmarł, ostatkiem sił spowił Piekło ochraniającą mocą, która chroniła je od ingerencji z zewnątrz. Jak się okazało, było to powodem przygotowań do wojny i mobilizacji aniołów, którą zarządził Henoch. Postanowił on zaatakować Piekło używając do tego broni, które przygotowywane był jeszcze za rządów Kaina, mających pierwotnie służyć do obrony! Pod postacią słabowitego mężczyzny, z wyglądu niepozornego i trochę głupkowatego, krył się tyran pragnący przelać krew wielu niewinnych istot! Oczywiście nie wszyscy aniołowie byli skorzy do służby i ryzykowania własnego życia w imię chorych ambicji Henocha, toteż wielu z nich uciekło na Ziemię. Nie zamieszkali oni jednak z ludźmi, stworzyli własną osadę, nazywając ją Nefilim. Mimo wszystko, wielu aniołów pozostało w Niebie pragnąć służyć nowemu bogowi, może z racji obawy przed jego gniewem. Przecież posiadał moc, która mogła zniszczyć w mgnieniu oka każdą żywą istotę! Przynajmniej tak myślano, gdyż przez ten krótki okres czasu jego rządów, nie ujawnił takowej. W każdym bądź razie nikt nie chciał ryzykować. Jeśli chodzi o mnie, nie miałem takiej potrzeby gdyż w czasie wojny miałem pozostać u boku Henocha, który cenił sobie moją wiedzę i mój intelekt, a co za tym idzie nie chciał bym poległ. Na dowodzącego armią wybrał Michała, który nie chciał przyjąć tej roli, ba, nie chciał brać udziału w żadnej wojnie! Z tego też powodu on i Henoch odbyli rozmowę w cztery oczy, w czasie której władający w im tylko wiadomy sposób przekonał go, by stanął na czele wojsk. Po kilku tygodniach przygotowań wojna się rozpoczęła...





Rozdział II

Wpierw wysłano lekkich piechurów, których zadaniem miało być wyrżnięcie w pień straży pozostawionych przy wrotach po stronie piekła. Jak się jednak okazało, nie było żadnych strażników! Nie wiem dlaczego, lecz zmartwił mnie ten fakt, zacząłem przypuszczać, iż Lucyfer po pojednaniu się z Kainem uważał, iż Piekło jest bezpieczne, a widmo wojny rozmyło się niczym poranna mgła. Mimo, iż staliśmy po dwóch stronach barykady, nadal uważałem go za swojego przyjaciela, podświadomie nie chciałem by został on pokonany. Wracając jednak do wojny, po piechocie lekkiej wkroczyły maszyny służące do kruszenia i zdobywania murów obronnych - beluardy, żółwie i tak zwane myszki. Beluardy są to ogromne wieże, zbudowane z twardego drzewa, osadzone na szerokich, masywnych kołach. Na dole znajdują się proce, które wyrzucają w powietrze nałożone na nie kamienie. Na pomoście piętra spoczywają drabiny i drągi z hakami, wiadra z wodą (na wypadek gdyby beluardę podpalono), a na samym szczycie, otoczona barierą znajduje się platforma dla uzbrojonych w miecze, łuki i kusze aniołów. Z jednej strony sterczy podniesiony na łańcuchach w górę pomost, służący za ochronę przed pociskami w czasie jazdy pod mury, a z chwilą zetknięcia się z nimi, zostaje opuszczony dając możliwość aniołom przedostania się ku obrońcom miasta. Przewidywano, iż bój toczyć się będzie często na samym pomoście, toteż drzewo, z którego był zrobiony, obwiązane zostało chropowatym materiałem chroniącym przed poślizgnięciem się na krwi wojowników. Żółwie są to machiny, również wieże, o wiele niższe od beluard. Obija się je skórami i podobnymi materiałami, po czym przed atakiem oblewa się je wodą, chroniącą przed ogniem. W środku żółwia pracuje kilkanaście istot, gdyż w dole na potężnych łańcuchach wisi poziomo gigantyczna kłoda okuta żelazem. Odciągana przez załogę do tyłu, uderza spuszczona chwilę potem z ogromnym impetem w mur. Myszki natomiast to po prostu jakby duże tarcze, które trzymane na ramach przez kilka istot, pod sobą mają oddziały wojów, chroniąc ich tym samym od strzał nieprzyjaciela.
Wszystkie te jednostki dotarły pod mury miasta, z których natychmiast na atakujących posypał się grad strzał, a także ciężkie głazy wystrzeliwane przez beluardy należące do wojsk Lucyfera. Sama walka była spontaniczna mimo przygotowywanej taktyki przez Michała, zresztą "nasze" wojska zmuszone były do porzucenia jakichkolwiek planów strategicznych. Otóż nim wojska niebiańskie zaczęły oblężenie, bramy atakowanego miasta otworzyły się wypluwając z siebie ogromną ilość dobrze uzbrojonych obrońców, którzy w tym momencie przejęli rolę atakujących. Michał nie przewidział, że mógłby zostać zaatakowany również od tyłu, a tak też się stało - wielu wojów skryło się po prostu kilka kilometrów za wrotami, którymi weszły wojska Henocha. Wojska, które wyszły zza murów grodu, oraz wojska przybyłe z tyłu, zamknęły niebiańskie siły (rozpoczynające atak na mury) w pierścieniu, sukcesywnie zacieśniając go w miarę jak od uderzeń mieczy padali kolejni aniołowie. Wojska Lucyfera wybiły niemal wszystkie nasze jednostki! Michał oraz kilkuset innych aniołów zdołało uciec, ponosząc jednakże sromotną klęskę. Henoch wpadł w szał - nie dosyć, iż nie zdołał wybić mieszkańców Piekła, to winien był śmierci niemal połowy populacji Nieba!

Rozdział III

Zapewne wielu z czytających zastanawia się dlaczego Lucyfer nie wysłał akcji odwetowej, która z pewnością mogłaby się powieść. Mogłaby, gdyby nie Henoch, którego moc działała w Niebie, a z pomocą której prawdopodobnie w mgnieniu oka zmiótłby wszystkie jednostki nieprzyjaciół. Władca Nieba nie przestał zionąć nienawiścią do Lucyfera oraz jego zwolenników, wręcz przeciwnie, porażka rozbudziła w nim jeszcze większą nienawiść oraz żądzę krwawej zemsty. Nie miał jednak dostatecznej ilości wojska, która mogłaby zwyciężyć jednostki Upadłego. Zważywszy na ten fakt, oraz wiedząc przecież, iż na Ziemii jest wielu aniołów, Henoch postanowił zmusić ich do powrotu by dołączyli do szeregów tworzonej przezeń armii. Wysłał więc posłannictwo na Ziemię, które w Nefilim oraz w osadach ludzkich zakomunikowało aniołom, iż jeśli nie wrócą do Nieba w ciągu tygodnia, czeka ich rychła śmierć, jako iż Henoch postanowił unicestwić wszystkich sprzeciwiających się jego woli. Posłannicy odwiedzili także ziemską rodzinę Henocha, która miała przeżyć katastrofę jaką władca Nieba zgotował wszystkim żywym istotom. Najstarszemu z jego braci nakazali zbudować arkę, która miała uratować ich od śmierci. Spełniwszy swoją misję, wysłannicy wrócili. W ciągu tygodnia powróciło także i wielu aniołów, których wizja śmierci musiała przerazić okropnie - uciekli przed pierwszym starciem, przed drugim nie mogli już się ukryć. Ci którzy mimo wszystko zdecydowali się pozostać mimo ostrzeżeń wysłanników Henocha, zginęli wraz z ludźmi, których tenże tak bardzo nienawidził (opisywałem wcześniej, w jaki sposób traktowano go na Ziemi). Władca nie zalał jednak całej Ziemi, gdyż moc jego była za słaba aby to uczynić - zniszczył jedynie obszar, na którym rozprzestrzeniła się rasa ludzka. Rodzina jego zdołała ujść z życiem, rozmnażając się później w straszliwym tempie. W Niebie tymczasem trwały przygotowania do drugiego starcia, tym razem jednak Michał, któremu mimo porażki Henoch nadal pozwolił zarządzać wojskami, nakazał zabezpieczyć wrota prowadzące do Piekła i pod karą śmierci zabronił komukolwiek przez nie przechodzić. Powodem tej decyzji były podejrzenia, iż poprzednim razem ktoś po prostu ostrzegł Lucyfera przed zbliżającym się atakiem na jego krainę, ten więc mógł poczynić kroki mające na celu przygotowanie się do obrony.Niestety, mimo powrotu ogromnej rzeszy aniołów z Ziemi, wojsko nie było zbyt liczne, o czym nie omieszkał napomknąć Michał w czasie jednej z rozmów z Henochem. W owym okresie, przypuszczam, populacja Nieba była mniejsza niż w Piekle! Nie mam pojęcia czy Lucyfer zdawał sobie sprawę do czego przyczyniło się zwycięstwo jakie odniosły jego oddziały, gdyby jednak wiedział zapewne osiągnąłby ogromną satysfakcję. Henoch wykoncypował, aby niebiańskie wojska wspomóc po prostu ludźmi, lecz tych na Ziemii po pogromie jaki sporządził im Władca, nie pozostało zbyt wielu... Wojnę trzeba było odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość, do momentu w którym rasa ludzka odrodzi się co najmniej do rozmiarów sprzed potopu. Jako, iż wszyscy ci, którzy pozostali przy życiu w mniejszym lub większym stopniu spokrewnieni byli z Henochem, nie chciał on ich brać do walki za życia - po długim okresie jaki spędził w samotności, udało mu się przedłużyć żywot ludzki. Znaczy to po prostu, iż ludzkie życie nie zostało ograniczone jedynie do okresu w którym żyje ciało, ba, stało się ono nieograniczone. Mówiąc w skrócie, ich energia przetworzona została w to, co wy zwykliście nazywać duszą. W momencie śmierci energia zmarłego, z całą swoją świadomością dążyła do bramy przez którą przedostawała się do Nieba, po czym przechodziła metamorfozę wytwarzając sobie nowe ciało. Istota taka natychmiast poddawana była treningowi i wcielana do oddziałów szykujących się do najazdu na Piekło.
Henoch niecierpliwiąc się zbyt wolnym przyrostem naturalnym na Ziemii, a co za tym idzie zbyt małą umieralnością jak na potrzeby jego armii, niejednokrotnie schodził na Ziemię by przyglądać się w jakim tempie przybywa tam ludzi. Szacował pewnie w jakim okresie czasu będzie mógł uderzyć na Piekło, mimo jednak raczej oficjalnego charakteru jego wizyt, nie zdołał uciec przed swą naturą... Zakochał się w kobiecie, z którą, jakżeby inaczej, łączył duchy, płodząc tym samym gromadkę dzieci. Ja tymczasem doszedłem do wniosku, iż Henoch zapewne niedługo umrze - regułą stawało się to, iż każdy bóg umierał w momencie gdy najstarszy z jego synów był w sile wieku, gdy z chłopca przemieniał się w mężczyznę... Podzieliłem się swymi obawami i spostrzeżeniami z Władcą, który zbladł gdy tylko usłyszał me słowa. Podziękował mi jednakże, po czym poprosił mnie abym zostawił go w samotności. Wyobrażam sobie jakie myśli kłębiły mu się w głowie - widmo śmierci dla nikogo przyjemne nie jest, w dodatku w momencie w którym wszystkie plany i zamierzenia pozostaną niezrealizowane. A głównym motorem napędowym Henocha było nic innego jak pomszczenie ojca poprzez zniszczenie Piekła i rozprawienie się z Lucyferem. Wiedział, że w ciągu tych kilkudziesięciu lat życia, jakie mu pozostały, nie zdoła zebrać wystarczającej ilości armii, ba, nie zbierze nawet potrzebnego ułamka liczby, jaka zdołałaby odnieść sukces w walce, walce z doskonale przecież przygotowanymi, piekielnymi wojami. Dlatego też wiedząc, że niewiele życia mu pozostało, robił wszystko co mógł aby najstarszego ze swych synów podburzyć przeciw Lucyferowi i przygotować go na przyszłą walkę. Rysował przed nim wizję władzy nad ogromną rzeszą istot, gotowych pójść do walki, zginąć, aby spełnić jego życzenie, życzenie istoty która posiądzie ogromną moc i siłę zdolną zniszczyć każdego kto tylko sprzeciwi się jego woli. Indoktrynacja Henocha odniosła skutek, już niedługo potem syn jego gdy tylko usłyszał imię Upadłego, wpadał w złość i złorzeczył mu okrutnie. Dodam, iż na Ziemi nigdy nie wyszła poza tę dwójkę (tj. Henocha i jego syna) tajemnica, jaką razem trzymali w swych sercach. Ludzie nadal myśleli, iż istnieje jeden bóg, jeden i ten sam od początku dziejów ich, i świata. Henoch rad był z tego faktu, wszak wiara w istnienie jednego władcy zapewniała mu większą lojalność ludzi po ich śmierci, gdy wcielani byli do niebiańskich oddziałów wojskowych. Kilkanaście lat później Henoch, jak jego ojciec Kain oraz wcześniej Stwórca, odszedł... W Niebie, jakby nie patrzeć, zapanowała euforia, niemal wszyscy spodziewali się, iż wraz z nastaniem ery nowego boga nastąpi również i pokój. Aniołowie mieli dosyć nieustannych ćwiczeń wojskowych, dzień w dzień trenowali posługiwanie się mieczami, łukami, kuszami, oraz innymi ówczesnymi broniami, codziennie ćwiczono taktykę, biegano po kilkadziesiąt kilometrów... Niebo zmieniło się w poligon wojskowy, niewielu aniołów oraz pół-aniołów (czyli dusz ludzkich przybierających na powrót ciało) nie musiało uczestniczyć we wszystkich tych czynnościach... Niestety, nadzieje wszystkich okazały się płonne...

CZĘŚĆ VII

Rozdział I

Aron, gdyż tak nazywał się najstarszy z synów Henocha, ani myślał o zaprzestaniu planów ataku na Piekło. Istota ta, despotyczna i nerwowa, zionęła jeszcze większą nienawiścią do Lucyfera niż jego ojciec. Moc jaką posiadł w momencie śmierci Henocha dodała mu jeszcze większej odwagi i sprawiła, iż ten niewielki "ex-człowiek", stał się jeszcze bardziej zarozumiały niż był z natury. Zaiste, trudno było wytrzymać wszystkie jego fochy, które stroił na każdym kroku, trudno było słuchać jak chełpił się swoją mocą - był jeszcze gorszy niż pierwszy z bogów, Stwórca! Osobiście nadzorował ćwiczenia, a pół-anielice (ziemskie kobiety, których dusze trafiły do Nieba) niezbyt radzące sobie w posługiwaniu się bronią i nie wytrzymujące trudów treningu, po prostu niszczył nie mrużąc przy tym nawet oka. Widać jednak było, że sprawiało mu to ogromną przyjemność, zapewne Aron, podobnie jak i Henoch, nawet nie zdając sobie sprawy nosił w sobie nienawiść do innych z racji trudnego dzieciństwa i okrucieństw wyrządzanych mu przez innych. Sadystyczne zapędy nowego władcy nie mogły pozostać bez echa w Niebie, w którym, jak się potem okazało, knuto za jego plecami spisek mający na celu pozbawienie go życia. Nikt jednak nie wiedział, czy można zabić boga, czy jego moc nie chroni go przed śmiercią inną, niż tą naturalną. Obawa tego, że zamach zakończy się kompletnym fiaskiem paraliżowała jakiekolwiek działania mające na celu zgładzenie Arona. Nikt nie chciał podjąć się tego ryzyka, nie mówiąc już o tym, że zapewne nawet gdyby znalazł się ktoś odważny, reszta aniołów z obawy przed represjami oraz pewną zemstą, nie wyraziłaby akceptacji by śmiałek podjął próbę. Patrzono więc bezradnie na wszystkie występki Arona - nie tylko na to jak mordował aniołów jedynie dla zabawy, lecz też jak gwałcił pół-anielice, a także jak zmuszał je do kopulacji z aniołami, którym krzywdzenie kobiet wcale nie wydawało się tak przyjemne, jak władcy (oczywiście zdarzały się wyjątki). Aron robił to dla własnej satysfakcji, inni musieli robić to jedynie po to, aby powiększać liczebność armii niebiańskiej. Niedługo potem powstały "domy miłości", jak to nazwał szyderczo Aron, w których umieszczano pół-aniołów płci żeńskiej i zmuszano je do kopulacji z aniołami, którzy z natury byli, jak i Stwórca, mężczyznami. Wyobraźcie sobie, co musiał czuć mężczyzna, będący na Ziemi mężem kobiety, która musiała "łączyć dusze" z innymi. Wszyscy mieli nadzieję, że dyktatura Arona nie potrwa długo, że w wyniku jego orgii narodzi się syn, który po kilkudziesięciu latach przejmie moc ojca. Niestety, nikt za wyjątkiem mnie i nielicznej grupy członków dworu nie wiedział, iż dzieci kobiet z którymi współżył władca, zaraz po urodzeniu były zabijane, nierzadko przez samego Arona! Wszystkie te okrucieństwa widziała nasza trójka - ja, Michał oraz Gabriel - wszystkim nam też nie podobało się to, czego byliśmy świadkami niemal każdego dnia przez wiele lat. Nic dziwnego więc, że prędzej czy później musieliśmy podjąć jakieś kroki mające na celu zgładzenie panującego władcy....

Rozdział II

Nie mieliśmy zbyt wielu okazji by się spotykać jak za dawnych czasów, toteż obmyślenie skutecznego planu działania nie mogło posuwać się szybko. Podczas pierwszych kilku spotkań nie mogliśmy wymyślić niczego sensownego, za każdym razem powstawały niewiadome, które mogłyby okazać się tragiczne w skutkach. Pewnego jednak dnia, gdy Aron głośno myśląc opowiedział mi o swoich obawach związanych ze "szczelnością wrót do Piekła", jak to się wyraził, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Władca obawiał się, że straże współpracują z Lucyferem na bieżąco informując go o sytuacji w Niebie. Aron był ostrożny, znał historię pierwszego pogromu i podobnie jak i jego ojciec, przypuszczał, iż ktoś powiadomił władcę Piekła o planach ataku na jego terytorium. W czasie kolejnego spotkania spiskowców, tj. naszej trójki, powiedziałem mym towarzyszom o tym, co wymyśliłem.
"Aron obawia się tego, że wśród strażników są aniołowie sympatyzujący z Lucyferem... Nawet jeśli to ktoś ze straży powiadomił go wtedy o ataku, to zapewne wiedziano o tym i z jakiegoś tam powodu zgodzono się by poinformować Upadłego o tym, co się szykuje. Nie istotny jest powód, nie istotne jest w jaki sposób dowiedział się tego wszystkiego. Nie istotne jest nawet i to, czy straż maczała w tym palce - nie możemy i tak pozwolić sobie na próbę przejścia do Piekła..."
Michał zapytał, co mam na myśli, stwierdzając, że wyrażam się bardzo chaotycznie i nie dość jasno. Niewiele myśląc odpowiedziałem: "Przejść do Piekła, to jedyna droga, lecz nie my ją pokonamy... Trzeba do Piekła wysłać pół-anielicę, która nosić będzie w sobie potomka Arona, nim ten go zabije."
Mych rozmówców zamurowało. Słuchali ze skupieniem, nie przerywając mi ani razu.
"Wspomniałem o straży i przypuszczeniach Arona, iż przyczyniła się ona do klęski wojsk niebiańskich za panowania jego ojca. Mógłbym podsunąć mu pomysł, aby zmienić strażników... Zgadnijcie kogo bym zaproponował..."
Popatrzyłem na nich znacząco, wzrok mój doskonale zastąpił jakiekolwiek słowa.
- Niestety nie mogę - rzekł Michał - jestem przecież nadal głównodowodzącym wojsk... Nie sądzę, aby Aron zgodził się na to, by zastąpić mnie kimś innym, bym mógł pełnić straż przy wrotach.
Miał rację, oznaczałoby to dezorganizację wszystkich struktur wojskowych... Gabriel natomiast rzekł:
- Ja nie mam praktycznie nic do roboty oprócz słuchania tego potwora. Chętnie stanąłbym u wrót, lecz czy zgodziłby się bym mógł pełnić tę funkcję?
Odrzekłem mu jedynie, aby mi zaufał i niczym się nie przejmował.

Plan trzeba było wdrożyć w życie... Jako iż Michał nie był już brany pod uwagę by stanąć u wrót, sam postanowiłem zostać drugim strażnikiem. Co prawda z początku planowałem zająć inne stanowisko, mianowicie planowałem zająć się wyprowadzeniem z Nieba pół-anielicy będącej w ciąży z Aronem oraz uświadomieniem jej roli, jaką miała odegrać, wytłumaczeniem całości planu. Postanowiłem, iż Michał przejmie mą rolę, gdyż wymagała ona zaangażowania trwającego jedynie kilka godzin. Liczył się czas - im wcześniej stanęlibyśmy na straży z Gabrielem, tym wcześniej zyskalibyśmy zaufanie Arona, toteż już na drugi dzień zagadnąłem go w momencie gdy akurat spożywał obiad.
- Panie, przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- Jakiż to? - zapytał gburowato Aron, nie przestając odgryzać tkanki z uda jakiegoś ziemskiego ssaka.
- Pamiętasz panie, jak mówiłeś o swych podejrzeniach dotyczących wierności strażników?
- Tak.
- Otóż według mnie, aby pozbyć się jakichkolwiek podejrzeń należałoby wymienić straż. Szczególnie teraz, gdy coraz szybciej zbliżamy się do dnia, w którym wyruszymy na Piekło. Im wcześniej oczyścimy straż, tym lepiej.
- Hmm.
Aron odłożył mięso, zamyślił się przez chwilę.
- Potrzebujemy zaufanych aniołów.
- Tak, dlatego też chciałem zgłosić się na ochotnika, a na mego towarzysza zgłosić Gabriela. Znaliśmy twego ojca panie, dziadka oraz pradziadka. Nikt z nas nie zna lepiej tajemnic wszechświata, za wyjątkiem ciebie oczywiście, gdyż wiesz wszystko to, co wiemy i my.
Powiedziawszy to, mimowolnie poczułem strach. Nie wiedziałem czy Aron uwierzy w moje słowa, równie dobrze mógł pomyśleć, iż znałem przecież Lucyfera. Nie wiedział jednak, na jakich zasadach opierała się nasza znajomość, nie wiedział zresztą wielu rzeczy, których świadomość zapewne nie przyniosłaby nic dobrego. Stałem przed nim dumnie i nieruchomo, mimo iż jego milczenie wywracało me wnętrzności i gotowało krew w żyłach...
- Dobrze, zgadzam się - odparł Aron po chwili, zrzucając ciężar z mego serca. Oczywiście nie mogliśmy stać u wrót przez cały czas, konieczne był zmiany z innymi aniołami, lecz nie stanowiło to problemu. Na drugi dzień stanęliśmy przed wrotami. Praca ta była nudna, mimo iż rozmawialiśmy często przez kilka pierwszych dni, później staliśmy jedynie w milczeniu - tematy, o których mogliśmy rozmawiać, po prostu się wyczerpały. Po kilkudziesięciu dniach, po tym jak wartę przejęli inni, udaliśmy się do Michała, któremu trzeba było wyjaśnić resztę planu. Musiał po prostu dowiedzieć się, która kobieta zaszła w ciążę z Aronem, a by tego dokonać, trzeba było znaleźć zaufanych ludzi z haremu boga. By spisek się udał, trzeba było także poświęcić jedną istotę - zabić ją pod pretekstem samoobrony w taki sposób, aby Aron nie mógł rozpoznać twarzy ofiary oraz myślał, że była nią kobieta, która nosiła jego potomka. Był to najgorszy element planu, lecz zważywszy na to, że rządu despoty mogłyby pochłonąć wiele, wiele więcej ofiar, sądzę, że warto było poświęcić jedną osobę, aby uratować tysiące innych! Zapewniam, iż przemyślałem to dokładnie i starannie, nie podjąłem takiej decyzji ot tak sobie w jednym momencie... Nie dosyć, że wiele pół-aniołów i aniołów zapewne zginęłoby z ręki Arona, to zapewne straszliwą ilość ofiar pochłonęłaby wojna z Piekłem, do której dążył ówczesny władca Nieba... Osoba, która miała zginąć, miała poprzez swoją śmierć wyświadczyć również ogromną zasługę wszystkim istotom...

Rozdział III

Po kilku miesiącach wiadomo już było, które kobiety zaszły w ciążę z Aronem. Michał znalazł przyjaciół i odpowiednich aniołów w haremie, toteż gdy tylko widać było oznaki ciąży, natychmiast się o tym dowiedział. Wybrano jedną z kobiet, najsilniejszą, o dużej tuszy. Nie można było ryzykować, że dziecko urodzi się martwe lub dojdzie do poronienia... Osoby wtajemniczone w spisek powiedziały jej o planie. Nie oponowała, w końcu któraż z kobiet nie wybrałaby możliwości ucieczki aby ocalić własne dziecię? Oczywiście lepiej było nie wspominać jej o tym, że aby żyła ona i jej dziecko, musi ktoś zginąć, toteż przemilczano przed nią tę część planu. Po wyznaczeniu daty oraz czasu akcji (która musiała być dostosowana do godzin służby mojej i Gabriela) rozpoczęto spisek. Wraz z Gabrielem staliśmy przy bramie, natomiast zaufani osobnicy wyprowadzali kobietę noszącą potomka Arona, uprzednio zabijając w okrutny sposób inną pół-anielicę. Na szczęście nic nie stanęło nam na przeszkodzie, nikt nie napatoczył się w czasie gdy przeprowadzaliśmy brzemienną kobietę przez bramę. Nim znalazła się po "drugiej stronie", wręczyłem jej list, w którym wszystko opisałem, a który miała doręczyć Lucyferowi. W razie wystąpienia jakichkolwiek trudności ze strażą po stronie Piekła, miała pokazać ten list i powołać się na mnie. Istniało ryzyko, aczkolwiek niewielkie, iż mogłaby zostać zabita zaraz po przekroczeniu bramy, jednak i tego jej nie wyjawiliśmy. Gdy tylko znikła, wszyscy poczuliśmy niewysłowioną ulgę... Pozostało jedynie czekać, czekać aż narodzi się potomek Arona, narodzi się i dojrzeje, tym samym przejmując od swego despotycznego ojca boską siłę i moc...

CZĘŚĆ VIII

Upłynęło kilkadziesiąt lat i w pewnym momencie zacząłem się martwić. Owszem, Aron niczego się nie domyślał, ale zupełnie nic się nie działo. "Czyżby coś się stało? Zabiła ją straż? Poroniła? Dziecko zginęło?" myślałem niemalże codziennie. Aż pewnego razu Aron zaczął tracić siły. Z początku nic nikomu nie mówił, lecz po pewnym czasie nie mogąc już dłużej wytrzymać, oznajmił mi, że nie czuje się już tak jak kiedyś i zapytał, czym to może być spowodowane. Oczywiście nie mogłem mu powiedzieć prawdy, toteż utrzymywałem go w stanie nieświadomości wymyślając coraz to głupsze rzeczy. Ciśnienie, nieodpowiednia dieta, przemęczenie, emocje przez zbliżającą się walką... Dawał wiary wszystkim mym słowom, chociaż zapewne podświadomie przeczuwał co mogło się dziać... Nie zapomnę nigdy momentu, gdy leżał już zupełnie bezsilny na swej jedwabnej pościeli. Oddychał coraz ciężej, z trudem łapał powietrze, z minuty na minutę stawał się coraz słabszy... Spojrzał w końcu na mnie pełnym wyrzutu wzrokiem i powiedział: "Zdradziłeś mnie". Nie odpowiedziałem mu ani słowem. Milczenie było bardziej wymowne niż jakikolwiek gest czy też słowo. Patrzyłem na niego, wiedziałem, że nie jest w stanie mi nic zrobić. Wyszedłem oczekując ostatniego jego tchnienia, aby udać się do Piekła i aby przyprowadzić nowego boga... Nakazałem jednemu z posłańców aby rozgłosił, iż Aron umrze lada chwila i aby wszyscy czekali na przybycie jego syna. Kilka godzin potem Aron odszedł, ja natomiast udałem się do Piekła.
Gdy przeszedłem przez wrota, zostałem zatrzymany przez straż, lecz po szybkim i pobieżnym wyjaśnieniu celu mojej wizyty nie robiono mi żadnych przeszkód w dalszej drodze. Kraina ta nie zmieniła się ani trochę od czasu, kiedy ostatni raz w niej gościłem. Nie zmienił się także Lucyfer, z którym spotkałem się kilkadziesiąt minut po śmierci Arona. Przywitał mnie bardzo serdecznie, przedstawił mi także mężczyznę, którego nazwano Jahwe, syna martwego już władcy. Wyprawiono ucztę, w czasie której toczyły się mniej lub bardziej ważne rozmowy. Spostrzegłem, iż Jahwe traktuje Lucfera jak ojca - zapewne on go wychował i wpoił mu wiele nauk, gdyż przypominał z charakteru mego przyjaciela, którego tak dawno nie widziałem i z którym nie rozmawiałem odkąd opuścił on Niebo. Podczas wizyty Kaina nie było ani możliwości, ani czasu aby zamienić ze sobą chociaż kilka słów - nie była to sytuacja odpowiednia na konwersację. Teraz mogliśmy mówić ile chcemy i o czym chcemy - z chwilą śmierci Arona zapanował pokój, nie staliśmy po przeciwnych stronach barykady, nic już nie stawało na przeszkodzie aby odnowić naszą znajomość. Wspominaliśmy, piliśmy wino jak za dawnych czasów, opowiadałem mu o tym co działo się w Niebie i na Ziemii od czasu jego wygnania... On także mówił i mówił, bardzo wychwalał sobie Jahwego, który nie sprawiał żadnych kłopotów, i który, wedle przepowiedni Lucyfera, miał być najlepszym z dotychczasowych bogów. Wraz z nastaniem jego władzy, nastać miała nowa era, era dobra i światła! Niestety, na moje pytanie czy wróci on do Nieba, Lucyfer odpowiedział przecząco, tłumacząc się tym, że w Piekle na dobre już zapuścił swoje korzenie, i że to miejsce, które swój kształt przybrało dzięki jego staraniom włożonym przez wieki, jest mu bardzo bliskie. Czas niestety płynął nieubłaganie, trzeba było wracać wraz z nowym bogiem. Przywitał nas tłum aniołów wiwatujący na cześć Jahwego, tłum który radował się tym, że zrzucono kajdany oraz łańcuchy, którymi Aron podczas swego panowania skuł wszystkich mieszkańców Nieba. "Niech żyje nowy bóg!" skandowali aniołowie, pół-aniołowie oraz pół-anielice. Całe Niebo długo jeszcze bawiło się dniami i nocami pijąc za zdrowie Jahwego, który nakazał zlikwidować wszystkie ośrodki szkolące żołnierzy oraz wszystkie haremy i domy publiczne, które wybudowane zostały z rozkazu jego ojca.
Jahwe był dobrym bogiem, nic dziwnego, jego nauczycielem i mentorem był przecież sam Lucyfer, istota tak naprawdę o dobrym sercu i dobrej duszy, wiedząca doskonale co to znaczy cierpieć i doznawać bólu. Jahwe także miał miękkie serce, dlatego też po pewnym czasie w Niebie zaczęło źle się dziać. Wszyscy zaczęli coraz więcej pić, wybuchały kłótnie i spory, zdarzały się bójki oraz... zabójstwa! Nie pomagały prośby i nakazy aby zaprzestano takich występków, nie pomogło nawet zamknięcie winnic przez Jahwego - wywołało to tylko niezadowolenie pośród istot zamieszkujących Niebo. Szerzyła się anarchia, której głównym powodem był sposób rządzenia nowego boga, bojącego się podjąć jakichkolwiek ostrzejszych kroków aby nikogo nie skrzywdzić i nie działać wbrew woli większości. Wszyscy wiedzieli, że ze strony rządzącego nic im nie grozi, więc robili wszystko to, na co mieli ochotę! Pokazało to, że aby zapanować nad tłumem i wprowadzić porządek, potrzeba było bardziej stanowczych kroków. Namawiałem Jahwego na poczynienie takowych, lecz ten nie mógł zmusić się aby działać wbrew własnej naturze i woli, wbrew charakterowi, który ukształtował u niego Lucyfer. W dodatku również i na Ziemi ludzie, których przybyło przez ten okres czasu, zaczęli zachowywać się jak zwierzęta. Zaczęła szerzyć się rozpusta, morderstwa powodowane zazdrością i chęcią posiadania były na porządku dziennym. Jedyną reakcją Jahwego było wysłanie na Ziemię aniołów mających za zadanie głosić miłość i pokój. Jednak na niewiele się to zdało... Nic więc dziwnego, że jakiś czas potem Niebo odwiedził sam... Lucyfer! Jakież było zdziwienie wszystkich, którzy widzieli go zmierzającego, w czerni, dostojnie, w asyście kilkunastu mieszkańców Piekła, w stronę pałacu Jahwego. Wielu patrzyło na niego z przestrachem, wielu odwracało się ze wstydu spowodowanego tym, w jaki sposób potraktowano go za czasów pierwszego boga. Minął szmat czasu, wielu aniołów obecnych przy "sądzie" mogło przemyśleć całą tą sytuację. Lucyfera potraktowano jak najgorszego z przestępców, mimo iż nikomu nie uczynił niczego złego, nikogo nie skrzywdził; jedyną jego winą był "zatarg" z Bogiem, który był sprawą wyłącznie między nimi dwoma. Sam Upadły patrzył na mijane istoty nie z pogardą, nie z wściekłością, lecz swoim zwykłym, dobrodusznym wzrokiem. Oczy jego smutne zdradzały ogrom cierpień który musiał przeżyć, toteż nic dziwnego, że wielu mieszkańców Nieba opowiadało potem, że patrząc na niego czuli... żal i wyrzuty sumienia. Wracając jednak do meritum, czyli celu wizyty władcy Piekła, przybył on aby wspomóc swego wychowanka, który zwyczajnie zagubił się i nie wiedział zupełnie co począć. Lucyfer nakazał zamknąć pałac dla wszystkich za wyjątkiem służby, kilku strażników, Jahwego, mnie, Michała, Gabriela, kilkunastu jego doradców oraz oczywiście jego samego. Rozpoczęliśmy debatę nad tym, w jaki sposób wprowadzić ład i porządek zarówno w Niebie, jak i na Ziemii. Propozycje były różne, zdarzały się również i drastyczne, jak na przykład ścięcie kilku aniołów dla przykładu, czy też, w przypadku Ziemi, odebranie ludziom nieśmiertelności! Sytuacja w Niebie w dużej części spowodowana była sytuacją na Ziemi - większość ludzi trafiających po śmierci do królestwa Jahwego była zdeprawowana i zdegenerowana, nie znała podstawowych zasad współżycia oraz współistnienia z innymi. Wprowadzali jeszcze większy chaos do i tak ogarniętego zamętem Nieba. Zamiast pozbawienia ludzi "drugiego życia", Lucyfer zaproponował, iż będzie on mógł brać wszystkich "złych" do siebie, aby tam powoli wdrażać ich do życia w społeczeństwie. Było to coś, co wy być może nazwalibyście resocjalizacją. Upadły nie miał dokładnie sprecyzowanej tejże koncepcji, nic dziwnego, wpadł przecież na ten pomysł dopiero w czasie obrad w pałacu Jahwego. Wymógł jednak na swym byłym podopiecznym, by ten zaakceptował tzw. obozy zamknięte, w których umieszczanoby co bardziej opornych osobników, u których nie następowałaby żadna zmiana w zachowaniu i sposobie życia. Byłby to dobry sposób aby zachować każdego przy życiu, a w dodatku powołanie odpowiedniego aktywu propagandowego na Ziemi sprawiłoby, iż obóz pełniłby również doskonałą funkcję prewencyjną - rozpowszechniając plotki o niewyobrażalnych rzeczach dziejących się w nim, możnaby się spodziewać, iż każdy zanim"zboczy na złą drogę" zastanowi się czy warto nią podążać. Zresztą legendy o tym obozie trzeba było rozpowszechniać nie tylko na Ziemi, ale również i w Niebie, dlatego nikt wtajemniczony w ten projekt nie mógł pisnąć ani słowa o tym, że w gruncie rzeczy wszystkie wyobrażenia jakie rozpowszechnią się pośród mieszkańców tych dwóch światów, są jedynie czystą fikcją mają na celu, nie bójmy się tego słowa, zastraszającą. Jeszcze w czasie obrad wysłaliśmy jednego anioła ze służby, by rozpowszechnił plotkę, iż słyszał jakoby Jahwe, Lucyfer oraz reszta, zamierzali otworzyć obóz dla wszystkich łamiących prawo, które mimo iż jest ogólnie znane, zostanie spisane i doręczone każdemu z mieszkańców Nieba. Posłaniec miał opowiedzieć o zasadzie, na jakiej funkcjonować miał obóz - o torturach fizycznych i psychicznych, męczarniach, ciężkiej pracy w odosobnieniu, pod nadzorem istot charakterem podobnych do Arona, o tym, iż każdy kto tam trafi, będzie trzymany tam tak długo, nim nie postanowi popełnić samobójstwa. Pozostało jedynie uzgodnić, kogo mianowicie Lucyfer miałby brać do siebie, by tam dokonywać selekcji, a przede wszystkim starając się zmieniać postępowanie ludzi. Wybraliśmy więc dziesięć najważniejszych punktów, które doskonale oddawały naszą moralność i nasze pojęcie dobra oraz zła. Trzeba je było rozpowszechnić pośród ludzi oraz pośród istot zamieszkujących Niebo. O ile mieszkańcy Nieba żyli niemal "obok" boga, można było dać im Przykazania bez jakichś cudów, w zwyczajny sposób zorganizować wiec i rozgłosić je wszem i wobec. Problem pozostawał z mieszkańcami Ziemi, którzy tak łatwo z pewnością nie daliby się przekonać. Padł pomysł aby po prostu niemal połączyć ten wymiar w taki sposób, w jaki połączone było Niebo z Piekłem, ale istniałoby ryzyko, że wtedy mieszkańcy Ziemi "zalaliby" Piekło, wiedząc, że Jahwe nie ma tam żadnej władzy, a moc jego tam nie sięga. Wtedy specjalne służby powołane przez Lucyfera, mające za zadanie pilnować porządku w Piekle, nie poradziłyby sobie z natłokiem ludzi. Mogłem oczywiście zdradzić tajemnicę, iż to pierwszy z bogów "zablokował" dostęp swych następców do tejże krainy, ale patrząc dalej, nie wiadomo jakie miałoby to skutki w przyszłości. Czyż nie miałem prawa zakładać, że któryś z kolejnych bogów nie byłby władcą pokroju sadystycznego Arona? Czyż nie miałem prawa zakładać, że ktoś mógłby się targnąć na życie Lucyfera i przejąć jego władzę? W końcu do Piekła miałyby dostęp najgorsze ziemskie jednostki, dla których żądza władzy i krwi byłaby jedyną potrzebą, za którą oddaliby wiele, z własnym życiem włącznie. Tysiące, miliony myśli obijały się o ściany mej czaszki... Ach, gdyby wszystko mogło być tak jak dawniej, tak ja na samym początku istnienia Nieba! Gdyby wszystko mogło powrócić do stanu nim pojawili się ludzie, którzy jakżesz zmienili oblicze Nieba i Ziemi, którzy doprowadzili do powstania Piekła (przecież gdyby nie Ewa, Lucyfer nie zostałby wygnany), których dzieci spłodzone z bogami sprawiały, iż musieli oni umierać... Niestety, nie mogłem tego zmienić... Oddałem się wspomnieniom, z których wybił mnie dopiero Michał, pytając co sądzę o wysłaniu na Ziemię kilkudziesięciu aniołów, którzy mieliby głosić zasady, jakimi kierować musieli się ludzie aby nie trafić do Piekła, a co za tym idzie, być może i w przyszłości, do obozu. Poprosiłem o przerwę... Czułem się zmęczony, całą tą naradą, całym tym bałaganem panującym wszędzie, tym, że między innymi na moich barkach spoczął los milionów istot... Wyszedłem przed pałac, spocząłem na schodach przed wejściem... Patrzyłem w bezmiar Nieba mętnym wzrokiem, oczyma, które nie widziały nic za wyjątkiem obrazów przeszłości... Pierwszy raz wtedy zacząłem zadawać sobie pytanie "po co?". "Po co to wszystko, jaki jest tego cel?". Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi... Lub może nie chciałem dopuścić tej jedynej możliwej, mówiącej, iż sensu po prostu nie ma. Byłem jedynie kaprysem Boga, jak wszystkie inne istoty. Aniołem do towarzystwa, urozmaicającym czas próżnych istot - począwszy od Stwórcy, skończywszy na Jahwe. Jednak pierwszy z bogów odszedł, odszedł również drugi, trzeci, czwarty... Ja pozostałem, porzucony sam sobie... Ileż lat już przeżyłem? Nie pamiętam, nie potrafię powiedzieć... De facto na początku mego istnienia nie mierzono nawet czasu, nie było takiej potrzeby... Mogłem żyć wiecznie... Lecz po cóż? By kadzić i radzić następnym bogom? Co ja z tego miałem? Co miałem z doradzania, rozmów z władcami Nieba? Co miałem z życia?! Odpowiedź brzmiała: nic. Czułem wewnętrzną pustkę, poczucie bezsensu rozsadzające mnie od środka, panoszące się bezczelnie w mej duszy bez mej zgody i aprobaty, mimo sprzeciwu oraz usilnych starań aby opuściło mnie i nie wracało już nigdy! Ci wszyscy aniołowie, którzy zdecydowali się żyć i umrzeć na Ziemi, wydawali mi się szczęściarzami, jakżesz ja im zazdrościłem! Wielu sceptyków i filozofów ziemskich poszukujących sensu życia i nie wierzących w Niebo, oddałoby wiele aby móc uwierzyć i żyć bez towarzyszącej im wizji pustki i nicości, która w ich mniemaniu nadejdzie wraz ze śmiercią. Głupcy! Nie znają cierpkiego smaku nieśmiertelności, nie wiedzą jak to jest żyć wiecznie! Monotonia i jednostajność, tysiące, miliony, miliardy obrotów wskazówek zegara... Najlepsze wino po jakimś czasie staje się zwykłym winem, najpiękniejsze malowidła zmieniają się w kiczowate obrazki, wspaniałe budynki są już tylko kupką cegieł ułożonych jedna na drugiej... Myśli zaczynają przeszkadzać, są jak muchy, które przegania się setki razy, lecz po chwili powracają nie dając za wygraną... Wdychane powietrze zaczyna palić płuca, słyszane dźwięki drażnią uszy, światło męczy oczy, ciemność męczy umysł... Pragnienie pozbycia się wszelkich doznań, pragnienie wyłączenia zmysłów i myśli jest tak wielkie, że burzy ono całą harmonię i relacje między naturą, a umysłem. Cienka pajęczyna rozpięta na tych dwóch płaszczyznach zaczyna drgać targana wiatrem sprzeczności, sama stając się abstrakcyjnym bytem w abstrakcyjnym świecie - pająk atakujący muchę sam staje się ofiarą aby po chwili stać się agresorem próbującym przed konsumpcją samym wzrokiem zabić spanikowanego owada... Po chwili role odwracają się ponownie... Sekunda po sekundzie, minuta po minucie, godzina po godzinie... Wiecznie kręcące się koło, zmiana ról, wieczna walka tocząca się wewnątrz... Pragnąłem wstać i bez pożegnania udać się na Ziemię, aby tam umrzeć w samotności pozostawiając za sobą wszystko to, co poznałem już nazbyt dobrze... Zaszyć się w jakiejś grocie i czekać cierpliwie, aż powieki powoli opadną na oczy, a ostatni oddech wyrażający ulgę i radość uleci z wiatrem w przestworza, oznajmiając ptakom oraz wszystkim żywym istotom, że pragnienie moje spełniło się wreszcie, oraz prosząc aby kto żyw radował się mym szczęściem... Z tych rozmyślań wyrwał mnie Lucyfer, który jak się okazało siedział obok mnie od kilku minut... Nie zauważyłem momentu, w którym przysiadł się do mnie.
- Czy uważasz, że źle wychowałem Jahwego? - zapytał patrząc, jak ja, przed siebie. Nie odpowiedziałem.
- Powinienem nauczyć go twardszego postępowania. Jak widać krystalicznie czysta dobroć niczego dobrego nie uczyni.
- Masz rację - odpowiedziałem lakonicznie, nie wiedząc co rzec. Szczerze mówiąc, w tamtym momencie przestał to być mój problem. Jahwe oraz los tych wszystkich wokół zupełnie przestał mnie obchodzić...
- To był mój błąd. Za bardzo pragnąłem, aby był zupełnie inny niż jego poprzednicy.
Przyszedł do mnie oczekując słów pocieszenia, oczekiwał pewnie, bym dodał mu otuchy... Nie mogłem tego zrobić, naprawdę nie mogłem! Sam byłem zmartwiony zupełnie czym innym, myślami błądziłem po krainie ciemności, w której desperacko usiłowałem po omacku odnaleźć sens tego wszystkiego. Jaki był sens opieki Lucyfera nad synem Arona? Jaki był sens całej tej naszej narady, prób ratowania... właśnie, czego? Gwałconego modelu moralności, który ważny był tylko dla nas? Czyż nie lepiej byłoby rzucić to wszystko na pastwę losu i pozwolić toczyć się wydarzeniom własnym torem? I znowu powracało najważniejsze pytanie - jaki był sens istnienia tego wszystkiego?
- Tak... - odparłem dopiero po kilkunastu sekundach, za bardzo nie wiedząc co też rzekł Lucyfer. Zauważył moją "niedyspozycję"...
- Też jestem zmęczony.
Co miał na myśli? Czy te słowa miały głębsze znaczenie? Popatrzyłem na niego, jego twarz również skierowała się w moją stronę. Patrzyliśmy tak przez chwilę na siebie... Tak! On także czuł tę pustkę! Jego myśli pokrywały się z moimi myślami, tańczącymi w takt delirycznej muzyki w moich nerwosplotach! Chciałem mu powiedzieć, wszystko, wyrzucić z siebie to co kłębiło się w mym wnętrzu... Lecz wtedy odwrócił twarz ode mnie i na powrót patrzył przed się. Ogień, który niemal wybuchnął niczym wulkan, zaczął gasnąć... Nie wyrzuciłem z siebie "lawy", gorącej, parzącej me wnętrze... Chciałem zasnąć...
- Może przełożymy te rozmowy do jutra... - zaproponowałem nieśmiało.
- Tak, idź odpocząć. Powiadomię resztę, że będziemy kontynuować jutro - odparł mój towarzysz nie odwracając wzroku od bezkresnego horyzontu...
Na drugi dzień kontynuowaliśmy naradę. Siedziałem znudzony niewiele się odzywając, od czasu do czasu jedynie przytakiwałem. Ta część dyskusji odbyła się praktycznie bez mego udziału. Postanowiono wysłać na Ziemię aniołów zwanych prorokami, którzy głosić mieli dziesięć przykazań oraz roztaczać wizję okrutnej kary w przypadku ich nie przestrzegania. Na nadzorców oddziałów odpowiadających za ład i porządek w Niebie wybrano Michała i Gabriela, w Piekle natomiast rolę tę przejęli aniołowie towarzyszący Lucferowi, tj. Belial i Lewiatan. Na zarządcę obozu dla "opornych", nazwanego przez nas "Abaddon", wybrano Samaela. Na tym zakończono rozmowy. Miałem cichą nadzieję, że Lucyfer zostanie w Niebie przez jakiś czas. Chciałem porozmawiać z nim na temat trapiących mnie rzeczy, lecz ku memu rozczarowaniu, natychmiast, wraz ze swoją świtą, udał się on do Piekła.

CZĘŚĆ IX

Sytuacja w Niebie zaczęła powracać do normy. Kilkuset niepokornych aniołów i pół-aniołów zostało wysłanych do Abaddon, inne istoty widząc, iż skończył się okres bezprawia zaczęło stosować się do przykazań. Zdarzały się przypadki, gdy ludzie po śmierci trafiający do Piekła przechodzili samowolnie do Nieba próbując tam siać zamęt i krzewić zbrodnię, ale oddziały Michała i Gabriela szybko wyłapywały takich osobników, od razu zsyłając ich do obozu. Ponownie postawiono straże przy wrotach, acz nie przepuszczały one jedynie osób nie posiadających specjalnych zezwoleń wydawanych przez specjalnie powołanych aniołów w Piekle odpowiadających za to, aby nikt z nowo przybyłych nie dostał przepustki bez zgody istot sprawujących kontrolę nad ich "nawróceniem". Znowu zapanował spokój. Jahwe tymczasem zaczął schodzić na Ziemię - początkowo aby pilnować jak posuwa się praca proroków, potem jednak, jak można się było spodziewać, głównym powodem jego wizyt była kobieta. Któregoś dnia zagadnąłem do niego...
- Panie, wiesz czym kończy się bycie z kobietą...
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę - odrzekł.
- Wiesz zapewne, że gdy zrodzi twego syna, umrzesz...
- Wiem o tym.
- Dlaczego więc...? - zapytałem nie kończąc, licząc, że się domyśli. Nie myliłem się...
- Dlaczego ryzykuję własne życie? Wy aniołowie nie jesteście w stanie tego zrozumieć, jako iż nie umieracie w taki sposób jak my, bogowie. Nie umieracie śmiercią naturalną tutaj w Niebie, czy też w Piekle... Możecie odejść popełniając samobójstwo, ale wasza natura nie pozwala wam na taki krok. Pamiętasz Stwórcę, o którym tyle opowiadał mi Lucyfer? Był pierwszym z bogów. On aby czuć miłość nie musiał jeść owocu z Drzewa, miłość była nieodłącznym elementem jego natury, czekającym tylko na bodziec by się ujawnić. Dla nas, bogów, miłość to samobójstwo - mając pierwszy pierwiastek miłości przekazywany z ojca na syna, mamy również i zdolność, a raczej potrzebę samodestrukcji. Jakby nie patrzeć, miłość w naszym przypadku jest równoznaczna z samobójstwem... Nie moglibyśmy żyć bez miłości, natomiast czując ją, żyje nam się łatwiej, lecz jak wiesz, krócej... Nie pytaj mnie czemu, dlaczego. Tego nie wiem, tak już po prostu jest. Powinieneś cieszyć się, że miłość może być dla ciebie sensem życia, a samo życie może, posiadając go, trwać może wiecznie...
- Twierdzisz więc panie, że to miłość nadaje sens życiu?
- Tak, tak twierdzę. Twierdzę też, że to ona jest sensem życia. Bogowie jednak odnajdując go, odnajdują również i najmniej poznany element życia, jego ostatni etap - śmierć.
- Odnalazłeś więc swój sens życia?
- Tak. I gotów jestem dla niego umrzeć...
Te słowa wywarły na mnie ogromne wrażenie. Dały mi też wiele do myślenia... Miłość... Sens... "Gotów jestem dla niego umrzeć..." Nie tylko on zresztą... Wielu aniołów przecież zmarło na Ziemi, mieszkając tam z kobietami... "Może rzeczywiście jest to sens życia?" - myślałem. Dlaczego jednak jest on tak zabójczy? Dla bogów, dla aniołów, których zmusił do życia na Ziemi... "Może te krótkie chwile, w czasie których posiada się ten 'sens', są wiele więcej warte niż setki, tysiące lat pędzonych bez niego?"... Wizja ucieczki na Ziemię nadal tkwiła w mojej głowie, lecz jednak zmieniła swoje oblicze. Nie chciałem już uciekać do jaskini i czekać w niej na koniec, chciałem tam znaleźć mój sens życia, kobietę, przy której mógłbym umrzeć. Jednak coś nadal nie pozwalało mi na ten krok, mianowicie wątpliwości, które mimowolnie mi się nasuwały. Otóż dlaczego miałbym umierać odnajdując swój sens życia? Czy istniałaby możliwość odnalezienia go i życia wiecznie? Oczywiście, że tak! Przecież sam Jahwe o tym wspomniał. Trzeba było jedynie znaleźć miłość tutaj, w Niebie!
Domyślacie się zapewne, że szukałem... nie znajdując. Spędzałem w towarzystwie pół-anielic wiele czasu, chodziłem po Niebie zagadując do każdej napotkanej kobiety. Nic jednak z tego nie wyszło, miłości nadal nie czułem! Zacząłem obawiać się, czy aby na pewno jestem do niej zdolny, tj. czy spożyłem którąś z rzeczy, którą zatruł Lucyfer przed wygnaniem... Musiałem to zrobić, co do tego nie było wątpliwości. Udałem się po poradę do Jahwe...
- Panie, pamiętasz jak rozmawialiśmy o sensie życia? - zapytałem.
- Tak, pamiętam...
- Bo widzisz... Szukałem go, lecz nie mogłem znaleźć... - powiedziałem zmieszany, czując się niezmiernie głupio... Jahwe zaczął się śmiać, czym też wprawił mnie w nie lada zmieszanie...
- Miłości nie znajduje się na siłę, haha! Ona przychodzi sama, zazwyczaj wtedy gdy się jej nie spodziewamy i nie jesteśmy na nią gotowi. Nie szukaj miłości, ona sama cię znajdzie - rzekł rozbawiony bóg.
Nie wiedziałem już co o tym sądzić... Niewątpliwie szukanie miłości nie miało sensu, a nawet, jak sugerował Jahwe, było wręcz niewskazane. Dałem sobie z nią spokój... Tułałem się po Niebie, od czasu do czasu dowiadując się o losach Jahwe. Otóż wraz z kobietą o imieniu Nut, doczekali się syna, którego nazwali Ozyrys. Potem narodził się Set oraz pierwszy raz w dziejach, dziewczynka, nazwana Izydą. Powoli zaczynałem przyzwyczajać się do faktu, że Jahwe odejdzie, a jego miejsce zajmie jego najstarszy syn. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy zostałem wezwany do pałacu i zastałem tam Jahwego z Ozyrysem! Czyżby przeprowadził go przez wrota? Nie. Znowu doszło do bratobójstwa, Ozyrys został zamordowany przez Seta w bestialski sposób, z premedytacją i zimną krwią... Jak się okazało, Jahwe zajęty swoją kobietą, nie zauważył nawet, że jego synowie zaczęli obejmować władzę nad terenami, w których zamieszkali. Każdy z nich stał na czele wielu ludzi, i każdy chciał więcej kosztem swego brata... Podczas jednego ze spotkań Set wbił nóż prosto w serce Ozyrysa... Gdy przybyłem do pałacu, ten pałał żądzą zemsty i żądał, aby Jahwe pozwolił mu wrócić na Ziemię aby pomścić... własną śmierć "odwdzięczając się" tym samym. Bóg zupełnie nie wiedział co począć, prosił mnie o radę... Wiedziałem, że nawet jeślibym stanął po stronie Ozyrysa, Jahwe zapewne i tak odrzuciłby me sugestie, z pewnością nie zgodziłby się z moim zdaniem... Zaproponowałem więc, by poradził się on Lucyfera, jako iż zdawałem sobie sprawę, że władca Nieba z pewnością nie odrzuci jego propozycji działania. Udaliśmy się tam następnego dnia. Przedstawiliśmy władcy Piekła sytuację, a ten, o dziwo, stanął po stronie Ozyrysa! Gdy zapytałem go potem, dlaczego ujął się za synem Jahwego, odpowiedział mi następująco:
- Zbyt wiele dobroci wlałem w serce Jahwe, czas na to, aby nie przesłoniła mu ona racjonalnego myślenia. W gruncie rzeczy wszystko zależy od punktu widzenia, zemsta nie jest niczym złym, jeśli jest odpowiedzią na zło. Wszystko co mu się sprzeciwia, jest dobrem. Poza tym zauważ, że gdyby Ozyrys pozostał w Niebie, nigdy nie stałby się gotów by przejąć władzę od ojca....
- Do diaska! Masz rację...
Nie mylił się, jednak nie to zaprzątało mą głowę...
- Dobro i zło...Z twych słów można więc wnioskować, że nie ma czegoś takiego jak "dobro" i "zło".
- Masz rację - dobrem jest to, co my uważamy za dobro. Podobnie jest ze złem. To my, istoty rozumne, zwykliśmy wszystko klasyfikować, przyporządkowywać, nazywać... Spójrz na zwierzęta, jakże bardziej szczęśliwe są one bez tego wszystkiego, co my zwykliśmy stwarzać samym sobie. Zatruwamy nasz umysł niezliczoną ilością niepotrzebnych rzeczy, zamiast po prostu żyć! Sam także zapewne do tego doszedłeś...
Miał rację... Pamiętam co myślałem gdy siedziałem wtedy obok niego przed pałacem Jahwego... "Czyż nie lepiej byłoby rzucić to wszystko na pastwę losu i pozwolić toczyć się wydarzeniom własnym torem?" Powiedziałem to Lucyferowi, na co odrzekł
- Tak, masz rację... Niech każdy zajmie się sobą, zamiast na siłę uszczęśliwiać innych. Życie opiera się na szukaniu przyjemności, nic więcej się nie liczy...
Zamyśliłem się... Szukanie przyjemności... Szukanie sensu życia...
- Lucyferze, jeśli życie nie sprawia już przyjemności... - zacząłem nieśmiało.
- Tak, wiem co masz na myśli. Sens, sens życia... Bez niego życie jest bezbarwne, kolory mieszają się ze sobą tworząc odcień szarości, każdy dzień jest taki sam, każde nowe przeżycie jest tylko... nowym przeżyciem, niczym zwyczajnym, kolejną niespodzianka w życiu, niespodzianką nie pierwszą, nie setną, nie tysięczną... i nie ostatnią... Każdy taki "prezent" przestaje już być niespodzianką...
- Miłość... Jahwe powiedział, że to miłość jest sensem życia.
- Miał rację, aczkolwiek nie zupełną. Pamiętasz Arona? Dla niego sensem życia było gnębienie innych, dla innych może to być pomoc gnębionym... Dla kogoś sensem życia może odkrywanie nowych rzeczy, dla innych, co wydaje się z pozoru bezsensowne, sensem życia może być poszukiwanie... sensu życia...
- A dla ciebie? Jaki jest twój sens życia? - zapytałem.
- Dla mnie? Dla mnie sensem życia jest... życie. Oczywiście nie doszedłem do tego od razu, zajęło mi to sporo lat... Niegdyś mym sensem była Ewa, miłość do Ewy... Lecz okazało się, że gdy musieliśmy się rozstać, wcale tak bardzo mi jej nie brakowało. Zauważ, ze Ewa mogła kochać i Stwórcę i mnie, potem równie dobrze żyło się jej z Adamem. Co więc można wywnioskować? Że miłość, sens życia Jahwego, prawdziwym sensem jest jedynie w wypadku bogów, dla których został on stworzony, niejako dany, wręcz narzucony... Gdyby nie Drzewo, nikt inny nie nosiłby w sobie zdolności do kochania... Co byłoby wtedy? Każdy musiałby znaleźć sobie inny sens życia. A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Że każda istota, za wyjątkiem bogów, może znaleźć sobie inny sens. Miłość może nim być, ale nie musi. Rzekłbym nawet, że zrobienie z tego uczucia sensu własnego życia jest pójściem na łatwiznę, gdyż przesłania to, co moglibyśmy znaleźć, gdybyśmy nie spożyli owoców lub soku z owoców z Drzewa... Przesłania cel, sens, który jest naszym prawdziwym powołaniem... Miłość wypiera go, jako, iż działa silniej i ma większą moc... Największą sztuką jest wyparcie się miłości...
- A co jeśli takowej się nawet nie czuje?
- Haha - zaśmiał się Lucyfer - Nie powinien być to powód do smutku, ale do radości. Ciesz się, że jej nie czujesz. Skup się nie na żałowaniu tego faktu, ale nad poszukiwaniem innego sensu życia.
- Jahwe mówił, że miłości się nie szuka. A jest to jeden z możliwych sensów...
- Jahwe mówił, Jahwe mówił... Wiesz dobrze, że nawet jeśli ktoś jest bogiem, nie musi wcale mieć absolutnej racji. Jahwe ma rację tylko częściowo - miłości się nie szuka, gdyż jej znaleźć nie można. Ale innego sensu można szukać... Wiesz, nie trzeba szukać na zewnątrz, wystarczy wejrzeć w siebie...
Podziękowałem mu za rozmowę i wróciłem do Nieba. Wejrzeć w siebie? Cóż on miał na myśli? Sensem może być poszukiwanie sensu? Czy tak było w moim przypadku? Nie, z pewnością nie... Więc jeśli nie to, nie miłość, to co? "Dla mnie sensem życia jest życie", to zdanie rozbrzmiewało mi w głowie... Żyć... Czy to po prostu wystarczy? Zwierzęta, one są najlepszym przykładem... Nie mając rozumu, po prostu żyją wcale nie ubolewając nad tym faktem. Rozum, zdolność myślenia - największe przekleństwo... Samo życie nie mogło być dla mnie jego sensem, coś zupełnie odrzucało taką możliwość, coś nie chciało się na to zgodzić! Może moja podświadomość, twór umysłu, żółtej kuli zamkniętej w białej klatce... Postanowiłem się odizolować od wszystkiego i od wszystkich, znaleźć się sam na sam z samym sobą i "wejrzeć w siebie", jak to rzekł Lucyfer... Udałem się na Ziemię, najpierw kilka lat mieszkając w dzikich, nie zasiedlonych lasach, żywiąc się tym co sam upolowałem i śpiąc w szałasie skleconym z liści i patyków. Lwią część dni spędzałem medytując i wyłączając się zupełnie, jednak nadal nie potrafiłem odnaleźć sensu własnego istnienia. Któregoś dnia odnalazł mnie niebiański posłaniec, z przykazem mówiącym, abym jak najszybciej udał się do Nieba...


CZĘŚĆ X

Nie zdziwiłem się na widok witającego mnie Ozyrysa. Jahwe zmarł, podobno tuż przed śmiercią, przy której obecny był Lucyfer, wyraził nadzieję, iż odnajdę to, czegom szukał. Ach, jakże wspaniałym bogiem był Jahwe! Daleko jednak było mi do opłakiwania jego śmierci. Zaakceptowałem taki porządek rzeczy, że jeden bóg się rodzi, a drugi umiera. Jahwe pozostał w moich wspomnieniach, wiem, że odszedł szczęśliwy - dlaczegóż więc miałbym płakać? Podczas rozmowy z Ozyrysem, ten zapytał mnie, czy mógłbym służyć mu, jak służyłem jego przodkom. Odpowiedziałem, że jedyną rzeczą, jaką mogę zrobić, będzie opowiedzenie mu całej historii wszystkich światów. Na więcej nie mogłem się zdobyć, nie mogłem poświęcić samego siebie dla kogoś innego. Zbyt długo żyłem służąc innym, teraz musiałem zatroszczyć się sam o siebie, znaleźć to, czego brak przyprawiał mnie o agonię zmysłów... Powiedziałem nowemu bogu, że dobrze by było, aby przy mej opowieści był obecny ktoś, kto spisałby wszystkie te dzieje, gdyż nie jestem w stanie przewidzieć jak długo jeszcze będę żył i jak wiele, gdybym jednak żył długo, zdołam spamiętać za kilkadziesiąt, kilkaset lat... Spodziewałem się ostrej reakcji ze strony Ozyrysa, w końcu miałem prawo spodziewać się tego po osobie, która zdolna była do pozbawienia życia własnego brata. Szczęśliwie jednak syn Jahwego okazał się wyrozumiałą istotą - nie dość, że nie wściekł się słysząc me słowa, to w dodatku zrozumiał mnie doskonale. Opowieść była długa, lecz znowu przemilczałem wiele spraw. Skoncentrowałem się na najważniejszych faktach, niektóre z nich nawet bardzo upiększając, płatając małe figle, które bawiły mnie chociaż przez chwilę w czasie spełniania tej jakże nudnej czynności. Ostatnie zdania o samym sobie, zapisującemu aniołowi podyktował sam Ozyrys. "Nakazał wtrącić do Abaddon własnego brata Seta, nakazując strażnikom szybkie jego zabicie, by ten bratobójca i łotr nigdy już nie szkodził nikomu i nie stanowił zagrożenia dla każdej żywej istoty". Doznałem szoku! Kto tu do licha był bratobójcą?! Czy tylko Set?! Szybko jednak, jak to ostatnio miałem w zwyczaju, otrząsnąłem się i przestałem zaprzątać sobie głowy postępkiem Ozyrysa... Nie była to w końcu moja sprawa, nie miałem żadnego prawa oceniać tego czynu. "Dobrem jest to, co my uważamy za dobro. Podobnie jest ze złem." Tak, tak było łatwiej. Nauki Lucyfera, przyznać muszę, mimo iż być może kontrowersyjne i trudne do zaakceptowania, w gruncie rzeczy bardzo ułatwiają życie, sprawiając iż nie jest ono zaprzątane zbędnymi myślami.
Nie wróciłem do dzikich lasów. Spędziłem wiele lat w Niebie nie robiąc absolutnie nic pożytecznego, szkodliwego zresztą również. Nie robiłem po prostu nic! Udałem się na długi odpoczynek. Przesypiałem całe godziny, patrząc godzinami na przepiękne krajobrazy, których w Niebie nie brak, piłem wino wsłuchując się w kojącą uszy ciszę. Od czasu do czasu, gdy odwiedzał mnie Michał lub Gabriel, dowiadywałem się co dzieje się z Ozyrysem. Nie zdziwiła mnie wcale nowina, iż doczekał się synów... Nie obchodziła mnie nowina, że najstarszego posadził na tronie górującym nad krainami, które sam niegdyś zdobył. Potem jak się okazało, podobnie postępował każdy następca tronu niebiańskiego, od chwili śmierci Ozyrysa... Ja jednak żyłem we własnym, hermetycznym świecie wewnętrznym, do którego nie dopuszczałem nikogo. Błądziłem myślami w niezmierzonych krainach mieszczących się w tak niewielkiej przestrzeni, jaką była moja głowa... Po jakimś czasie znowu powróciłem na Ziemię, jednak nie do dzikich lasów aby żyć w samotności... Udałem się do prymitywnych plemion ludzkich, od których chciałem nauczyć się jak najwięcej, jako iż były one jeszcze nie skażone niepotrzebnymi rzeczami i myślami. Były niemalże zwierzęce... Może dlatego zdecydowałem się do nich udać? "Spójrz na zwierzęta, jakże bardziej szczęśliwe są one bez tego wszystkiego, co my zwykliśmy stwarzać samym sobie." Nie przeczę, słowa Lucyfera na dobre zapadły w mej pamięci, w końcu zawładnęły mym spragnionym sensu życia umysłem. W dzikich zakątkach świata, wśród prymitywnych ludów, próbowałem "zajrzeć w swe wnętrze" na przeróżne sposoby. Wraz z szamanami paliłem różne zioła, które przyprawiały mnie jedynie o halucynacje. Oczywiście moi "mentorzy" tłumaczyli mi, iż są to duchy, inne istoty i tym podobne rzeczy... Oni w to wierzyli, ja natomiast wiedziałem, iż są to jedynie ich wyobrażenia - byłem przecież obecny przy procesie stwarzania Ziemi i patrzyłem na jej rozwój, wiedziałem, że żaden z bogów nie stworzył żadnych duchów czy też innych niematerialnych istot w tym wymiarze... Nie powiedziałem jednak o tym fakcie żadnemu z szamanów pomagających mi odnaleźć sens życia. I tak by nie uwierzyli, o ile w ogóle by zrozumieli... Próbowałem także ich sposobu, czyli leżenia kilka metrów pod ziemią przez kilka dni. Dostęp powietrza zapewniała mi jedynie rurka sklecona z łodyg jakichś roślin. Chodziło o to, aby wyzbyć się wszystkich bodźców zewnętrznych, odciążyć umysł od wszystkich odczuć i pozwolić mu samemu kreować wizje, z których miałem wyciągać wnioski. No cóż, to także nie pomogło, jako iż moje wizje głównie skupiały się na obrazach z przeszłości, na retrospekcji wspomnień i halucynacjach wypełniających puste miejsca mego mózgu zarezerwowane dla odbierania bodźców zewnętrznych....
Minęło wiele lat, nim wróciłem do Nieba... Po tak długim okresie spędzonym wśród ludzi czarnych oraz czerwonoskórych na mej twarzy pojawiły się pierwsze zmarszczki, włosy posiwiały, a moja sylwetka nie była już tak prosta jak niegdyś. Krótko mówiąc, pojawiły się pierwsze oznaki starości, która jest nieodłącznym elementem życia na Ziemi, która jest... zwiastunem nadchodzącego końca. Nie byłem gotowy by umrzeć, zbyt wiele zrobiłem, zbyt wiele poświęceń musiałem poczynić, aby umrzeć nie znajdując tego przeklętego sensu życia! Wiedziałem, że w Niebie go nie znajdę, przestałem go nawet szukać. Pozostanie na Ziemi byłoby jednak samobójstwem, a jak to Jahwe rzekł "możecie odejść popełniając samobójstwo, ale wasza natura nie pozwala wam na taki krok". Natura... Większa siła niż rozum... Zaszyłem się w najdalszym zakątku Nieba... Bogowie o mnie zapomnieli, miałem spokój który tak bardzo zacząłem sobie cenić. Jedynymi osobami, które dopuszczałem do siebie, byli dawni kompani - Michał i Gabriel, od których czasami dowiadywałem się kilku ciekawych rzeczy. Miałem cichą nadzieję, że odwiedzi mnie kiedyś Lucyfer, ale nie zjawił się nigdy...

CZĘŚĆ XI

Trochę za bardzo skupiłem się na sobie, za bardzo zapominając o tym, aby opowiadać co działo się w Niebie. Jak pisałem, nie byłem już w bezpośrednim kontakcie z bogami, wszystko co teraz napiszę wiem od mych dwóch kompanów, którzy nie zapomnieli o mnie, tak jak zrobił to świat, a raczej światy. Bogów było wielu, każdy z nich umierał płodząc syna z ziemskimi kobietami. Wiele takich dzieci przetrwało w waszej ludzkiej historii pod postacią herosów w opowiadaniach i mitologiach, pod różnymi postaciami - od bogów z panteonów pochodzących z różnych zakątków Ziemi, po legendarne postacie przewijające się w ustnych opowiadań przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Boscy synowie nie mieli specjalnych zdolności, po prostu zdając sobie sprawę z tego kim są, nie przejmowali się pieniędzmi, nie przejmowali się potrzebami jakże charakterystycznymi dla ludzi - skupiali się po prostu na hulankach, zabawach, starali się przeżyć jak najwięcej i jak najwięcej ryzykować usiłując wycisnąć ze swojego ziemskiego życia wszystkie soki, zdając sobie sprawę, iż później na ich barki spadnie odpowiedzialne zadanie rządzenia Niebem i Ziemią. Mieli czas na wszystko, począwszy od zajmowania się poezją i sztukami pięknymi, skończywszy na walkach, pojedynkach, opanowywaniu sztuk walki i obmyślaniu strategii wielkich bitew. Nie musieli pracować, przecież ich ojcowie mogli obdarować ich tyloma pieniędzmi, ile tylko dusza zapragnie - mieli więc czas na te wszystkie rzeczy, walka o byt i o jedzenie ich nie dotyczyła, w odróżnieniu od wszystkich innych ludzi wokół. Zdarzały się również i sytuacje, które zasługują na szczególną uwagę, jak chociażby jeden z bezimiennych bogów, który po śmierci swego syna Jezusa umieścił go w Abaddon, licząc iż nie osiągnie on wieku dojrzałości gwarantującego mu przejęcie władzy po ojcu. Nie muszę powtarzać, gdyż zapewne już to wiecie, iż proces starzenia się, dojrzewania i dorastania, możliwy był jedynie na Ziemi. Powrót Jezusa na Ziemię był możliwy jedynie dzięki staraniom Lucyfera, który pod żadnym pozorem nie zgodził się aby syn boga przebywał w "twierdzy" jedynie z powodu chęci osiągnięcia nieśmiertelności przez boga. Władcą Piekła był Lucyfer i zdawał sobie on sprawę, iż żaden bóg nie ma możliwości interwencji na jego terenie. Cała historia, którą znacie z Nowego Testamentu była od samego początku zainicjowana przez Bezimiennego - wmawiał Jezusowi, że śmierć jego mieć będzie jakiś cel, sens, nie mówiąc mu tego, że jedynym celem śmierci miało być sprowadzenie go do Nieba, a potem wtrącenie go siłą do Piekła... Szczęśliwie jednak wszystko dobrze się skończyło - po powrocie na Ziemię, Jezus niedługo potem osiągnął wiek gwarantujący mu niebiański tron. Kilkaset lat potem zaczęło okazywać się, iż każdy z następnych bogów posiada coraz mniejszą moc twórczą, ba, nie tylko twórczą, ale jakąkolwiek moc. Prawdopodobnie miało to związek z tym, iż przechodząc na syna, jakiś jej pierwiastek, może i niezbyt wielki element, gdzieś się zatracał w czasie tego procesu. A może po prostu nie była to moc nieograniczona, z każdym jej wykorzystaniem słabł jej potencjał, malała jej siła? Nie wiem dlaczego tak się działo... Sami bogowie tego nie wiedzieli, a cóż dopiero ja? Fakt ten był skrzętnie ukrywany przed wszystkimi spoza dworu, pieczę nad dochowaniem tejże tajemnicy trzymał Michał wraz Gabrielem. Szczególnie zależało im na tym, by wiadomość o słabnącej mocy bogów nie przedostał się do Piekła - wtedy nie wiadomo by było, do czego taki przeciek mógłby doprowadzić... "Wtedy"... Jak czas pokazał, twierdza Abaddon mimo kolosalnych rozmiarów, nie mogła pomieścić już większej ilości więźniów. Wielu ludzi, nawet po pamiętnych wydarzeniach z Mojżeszem, który rozpowszechnił przykazania mające na celu "uchronienie" ludzi przed trafieniem do tej twierdzy, nadal nie robiło nic, by uniknąć losu tam osadzonych. W Abaddon wybuchł bunt, który zakończył się zdobyciem przez więźniów twierdzy, a w efekcie wymordowaniem strażników i ucieczki wszystkich skazanych na wolność. Nie przygotowana na taki obrót sprawy policja pilnująca w Piekle porządku, nie mogła powstrzymać prącej na siedzibę Lucyfera rzeki najgorszych z najgorszych istot, na siedzibę osoby która odbierana była przez wolnych już degeneratów jako sprawca ich niewoli i przełożony strażników z Abaddon, którzy de facto wielokrotnie dopuszczali się wobec skazanych rzeczy strasznych bez wiedzy i co najważniejsze, zgody Upadłego, który zapewne nigdy nie pozwoliłby na takie rzeczy mające miejsce w twierdzy. Lucyfer został zabity, jego ciało zbezczeszczono w okrutny sposób, a władzę w Piekle przejął najsilniejszy pół-anioł, który stał na czele buntu - Berit. Wydarzenia te miały miejsce stosunkowo niedawno, zaledwie kilka setek lat temu. Berit wypowiedział wojnę bogom, w której przygotowania zaangażował naukowców i wielkich uczonych przybyłych z Ziemi do Piekła po dokonaniu żywota. Ludzie ci, pod groźbą okrutnych tortur i strasznej śmierci zaczęli konstruować broń masowego rażenia - począwszy od broni chemicznej, skończywszy na ładunkach jądrowych i bombach wodorowych. Wywiad niebiański doskonale wiedział co dzieje się w Piekle, toteż nic dziwnego, że obecny bóg również zarządził konstruowanie tych potwornych broni wiedząc, że w przypadku ataku sił Berita na Niebo, nie mógłby zrobić absolutnie nic... Znowu zimna wojna, ach, jak bardzo historia lubi się powtarzać! Pożegnawszy się z jedynymi istotami, które były mi bliskie przez te lata, Michałem i Gabrielem, zszedłem tutaj, na Ziemię... Ach, jakże bardzo bym chciał jeszcze raz spojrzeć w oczy Lucyferowi, uścisnąć na pożegnanie dłoń Kaina, Jahwego... Niestety, oni już odeszli, już ich nie ma... Niedługo nie będzie też i mych dwóch żyjących jeszcze przyjaciół - prędzej czy później wybuchnie wojna, która zdaje się być tą samą wojną, która miała już wybuchnąć tysiące lat temu... Zmieniła się tylko broń i osoby stojące na czele dwóch sił... Nic nie trwa wiecznie, o czym ja, anioł żyjący od stworzenia jakichkolwiek istot, wiem doskonale...

EPILOG

Ja także umrę. Chciałem tego od bardzo dawna, widać istnieje jakaś droga w życiu, na której końcu zawsze znajduje się punkt, do którego zmierzamy... Można zatrzymać się, odpocząć, można ociągać swoją podróż w czasie lecz zawsze dochodzi się do końca. Jedyną rzeczą, która nie pozwoli mi z poczuciem pełnego szczęścia zamknąć kiedyś po raz ostatni mych oczu jest fakt, że umrę nie odnalazłszy swego sensu życia. Nie mam boskiej natury, której celem jest spłodzenie potomka, nie mam nawet natury romantycznych istot ziemskich dla których najważniejszą i jedyną rzeczą w życiu jest odnalezienie jedynej miłości... Nie potrafię również afirmacji z życia uczynić sensem swego życia, jak to zrobił Lucyfer... Czuję się istotą tak nijaką, tak bezbarwną, tak bardzo bezkształtną... Czy jest jeszcze gdzieś ktoś, komu również nie dane jest odnaleźć rzeczy zapełniającej tę lukę, która przeznaczona jest na przyjęcie sensu? Czy tylko ja jestem taką istotą? Gdy życie me powoli dobiega końca, dochodzę do wniosku że zmarnowałem je zupełnie. Połowę mego istnienia przeznaczyłem na nic nie znaczącą w perspektywie wieczności służbę bogom, drugą połówkę oddałem na rzecz bezowocnych poszukiwań i późniejszego odizolowania się od wszystkiego... Zbyt długo żyłem... Oprócz tego, iż nie odnalazłem sensu swojego życia, fakt iż mogłem odejść dużo wcześniej nie narażając się na wszechogarniające wrażenie pustki wewnętrznej boli mnie najbardziej.
Nim odejdę, chciałem jednak pokazać jak bardzo wy wszyscy, ludzie, mylicie się w swych wyobrażeniach "tamtej" strony. Cieszcie się własnym sensem życia nim przyjdzie wam "tam" przejść. Nieważne czy do Nieba czy do Piekła, zarówno w jednej jak i drugiej krainie nie jest tak jak sobie to wyobrażacie. Jeśli wkrótce obydwie te krainy nie pokryje całun śmierci, zapach krwi oraz zgliszcza, w co szczerze wątpię, zapewne w żadnej z nich i tak idealnie nigdy nie będzie. Niech wszyscy filozofowie, agnostycy i ateiści porzucą snucie wywodów, porzucą swe zmartwienia i obawy - niech skupią się na czymś, co sprawi im przyjemność, niech dla swych poszukiwań które owocne nie okażą się nigdy, nie poświęcają sensu życia, który kto wie, może znajdować się tuż obok... Szczęśliwi ci, którzy go odnaleźli! Współczuję wszystkim tym, dla których sensem życia było dostąpienie bram niebieskich, za którymi ja spędziłem tysiące lat... Czy ktokolwiek uwierzy w mą opowieść? Tego nie wiem, lecz skoro tylu ludzi uwierzyło w propagandę głoszoną przez wysłanników boskich, w oszczerstwa wypowiadane przez nawiedzonych proroków czerpiących z tego korzyść, kłamstwa szerzoneprzez instytucje "reprezentujące" bogów na Ziemi, przez wizje tworzone z potrzeby słabych duchów, odchodzę będąc dobrej myśli. Wielu weźmie mnie za wariata, wielu zapewne nazwie mnie bluźniercą, szaleńcem, wielu odrzuci tę książkę po przeczytaniu pierwszych kilkunastu, kilkudziesięciu zdań... Nie musicie mi wierzyć, i tak sami przekonacie się kiedyś, że ten którego nazwiecie teraz wariatem, miał jednak rację, a szaleństwem wyda wam się to, w co wierzyliście za życia. Nawet jeżeli ktoś nie uwierzy w ten krótki rys historii Nieba, Piekła i Ziemi, niech zastanowi się chociaż, jak łatwo stworzyć ich wizję, obraz bogów, aniołów, oraz wszelką wiarę... Skoro ja w czyjejś opinii nie mam racji, to jakim prawem mieć ma ją ktoś inny? Uwierzcie, ja nie pisałem pod natchnieniem niejakiego "ducha świętego", jaką więc pewność mieć możecie, że pod nim pisało wielu innych? Pomyślcie o tym, na mnie już czas... Odchodzę zupełnie niespełniony... Nie wiem jak wiele czasu mi zostało, doprawdy nie wiem... Może zdobędę się na odwagę i sam zakończę mój żywot... A może... a może poczekam jeszcze te kilka, kilkanaście lat... Może właśnie dzisiaj ktoś z was minął mnie na ulicy? Może jeszcze jestem pośród was? Ja, szary, niepozorny anioł noszący gorycz w sercu...
Spotkanie z aniołem     W okresie Bożego Narodzenia jakby bliżej z ziemi do nieba. Może więc nawet łatwiej uznać za rzecz prawie zwyczajną, że się spotkało... anioła.

     Wspomnienie tamtego dnia dla Sławka i Tomka pozostaje żywe, choć mija od niego szesnaście lat. Byli wtedy studentami, razem z grupą duszpasterstwa akademickiego wyjechali do Krynicy Górskiej. Nowe przyjaźnie, sporo wspólnej modlitwy i zabawy, wyprawy w góry. Nawet zabawa sylwestrowa odbyła się niezwyczajnie, bo pierwszego stycznia - żeby nie zaburzać miejscowej tradycji pielgrzymki na Jaworzynę w ostatnią noc roku. Właśnie w ów Nowy Rok próbowali w kilka osób wejść na niezbyt odległą Lackową, ale spod samej góry musieli zawrócić, bo dziewczyny spasowały. - Miałem ambicję, by zdobyć ten szczyt, i postanowiłem to zrobić następnego dnia. Wieczorem mieliśmy wracać do Warszawy - wspomina Sławek. Wypuścili się na Lackową we dwóch z Tomkiem. Wychodzili rano, kiedy inni jeszcze odsypiali nocne tańce. Tomek w przelocie złapał kawałek tabliczki czekolady, który został po sylwestrze. Oprócz tego nie wzięli na drogę żadnego prowiantu. - To miała być wyprawa dla twardzieli. Trudno mi dziś uwierzyć w tamtą naszą brawurę - kręci głową Sławek - ale tak się czuliśmy: mocni, świat do nas należał. Nawet nie pomyśleliśmy, że wypadałoby się lepiej przygotować.Przez wciąż popadujący śnieg ruszyli na Tylicz i odbijając od szlaku przez górę Łan szli ku granicy, którą wiedzie zielony szlak na Lackową. Szli śmiejąc się, że lewą nogą wpadają w polskie zaspy, a prawą w słowackie. Ani razu nie widzieli żywego ducha, turyści i górale widać nadal świętowali w swoich domach. Byli tylko oni dwaj, góry, niebo i korony drzew pod ich stopami w śniegu, przez który przecierali drogę, często gęsto zapadając się po pas.

     Lackową od tej strony jest zwodnicza. Podejście ma bardzo ostre. Nawet w przychylniejszej porze roku bywa, że trzeba się wspinać na czworaka, łapiąc się gęsto rosnących drzew. Wydaje się, że to już szczyt, gdy nagle znów wyrasta stroma ściana. Po kolejnej takiej niespodziance nieco upadli na duchu. Czyżby mieli nie dać rady? Akurat nastało południe, więc zatrzymali się, by odmówić Anioł Pański. Chwilę później okazało się, że docierają do szczytu. Schodząc ku Bielicznej, zjedli czekoladę. Czas zaczął teraz płynąć szybciej, natomiast oni zwolnili. Minęli jakby wymarłe Izby i dotarli na bitą drogę przez las w stronę Mochnaczki i Tylicza. Zapadał wczesny zmrok. - Czułem, jak słabnę. Wyraźnie stawaliśmy - opowiada Sławek. - Pomyślałem, że nie zdążymy na pociąg powrotny. Nie przyszło mi jednak do głowy, że możemy w ogóle nie dojść.

     Wtedy na tej pustej, ciemnej drodze przez las, z dala od ludzkich siedzib po raz pierwszy tego dnia zobaczyli przed sobą czyjąś sylwetkę. Przyspieszyli kroku i wkrótce zrównali się z nieznajomym, który szedł w tym samym kierunku, co oni, ale się za nimi oglądał i zwolnił, jakby na nich czekał. Był to dziesięcio-, może dwunastoletni chłopiec. Niósł w ręku reklamówkę. Przywitał się i chętnie nawiązał rozmowę. - To było niezwykłe, ta jego ufność. W ogóle nie wyglądał na przestraszonego - zastanawia się Sławek. - Zapytaliśmy go, czy nie ma czegoś do jedzenia. Chłopiec rozchylił reklamówkę, zapachniało chlebem. W środku leżał świeżo upieczony, domowy bochen. Pałaszowali go, łamiąc na kawałki i popijając wodą z napotkanego źródła.

     - Z każdym kęsem czułem, że odżywam - wspomina Sławek, a Tomek dorzuca: - Pomyślałem wtedy: chleb i woda, takie zwyczajne rzeczy, a ile dają radości. Tyle wystarczy do życia. Przed Mochnaczką rozstali się: chłopiec z resztką bochenka poszedł w prawo, oni w lewo. Z nowymi siłami pędzili teraz na wyścigi do Krynicy. Rozmawiając próbowali oswoić się z tym, co zaszło. I kiedy w niemal ostatniej chwili wpadli na dworzec, oczekujący ich z rosnącą rezygnacją przyjaciele usłyszeli jako wyjaśnienie: - Spotkaliśmy anioła!

     Obaj panowie, dziś ojcowie rodzin przed czterdziestką, nadal twierdzą to samo. - To było dla mnie - mówi Tomek- pierwsze tak namacalne doświadczenie obecności Pana Boga, łaski w zwykłej, ale tak nam wtedy niezbędnej rzeczy. - Wszystkie okoliczności mówiły mi, że na naszej drodze pojawił się posłaniec Opatrzności - dodaje Sławek. - Czy nie tym są dla nas anioły?


Lidia Molak

Archaniołowie: Gabriel, Rafał i Michał - ks. Stanisław Groń SJ

Posłaniec - miesięcznik katolicki Miłosierny Bóg troszczy się o człowieka, dba o nas i stąd mamy aniołów, którzy są obecni przy nas, chronią nas i pomagają nam. Anioły są "sposobami" obecności Boga objawiającego się w świecie, Jego manifestacją i Jego głosem. Łączą niebiosa z ziemią i "sprowadzają" na nią Boga. Wszędzie tam, gdzie możemy spotkać się z dobrocią, miłością, jednością, tam też obecny jest anioł. Nierzadko słyszymy: Ty jesteś moim aniołem, a mówimy tak wtedy, gdy spotykamy się z okazaną nam czyjąś dobrocią, życzliwością. Słusznie tak czynimy, bowiem w tej pomagającej nam osobie objawia się nam dobroć i miłosierdzie Boga. "Mieć anioła" oznacza uczestniczyć w dobroci Bożej, w okazanej nam Jego łasce.

WYRZEŹBIENI, WYKUCI, WYMALOWANI

Artyści przedstawiali aniołów w postaci ludzkiej ze skrzydłami, z wyrazem twarzy młodzieńców lub dzieci, bardzo często ubranych we wspaniałe szaty lub nagich i bosych (jako symbol niewinności i oderwania się od spraw ziemskich). Ubrani w białe szaty i przepasani na znak gotowości do spełniania Bożych poleceń, trzymają w rękach kadzielnice, symbolizujące zanoszenie modlitwy do Boga. Przedstawiani są też z mieczem (symbol Bożego gniewu), z narzędziami męki (symbol Bożego miłosierdzia), z wagą (symbol sprawiedliwości). W sztuce sakralnej bywają też wyobrażenia samych główek aniołów, zazwyczaj otoczonych chmurami. Malarze często malowali aniołów śpiewających i grających na różnych instrumentach muzycznych, są oni bowiem wśród ludzi zwiastunami radości i piewcami Boga. Chóry anielskie stanowią zaś o niezwykłej atmosferze, jaka panuje w niebie. O kimś, kto pięknie śpiewa, mówimy: śpiewa jak anioł lub ma anielski głos. Także i my chwalimy Boga naszym życiem, modlitwą i pieśnią, chociażby tą, śpiewaną w świętej liturgii Kościoła: Chwała na wysokości Bogu, czy Święty, Święty, Święty. Majestatyczny wyraz postaci aniołów wyraża przeczuwane przez ludzkie serce piękno samego Boga.

BYĆ PODOBNYM DO NIEBIAŃSKICH ANIOŁÓW

Miłość wyraża się nie tylko słowami, ale czynami, dobrym postępowaniem, pomocą innym, stąd również i my, pomimo że jesteśmy ludźmi, otrzymujemy misję aby być podobnymi do aniołów.
Z Pisma Świętego poznajemy działanie i imiona trzech Archaniołów: Gabriela, Rafała i Michała. Bóg pragnie, aby były one pomocnymi nam w dążeniu do Boga i w życiu z bliźnimi. Mamy zwiastować słowo Boga, towarzyszyć bliźnim w życiu i walczyć ze złem, tak jak kiedyś Gabriel zwiastował Maryi radosne posłanie, a Rafał towarzyszył w drodze podróżującemu Tobiaszowi, zaś Michał walczył z szatanem.
Aby lepiej zrozumieć naturę Archaniołów, musimy odszyfrować znaczenie ich imion. Pismo Święte przywiązuje wielką wagę do imienia, bowiem ono wyraża istotę tego, kto jest tym imieniem oznaczony, jego szczególne powołanie i przeznaczenie. Imiona Archaniołów wyrażają coś boskiego, bowiem odnoszą się do Boga. Sięgają istoty stosunku stworzenia do Stwórcy. Nie wyrażają czegoś, bez czego można by się obejść, pozostając we właściwej relacji do Boga. Nie mieć zgodności z Archaniołami: Gabrielem, Rafałem i Michałem - wyczuwamy to umysłem i naszą mądrością serca - oznaczałoby przejście na pozycje Lucyfera, buntownika mówiącego Bogu: - Nie.

WIESZCZĄCY TAJEMNICE BOGA

Gabriel po hebrajsku znaczy: Mąż Boży; albo Bóg jest moją mocą. Najczęstsze jego przedstawienia w sztuce ukazują go z przepaską na czole, z laską w ręku, ale bywa też przedstawiany z kulą ziemską.
W swej misji spełnia rolę posłańca, który przekazuje ludziom przesłanie od Boga. W Księdze Daniela (8,15) Archanioł Gabriel pojawia się jako istota niebiańska o wyglądzie mężczyzny. Jest on zwiastunem potężnego, mocnego działania Boga w sytuacjach po ludzku niemożliwych. Mocy Bożej potrzeba było, aby starzy i niepłodni: Elżbieta i Zachariasz,  mogli wydać na świat Jana Chrzciciela. Mocy Bożej potrzeba było, aby dokonało się Wcielenie Syna Bożego w łonie dziewiczej Matki. Archanioł Gabriel spełnił wielką rolę w przekazywaniu Bożej tajemnicy w wydarzeniach związanych z historią zbawienia.
Nasze podobieństwo do Gabriela jest największe wówczas, gdy wołamy całym sobą: Ty jesteś moją mocą, gdy zawierzamy siebie i innych mocy Bożej. Opieramy się na Bogu, Jego moc jest dla nas. Jest w tym imieniu zawarta nadzieja i poczucie bezpieczeństwa: nie jestem sam! Moc Boża jest ze mną! Jesteśmy podobni też do Archanioła, gdy wyjaśniamy innym, że: Pan jest z nimi! z nami! z tobą! ze mną! i że nie powinniśmy się niczego lękać. Tak kiedyś Archanioł Gabriel powiedział do Maryi: Pan z Tobą, nie bój się.
Określenie: Bóg jest moją mocą - zwiera w sobie prawdę o słabości stworzenia w stosunku do Stwórcy. Inaczej mówiąc, jeśli Bóg nie jest moją mocą, to ulegam złudzeniu, że ja sam w sobie jestem silny, że we mnie jest źródło mocy potrzebnej mi do życia i do ocalenia. Źródło naszych niepowodzeń może być w złej postawie, w sądzeniu że nikt nie jest naszą mocą. Ten Archanioł przypomina nam wciąż, kto powinien być naszą mocą. Patronuje: pocztowcom, radiu i telewizji.

KSIĄŻĘ ANIOŁÓW GOTOWY DO DZIAŁANIA

Rafał po hebrajsku znaczy: Bóg uzdrawia - Bóg uleczył - Uzdrowienie Boże - Lekarstwo Boże. Rafał to jeden z siedmiu Archaniołów, którzy stoją w gotowości przed majestatem Pana. (por. Tb 12,15). Jest księciem aniołów. W Księdze Tobiasza pojawia się pod postacią ludzką i przybiera popularne żydowskie imię Azariasz, towarzysząc w drodze bohaterowi księgi.
Przedstawia się go w sztuce sakralnej jako pielgrzyma, trzymającego rybę lub butelkę.
To on był towarzyszem i przewodnikiem młodego Tobiasza w drodze z Niniwy do Raga w Medii. Uzdrowił ze ślepoty jego starego ojca i uwolnił od złego ducha dręczoną napaściami szatana Sarę. Poradził też młodemu Tobiaszowi, by ożenił się z nią. Uzdrowienie od zła fizycznego i duchowego mówi nam o Bogu uzdrawiającym.
Potrzeba nam lekarza, bowiem: Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie (Syr 38,2). Potrzeba nam także przewodnika w drodze, byśmy nie chodzili jak ślepi, błądząc i potykając się. Choroba to nierzadko także zaślepienie, zadufanie w sobie, nieszukanie pomocy u Boga. Bóg poprzez Rafała dokonał tylu dobrych czynów tym, którzy  przyjęli uległym sercem jego kierownictwo i pomoc.
Nauczył on także ludzi obdarowanych łaską Boga, okazywania Mu wdzięczności: A teraz uwielbiajcie Pana na ziemi i dziękujcie Bogu! (Tb 12,20).
Wielu jest takich ludzi, którzy niosą ulgę w cierpieniu i w chorobie, towarzysząc bliźnim w posłudze, starając się im ulżyć. Jest to misja na podobieńs-two Rafała: towarzyszyć, troszczyć się o bliźnich, pomagać im w ich potrzebach, strzec. Archanioł Rafał patronuje: pielgrzymom, chorym, chirurgom; bywa wzywany w czasie zarazy.

POGROMCA ZBUNTOWANYCH ANIOŁÓW

Michał po hebrajsku znaczy: Któż jak Bóg! To Archanioł Bożej sprawiedliwości, sądu, łaski i zlitowania, jeden z najpotężniejszych duchów niebiańskich. Jego zawołanie wyraża zdumienie, podziw, uwielbienie dla Stwórcy i jest mistycznym przeżyciem wielkości i dobroci Boga. Okrzyk ten ukazuje, że nikt i nic nie jest ponad Boga! Wyraża też wdzięczność i radość za dar istnienia, za to że stworzenie może zdumiewać się, podziwiać i wielbić Boga. Ukazuje potrzebę chwalenia Boga i stworzeń rozmiłowanych w majestacie Stwórcy. Jest w tym imieniu zawarta siła do przezwyciężania zła. Archanioł Michał i jego aniołowie walczą dzielnie z aniołami zbuntowanymi, są bowiem rozpaleni miłością Boga (por. Ap 12,7).
Archanioła Michała przedstawia się ubranego w zbroję, z mieczem w ręku, zabijającego smoka; albo z wagą, na której odmierza on ciężar dobrych i złych uczynków zmarłego.
Towarzyszy umierającym w odejściu ich dusz do nieba. Biorąc z niego wzór - także i my - powinniśmy występować przeciwko fałszywym bogom, przeciw złu, niesprawiedliwości i jakiemukolwiek zniewoleniu człowieka.
Kościół wzywa na pomoc Archanioła Michała przeciw zasadzkom szatana - nieprzyjaciela Boga i ludzi. Archanioł Michał patronuje: umierającym, szermierzom, złotnikom, mierniczym, rentgenologom, rytownikom, szlifierzom i kaplicom cmentarnym.

PRZEMIENIAĆ ZIEMIĘ W NIEBO

Jeszcze tutaj, na ziemi życie nasze i bliźnich może się stawać małym niebem, gdy umiejętnie korzystać będziemy z danej nam wolności, z możliwości miłowania i czynienia dobra. Ważna jest świadomość, że nie jesteśmy sami, ale mamy towarzyszy, aniołów i Archaniołów, którzy nas strzegą, chronią, czasami interweniują w sposób nadzwyczajny. Stawajmy się zwiastunami obecności Boga w świecie i bądźmy głosicielami wśród ludzi chwały Boga i przeświadczenia, że On jest z nami i nas wszystkich ochrania, zbawia i uświęca.
Wprowadzanie w życie postaw świętych Archaniołów, naśladowanie tego, co jest zawarte w ich imionach i czynach, jest dziełem Ducha Świętego i może się nam udać, gdy wsparci zostaniemy Bożą łaską. Liturgiczne wspomnienie i modlitwa o wstawiennictwo trzech Archaniołów: Gabriela, Rafała i Michała może nam w tym pomóc.
 
Kliknij, aby edytować treść...

Spistreści
Wprowadzenie.................................................................................9
Rozdział pierwszy: ZobaczyćMichała.......................................13
Rozdział drugi:Usłyszeć głos Michała................................41
Rozdziałtrzeci: Poczuć obecnośćMichała..........................57
Rozdział czwarty: Michał –Boski Opiekun............................67
Rozdział piąty:Michał pomaga ludzkimi rękami..............81
Rozdział szósty:Archanioł Złota Rączka.......................... 101
Rozdziałsiódmy: Michał usuwa lęki, fobie
i negatywneenergie................................. 121
Rozdział ósmy:Archanioły Michał i Rafael..................... 147
Rozdziałdziewiąty: Wzywanie Michała w czyimś imieniu... 157
Rozdziałdziesiąty: Pomoc Michała w znalezieniu pracy
zawodowej i celużyciowego...................165
Posłowie.......................................................................................175
OAutorce.....................................................................................179

9
Wprowadzenie
Niniejsza książka ma charakterbezwyznaniowy, a dotyczy Archanioła
Michała, potężnej,niebiańskiej istoty, która chroni, prowadzi,
naprawia iuzdrawia. Michał oddziałuje na świat fizyczny,
przebywając wwymiarze niefizycznym. Czasami, jak przekonasz
się z lektury tejksiążki, przybiera nawet postać trójwymiarową.
Jako prawaręka Boga, Archanioł Michał wprowadza na ziemi
spokój,wykorzeniając lęk i stres. Jego pomysłowość nie znagranic,
podobnie jak zdolność przebywania z wieloma osobamijednocześnie.
Jako istota nieograniczona jest zawsze chętny igotowy, by pomóc
tobie i każdej innej osobie znajdującej się wsytuacji, w której
zagrożony jest spokój.
Określeniearchanioł wywodzi się z greckiego wyrażenia, które
tłumaczysię jako: „najwspanialszy posłaniec Boga”. Archoznacza
„pierwszy”, „najwspanialszy”, zaś angelos to„posłaniec Boga”. Imię
Michał oznacza w języku hebrajskimi babilońskim: „ten, który jest
podobny Bogu”. ZatemArchanioł Michał to: „najwspanialszy posłaniec,
podobnyBogu”. Innymi słowy, Michał niesie czyste przesłanie
miłości,mądrości i mocy bezpośrednio od Stwórcy.
Michał jest jedynymaniołem, któremu Biblia przyznaje tytuł
„archanioł”, atakże nazywa go „jednym z pierwszych książąt”.
10
WedługKsięgi Daniela i Apokalipsy Świętego Jana, Michałzapewnia
ochronę w trudnych chwilach.
Niezliczone legendy,zwłaszcza w tradycji chrześcijańskiej, judaistycznej,
islamskieji celtyckiej, opisują osławioną siłę i mądrość
ArchaniołaMichała. Jednak archanioł ten nie został zepchnięty
do rolipostaci ze stronic świętych tekstów. On żyje i przebywa
wśródnas. Co więcej, bardzo prawdopodobne, że ci w czymśpomógł,
zwłaszcza jeśli go o to prosiłeś. Być może nawetto on podsunął
ci tę książkę.
Zanim jednak przeczytaszciąg dalszy, chciałabym wyjaśnić kilka
kwestii:
1. Michałnie chce być czczony. Całą chwałę oddaje Bogu i nie
chce,żeby się do niego modlono. Jest pośrednikiem między Stwórcą
istworzeniem (to znaczy nami). Zatem wzywamy go, ale nie
modlącsię do niego, co stanowi subtelną, lecz istotną różnicę.
2.Michał jest nieograniczony. Może przebywać jednocześnie
przykażdym z nas, a doświadczenia te będą zawsze indywidualne
iwyjątkowe. Nigdy więc nie martw się, że zawracasz
mu głowętak zwaną „małą prośbą”. Michał pragnie pomócludziom
osiągnąć pokój na ziemi, a cel ten realizuje,pomagając
każdemu z nas z osobna. Chce ci pomagać we wszystkim,co
zapewni ci spokój.
Chociaż Michał kojarzony jest zniektórymi religiami, w rzeczywistości
pomaga on wszystkimludziom. Kocha wszystkich bezwarunkowo,
tak jak Bóg. Jednak mimoże jest tak potężny, może
ingerować w twoje życie tylkowtedy, gdy mu na to pozwolisz, ponieważ
nie wolno mu naruszaćtwej wolnej woli. Musisz więc poprosić
go o pomoc, żeby mógłci jej udzielić.
Pisząc tę książkę, nabrałam nawykuwzywania Archanioła Michała.
Podziwiam autorów zamieszczonychtutaj relacji za to, że
wszyscy oni wykazali tyle przytomnościumysłu, żeby w trudnych
chwilach wezwać Michała. Kiedy cośsię stanie, tak łatwo jest
11
krzyknąć: „Cholera!” (czycoś jeszcze ostrzejszego). Jednak znacznie
więcej korzyściprzyniósłby okrzyk: „Archaniele Michale!”.
Bóg i anioły,łącznie z Michałem, reagują na każde wołanie o pomoc.
Możeszwięc prosić na głos, w myślach, na piśmie i poprzez
śpiew.Możesz prosić o jego pomoc poprzez tradycyjnąinwokację,
afirmację, a nawet zwykłe: „Michale, pomóż!”.Nie jest ważne, jak
prosisz, ale że w ogóle to robisz.
Po cowięc zwracać się do Michała, skoro swą prośbę o pomoc
możeszskierować bezpośrednio do Boga? Na pewno najlepiej stosować
siędo własnych przekonań religijnych i duchowych, a jeśli
uważasz,że najkorzystniejsza jest rozmowa z Bogiem, to zdecydowanie
będzieto dla ciebie najwłaściwsza droga. Nauczyłam się, że
kiedyprosimy o pomoc Stwórcę, to anioły są Jego posłańcami i to
oneinterweniują. Innymi słowy, rezultaty są takie same,niezależnie
od tego, czy o pomoc zwracamy się do Michała, czydo Boga.
Możesz prosić Wszechmocnego, żeby wysłał do ciebieMichała
albo też zwrócić się do tego archaniołabezpośrednio.
Ponieważ najważniejszą rolą Michała jestochrona (jest patronem
policjantów i wojskowych), strzeże cięprzed niższymi
energiami. Jeśli czasem nie jesteś przekonany codo uczciwości
ludzi bądź duchów, wezwij go. Niczym świętybramkarz w klubie
nocnym Michał dba o to, by dostęp do ciebiemiały wyłącznie
istoty pełne czystej miłości i światła. Zpomocą legionu
aniołów, zwanego „Zastępem Miłosierdzia”,Michał współpracuje
też z Jezusem, świętymi i innymiarchaniołami i bóstwami
religijnymi.
Większość tych,którzy poprzez swoje relacje przyczynili się do
powstanianiniejszej książki, widziała, wyczuwała lub słyszałaArchanioła
Michała. Przekonasz się, że niczego nie musielirobić,
żeby im się objawił, poza poproszeniem go o pomoc bezżadnych
założeń i oczekiwań co do tego, jak ich prośbymiałyby zostać
spełnione. Kiedy prosisz Archanioła Michała opomoc, on zawsze
się zgadza – możesz być pewien, że pomożeci w doskonały i zaskakująco
skuteczny sposób.
W czterechpierwszych rozdziałach przyjrzymy się, w jaki sposób
taniebiańska istota nawiązuje z nami kontakt poprzezludzkie,
fizyczne zmysły. Prawdopodobnie twoje zetknięcie się zArchaniołem
Michałem będzie przypominało te, o którychopowiadają
zamieszczone w tej książce historie, jednocześniebędzie ono
jednak miało w sobie coś niepowtarzalnego. Wynika tostąd, że
Michał działa zgodnie z najbardziej złożonym,precyzyjnym i zadziwiającym
komputerem we wszechświecie: z boskąnieskończoną
mądrością Stwórcy. Każdy kontakt z Michałem ikażda forma
jego pomocy jest zawsze idealnie dopasowana dookreślonej osoby
i sytuacji.
67
Rozdział Czwarty:
Michał– Boski Opiekun
Michał znany jest przede wszystkim jako anioł,który ratuje,
chroni i strzeże. Zawsze przedstawiany jest jakowojownik, aczkolwiek
bardzo spokojny i pełen miłości. Ponieważsłyszę i czytam
wiele historii o tym, jak Archanioł Michał wcudowny sposób
kogoś ochronił, jestem przekonana, że wielupisarzom posłużył
on za wzór dla postaci superbohaterów!
Jakza chwilę się przekonasz, Michał potrafi bez truduprzeskakiwać
wysokie budynki jednym susem. Ten rozdziałzawiera
obszerne dowody, że pomoc, jaką może służyć nam tenarchanioł,
jest niczym nieograniczona! Prawdopodobnie to dlategociągle
nas zapewnia, że nie ma się czym martwić, bo jest przynas, żeby
nas chronić.
Michał nagina prawa fizyki
Ponieważanioły nie mają ciał fizycznych, nie ograniczają ich
prawagrawitacji, czas ani inne aspekty fizyki. Archanioł Michał
możena przykład w jednej chwili przesunąć samochód z punktu
68
Ado punktu B albo zatrzymać czas. Wykorzystuje boską magię,
jeśliwymaga tego ocalenie czyjegoś życia. Relacje przedstawione
wniniejszej części powinny rozwiać wszelkie wątpliwości codo
obecności i cudownych zdolności Michała.
Pewna kobieta oimieniu Sandra jest całkowicie pewna, że jej
życie zostałouratowane dzięki interwencji tego archanioła, ponieważ
nie mażadnego innego wyjaśnienia, które tłumaczyłoby,
w jaki sposóbjej samochód, nad którym straciła panowanie, mógł
naglesamodzielnie zmienić kierunek:
Razem z bratem i bratowąpostanowiliśmy odwiedzić
ciotkę i wuja w czasie Świąt BożegoNarodzenia. Drogi
były miejscami oblodzone, ale nie mieliśmypojęcia, jak
bardzo te warunki były zdradliwe. Kiedy znaleźliśmysię
na autostradzie, poprosiłam brata, żeby zwolnił, alepowiedział,
że jedzie ostrożnie. Parę razy trafiliśmy naoblodzenie
i trochę nami zarzucało, ale nie zwalnialiśmytempa
jazdy. Brat był dumny, że jest zawodowym kierowcąciężarówki
i bardzo dobrze jeździ. Rzeczywiścieznakomicie
radził sobie z wielkimi pojazdami, ale teraz akuratsiedzieliśmy
w małym aucie.
Następne, co pamiętam, to to,że przecięliśmy oba pasy
po naszej stronie niepodzielonej drogii wpadliśmy na trzeci,
z ruchem w przeciwnym kierunku. Jechaliśmydwudrzwiowym
samochodem, a ja siedziałam z tyłu. Samochodemzarzucało,
a bratowa, która nie umie prowadzić, wciążusiłowała
przytrzymać kierownicę.
Przy każdym obrociesamochodu, widziałam zbliżający
się traktor z przyczepą. Mybyliśmy w dole, a jadący z góry
pojazd był coraz bliżej.Zaczęłam się modlić do Archanioła
Michała, prosząc go oochronę – i wtedy, w mgnieniu oka,
nasz samochód w cudownysposób wrócił na pas ruchu po
naszej stronie autostrady iłagodnie wylądował w miękkiej
zaspie.
69
Dziękuję ci,Archaniele Michale! W chwili, kiedy się zatrzymaliśmy,
usłyszałam,jak mija nas rozpędzony osiemnastokołowiec,
trąbiąc klaksonem!Z pewnością jego kierowca
również był wstrząśnięty, bowszyscy mogliśmy zginąć. Nie
zderzyliśmy się z żadnympojazdem i nie mam pojęcia, w jaki
sposób nasz samochód mógłbywyjść cało z tej sytuacji i zawrócić
na właściwy pas ruchubez anielskiej pomocy.
Powoli jadąc dalej, widzieliśmy w rowachpo obu stronach
drogi samochody, a także wielką ciężarówkę,która
zjechała z autostrady i wpadła do rzeki. Byliśmynaprawdę
błogosławieni.
Podziwiam Sandrę za jej przytomnośćumysłu, która pozwoliła
jej pomodlić się do Michała ipoprosić go o ochronę w trakcie
tego doświadczenia! Ta historiaprzypomina nam, że w tak niebezpiecznej
sytuacji najlepsząochroną jest modlitwa. Dobrze byłoby
wyrobić sobie nawykmodlenia się przed wszelkimi trudnymi sytuacjami,
tak żebyodruchowo mówić: „Michale, proszę, pomóż mi!”
zamiastprzeklinać straszne warunki, w których się znajdujemy.
Następnahistoria, opowiedziana przez kobietę o imieniu Amber,
przypominami jeden z moich ulubionych filmów z dzieciństwa:
TheAbsent-Minded Professor [Latający profesor], w którym
postaćgrana przez Freda MacMurray’a odkrywa substancję, dzięki
którejjego samochód może latać jak samolot:
Kiedy mój mążzachorował na nieuleczalną chorobę, odkryłam
duchowość,dzięki której nawiązałam kontakt z aniołami.
Okazało się tozbawienne w skutkach!
Jechałam z córką autostradą i zbliżałamsię do skrzyżowania,
kiedy jakiś samochód skręcił gwałtowniei wjechał
na nasz pas ruchu. Nie było żadnej możliwości, żebyktórykolwiek
z pojazdów zdążył zatrzymać się na tyleszybko, by
uniknąć poważnego zderzenia. W ciągu tych kilkucennych
sekund, które pozostały, zdążyłam jedynie pomyśleć,że zaraz
70
zginiemy. Z przerażeniem uświadomiłam sobie, żemój mąż
umrze bez nas przy jego boku, ale po śmierci wszyscysię
spotkamy – mój mąż, córka i ja.
Nie wiem, ile czasuupłynęło od momentu, w którym
zdałam sobie sprawę z tego, żezaraz nastąpi zderzenie, do
chwili, w której zdarzyło się cośnaprawdę niewiarygodnego,
ale musiało się to stać niemalnatychmiast. Gdy nastawiłam
się na zderzenie, nagle poczułam,że mój samochód „lata”
– miałam wrażenie, że coś gouniosło i za chwilę bezpiecznie
jechaliśmy dalej. Stało sięto tak szybko, że nie mogłam
uwierzyć ani zrozumieć, co siędzieje.
Panowała całkowita cisza, zupełnie, jakby czas sięzatrzymał.
Natychmiast potem wróciła mi świadomośćotoczenia
i jechałam dalej. Od tej pory wielokrotnie wracałam wmyślach
do tego zdarzenia.
Nie widziałam anioła w chwili,kiedy byłyśmy z córką ratowane,
ale czułam anielskąobecność, która promieniowała
potężną energią ochronnejmiłości. Wierzę, że Archanioł Michał
był przy nas.
Terazwiem, że śmierć mojego męża stanowiła przejście do
naszegoostatecznego domu po zakończeniu życia na ziemi.
Wtedy teżnarodziła się moja duchowa świadomość i rozpoczęła
sięnowa podróż w poszukiwaniu celu. Moje życie obdarzone
zostałoanielskim pięknem i odtąd anioły mnie nie
opuszczają.
Obecnie,gdy prowadzę samochód, kątem oka – a czasem
okiem umysłu –widzę trzy olbrzymie anioły siedzące na
tylnym siedzeniu.Wydają się tam nieco ściśnięte, jakby nie
starczało immiejsca na skrzydła. To piękny widok, poruszający
mnie zakażdym razem. Często nie mogę się powstrzymać,
żeby się nieroześmiać, bo cała scena wygląda dość zabawnie.
Tego rodzajurzeczy umacniają we mnie nadzieję na
przyszłe życie, w którymwszyscy znowu połączymy się ze
swymi bliskimi.
125
Pewnakobieta o imieniu Cristal Marie odkryła, że Archanioł
Michałuspokoił ją podczas lotu samolotem. Zwróć uwagę, żezorientowała
się, kto jej pomógł, dzięki jegocharakterystycznej ciepłej
energii:
Bardzo się bałam lataćsamolotem. W czasie każdego lotu
zaczynałam się trząść,miałam sucho w ustach, bladłam
i czułam ogarniający mnieniepokój.
Wzywałam anioły i wróżki, prosząc je o spokój iodwagę,
bym mogła zmierzyć się z tą sytuacją. Dzięki ichpomocy
czułam się zdecydowanie lepiej, ale przy każdejnajmniejszej
turbulencji, całe moje opanowanie znikało. Znowusię bałam,
nie wierząc, że anioły i wróżki są przy mnie ioferują mi
swoją pomoc. Ogarniała mnie rozpacz i poczucieosamotnienia.
Zdawało mi się, że gdyby samolot runął naziemię, nikt
by mi nie pomógł. To było okropne!
Wszystkozmieniło się jednak dzięki Archaniołowi Michałowi,
a stałosię to podczas lotu z Nowego Jorku do Santo
Domingo, gdy samolotwpadł w tak silne turbulencje, że aż
wszystkie stewardesymusiały usiąść, a jedna z nich wybuchła
płaczem! Samolotswobodnie wznosił się i opadał, aż
wreszcie pilot stwierdził,że być może będziemy musieli awaryjnie
lądować na Kubie.
Gdytak siedziałam, rozmyślając o swej śmiertelności, poprosiłam
oochronę Archanioła Michała. Byłam chyba tak
bardzouwrażliwiona, że wreszcie wyraźnie go usłyszałam.
Sprawił,iż zdałam sobie sprawę, że boję się nie tyle rozbicia
sięsamolotu, ile utraty kontroli nad wszystkim i wszystkimi
w swoimżyciu.
Pokazał mi, że tak samo boję się utraty kontroli wdomu,
w pracy i w relacjach. Stałam się paranoiczką, która nieufała
nikomu, nawet tym, którzy mnie kochali. Wszystkiemoje
relacje cierpiały z powodu lęku przed dopuszczenieminnych
do siebie.
126
Właśnie wtedy postanowiłam uzdrowićtę sytuację! Zbyt
długo lęk kontrolował moje życie.Próbowałam przekazać
całą tę sytuację Bogu i ArchaniołowiMichałowi, ale rozbijałam
się o swój lęk przed utratąkontroli. Chociaż więc zrozumiałam
wreszcie swój niepokój,poczułam, że utknęłam
w martwym punkcie i nie mogę sięuleczyć.
Jak na ironię, kolejny wstrząs – że tak powiem –rzucił
mnie wreszcie na kolana, więc mogłam doznaćuleczenia
dzięki pokorze. Samolot leciał przez burzę zpiorunami, która
stała się dla mnie źródłem zupełnie nowegopoziomu lęku.
Wreszcie poczułam się wystarczająco upokorzona,żeby poprosić
o pomoc Archanioła Michała.
W przeciągudwóch sekund poczułam nagle, że ogarnia
mnie spokój. Samolotemnadal trzęsło na wszystkie strony,
ale ja już się nie bałam.Poczułam nawet, że mój lęk był dość
niemądry!
Kiedywylądowaliśmy, pilot powiedział, że jest bardzo
zaskoczonytym, jak gładko poszło lądowanie. Mogło być
znacznie gorzej,a turbulencje trwały o połowę krócej, niż
szacowano. Gęstamgła na lotnisku podniosła się, kiedy lądowaliśmy,
by zarazpo tym, jak znaleźliśmy się na ziemi,
znowu szczelnie spowićmiasto do tego stopnia, że w tym
dniu odwołano resztęlotów.
Wiem, że był tam Archanioł Michał, ponieważ czułam,jak
ogarnia mnie uczucie ciepła. To właśnie to ciepłonatchnęło
mnie odwagą, sprawiło, że mogłam się śmiać ipozwoliło mi
poczuć się silniejszą. Stwierdziłam, że to byłcud.
Wciąż trochę denerwuję się na pokładzie samolotu,ale
uświadomiłam sobie, że jest to wynik przede wszystkimmojego
wspomnienia o lęku. Dzięki Archaniołowi Michałowi, jużnigdy
tak bardzo się nie boję. Nie tylko zlikwidował mój lęki złagodził
moje przeżycia podczas lotu, który mógł okazaćsię najbardziej
traumatycznym w moim życiu, ale także uwolniłmnie od urazu.
Uzdrowił mnie z dotychczasowej niechęci doprzebaczania.
127
Od tamtego czasu wszystko zaczęło układaćsię tak, jak
należy. Moje życie jest teraz zupełnie inne, mamcałe mnóstwo
nowych przyjaciół, ale udało mi się teżutrzymać stare
znajomości. Znalazłam nową pracę, w którejradzę sobie coraz
lepiej i, jak na ironię, zależy ona od mojejumiejętności
zaufania zwierzchnikom.
Długo mogłabymopowiadać o najróżniejszych zmianach
na lepsze oraz o wieluinnych razach, kiedy prosiłam Archanioła
Michała o uzdrowieniesytuacji, uzyskując cudowne
rozwiązania, ale uważam, żewłaśnie to zdarzenie, o którym
opowiedziałam, należy donajważniejszych.
Czasem lęk i niepokój okazują się takprzytłaczające, że wywołują
skutki fizyczne, takie jak braktchu i przyspieszone bicie serca.
Ta przypadłość, znana jakoatak paniki, również może zostać
uleczona przez ArchaniołaMichała, jak wspomina Jane Turner:
Pierwszy niezwykle silny atakpaniki przeżyłam pięć lat
temu w domu moich rodziców, popowrocie z zakupów. Dosłownie
padłam na podłogę i nie mogłamsię ruszyć. Moje
dwie córeczki były przerażone. Matka szybkowezwała pogotowie
i spędziłam kilka godzin w szpitalu. Odpersonelu
medycznego dowiedziałam się wszystkiego na tematataków
paniki i sposobów ich unikania w przyszłości.
Dwatygodnie później jechałam do rodziców. Zanim wsiadłam
dosamochodu, w myślach poprosiłam Archanioła Michała,
by mitowarzyszył w trakcie tej niemal stukilometrowej
podróży,ponieważ gdzieś przeczytałam, że jednym z jego
zadań jestwzmacnianie wiary i odwagi.
Byłam w połowie drogi, kiedy znowuogarnęła mnie straszna
panika. Włączyłam muzykę i zaczęłamśpiewać na cały
głos, ale mimo to czułam, jak opanowuje mnieuczucie przerażenia.
Ze łzami w oczach, głośno i dobitniepowiedziałam:
– Michale, proszę, pomóż mi!

Przedmowa do czwartego wydania

W związku z ponownym wydaniem tejksiążki odczuwam potrzebę uzupełnienia i udoskonalenia jejtreści. Trzecia edycja została poszerzona o dwadzieścia czterystrony. Najbardziej rozbudowano rozdziały omawiające role, esencje,esencje bliźniacze oraz energię męską i żeńską. Zawartośćtego wydania w niewielkim stopniu została również poszerzona oinformacje dotyczące znanych ludzi. Służą oni jako przykładywyjaśniające w jaki sposób działają połączenia różnych cechosobowości, które w tej książce noszą nazwę łusek. Usuniętezostały dane dotyczące takich ludzi jak np.: Dukakis, którzyodchodząc ze sceny publicznej znikają też z naszej pamięci,natomiast dodano charakterystyki tych osób, które przyciągająnaszą uwagę dzięki specyficznym sposobom działania – np.:Salman Rushdie (autor „Szatańskich wersetów”) – pogrążającsię w skomplikowanych motywacjach.

Nazwiska wielu sławnych ludziprzytoczone zostały nie dla zaspokojenia zwykłej ludzkiejciekawości. Jest to działanie celowe, ułatwiające zrozumienietego, co Michael chce nam przekazać i na jakie istniejące w świeciewartości chce skierować naszą uwagę. Ani ci sławni, ani ci zezłą sławą nie pojawiają się w tej książce z chęci zwykłego„plotkowania”, czy wzbudzania tego typu zainteresowań. Raczejchodzi tu o wskazanie i zwrócenie uwagi na nowy wymiar pojmowanialudzi, wydarzeń światowych i naturalnie siebie samych.

Ponieważ Michael sam mówi, że dobryodbiór jego przesłań wynosi około 80 do 90 procent, byłam bardzoostrożna i przygoto-wywałam tekst do publikacji, gdy osobiściemogłam ocenić wartość i dokładność odbioru, zgodnie z decyzją,aby ten materiał utrzymać w jak najbardziej czystej i dokładnejformie. Bardzo często sprawdzałam te dane z J.P. Van Hulle w obawieby czegoś nie przeoczyć czy nie zmienić.

Mimo całej uwagi i troski jakąwłożyłam w opis łusek owych sławnych ludzi wydaje mi się, żenie są one ujęte w stu procentach. Wiem również, że mogąistnieć pewne rozbieżności z tym, co podaję, a „PosłaniemMichaela” czy „Podręcznikiem Michaela” lub nową książkąpt. „Michael – Wykaz charakterów”.

Nie podoba mi się to, że nie ma stuprocent zgodności w kwestii dotyczącej łusek i że wiadomościwysyłane nam przez Michaela nie są odbierane przez nas doskonale,ale taka niestety jest prawda. Oprócz tego wy sami musicie ocenićwartość Jego nauk, a czy Khomeini czuje się Wojownikiem, Królem,Kapłanem a może nawet Rzemieślnikiem z cechami tak twórczymi, jaki destruktywnymi – pozostawiam ocenie czytelników.

Najcieplejsze, najserdeczniejszepodziękowania składam tym wszystkim, którzy do mnie pisali bardzodługie nieraz listy na temat nauk Michaela. Informowali w nich jakbardzo im On pomógł w rozwiązywaniu życiowych problemów. Listyte sprawiają mi wiele radości i pozwalają przekonać się, żeswoje życiowe zadanie spełniam dobrze.

Styczeń 1992
Joya Pope

O Autorce

Joya Pope przez 16 lat pracowała jakoterapeutka, doradca w badaniach przeszłych inkarnacji i jakokonsultant osobowości. Od połowy lat siedemdziesiątych zaczęłanawiązywać duchowy kontakt z istotami pozaziemskimi.

W 1984 roku w ten właśnie sposóbrozpoczęła współpracę z Michaelem i jej zdolności w tymwzględzie znacznie się pogłębiły. Pięć ostatnich lat Joya Popepoświęciła wyłącznie pracy z Michaelem i materiałem przez niegoprzekazywanym. Była współautorem książki pt.: „Gra Michaela”,regularnie pisze do kwartalnika „Kontakty z Michaelem” w którymma stałą rubrykę.

W 1990 roku, po wielu latach spędzonychw Kalifornii, przeniosła się do małej miejscowości wpółnocno-zachodnim Arkansas.

Joya Pope prowadzi niezwykle aktywnytryb życia. Przyjmuje prywatnych klientów, pisze, dużo podróżujepo świecie prowadząc warsztaty terapeutyczne ułatwiające ludziompoznanie własnych osobowości. Pomimo tych licznych zajęć znajdujeczas dla przyjaciół, na rozrywkę i miłość do swojego – jak gookreśla – „specjalnego” mężczyzny.

Jest również autorką książki pt.:„Nadchodzące zmiany”, w której omawia przeobrażenia jakie będąmiały miejsce w ciągu następnych dwudziestu lat. Dotyka onagłównie kwestii socjalnych, ekologicznych i zmian w świadomościmieszkańców Ziemi.

Od wydawcy

„IDEA” jest wydawnictwem utworzonymw celu uzupełnienia braków edytorskich tych pozycji z dziedzinyfilozofii, które ukazują się na świecie, a które dotąd w Polscenie były publikowane.

Wydawnictwo nie jest związane z żadnymkierunkiem wyznaniowym, prezentuje jedynie te pozycje, które sąpomocne w odnalezieniu własnej drogi do wewnętrznej ewolucjiduchowej. Świadomość siebie ma ogromny wpływ na pozytywny rozwójśrodowiska, tak więc będą przez nas publikowane również tematyzwiązane z ekologią.

Naszym celem jest przybliżenie tychzagadnień czytelnikom z nadzieją, że każdy odnajdzie w nich swojeodzwierciedlenie w stosunku do otaczającego świata.

Od tłumaczy

„Świat w oczach Michaela” jestpierwszą z całej serii książek, którą oddajemy do rąkczytelników. Mamy nadzieję, że nauki te dla wielu osób w naszymkraju będą równie pomocne jak dla czytelników StanówZjednoczonych. Książka ta jest bowiem przewodnikiem wprowadzającymw dziedzinę wiedzy, która do tej pory nie była znana w Polsce.

Chcemy zaznaczyć, że przekład niejest autoryzowany. Przekaz jaki otrzymuje Joya Pope jest wypowiedziąwielu różnych osobowości składających się na jedną Istnośćzwaną Michaelem. Stąd tekst książki nie został ujętybeletrystycznie i często jest literacko nierówny. Nazwiskaomawianych osób zostały podane zgodnie z oryginałem.

Dziękujemy Joyi Pope za zaufanie jakimnas obdarzyła umożliwiając to pierwsze a także następnetłumaczenia.

From the translators

The WorldAccording To Michael” is the first of a series of books we intendto put in the hands of the Polish reades. We hope that the knowledgecontained in it will be of help to them as it has helped readers inthe United States. The work guides us into a field of knowledge up tonow unknown in Poland.

The reader may wonder whythe style does not keep an even pace through the whole work. Here isthe answer: The instructions received by Joya Pope during herchannelings are given to her by different entities which unite underthe single name Michael. Thus the text has not been literarilyembelished, but presented to the reader as originally received.

We thank Joya Pope for herconfidence in granting us permit to translate several of her books,even before the publishing of this first one.

ROZDZIAŁ I

RÓŻNE RZECZYWISTOŚCI
Krótkaopowieść

Przed oddaniem tej książki w ręceczytelników, długo się zastanawiałam jak im przybliżyć postaćMichaela, wyjaśnić moją rolę w tej przedziwnej historii. Na mego„królika doświadczalnego” wybrałam swoją mamę, osobęzupełnie postronną. Jeśli ona zrozumie o co chodzi, pojmą i inni.

Przy najbliższym spotkaniu z mamą, najej zwykłe pytanie „Co ostatnio robisz kochanie?” –odpowiedziałam – „Przekazuję nauki Istoty zwanej Michaelem”.

Zamiast pytania co to znaczy,usłyszałam „A kto to jest?” Spokojnie wyjaśniłam: „Zapewnetrudno będzie ci zaakceptować to co powiem. Otóż Michael jestnauczycielem bez fizycznego ciała, zjednoczeniem w jedno grupytysiąca osób, a ściśle eks-osób, czymś w rodzajuwielowymiarowej Istności. Żyje ona w innym wymiarze egzystencji istamtąd naucza”. „Ależ, Joya! Brzmi to tak, jakby chodziło oduchy, które są nauczycielami, coś o czym piszą nasze brukowce”.„Nie, mamo. Oni uczą o życiu przebywając w miejscu duchowegorozwoju. Miejsce to jest bardziej zaawansowane niż jakiekolwiek nanaszej Ziemi. W sensie swojej wartości stoją wyżej od duchów, októrych nieraz słyszałaś”. „Czy ty je widzisz?” „Nie.Michael nie jest zresztą duchem. To kochający i troskliwynauczyciel, posiadający informacje tysiąca eks-ludzi będących nabardzo wysokim poziomie, to czysta świadomość wszechrzeczy”.

„Co w takim razie robisz?”

„Kontaktuję się z Michaelem wsposób mentalny. Nie ja jedna, czyni to także pewna grupa osób. Poprostu siadam, rozluźniam się, odsuwam zbędne myśli i zapraszamMichaela do swego umysłu. Wtedy On używa mego ciała i odpowiada napytania jakie Mu zadaję lub mówi sam. Czasem odbiór takiegoprzekazu mnie męczy, innym razem dodaje sił i energii. Ponieważnie wszystko potrafię zapamiętać, tekst przekazu nagrywam na taśmęmagnetofonową”.

Mama sprawiła wrażenie osobyzdezorientowanej i zaniepokojonej. Mówiłam więc dalej.

„Już od dziesięciu lat ludzie,między innymi z okolic San Francisco, przekazują nauki Michaela.Grupa ta wydała trzy książki bardzo dobrze przyjęte przezczytelników. Są one stale wznawiane, a ich fragmenty zamieszczane ipozytywnie recenzowane w poważnych publikatorach i uznanych massmediach”. Mama, choć nieco uspokojona, patrzyła na mnie z troską.Mimo tego kontynuowałam swój wywód.

„Znasz moich przyjaciół. Są toludzie solidni, inteligentni, niektórzy – wybitni. Nikt z nich nieuważa mnie za wariatkę. Wręcz przeciwnie – wszyscy sązainteresowani przekazami Michaela. Nauki tej Istoty wyjaśniająbowiem różne zdarzenia zachodzące w naszym życiu, odpowiadają napytanie kim jesteśmy, pomagają pokierować własnym losem jeślizależy nam na godnym pobycie tu na ziemi, nie zaś na biernymprzetrwaniu. Informacje te są niekiedy intrygujące, możekontrowersyjne, służą jednak szczytnym celom – poszerzeniupojęcia o otaczającej nas rzeczywistości, niosą pewnego rodzajuwewnętrzną wolność, uczą miłości i tolerancji, właściwegopostrzegania siebie i innych ludzi”. Odetchnęłam z ulgą patrzącna mamę. Chociaż wyraz jej twarzy wykazywał pewne wątpliwości isceptycyzm, trochę się uspokoiła. Chyba była zadowolona, że niezaplątałam się w romans z samozwańczym ludzikiem z obcejplanety...

ROZDZIAŁ II

KIM JEST MICHAEL?

Dla wielu osób nauki Michaelaspełniają oczekiwania od dawna skrywane, być może od dłuższegoczasu roztrząsane i przeżywane wewnętrznie; oczekiwania namożliwość zrozumienia życiowych zasad ukrytych za codziennymżyciem takim, jak go doświadczamy na naszej planecie.

Mimo, iż fizycy ciągle poszerzająswój świat o wciąż nowe wiadomości o nim i o tym jak działawszechświat dostrzegają, że wiedza ta nie zawiera najważniejszejinformacji jakiej wielu z nich szuka. Wiedza ta powiększa jedyniezainteresowanie tym, kto jest odpowiedzialny za nasze życie. Mimowysiłków fizycy nie znajdują odpowiedzi na palące pytania takie,jak np.: „Jak funkcjonuje życie?” „Dlaczego wiele rzeczy jestustalonych w taki sposób jaki znamy?” „Co jest powodem, żetwoje życie jest bardziej intensywne lub o wiele trudniejsze niżinnych?” „Dlaczego ja?” „Po co cierpieć?”

Co wynika z tego, że wzrastamy w tenwłaśnie sposób, że potrafimy urządzić się tak, abyodpowiedzialnie utrzymywać pozytywne zachowanie i stosunkimiędzyludzkie, cieszyć się dobrymi układami? Nadchodzi takimoment, że zaczynamy osądzać innych, tych, którym nie udało sięułożyć sobie życia tak dobrze, jak nam. Osądzanie ludzi,ocenianie ich, nie jest cechą pozytywną, ale jak należałobydziałać, by pomóc tym „opóźnionym”? A co z tymi walczącymi?

Nauczyliśmy się praw manifestowaniasię, zobaczyliśmy – do pewnego stopnia – jak one funkcjonują idziwimy się co nam przeszkadza w zrealizowaniu reszty naszychmarzeń. Tak jak lekarze, którzy odkrywają niewidzialne normykryjące się za przejawami naszego świata fizycznego, tak myczytając Michaela odkrywamy niewidzialne dotychczas normy, ukryte zanaszym wzrastaniem, ewolucją i codzienną egzystencją. W momenciegdy zrozumiemy te normy, życie stanie się o wiele przyjemniejsze.

Grupy bardziej zaawansowane duchowopowiedzą nam, że celem rozwoju jest miłość. Ukoronowaniem tegojest stosowanie miłości i osiągnięcie zmian w życiu, a nieosądzanie innych. Problemem dla wielu intelektualistów w świeciezachodnim jest miłość, która wydaje się im naganna; ponieważwierzymy, iż kochając stajemy się czyimś niewolnikiem, żezatracamy swą godność.

Michael nie różni się od innych wtym pojęciu. Podstawą Jego nauk również jest miłość, lub jakOn ją często nazywa – agape. Agape jest wyrazem zapożyczonym zjęzyka greckiego i oznacza miłość nieuwarunkowaną, nieegoistyczną człowieka do człowieka, bez seksualnego podtekstu.Michael używa tego określenia często, gdyż angielskie słowo„miłość” – obejmuje bardzo wiele znaczeń. Tak, jak nie mamysłów na określenie śniegu czy piasku, jak to dzieje się w językuEskimosów czy Arabów, tak nie mamy różnych odmian słowa „miłość”dla dokładnego zróżnicowania tego uczucia. Rozpatrzmy takieprzykłady: „Kocham moje nowe dziecko”, „On jest fascynujący ibogaty, wydaje mi się, że go kocham” lub „Kocham belgijskączekoladę bo jest najlepsza ze wszystkich”. A co powiemy o tym:„Tak bardzo ją kochałem, że chciałem zabić, gdy przyłapałemna flircie”. I stąd właśnie powstało zapotrzebowanie na takiesłowo jak agape.

Mimo, że podstawowym celem naukMichaela jest agape, czyli miłość, nauka Jego jest równieżfilozofią ogromnie praktyczną, niosącą pomoc dla wypracowaniasobie lepszego życia. Michael ułatwia zrozumienie głębokich prawżycia poczynając od tych, które wydają się nam niesprawiedliwealbo są przed nami zakryte i tajemnicze. Jest to nauczanie, któreumożliwia zrozumienie różnic jakie między ludźmi istnieją, copozwala na zrelaksowanie umysłu, a to z kolei doprowadza donaturalnego otwarcia serca.

Wielu ludzi zagłębia się w Jegonauki, otrzymuje informacje i wgląd jakiego potrzebuje, a potemprzyłącza się do innych grup i nauk jakie ich pociągają. Ludzieci lubią czytać przekazy ale brak im duchowego wzrostu czydoświadczenia. Wtedy są tymi, którzy unikają pracy nad sobą iswoim życiem, a interesuje ich tylko zadawanie Michaelowiniekończących się pytań. Otrzymując nową odpowiedź czyinformację wpadają w fascynację, która nie jest nawet w pełniintelektualna, podczas gdy dla innych wiąże się ona ze wzrostem ijasnością, która przyspiesza zrozumienie, a ich życie staje siębardziej skupione.

Nie są to nauki ezoteryczne, któremuszą być utrzymywane w tajemnicy przed masami. Wprost przeciwnie,Michael wyraża się lekko i z humorem a używa stylu zrozumiałegodla wszystkich.

Encyklopedyczna wiedza Michaela stalepojawia się, poszerzając poruszony temat i powiększając krągludzi, którym ją przekazuje. To co otrzymujemy podczas przekazujest zrozumiałym opisem życia tu na ziemi, wyjaśnieniem w jakisposób nasze życie jest zorganizowane i odpowiedzią na corazgłębsze pytania zadawane Mu podczas przekazu.

Obecnie przekaz jest podawany ustnie, anie w sposób jaki był stosowany na początku, czyli przy pomocytablicy Quija. Ci, którzy są odbiorcami Michaela, muszą odłożyćna bok swe osobowości, wszystkie osobiste pojęcia i wierzenia, abyumożliwić czyste przejście informacji. Podczas gdy wielu ludzi maintuicyjne przebłyski, które zazwyczaj są fragmentem informacjipochodzącej z innych poziomów, odbiorca Michaela musi czynić toświadomie i musi odczuwać Jego przyciągającą obecność, którajest mocna i odczuwalna fizycznie.

„Michael” składa się z 1050indywidualnych esencji, które w swoim czasie były ludzkimi, coznaczy, że żyły na ziemskich kontynentach, przeszły swoje cykleinkarnacyjne, „ukończyły studia”, a które teraz uczą nas zinnego wymiaru egzystencji i to nauczanie jest ich obecną ewolucją.Grupa ta nazywa się „Michael”, ponieważ ostatni osobnik, któryukończył swój cykl w ziemskim wymiarze, nosił imię brzmiące jakMichael a czas, w którym żył, przypadł na późny okresBabilonii. Gdy ukończył swój cykl na ziemi złączył się zeswoją Istnością, która go oczekiwała. Całość przybrała Jegoimię, ponieważ odbiorcy przekazów domagali się podania imienia.Istność wybrała imię człowieka, który ewoluował najdłużej znich i wszedł do grupy ostatni, aby pokazać nam, że szybkość niejest tu najważniejsza.

Podobnie i my jesteśmy indywidualnąesencją, a równocześnie jesteśmy cząstką Istności składającejsię z 600 do 1200 indywidualnych esencji, z którymi być może mamykontakt i czujemy się blisko związani w czasie wielu inkarnacji,podczas naszych pobytów na Ziemi. Każda Istność ma swój wyraz,niektóre z nich są słodkie z natury, inne silne i twarde, lubdziko ekspresyjne, inne zaś bardzo natchnione. Istność Michaelapatrzy na życie w sposób ostrożny, wysoce zorganizowany ipragmatyczny.

Gdy wreszcie cała grupa jest wkomplecie i gdy dopełniła plan na Ziemi – jednoczy się stopniowow jedną przebogatą świadomość mimo, iż poszczególne esencjezawsze zachowują swoją indywidualność. Dzieje się tak, ponieważesencje różnią się unikatowo między sobą. Dlatego też naukaMichaela z planu przyczynowego ma różne zabarwienia od innychistności, które również uczą a nawet pochodzą z tego samegoplanu.

Cel i lekcje te o najgłębszymwglądzie, czy pochodzą od tej czy innej istności, mają zawsze tesame zasady: agape i jedność. Później Istność dalej ewoluuje ijako część jej rozwoju czekają łączenie się z innymiistnościami, najpierw z ludzkimi, następnie z wielorybowatymi(wieloryby i delfiny) a później z jeszcze innymi istnościami zróżnych planet. W każdym nowym zjednoczeniu całość informacjizebrana w każdym życiu, w poszczególnej indywidualności staje siędostępna dla wszystkich, aż osiągnie się agape w stosunku dowszystkiego i wszystkich. Wtedy wszechświat staje się zrozumiały iznany. Do tego właśnie punktu dążymy, czyli – powrotu do Tao.

Jeśli twoja wiara w to, co czytaszjest już na granicy wytrzymałości – poczekaj jeszcze trochę, botakich informacji będzie o wiele więcej!

Najpierw jednak proszę zdaj sobiesprawę z podstawowych i ważnych zasad nauk Michaela, jakimi sąsamoocena (ocena według własnych kryteriów) wartości otrzymanychinformacji. Nie akceptuj niczego w ślepej wierze, skonsultuj swąintuicję z wewnętrzną istotą tak, jak to robisz, gdy chceszocenić coś ważnego czy nowego.

Mierz wszystko uczuciem. Odbiórprzekazów nie jest ścisłą nauką, ale ich poziom może byćbardzo wysoki, a mimo tego ludzie nie zawsze chcą zadać sobie tyletrudu, aby się uczyć.

Nauki Michaela są zwykłą drogąprowadzącą do spojrzenia na świat, a więc, jeśli one tobie nieodpowiadają, zostaw je. Jeśli jakaś informacja nie wydaje ci sięwłaściwa, odłóż ją a zachowaj jedynie to, co wywołało w tobiejakiś oddźwięk, użyj tylko tej informacji, która tobie osobiściewydaje się pożyteczna. Michael jest mocną obecnością i możesobą wzmocnić to co w tobie odbiera, może ułatwić cizrozumienie. Dlatego tak ważna jest twoja samoocena.

Mimo, że stosujemy nauki Michaela,używamy Go jako źródła i nauczyciela, nie uważamy Go za guru.Michael nie jest religią ani systemem wierzeń.

Istnieje wiele szkół i nauk, któreprowadzą do prawdy i wzrostu. Ta nauka jest ścieżką miłości.Michael mówi nam: „Szkoły, które uczą posłuszeństwa, sąnajwłaściwsze dla Dusz na poziomie Noworodka (patrz następnyrozdział). Szkoły „twardego uczenia” są najlepsze dla DuszMłodych, szkoły z celem intelektualnym i brakiem identyfikacji sąlepsze dla Dusz Dojrzałych. Szkoły miłości są właściwe ijedyne – przyciągają one Dusze Stare.”

ROZDZIAŁ III

WIEK DUSZ

Michael potwierdza to co już od dawnapodejrzewaliśmy – życie naprawdę jest pouczającą grą. OpisujeOn strukturę i prawa tej gry, zaznaczając krótko normy, które sązbyt obszerne aby mogły być zrozumiałe łatwo w stanie w jakim sięznajdujemy, czyli w stanie, gdy żyjemy jeszcze w ciele fizycznym i wjego środowisku.

Aby zacząć grę, iskierki światła iświadomości (to znaczy my), które przyciągane są doświadczaniemżycia ziemskiego, wychodzą oddzielając się od Tao, czyli Boga, awięc z miejsca narodzin wszystkich dusz i jednoczą się w rodzinęświadomości, która zawiera do 1000 indywidualnych fragmentówesencji. Jest to grupa, którą Michael nazywa Istnością (Bytem).Siedem bytów jest zjednoczonych luźno, po prostu tworzą onewiększą grupę zwaną „Obraz”.

Każda iskierka świadomości sprawdzai kontroluje zaplanowaną wcześniej planetę (to znaczy planetę, naktórej dana istność chce inkarnować. przyp. tłum.). Przybierawtedy formę, którą Michael nazywa deva. Deva to istotainteligentnej energii, bez ciała fizycznego, którą przyciągaprzyroda. Gdy po zdobytym na danej planecie doświadczeniu w formiedevy cały obraz wyraża zgodę na rozpoczęcie fizycznego życia naniej, każdy fragment musi zwolnić wibrację swej energii tak, abystać się materią stałą i zacząć proces inkarnacji na PlanieFizycznym.

Wszystkie indywidualne esencje będąmiały dziesiątki, setki inkarnacji i zbiorą niewiarygodnie wielkąilość doświadczeń, które będą przekazane aż do rdzenia całejIstności. Gdy wszystkie cząstki, czyli członkowie Istności,ukończą plan wzrostu i doświadczeń cyklu ziemskiego, każdaistność znów się jednoczy z jakąś bardzo jej bliskąświadomością. Każdy fragment znów będzie musiał podzielić sięze wszystkimi swoim doświadczeniem, uczuciem i wiedzą.

I tak, gdy esencje indywidualneistności stopniowo zaczynają inkarnować na ziemi jako indywidualneludzkie jednostki, przez wiele setek lat, dzielą się na takie,które robią to częściej i takie, które jeszcze się niedecydują. Pierwsze z nich wskakują w inkarnacji ziemską, a robiąto brawurowo, prawie na oślep i takie też jest ich życie na ziemioraz dalsze inkarnacje. Ostatnie zaś bardziej zastanawiają się irobią to w sposób spokojny, toteż i życie mają one bardziejustabilizowane.

Przed dokonaniem wyboru ciała dlaposzczególnej inkarnacji, każda esencja decyduje sama i to z wielkątroskliwością, o tym by było ono odpowiednie do tych doświadczeńprzez jakie ma przejść. Wybiera środowisko, rodziców, płeć itp.Przez indywidualne życzenia i wybór szuka okazji by być bliskotych, z którymi zżyła się i nawiązała stosunki w poprzednichinkarnacjach, jak również i tych, którym chce wynagrodzićwyrządzone krzywdy lub od których spotkało ją wiele dobrego. Chcepo prostu być w tym samym towarzystwie.

Każdy plan fizycznej egzystencjizmienia się i pogłębia punkt oraz sposób widzenia esencji.Struktura oparta jest na tym, aby przechodzić przez poziomy rozwojujak po szczeblach i to właśnie Michael nazywa – Noworodek,Dziecko, Młody, Dorosły i Stary. Są to poziomy rozwoju duszy, adzielą się one na etapy. Każdy etap wymaga minimum siedmiuinkarnacji, ale niektórzy zatrzymują się na nim przez okres okołodwudziestu inkarnacji. Po tym, gdy stanąłeś już na ostatnimetapie ostatniego poziomu, czeka na ciebie siedem innych planów(wymiarów) egzystencji, wzrostu i ewolucji, dzięki którym wciążzbliżasz się, by powrócić do Tao, czyli Boga. Patrząc zperspektywy ziemskiej jest to niepojęcie długa „gra” opoczątkach, której tu mówimy.

Wiek duszy odnosi się do wzrastaniaindywidualnej esencji, dzięki doświadczaniu życia na planecie, anie do tego ile razy już inkarnowała.

Żadna z nich nie przoduje ani niepozostaje w tyle, zajmuje jedynie inne miejsce w kole inkarnacyjnym,które i tak wyszło z Tao i prowadzi do Tao. Formy bycia różniąsię w zależności od uzyskanego „szczebla”. W pewnym sensiesami zaczynamy rozpoznawać te różnice w zależności od naszejpercepcji. Michael zawsze podkreśla, że każdy szczebel jestunikatowy t manifestuje się inaczej niż inne, w związku z tymżaden z nich nie jest ani lepszy ani gorszy. Wszystkie należą dotej samej gry, którą z własnej woli wybraliśmy.

DUSZA NA POZIOMIE NOWORODKA

Fragment lub esencja, która dopiero cowyskoczyła z Tao, jest oczywiście surowa i bez doświadczeń, więcgłównym jej zainteresowaniem i celem jest fizyczne przetrwanie naplanecie, której jeszcze nie zna oraz życia, o którym jeszcze nicnie wie, toteż etap ten charakteryzuje się lękiem przed byle czym.Często na zewnątrz prezentuje swoją zwierzęcość, a w jej oczachmaluje się niedowierzanie, podejrzliwość i chęć uniku. Tacyludzie rodzą się w prymitywnych społeczeństwach, jako członkowieplemion itp. Nauczyć się sposobu przeżycia jest najważniejszymich zadaniem. Tak więc ludzie o Duszy na poziomie Noworodka ucząsię rozpoznawania korzeni, owoców i wszystkiego, co mogłobyposłużyć jako pożywienie. Uczą się łowić ryby i polować anawet siać. Budują schronienia, w których kryją się przed zimnemlub nadmiernym upałem, poznają sposoby jak unikać niebezpiecznychzwierząt.

W naszych oczach życie Dusz Noworodkówwydaje się bardzo surowe i twarde. Trwa ono zwykle krótko. Plagi,susze, powodzie, huragany, trzęsienia ziemi, tygrysy, niedźwiedzie,jady wężów i stała walka o wszystko, jest oparte naniewyobrażalnym lęku i obawie o przetrwanie.

Pozytywną stroną jest to, że duszete są jeszcze świeże, wprost z Tao i że ta świeżość daje im„posmak” i możliwość przeżyć mistycznych, które dodają imsił. Znajdują bliski i intymny kontakt z przyrodą i często nieodczuwają swej indywidualności zbyt mocno, lecz jedność zewszystkim, a więc z plemieniem, rodziną i otaczającym światem.Może cechować je wielka intuicja ziemska dotycząca wszystkichspraw, których nie kwestionują, lecz czują całym sobą. Posiadająinstynkt, ale zapominają wszystko szybko, bo żyją tylko danymmomentem.

Centrum intelektu w tej fazie nie jestjeszcze rozbudzone, tak więc nie rozumieją tego co wiąże się zetyką czy moralnością. Ludzie o Duszach Noworodków muszą byćpouczani o tym co właściwe a co nie.

Gotowanie i jedzenie to tylko ćwiczeniaprzeżycia, nie czują bowiem chęci ulepszania go w celu zwiększeniaprzyjemności jedzenia. Miłości i seksu doświadczają na poziomierozpasania. Pytania takie jak: „Co mogę zrobić aby mnie polubiłalbo polubiła?” nie pojawiają się, a jeżeli, to już tylko wsprawach dotyczącego przeżycia. Przetrwanie jest jedyne inajważniejsze, a co potrzebne do niego – otrzymują. DuszeNoworodków mogą być doprowadzone do krańcowej gwałtowności lubekstremalnie pojętej samoobrony.

Dusze Noworodka lubią przebywać wpobliżu równika, ponieważ klimat – prawie niezmienny – ułatwiaprzeżycie. Gwatemala, Salwador, Honduras, Sri Lanka, Borneo, NowaGwinea, Dorzecze Amazonki, duża część Etiopii i Sudanu obfitująw ludzi o Duszach Noworodków, a Iran i Irak posiadają je wwiększości.

Nasze społeczeństwo jest dla nichzbyt straszne i skomplikowane, aby mogło być miejscem jakie wybiorądo inkarnowania. Gdy jednak, któryś z nich pojawi się w StanachZjednoczonych, co zdarza się niezmiernie rzadko, wybiera sobiemiejsce jak najmniej zaludnione, zazwyczaj są to głębokie lasy.Dusze Noworodków nie szukają regularnego zatrudnienia, ponieważjest dla nich zbyt skomplikowane i niosące przymus, czego nie mogązrozumieć i od czego uciekają. Lubią żyć na marginesiespołeczności i często są widziane przez pozostałych jakonieudacznicy.

Dusze na tym poziomie, nawet naostatnich etapach, rzadko osiągają wyższą pozycję społeczną zwyjątkiem tych, które zbyt długo przebywają na tym poziomie izbudowały sobie ciężką karmę. Na przykład Richard Ramirez,kalifornijski morderca, który stał się znany jako „Nocny Łowca”,jest późną Duszą Noworodka pogrążoną w inkarnacji ointensywnym doświadczeniu i intensywnym budowaniu karmy. WilleHorton, więzień z Massachusetts, który uciekł z przepustki naweekend i zgwałcił kobietę będącą w tym czasie jego narzeczoną,jest innym przykładem Duszy Noworodka, która swym zachowaniempobudziła mądrość Gubernatora Dukakisa do zreformowania pewnychpraw więziennych. Masakrą na szkolnym podwórzu w Stockton, PatrickPurdy – inna Dusza Noworodka, rozpętał burzę i zmusił do debatynad nowym sposobem kontroli posiadania broni.

Joel Steinberg, skazany na dwadzieściapięć lat za zabicie swej nielegalnie zaadoptowanej córki, byłDuszą Noworodka nieprzeciętnie wyrafinowaną – aż do takiegostopnia, że stał się swoim adwokatem. Mówi się, że miałświadomość potrzeby bycia nadmiernie ostrożnym ze swymwizerunkiem i poczucie, że jego zachowanie gra tu olbrzymią rolę.Sędzia, który go sądził, oskarżył go o nadmierny narcyzm. Wswych późniejszych komentarzach na temat Steinberga sędziastwierdził: „Zacząłem wierzyć, że jest niezdolny do pojęciaco znaczy odpowiedzialność”. Typowe Dusze Noworodków nie znająjeszcze pojęcia urazy czy żalu.

Ziemia zbliża się do momentu, wktórym zainkarnuje ostatnia Dusza Noworodka. Coraz mniej cyklówzaczyna swój bieg tu na Ziemi. Mimo, że jest jeszcze sporoistności, które wybrały naszą planetę , większość już woliinne. Nasza jest już zbyt zużyta, w związku z czym wymaga ciężkiejpracy, aby ją zregenerować. Dlatego większość istności wolizaczynać swą rundę na miejscu czystym i nie tak wyniszczonym.

Ponieważ większość dusz na naszejplanecie zbliża się do poziomu Dojrzałości lub już na nimprzebywa, dusza zaczynająca swą ewolucję nie miałaby zbytwielkiej szansy na dostosowanie się lub znalezienie tutaj swegomiejsca. Zamiast poznawać świat przez głód, musiałaby poznawaćgo przez walkę z zatruciem, a na to potrzeba wiedzy, nie tylkoinstynktu. Dusze Noworodków czują przyrodę, są jeszcze bliskoTao, a jak zareagowały by na skażenie środowiska? I mimo, żeeksperyment mógłby być ciekawy, nie można nań sobie pozwolić,gdyż musiałby trwać tak długo, jak trwa kompletna ziemskaewolucja.

DUSZE NA POZIOMIE DZIECKA

Istnieje siedem części w każdymwieku dusz, na każdą z nich przypada kilka inkarnacji. Te częściMichael często nazywa etapami wieku duszy. A więc gdy duszeindywidualne skompletowały już siedem etapów na przykładNoworodka, mają za sobą prawdopodobnie dwadzieścia do trzydzieściinkarnacji. W tym momencie ich świadomość zaczyna badać proceswczesnego dzieciństwa duszy.

Obecnie czeka ich pewne nowedoświadczenie na ziemi, więcej wyrafinowania a mniej ciągłegostrachu w każdej indywidualności mimo, że świat nadal przedstawiasię im jako przerażające pole doświadczenia. Przeżycie też jesttematem do przerabiania, ale nadszedł moment ucywilizowania się ibycia dumnym z tego, a poza tym czas, kiedy należy zademonstrować,że się to potrafi.

Na poziomie Dziecka struktura pomagaduszom czuć się wygodnie na świecie. Chcą jednak być przez kogośkierowane i szukają wyższych autorytetów, które wskażą imsposoby i prawa. Jako mały przykład tego możemy spojrzeć nazachowanie rodzica, który w żadnym wypadku nie odważyłby siębronić swojego dziecka przed dyrektorem szkoły mimo, iż dzieckooskarżone jest niesłusznie. Raczej wpływa na dziecko w takisposób, aby akceptowało wszystko czego chcą nauczyciele. CzasamiDusze na poziomie Dziecięcym szukają dyscypliny więziennej jakotej, która pomoże im ucywilizować się. Dusze z tego wieku szukajątradycyjnych liderów religijnych, lekarzy uważają prawie za bogów,tak samo czczą swój kraj, armię i polityków.

Tradycje, rytuały, prawo i porządekdają im poczucie bezpieczeństwa. „Takie jest prawo i według tegobędę postępować”. To typowy ich sposób myślenia. Upewniająsię kilkakrotnie, czy auto sąsiada nie zostało zaparkowane przedich domem i czy ich trawnik jest dobrze przycięty i podlany. Wdogmatach, czyli w grze „białe czy czarne”, one zawsze wiedząco jest właściwe a co nie. Zazwyczaj są dobrymi obywatelami ipostępują zgodnie z prawem. Jest to również wiek duszy, który manajwiększą skłonność do długoterminowego pamiętania uraz czydoznanych krzywd.

Ku Klux Klan jest organizacją takichdusz ale z przewagą bieguna negatywnego, podczas gdy organizacjetakie, jak Kawalerowie Kolumba lub Klub Rotariański mają przewagęekspresji w biegunie pozytywnym. Walka z aborcją, organizacjezabiegające o prawa do życia, promotorzy modlitwy w szkole,promienni wizjonerzy, kaznodzieje, wszyscy oni wyłaniają się zeświadomości Duszy w wieku Dziecka.

Ponieważ wolą być wielką rybą wmałym jeziorku, Dusze Dziecięce najczęściej szukają małychspołeczności. Mimo, że Stany Zjednoczone są krajem składającymsię głównie z Dusz późno-Młodych i wczesno-Dojrzałych,środkowa Ameryka jest pełna Dusz Dziecięcych, które wolą żyćtam, gdzie jest ono łatwiejsze. Pojawiają się jako filary,twierdze wspólnoty, mocne i nieugięte w swoich zasadach iwierzeniach. Często osiągają pozycję szeryfa czy burmistrza.Ponieważ są zainteresowane rozwojem fabryk, prawa, ustalaniemautorytetów, często są przyczyną biurokracji i znajdujemy je wszkołach, szpitalach, agencjach itp.

Kiedy napotykają opozycję, DuszeDziecięce mogą popaść w zakłopotanie, w przygnębienie, gdyż sązawsze pewne, że mają rację i to uniemożliwia im zrozumienieopozycji. Nie jest to okres w którym występuje autorefleksja.

Wielu patriotów o Duszach Dziecka,żołnierzy powracających z Wietnamu na przykład, byłoprzerażonych i nie rozumiało otaczającej rzeczywistości. Ich krajsię zmienił, nie było hucznych powitań dla bohaterów. Zazwyczajdusze na tym poziomie nie okazują niepewności zewnętrznej, gdy sąprzerażone lub zakłopotane, raczej cechuje je wojowniczość.Usprawiedliwiają same siebie, gdy walczą o swoje wierzenia i raczejnie okażą wtedy dogmatyzmu tylko brutalną mentalność.

Mają obsesję związaną z porządkiem,czystością i trzymaniem się z daleka od bakterii. Ponieważ niepotrafią jeszcze odróżnić i właściwie ocenić, że chroniczneuczucia i zachowania powodują problemy fizyczne i psychiczne, ichtrudności emocjonalne są ucieleśniane, skrywane, uczucia złościtworzą w nich kamienie żółciowe, a łzy strachu spływają donerek, pęcherza czy kręgosłupa i powodują chorobę.

Gdy Dusze Dziecięce mają problemychorobowe wolą zazwyczaj medycynę konwencjonalną, lekarstwa ichirurgię. Jeśli zwraca się im uwagę na medycynę alternatywną ijej terapię, lub spojrzenie na przyczynę choroby, uważają to zaczysty bezsens, nie mający nic wspólnego z dbałością o ciałofizyczne. Robią jednak wyjątek dla uzdrawiaczy przyjmujących wkościołach, gdyż jest to ostatnio modne, a kościół daje impoczucie, że jest to także właściwe.

Jeżeli chodzi o sprawy związane zseksem, łączą je z pewnym poczuciem niepewności, wstydu i winy.Nie jest to moment na zabawę w wannie wypełnionej ciepłą wodą,tylko na ukrywanie ciała, kochanie się w ciemności, a być możenawet w piżamie i bez zbytniej zmysłowości.

Rodziny natomiast w tym okresie czująsię bardzo dobrze. Płodzą dzieci, być może nawet całe tuziny,utrzymują stosunki towarzyskie, szumnie obchodzą imieniny iurodziny, wyjeżdżają na gromadne rodzinne wycieczki, chodząpilnie do kościoła i to daje im poczucie bycia solidną cząstkąwspólnoty, jaką jest dla nich społeczeństwo w którym żyją.

Wielu z tych, którzy stworzyli muzykęnarodową, folklorystyczną lub sztukę naiwną, to Dusze Dziecięce,które w ten sposób wyrażają swe wartości i troski. W ichmalarstwie przeważa pobliski pejzaż, pikniki w pobliżu kościoła,historie biblijne, śluby, święta narodowe lub okręty z narodowąflagą powiewającą dumnie na wietrze. Sztuka ta może być całkiemprzyjemna mimo, że nie znajdziesz w niej perspektywy ani cieniaindywidualności twórcy.

Dusze Dziecięce osiągają czasemważne pozycje – rzadko jednak szukają wysokich stanowisk,ponieważ jeszcze nie posiadają środków ani doświadczenia, bywykonywać dobrze daną pracę. Pomimo tego mogą zdobyć sławędzięki swym niewzruszonym zasadom, tak religijnym, jak ipolitycznym, Jerry Falwell stal się znanym religijnym liderem dziękiwierze, którą posiada Dusza Dziecka. Podobnie kariery zrobili –Oral Roberts i Jimmy Swaggart, Idi Amin, Hitler, Khomeini, a wStanach Zjednoczonych Richard Nixon, Evan Mecham, Jesse Helms i inninajbardziej konserwatywni gubernatorzy, kongresmani i senatorowie sąprzykładem Dusz Dziecięcych działających na szeroką skalęzgodnie ze swym charakterem i poglądami. Pat Boone jest jedną zniewielu Dziecięcych Dusz, które działają w przemyślerozrywkowym.

Afrykański prezydent Botha i libijskiGenerał Khadafy są też Duszami Dziecięcymi z siódmego etapu.Siódmy etap każdego wieku dusz jest bowiem okresem samozadowolenia,ponieważ wszystko co miało być doświadczone w danym wieku duszy,zostało już zrobione i wyuczone. (Następna inkarnacja jest faząnieudolną, nie bardzo uchwytną i całkiem nową, gdyż jestpierwszym etapem następnego poziomu).

Matthew Strode szkolny kaznodzieja,który straszył ogniem, potępieniem i mękami piekielnymi w swychkazaniach, kilkakrotnie był usuwany ze swojego stanowiska w szkołachpodstawowych w Północnej Karolinie, jest właśnie przykłademsiódmego etapu wieku Dziecięcego.

W krajach z przewagą Dusz Dziecięcychprzejawia się purytanizm i ludzie dzielą się między sobą nagrupy stając się wrogami. Czasem nawet sąsiad powstaje przeciwsąsiadowi. Kraje wyrażające początkowe etapy tych DuszDziecięcych to Iran i Irak, tak jak i wiele nowych krajówmuzułmańskich, choć wyłączyć z nich należy Arabię Saudyjskąi Syrię. Do krajów Dusz Dziecięcych na początkowych etapach możnadopisać Chiny, Irlandię i wiele krajów Ameryki Środkowej iPołudniowej. Indie, które były krajem Dusz Starych, w tej chwilimają przewagę Dusz późno Dziecięcych, będących w pozycjiprzejściowej do wieku Dusz Młodych. Japonia ostatnio kompletuje,czyli kończy swą fazę, na poziomie Dusz Dziecięcych w którymindywidualność była tłumiona, a która przeistoczyła się terazw kraj Dusz Młodych. Interesującym faktem może być to, że bialirządzący Południową Afryką są głównie Duszami na poziomieDziecka, podczas gdy u czarnych przeważają Dusze Dojrzałe.

DUSZE NA POZIOMIE MŁODYM

Kiedy sprawy związane z wiekiem Duszna poziomie Noworodka i Dziecka takie, jak przeżycie, dyscyplina iporządek, są już przyswojone i zdominowane, esencja szuka sposobówjakie ma zastosować, aby przejść na następny etap.

Niezależność i zdolność zdobyciatego, czego człowiek chce i pragnie, są głównymi siłamimotorycznymi wieku na poziomie Młodym. Uchwycenie tego, co planfizyczny może zaofiarować, walka o pozycje prominenckie, władzę ibogactwo sprawia, że jest to czas współzawodnictwa, który trwaprzez cały ten młodzieńczy poziom i przez wszystkie jego etapy.Tym, którzy wyrażają siebie przez postrzeganie, charakterystycznedla poziomu Duszy Młodej, nadaje ono mentalność dążącą dostałych porównań kto z nich ma więcej na koncie bankowym,zapraszany jest lub wydaje najlepsze przyjęcia, kto ma najwyższybudynek, najszybszy motor, najszersze ramiona, najwęższą talięlub najdroższe brylanty.

Największe potęgi światowe tegotypu, przejawiające percepcję Duszy Młodej to: Japonia, Hong Kong,Niemcy, Izrael, Syria, Arabia Saudyjska, Australia, Kanada i StanyZjednoczone. Wszyscy, którzy wzrastają w tych miejscach,niezależnie od wieku duszy w jakim by się znajdowali, otrzymującoś w rodzaju piętna i uwarunkowania wskazującego, jak majądziałać, postępować, wyglądać, czuć się, aby osiągnąćsukces. Japonia jest właśnie teraz w najwyższym stopniu takimprzykładem. Jest ekstremalnie konkurencyjna, skoncentrowana nawet narozrywce jako na czymś, w czym liczy się tylko wygrana a nierozrywka dla samej zabawy. Czasami nie ma nawet czasu na odpoczynekmiędzy takim czy innym współzawodnictwem.

Ambicja jest ważna, toteż postawaomawianych dusz sprowadza się do: „Jestem ja i jesteś ty, ale jazwyciężam”. To daje im bodziec by zawsze być na czele czegoś. Wprocesie do dążenia na szczyt nieważne jest co do tego potrzeba ikogo po drodze trzeba nadepnąć lub zadeptać.

Typowe Dusze Młode mają małoposzanowania dla tego kto ma inne ideały lub zapatrywania niż one.Na tym podłożu właśnie, wyrósł konflikt między Nancy Reagan aRaisą Gorbaczową. Pani Reagan to Dusza Młoda i mimo ogładytowarzyskiej, jaką posiada, bardzo obraziła wrażliwą paniąGorbaczow, która mogła odczuć i zrozumieć osąd oraz niechęćtej pierwszej. Pani Gorbaczow wolałaby pozostawić politykę iopinię na boku, na rzecz stosunków bardziej ludzkich icieplejszych, ale nie miała też zamiaru ignorować surowejekspresji Reaganowej ukrytej pod wymogami protokołu.

Na tym poziomie świadomości jeśliktoś może zrobić pieniądze lub zdobyć wpływ, konsekwencje nadłuższą metę nie są tak istotne. Problem wynikający zwyrzucanych toksycznych substancji pochodzi z kultury Dusz Młodych,które są jego przyczyną, z powodu swego pośpiechu w robieniupieniędzy. Mimo, że Dusze Młode są produktywne, uprzemysłowionei skoncentrowane na celu, wizja ich zatrzymuje się w tym miejscu,czyli w miejscu robienia pieniędzy. Toteż wątpliwe byłoby to, żebędą brać pod uwagę motywy i etykę.

Ponieważ bardzo chcą dokonać czegośi uzyskać w świecie rozgłos Młode Dusze mogą być niestrudzonymipracownikami. Im zawdzięczamy naszą skuteczność, większośćwysokiej technologii, naszą potęgę militarną i impuls do tego,aby rzeczy zostały zrobione i zmienione. Są one architektami ibudowniczymi cywilizacji. Mimo tego, koncentrując się na ilości iniekoniecznie jakości tworzą jakby „naukową agrykulturę”.

Na przykład obfite żniwa w wynikustosowania różnych środków chemicznych są faktempoświadczającym, że metoda ta niesie zniszczenie około 95 procentogromnej ilości gatunków nasion znanych przed niespełna 125 laty,i że zatruwa ona ziemię nitratami, selenem, pestycydami orazwywołuje straszne problemy ekologiczne. Wszystko to ma dla MłodychDusz znikome znaczenie.

Młode Dusze nie zawsze uganiają sięza tym czego chcą, co z kolei możemy uznać za nierozsądne, gdytymczasem jest to ich punkt widzenia w drodze do sukcesu. Jest dlanich naturalnym nauczenie się jak od początku działa ten system iużywania go w taki sposób, aby przyniósł korzyści. Impuls wosiągnięciu korzyści popycha je do najbardziej znanychuniwersytetów, które już przez samą nazwę, dają pewien procentpewności przyszłych awansów. Niektóre z nich robią wrażenieurodzonych ze zdolnościami sprawiania, że system ekonomicznywyskoczy ze swych ram, aby stosunkowo łatwo pomnożyć ich setki wtysiące, tysiące w miliony, a miliony w biliony itd.

Esencja osoby z Młodego wieku Duszypopycha ją do zdobycia tyle ile może tak, aby odczuła i zrozumiałaczego szuka i co się w efekcie odczuwa, gdy się to już posiada. Zzachłannością będzie pożądała najdroższego modelu auta, palićją będzie chęć mieszkania w „lepszej” dzielnicy i w jaknajbardziej reprezentacyjnym budynku jaki może zdobyć. Posiadłościpotężne, otoczone wielką ciszą, trochę mniejsze od PałacuBuckingham, z murami grubymi na dwanaście stóp, z ornamentemwykonanym ze strzyżonych krzewów i z fontanną, żelazną bramąotwieraną automatycznie i kolekcją obrazów, mogą być zdobyte wtej inkarnacji Duszy Młodej. Jeśli wasze dni Duszy Młodejprzebiegały w starożytnym Egipcie, bogactwa były inne, ale napewno mieliście niewolników i wszystkie dostatki zapewniającedoskonałe bytowanie.

W okresie Duszy Młodej nie pojawia sięwielkie lenistwo. Mimo, że możemy znaleźć Młode Dusze gromadzącew szafach i szufladach przedmioty, tuż przed przyjściem znajomych,powodowane jest to raczej chęcią jak najlepszej prezentacji swegodomu a nie lenistwem.

Dziecięce Dusze cechuje zamiłowaniedo przesadnego porządku i czystości, podczas gdy Dusze Młode dążądo sukcesu i stwarzania pozorów. Dusze Młode nie są otwarteemocjonalnie, nie są więc dobrymi rodzicami i nie rozwijają aninie umacniają więzi rodzinnych ze swymi dziećmi. Mimo tego, kupująswym pociechom wszystko, na co je stać. Przykładem na to jestdziecko w wózku bardzo znanej firmy i w drogich ciuszkach jakomaterialny dowód prestiżu swoich rodziców. Dzieci te, mającedrogie zabawki, modnie strzyżone główki, dobre samochody iwykształcenie, są popychane w kierunku niedoceniania wszystkiego coposiadają i robią to od najmłodszych lat, przez okres młodzieńczy,małżeński aż do kariery włącznie. Tego właśnie oczekują odnich rodzice żądni ugruntowania swego statusu społecznego. Dziecitakie rzadko wyrażają swe uczucia.

W religijnych wierzeniach Młode Duszemają tendencję do postaw konwencjonalnych, chociaż są mniejegzaltowane niż Dusze na poziomie Dziecka.

Większość z nich prawdopodobnieznajdziemy w kościele i zobaczymy jak tworzą grupy i lansują swójbiznes, a nie jak zajmują się dogmatami lub krytykowaniem innych,którzy nie wykazują zbytniej religijności.

Ponieważ Młode Dusze identyfikująsię mocno ze swym ciałem i do końca nie są przekonane o tym, żeich świadomość je przeżyje, pojawiły się azyle kriogeniczne(miejsca gdzie zamraża się ludzi by przedłużyć im życie –przyp. tłum.), operacje nosów, łokci i wszystkiego, co jestmożliwe do zmienienia. Stąd kwitnący multibilionowy przemysłoddany do celów produkcji kosmetyków służących mężczyznom ikobietom oraz niewiarygodnie wielki i kosztowny system medyczny,który ma utrzymać wszystko przy życiu i to za wszelką cenę i bezpytania, czy ktoś tego chce, czy nie, jakie są koszty, ile bóluprzynosi lub jakie „życie” ofiarowuje. Najlepszymi,niespotykanie aktywnymi twórcami takich zachowań są ci, którzyposiadają Dusze Młode. Wygrywając z rywalem, zdobywając poklask,władzę i pieniądze osiągają poczucie przebywania na szczycie.Gdyby nie stres lub lęk przed utratą „zdobyczy”, możemy uznaćten okres za ekscytujący, dający ciekawe przeżycia i możnośćsamorealizacji.

Ponieważ Ziemia kończy swójmłodzieńczy okres, Młode Dusze mogą coraz łatwiej zdobywaćwiedzę.

Zbliżając się do skompletowniainkarnacji na poziomie Duszy Młodej, ludzie zaczynają okazywaćwięcej zainteresowania seksem i pożywieniem. Pociągają ichprzygody związane z dalekimi podróżami, poznawaniem świata, któryteż traktują jak swoją własność. Dzięki temu znów wzrasta ichstatus i podziw u innych.

W fazie tej zaczyna przejawiać siętwórczość mimo, że kwitnie i owocuje ona dopiero na poziomieDuszy Dojrzałej. Wielu ludzi zdobywa sławę i wysoką pozycję wtym okresie. Znajdujemy w nim gwiazdy filmowe, wielu twórcówprogramów telewizyjnych, śpiewaków, komediantów, polityków,liderów religijnych, zdobywców Nagrody Nobla, producentów zHollywood, autorów i ludzi typu Donald Trump, J.P. Getty, którzyosiągnęli bogactwo i sławę.

CIarence Thomas, Ed Meese, JimmySwaggart i Jim Bakker są przykładem mężczyzn znajdujących sięna początku okresu Duszy Młodej, w którym zaczyna ona rozwijaćsię i rzucać w przygodę. Zdobyli oni bogactwo i władzę, ale jakdo tej pory są oni złymi znawcami ludzi i zdarzeń oraz etycznychstruktur.

Dwie małżeńskie pary znane ze swegoskąpstwa i zachłanności są krańcowym przykładem tego, jak MłodaDusza sięga po bogactwo i władzę za wszelką cenę. Są to –Ferdinand i Imelda Marcos – (dawni władcy Filipin) orazJean-Claude i Michele Duvalier – byli władcy z Haiti. Żadna ztych par nie wykazuje skruchy za swe czyny ani nie podejrzewa jakogromną karmę sobie stworzyła.

George Bush i Ronald Reagan oraz wieluprezydentów Stanów Zjednoczonych to Dusze na poziomie Dojrzałym.John Kennedy, jako Dusza Młoda posiadająca ambicję i potrzebnąenergię, był już bliski przełamania barier ustanowionych przeciwkatolikom. Podobnie Geraldine Ferraro użyła swej energii i impulsuDuszy Młodej, by wywalczyć wejście kobiet do Białego Domu.Margaret Thatcher także będącej w połowie poziomu wieku DuszyMłodej pomaga to w ambitnym utrzymaniu swej pozycji. Profesorowiewpływowych uniwersytetów oraz osoby zajmujące odpowiedzialnestanowiska w większych korporacjach to Dusze Młode.

Gdy Michaił Gorbaczow po raz pierwszyzdobył uznanie i przyciągnął uwagę narodu Stanów Zjednoczonych,działał głównie z poziomu świadomości Duszy Młodej, co byłoważnym czynnikiem w jego dojściu do władzy. Później, gdyutrwalił swą pozycję i czuł się pewnie, działał z pozycjiswego prawdziwego wieku to jest ze średnio-Dojrzałego. Wtedywstrząsnął swoim krajem, wytrącił go ze stagnacji i zrobił toprawie sam. Możemy tu zaobserwować różnicę między dyplomacjąDuszy Dojrzałej – Gorbaczowa, a dyplomacją Duszy Młodej –Henry Kissingera, który widział stosunki rosyjsko-amerykańskietylko w formie konfrontacji, gdzie jedna strona wygrywa, zaś drugaautomatycznie przegrywa.

Rose Kennedy przez dziesiątki lat byłasiłą dającą stale nowy bodziec klanowi Kennedych – to DuszaMłoda o żelaznej woli. Mohammed Ali, który widział życie jakojedną wielką rywalizację, jest osobowością wielkiego sportowca oDuszy Młodej, jest nią również Leon Spinks.

Mick Jagger, osobowość znana w muzycerockowej, to kwintesencja Duszy Młodej, także Billy Graham –wybitny lider religijny, jest na tym samym poziomie. Młoda Dusza –Ralph Lauren – wzniósł się na wyżyny zarobkowania projektującmodę. Joan i Jackie Collins, obie stały się sławne jako przykładyDusz Młodych, aż do szpiku kości.

Johnny Carson, Bing Crosby, Jack Benny,Dean Martin, Bob Hope i naturalnie Joan Rivers oraz Vanna White, sąwspaniałymi przykładami Młodych Dusz zajmujących sięshow-biznesem. Whitney Houston, Diahann Carroll,Sean Young, Don Johnson, Bruce Wiilis, Robin Givens, John Wayne,Charles Bronson, Chuck Norris to typowe osoby o świadomości DuszyMłodej. I wreszcie kaznodzieje, wizjonerzy – reformiścitacy, jak: Richard Simmons, Ayn Rand i Wiiliam F. Buckley.

DUSZE DOJRZAŁE

Pod koniec cyklu Duszy Młodej pojawiasię pewien niepokój, poczucie, że czegoś brak. Cały poklask,bogactwo i władza już w pełni nie wystarczają, profity i wygrananie mają już transcendentalnej wartości.

W ten sposób zaczyna się czasposzukiwań w okresie Duszy Dojrzałej. Pytania takie jak: „Kimjestem?”, „Dlaczego tu jestem?” zadawane są sobie corazczęściej. Jest to okres wielkiego i intensywnego wysiłku, emocjejuż się otwierają a mury dzielące ludzi zaczynają się rozpadać.Możliwe staje się dostrzeżenie punktu widzenia innej osoby iwzięcia go pod uwagę w stopniu zależnym od tego, jak pogłębiająsię i nabierają życia stosunki międzyludzkie. Nagle okazuje sięoczywiste, że wszyscy posiadają uczucia, i że uczucia te sąinteresujące albo nieuniknione.

Jedną z przyczyn, dla której MłodeDusze są zdolne do skierowania tak wielkiej ilości energii na samsukces jest to, że życie wewnętrzne nie przyciąga ich uwagi. Topozwala płynąć energii łatwo w poszukiwaniu rzeczy zewnętrznych.Nie dzieje się tak na poziomie Duszy Dojrzalej. Jest to okresintrospekcji, okres, który wiele pojęć przewraca do góry nogami.Prawie zawsze wszystko jest tu skoncentrowane na emocjach i nawiększej intensywności, jest więcej schizofrenii, bólu,samobójstw, więcej miłości, zmysłowości i prawdopodobnie więcejlekarstw lub narkotyków, aby uintensywnić wszystko w większymstopniu, niż to bywa w innych okresach. Boy George, Sean Penn,Richard Burton i Marlon Brando wiedli życie z tendencją donieumiarkowania.

Sally Field podczas ciąży, oczekująctrzeciego dziecka, mówiła: ,,Przerażająca jest świadomość, żebędzie nowy człowiek na świecie, którego będę tak kochać”.Jej lament uosabia typową Duszę na poziomie Dojrzałym, która wten sposób intensyfikuje uczucia.

Twórczość płynie. Filozofia isztuka osiągają wysoki poziom. Iluzja i zniekształcenierzeczywistości są nieuniknione, gdy człowiek się otwiera,ponieważ jego ścieżka nie jest jeszcze jasna a żadna z form łatwado uszeregowania nowych uczuć. Nic nie jest stałe jak to miałomiejsce na poziomie Duszy Dziecka i Młodej.

Niełatwo być elastycznym. W ostatnichdekadach kultura nasza udzieliła kilku wskazówek dotyczących tegomęczącego poziomu inkarnacji.

Hipisi ze swoim „płynięciem” i„byciem”, ułatwiają każdemu zrozumienie czym jest okres DuszyDojrzałej i pomagają „rozbroić” ślepe uwielbienie dla tegospołeczeństwa, które jest nośnikiem świadomości Duszy Młodej.Ponieważ często są niezrozumiani i odbierani jako ci, którzywywołują rozruchy, podczas gdy w rzeczywistości dostrzegająwięcej niż Dusze Dziecka i Dusze Młode, często poszukująspołeczności innych Dusz Dojrzałych, u których mogą liczyć nazrozumienie. Berkeley i Cambridge w Stanach Zjednoczonych orazAmsterdam w Holandii to miasta Dusz Dojrzałych. Inne miasta, pełnetwórczości i homoseksualistów to Los Angeles, San Francisco i NewYork. Są one zbiorowiskiem różnych poziomów Dusz w którychjednak przeważają Dusze Dojrzałe.

Dusze Dojrzałe lubią towarzystwoinnych Dusz na tym samym poziomie z powodu ich potencjałuemocjonalnego oraz poczucia, że „są na tej samej ścieżce”.Doceniają one Dusze Stare ze względu na informacje jakich one imdostarczają i chwilowy odpoczynek, jakiego u ich boku doznają.Natomiast Dusze Młode pobudzają w nich impuls – chęć pójściado przodu w sprawach świata zewnętrznego.

Jest to okres podobny do występującegou Dusz Młodych, w którym wiele z nich osiąga wysoką pozycję,chociaż teraz powodem już nie jest ambicja i władza, ależywotność, entuzjazm i werwa. Zauważmy, że charakterindywidualny z okresu Dojrzałego ma tendencję do bycia elastycznym,interesującym i twórczym. Malarz Vincent Van Gogh nieustanniecierpiał z powodu intensywności swoich uczuć, podczas gdy PaulGauguin szukał wytchnienia od nich w spokojnym South Seas. JeanGenet, Truman Capote i J.D. Dalinger – każdy z nich zawarł wswoim pisaniu intensywny „posmak” Duszy Dojrzałej. A niezapominajmy o Barbarze Walters – prezenterce i twórcy programówtelewizyjnych, która zawsze zainteresowana była udzielaniem pomocytym z którymi robiła wywiady, ukazując ich najgłębsze przeżycia.

Zauważmy wigor, podniecenie, entuzjazmi intensywność życia m.in, gwiazd: Michael Jackson, BruceSpringsteen, Paul McCartney, Frank Zappa, Randy Newman, Holly Near,Janis Joplin, Cyndi Lauper, Madonna i Barbara Streisand. Podobniejak: Marilyn Monroe, Judy Garland, Michael Douglas, Elizabeth Taylor,Vanessa Redgrave, Molly Ringwald, Jack Nicholson, Dennis Hopper,Charlie Sheen, Warren Beatty, Lily Tomlin, Jane Fonda, DonaldSutherland i wielu innych, większość aktorów to Dusze Dojrzałe.

Walczący Ralph Nader, Gloria Steinem,Oliver North, Abbie Hoffman i Tom Hayden to Dusze Dojrzałe, arównocześnie zapaleńcy. Carlos Castaneda, Lynn Andrews, TerryCole-Whittaker, Brugh Joy, Shakti Gawain, Dan Millman i ElizabethClair Prophet są to duchowi poszukiwacze, nauczyciele i autorzy.

Dusze Dojrzałe chcą studiować, alenajczęściej wybierają małe i tradycyjne szkoły. Ten poziom maswoje własne priorytety i wewnętrzne poczucie własnego kierunku.Na przykład: Dusze Dojrzałe czasami, aby zawstydzić swojeotoczenie składające się z Dusz Młodych, odsuwają się od dobrzepłatnej pracy i unikają osiągnięcia wysokiego statusu na korzyśćtakiego, który wspomaga ich priorytety i linię rozwoju, niesieryzyko, przypadkowość i twórczość lub więcej „zbawianiaświata”.

Cały ten poziom zajmuje się badaniemnieznanych dziedzin, najczęściej tych wewnętrznych ale nierzadko izewnętrznych. Najprawdopodobniej matka Madonny nie wyobrażałasobie, że jej córka o tak niewinnym imieniu zamiast nosić krzyż iprzeciętne stroje, będzie fikała nogami na scenie.

Ktoś inny może zakochać się woperze, jazzie, Pavarottim, Mozarcie, muzyce kameralnej, tangu,polce, lub we fletni Pana w czasie gdy zbiera w lesie grzyby.Nietradycjonalne religie, medytacje i metafizyka zaczynają stawaćsię interesujące, wzbudzają ciekawość podczas, gdy zewnętrznehoryzonty rozszerzają się wraz ze swobodniejszym stylem życia,różnego typu seksem, sztuką każdego gatunku, lub kuchnią innychnarodów. Wielka wrażliwość zmysłowa na tym poziomie możezrodzić pasje do wymyślania potraw lub doskonałego wina, zdolnościw odróżnianiu i uznaniu wspaniałych niuansów zapachowych toteżwiększość znawców win, kiperów i sławnych kucharzy na całymświecie to Dusze Dojrzałe.

Kraje z atrybutami Dusz Dojrzałychzwracają większą uwagę na szersze stosunki ze światem, niż namaterialne dobra i skuteczną działalność. Przykładem mogą byćWłochy, Grecja, Egipt i Meksyk. We Włoszech mogliśmy obserwowaćkryzys w tworzeniu pięćdziesiątego już kolejnego gabinetu. Wnarodach o większości Dusz Dojrzałych wyłania się pytanie: „Czykraj naprawdę potrzebuje miękkiego rządu, czy bardziejinteresujące jest przeżywanie jego tasowania?”. Czasami „małe”rzeczy, takie jak zburzenie infrastruktury nie przyciągają uwagi ażdo czasu, gdy katastrofa jest nieunikniona.

Anglia znajduje się trochę pozarównowagą z powodu wejścia w okres Dojrzałości. Z nadejściemsocjalizmu, który ma tendencję do sprawiedliwego podziału bogactw,przeciętny Anglik na poziomie Duszy Dojrzałej nagle skoncentrowałsię bardziej na zagadnieniach wewnętrznych, niż na niekończącejsię walce o utrzymanie pozycji swego kraju w świecie. Ludzie sąmniej zainteresowani ciężką pracą ale nie dlatego, że ichpodstawowe utrzymanie będzie zabezpieczone przed systememsocjalistycznym, lecz z powodu zmiany ich wewnętrznego poziomu naświeży, nowy, dający początek świadomości Duszy Dojrzałej.

W połowie 1987 roku wiele z krajów oDuszach Młodych zaczęło interesować się początkiem świadomościDuszy Dojrzałej. Stało się tak, ponieważ ich populacja zaczęłaskładać się z większej ilości Dusz Dojrzałych niż Młodych cospowodowało zachwianie starej równowagi. Kraje te w „smaku” idziałalności będą jeszcze jakiś czas głównie państwami DuszMłodych, ale będzie można zaobserwować rosnącą chęćzapewnienia sobie coraz większej dbałości o dobrobyt.

Ponieważ świadomość Duszy Dojrzałejrealizuje się w poczuciu, że wszyscy jesteśmy wspólnotą, możedojść do głosu walka o prawa zwierząt, szczególnie delfinów,zwierząt bliskich całkowitemu wyniszczeniu, bądź żyjących wfarmach hodowlanych. Z drugiej strony zaczną rozrastać sięcmentarze ulubionych zwierząt.

Polska i Rosja są krajamiprzepełnionymi Duszami Dojrzałymi w których istnieją silneciągotki do dzielenia tego, co się posiada tak, aby wszyscy mielizapewnione przynajmniej wymagane minimum Teoria marksistowska masilny „posmak” Duszy Dojrzałej. W grupach rządzących obu tychkrajów znajdowali się ludzie mocni i twardzi, którzy byli DuszamiMłodymi. Stosowali oni wszelkie dozwolone i niedozwolone chwyty, abytylko utrzymać się przy władzy. I nagle mamy Dusze Dojrzałe typuLech Wałęsa i Michaił Gorbaczow, które rzucają się do walkiprzeciw temu ustalonemu porządkowi, nie bacząc na to, czy będąlubiani i dobrze oceniani.

DUSZE STARE

Na głębokich, wewnętrznych poziomachStare Dusze widzą związki istniejące między wszystkimi ludźmi.Instynktownie czują, że stanowią część całości. Są w stanieuchwycić szerszy obraz i wtedy robią co mogą aby żyć w zgodzie ztym, co czują oraz nie ranić, nie sądzić innych. Występuje unich potrzeba poczucia własnej nieskazitelności i utrzymanieintegralności w każdej sytuacji. Odsuwają się ód intensywnejemocjonalności Dusz Dojrzałych i są bardziej obiektywne w stosunkudo życiowych wyżów i niżów.

Mając za sobą sporo inkarnacji wróżnorodnych kulturach i klasach o wiele trudniej jest im znaleźćsię w sytuacjach typu: właściwe – niewłaściwe, my – oni, tenkraj czy tamten, jak to przeważnie ma miejsce w ich otoczeniu.Widzenie całego obrazu w ten sposób powoduje, że Dusze Stare sąraczej spokojne, nastawione bardziej pokojowo i nie rozpraszają się.U Dusz Starych przed upływem trzydziestego piątego roku życia nieobserwuje się przejawów percepcji odpowiadających temu poziomowi.Mogą więc one być w tym okresie posądzone o to, że lubiątańczyć w zależności od muzyki. Ponieważ mają inklinacje dopodążenia za swoją indywidualną, wewnętrzną percepcją ipragnieniami mogą być ocenione jako ekscentryczne, chociaż trzebaprzyznać, że w nieszkodliwy dla nikogo sposób.

W czasie, gdy istnieje wielka motywacjado duchowego wzrostu, znika ona gdy zaistnieją zdarzenia polityczneczy materialne. Stare Dusze rzadko czynią to czego nie chcą, bowolą swoje własne niekonwencjonalne cele, często szukają droginajmniejszego oporu jeśli chodzi np. o pracę, toteż większośćich energii może być zużyta na rozwój duchowy.

Z powodu bogactwa energii gromadzonegoprzez wiele inkarnacji, Stare Dusze są zazwyczaj całkowiciekompetentne w wielu sprawach, najczęściej jednak nie wykorzystująposiadanych możliwości. Zwykle wolą znaleźć pracę, którawspomaga ich osobistą ewolucję np. doradztwo, uczenie, praca zciałem, ogrodnictwo, rzemiosło – są to ich ulubione zajęcia.

Wiele studiuje filozofię i sztukę.Jeżeli wyższe studia potrzebne są do nauczania, szkoły mniejortodoksyjne dają im więcej szans badania nieznanych dziedzinwewnętrznych i te właśnie przyciągają je bardziej.

Luksusowy dom lub auto, stroje lubbiżuteria robiące wrażenie na innych nie należą do tych, któreznajdowałyby się na liście przedmiotów, jakim przypisują wielkąwagę lub większe zainteresowanie. Konsekwentnie unikają równieżpracy od godziny dziewiątej do siedemnastej.

Czasami są leniwe i osiąga to takiwymiar, że nie są w stanie zapłacić bieżących rachunków.Bierze się to jednak stąd, że do spraw materialnych nieprzywiązują wagi. Mimo tego, Stare Dusze mają powodzenie wsprawach materialnych, gdyż kiedy zaczynają szukać, pojmować istosować prawa fizyczne wszechświata, cel taki może byćosiągnięty przez nie bez najmniejszego wysiłku. Mają dwa punktyzainteresowań – zewnętrzny i wewnętrzny, dlatego pociąga jetarot, astrologia, metafizyka i wiele innych dyscyplin przychodzącychwraz z Nową Erą.

Stare Dusze interesują się wielomareligiami i naukami, ponieważ już rozumieją jakie są miedzy nimipowiązania. Jednak najbardziej pociągają je religie, którezwiązane są z bezwarunkową miłością i z tymi, do którychprzynależały w poprzednich inkarnacjach. Ponieważ religie sązwiązane z prawami i rytuałami stworzonymi przez Dusze Młode,Stare Dusze odrzucają prawie wszystko, co zostało dodane do rdzeniareligii przez Dusze Młode. Jedynie unikatowa, osobista praktykaduchowa jest tą, której oddają się w pełni i w skrytości.

Stare Dusze mają wielką skłonnośćdo agape – czyli miłości bezinteresownej, do bardzo świadomejpracy i unikania osadzania innych. Z tego powodu niektóre z nich sąmeczące i nierealne dla Dusz Młodych, a czasami nawet dla DuszDojrzałych. Bywają to zwykle esencje, które miały wiele doczynienia ze wszystkimi kwestiami emocjonalnymi zaś terazprzychodząc na planetę, wybrały okres pracy nad intelektem,filozofią i rozwojem duchowym.

W wersji telewizyjnej autobiograficznejksiążki Shirley MacLaine pt.: „Na krawędzi”, charakter Davida,który zabrał ją do Peru i nigdy nie przestawał zachowywać siępedantycznie, był jakby pozbawiony ciepła. David postępowałdobrze ale przy użyciu minimum uczucia, na chłodno i nie było dlaniego ważne, ani konieczne pouczanie i kierowanie Shirley przez całyczas. Robił to krótko, niejako przy okazji, ale perfekcyjnie. Ototypowy wizerunek Duszy Starej.

Mimo wszystko, niektóre Stare Duszeczują się nieswojo ze swoją szorstkością lub brakiememocjonalnego ciepła i starają się nadrobić ten jak im sięwydaje – brak, chociaż czasem nie mają takiego odczucia. W tymwypadku jednak siła esencji, która jest nastawiona tylko nauchwycenie i zrozumienie lekcji duchowych jakie życie niesie zesobą, nie jest zainteresowana pomocą w nadrabianiu braku emocji.Dla niej jest to błogosławieństwo a nie wada.

Podobna sytuacja wytwarza się poinkarnacjach obfitujących w dobra materialne. Gdy esencjaskompletowała Lekcje zdobywania bogactwa nie jest zainteresowanauzyskaniem tego samego. Wyjątek stanowią pieniądze ubocznieułatwiające pomoc w innych, nowych lekcjach. Esencja może chcieć,by ktoś znalazł się w danej inkarnacji na dnie nędzy do tegomomentu, aż potrzebne lekcje duchowe i filozoficzne będąprzerobione.

Czasami esencja wtrąca się iprzeszkadza w dobrych zarobkach gdy staje się oczywistym, żedobrobyt rozprasza i odwraca uwagę od właściwej pracy nad sobą.

Pamiętajcie, Stare Dusze, jesteścieswą esencją. Kiedy przebywacie poza Ziemią wtenczas decydujecie inie wybieracie sobie bogatych rodziców, ani skłonności czy ambicjido posiadania bogactw i osiągania wysokich stanowisk. Problem leżyw tym, że gdy pojawiacie się na planie fizycznym wasza małaziemska osobowość wariuje trochę w związku z dobrami światamaterialnego. Osobowość może popychać do życia w komforcie i doosiągnięcia go, ale bez wielkiego impulsu typu „No! Zrób to!Musisz osiągnąć sukces!”, gdyż ten impuls opóźnia pracęStarej Duszy.

Tak długo jak esencja Duszy Starejodżywia się tym, czym ona naprawdę chce, czyli strawąfilozoficzną i duchową, nie będzie przeszkadzać w osiągnięciupieniędzy lub w tworzeniu ciepłych, emocjonalnych stosunkówmiędzyludzkich. Ale nie da ona specjalnego i dodatkowego impulsu wkierunku osiągnięcia jednego czy drugiego.

Najważniejszym wyzwaniem dla DuszyStarej jest opanowanie i doprowadzenie do właściwegosamoposzanowania. Żadna Stara Dusza nie jest kompletna dopóki nieosiągnie całkowitego przebaczenia sobie swych błędów i miłoścido siebie. Miłość i poszanowanie siebie może być omijane, gdyżyje się w społeczeństwie Dusz Młodych, które nie uznają aninie potrafią zrozumieć wrodzonych wartości większości StarychDusz. Szczytem nieporozumień z Młodymi Duszami, które przypisująsobie wiele wartości, jest to, że Stare Dusze zdają sobie jasnosprawę z tego, jak małą rolę spełniamy wszyscy w tym wielkim inieskończonym wszechświecie.

Poszanowanie siebie jestnajpoważniejszym wyzwaniem dla Dusz Starych, ponieważ wzdłuż ichdrogi przewija się wciąż łatwość przyjęcia postawylekceważącej siebie. Inne ważne zadania w planie szkolenia StarychDusz to zadowolenie z przebywania w ciele fizycznym, manifestowaniemistrzostwa w uznaniu i poszanowaniu tego co się posiada i używaniuw tym celu, aby życie na planecie było miłe, ciekawe a czasaminawet ekscytujące. Dopóki pociąga cię życie na ziemi nigdy niebędzie ono twoją ostatnią inkarnacją. Esencja nigdy nie dopuścido tego byś zerwał się z haczyka dopóki nie uwolnisz się odprzywiązania do rzeczy, które cię przyciągają i wiążą z tąplanetą.

Aby skompensować wybór poprzednichinkarnacji Stara Dusza najczęściej otrzymuje w ostatnichinkarnacjach płeć, którą najmniej lubi. Będąc jednak tyle razyw ciałach męskich i żeńskich, Stare Dusze zaczynają mieszaćróżne energie i w końcu nie mają preferencji do męskiej czyżeńskiej płci. Nierzadkie są odczucia obu płci to jestniekobiece kobiety czy mężczyźni niemęscy. Płeć, która nabierajuż cech kosmicznych, staje się możliwa i zaczyna się jejposzukiwać. Na przykład wymienione wcześniej niekobiece kobiety,choć o zachowaniu i powierzchowności swej płci, wolą zawodymęskie, przedkładają urządzenia typu kamera lub aparatfotograficzny nad stroje, dzieci wychowują bez przesadnej tkliwościi nie są domatorkami. Z kolei niemęscy mężczyźni, chociażfizycznie nie różnią się od innych, uwielbiają dzieci – nawette męczące i niegrzeczne – wykazując wiele cierpliwości. Lubiągotować różne przysmaki, szyć, lubią nawet robótki na drutach(ale tylko we własnym domu). Są wśród nich i tacy, którzy bardzoprzejmują się własnym ciałem (masaże, dobry krem do rąk itwarzy, gimnastyka aby nie przytyć, dobra woda kolońska ieleganckie dodatki do ubioru). Nie ma to nic wspólnego z płciąfizyczną, wiąże się jedynie z przejawem Duszy żeńskiej w męskimciele lub odwrotnie.

Obserwowanie Duszy bardzo Starej jakodziecka jest bardzo pouczające. Mimo, że zachowuje się ono jakdziecko i wykazuje zainteresowania związane z tym wiekiem wyczuwasię w nim już inne wartości. Ze względu na to, że Dusza ta jużtyle razy przychodziła na naszą planetę, dziecko nosi w sobiespokój i mądrość, co może być odczuwane przez otoczenie,przynajmniej w tych momentach, gdy jest ono spokojne.

W stosunku do Dusz Młodych iDojrzałych o wiele mniej Dusz Starych staje się sławnymi ludźmi.Jeżeli już, to po to by uczyć. Dbają o poziom nauki zgodny zeswym doświadczeniem i nie obniżają go nigdy, nie bacząc nakrytykę i wykpiwanie przez Dusze Młode. Żadna Dusza Stara nie możezakończyć koła inkarnacji dopóki nie przekaże swej wiedzyprzynajmniej jednej osobie.

Niektóre ze Starych Dusz przejawionychjako muzycy odczuwają typowy pociąg do przekazywania swej wiedzy,są to: Joan Baez, John Lennon i Yoko Ono, Sting, Judy Collins, JerryGarcia, Bob Marley.

Paul Winter, George Winston, Kitaro iorkiestra Nowej Ery mają na celu pouczać nas, abyśmy zaczęliodczuwać wspaniałość wewnętrznych przestrzeni dzięki ichmuzyce.

Mark Twain, John Muir i Albert Einsteinto też Dusze Stare spełniające swoją misję tak samo, jak DrEdward Bach. John Robbins pracuje nad amerykańskim jedzeniem iprodukcją żywności. Producent filmowy John Boorman (jego filmy:„Emerald Forest”, „Hope and Glory”), autorka Alice Walker(„Kolor purpury”); ludzie poszukujący Prawdy jak: Jean ShinodaBolen, Shirley MacLaine, Robert Redford i Phil Donahue sąwspaniałymi i aktywnymi Starymi Duszami, które ostatnio pracująnad naszą kulturą. Na samym czele frontu duchowego znajdziemy DonJuana Matusa, Nostradamusa, Gurdżjewa, Guru Mayi, Carla Junga,Wernera Erharda, Rajneesha, Ram Dassa, Matthewa Foxa, Dalaj Lamę,Sun Bear, Swamich Satchidananda i Muktananda oraz wybitnychpsychologów: Christine i Stanisława Grof.

Jesse Jackson, Jerry Brown, AbrahamLincoln, Anwar Sadat, Vigdis Finnbogadottir prezydent Islandii orazChico Mendes z Brazylii to sześć Starych Dusz o wielkim wpływie naarenę polityczną dzięki włożonej w to działanie ich osobistejenergii. Zwróćmy uwagę jak każdy z nich uczył indywidualnie zeswego unikatowego poziomu. Ten sposób przekazywania wiedzy nie jestjeszcze w ogóle znany ani uznany przez społeczeństwo.

Kraje, w których przeważają DuszeStare (ale nie są to liderzy ani członkowie rządu) to Islandia,Holandia, Szwajcaria, Czechosłowacja.

Narody złożone ze Starych Dusz woląneutralność w konfliktach międzynarodowych i jeżeli nie możnainaczej, wybierają niewolę zamiast gwałtu i przelewu krwi. Wiedzącjaką wartość ma wolność, w pierwszym rzędzie ta wewnętrzna,wolą uczyć swych najeźdźców większej harmonii iczłowieczeństwa. Historyczną postacią, która tego dowiodła, byłAleksander Wielki konkwistador Persji i części ziem należącychobecnie do Indii.

Stare Dusze znajdziemy wszędzie,chociaż bardzo rozproszone po świecie i do tego w małychilościach. Burma ma wiele Starych Dusz, ma je Nowa Zelandia,Finlandia i Norwegia. Miasta Ameryki, w których one się grupująto: Vancouver, Miami, Laguna, Boston, Minneapolis, Chicago i Atlanta.Chociaż najliczniejszymi z nich są głównie Oregon, Waszyngton iPółnocna Kalifornia. Półwyspy Florydy i Islandii oraz Waszyngtonto magnesy dla Dusz Starych. Inne miasta: Santa Fe i Taos, NowyMeksyk oraz Boulder w Kolorado przybierają przyjemny „posmak”Starych Dusz; Rosja też ma ich wiele, ale najwięcej z nich byłoswego czasu na Syberii. Michael mówi, że Stare Dusze inkarnowane wZwiązku Radzieckim pomagają popchnąć ten kraj do przodu. Niechciały one ukończyć inkarnacji w kułagach ani nie wybrały sobieaż tego typu pracy.

Armenia była pełna Dusz Starych iDojrzałych ale nawet najlepiej przygotowane plany w astralu niezawsze są tu, na planie fizycznym, wykonane w sposób doskonały i zprecyzyjną dokładnością.

Wiele indywidualnych Starych Dusz jestrozproszonych po świecie. Niektóre odpoczywają w wygodnychwarunkach na wyspach jak np, Tahiti lub wprost przeciwnie, pracująbardzo aktywnie w Afryce lub pomagają w rozwoju danego kraju czykontynentu. Stare Dusze inkarnują w strefach, gdzie przeważająDusze Noworodków, na przykład w Amazonii, w celu chronienia ich,towarzyszenia, karmienia i ukierunkowania w tym co jest im potrzebne.

Stare Dusze starają się rozumieć toco lubią postrzegać Dusze Młode. Wiedza na temat percepcji różnychpoziomów Dusz jest niezmiernie pożyteczna i przydatna dozrozumienia co inni czują, jak myślą i jakie mają zadania dowypełnienia w swym życiu.

Każdy wiek Duszy obfituje wdoświadczenia w takim stopniu w jakim to konieczne na danym poziomiepercepcji. Jest nader ważne dla Duszy Noworodka aby była wypełnionalękiem o przetrwanie, a dla Duszy Dziecka wymaganie prawa iporządku. Dusza Młoda zachowuje się właściwie gdy walczy ozdobycie bogactw, władzy i poklasku, zaś Dusza Dojrzała, gdydoświadcza przeżyć intensywnie emocjonalnych i zgłębia kwestie znimi związane. Dusza Stara nie stosuje norm ogólnie przyjętych.Obserwuje i działa w sposób nieco ekscentryczny oraz uczy innych,nawet wtedy, gdy jej własne życie czy sprawy materialne nie sądoskonale zorganizowane. Na pierwszym miejscu stawia ona przekazanieinnym tego co już wie, a na dalszych pozycjach – dobrobyt,zabezpieczenie i wygodę.

Oczekiwanie więc, że wasze dziecko oDuszy Starej będzie się wspinać po szczeblach kariery, abyosiągnąć wyżyny w przedsiębiorstwach lub w jakimkolwiekwykonywanym zawodzie, jest pojęciem całkowicie błędnym. Pomyłkąjest również liczenie na to, że dynamiczny adwokat o Duszy Młodejzajmie się łagodzeniem atmosfery między zwaśnionymi stronamialbo, że Dusza Dojrzała, uwikłana w poważny dramat emocjonalny,będzie zdolna do osiągnięcia całkowitego spokoju tylko dlatego bowykażemy jej jasno całą sytuację.

Stare Dusze rodząc się na planecie ibędąc fizycznym noworodkiem, doświadczają świadomości noworodkai rozwijają się duchowo wraz z ciałem. Gdy są fizycznym dzieckiemprzejawiają cechy Duszy Dziecięcej. Weźmy przykładowo sytuację,w której dwuletnie dziecko krzyczy lub płacze, gdy jedno z rodzicówobraziło jego poczucie dobra i zła, czyli poczucie sprawiedliwości.Dzieci z innych poziomów Dusz płaczą i awanturują się tylkowtedy, gdy nie otrzymują tego czego chcą, kiedy zabrania się imjakieś zabawy albo, gdy się je zbyt apodyktycznie poucza. Dzieci oDuszach na poziomie Dziecka są wymagające, apodyktyczne i nie licząsię z wymaganiami rodziców. Dusze Stare, kiedy są w szkole, mogąprzejść przez okres współzawodnictwa, w którymkolwiek zprzedmiotów ale nie muszą, zaś w wieku dojrzałym mogą przejawiaćemocjonalne wzloty i upadki, ale te u nich nie trwają długo iprędko zostają zapomniane.

To co może załamać Duszę Dojrzałąi pozostawić po sobie kompleksy i urazy, dla Duszy Starej będącejw młodym wieku fizycznym, jest tylko „zajściem”, „wydarzeniem”,czy choćby „sprawą do załatwienia”.

Indywidualne Dusze nie prezentują wpełni swych cech przynależnych danemu wiekowi. Przejawiają jedopiero po upływie jednej trzeciej czasu ziemskiego. Przechodząprzez swego rodzaju stagnację a nawet lenistwo. Gdy esencja chceszybciej skompletować przerobienie pewnej karmy, wybiera na okreswcześniejszy wieku fizycznego sprawy związane z ambicją lubemocją. Podczas gdy większość Dusz Starych (również Dojrzałych)będzie przerabiać intensywnie fazę Dojrzałą w swoim fizycznymwieku – od nastolatka do dwudziestego roku życia – Stara Duszanie działa z poziomu świadomości Duszy Starej przed upływemtrzydziestego roku życia na planie fizycznym, chociaż nie dotyczyto wszystkich aspektów. Gdy na przykład czuje zagrożenie, wtedynapotyka na pewne trudności w natychmiastowym skoncentrowaniu sięna świadomości Duszy Starej.

Stare Dusze mają zdolnośćposługiwania się dyscypliną Duszy Dziecka, ambicją Duszy Młodeji emocją Duszy Dojrzałej wtedy tylko, gdy dla ich planówkarmicznych jest to niezbędne i konieczne, nie chowają głowy wpiasek, aby uniknąć lekcji i przywilejów, które należą doinnego wieku.

Ludzie, których przyciągają naukiMichaela, chcą wiedzieć dlaczego różnią się trochę od innych ico to oznacza, zdają sobie bowiem sprawę, że ich sposób i drogasą inne od ogólnie przyjętych. Wyjaśnienia Michaela są bardzopożyteczne, ułatwiają zrozumienie dlaczego ludzie tak bardzoróżnią się od siebie i tak wielu przyswaja sobie Jego nauki;czemu niektórzy w ogóle nie biorą ich pod uwagę lub wręcz jeodrzucają.

Celem tego nauczania jest agape i niestwarzanie sobie nowych problemów zupełnie już zbędnych.

Młode Dusze są naturalną częściącałości a Dusze Stare wiedzą, że wszystko jest połączone. Awięc Dusza Stara, jeżeli poczuje się dojrzalsza od Młodej, szukaod razu delikatnego sposobu oświetlenia jej drogi, choć owa droganie jest bezbolesna i często trudna. Trudności i ból mogąprzynieść niezrozumienie i odrzucenie nauk jakie stara sięprzekazać Duszom Młodym. Wznosi się więc na wyżyny intelektu nienarzucając swej nauki innym.

SIEDEM ETAPÓW KAŻDEGO WIEKU DUSZY

Jak już wspomniano, każdy poziomduszy dzieli się na siedem etapów, które można porównać doszkolnych klas. Każdy etap wyróżnia się swoim specyficznymzabarwieniem co pozwala stwierdzić i ocenić, że na przykład –ktoś przerabia czwarty etap na poziomie Duszy Starej lub siódmyetap na poziomie Duszy Młodej.

Z wyjątkiem szóstego etapu,który wymaga więcej inkarnacji, na każdy z nich przypadają trzywcielenia aby uzupełnić doświadczenia, chociaż niektóre esencjeprzerabiają swój materiał szybciej a inne, te bardziej stalerozkoszują się przebiegiem wolniejszym. Opis każdego etapuzostanie podany w tym rozdziale razem z przykładami dotyczącymiznanych osobistości. Możemy więc na tej podstawie przekonać sięjak każdy etap wpływa na zachowanie się danego człowieka.

Istnieje wielu ludzi na każdym zetapów, dlatego są one łatwe do rozpoznania i odróżnienia.

Pierwszy etap polega na próbnymbadaniu nowego wieku Duszy, który następuje po poprzednim, jużskompletowanym. Jest to coś w rodzaju sondy. Przeważa uczucieniepokoju i ludzie przechodzący przez ten etap w większościspędzają około siedemdziesięciu procent czasu jeszcze w sposóbznany z poprzedniego szczebla.

Pierwszy etap jest bardziejwycieczką na nowy teren i nie nadaje się jeszcze do pełnegowykorzystania jego cech. Mike Tyson, gdy znalazł się na czołowychstronach gazet z powodu swego rozwodu, jest na pierwszym etapiepoziomu Duszy Dziecka i czuje się trochę nieswojo budząc takiezainteresowanie. Podczas gdy Jim i Tammy Bakker są na pierwszymetapie poziomu Duszy Młodej, ale emocjonalnie działają jeszcze zostatniego etapu poziomu Duszy Dziecka. Ubiegają się o światłasławy w celu zwiększenia swych bogactw i władzy. SylvesterStallone, pozornie odsunął się od miłych dla niego cech siódmegoetapu Duszy Młodej, a jego autorefleksja i zainteresowaniastosunkami przyjacielskimi wskazują na to, że bada teren pierwszegoetapu poziomu Duszy Dojrzałej. Jeżeli weźmiemy pod uwagę w jakisposób wyidealizował swoją postawę Wojownika, zauważymy jak miłowygląda ten okres przemiany.

Drugi etap mimo, że jestcieplejszym i wygodniejszym, charakteryzuje się popchnięciem ipewnego rodzaju walką. Ludzie na tym etapie zaczynają zdawać sobiesprawę z tego, że mogą działać lepiej, jeżeli wejdą choćby nasiłę w nową odmienną świadomość, że stara percepcja powodujeu nich frustrację chociaż nie są jeszcze pewni, czy dadzą sobieradę z nowym etapem. Oscar Arias, który otrzymał Nagrodę Nobla,jest przykładem drugiego etapu Duszy Dojrzałej. Jego trudne i mocnozewnętrzne zadanie ustalenia pokoju w Ameryce Środkowej pomogło mupopchnąć swą własną świadomość na „dojrzałe” miejsce,gdzie stosunki międzyludzkie są ważniejsze od osobistych ambicji,władzy lub materialnych korzyści. Jesse Jackson jest równieżprzykładem takiego zjawiska, ale już na drugim etapie Duszy Starej.

Książę Karol jest na drugim etapieDuszy Dojrzałej mimo, że powstrzymywany przez wiele pozostałościz poziomu Dziecięcego (tak, Dziecięcego nie Młodego), które jegożona (Dusza Dojrzała) stara się wyeliminować, aby ich współżyciemogło być przyjemniejsze. Ronald Reagan jest innym przykłademdrugiego etapu Duszy Dojrzałej ale ma żonę, która woliprzetrzymywać go na swoim poziomie Duszy czyli Młodym.

Salman Rushdie jest na drugim etapieDuszy Dojrzałej i pozostaje w stałej wewnętrznej walce z sobą,waha się z podjęciem decyzji jak utorować sobie drogę. Czyrozpychać się łokciami czy ośmieszając działanie władzydoprowadzić do tego, aby ludzie zobaczyli, że nawet i ci owładnięcimanią, są zjednoczeni z całością.

Alice Walker, która napisała książkępod tytułem „Kolor purpury”, jest na drugim etapie Duszy Starej,tak samo jak aktor Dustin Hoffman. Były gubernator Kaliforni JerryBrown wyznania rzymsko-katolickiego, który przebywał w Indiach zMatką Teresą i sporo czasu poświęcił na studiowanie Zen wJaponii, daje wyraz swemu zdecydowaniu, aby wzrastać w swojej pełnejpercepcji drugiego etapu Duszy Starej. Naprawdę to walczy onzawzięcie ze swymi nawykami z minionego poziomu Duszy Dojrzałej. Wtym okresie ludzie rozwijają silne dążenia do zrealizowania tego,co przynosi im ze sobą etap na którym się znajdują i starają sięzrozumieć go jak najlepiej.

Trzeci etap to okres, w którymosobnicy zaczynają osiągać wewnętrznie pełną percepcję nowegowieku Duszy, ale mają jeszcze trudności w jej całkowitejinterpretacji w świecie zewnętrznym. Osoby takie stają siękrańcowo introwertyczne i intelektualnie introspektywne w okresiepróby połączenia nowej wiedzy z życiem codziennym.

Osoby na tym etapie np. MichaelJackson, który pozwala sobie na stworzenie pewnego rodzaju sławy,przeżywają depresję i stres z tego powodu.

Zaproszony do telewizji na finansowyshow Louis Rukeyser jest innym przykładem osoby działającej natrzecim etapie Duszy Dojrzałej. Jego spektakl telewizyjny podtytułem: „Tydzień na Wall Street” ukazuje, że jest on bardziejzaangażowany w swój etap, niż inni pozostający na tym samymszczeblu. Tak jego cel wzrostu, jak i główna charakterystycznacecha czyli arogancja (patrz rozdział pt: „Łuski”), dają mubodziec, który naprawdę nie jest zbyt miły, ale potrzebny dla jegointrospekcji na trzecim etapie.

Ralph Nader też jest przykładem Duszyprzebywającej na trzecim etapie poziomu Duszy Dojrzałej, którapozwala swemu celowi i zasadom popychać go do światła reflektorów,mimo jego osobistej skłonności do spokoju. J.D. Salinger, któryspędził większość ze swoich 69 lat na unikaniu jakiegokolwiekrozgłosu, za który inni autorzy płacą aby tylko go uzyskać, jestodosobnionym Rzemieślnikiem na trzecim etapie Duszy Dojrzałej.

Jeremy Irons, aktor też prezentującytrzeci etap Duszy Dojrzałej, jest ostrożny udzielając wywiadów.Nie lubi wyjawiać informacji o sobie i przyznaje, że sposóbprzeprowadzania wywiadów wywołuje w nim wrażenie pewnego rodzajugwałtu. Sowiecki kosmonauta Jurij Romanienko osiągnął rekordprzebywania 326 dni na orbicie okołoziemskiej. Miał wiele czasu dlasiebie, aby przemyśleć swe życie wstecz i w przód, i osiągnąłszczyty jakie można zdobyć w izolacji.

Ludzie z trzeciego etapu osiągają to,co mogą najlepszego, gdy poświęcają wiele czasu na przebywanie wdomu i jedynie we własnym towarzystwie tak długo, jak długo jestim to potrzebne. Respektując swe inklinacje i darząc się miłością,czyli w pełni akceptując siebie takimi jacy są, łagodzą oniwszystko w takiej formie, jaka jest dla nich najprzyjemniejsza.

Czwarty etap jest jak wygrana naloterii. Zintegrowany i skonsolidowany, percepcja jest terazwewnętrzna i zewnętrzna. Inkarnacje tego okresu są komfortowe iczłowiek na czwartym etapie czuje się pewnie przebijając przezświat. Inkarnacje te są pełne ferworu, zapału i wypełnionedokonanymi zamierzeniami, ale równocześnie pełne stałegotworzenia karmy.

Śpiewak-poeta Bob Dylan – poruszasię między trzecim a czwartym etapem. Fidel Castro, Corazon Aquino,Jane Fonda i Terry Cole-Whittaker są na czwartym etapie DuszyDojrzałej, podczas gdy Imelda i Ferdinand Marcos, panamski generałNoriega i saudyjski prezydent Assad są na czwartym etapie DuszyMłodej. Królowa Elżbieta jest na czwartym etapie Duszy Dziecka iwykonuje wspaniałą pracę, łącząc potrzeby sławy z cechami takmłodego wieku. Phil Donahue i Kevin Ryerson są ciężkozapracowanymi Starymi Duszami na czwartym etapie.

Piąty etap to czas w którymludzie rozpoczynają walkę z ograniczeniami, jakie przyniósł imczwarty etap, zapewniając zbyt wiele wygód i hamując postęp.

Wierzcie mi lub nie, ale istoty ludzkienie chcą przebywać zbyt długo tylko w komforcie, a szczególniewtedy, gdy ten jest przeszkodą w duchowym rozwoju.

Opuszczając przetartą ścieżkę, jakto zrobił Carl Jung – Dusza Stara, na korzyść eksploracji,eksperymentowania i tego co nie ortodoksyjne; podkreślił każdypunkt i ukazał ekscentryczność całego procesu tego etapu. Właśniew taki sposób Michaił Gorbaczow w tej chwili manifestuje swójprawdziwy wiek Duszy tj. Dojrzałość. Nietypowe znamię na czolemoże być znakiem jego ostatecznego losu. Doskonale, jak dla osoby zpiątego etapu, prowadził on swój kraj do zrzucenia ciężkiego imęczącego jarzma. Inną osobą z piątego etapu Duszy Dojrzałejjest Robert Bly, który pomaga Amerykanom pozbyć się upartejzarozumiałości, Zsuzanna Budapest jest wiedźmą, feministką iautorką na piątym etapie Duszy Dojrzałej, która prowadzi kobietydo błogosławieństwa natury i bóstw. Zsa Zsa Gabor kultywuje swójpiąty etap Duszy Młodej, ekscentrycznie i z wielkim czarem osiągawiększą część swego zapotrzebowania na władzę. Joan Quigleywspierał astrologią swoje potrzeby ekscentryczności i władzy wsposób całkowicie niekonwencjonalny jak na Młodą Duszę.

Osoba na piątym etapie możeprzekraczać granice swoich cech przez co może być widziana jakomniej dojrzała niż jej przyjaciele, którzy są na pewno naczwartym etapie. Bette Midler jest inną znaną osobą na etapieDuszy Dojrzałej – pisze książkę, której tematem jest unikatowezachowanie się. Divine w „Kobiecych problemach” i „Lakierze dowłosów” przy pomocy postaci prawdziwie baśniowej, tłustej izawadzającej królowej, opisała swoje reguły i pojęcia. Pee WeeHerman, spokojny i cichy pozostaje na piątym etapie Duszy Dojrzałejprzez większość życia.

Gary Larson, słodki twórca krańcowodziwacznych kreskówek wyświetlanych pod tytułem „Odległastrona”, jest Duszą Starą manifestującą piąty etap.

Madonna przechodzi ze stałego,lubiącego biznes czwartego etapu Duszy Dojrzałej, w bardzoniekonwencjonalny etap piąty. Często i regularnie przeskakuje zetapu piątego na czwarty i odwrotnie. Lyndon Johnson przechodziprzez etap piąty poziomu Duszy Dojrzałej. Jego ekscentrycznośćnie wywołała takiego efektu, jaki zamierzał. Nie zbulwersował np.opinii publicznej pokazując reporterom swoją bliznę na brzuchu.Mimo tego na piątym etapie niektórzy mogą czuć się niepewnie lubodczuwać zaniepokojenie, uczucie wytrącenia z równowagi. Możnaich przeto mylnie zaklasyfikować jako Dusze młodsze od innych,które też przechodzą przez ten sam lub nawet niższy etap.

Szósty etap duszy na poziomieNoworodka i Dziecka to pierwsze okresy tworzenia karmy. Każdaesencja zagłębia się w tej wczesnej fazie i formuje karmę, którajeży włos na głowie, gdy ją odczuwamy patrząc na nią znastępnego poziomu i gdy wiemy co to oznacza i za co późniejbędzie odpowiedzialna. Naturalnie, częścią nauki jest to właśnie,że teraz już nigdy, za nic na świecie, nie zechcemy tegopowtórzyć.

Richard Ramirez i Charles Manson obaj zszóstego etapu na poziomie Duszy Dziecka wyraźnie wytworzyli sobiedługą i obfitą karmę. Tak samo uczynił Joel Steinberg, którybył odpowiedzialny za znęcanie się nad żoną i śmierćadaptowanej córki.

Jesse Helms, kaznodzieja Oral Roberts iEvan Mecham oskarżony, ultra-konserwatywny eks-gubernator Arizony,wszyscy oni rozkoszowali się tworzeniem kontrowersji i szóstymetapem poziomu Duszy Dziecka. Dusza Młoda na szóstym etapie możeuczynić coś tak inspirującego jak John Kennedy, lub coś taknietypowego i dziwnego, jak poroniona kampania Roberta Borka wnajwyższym Trybunale, w której aż palił się do tego aby stworzyćinteresującą karmę, związać ze sobą mniejszości narodowe USA.Jego działanie wytworzyło wyjątkowo dużo negatywnej karmy.

W inkarnacjach późniejszych, naszóstym etapie łączymy doświadczenia z poprzednich etapów izaczynamy wypełniać obowiązki, które wzięliśmy na siebie podrodze. Oznacza to nasze nagromadzone długi karmiczne, którespłacamy wieloma, wieloma intensywnymi, prawie ponad siływypełnionymi inkarnacjami szóstego etapu.

Osoba taka prawdopodobnie napotka wieletrudności w rozpoznaniu pecha i w stawaniu twarzą w twarz z każdymzmartwieniem czy ciężkim przeżyciem, które pojawi się na jejdrodze.

Inkarnacje z szóstego etapu w którymspędzamy najwięcej czasu na regulowaniu, naprawianiu i wychodzeniuz kłopotów to grupa inkarnacji wymagających i trudnych, którepochłaniają więcej czasu niż inne etapy.

Dla Dusz Starych są naprawdę ostatniąszansą skompletowania całej karmy oraz wszystkich niezbyt dokładnieprzerobionych lekcji i doświadczeń, których unikaliśmy przezwiele dziesiątek inkarnacyjnych okresów.

Pomyślmy tylko o tym jak zostałzahamowany rozwój duchowy i zepchnięty na dalszy plan winkarnacjach na szóstym etapie u osób: Elizabeth Taylor, TimothyLeary, Norman Mailer, Rajneesh, Jeremy Rifkin, Deng Xiaoping i PattiDavis. Joe Kennedy II, jest Duszą Dojrzałą na szóstym etapie wroli Mędrca, który prawdopodobnie przejdzie przez serię zajśćczyniących zamieszanie w prasie i polityce, oraz jego życiu. StareDusze takie jak Ram Dass i Yoga Bhajan prawdopodobnie jużskompletowały w tych inkarnacjach ostatnie intensywności szóstegoetapu i przesunęły się do przodu w kierunku świadomości siódmegoetapu.

Siódmy etap! Karma spłacona!Nadszedł czas na zadowolenie i odpoczynek słusznie zapracowany.Niezbyt wiele przeszkód i problemów zaległych.

Siódmy etap to życie raczejprzyjemne. Mając świeże zrozumienie przerobionych lekcji, jest sięwtedy właśnie w dobrym okresie aby uczyć innych, szczególnie tychz wieku właśnie skompletowanego.

Dla Dusz Dojrzałych i Starychszczególnie konieczne staje się podzielenie z innymi swojąpercepcją i sposobem obcowania. Pomyślmy jak mocno czuła toRoseanne Arnold i Robin Williams na przykład i jak bardzo chcielioni podzielić się z innymi swym postrzeganiem, czy George Lucas iMartin Luther King.

Moamar Khadafy na siódmym etapie DuszyDziecka i były pierwszy minister Izraela Shamir na etapie siódmymDuszy Młodej nie mają życia, które przebiegałoby równie łatwojak u innych, ale są oni zbyt uparci w swych dążeniach, niemodyfikują ich nawet pod gradem kul, by móc osiągnąćsamozadowolenie przynależne siódmemu etapowi.

Życie na siódmym etapie zwykleobfituje w komfort i otwartość. Pat Sajak prezentujący się wprogramach o północy, dawny discjockey, telewizyjny prezenterpogody i towarzysz programów Wanny White „Koło Fortuny”, jestczłowiekiem ambitnym, spokojnym na siódmym etapie Duszy Młodej.Aktorzy tacy jak Alec Guinness i Danny DeVito, pieśniarz BruceSpringsteen, autor Frank Herbert i seksuolog Ruth Westheimer wszyscysą na etapie siódmym poziomu Duszy Dojrzałej.

Duchowi nauczyciele – SwamiMuktananda i Swami Satchidananda manifestują siódmy etap napoziomie Duszy Starej, jak i Anwar Sadat, który uszczelniłpęknięcia na Bliskim Wschodzie, wreszcie jeszcze w StanachZjednoczonych – Abraham Lincoln.

ROZDZIAŁ IV

ROLE

Esencja, która opuszcza Tao, jest jakbiałe, czyste światło przechodzące przez pryzmat i rozdzielającesię na siedem kolorów lub, jak w tym przypadku, na jedną z siedmiuról.

Role te wprowadzają różnorodność,życiowe doświadczenie, podobnie do tęczy, gdzie kolory różnicujączyste światło. Esencja, gdy już zaadoptuje rolę zachowuje jąprzez wszystkie inkarnacje cyklu (od Noworodka do Starej) i przezwszystkie następne wymiary, rozwijając ją – przez odczuwanie,smakowanie, pojmowanie wszystkiego w życiu z osobistej perspektywy idanej roli. Każda rola służy swym działaniem innym rolom, naprzykład jedna służy rozrywce, swobodnej lekkości, drugawzmacnianiu struktury i reguł, a jeszcze inna do stworzenia czegośnowego, często przez złamanie wszystkich reguł. Razem, wszystkiesiedem ról splata ludzkie postawy, które na tej planecieobserwujemy, przy czym jedna rola podejmuje to, co druga odrzuciła.

Każda z ról bardziej podnosi na duchuniż ogranicza. „Smak” nadaje życiu to, co jest jedyne,nieodmienne w całym ciągu inkarnacji. Z nauki o swojej roli wurozmaicony sposób dowiadujemy się czym jesteśmy w naszychnajgłębszych poziomach; co w nas jest niezmienne i jaką częśćgramy, gdy współdziałamy z innymi, a jaką gdy chodzi o naszeżycie. Rola przenika osobowość, pozwala nam poznać kim i czymjesteśmy na poziomie esencji. W ten sposób wnika ona głębiej niżuwarunkowania astrologiczne lub to, co Michael nazywa łuskamiosobowości, ponieważ te wszystkie elementy zmieniają się w każdejinkarnacji. I dzięki Bogu, że tak jest, bo w innym przypadkuzanudzilibyśmy się na śmierć.

Znając swoją rolę wzmacniamy nasządumę, wiarę w siebie i akceptację siebie. W miarę jak człowiekrozumie coraz głębiej sens swojej roli, może coraz lepiej wyrazićsiebie w sposób naturalny, wówczas życie staje się o wielełatwiejsze.

Mamy siedem ról. Trzy z nich tworząpary: Rzemieślnik i Mędrzec to role ekspresyjne, ludzie sąbardziej komunikatywni w ideach i uczuciach; Służący i Kapłanto role działania, charakteryzujące się inspiracją dawcy iwspółczującego; Wojownik i Król to role aktywne cechującesię mocnym staniem na ziemi, fizycznością i produktywnością.Erudyta jest rolą neutralną i przyswajającą, która matendencję nadmiernego zbierania i pochłaniania informacji.

Każda rola znajduje oddźwięk wswojej parze, często dość łatwo, ciesząc się ze swejsiostrzanej więzi i wielu wspólnych cech, które je łączą.Wszystkie nazwy ról odnoszą się do sposobu odbierania świata, oczym będziemy mówić w dalszej części, a nie do określaniazawodu.

Rzemieślnik, Służący i Wojownik torole zwykłe, pary z nimi tworzą Mędrzec, Kapłan i Król – rolewzniesione, Erudyta ma łatwość porozumiewania się z każdą rolą.

Role zwykłe w przeważającej ilościinkarnacji wolą stosunki międzyludzkie bardziej osobiste i czująsię nieswojo w wielkich grupach, od których nawet mogą stronić.Osoby z rolami zwykłymi wolą wybierać pracę pod czyimśkierownictwem niż znaleźć się w pozycji lidera; role wzniesionelubią pracę z wielką ilością energii, z dużymi ugrupowaniamiludzi, z wielkimi ideami, zamiarami. Wypływają na powierzchnięprzejawiając wykwintność, królewskość, władczość, moc lubdobrą aparycję. Na tej planecie jest o wiele mniej ludzi z rolamiwzniesionymi niż ze zwykłymi.

RZEMIEŚLNIK

Spróbujmy zacząć od roli, którejcelem jest zrealizowanie pracy związanej z różnymi zmianami naplanecie. Jeżeli nie maskują się, Rzemieślnicy są światłem,które rozpraszają wokół siebie tak, aby można było zdać sobiesprawę z tego, że nie są mocno przywiązani do swoich ciał, żebrak im ciężkości przyciągania tj. nie stąpają mocno po ziemi.

Rzemieślnicy są tak ogromnie twórczy,że w konsekwencji bardzo pociągający; często robią wrażenieroztargnionych lub dziwaków o wiele większych od innych (Einsteinbył tego doskonałym przykładem) – ale posiadają równieżbardzo solidną podstawę osobowości. Myśleć o nich jak o„pomyleńcach” byłoby wielkim błędem. Spontaniczni i zwyobraźnią. Ich twórczość nie jest jedynie materialna leczfilozoficzna pełna specyficznego klimatu. Cała ich egzystencja jestinnowacją, od największych wynalazków i odkryć, do stwarzania wtowarzystwie lub pokoju przyjemnej bądź przytłaczającejatmosfery. Rzemieślników możemy znaleźć wszędzie (30 procent wUSA, a 20 procent w świecie) i zobaczyć jak tworzą rzeczyinteresujące; często można ich spotkać jako twórców mody.

Rzemieślnicy są elastyczni i mająpodzielną uwagę, tak więc mogą się skoncentrować na pięciuróżnych rzeczach w tym samym czasie. Bardzo często mają wieleprojektów tak w rzeczywistości, jak i w myślach, a także dużoniedokończonych prac pod nogami, na kupce, w szafach i garażu.

Oprócz tego są to ludzie wrażliwi,którzy wolą unikać tłoku, potrzebują czasu dla samych siebie,szczególnie wtedy, gdy przychodzi okres twórczy. Rzemieślnicywymagają przestrzeni, muszą mieć wyłącznie dla siebieprzynajmniej jeden pokój w którym nikt niczego nie będzie dotykałlub im przeszkadzał. Chwilami mogą zapomnieć o tym, że mająrodzinę i przyjaciół, ale nie należy mylić tego z odsuwaniem sięod nich. Po prostu są chwilami „nieobecni”, a świat materialnyprzestaje dla nich istnieć.

Mówiąc o Rzemieślnikachniekoniecznie chodzi nam o artystów, filmowców, dekoratorów,badaczy naukowych, wynalazców, inżynierów czy matematyków.Myślimy o tych, którzy potrafią naprawić cokolwiek tj.mechanikach samochodowych, rzemieślnikach każdego typu robiącychtrykotaże, dywany; krawcach, piekarzach, kucharzach, kobietachrządzących niepodzielnie w swej kuchni, o sąsiedzie, który nigdynie przestaje robić jakichś ulepszeń w swoim ogrodzie czy domu, oosobie, która wykonała coś ręcznie i podarowała nam to naGwiazdkę.

Twórczość dla Rzemieślników jestpodniecająca, nigdy się nie kończy, nawet po zakończeniu pracy ijej pełnej realizacji. Osobnik wiedzący, że istnieje jeszczepięćdziesiąt sposobów usprawnienia jego sztuki teatralnej, którąwystawił, lub drapacza chmur, który zaprojektował, może czuć sięteraz zakłopotany. Rzemieślnicy wymyślają różne nowości odmodnych w danym roku materiałów dekoracyjnych wyścielającychmeble, duńskiego rozpylacza do ust o smaku jeżyn dla ludziwygłodzonych dietą po auta, które delikatnie do nas przemawiają.W domu Rzemieślnika nic nie stoi dłużej na tym samym miejscu.Dyktują oni reguły jakie i gdzie mają być przedmioty po czymnatychmiast wymyślają wszelkie powody, aby tych reguł więcej niestosować.

Rzemieślnicy to ludzie bardzo sprytni,a ponieważ są tak szybcy, nieprzerwanie twórczy, czasami tworzącychaos, bywają często źle zrozumiani przez inne role. Podobnie doDusz Dojrzałych lubią tworzyć ugrupowania, które wzajemnie sięwspierają. Ugrupowania homoseksualistów są często pełneRzemieślników np. „Jedwabna Dolina” w Kalifornii, gdzie tysiącez nich pracuje jako komputerowi kreślarze i programatorzy. Hollywoodjest wielkim rajem dla Rzemieślników, tam najczęściej działająjako aktorzy, nauczyciele, kreślarze, kamerzyści, pisarze,operatorzy dźwięku, fachowcy od specjalnych efektów, projektancikostiumów, charakteryzatorzy itp.

Każda z ról posiada biegun pozytywnyi negatywny. Dla Rzemieślników biegunem pozytywnym jest twórczość,a negatywnym sztuczność lub rozczarowanie. Ze względu na to, żeRzemieślnicy nieustannie tworzą i odtwarzają rzeczywistość wswoich umysłach, ich punkt widzenia czasami nie jest brany pod uwagęi kończą w świecie fantazji „bujając w obłokach”.Rozczarowanie i samooszukiwanie jest tym co mają przerobić, czymmają zakończyć swą nieodłączną autokarmę. o Istnieje obecniewielu, wielu mężczyzn z rolą Rzemieślnika w USA, a ponieważwystępują w tak wielkich ilościach spowodowali, że wartościtwórcze mężczyzn są już akceptowane. Dzisiaj łatwiej jest byćmężczyzną – Rzemieślnikiem takim jak na przykład PaulMcCartney, Brian Boitano, Stephen Spielberg lub być może nawet BoyGeorge – niż w ubiegłych dziesięcioleciach czy latachsiedemdziesiątych, kiedy nie chciano aby syn był baletmistrzem lubpoetą, kwiaciarzem albo dekoratorem, rysownikiem bądź artystąitd. Trzy czwarte Rzemieślników, którzy teraz rodzą się wStanach Zjednoczonych to chłopcy; ich męska wrażliwość twórczadochodzi do głosu na dłuższy czas.

Ci Rzemieślnicy, którzy przebywająteraz w męskich ciałach, są potrzebni po to, by twórczo wykazaćjak powinno się być mężczyzną. Armia, która tradycyjnie byłaterenem ćwiczeń dla „prawdziwych mężczyzn”, jest zgrupowaniemcałkowicie męskich Rzemieślników wspomagających ten celszkolenia. Większość homoseksualistów, najczęściejnieokrzesanych i grubiańskich, to Rzemieślnicy, którzy starająsię jak mogą sprawiać wrażenie bardzo męskich. Możemy też donich zaliczyć tak zwanych „Aniołów Piekła” czyli członkówklubu motocyklistów. Dan Millman, który napisał popularną książkępod tytułem: „Droga Wojownika Pokoju”, jest Rzemieślnikiemstudiującym wojowniczość.

Rzemieślnik Dr Christian Barnard,chirurg przeprowadzający operacje na otwartym sercu i dokonującyprzeszczepów, tworzy w tej chwili produkty przeciwzmarszczkowe jakowykonawca w przemyśle kosmetycznym. Tammy Bakker, który wymyśliłnowe genialne sposoby makijażu i kreślarz Laurel Burch, któryzaproponował prymitywno-kapryśną linię biżuterii i stale jązmienia – obaj wzrastają dzięki nieustającej inwencji. PaulGauguin, Vincent Van Gogh, Edgar Degas, Claude Monet, August Renoir,Maxfield Parrish, Henry Moore, Roy Lichtenstein, Andy Warhol iWilliam Blake to wspaniali artyści inspirujący oryginalne nowości,które ukazali światu.

Większość ulubionych artystek takichjak: Julie Christie, Julia Roberts, Meryl Steep, Susan Sarandon,Elizabeth Taylor, Shirley MacLaine, Candice Bergen, Goldie Hawn,Salły Field i Molly Ringwald to kobiety Rzemieślnicy. Większośćsławnych aktorów to Mędrcy, ale wśród nich są równieżRzemieślnicy. Należą do nich: Dustin Hoffman,River Phoenix, Judge Reinhold i Richard Gere.

David Bowie, Elvis Presley, John Lennoni Bob Marley to wspaniali i zdolni muzycy – Rzemieślnicy.Rzemieślnikami o stylu lekkim, płynnym i pełnym wyobraźni są:Liberace, Michael Jackson, Mariah Carey i Mozart.

„Przewodnik autostopowicza poGalaktykach”, nowa seria książek i programów telewizyjnych,została przekazana nam przez ich wartościowego twórcę, pełnegotalentu Douglasa Adamsa. Twórca „Odległej Strony” –kreskówkarz Gary Larson i niezmiernie twórczy Walt Disney, StephenSpielberg, Woody Allen i George Lucas, wszyscy znajdują się napiedestale artystycznej twórczości tworzonej w sposób unikatowy.Tak samo Divine, która też jest oryginalna w swojej twórczości, atakże humorysta Dave Barry.

Dr Edward Bach, który leczył środkamikwiatowymi, autor Fritjof Carpa oraz Nikola Tesla i Albert Einsteinbyli Rzemieślnikami, którzy wznieśli się na wyżyny inspiracjijako naukowcy, wizjonerzy naszego stulecia.

MĘDRZEC

Mędrcy lubią gromadzić informacje iudostępniać innym swą wiedzę i mądrość. Największym ichpragnieniem jest osiągnięcie tego, aby informacja przekazana byłajasno i rozproszona wszędzie, na wszystkie populacje, w to właśniewkładają najwięcej serca i pasji, nie przywiązują wagi dokorzyści osiąganych przez innych, raczej cieszą się tym, że majątyle do powiedzenia. Dla nich najważniejsze jest uczenie, wykładaniew sposób najbardziej zrozumiały dla odbiorców.

Martwią się natomiast i zabiegają oto, by przekazywana przez nich wiedza nie była źle zrozumiana.

Mędrcy lubią mówić, pisać, sądowcipni, używają słów w twórczy, nietypowy sposób. Ci, którzysą spostrzegawczy, sprawdzają czy pozostałe role wiedzą o tym coinni myślą i czego doświadczają. Pracują bardziej odczuciem,intuicją, zmysłem postrzegania i emocji niż intelektualnie.

Przyjacielscy, ciepli, pełni barw –Mędrcy lubią być w centrum zainteresowania, bo to sprawia imzadowolenie. Można zauważyć ich jak zabiegają o zwrócenie nasiebie uwagi, a ponieważ występują tylko w ośmiu procentachpopulacji, pozostawiają jeszcze sporo miejsca dla innych ról.Najwięcej jest ich w Los Angeles, Hollywood, w Zatoce San Franciscoi w Nowym Yorku, co sprawia, że w tych miejscach obecność ichwzrosła do około 15 procent.

Skłonni do dobrego życia, są częstonajpowolniejszymi w okresie dojrzewania Duszy w każdej inkarnacji.Optymistyczni i otwarci, lekko uczuciowi, próbują na przykładwykazać, że można pogodzić rozrywkę z równoczesnym kierowaniemwłasnym życiem. Gdziekolwiek się znajdą dodają życiu smaku ipikanterii. Są wspaniali w podnoszeniu innych na duchu w sytuacjachstresowych. Cecha taka może być dobrym przykładem dla innych.Życie ani duchowność nie są dla nich chmurne i wyczuwają tointuicyjnie.

Pozytywny biegun Mędrca to ekspresjazaś negatywny – gadulstwo. Gadają dla samego paplania, nieważneczy temat jest klarowny lub interesujący. Rola ta to „zmotoryzowanagęba”, której ludzie unikają. Mędrcy mogą ująć w całośćinne role, pomóc im omawiając ich problemy, ukazując jasno senstego, co w danej chwili jest potrzebne. Ponieważ Mędrcy używajązbyt wielu słów, posiadają potencjał ułatwiający imprzechylanie prawa na swoją korzyść, nie poddają się, jak tobywa u innych ról. Bardzo ważne dla nich jest poznanie prawdy tylkopo to, by ją następnie przesadnie przekazywać. Z przyjemnościądobierają słowa, mówią z emfazą, intensyfikują temat, aby wkońcu jeszcze bardziej udramatyzować lub z humorem ubarwić wartośćtego co przekazują.

Kontaktując się z Ludźmi, Mędrcywchodzą w nich dzięki potężnemu centrum emocjonalnemu – niekażdy może wygrać z Mędrcem w tej charyzmatycznej grze. Częstospotykamy bardzo atrakcyjnych sprzedawców starych samochodów oróżnej kulturze i poziomie Duszy. Czasem szybkich, błyskotliwych,w kraciastych ubraniach, zabawnych głupków reporterów, plotkarzy,aktorów, kaznodziejów, nauczycieli, komediantów, liderówpolitycznych, mówców, ekspertów zbierających opinie publiczne itych co je kreują. Są wśród nich niewybredni żartownisiowie,klauni, zakały klasy, tak jak i najsławniejsze gwiazdy muzykirockowej.

Ogólnie ujmując, Mędrców jest naświecie sporo. Ci, którzy wpadli w oko publiczności dziękipolityce, to: Gary Hart, Dan Quayle, Ronald Reagan, MichaiłGorbaczow, Anwar Sadat, Corazon Aquino, Robert Kennedy i HarryTruman. Joseph Biden, być może najbardziej telegeniczny (porównajfotogeniczny) z kandydatów z wczesnej kampanii 1988 roku, zostałprzyłapany na czymś niesłychanym dla Mędrców – na plagiacie.Mędrzec czuje, że skoro słowa są dobre, można ich używać, a tojest już sporą wiedzą.

Wielu telewizyjnych znanychdziennikarzy i ci, którzy przeprowadzają wywiady, jak: Jim Lehrer,Dan Rather, Tom Brokaw, Peter Jennings, Bryant Gumbel, BarbaraWalters, Oprah Winfrey, Geraldo Rivera, Jessica Savitch i MikeWallace to Mędrcy wykonujący to, co niesie im ich rok czyliupowszechnianie informacji. Sportowi sprawozdawcy typu „mila wminutę”, którzy łatwo się wysławiają w każdejniespodziewanej sytuacji, zazwyczaj też są Mędrcami.

Do tego typu Mędrców możemy dodaćjeszcze autorów: Stephen King, Norman Mailer, James Michener, IsabelAllende, Rita Mae Brown, Louis L'Amour, Studs Terkel, Truman Capote,Ken Kesey, Lee laccoca, Ferley Mowat, Alice Walker, Ruth Westheimer –i Shakespeare.

Dodajmy równieżosiemdziesięcioletniego niezależnego demaskatora skandali I.F.Stone. Plotki to jedna z form jaką posługują się Mędrcy wposzukiwaniu prawdy. I.F. Stone uchwycił ten temat i stąd jegoksiążki – biografie sławnych ludzi są tak wnikliwe.

Do sławnych aktorównależą: Richard Burton, Michael J. Fox,Tom Cruise, Matt Dillon, Michael Douglas, Don Johnson, William Hurt,William Shatner, Donald Sutherland, Richard Chamberlain i HarrisonFord. Mędrcy tacy jak Kathleen Turner, Cher czy Mario Thomasnagle wypływający na powierzchnię, zdobywają sympatiępubliczności, jednakże nasza kultura wydaje się bardziej lubićinspiracyjne wartości Kapłana lub miękkość Rzemieślnika(kobiety) od surowej i dumnej ziemskości Mędrca. Publiczność niedarzy sentymentem Mędrca, gdy czasem pozostaje on bezczelnie sobą.

A oto krótka lista ludzi wesołych,którym właśnie „zdarzyło się” być Mędrcem: Sammy Davis,Jr., Johnny Carson, Richard Pryor, Billy Crystal, Gary Shandling,Chevy Chase, Danny DeVito, Eddie Murphy, Lennie Bruce, Milton Berle,George Burns, Bette Midler, Bob Goldthwait, Whoopi Goldberg, RoseanneBarr i Jane Dornacker. Szukajcie w programach telewizyjnych, aznajdziecie ich o wiele więcej.

Luciano Pavarotti, Frank Sinatra, BuddyHolly, Mick Jagger i Sting są to śpiewacy dostarczający rozrywki –Mędrcy i twórcy spektakli (show-meni).

Timothy Leary, pracujący nad gramikomputerowymi ułatwiającymi autokomunikację, wydaje się byćtypowym Mędrcem. Carmen Miranda była dziko-ekspresyjną Duszą wroli Mędrca propagującą wpływ twórczości Rzemieślnika. Czyuchwyciliście sens roli Mędrca, jak ona służy innym rolom? Czynie bawi to was?

Werner Erhard, Rajneesh, SwamiSatchidananda i Muktananda – wszyscy oni to duchowi nauczyciele oszczególnym cieple i zabarwieniu Mędrca. Wreszcie Norman Cousins,który jest też dobrym typem Mędrca, propagującym intensywneleczenie śmiechem.

SŁUŻĄCY

Służący to ludzie inspirującypoetów do pisania wierszy miłosnych. Gdy jest się w ichtowarzystwie są tak mili, że aż wstyd, że nie ma ich więcej wUSA – na obu wybrzeżach poniżej 10 procent. Ponieważ są ludźmistawiającymi potrzeby innych ponad swoje, ich brak sprawia, żestosunki międzyludzkie stają się mniej sąsiedzkie, bardziejsurowe, a atmosfera bardziej cyniczna. Dobrze, że znów rodzą sięw naszej kulturze, przynajmniej w takiej ilości jak to byłodawniej, przeważnie w męskich ciałach. I oto macie jeszcze o jedenznak więcej – czasy naprawdę się zmieniają!

Wielu Służących jest obecnieinkarnowanych w Chinach, gdzie rolę tę uwielbiają. Wybrali Chinyaby popchnąć kraj do przodu i pomóc w tworzeniu drogi dlawspólnego dobra. Przeciętna ilość Służących w tej populacjiprzekracza 50 procent. Przez większość czasu my wszyscy wolimy byćw tych miejscach, gdzie nasze role i wybrana płeć są szanowane.(Czasami jednak wybieramy twarde lekcje w celu zrównoważenianaszych przeszłych doświadczeń i aby jasno dostrzec sytuację,która była odwrotną do obecnej i w tej chwili nie jest już dlanas korzystną).

Zachodnia filozofia ostatnichdziesiątków lat w Stanach Zjednoczonych nie gloryfikowałapoświęcenia ani zalet małej kobietki ukrytej za plecami wielkiegomęża. Mimo tego, dzięki wpływowi Służących, którzy teraz znówzaczęli rodzić się w USA w swoich dawnych ilościach, rodziny mogąmieć nadzieję na pewne zmiany. Procent rozwodów prawdopodobniezmniejszy się, a społeczeństwo złagodnieje i pojawi się większaszansa dla dzieci – Służących i ich rozkwitu.

Potrzebujemy swych Służących i oni otym wiedzą, gdyż naprawdę lubią pomagać i robić coś dla kogoś.Każdy z nas miał kiedyś matkę Służącą lub dziadków Służącychi wewnętrznie wiemy co utraciliśmy.

Służący dbają o ludzi. Dzięki nimdom i biuro stają się miejscami przyjemnymi, ciepłymi iszczęśliwymi. Ponieważ zawsze są mili, Służący nie muszą byćwylewni, przekazują nam swą miłość w tym co dla nas robią, bezkonieczności zabarwienia emocjonalnego. Ciepło przejawia się w ichoczach, twarzy, aktywnej wrażliwości i w ich ciałach fizycznych.

Do niedawna role Służących uważanoza dobre dla kobiet. To ćwiczenie w dbałości o wygody innych byłotak mocne, że teraz starsze kobiety naprawdę wyglądają jaksłużące – słodkie, ciche, za sceną, ubrane w przyjemne,naturalne kolory. Kobiety te zagubiły część swojej esencji jużtak dawno, że wiele z nich nie wie czego im brakuje. Z drugiejstrony Służący wzrastają szybciej niż pozostali z nas, toteżwiele z tych kobiet nauczyło się cenić wartość bezinteresownegosłużenia.

Służący to rola stabilna,inspirująca, która jednak woli stać w cieniu. Służący dająludziom oparcie i wsparcie aby mogli dokonać tego, do czego dążą.Phil Donahue biegając w koło i mikrofonem, by każdy miał szansępowiedzenia czegoś, jest wspaniałym przykładem mężczyzny, którylubi mieć swój udział w służeniu, lecz skromnie nie eksponujesiebie.

Służący są skromniejsi od innychról. Nie lubią stać na czele, ponieważ to mogłoby doprowadzićdo burzy lub konfrontacji. Tak więc sposób kontaktowania sięSłużących to rzucanie małej informacji i oczekiwanie jaki wywołaefekt. Ich zachowanie pewne siebie napotyka na opór u innych itworzy problemy. Ludzie są zakłopotani, próbując zrozumieć coSłużący chce od nich i co kryje się za jego słowami. Ze względuna to, że występują w 30 procentach w większości kultur, maskująswą rolę i nie usiłują dominować.

Niektórzy Służący, aby nieprzyciągać uwagi w kontaktach międzyludzkich, nie lubią nawetzadawać pytań. Wolą nie konfrontować ludzkich wątpliwości zeswoimi pojęciami, toteż wśród nich nie znajdziemy takich, którzywyskoczą z jakimś pomysłem.

Służący są najlepsi w troszczeniusię o idee innych, ponieważ stabilność ma dla nich wielkąwartość. Rzadko są otwarci na informacje i nowości, któremogłyby zaburzać właśnie tę ich stabilność.

Służący potrafią pleść zawiłewątki (intrygi na przykład), manipulować skrycie i tworzyćwinnych, właśnie dzięki swemu oddaniu w służbie innym. Ludzieczasami stawiają opór temu „służeniu”, ponieważmanipulowanie nimi przebija się przez „tyle dobroci”. Częściąkarmy Służącego może być tendencja stawania się niewolnikiemsprawy, żony, męża, lub chorej osoby czy szefa.

Będąc na poziomie Noworodka iDziecka, Służący tworzą duże, wielodzietne rodziny. Lubiąposiadać wielkie farmy i troszczyć się o zwierzęta tak samo, jakiść na wojnę aby w ten sposób pomóc krajowi. Nawet wpóźniejszych poziomach duszy też wciąż mają skłonności dotworzenia wielkich rodzin. Przyciągani są również przez zawodyzwiązane ze służeniem: fryzjer czy kierowca autobusu, nauczyciellub kelner, akuszerka, uzdrawiacz, lekarz lub dobrowolny naukowiec –humanista.

Służący bardzo lubią czuć siępotrzebni. Pracują za sceną i to w taki sposób, aby inni czuli sięzadowoleni i szczęśliwi z powodu ich troski. Życie Służącychjest błogosławieństwem dla wielkich rodzin i tych, o których siętroszczą. Możemy również znaleźć ich w roli wspierających danąsprawę, na której im zależy, by się udała czy doszła do skutku.Służący nie czują się dobrze w roli lidera więc nie znajdziemywielu, którzy osiągnęliby wysoką pozycję jak inne role. Jeżelitak się dzieje to tylko dlatego, że przyczyna jest bardzo widoczna.Oni chcą aby błyszczała ich służba, a nie oni sami.

Oscar Arias, prezydent Costa Riki,wziął na siebie zadanie wniesienia pokoju w Ameryce Środkowej.Jego pokojowa Nagroda Nobla wyrzuciła go na pewien okres napowierzchnię i postawiła na międzynarodowym świeczniku. DianFossey – inny Służący – przez osiemnaście lat żyła zgorylami, studiując ich zwyczaje i troszcząc się o nie w górachŚrodkowej Afryki – a w końcu poświeciła siebie chcąc jeratować i chronić miejsce w którym żyją.

Matka Teresa, Dalaj Lama, Martin LutherKing-Junior i Biskup Tutu – oto inni Służący łączący swe siłyz religią i dotarciem jej do ludzi.

Inni Służący to: Pani See z SeeCandy, Florence Nightingale, Królowa Elżbieta i Książę Karol,Albert Schweitzer, Ram Dass, Bob Geldof („Pomoc Życiu”), DengXiaoping, Królowa Viktoria i Jimmy Carter. Warto zauważyć, żenawet sławni Służący unikają głównej roli w scenariuszu. Otoinklinacja, która spowodowała polityczne problemy prezydentaCartera.

Ameryka przesycona środkami informacjidziała przez stymulowanie dynamizmu, werwę i charyzmę, toteżSłużącemu trudno jest pozostać uczciwym w stosunku do swejesencji i równocześnie zachwycać się światłem sceny.

KAPŁANI

Istnieje wielkie zapotrzebowanie naenergicznych i dynamicznych Kapłanów. Są potrzebni jak paliwodzięki swojemu duchowemu wzrostowi. Im zawdzięczamy utopijne wizje,symbolikę, rytuały, ceremonie i większość medytacji, w którychwystępuje wizualizacja. Kapłani to naturalni liderzy, należą doludzi odważnych i zdecydowanych, są inspiratorami, pozbawiają naslęku i wzbudzają optymizm przy dokonywaniu zmian tak w sobie, jak iw świecie.

Rola ta posiada najwyższąintensywność częstotliwości wibracji. Kapłani wzrastająszybciej nawet przy mniejszej ilości inkarnacji, czasem zbytprzeładowanych – niż pozostałe role. Dodatkowe światło i błyskw oczach ułatwiają identyfikację w 4-5 procentach populacjiKapłanów. Współczucie pełne miłości jest inną wskazówką, azarazem ich biegunem pozytywnym. Jedność całego stworzenia to dlanich życiowy fakt, oni wiedzą, że plan fizyczny jest tylko zwykłączęścią ziemskiego spektaklu.

Ich żarliwość, narzucanie się nasiłę, jest negatywnym biegunem. Nie biorą pod uwagę, że mocnepopychanie kogoś do przodu (w kierunku osiągnięcia celu) nie jestwłaściwe bądź będzie przyjęte jako nudne zadanie. Są takszybcy, że wciąż popędzają nas mówiąc: „Wzrastaj szybciej”,„Obudź się !!!”. Dzięki takiemu nieustannemu waleniu młotkiemw głowę, mogą wywołać uczucia wprost przeciwne, sprawiające, żeludzie będą mieli tego dosyć i unikali ich.

Szybcy w myśleniu, często sąimpulsywni, mają również poczucie misji do spełnienia, a zadanieto jest traktowane zbyt idealistycznie. Posiadają inklinację dowizjonerstwa, czegoś wręcz niemożliwego do praktycznego wykonania.

Pomyślmy o Mathiasie Rust, któryprzyleciał wynajętym samolotem z Cessna do Moskwy lądując naPlacu Czerwonym w 1987 roku, a który uważał ten czyn za misjępokoju. Jest on Kapłanem, który naprawdę chciał uzdrowićstosunki miedzy Wschodem a Zachodem. Zaślepiony i niedojrzały –zrealizował zamysł, któremu brakowało piątej klepki, a którytylko Kapłan mógł wymyślić i zaryzykować.

Innym działaniem Kapłanów jestrzucanie się w możliwie krótką, być może błyskotliwąinkarnację, która wywrze na ludziach mocne wrażenie emocjonalne.Ich myślą przewodnią jest wywołanie u ludzi zastanowienia nadwiększymi sprawami niż gromadzenie pieniędzy w banku czy bezmyślnewysłuchiwanie „Porannych Wiadomości” w telewizji.

Oto typowe przykłady takich zachowań.Anna Frank, której duch i pisanie stale jeszcze wzbudza emocje.Słodkie małe dziecko, które stało się gwiazdą programu„Złośliwy Duch” i nagle zmarło. Dziewczyna, która samazaprosiła się do Moskwy z pokojową misją i wkrótce potem zginęław wypadku lotniczym. Ryan White, który zmarł na AIDS ale przedtemzainspirował kraj. Jean-Bertrand Aristide politykujący, odważnyekskomunikowany duchowny.

Kapłani lubią także stroić sobieżarty, jednak nawet w takim momencie są gotowi szybko skierowaćrozmowę na poważniejsze tematy, które zgodnie z ich opinią, sąbardzo ważne i potrzebne ich rozmówcom. Entuzjastycznych kapłanówuszczęśliwia, gdy mogą przez dłuższy czas rozwodzić się nadtym, jak ludzie powinni wykorzystywać swoje życie.

Kapłani, którzy mogą znaleźćnatchnienie nawet w trudnych sytuacjach, nie potrafią łatwozrozumieć innych, tracących czas i życie bez własnej motywacji.Ponieważ oni zawsze mają natchnienie, dodają odwagi innym wdążeniu do takiego samego celu.

Rolą Kapłana najtrudniej manipulować.Jej naturalną tendencją to bycie brzęczącym jak pszczoła,spierającym się, ruchliwym, przesadnym i żywotnym. To właśnie,wraz z przemożną chęcią usprawniania życia innych, częstodoprowadza do braku przemyśleń ze strony Kapłanów i zbytniegozaskakiwania. Ich uwagi, tak jak i ich schematy i strategie, mogąrobić wrażenie nierozważnych, nierozsądnych.

Wszystkie role wzniesione – czyliMędrcy, Królowie i Kapłani – mają skłonność do pracy wgrupach. Role te są specjalistami w nawiązaniu kontaktów z ludźmi,z większymi grupami i wolą pracować w ten sposób przynajmniejprzez pewien okres, niż kontynuować działanie w pojedynkę.Kapłani mogą wzmacniać tę predyspozycję i bardziej skłaniaćsię do niesienia transparentów i rozgłosu, niż do stosunkówosobisto-prywatnych. Mogą wgłębić się w wiele projektów zintensywnością, która może razić inne role, a im może też daćpoczucie czegoś irytującego, ale nie tak szybko, jak to bywa uinnych ról. Kapłanów często pociągają zawody kapłana czyterapeuty działającego z głębokim współczuciem. Są wspaniałymiuzdrawiaczami tak na poziomie fizycznym, jak i psychicznym. Kapłanioddani są służbie o specyficznym zabarwieniu i duchowym wydźwięku.

Carl Jung, Richard Bach, Louise B. Hay,Sanaya Roman, Catherine Ponder, Brugh Joy, John Robbins, ShaktiGawain, Dick Sutphen, Elizabeth Clair Prophet, Jim Bakker, BillyGraham, Jerry Falwell i czcigodny Sun Myung Moon to przykłady ludziwykonujących pracę Kapłanów.

Kapłani lubią być wszędzie tam,gdzie mogą wpływać i inspirować innych do wielkich wizji, dlategoznajdujemy ich często między politykami. Pat Robertson, Tom Hayden,Jesse Jackson, Malcohn X, Napoleon, Adolf Hitler, Ayatollah Khomeinii Moamar Khadafy to Kapłani formatu politycznego. Należy do nichrównież Patricia Schroeder, która nie mogła ukryć łez gdywycofała się z kampani wyborczej, oraz Nancy Reagan („Po prostupowiedz nie!”).

Kapłanów można też spotkać międzyaktorami, jak np.: Linda Evans, Debra Vinger, Ally Sheedy, JessicaLange, Cybill Shepherd i Lily Tomlin. Trudno jest nie zauważyć ichwartości inspiracyjnych. Muzycy tacy jak: Thomas Dolby, Bob Dylan,George Harrison, Barbara Streisand, Prince i Stevie Wonder,dopełniają obraz. A oto inni Kapłani, których ranga zinspirujących, przemieniła się w fanatyzujących: Tomasz z Akwinu,Joanna d'Arc, księżniczka Diana, Ayn Rand, Charles Manson (zabójcażony Polań-skiego), Allen Ginsberg, Coretta Scott King, John Lillyi Gloria Steinem. Za żarliwe współczucie dla kryminalistów RoseBird zapłaciła utratą pracy jako Sędzia Najwyższego Trybunału wKaliforni.

WOJOWNICY

Bardzo stała, solidna i twarda rola,biorąc pod uwagę skalę częstotliwości wibracji – stoi wopozycji do żywotnego Kapłana. Wojownicy są powolni i stali,wytrwali w osiąganiu swych celów i zamierzeń; zwykle mają jasnowytyczone plany i przedsięwzięcia, jakie mają wykonać.Zdeterminowani w działaniu, wspaniali w strategii i taktyce,Wojownicy skupieni są na wykonywaniu, i jeszcze raz wykonywaniu, dotego stopnia, że może zabraknąć im zdolności do zobaczeniawszystkiego, co nie jest związane z wykonywaniem. Trwa to do czasugdy osiągną poziom Duszy Starej.

Jest to rola najbardziej fizyczna,szukająca ludzi o silnych ciałach i żyjących pięcioma zmysłami.Na planie fizycznym są szczęśliwi, szukają seksu, dobregojedzenia, sportu i sukcesu. Często zużywają więcej inkarnacji niżpozostałe role i wymagają więcej czasu na ukończenie cyklu. Wprzeciwieństwie do Kapłanów nie widzą potrzeby pośpiechu.

Wojownicy są tymi, którzy tworząstruktury socjalne, instytucje, porządek oraz cywilizację iprzestrzeń dla Rzemieślników, aby ci mogli tworzyć kulturę. Tooni tworzą systemy bankowe, szkolne, służbę zdrowia i dobrobyt;narzucają wszystkie związane z tym prawa.

Wojownicy lubią niezależność ipotrzebują odczucia, że wygrywają swe walki. Nie ujrzymy ich więcrozkoszujących się dobrobytem, który sami z taką uwagąstworzyli, nawet jeśli im się to należy. Wolą sami zarobić swojepieniądze niż wygrywać na loterii. Zdobywanie pieniędzy wjakikolwiek inny sposób wywołuje w nich konflikt z własnymizasadami, które noszą głęboko w sobie.

We wczesnych inkarnacjach jakożołnierze, wykazują więcej zainteresowania fizyczną walką iżyciem pełnym piekła i gwałtu. Wolą być złodziejami, piratami,zdobywcami innych plemion, członkami gangów itp. Tworzą wszelkiedramatyczne sytuacje tylko po to, aby zdobyć doświadczenie. Nieoznacza to, że reszta z nas nie robi takich rzeczy ale jedynie, żepociąg do tego typu zachowań u Wojowników jest o wiele większy isilniejszy.

Od połowy poziomu Dziecięcego dopołowy poziomu Dojrzałego, Wojownicy najczęściej kierują się dosłużby policyjnej, wojskowej, FBI i CIA, do Pentagonu, szkółsportowych oraz zawodowych drużyn piłki nożnej, wielkichorganizacji używających pięknych strojów do walki, albo dopolityki. W zawodach tych wykazują niewiarygodne zdolnościorganizacyjne, to jest swoje predyspozycje.

Wojownicy to ludzie ogromniepraktyczni, mniej przywiązujący wagę do estetyki. Jeśli wielkipies, który jest ich własnością, spowoduje zniszczenia w czyimśogrodzie, nie rozumieją ogromnego niezadowolenia z tego powodu. Onibowiem już dawno pokryli całe swoje podwórze cementem, aby byłopożyteczne i trudne do zniszczenia. Gdy Wojownicy zdobywająmaterialne powodzenie, każdy dom i jego zawartość stają sięprozaicznie jednakowe. W stylu i kolorze. Zamiast estetyki –wydajność, zamiast kameralnej kafejki – bary MacDonalda. Otowpływy Wojowników.

Uzyskanie wysokich odznaczeń i orderówjest prawdopodobnie łatwiejsze dla Wojownika niż dla innych ról. Znaturalną łatwością myślą bowiem o organizacji wydajności,doskonale wyczuwają granice do której można doprowadzić danąsprawę. Dlatego właśnie Wojownicy kończą Wyższą SzkołęBiznesu w Harvardzie w procencie o wiele wyższym, aniżeli można bysię spodziewać biorąc pod uwagę ich ilość występującą wcałej populacji. Popularny wśród Wojowników jest również zawódlekarza.

U Wojowników na późnym etapie DuszyDziecka zaczyna się okres wychodzenia z chaosu dzięki pojmowaniustruktur społecznych i dbaniu o ludzi. Wiele Młodych DuszWojowników wykonuje zawód lekarza używając go jako metodyspłacania karmy w jaką weszli na polu walki.

Wojownicy zazwyczaj tworzą dobry okresswoimi inkarnacjami na poziomie Duszy Noworodka, Dziecka i Młodej.Ich chęć do twardej pracy i otwartego manipulowania sytuacjamipowoduje, że życie płynie w ich kierunku. Jednak przejście doDojrzałego wieku Duszy i do jej specyficznego postrzegania,zetkniecie się z uczuciami własnymi, jak i ich bliskich, jest dlatej roli bardzo trudne, ponieważ Wojownicy lubią wszystkokontrolować. Wszelkie niejasne uczucia czy spazmatyczne emocje niesą właściwe dla nastroju Wojownika, toteż unikają oni poziomuDojrzałości. Podobnie do byłego premiera Izraela – Shamira,człapią wchodząc w siódmy etap Duszy Młodej i uparcie odsuwająod siebie dostrzeganie i odczuwanie ludzkich uczuć.

Ich opóźnione wejście w poziom DuszyDojrzałej może być chwilą, w której Wojownicy załamują się,John Hinckley jest właśnie krańcowym przykładem tego zjawiska.Zaczął on pierwszy etap na poziomie Duszy Dojrzalej. Jako chłopakzdusił w sobie tyle emocji, że cofnął się i jego umysł zostałniewłaściwie pobudzony czyniąc z niego psychopatę.

W późniejszych inkarnacjachWojownicy, którzy często jeżą się na innych nawet wtedy gdyodpoczywają, mają tendencję do zadawania gwałtu i wybuchowości.Otwarci, odważni i brutalni, walczący prosto z mostu, Wojownicy nieuzyskują łatwego kontaktu z ludźmi z powodu braku delikatności.Mogą stosować przymus w stosunku do innych i czuć się tymsfrustrowani – jest to działanie z negatywnego bieguna tej roli.Kompromis i „daję, ty mi daj” nie należą do ich mocnych stron,nie potrafią robić tego dobrze. Wojownicy nie umieją nawet dobrzekłamać. Mając takie cechy, zasady i defekty, Wojownicy, jeślichcą działać dobrze, muszą być uczciwi.

Wojownicy mogą być z gruba ciosani,ordynarni i wojowniczy, ograniczeni, „w gorącej wodzie kąpani”i pamiętliwi, ale mogą też być produktywni, ochraniający, bardzorealistyczni, godni zaufania, praktyczni i dobrymi rodzicami.

Przeciętnie w Stanach Zjednoczonychmamy 30 procent Wojowników (20 procent na świecie) z którychostatnio trzy czwarte to kobiety. Rola ta popycha kobiety doopanowania nowych dziedzin, gdzie ważne jest współzawodnictwo,którym niejedna może zadziwić. Rola ta pomaga w zaakceptowaniukobiet silnych i zorganizowanych w społeczeństwie oraz worganizacjach w takim samym stopniu, w jakim świat ma zaakceptowaćwrażliwych, emocjonalnych męskich Rzemieślników.

Geraldine Ferraro jest Wojownikiemwalczącym o miejsce dla kobiet w polityce, Mary Kay Ash zbudowałakosmetyczne imperium, Simone de Beauvoir i Betty Friedan stworzyłypodwaliny ruchu feministycznego. Christie Hefner pchnęłaprzedsiębiorstwo Playboy w takim stopniu, że wyciągnęła je nawetz zadłużenia, a księżniczka Stephanie szokuje swym wyglądem„męsko-pankowym” i tatuażem.

Wojownicy wydają się byćnieodpowiednią stroną w małżeństwie z Mędrcami oglądającymiprogramy i wiadomości telewizyjne. Joan Rivers jest Wojownikiem tak,jak i June Wagner, która pisze dla Lily Tomlin, Susan Seidelmanreżyserowała „Rozpaczliwie szukając Zuzanny”, Jane Brody,nadaje rozgłos mocnym ćwiczeniom gimnastycznym i prawidłowemuodżywianiu. Kobiety o rolach Wojowników znaleźć można wszędziei zobaczyć jak zmieniają wszystko co mogą. Mają swój udział ireprezentację w sporcie na olimpiadach i na szczycie Mount Everest.

Generał Patton, L. Ron Hubbard, ClintEastwood, Nonnan Schwarzkoph, Alexander Haig, H.Ross Perot, GraceJones i Golda Meier są Wojownikami. Jest to oczywiste, bo wystarczytylko zaobserwować ich pewność i chęć zastosowania decydującegouderzenia. Ralph Nader, Jane Fonda, Barry Goldwater włącznie zOliverem Northem są widoczni dzięki wartościom, które przypisująswoim zasadom, zdolnościom organizacyjnym, oraz dzięki determinacjiw zadawaniu decydującego uderzenia.

Wojownicy lubią gwałtowną, surowąwalkę. Na arenie światowej wznoszą się na szczyty polityki jakoliderzy, wybrani lub nie. Przykładem jest Winston Churchill, GeorgeWallace, Józef Stalin, Nikita Chruszczow, Ferdinand Marcos i VioletaChamorro oraz większość przywódców wojskowych jak: AugustoPinochet z Chile, indonezyjski prezydent Suharto, Fidel Castro iManuel Noriega, którzy rządzą krajami trzeciego świata.

W USA jest mniej Wojowników na sceniepolitycznej, ponieważ środki przekazu i informacji wymagająobecnie od mężów stanu subtelnej dyplomacji i wyważonychpoglądów. Richard Gephardt był jedynym Wojownikiem, którypróbował startować na stanowisko prezydenta w 1988 roku.Strzelający przed siebie Eisenhower był ostatnim prezydentem –Wojownikiem w Stanach Zjednoczonych, a było to w początkach latpięćdziesiątych.

Wojownicy wyłaniają równieżduchowych nauczycieli. Sikh – Yogin Bhajan jest pełnym mocy StarymWojownikiem. Organizator buddyzmu – Ken Keyes (myślący Wojownik)– krok po kroku wprowadzał zajętych Amerykanów w tajniki życiaduchowego w swojej książce „Podręcznik do wyższej świadomości”,z kolei Sun Bear nauczał w publikacjach między innymi „Wuprzejmości jest wielka siła”, „Moc i władza może być czymśbardzo spokojnym”.

Mohammed Ali i Mike Tyson sąprzykładem sportowców o ciałach mocnych Wojowników. NiektórzyWojownicy zostają też aktorami, jak: Rock Hudson, SylvesterStallone, Robert Mitchum, Clint Eastwood, Tom Selleck, Mr. „T”,Charlton Heston czy Robert Redford, są znani bardziej jako„atrakcyjni idole”, niż wielcy aktorzy.

Wojownicy – aktorki na przykład:Jean Harlow, Mae West lub Joan Collins – są często bardziej znanez powodu ich egzaltowanej kobiecości (seksu), niż wartościaktorskich, chociaż Wojownik – Jane Fonda zdobyła uznanie tak wjednym, jak i w drugim. Lauren Bacall i Bette Davis były znanymiWojownikami o głębokim głosie i szerokich barkach. Nieujarzmiona izdecydowana Grace Jones żyje i oddycha wojowniczością. Centraląpełną energii można nazwać Mary Lou Retton, która też na swójsposób jest „atrakcyjnym idolem”, przykładem pracującegoWojownika.

Ernest Hemingway i Gertruda Stein towspaniałe przykłady niekwiecistego stylu pisania Wojownika. GeorgiaO'Keefe może malować kwiaty, ale to co ją identyfikuje, to jejstyl.

Richard Wagner był Wojownikiem, któryoddał się muzyce i wprowadził do oper wiele scen batalistycznych.Jim Morrison, Tina Turner i Rod Stewart, jak większość muzykówrockowych, to także Wojownicy.

KRÓLOWIE

Króla interesuje poszukiwaniemistrzostwa w każdej sytuacji. Próba zdobycia zdolności nauczeniasię szybko czegokolwiek i stanie się ekspertem w każdej dziedzinie– oto jego cechy. Jest to rola trudna, wymagająca wytrwałości,samokierowania. W naszej populacji Królowie nie przekraczająjednego do dwóch procent. W związku z tym jest mało modelowychpostaci, które można by porównać aby uwidocznić ich odmienność.Oni sami powiedzą wam, że ich tron łatwo zmienia się w parzącekrzesło.

Królowie, gdy są fizycznym dzieckiem,bywają często sfrustrowani z powodu dążenia do mistrzostwa i mogąstać się dziećmi – tyranami (w biegunie negatywnym). Zadręczająotoczenie bo nie udaje im się coś, co zamierzali wykonać. Chcąbyć kompetentnymi profesjonalistami we wszystkim co robią czy tobędzie sznurowanie butów, walka o dobre stopnie w szkole lub sukcesw grach sportowych. Nie ustaną pokąd nie opanują tego, czego chcąw danej chwili się nauczyć.

Tak jak nie każdy Rzemieślnik jestartystą, tak nie każdy Król posiada imperium. Królowie mająjednak łatwość wzbudzania respektu. Lubią smukłe władcze ciała,najczęściej męskie, a ich prezencja bez wysiłku przyciąga uwagę.Lęk ich nie męczy, znają swą wartość i miejsce. Wiedzą, że sąKrólami.

Chociaż mają inklinację doposiadania dużego ego i do arogancji, które to cechy są częściąich autokarmy, emanują też miłą życzliwością, a jako liderzyłatwo przyciągają do siebie innych. W przeciwieństwie do wąskichzainteresowań Wojowników, Królowie łatwo dostrzegają całyobraz, toteż ludzie instynktownie dowierzają ich poradom. Dotądwielu Królów w USA oraz duży procent innych wzniesionych ról –Mędrców i Kapłanów, rodzi się w rodzinach rasowych mniejszościnarodowych. Chodzi o pomoc „by sprawy ruszyły”, a mniejszościowe stały się bardziej zrównoważone rasowo i ekonomicznie. Wwiększości sprawiedliwi i szanowani, Królowie wznoszą się łatwoi szybko, nawet w młodym wieku fizycznym, stając się menażerami,przedstawicielami autorytetów czy to w restauracji wypiekającejpizze czy w magazynie, jako szefowie organizacji, głowy państw,sędziowie lub politycy. Najlepsze, najidealniejsze zajęcie dlaKróla to: „Osoba potrzebna do tego, by uchwycić cały obraz inastępnie prawidłowo rozdzielić robotę między pracowników,kontrolująca wszystko bez pomijania detali – odpowiedzialna załagodny tok pracy”.

Królowie mają wygląd bardziejdostojny i subtelny od Wojowników i często prezentują dystyngowanąpostawę co rzuca się w oczy. Wewnątrz wiedzą, że są Królami.Mogą to maskować, ale wewnętrznie odczuwają, że w swoim świeciesą najważniejszym autorytetem.

Można to zauważyć u Madonny lubKatherine Herpburn. Charyzmatyczne i władcze, żadna z nich nie jestkobietą przeciętną.

Istność Michaela składa się główniez Wojowników i Królów nadających Jej praktyczny i wysocezorganizowany „posmak'' tak jak i silne mistrzostwo. Dobórodpowiednich ludzi do pracy może też być mocną stroną ichdziałania, co można zauważyć obserwując jak wielu pojawiło sięostatnio i pracuje przekazując nauki Michaela.

Najlepszymi przykładami królewskościw Stanach Zjednoczonych są: John i Jacqueline Kennedy, oboje w roliKróla. Magnaci: Arystoteles Onassis, William Randolph Hearst iJ.Paul Getty są także Królami. Eks dyrektor CIA – William Casey– był Królem, który wykorzystał typową dla siebie pracę tj.kierowanie potężną organizacją. Wiele ogromnych instytucjiwłącznie z Safewaj, ARCO i CBS, to dzieła Królów.

C. Everett Koop – chirurg, autorzasad królewsko-magicznych zdrowia publicznego, dał ludziom wieledo myślenia na temat ich organizmu, odżywiania, nałogów.Przekazał lekarzom przepisy i zalecenia odnośnie diety i jej wpływuna zdrowie.

Jakże królewscy są: Otto Preminger,Orson Wells, Alec Guinness, Sean Connery, John Forsythe i DiahannCarroll, którzy królują na scenie Hollywood. Albo John Muir,Aleksander Wielki, Haile Selassie, książę Michael z Grecji, Rama,duchowy nauczyciel z południowej Kaliforni, oraz Betty Bethardspsychiczny i duchowy nauczyciel z Północnej Kaliforni.

ERUDYCI

Ich pracą jest notowanie, zapisywaniewszystkiego co istnieje i wnoszenie tego do swej istoty, aby w końcuprzekazać wszystko do Kroniki Akasha (Kronika Akasha przechowujewszystkie doświadczenia jakie miały miejsce we wszechświecie.Podobnie jak plan astralny dotyczy emocji, Kronika Akasha jest planemprzyswajania egzystencji).

Wewnętrzny przymus przyswajania wiedzyi ciekawość Erudyty jest jego siłą napędową, cała informacjaukierunkowana na detale ma również ważne dla niego znaczenie.Potrzeba czasu na zobaczenie jak ten wszechświat pracuje wnajdrobniejszych nawet fragmentach, czyni go rolą najpowolniejszą wkończeniu gry na ziemi.

Erudytów jest między nami około 15procent. Niełatwi do odróżnienia chyba, że są naturalniebezstronni i mają szerokie czoła pełne myśli, które są ichprzewodnikiem, a ponieważ wszystko chłoną, wokół nich panujespokój. Pożerają wiedzę, gdziekolwiek by nie byli, bezprzeszkadzania innym, chociaż oczy prawie wyłażą im z orbit, gdynapotkają coś bardzo interesującego

Przeważnie nie należą do otwarcieekspresyjnych i sprawiają wrażenie ludzi z rezerwą lub takich,którzy są tylko obserwatorami życia. Spojrzenie ich nie jestdemonstracyjne, raczej miękkie i obiektywne w uczuciach. Ubiór nieekstrawagancki ani zbyt elegancki, wolą być niezauważeni tak wświatłach reflektorów, jak i w niepohamowanej złości. Niełatwowyrażają uczucia, ale chętnie dają odpowiedź, gdy się ich o cośzapyta. Erudyci mogą być tak nieruchliwi i nieaktrakcyjni, żesprawiają wrażenie ludzi znudzonych. Mimo swej neutralności, mająspecyficzny charakter. Studiami czy pracą obejmują szersząpłaszczyznę niż inni. Erudyci mogą nas szokować tym, w jak wielusprawach są zagłębieni. Co powiecie np. o kobiecie, która wpowszednie dni jest projektantem urbanistycznym, a w dni wolne odpracy wróży profesjonalnie z kart, stawia tarota, poważniestudiuje astrologię i hoduje szynszyle ale nie na futro? Albo omężczyźnie, który jest maklerem, równocześnie przeprowadzającymz ludźmi sesje powrotu do minionych inkarnacji, a oprócz tego jestświetnym flecistą i amatorem botanikiem?

Możemy obserwować Służących,którzy chcą dawać, Mędrców działających, Rzemieślnikówtwórczych lub rozmarzonych i żyjących w chmurach, Kapłanówkombinujących jak tu kogoś przekonać, Wojowników i Królówzajętych pracą i kierowaniem nią, a Erudytów zamyślonych ikiwających głowami w momencie pożerania jakiegoś fragmentuinformacji. Zdarza się także zobaczyć Erudytę ryzykującego wcelu zdobycia nowej wiedzy. Może on wykonać skok, nawet bezspadochronu, aby wylądować tam, gdzie jest ta nowa wiedza.

Nien Cheng w swojej książce, którastała się bestsellerem – „Życie i śmierć w Szanghaju”przyznała, że gdy zamknęli ją w więzieniu wybrała „perwersyjnysposób”. Taka była podniecona możliwością poznania komunizmu zinnego punktu widzenia, że zaczęła uczyć się go z pierwszej rękii chwilami zapomniała nawet w jak niebezpieczną sytuację siępcha. Jerry Brown, były gubernator Kaliforni, który ma ciąglepolityczne aspiracje, zaryzykował swą karierę realizując duchoweposzukiwania, co doprowadziło go do studiowania Zenu w klasztorze wKyoto oraz uczestniczenia w służbie innym wraz z Matką Teresą wKalkucie.

Joan Quigley – astrolog Nancy Reagan– jest wspaniałym przykładem Duszy Młodej z rolą Erudyty,ryzykującej wiele dla zdobycia wiedzy.

Młode Dusze prawie zawsze wolą niewychodzić poza obręb tego co typowe dla ich postaw a dotyczące ichaktualnego zawodu czy pracy. Myśl, że mogą być wyśmiane lubzdeprecjonowane z powodu tak dziwnego zawodu, jak astrologia, możebyć dla nich niesłychanie kłopotliwa. Zdobywanie pożądanejwiedzy pozostawiają więc Erudytom, którzy potrafią się takzafascynować tematem, że czasem ryzykują swą reputację.

Ze względu na to, że Erudyta możewidzieć problem pod różnym kątem widzenia – obiektywnie iwłaściwie, jego wiedza jest szanowana przez ludzi. Ufają muwiedząc, że udzielona informacja jest dokładnie sprawdzona iprzemyślana.

Erudyta to rola mocna, stała, wspartanogami o ziemię. Kiedy Erudyci są w pobliżu, ich obecnośćpozwala innym rolom łatwiej porozumieć się między sobą.Obiektywne widzenie wszystkich stron danego zagadnienia tub zdarzeniaułatwia Erudytom neutralną reakcję na sytuację, która mogłabywnieść wiele destrukcyjnych emocji pozostałym stronom. Podobnie dotelewizyjnego sędziego Wapnera – Erudyci są kołem ze szprychamidla całej ludzkości, będąc równocześnie wspaniałymimediatorami i doradcami w trudnych sytuacjach.

Jak już powiedziano, Erudyciukierunkowani są na gromadzenie wiedzy, ale nie zawsze w celuprzekazania jej lub upowszechniania. Kumulują informację w ich znatury mocnych ciałach. Niektórzy z nich radośnie studiują każdąmożliwą fazę rozwoju zwykłego owada lub jakieś jedno przeciętnewydarzenie historyczne i poświęcają na to całą inkarnację. Mogązajmować się Filozofią, nauką czy historią, czują sięszczęśliwi na studiach, gdzie mają lepszy dostęp do informacji.

Erudytów możemy znaleźćgdziekolwiek, studiujących cokolwiek i niekoniecznie z nosemtkwiącym w książce. Margaret Mead, admirał Perry i CarlosCastaneda byli trzema Erudytami przeżywającymi wielkie przygody,gdy gromadzili swą nową wiedzę. Kiedy Erudyta szuka przygódoznacza to, że wyłazi wprost ze skóry aby nauczyć się czegoświęcej – „Co jest za tym następnym wzgórzem?”, „Co by sięstało gdybym przypiął sobie skrzydła i skoczył?”.

Obserwator, pojmujący, integrujący ilogiczny – oto cechy Erudyty działającego w biegunie pozytywnym.Erudyta tkwiący w biegunie negatywnym może być zbytnioteoretyzujący i intelektualizujący, splatający niekończące sięmożliwości swego mózgu. Erudyta jest tak umiarkowany w swymzewnętrzu, że ludzie mogą w ogóle nie zwrócić na niego uwagiani na to co on mówi a jeszcze w dodatku, gdy działa z biegunanegatywnego. Może być wtedy odosobniony i pokryty kurzem niczymeksponat muzealny. Bernard Goetz posiada kilka takich hermetycznychwłaściwości Erudyty.

Erudyci, którzy zajmują siępolityką, często są znani z historii. George Washington był nim wcałej okazałości, jak i Richard Nixon – niby mimochodemwychodząc z samolotu, którym przybył do Chin – wszedł dohistorii. Prezydent Chairman Mao5 King Fahd, Margaret Thatcher,Daniel Ortega, Adlai Stevenson, Teddy Kennedy i P. W. Botha to innipolitycy w roli Erudytów. Jeszcze nie zostało wyjaśnione jakhistoria oceni Erudytów typu: Lloyd Bentsen, George Bush i MichaelDukakis, ale ich działanie miało więcej sensu, niż mdłego iniedojrzałego Mędrca – Dan Quayle, który zapewniał, żeHolokaustu w tym wieku nie było.

Istnieją dziś legalne grupy kobietErudytów, które ośmieliły się rzucić wyzwanie obecnemu stanowirzeczy, dążąc do wykorzenienia braku równości płci, który wich odczuciu, jest nieodłączny dla typowego prawnego sposobumyślenia Zachodu. Kobiety te są pionierkami projektu ustawydotyczącej nadużyć seksualnych w miejscach pracy, jako pogwałceniapraw obywatelskich. To one przyśpieszyły wejście w życie ustawy,która zabrania prowadzenia spraw o gwałt i nadużycia seksualneprzy drzwiach otwartych, nie chroniąc w ten sposób oskarżonego, cobyło obelgą dla sponiewieranych, znieważonych i zgwałconychkobiet. Rozszerzyły również zasady dotyczące prawa do samoobronykobiet, które wspomagają nieszczęśliwe ofiary oskarżone ozamordowanie swojego towarzysza, zmuszającego je do współżyciawbrew ich woli, zniewalającego je i nadużywającego swych siłfizycznych. Niektóre z nich naciskają na zmianę debat dotyczącychpornografii, aby nie nazywano tego sprośnością czynieprzyzwoitością lecz seksualną dyskryminacją. Pornografia możebyć bowiem wykorzystywana do szantażu, uzależnienia ipodporządkowywania kobiet.

Przytłaczająca większość tychkobiet-adwokatów to Eurydyci – rola, która ma bolesną właściwośćprześledzenia wszystkich aspektów prawa i wypracowania bardzowyważonych argumentów, króre mogłyby zmienić daną sytuację.

Znanym przykładem Erudyty byłHeraklit, który stwierdził, że nie można kąpać się dwa razy wtej samej rzeczce oraz Galileusz mówiący o tym, że przedmiotyspadające na ziemię podlegają prawu ciążenia.

Lider Mormonów – Joseph Smith, poetaStephen Spender, cudowne dziecko – Steven Jobs, autor i echotaktykEdward Abbey oraz mitolog Joseph Campbell to również Erudyci. Wmuzyce Erudyci to: Beethoven, Aron Copland, Paul Simon i David Byrne.Pan Rogers z telewizyjnego programu „Jak myślisz, comogłoby się zdarzyć gdybyśmy ...?” jest Erudytą tak, jak ibardzo ekscentryczny Pee Wee Herman. James Randi to inny ekscentryk,który reprezentuje przedostatnią inkarnację z postawą sceptyka wtym życiu.

Piłkarz William „Lodówka” Perryposiada predyspozycje i mocne ciało Erudyty. Niezwykle lojalnyAnatolij Szarański jest Erudytą, który w 1987 roku „wypłynął”po dziewięciu latach „studiów” w gułagu. Uspienski był teżErudytą, który skrzętnie chronił i przekazywał wykładyGurdżijewa następnym pokoleniom.

ROZDZIAŁ V

ŁUSKI OSOBOWOŚCI

Łuski to cechy osobowościpokrywające rdzeń osoby lub jej esencję w każdej inkarnacji,umożliwiające esencji tworzenie nowych temperamentów, aby w tensposób grać inną postać w nowym scenariuszu aktualnego życia. Tezmienne cechy osobowości ułatwiają tak lekcje, które esencjazaplanowała do nauczenia, jak i karmę, którą chce kompletować wdanym okresie rozwoju czyli inkarnacji. Przesiewając izniekształcając własną, czystą energię esencji, łuskiwprowadzają w nasze życie zróżnicowanie, kolor i bogactwo odmiancharakterystycznych cech. Możemy rzucić sobie wyzwanie wybierająccechy trudne. Możemy kierować się cechami dynamicznymi, uskoczyćw bok czy ześliznąć się niżej preferując te łatwe, albo krążyćw kółko wybierając łuski, które ciągną nas co chwilę w innymkierunku.

Wiedza o naszych łuskach pomaga nam iwskazuje gdzie, w którym miejscu na mapie ewolucji w tej chwilijesteśmy, i którą drogą z tak wielu możliwych do wybrania –idziemy. Tak więc, w momencie gdy rozpoznamy rolę i poziom Duszyoraz dowiemy się, które z łusek posiadamy, wzrasta możliwośćswobodnego wyboru, rozluźnienia i płynięcia z prądem planu, a niepod prąd czy w poprzek.

Świadoma praca nad utrzymaniem się wbiegunie pozytywnym łusek, które tyle kłopotów nam przysparzają,ma ogromną wartość praktyczną, ponieważ jest jedyną możliwądrogą rozwoju. W przeciwieństwie do pewnych wierzeń ogólnych,wzrost nie zaistnieje tak długo, jak długo przewracamy się ikotłujemy w negatywnym biegunie naszej osobowości. Ból, cierpieniementalne czy psychiczne służą do przypomnienia nam o tym, żenależy zmienić sposób postępowania.

Łuski są zorganizowane tak, aby możnabyło łączyć sposób działania (tryb) w każdej inkarnacji,sposób ten to metoda osiągnięcia celu i spełnienia życzeń;postawę, która jest drogą i formą patrzenia na rzeczy i zdarzeniaz główną charakterystyczną cechą negatywną. Cecha ta jestnajwiększą przeszkodą blokującą odczucie, że życie tutaj tocoś bardzo interesującego lub bardzo trudnego. Tak samo jak role,łuski są ukierunkowane na ekspresję, inspirację, działanie lubasymilację.

Poznanie własnej serii łusek pomaganam w zrozumieniu zróżnicowania naszej własnej indywidualności.Śledzenie z uwagą i życzliwością łusek innych ludzi wyjaśnianam ich sposób bycia i dzięki temu umożliwia zrozumienie ichodrębności. Zrozumienie owo powoduje, że tolerancja, akceptacja iwreszcie miłość stają się łatwiejsze i bardziej osiągalne. Ataki właśnie powinien być cel wszystkich.

CELE

Cel, który wybieramy w każdejinkarnacji, jest najważniejszą wskazówką co chce nasza esencjaosiągnąć w tym życiu. Cel ten jest główną podstawązagadnienia w każdym doświadczeniu obecnej inkarnacji czy jesteśświadomy tego, czy nie. Życiowe sytuacje doprowadzą cię do tego,że staniesz oko w oko ze swoim celem, stale będziesz się obracałw tych zagadnieniach, będziesz je śledził i zastanawiał się nadnimi. Usytuują cię w pozytywnym biegunie celu w każdymdoświadczeniu, a esencja poruszy kołami pojazdu, którym jedziesz,nawet jeśli ogarnie cię znudzenie życiem płynącym spokojnie.Zdecyduj się zaczepić samemu, własnymi rękami za obudowęnegatywnego bieguna celu (lub jakiejkolwiek negatywnej łuski), abysię z niego wydobyć choćby na siłę, a wtedy stworzysz sytuacje,które stopniowo będą wypełniać cię szczęściem i będzieszczynił postępy na drodze rozwoju duchowego. Niech to nie będzieczczą obiecanką...

Niektóre łuski wybierane są rzadko,ponieważ idą w parze z pewnymi doświadczeniami bardzospecyficznymi bądź są bardzo trudne. Przy okazji jednak, każdaesencja zdobywa praktyczną wiedzę o każdej łusce oddzielnie.

Procent jaki zostanie podany przyłuskach odnosi się do ludzi, którzy wybierają daną cechę nadany czas i ilość inkarnacji przebiegających w danej atmosferze. Itak, jeśli przebywasz w inkarnacji, w której występujedyskryminacja – cel, który uważasz za tak integralny z tąunikatową specyfiką, jest prawdopodobnie twoim do pewnego stopnia,ale tylko w 2 procentach.


Dyskryminacja – 2 %

Ekspresja

Ta cecha często jest wybierana poinkarnacjach w których byliśmy akceptującymi ale w biegunienegatywnym. Akceptowaliśmy dla świętego spokoju, a więc byliśmyplasteliną w czyichś rękach lub nikczemnikami. Terazdyskryminacja, w celu wyeliminowania tych cech, dostarcza potrzebnejpodpory abyśmy zmienili swoje postępowanie. Myśląc o tym czegonie chcemy, czyli o pewnych sytuacjach lub nawykach, dojdziemy downiosku, że staje się to główną przyczyną wyboru celudyskryminacji.

Ludzie tacy mogą dosadnie wyrażaćswe opinie i wyjaśniać dlaczego potrzebna im właśnie ta, a nieinna łuska. Oto jedna z przyczyn, która przyciąga ich do sztuki iarchitektury, do zawodu krytyka teatralnego i filmowego. Ludzie zcelem dyskryminacji, gdy używają go właściwie, są zdolni dowzrostu, podczas gdy dyskryminacja w biegunie negatywnym(niezadowolenie, wszyscy wszystko robią źle, czepianie się byleczego) jest nożem odcinającym możliwość rozwoju.

W biegunie pozytywnym dyskryminacjatworzy ludzi skrupulatnych, pedantycznych, wyrażających sięsubtelnie i ze zrozumieniem. Subtelność ta pozwala na krytykę wsposób budujący, a nie niszczący. Ludzie ci są dumni z tego, żedelektują się tylko tym co w życiu najlepsze, a nie byle czym. Atak naprawdę, zwykle nie potrafią zrelaksować się i cieszyćczymkolwiek dopóki to „cokolwiek” nie odpowiada dokładnie ichstandardom.

Przebywanie w biegunie negatywnympowoduje, że ludzie tacy stają się ogromnymi snobami, nigdy nie sązadowoleni. Czepiając się drobiazgów, osądzając każdą rzecz,są dalecy od prawdy i przesądni czym odpychają ludzi od siebie.Ich idiotyczne negowanie i krytykowanie, nie uprzyjemnia życia lubnawet krótkiego przebywania w ich towarzystwie także tym, którzymuszą to robić.

Dyskryminacja ukazuje się na ludzkiejtwarzy jako usta ściśnięte, wygięte w grymasie dezaprobaty lubruch brwi, który chce narzucić odczucie głębokiego zastanowienia,aprobaty czy dezaprobaty. Takie ruchy brwiami są wykonywane wreklamach: – Czy ten jogurt lub auto są dobre czy nie, albo: –które z nich jest najlepsze? Jest to typowa twarz snoba. W reklamietypowej dla tego gatunku, występują zwykle dwaj mężczyźni dobrzeubrani, typu dyskryminującego, siedzący w restauracji w otoczeniukryształów i srebrnej zastawy stołowej – komentujący w chwili,gdy już wychodzą: „Ona pracuje w „Miesięczniku Prawo” i pijeJohnnie Walker” – jest to najwyższy komplement na jaki staćtakich panów.

Fred Astaire używał dyskryminacji dotego, by doprowadzić swój taniec do maksimum elegancji iwytworności. Porównajmy jego styl ze stylem Gene Kelly, któryrównież był piękny, a zobaczymy różnicę. David Byrne, RandyNewman i Bob Dylan to trzech bardzo różnych muzyków, mających tęanalityczną wytrwałość, która wskazuje na ten cel. Orson Welles,Bruce Dern, Richard Gere i Christopher Walken to czterej aktorzyużywający dyskryminacji. Chociaż są dobrzy zauważamy, że niepracują swobodnie. Steven Jobs użył swoich wspaniałych zdolnościdyskryminacyjnych do wynalezienia ponownie takiego komputera, by stałsię on prawie przyjacielem jego posiadacza. Michele Duvalierudoskonaliła siebie samą. William Buckley i Dick Cavett użylidyskryminacji do utrzymania sprawności swoich umysłów.Arcyfeministka Simone de Beauvoir, inna osoba z celem dyskryminacji,chciała wyeleminować irracjonalny stereotyp seksualny ze swegożycia i z obyczajów innych.

Dekorator wnętrz często używadyskryminacji; to pomaga mu być selektywnym i pewnym swegoestetycznego osądu. Kucharze z restauracji 3-4 gwiazdkowych,zawodowi degustatorzy kawy, herbaty, wina i czekolady oraz znawcyzapachów z przemysłu perfumeryjnego nawet w stosunku do ludzipozostają w dyskryminacji tak, jak i znawcy biżuterii, sztuki,muzyki itp.


Akceptacja – 30 %

Ekspresja

Najważniejszą kwestią tego celu jestzaakceptowanie życia i ludzi w nim. Centra ekscytacji krążą poobrzeżach wokół tego o czym marzą ludzie, którzy potrzebująakceptacji innych i czują lęk przed odrzuceniem.

Ogólnie biorąc ludzie z akceptacjąprezentują otwarte serca i dobrego ducha. W ich oczach odnajdziemychęć zbliżenia się. Jeżeli kogoś nawet i nie zaakceptują, będąsprawiali wrażenie aprobujących.

Cel akceptacji jest bardzorozpowszechniony wśród Dusz na poziomie Starym, jako najbardziejduchowy i najwspanialszy do spełnienia. To jest agape, do którejwszyscy dążymy.

W pozytywnym biegunie akceptacjispotykamy ludzi ciepłych, przyjacielskich, rozumiejących nas,miłych i doceniających siebie takimi, jakimi są. Mogą onidoświadczać tych wyższych stanów, które Michael nazywa agape,jako chwilowego przebłysku lub głębokiego humanitaryzmu ifilantropii.

W negatywnym biegunie ludzie stosującyakceptację stają się niewdzięczni, nieszczerzy i obawiają sięodrzucenia. Uciekają więc do przymilności i pochlebstwa.Wewnętrznie mogą nie mieć kontaktu z tym czego chcą lub z tym, cosą zdolni zrobić. Są skłonni do chwilowej dyskryminacji, abyożywić tym swoją egzystencję.

W stosunkach przypadkowych i intymnychosoba z celem akceptacji nie chce być ofensywną lub niemiłą.Dlatego nie należy do rzadkości usłyszenie o Panu X, że jesttrochę wazeliniarzem a nawet hipokrytą, gdyż rzeczywiście odpychaludzi od siebie. Zazwyczaj ludzie nie dowierzają temu, kto jestnadmiernie miły. Nauczyli się czekać, aż zobaczą drugą stronęmedalu.

Ludzie z celem akceptacji mogąześliznąć się do dyskryminacji i to do bieguna negatywnego.Zwykle dzieje się tak, gdy ogarnia ich lęk przed odrzuceniem, więcsami wolą uprzedzić takie wydarzenie.

W polityce mamy sporo przykładówakceptacji jako celu: John F. Kennedy, Ronald Reagan, Biskup Tutu iCorazon Aquino. Czyż nie są to ludzie przystępni i sympatyczni?Linda Evans, inspirująco sympatyczna pani z „Dynastii”, ma zacel akceptację, tak samo, jak Pat Boone, Robert Redford, WoodyAllen, Stevie Wonder, Matthew Broderick i Ram Dass. Możemy równieżzauważyć skłonności do „polub mnie, polub mnie” u BrookeShields, Judge Reinhold, Gene Kelly, Sally Fields i Bili Cosby.

Akceptacja Georga Busha jest jedną zprzyczyn wyjaśniających dlaczego tak długo krył się za kulisamijako wice-prezydent i niczego nie krytykował. Kiedy podjął decyzjękandydowania na prezydenta, wtedy jego tak miłe zachowanie zmieniłosię w „czynnik braku zaufania”, który ludzie manipulującyopinią publiczną zwykle starają się ominąć. Akceptacja, jakocel Busha jest rozumowaniem następującego rodzaju: „Kiedy jestemw Teksasie popieram inwestycje wydobywania ropy naftowej, gdyprzebywam w Kaliforni stanowczo się temu sprzeciwiam”.

Akceptacja była również podstawążartu Dukakisa: „George Bush jest jak moneta. Rzucona w góręczasami ląduje na głowie a czasami na ogonie”. Oh, ale Dukakisnigdy nie był znany z dobrych dowcipów.


Re-ewaluacja – 1 %

Inspiracja

Re-ewaluacja ogranicza możliwośćosiągnięć w życiu po to, by jedna lub kilka kwestii bardzoważnych mogło być w pełni sprawdzonych. Są to neuralgiczne ienigmatyczne punkty, omijane w wielu inkarnacjach, a którym w końcupoświęcamy sporo czasu, by wreszcie przepracować to, co takgłęboko jest zakorzenione w naszym centrum instynktu.

Będąc w re-ewaluacji przeważnie niewidzimy tych kwestii świadomie tylko przeżuwamy je, tłamsimy bezjasnego powodu. Pytania kierowane do odbiorców Michaela z prośbą opomoc, raz po raz dotyczą wewnętrznych problemów, które wlokąsię za ludźmi z przeszłości i są ukryte głęboko. Stają sięone trudne do wyjaśnienia nawet dla tych, którzy kontaktują się iprzekazują nauki Michaela. Sprawia to wrażenie jakby esencja naszabyła zakłopotana tym, co „zmiataliśmy pod dywan” takskrzętnie, przez tyle milionów lat, że cały obraz jestzaciemniony i zakurzony, iż trudno go odczyścić nawet w KroniceAkasha.

Wyławianie tych spraw nie jest więcłatwe do osiągnięcia, często niemiłe, niewygodne isamoograniczające. W rzeczywistości wielu z tych, którzydoświadczają autyzmu, opóźnienia w rozwoju lub niedorozwoju czyuszkodzeń mózgu, żyje w inkarnacji, w której jako cel zostaławybrana re-ewaluacja. Niektórzy ludzie monstrualnie otyli, jak DickGregory, wnieśli pomoc w tej dziedzinie tworząc dietę, któramiała na celu służenie re-ewaluacji. Wielu z nich było takotyłych, że nie mogło przejść przez normalne drzwi lub siępodnieść z łóżka. Bywa, że takie życie, zdawać by się mogło,spłycone czy ogołocone z wielu przejawów, tworzy tego typunieprawidłowości lecz postarajmy się zrozumieć, że właśnie onemają wewnętrzną wartość.

Ludzie z pozytywnego biegunare-ewaluacji, często inwalidzi, przejawiają prostotę, naiwność izmniejszenie, nieraz w wielkim stopniu, możliwości rozrywki. Podtaką zewnętrzną powierzchnią, ich esencja i wewnętrzna istotabada, przegląda, kompletuje i utrwala. Na innych mogą robićwrażenie prostaków i nic nie znaczących osób.

Biegun negatywny wykazuje tendencję dopozostawania w miejscu gdzie panuje zakłopotanie, wycofanie i zamęt.Osoba bardzo zagłębiona w swym wnętrzu, w swej re-ewaluacji możenie być całkowicie „tutaj”.

Z powodu właściwości tego celu jestbardzo trudno odszukać ludzi sławnych. Udało się jednak znaleźćmałą garstkę osób, które mimo, iż wybrały re-ewaluację,uzyskały pewien sukces i dzięki niemu możemy ich poznać.

Są to dwaj eks-szefowie RezerwyZwiązkowej – Paul Volcker i George Wallace; Anatolij Szarański iautorzy introwertycy – Edward Abbey i Stephen King.

George Shultz, sekretarz stanu zaczasów Reagana, często prześlizgiwał się do celu wzrostu (wzrostidzie w parze z re-ewaluacją). Wygląda na to, że kwestie nadktórymi Shultz musiał zastanowić się, stosunkowo szybko zostałyzrealizowane i dlatego czuł się bardziej wolny. Shultz lubiłre-ewaluację, bo ona pozwala mu odpocząć i zobaczyć co naprawdęsię dzieje, był to więc jego sposób obserwacji.

Można powiedzieć, że głównymmottem re-ewaluacji jest: „Wyciągnijmy naukę z przeszłych błędówi teraz działajmy lepiej”. Pragnieniem Shultza było doprowadzeniedo negocjacji mimo, że on sam nie należał do ludzi patrzących wprzyszłość.

Joseph Campbell, który doczekał siępośmiertnego szacunku za swe długoletnie studium mitologii, byłErudytą kontemplującym wejście w pierwszy etap Duszy Starej zcelem re-ewaluacji. Jego wewnętrznym zadaniem było rozpoznanieznaczenia życia i odkrycie jego głębi. Studium mitologii świetniezgadzało się z jego zainteresowaniem przebadania, jakie następnekroki powinien poczynić w swej osobistej przyszłości.


Wzrost – 40 %

Inspiracja – Natchnienie

Wybór tego celu to zdecydowanie sięna życie pełne wichru i czasami trąb powietrznych, podobne dotego, które było udziałem Lucille Ball lub Abbie Hoffman. Kierujesię ono wewnętrznym impulsem do przeżywania tego rodzaju burzstale, bez chwili odpoczynku, regeneracji czy nawet czasu naasymilację. Życie może być niekończącą się serią zmian iprzeszkód, z którymi należy walczyć i należy zwyciężać. Możebyć ono tak pełne pożądania doświadczeń, że staje się wprostniemożliwe zastanowienie jaką drogę wybrać, jako następną poobecnej.

W okresach życia z tak intensywnymwirowaniem, jak na karuzeli, zdobywamy wzrost w przyśpieszeniu czylifundamentalną charakterystykę wszechświata.

Ludzie typu Eddie Murphy, WhoopiGoldberg, Pee Wee Herman, Bette Midler, Steve Martin, Frank Zappa,Charlie Chaplin i Billy Crystal, którzy są w ciągłym ruchu, jakwrzeciono prządki, to osoby z celem wzrostu.

Ci, którzy wybrali ten cel, wciążmają ręce pełne roboty, czują w sobie impuls do zdobywania nowychdoświadczeń i tworzenia życia pełnego zajęć.

Opierają swój wybór tego, co majązrobić, nie na podstawie: „Czy to jest ciekawe?” lub „Czy todobre posuniecie na drodze?” tylko na założeniu czy dziękidoświadczeniom będą wzrastać i rozwijać się. Taki sposóbwyboru doświadczeń jest przeważnie kierowany przez esencję.

Ze względu na to, że odpoczynekwydaje się „klątwą”, ludzie z celem wzrostu często sązmęczeni pomimo swego wielkiego entuzjazmu.

W biegunie pozytywnym widzimy zapał,stałą aktywność, wiele różnych doświadczeń i w końcuewolucję. Spotkanie wyzwań wspaniale tworzy satysfakcję, jasnośći wzrost.

W biegunie negatywnym wzrost jestprzyczyną zakłopotania, roztargnienia oraz niewiarygodnychkomplikacji. Kierowanie sobą, skoncentrowanie się na sobie, możeprowadzić do niezauważenia potrzeb innych ludzi. Kiedy wreszcieodpoczywają wchodząc w re-ewaluację, otulają się nią jaknajszczelniej bez uświadomienia sobie prawa do odpoczynku w tejinkarnacji.

Być może, że ktoś kto na stałeprzyjął cel wzrostu nie chce słyszeć o twoich odczuciach, bowłasne są dla niego najważniejsze. Lubi mówić dużo o tym cozrobił, czego dokonał i jakie to ma znaczenie.

Oto przykłady ludzi, którzyspowodowali, że ich życie brzęczało i wirowało w celuwzrastania: Robert Kennedy, John Glenn, Phil Donahue, Jim Lehrer,Barbara Walters, Shirley MacLaine, Carlos Castaneda i RobertoAssagioli. Wszyscy oni naprawdę chcą się uczyć i zmieniać.Norman Mailer jest na szóstym etapie Duszy Młodej a jego życiejest tak pełne wirów z powodu celu wzrostu, że moglibyśmyposądzić go o to, iż jest już w wieku Duszy Dojrzałej. W„Deszczowym człowieku” i w „Tootsie” szczególnie, możemywyczuć, że Dustin Hoffman jest osobą wybierającą role, którepomagają mu wzrastać; podczas gdy „Ishtar” przeciwnie, sugerujeczas zastoju a nawet otumanienia.

Wzrost czasami przejawia się jakowszczepienie serca pawiana dziecku o imieniu Faye – jak to zrobiłDr Leonard Bailey, co z kolei wymagało jego stałej obserwacji,asystowania i analizy wyboru. Wzrost może również zostać wybranyjako przeogromnie ciężka inkarnacja, tak jak to miało miejsce wprzypadku Anny Frank. Wzrasta się bowiem doskonale w przykrych,okrutnych warunkach i bardzo nieprzyjemnych miejscach.


Pokora – 10 %

Działanie

Cel ten dosyć często wybieramy, abyodsunąć się od inkarnacji zwykle skoncentrowanych na siebie, jakna przykład – arogancja, lub by osiągnąć usytuowanie pozanajwiększymi zadaniami życiowymi. Cel ten tworzy bowiem osobowościbardzo wrażliwie, które przydatne są dla potrzeb innych ludzi.

Inkarnacja z celem pokory niesie zesobą poszukiwanie tych właściwych osób, grup ludzi czy idei,którym można by się poświecić by spełnić ten cel. Osoby, którewybrały cel pokory, znajdą swe miejsce w zakonach, wśródprzewodników duchowych i gwiazd rocka. Przyciągną ich takżezagadnienia polityczne – od spraw pokoju po prawa dla mniejszościnarodowych, oraz kwestie ochrony środowiska. Do zrealizowania swychidei szukają jednak innych osób, gdyż sami w tym czasie chcą sięzająć czymś ważniejszym. Stare Dusze dzięki swej pokorze mogąstać się guru.

Służący nie często używają tegocelu, gdyż jest podobny do ich własnej roli. Dwóch sławnychWojowników – D. Eisenhower i Papież Jan Paweł II, używająpokory, aby być delikatnymi. Czynią to tak dobrze, że bardziejprzypominają Służących, niż Wojowników.

W biegunie pozytywnym pokora prowadzido stałej bezinteresownej pracy w służbie ludziom i ideom. Tymsposobem można doświadczyć zadowolenia, które towarzyszy oddaniui zainteresowaniu daną kwestią.

Ześlizgując się, chociaż wniewielkim stopniu, w biegun negatywny dana osoba może czuć siębezwartościowa, gdy nagle znajdzie się poza celem. Kiedy tkwi wbiegunie negatywnym zachowanie jej zaczyna być jedynieposłuszeństwem, zwykłym poszanowaniem rozkazów lub ślepympoddaństwem. Doprowadza to do tego, że znajdująca się w nim osobastaje się służalcza i zrezygnowana. Wzrasta wtedy poczucie byciaofiarą, niewolnikiem lub męczennikiem z równoczesną utratąwładzy nad swoim życiem.

Ponieważ pokora dodaje ludziom odwagiw oddaniu się celowi, możemy znaleźć wiele sławnych osób iwybrać spośród nich wspaniałe przykłady. Co powiecie o RalphieNader? Dian Fossey? Jane Fonda? MatceTeresie? Deng Xiaoping poświęcił się wprowadzeniu zmian wsytuacji ekonomicznej swego kraju. Oscar Arias oddał się pracy,która może uwolnić Amerykę Środkową od groźby wojny. LechWałęsa kieruje sobą tak, aby dać pracownikom polskim więcejmożliwości decydowania o swoim życiu. Pan Rogers, którego częstowidzimy w telewizji, zobowiązuje się do tego, aby pomóc dzieciom wrozumieniu jak funkcjonuje świat. Gloria Steinem robi wszystko abyruch feministyczny stał się godny zaakceptowania przez przeciętnegoobywatela. Burmistrz David Dinkins poprawił funkcjonowanie NowegoYorku. Paul Simon i Joan Baez to dwoje muzyków, którzykonsekwentnie trzymają się swoich politycznych zasad.

Francis Moore Lappe pracował prawiedwadzieścia lat aby „ta mała planeta” była zdrowa i dobrzeodżywiona. Nancy Reagan oddała się całkowicie sprawie swojegomęża i swojemu celowi w kampanii przeciw narkomanii, Pat Nixon wpodobny sposób wspierała swego męża zapominając o sobie, czyniłatak i Kitty Dukakis.

Pokorę można wyrazić na wielesposobów. Stąd różne przykłady osób szukających tych, którymchcą służyć: biednych, umierających, głodnych, uciśnionychdzieci, zwierząt, idei pokoju. Szukających pokoju w Bogu i ogólnegodobra, czy będzie to powodzenie w utrzymaniu zdrowia, zapewnienieopieki czy też sprawy polityczne.


Dominacja – 10 %

Działanie

Osobnicy z celem dominacji zawszeznajdują potrzebną energię aby otrzymać to, co chcą osiągnąćw sytuacjach jakie im życie dostarcza na ich drodze. Nawet gdy sądziećmi chcą czuć lejce w swych rękach. Cel ten tworzynaturalnych liderów, którzy wygrywają po prostu dlatego, że jestto najlepszy sposób, by przekonać ludzi do podążania za nimi.

Dominacja w naszym pojęciu i językubrzmi raczej pejoratywnie. Tymczasem w ujęciu Michaela użycie tegosłowa łączy się z wartościami jakie ludzie szanują, gdy stosujesię je właściwie. Jakież to bowiem wspaniałe, gdy inni zajmująsię czymś co nam wyjdzie na zdrowie, lub będzie dla naspożyteczne. „Naturalnie! Naprzód! Zdecyduj o tym i powiedz mi comasz zamiar uczynić” albo „Brzmi to wspaniale! Cieszę się, żeo tym pomyślałeś!”

Osoba z celem dominacji czując próżnięnatychmiast biegnie aby ją zapełnić. Jest to dla niej naturalne.Dominacja nie może też unikać chęci kontrolowania. Przebywanie ztakimi osobami nie należy do łatwych.

W biegunie pozytywnym ci energiczniludzie są zdecydowani, bywają zdolnymi liderami, którzy łatwozostają wyniesieni na szczyt. Zdają sobie sprawę z zadania jakiewypełniają, wiele znaczą dla świata i zwykle są szanowani irespektowani.

W biegunie negatywnym możemy znaleźćzapędy dyktatorskie, ludzi wymagających, po prostu miażdżących,nieczułych i chcących wszystko tak kontrolować, że inni starająsię unikać ich towarzystwa i rozmów i nimi. Osoby tego typu nietworzą sytuacji „Kto wygra?” (biegun pozytywny) tylko narzucająsytuację typu „Wygram i biorę wszystko”, co najczęściejdoprowadza do tego, że przegrywają. Dzieje się tak, bo ludzie zcelem dominacji nie chcą zbyt długo przebywać w biegunienegatywnym.

Przykłady tego celu znajdujemy winkarnacjach takich osobowości, jak: George Washington, WinstonChurchill, Ferdinand Marcos, Imelda Marcos, Manuel Noriega, MichaiłGorbaczow, Ho Cni Minh, Yitzhak Shamir, Augusto Pinochet, P.W. Botha,Khomeini i Nikaraguanka – Violeta Chamorro. Wszyscy oni używalidominacji w rządzeniu krajem. Jesse Jackson, Oliver North, HenryKissinger, Aleksander Haig, Pat Robertson i Geraldine Ferraro używalidominacji do organizowania niektórych dziedzin w kraju. WiększośćWojowników kierujących krajami trzeciego świata najczęściejużywa dominacji. Jeśli ktoś chce być typem silnym, dominacjabardzo mu w tym pomoże.

Madonna, Sean Penn, Cher, SigourneyWeaver, Grace Jones, Sylvester Stallone, Charles Bronson, SeanConnery, Clint Eastwood, Harrison Ford, Mae West, Jodie Foster,Katherine Hepburn i Elizabeth Taylor, wszyscy oni wybrali celdominacji do przeforsowania swojej kariery. J. Paul Getty dozgromadzenia fortuny, a Mary Kay Ash do stworzenia imperiumkosmetycznego. Lee Iacocca wybrał dominację do walki z trikamiróżnych polityków.

Carl Jung użył jej do odsunięcia sięod Zygmunta Freuda i znalazł nową gałąź psychologii. JeremyRifkin używał jej tam, gdzie mógł, by uniemożliwić genetyczneeksperymenty potencjalnie niebezpieczne. Richard Ramirez i CharlesManson podpierali się nią wszędzie i zawsze, kiedy była imkoniecznie potrzebna do uzyskania czegokolwiek.

Wszyscy ci ludzie są w swój unikatowysposób mocnymi charakterami, chcą przejść przez życie w sposóbjaki uważają za najbardziej właściwy. Dużo powodzenia życzymytym, którzy starają się odsunąć swe dzieci od wyboru takiegocelu.


Stagnacja – 7 %

Asymilacja

Przeważnie są to osoby, któreregenerują się po całej serii męczących inkarnacji. Stagnacja,podobnie do dominacji i pokory, nie jest określeniem pejoratywnym.

Gdy celem inkarnacji jest stagnacjawiadomo, że potrzebny jest odpoczynek w czasie, gdy człowiek uczysię płynąć z prądem.

Inkarnacji ze stagnacją nie wybierasię wtedy, gdy potrzeba sporo wyzwań lub intensywnego działania;łagodne płynięcie powinno być łatwo osiągnięte.

Jeśli nauczymy się płynąć zprądem, możemy osiągnąć to co chcemy bez najmniejszego wysiłku,a jeśli nie, to trzeba podjąć walkę. Przy walce nie istniejemożliwość odprężenia, toteż ludzie z celem stagnacji stają sięsprytni i jak magnes przyciągają wiele dobrych rzeczy, które samewchodzą im w ręce.

W biegunie pozytywnym ludzie z celemstagnacji rozglądają się za możliwością wolnego płynięcia,odprężenia i odpoczynku. Są tak zadowoleni ze swojego sposobużycia, że równocześnie zadowoleni sami z siebie. Ich życieprzebiega bez dramatów, nie szukają okazji aby wywierać wpływ nazdarzenia, dzięki czemu doznają spokoju, od którego inni uciekają.

W biegunie negatywnym sprawiająwrażenie leniwych, w bezruchu i do niczego nie zobowiązanych.Czasami możemy obserwować ich walkę z problemami, jakie sami sobiestwarzają, lub kłopotami, które pchają pod prąd, co wywołuje unich wielkie wyczerpanie.

George Hamilton swoim wyglądem pełnymzadowolenia demonstruje jak mogą wyglądać ludzie z celemstagnacji. Swobodny, rozbawiony Ringo Starr świetnie i z łatwościąprzepływa przez zdarzenia jakie przynosi mu życie. Ze względu nato, że sława niesie ze sobą napięcie, mało jest ludzi z celemstagnacji wśród sławnych osobistości, chociaż widzimy tuMargaret Atwood, artystkę Georgię O'Keefe i piłkarza Perry„Lodówkę”. Wszyscy ci ludzie mają poczucie, że idą wraz zeswymi karierami równolegle do przyjemnego bytowania.

Neutralny lub asymilacyjny celstagnacji posiada potencjał „ślizgania się” po i międzydoświadczeniami pozostałych sześciu ról mimo, że istnieje kilkawybranych punktów do dobrego przetrwania na ziemi w dogodnychmiejscach. Osoby te mogą spędzać większość swego czasu wstagnacji, ale często wpadają w miejsca przyjemne, w których czująsię dobrze i są akceptowane, więc czasami kierują się kudominacji jeżeli wyczują, że jest coś ważnego do zrobienia.

Należy pamiętać, że każdy cełłatwo prześlizguje się do celu swojej pary. Na przykład osoba zcelem akceptacji może rozwinąć zdolności krytyczne alboznienawidzieć siebie za postawę pełną afektacji – wtedy wchodziw dyskryminację.

Gdy znajdujemy się w niedogodnejsytuacji przebywania w biegunie negatywnym naszego celu, aby skończyćz takim położeniem, najłatwiejszym rozwiązaniem jest przejście wbiegun pozytywny naszej pary.

Dominacja i pokora na przykład sąparą, więc człowiek z celem dominacji, który zauważył u siebieapodyktyczność i cechy dyktatorskie, może wyjść z tegostosunkowo łatwo wybierając bezinteresowne służenie komuś, tj.przez użycie bieguna pozytywnego pokory. Przejście do celuopozycji, czyli do swojej pary, jest drogą prostszą niż pchaniesię na siłę do bieguna pozytywnego własnego celu, np. staraniesię by zostać wspaniałym liderem, gdyż może wtedy wypłynąćelement dyktatorstwa.

Osobnik działający z biegunanegatywnego pokory doświadcza poczucia służalczości i poddaństwaprzez co czuje się ofiarą. Powinien więc skierować się dopozytywnego bieguna dominacji czyli przewodzenia, prowadzenia czegośw czym mógłby zdobyć poczucie kontrolowania i kierowanianajszybciej swoim życiem i podejmowaniem decyzji.

Człowiek z celem wzrostu, któregotrapi grzech pierworodny i tematy z tym związane, mógłby przejśćdo bieguna pozytywnego w celu re-ewaluacji. Chociaż nie należą dorzadkości ludzie z celu „wzrostu” siedzący przed telewizorami zbłędnym wzrokiem i otwartymi ustami. Nie możemy być wówczaspewni czy to jest biegun pozytywny tego celu tj. prostota, czy ichbiegun negatywny tj. wycofanie się.

SPOSOBY DZIAŁANIA – TRYBY

Sposób czy tryb jest metodąkoncentrowania uwagi na widzeniu życia i na tym, jak chcemyrealizować swój cel (patrz poprzedni rozdział); jak będziemy gostosować w sposób najbardziej odpowiadający naszym zwyczajom.

U ludzi działających wedleokreślonego trybu, łuska ta jest najbardziej widoczna zewszystkich.

Sposób działania jest metodąindywidualną, najczęściej używaną do tego, aby coś co powinnosię zdarzyć, doszło do skutku. Jest to forma skupienia się dlauniknięcia jakiegoś problemu, sposób w jaki przeżywa się swojeżycie czy będzie to ostrożność, pasja, czy stała wytrwałość.

Sposób ukazuje typ działania doktórego człowiek ma największą skłonność.

Tak samo jak cele, każdy tryb ma swojąparę (odpowiednik przeciwstawny), której może doświadczać jakoprzeciwnej lub pomocnej. Osoba z trybem władzy będzie wiedziaładużo o ostrożności najczęściej z bieguna negatywnego, podczasgdy osoba, której sposobem działania jest asymilacyjna obserwacja,będzie się tak prześlizgiwać, że od czasu do czasu będziepoznawać i doświadczać wszystkich innych trybów, wybierając dlasiebie te w których uzyska najlepsze warunki do przetrwania naziemi.

System Michaela nie jest sztywny ikażdy może użyć kiedy zechce danej łuski. System ten pięknieukazuje czym są rutynowe normy i formy ludzkiego działania, co jestpożyteczne do łatwiejszego poznania siebie i innych.


Ostrożność – 20 %

Ekspresja

Ostrożność pomaga ludziom spojrzećna życie z uwagą i spokojną oceną. Może być ona wybrana w celuuspokojenia wpływów z poprzednich inkarnacji, które zawierały wsobie wiele tendencji i skłonności do burzliwych reakcji orazpakowania się w kłopotliwe sytuacje.

Ostrożność występuje w 20procentach światowej populacji, widocznie taka ilość ludzi uważa,iż wymaga zatrzymania lub pewnego rodzaju zahamowania. Jest onapopularna wśród Dusz Młodych i Dziecięcych, które wymagająpowstrzymania się i nie reagowania burzliwie na okoliczności życia.Człowiek z rolą Mędrca na poziomie Duszy Dojrzałej z trybemostrożności nałoży sobie cugle na swoją wrodzoną chęćszukania rozrywki, by oszczędzić wielkiego bałaganu, jaki mógłbyw tym życiu spowodować. Człowiek z rolą Służącego i Duszą napoziomie Dojrzałym, mógłby się nauczyć nie narzucania swojejpomocy byle komu i za byle co, tylko przyjrzeć się okolicznościomi pobrać wynagrodzenie za wykonaną pracę.

Jest to tryb, który wspomaga trzeźwemyślenie, zdrowy osąd zanim się do czegoś zbyt pośpiesznieprzymierzymy. Ludzie z tego trybu dbają o swoją ocenę w danejsytuacji czy zdarzeniu, troszczą się o to, by nie zaistniałyzajścia niewłaściwe. Nie chcą być zmuszeni do skruchy z powoduwmieszania się w coś lub popełnienia błędu. Wolą tego nierobić. Ostrożność ich jest znana otoczeniu i czasem może nawetbyć zaraźliwa, chociaż niekiedy nie wiadomo dlaczego wzbudza onalęk.

W biegunie pozytywnym ostrożnośćpowoduje zachowanie się pewne i świadome. Ze względu na to, żejest przeciwna podejmowaniu ryzyka, człowiek w tym trybie troszczysię o konsekwencje, na pewno opłaca w terminie ubezpieczenie, aopony w aucie, stale przeglądane, utrzymuje w dobrym stanie. Inniteż mogą być pewni, że osoba, której sposobem działania jestostrożność, będzie taktowna i dyplomatyczna po to, by uniknąćzadrażnień i problemów.

W biegunie negatywnym ludzie z trybemostrożności są nadmiernie i irracjonalnie bojaźliwi, fobistycznii przesądni nie tylko dlatego, że mają lęk przed przejściem poddrabiną, ale też przed pozostawieniem domu niezabezpieczonegodwudziestoma zamkami i zakratowanymi oknami, podłączonym alarmemstrzegącym przed włamaniem. Nie ruszą się bez amuletu w kieszeni,bez magicznych znaków w teczce i bez pełnego baku paliwa. Czy dasię to ukryć ?

Tryb ostrożności, gdy rozpatrujemy goze strony klinicznej jako fobię, może być odczuwany nieprzyjemnie,neurotycznie. Sprawia wrażenie bezbronnego zastoju. W takim stanietrudno jest podjąć jakąkolwiek decyzję czy rozpocząć jakieśdziałanie.

Z powodu takich właściwości łusek,przykłady ludzi z tym trybem są trudne do odnalezienia, w życiupublicznym nie ma ich wielu. Możemy jednak zaobserwować w jakisposób ostrożność wpłynęła na tych czterech: GeorgeWashingtona, Sekretarza Obrony – Caspara Weinbergera, który był wstu procentach przekonany, że potrzeba do obrony więcej broni iwojen gwiezdnych; autora horrorów Stephena Kinga sugerującego comamy obserwować i czego mamy się bać; pieśniarza Paula Simona,który ostrożnie rozważa każde słowo jakiego używa w swoichkompozycjach, jak i decyzję o czym śpiewa i za czym się opowiada.

Tryb ostrożności narzuca czasamisamozachowanie, tak wiec należy do działania związanego zautokarmą. Autokarma to małe lekcje, czasami odczuwane jakogigantyczne, a które sami sobie układamy aby igrać nimi w celuzdobycia doświadczenia i stworzenia ciekawego, interesującegożycia. (Tryb władzy jest przeciwieństwem ostrożności i częstoprzekracza ramy tworząc karmę).

George Bush i Dan Rather obaj działająsposobem ostrożnym, który powstrzymuje ich, zaś znani są z tego,że niekiedy ześlizgują się do trybu władzy; zrobili to nie jedenraz sobie nawzajem.

Tryb ostrożności czyni królowąElżbietę troskliwą i bardzo odpowiednią do miejsca, którezajmuje; Jesse Helms krańcowo rozważnym oraz powoduje, że DanQuayle bardzo rzadko się odzywa.


Władza – 20 %

Ekspresja

Obecność człowieka z trybem władzywyczuwamy gdy spędza dzień będąc pewnym siebie we wszystkim.Władza daje mu poczucie autorytetu, który jest nieomylny, a któregonie można nie zauważyć. Pomyślmy tu o Yoko Ono. Władza jestbardziej zauważalna niż dominacja i o wiele trudniejsza dozłamania. (Znów pomyślmy o Yoko Ono). Dominacja przenosi się zjednej kwestii na drugą i jest ukierunkowana na ustawienie ludzi wszeregi, podczas gdy tryb władzy jest bardziej wpływowy i nie dbaczy ludzie ustawią się w szeregi lub nie, a nawet czy przyznająrację bądź nie. Wadzą i dominacja dosyć często są używane wcelu stworzenia osobowości dynamicznej – jakby centralienergetycznej.

W biegunie pozytywnym są to ludzietowarzyscy, zdobywają autorytet, zaufanie, wpływy i kierownictwo.Ich osobowość i obecność niesie ze sobą poczucie władzy ienergii, a ich styl bycia i rozumowania – poczucie słuszności.

W biegunie negatywnym władza źlewykonywana i źle wyrażana przynosi i sieje strach w otoczeniu;osoby z tym trybem mogą być niewrażliwe, gruboskórne i zgrywającesię na chojraków. Osoba taka może stać się dogmatyczna,przybierać cesarskie pozy. Są to cechy, które nie podobają sięotoczeniu, śmieszą lub wręcz odpychają. Osoby z trybu władzy,gdy nie otrzymają tego co chcą, mogą wytworzyć wielką czarnąchmurę, przygniatającą tych, którym odbierają ich wolę inarzucają własną. Osobnicy tacy nie zdają sobie sprawy z tego, żeuciskają innych i to nawet po kilkakrotnym zwróceniu im uwagi.

Carl Rowan, redaktor kilku kolumn wznanych gazetach, jest zagorzałym obrońcą tezy dotyczącejkontroli posiadania broni, idealistą, któremu udało się swójtryb władzy doprowadzić do szczytu. Występował nawet przeciw swymideałom, gdy grupa młodocianych łobuzów sforsowała o pomocyparkan jego rezydencji by urządzić sobie kąpiel w basenie.Sfrustrowany, kiedy niepożądani goście nie chcieli odejść najego ustny rozkaz, wyciągnął rewolwer i strzelił raniąc jednegoz nich w nadgarstek. Narodowemu Zjednoczeniu Posiadaczy Broni bardzosię to spodobało. Orzekli, że jego działanie (tryb władzy) mówigłośniej, niż jego słowa (idealizm).

Pamiętamy sprytnego Machiavellegoznanego z jego artystycznych dyskusji na temat władzy. MatthewStrode ten kaznodzieja ze szkół powszechnych, któremu nikt niepotrafił zamknąć ust, używał władzy i dużo uporu.

Magnat środków informacji – RupertMurdoch – używa władzy i pragmatyzmu do poszerzenia swegoimperium. Kampania z 1988 roku spowodowała, że Bush zacząłkultywować swoje prześlizgnięcie się do trybu władzy, aby wydaćsię ludziom bardziej swojskim. W tym samym czasie Dukakis zeskoczyłz właściwego sobie trybu władzy w tryb ostrożności,prawdopodobnie z powodu lęku, by nie wydać się zbyt liberalnym.

Wyobraźmy sobie co byśmy odczuwali,gdyby z nami w pokoju znaleźli się: Robert Kennedy, Chairman Mao,William Randolph Hearst, L.Ron Hubbard, Michaił Gorbaczow, OrsonWelles, Madonna, Werner Erhard oraz Norman Mailer, moglibyśmy pojąćjak się odczuwa tryb władzy.


Powściągliwość – 2 %

Inspiracja – Natchnienie

Inkarnacje z trybem powściągliwościwybierane są by zrównoważyć poprzednie inkarnacje z nadmiaremposiadania i „wyskoków”, lub po prostu w celu zrozumienia jakpowstrzymać się od czegoś. Jest to podobne do trybu ostrożnościtylko charakteryzuje się większym smakiem i elegancją. Tryb tenwymaga, by ludzie znaleźli uprzejmy i elegancki sposób wyrażaniaswych emocji. Szorstkość i brak godności doprowadza ich do szału,ale tylko wewnętrznie. Powstrzymywanie emocji jest konieczne,chociaż ogromnie trudne dla Rzemieślników i Mędrców.

W biegunie pozytywnym można wyczućujarzmione emocje i zachowanie się pełne taktu i godności. Ludzietacy sprawiają wrażenie produktów „dobrego wychowania” sąbowiem zdyscyplinowani, pełni ogłady i elegancji. Należą dokoneserów smaku i znawców piękna.

„Time” mówi – „... ubranieświetnie skrojone, srebrne włosy zawsze dobrze uczesane”. Otopatrycjusz Lloyd Bentsen, którego znamy z monogramu LMB i z jegouprzejmych, eleganckich manier. Jest on wspaniałym przykładembieguna pozytywnego trybu powściągliwości. Nie oczekujemy jednakod niego, że zelektryzuje kogoś czymkolwiek lub, że włosy opadnąmu na czoło.

Ludzie używający trybupowściągliwości często są zauważalnie hamowani i „złapani”przez biegun negatywny. Odciągnięci od już i tak powstrzymywanychemocji, mogą nie być aktywni i zablokowani, bez zdolnościwyłonienia na światło dzienne realnych spraw, które im dokuczająi deprymują. Na innych robią wrażenie nie odpowiadających na to,czego się od nich oczekuje i wydają się trochę zbyt chłodni wuczuciach.

Przykłady ludzi o takim zahamowaniuto: książę Karol, Grace Kelly, David Niven, Alec Guiness, NancyReagan, David Byrne, Geoffrey Beene i Fred Astaire. Aktorki: MaryTyler Moore, Audrey Hepburn, Meryl Streep, Maggie Smith, CatherineDeneuve i Marlene Dietrich – wszystkie używają powściągliwościdodając sporo ogłady, taktu i elegancji do swego sposobu bycia.

Mamy również niektóre zawody, któreprzyciągają ludzi z trybem powściągliwości na przykład:kucharzy – smakoszów, dekoratorów wnętrz, twórców mody,dyplomatów, muzyków muzyki klasycznej i tancerzy klasycznego tańca.Nie można uznać, że „Bohaterka miłosnych romansów” – jestjakimś zawodem, ale są kobiety, które identyfikują się z tymtypem literackim i nabierają właśnie takich manier i sposobubycia.


Pasja – 10 %

Inspiracja – Natchnienie

Bardzo rzadko ludzie wybierają sobiedwie inkarnacje pod rząd z trybem pasji. W pasji bowiem częstozatracamy się w intensywnym działaniu i emocji. W wyborze przeważato co bardziej nam się podoba, co nas wciąga lub pociąga i nieprzykładamy wielkiej wagi do tego, aby wszystko spokojnie rozważyć.

Z tego powodu, że najbardziej są tuzaakcentowane emocje, tryb pasji jest ulubionym sposobem działaniaDusz na poziomie Dojrzałym. Daje on zdolność rozkoszowania sięmomentem i energią oraz możliwość podążania za czymkolwiek coprzyciąga uwagę lub pragnienia. Sposób, aby pozostać pozytywnym iutrzymywać pewien dystans do chęci i emocji, to nie identyfikowaćsię całkowicie z niczym i z nikim, nie pozwalać aby zawładnęłynami wiry pożądania i pragnień.

W biegunie pozytywnym, ci otwarci,ożywieni ludzie są intensywnie witalni, być może trochępodekscytowani, pełni entuzjazmu „Czy życie nie jest cudowne!”.Bywają emocjonalni i spontaniczni. Idą za wszystkim co wabi ichzainteresowania nie bacząc zbytnio na to, czy jest to dobre czy złe,właściwe bądź nie i czy naprawdę tak bardzo tego pragną. Sądoskonałymi modelami tego, co warsztaty wzrostu mogą wyprodukować.

W biegunie negatywnym pobudzane emocjeprowadzą do emocjonalnej huśtawki, a co za tym idzie – docierpienia. W przeciwieństwie do pozytywnego bieguna – entuzjazmu,człowiek rozgoryczony z bieguna negatywnego trybu pasji pyta „Czyżycie nie jest okrutne?”. W ten sposób emocje opanowują całągamę możliwych przeżyć. Pełen irytacji, złości, wściekłościi przeżyć ponad siły – biegun ten jest ogromnie wyczerpujący.

Ludzie używający trybu pasji zuzupełniającymi łuskami takimi jak idealizm, wzrost lub dominacja,często mają fizyczne poczucie iskrzącej się energii, jak naprzykład John Kennedy, Stevie Wonder lub Frank Sinatra.

Energia trybu pasji często prowadziludzi do sławy. Oto kilka przykładów: Joanna d'Arc, RichardRamirez, Martin Luther King Junior, Papież Jan Paweł II, AlbertEinstein, Vincent Van Gogh, Herb Caen, Ralph Nader, Jane Fonda,Dustin Hoffman, Tom Hanks i Leonard Bailey lekarz, któryprzeszczepił serce pawiana dziecku imieniem Faye. Tryb pasji służymuzykom takim jak: Chopin, Mozart, Beverly Sills, Luciano Pavarotti,Liberace, Carly Simon i Little Richard, jak również podoba się LeeIecocca ponieważ widać, że on jednoczy się osobiście z tym cogra i jak gra.


Wytrwałość – 4 %

Działanie

Wytrwałość jest wykładnikiemsukcesu w takim samym stopniu, jak i pasja. Wybierana w inkarnacjacho przewadze zadań i długoterminowej karmie, które muszą byćskontrolowane z determinacją i wytrzymałością. Nikos Kazantzakisna przykład uzależniał swoje życie od wymagań duszy. Przeszedłw krańcowej biedzie, szukając wewnętrznego wglądu, zakaz czytaniaswoich książek, a potępienie przez Kościół i publicznośćtylko go wzmocniło.

To właśnie jest tryb wytrwałości,który daje ludziom upór i moc, oraz sprawia, że idą ścieżkąkrok za krokiem tak długo, jak tylko jest to potrzebne do uzyskaniacelu. Nie czynią tego dla poklasku ani uznania.

W biegunie pozytywnym są to ludziewytrwali, zdyscyplinowani, solidni i stali. Zgromadzenie iuszanowanie dyscypliny potrzebnej do wykonania zadańdługoterminowych nie stanowi dla nich problemu, toteż zwykledokonują tego co zamierzali, wbrew przeciwnościom i trudnościomjakich dostarczają im ludzie i jakie byłyby usprawiedliwienia dlainnych, działających odmiennymi sposobami.

W biegunie negatywnym wytrwałościczłowiek może sprawiać wrażenie zbyt nieporuszonego iskoncentrowanego, a nawet męczącego. Występuje tu brak chęci dozmiany czegokolwiek, nawet wtedy, gdy osiągnie to co chce i mimo, iżpostawa taka jest już nie potrzebna, niewłaściwa i prowadząca wślepy zaułek. Ludzie tacy, nie widzą szerokiego obrazu tylkofragment problemu, pozostają skupieni z klapkami na oczach.

Phil Donahue jest bardzo aktywnymSłużącym – Duszą Starą, i wcale nie chce być zauważony. Beztrybu wytrwałości nie miałby swego własnego programu w telewizji,który z powodzeniem trwa tak długo i nie nuży.

Bez upartej wytrwałości BorysPasternak na pewno nie zobaczyłby wydania ani jednej swojej książki.

Tryb wytrwałości jest jakbypodręcznikiem do wszelkich trudnych zadań, który świetnie możesłużyć wszystkim ucząc np. jak utrzymać się na swoimstanowisku, rządzić krajem mimo wyżów i niżów. Corazon Aquino,Khomeini, P.W. Botha, Yitzhak Shamir, Manuel Noriega, Daniel Ortega iDeng Xiaoping wszyscy używali trybu wytrwałości. Trybem tymwspomaga się również Matka Teresa, Joan Baez, J.Edgar Hoover,James Randi, Eddie Murphy i Robert Redford, aby wykonać to cowybrali. Wszyscy ci ludzie mogą ześliznąć się prosto w agresję,gdy zechcą pchnąć jakąś sprawę i dodać jej dynamizmu.

Wielu uznanych atletów używa trybuwytrwałości albo agresji w połączeniu z prześlizgiwaniem się dojednego z trybów. Jak mógłby ktoś taki jak Brian Boitano, którywygrał w jeździe figurowej na łyżwach złoty medal, poświęcającpieniądze i tyle lat na konieczną praktykę, uzyskać to bezwielkiej dozy wytrwałości?


Agresja – 4 %

Działanie

Agresja jest jeszcze jednym z tychangielskich słów, których Michael używa w sposóbniekonwencjonalny. Od łaciny do języka angielskiego agresja oznaczaatak, nie sprowokowaną ofensywę. Z odcieniem niezbyt pochlebnym,jakie roztacza się nad tym słowem, Michael używa słów agresja dookreślenia osoby dynamicznej, pełnej optymizmu i energii. Agresjato tryb ludzi pełnych energicznego wigoru, odnoszącego sięzwłaszcza do inicjatyw i pełni sił.

Ci mocni, przedsiębiorczy ludziebardziej „chcą” wejść i podjąć działanie, są bardziejskłonni do podejmowania ryzyka, niż inne role. Agresja może byćwspaniałą drogą do zrównoważenia poprzednich inkarnacji, któreprzebiegały w formie zbyt pasywnej, lub może być użyta dowypełniania każdego zadania. Nawet ciało fizyczne zazwyczaj jestnietypowo pełne wigoru i aktywności gdy jest podgrzewane trybemagresji.

W biegunie pozytywnym ci odważniludzie są dynamiczni, pociąga ich przyroda, są pełni życia.Lubią działanie i łatwo zdobywają pozycje dzięki której mogąkierować innymi. Są również tak zdrowi i tak aktywni wewnętrznie,że trudno zawrócić ich z obranej drogi. Trudności to dla nichwyzwanie, a nie kłopoty. Tryb agresji nawet we śnie nie dopuszczamyśli o wycofaniu się.

W biegunie negatywnym agresja przeradzasię w wojowniczość i atak, czyli w działanie wojenne.

Pan lub Pani „Dynamiczna” możenagle być pełna niewyczerpanej energii i gotowa na skoncentrowaniejej gdziekolwiek i to już w tej chwili! Gdy ludzie tacy stają sięniemili, oznacza to rychłą ulgę w napięciu. Gdzie zamanifestujesię nadużycie słowne lub grubiańskie zastosowanie siły, tamagresja staje się destrukcyjna.

Tryb agresji nie występuje zwyklewśród komediantów – Lenny Bruce, John Belushi używali jej tak,jak Mel Brooks, Lily Tomlin, Bob Goldthwait i Robin Williams. MortonDowney Junior nie jest dosłownie komediantem, ale też jej używa ito dość mocno.

Tryb agresji był prawdopodobnieodpowiedzialny za utrzymanie się Ronalda Reagana w pozycji trzeźwopatrzącego podczas jego prezydentury, oraz za utrzymanie uwagiwybitnego dziennikarza Huntera Thompsona, gdy pisał odurzonyalkoholem i narkotykami. Fidel Castro, Moamar Khadafy, GeorgeWallace, John Hinckley, John McEnroe, Mary Kay Ash, Sean Penn,Mohammed Ali, Grace Jones i Chuck Berry – ludzie ci wyrażają trybagresji w swój specyficzny sposób, niektórzy z nich robią tobardziej lub mniej delikatnie, a inni działają silniej z biegunanegatywnego.


Obserwacja – 50 %

Asymilacja

Obserwację praktykuje połowapopulacji, która z uwagą bada i wchłania wszystko co dzieje sięwokół. Ludzie, którzy jej używają, mogą wydać się nam chłodnii z rezerwą, ponieważ obserwacja pozwala utrzymać spokój,zrównoważoną pozycję, nawet w sytuacjach niespokojnych idenerwujących. Gdy człowiek obserwuje z wielkim wysiłkiem i starasię uchwycić wszystko, działanie takie pozwala rozpoznać jegotryb. Dla uwidocznienia tego przykładu możemy przytoczyć lemury,które szeroko otwartymi oczkami obserwują z wielkimzainteresowaniem wszystko co się wokół nich dzieje.

Obserwacja jest trybemnajspokojniejszym, ponieważ mieści się w grupie neutralnej icharakteryzuje się tym, że nie popycha do działania ani nie siejelęku. Raczej pobudza apetyt na wiadomości, co jest wynikiemdociekliwego umysłu. Elayne Boosler przedstawia nam wspaniały typkomedii opartej na bardzo dokładnej obserwacji, której oczom nic memoże umknąć, a co umyka przeciętnemu obserwatorowi. Zabawny jestfakt, że wielu rzeczy nie zauważamy dopóki ona nam ich nie ukażei nie ośmieszy.

Tryb obserwacji ma swoje racje odkomedii przez pracę śledczego policji, aż do komentatorówprasowych włącznie. Wszystko co wymaga analizy, badań isuper-dokładnych danych, jest jakby stworzone dla tego trybu.Erudyci lubią często stosować tryb obserwacji, ponieważ jest tometoda najlepiej wypróbowana.

Gdy potrzebne jest działanie, osoba ztrybem obserwacji musi ześlizgnąć się do jednego z wielu trybówi jak to zwykle bywa, wybiera jeden lub dwa najbardziej odpowiedniedo życia na ziemi. Zazwyczaj wybierając między pasją, władzą,wytrwałością lub agresją. Tryby ostrożności i powściągliwościnie nadają się do działania.

W biegunie pozytywnym możemy uzyskaćjasność widzenia w tych wszystkich usiłowaniach. Możemy zdobyćodwagę, trzeźwość i wewnętrzny wygląd, przez cały czasutrzymując mentalną perspektywę obserwacji i jak mucha, siedzącna ścianie, widzieć wszystko.

W biegunie negatywnym obserwacja możesię zdegenerować i przejść we wnikliwe badanie, badanie i badaniepost mortem, trzymając zawsze emocje na wodzy. Tacy ludzie szpiegująi śledzą przez cały czas, zamiast uczestniczyć w działaniu. Wbiegunie negatywnym obserwacja upodabnia się bardziej do węża wtrawie niż do muchy na ścianie.

Rajneesh, który był znany z tego, żewprowadzał ludzi w sytuacje dla nich niewygodne, a potembeznamiętnie obserwował jak walczą, w ten sposób równieżpomagał ludziom zobaczyć ich własną walkę i zidentyfikować ichstrach.

Julia Child wykorzystała swoją pracęmistrza gotowania do obserwacji wszystkiego co było dla niej ważne.Whoopi Goldberg, Billy Crystal, Jay Leno i Dick Cavett stosowaliwiele poczynionych obserwacji w swoich efektach komicznych. Reżyserfilmowy Bernardo Bertolucci, ma bardzo wyczulone oko na detale, któreprezentuje w filmach jako drobiazgi ogromnie wzbogacające formęwizualną. Barbara Walters, William Buckley, David Attenborough,Margaret Thatcher i Paul Volcker – wszyscy są uważnymiobserwatorami, a różnią się między sobą tym, że każdy z nichużywa tego trybu na swój sposób. Obserwacja nie wydaje się byćtakim trybem, który popycha ludzi do sławy, jak na przykład dziejesię to w trybie agresji, władzy lub pasji. Mimo, że 50 procentludzi w naszej kulturze stosuje ten tryb niełatwo było odnaleźćprzykłady.

POSTAWY

Postawa to nasz typowy punkt widzenia,spojrzenie na świat, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Formujeona myśli o tym kim jesteśmy i w jaki sposób decydujemy o tym, corobić, a czego nie robić.

Mimo, że postawa jest głównieperspektywą intelektualną, jednak natychmiast zabarwia naszeemocje. Istnieje siedem postaw: sceptyk, idealista, stoik, duchowy,cynik, realista i pragmatyk.

Michael bierze pod uwagę pracęnaszego umysłu pomagając zdobyć i utrzymać „dobrą” postawę.Przypomina nam, że nasze nadzieje, a przez to i nasze rezultaty,rządzone są przez nasze postawy. Cynicy czy sceptycy uważają, żezawsze powinni być ponad postawami. Prawdą jest, że o wielełatwiej idealiście czy duchowemu utrzymać „dobrą” postawę napierwszym miejscu. Tymczasem Michael przypomina nam, że wybieramynasze łuski w określonym celu. Nie wszyscy jesteśmy idealistamiczy duchowymi przez cały czas – najważniejsze jest przebywanie wbiegunie pozytywnym naszej własnej postawy, jakakolwiek by ona niebyła. Być idealistą nie jest aż tak wspaniale, gdyż zakładająoni często sobie klapki na oczy i są naiwni.

Postawa odgrywa bardzo ważną rolę wsystemie Michaela. Nauczanie to, dodaje odwagi w zaakceptowaniusiebie przez wiedzę o sobie. Gdy pozostajesz w biegunie pozytywnymswojej postawy to prawdopodobnie znajdziesz się w pozytywnychbiegunach wszystkich swoich łusek.

Postawa jest zazwyczaj pierwszą znaszych łusek, w której najłatwiej wpadamy w biegun negatywny, anastępnie wciąga nas w inne też negatywne łuski. Jest ona równieżnajłatwiejszą łuską, nad którą powinniśmy pracować, abyzmienić jej biegun z negatywnego na pozytywny. Utrzymywanie się w„dobrej” postawie, czyli pozostanie w biegunie pozytywnym, jestdla nas tak samo ważne jak wiara w naszego nauczyciela.


Sceptyk – 5 %

Ekspresja – wyrażanie siebie

Nie chcąc zaakceptować informacji,sceptycy są tymi, którzy utrzymują nasz system wiedzyuporządkowany. Przewidywanie że życie, produkty, sytuacje i teorieintelektualne zawsze zawierają po kilka luk, doprowadza ich dozwątpienia i zaczynają poszukiwać tych defektów. Przerabiajądocierające do nich informacje publiczne dodając im szczyptę soli.Powątpiewając o wszystkim, z założonymi rękami, zwracają uwagęna trudności, których my nie dostrzegamy. Są to intelektualne inaukowe ramy umysłu, które biorą pod uwagę „to” i zwracająuwagę na „tamto”, cały czas utrzymując osąd, opinię aż całyproces dojdzie do końca. Taka postawa dodaje potrzebnego spoiwa,chęci i energii do działania i zmieniania świata.

Nie chcąc być nigdy uważanym zagłupca, sceptyk zdobywa wiele wiadomości by uzyskać pełnięswojej władzy.

W biegunie pozytywnym – sceptykbadając coś tylko dla własnej satysfakcji, ocenia to i broni tegopóźniej w stu procentach.

W biegunie negatywnym – sceptykniepewny i gaszący entuzjazm innych, nigdy nie odczuwa zadowoleniaze swoich poszukiwań informacji. Nie przekonany i twardogłowy jestpodejrzliwy i prawdopodobnie dyskutuje, zniechęcając drobiazgami iutrudniając życie innym oraz sobie.

Chociaż twarz Christie Brinkley nigdynie jest uśmiechnięta to właśnie takie twarze pokazuje się wreklamach. Jeśli sceptyk wybiera reklamowany produkt uważamy, żejest to wybór już sprawdzony i przemyślany. Reklama papierosówWinston, która używa sloganu „Prawdziwi ludzie, prawdziwy smak”,jest opinią sceptyków przekonanych o dobrym smaku tych papierosów.

Z powodu niezadowolenia – sceptycymają wielki wpływ na naszej planecie. Często kreują nowe prawa isposoby ich wykonania. Przykładem jest senator Daniel PatrickMoynihan, sceptyk, który wyczuł pewne szaleństwa w systemiedobrobytu. Czuł, że stary system nie pomagał ludziom w trudnychokresach, ale pogarszał jeszcze ich stan, chwytając w pułapkębiedy, nieraz nawet przez całe pokolenia. Moynihan boleśnie, zwielkim wkładem pracy obserwował system dobrobytu, aż stworzyłprojekt poprawy z przekonaniem, że będzie on lepszy. Wtedy stałsię siłą napędową reformy praw dotyczącej dobrobytu w swoimkraju.

W prawach Pomocy Rodzinie z emfaząmówił o podstawowej edukacji, szkoleniu pracowników, opiecesocjalnej i programach pracy.

James Randi, o Duszy Młodej z roląRzemieślnika, proponuje nowe spojrzenie na codzienne, życiowezadania z racji Nowej Ery z uwzględnieniem wszystkich tematówpara-normalnych. Sceptyczna postawa jest jego głównym życiowymzadaniem.

Nikos Kazantzakis, autor „Zorby” i„Kuszenie Chrystusa”, został nazwany przez swych wielbicielizażartym heretykiem. Zwykle określa się w ten sposób sceptyka,który pozostaje wierzącym mimo, że zwraca swe oczy i usta przeciwKościołowi. Kazantzakis wierzył w herezję i jako dobry sceptyknienawidził niewzruszonego dogmatu. Podobnie James Randi, któryporównywał swoją rolę do wstrząsu jaki ona wywołała. JednakSalman Rushdie („Szatańskie wersety”) inny heretyk – sceptykchyba nie ma satysfakcji ze wstrząsu jaki wywołał, a którydoprowadził go do izolacji.

Sokrates to jeszcze jeden przykład,który ze sceptycyzmu w stosunku do życia i do tego co ono kryje,zrobił zaletę. Możemy tu dodać takich sceptyków jak: WilliamBuckley, Walter Cronkite, Peter Jennings, Jane Brody, StephenBingham, Herb Caen, Pee Wee Herman, Woody Allen, George Burns,Katherine Hepburn, Paul Hogan i Sean Connery.

W tłumie sceptyków możemy zauważyćtych, którzy mają małą zmarszczkę na twarzy obniżającą czołoi powodującą, że oczy wydają się zezować. Jest to twarzczłowieka, który wątpi i niedowierza. Z pewnością ludzie ciwoleli by być idealistami pod warunkiem, że świat byłby równieżidealny.


Idealista – 30 %

Ekspresja

Idealiści wiedzą „jaki powinienbyć” świat i w pocie czoła, z niekończącym się entuzjazmemdążą do tego, by taki właśnie był.

Postawa ta jest tak pozytywna, że dajeposiadaczowi wrażliwą, wysoką energię i żywotność, którapomaga przyciągnąć innych aby wspomagali ich wizję. Tworzą oni wnaszym świecie wiele zmian, chociaż niektóre z nich np. idealistówo Duszy na poziomie Dziecka jak na przykład Hitler, różnią siębardzo, od tych stworzonych przez Duszę Młodą jak John Glenn lubMatkę Teresę – Duszę Starą.

W biegunie pozytywnym idealista mieszadobre idee z rzeczywistością tak, aby zostały wykonane.Optymistyczni i pełni dobrej woli idealiści cieszą się wielkąstrefą wpływów. Gdy nie otrzymują tego co chcą, ichrozczarowanie nie trwa długo. Idealiści realizują działanie,które popycha wiele idei na raz, czy będzie to zrobieniewygodniejszego krzesła, zorganizowanie lepszego spotkania, lepszychstosunków międzyludzkich, lepszych szkół czy lepszego świata.

W biegunie negatywnym idealiści sątak wypełnieni pojęciem „musi się”, że jest im trudnoosiągnąć odprężenie i żyć daną chwilą.

Idealiści mogą być tak bardzo naiwniw swych oczekiwaniach, że ogromnie cierpią, gdy ich nadziejezawodzą. Jeżeli np. stawiają na piedestale lidera jakiejś sprawy,załamują się gdy ten z niego spada, chociaż być może był ontam postawiony nie słusznie. Ponieważ idealiści mogą działaćzbyt utopijnie i abstrakcyjnie, ludzie skarżą się na nich mówiąc,że są zbyt kłopotliwi, skomplikowani i zupełnie nierealni mijającsię z rzeczywistością.

Terry Waite był takim idealistąmyślącym, że może pomóc w Libanie i w tej chwili jestzakładnikiem. Inni, którzy realizowali swoje wizje z większymszczęściem niż on, chcąc stworzyć nam lepszy świat to: StevenJobs, John Denver, Norman Cousins, Ruth Westheimer, Robert Redford,Sting i Bruce Springsteen.

Kilku z wielu idealistów, którzyweszli na arenę polityczną po to, by zmienić świat w sposóbnajbardziej godny zapamiętania to: John i Robert Kennedy, RonaldReagan, Gary Hart, Oliver North, Martin Luther King, Coretta ScottKing, Lech Wałęsa, Oscar Arias, Imelda Marcos, Moamar Khadafy,Clint Eastwood, Gloria Steinem i Jane Fonda. Właśnie dlatego, żesą idealistami nieważne jest dla nich czy zgadzamy się z nimi podtym względem, czy są uczciwi w stosunku do samych siebie i czy my otym wiemy. A oto kilka nazwisk idealistów, których można rozpoznaćpo błysku w oczach: Linda Evans, Barbara Streisand, ChristieBrinkley, Gary Grant, Lionel Richie, Eddie Murphy i Robin Williams.


Stoik – 5 %

Inspiracja – Natchnienie

Postawa ta wybierana jest na teinkarnacje w których potrzebna jest cierpliwość i wytrzymałość,bowiem dzięki niej człowiek ma nadzieję na lepsze przejście przeztrudny i ciężki okres. Postawa stoika była przez długi czaspopularna w Azji ze względu na niezmiernie trudne warunki życia.Pomyślmy o tym jak wygodna była postawa stoika w Chinach, w kraju ociągłych i zaskakujących zmianach politycznych, gdzie niemal dodziś jedynym bezpiecznym tematem konwersacji była rozmowa opogodzie.

Stoicyzm nie jest wybierany w celuwywierania wpływu na otoczenie ani po to by zmienić świat. Celemjest zaakceptowanie, z jak największym spokojem, stanu faktycznego.Stoik ukrywa swoje uczucia nawet przed sobą samym, aby uniknąćpoddania się wpływom tego co życie ofiarowuje. Safia Khadafy jeststoikiem i możemy sobie wyobrazić jak taka postawa mu pomaga.

W biegunie pozytywnym znajdujemyharmonię i spokój wraz z naturalnością i pewną dozą rezerwy.Taka wytrzymała osoba cieszy się stabilnością i może znaleźćsię w położeniu jakie sama sobie narzuci, wykorzystując jaknajlepiej i zgodnie z potrzebą chwili sytuację oraz swojezdolności. Stoicy znajdują oddźwięk w Żenię, tak w praktyce,jak i w filozofii.

W biegunie negatywnym stoik może zbytdługo cierpieć beznamiętnie nie próbując nawet zmienić żadnejz sytuacji na swoją korzyść. Zrezygnowany, o kamiennej twarzy,nieszczęśliwy, pozostaje bez reakcji w czasie konfrontacji zproblemami, z ludźmi, z okolicznościami czy wydarzeniami. Stoikwytrzymuje wszystko, nie ucieka nawet od sytuacji beznadziejnych,pozostając coraz bardziej wyczerpany, wlokąc nogi, gromadzączniewagi, może stać się całkowicie apatyczny. Siłę stoikamożemy zaobserwować u sześciu osób: Joan Baez, Abraham Lincoln,Chairman Mao, George Wallace, Jean Claude Duvalier i u dzieckaimieniem Meghann LaRocco, które przed ukończeniem roku życia,przeszło już czwartą transplantację wątroby. Mamy tu równieżaktorów takich jak: Gary Cooper, Marlon Brando, John Wayne i RobertMitchum, którzy wykreowali ze stoicyzmu część swojej męskości.


Duchowy – 5 %

Inspiracja – Natchnienie

Ludzie z tą postawą mają spojrzeniena życie ogarniające również rzeczy niewidzialne i duchowe. Sąoni całkowicie otwarci, gdy patrzą na różnorodne możliwościoraz nawiązują dobry kontakt z wyższymi poziomami. Jest jakieśdodatkowe światełko w oczach takiego człowieka. Dusze na poziomieStarym są tymi, które zawsze pamiętają o „białym świetle”ich aut, upewniają się, że ich książeczki czekowe są w porządkui wizualizują swe cele jako już zrealizowane.

Postawa duchowa nie prowadzi do walki zżyciem ani do wywołania jej przyczyny, wprost przeciwnie –prowadzi do odczuć doskonałego smaku w całym życiu. Są toludzie, którym udaje się zrobić jak można najwięcej z tego, coprzychodzi i mniej z tego, co już odchodzi.

Są ludźmi, którzy wiedzą wszystkoco mogą wiedzieć i ze względu na to znani są ze swych opinii,jakkolwiek innym wydają się one dziwne. Spróbujmy zrozumieć naprzykład taki przypadek: „Kto wie, może dla szynszyli nie jestważne umieranie po to, aby stać się następnie futrem” – jestto pytanie, które zadają kobiecie hodującej szynszyle.

Są również tymi, którzy mówią donas: „Wszystko jest wspaniałe” – właśnie w tym momencie, gdymamy zmartwienie. Ulubionymi wyrażeniami ludzi z tą postawą są„Nigdy nic nie wiadomo” lub „Owszem, to mogło by być”, amówią to z wymownym uniesieniem brwi.

W biegunie pozytywnym postawa duchowama taką szeroką perspektywę, że umożliwia ona spojrzenie wprzyszłość. Ludzie tacy idą daleko i są wizjonerami gdyostrożnie badają swoje wierzenia i doświadczenia. Oddani wyższymcelom, nie związanym ze światem, widzą doskonałość i stosująją w praktyce.

W biegunie negatywnym ludzie z postawąduchową mogą być tak odlegli od zdrowego rozsądku irzeczywistości, że są prawie poza planetą, na której żyją.

Rozproszeni, łatwowierni, łatwopoddający się wpływom, ignorują detale, z których składa siępraca w świecie fizycznym. Wierząc we wszystko tracą rozeznanie ipowodują problemy dążąc do urzeczywistnienia jakiejś mglistejliterackiej idei. Latają wysoko, pełni dobrych uczuć i wizji, mogąodrzucić dużo dobrych rzeczy, a zaakceptować życie takie, jakimono jest.

William Blake, Liberace, MichaelJackson, Gene Kelly, Joni Mitchell i Stevie Wonder są wizjonerami zpostawą duchową, którzy łączą swoje przeżycia z innymipoziomami bycia. Leonard Orr, który obiecuje fizycznąnieśmiertelność też ma postawę duchową tak, jak i ShirleyMacLaine, Lynn Andrews, Bernie Siegel, Ram Dass, Satchidananda iDalaj Lama, którzy kierowali swą duchowością, ale każdy z nich winny sposób pozostawił swe piętno na naszej kulturze.

Pełen magii Jahnson, Frank Herbert,Ralph Nader, Alice Walker i Jimmy Carter to ludzie, którzy żyjąpod wpływem swojej duchowej postawy. Syryjski prezydent Assad –Dusza będąca w połowie wieku Dojrzałego – jest jeszcze innegotypu przedstawicielem tego trybu. Ponieważ jego kraj jestnajwiększym „eksporterem” terroryzmu na świecie, byłoby trudnorozszyfrować jak on używa tej wpływowej łuski bez zrozumienia, żenajwyższym doświadczeniem Islamu jest samoofiarowanie orazofiarowanie życia innych.


Cynik – 5 %

Działanie

Postawa cynika wybierana jest zazwyczajw celu ochrony w inkarnacjach trudnych, wysoko-karmicznych, ponieważwłaśnie cynizm, dzięki swej prawdziwej naturze, pomaga zwalczaćpogardę. Niedowierzanie motywacjom innych ludzi, patrzenie na życiejak ono mimo wszystko działa i martwienie się jego negatywnymistronami – to znaki „fabryczne” cynika. Przeważnie oczekuje onpewnych nieprzyjemności od życia i gdy one przychodzą nie dziwisię temu i nie czuje zaskoczenia.

W biegunie pozytywnym cynicy szukajątego, co mogłoby być błędne i eliminują to, co wykazuje braksubstancji, co niemądre i zbyt naiwne. Zatroskani i bystrzy niełatwodają się zwieść. Nie szanują ludzi pod względem ich majętnościani nawet ze względu na reprezentowane przez nich wartości – wtym swych prezydentów. Ponieważ dostrzegają ułomność każdegotak łatwo, są skomplikowani do tego stopnia, że aż sprzeczni wswych absurdalnych opiniach.

Cynizm często jawi się w satyrze jakodobrze utrafione szyderstwo i ośmieszenie.

W biegunie negatywnym cynik z sarkazmemoczernia wszystko i wszystkich. Żrący, palący, pełen pogardy iszyderczego śmiechu, przepełniony negatywnym uczuciem typu: „Życieto zgnilizna”, zamiast wypełniać swoje zadania i cel, raczejnabawia się bólów brzucha (dolegliwości fizycznych). Życie wtakich bagnach, bez przejaśnień, nie ma nic wspólnego zwyobrażeniem jakie mamy o przyjemności.

Ludzie z postawą cynika, którzyosiągają pozycje władzy czy sławy, często jako siły napędowejużywali cynizmu. Były Sekretarz Obrony – Caspar Weinberger zpowodu swojej podejrzliwości dotyczącej ludzkiej natury, jakwiewiórka przygotowująca się do ciężkiej zimy, chciał gromadzićcoraz więcej broni nuklearnej i doprowadzić do wojen gwiezdnych bezwzględu na to ile by to kosztowało. Prezydent Rady Federalnej –Paul Volcker nie chciał zezwolić, by idealizm Reagana zniekształciłjego własny punkt widzenia na manewrowanie ekonomią.

John Paul Getty – pełna ambicjiMłoda Dusza – używał swojego cynizmu do odrzucania czegokolwiekco byłoby do nabycia. Wielu z głównych potentatów narkotykowych wskali światowej musi być cynikami tak samo jak politycy, którzypatrzą w inną stronę, gdy daje się im łapówkę udając, żetego nie widzą.

Zauważmy u niżej podanych osóbukrytą postawę cynizmu wyrażaną na różne sposoby: Daniel Ortegaz Nikaragui, Augusto Pinochet z Chile, Khomeini z Iranu, P.W. Botha zPołudniowej Afryki, Stephen King, Rex Reed, Lennie Bruce, WhoopiGoldberg i Richard Ramirez. Wielu, wielu autorów utworówpowieściowych typu sensacyjnego od Raymonda Chandlera, RobertaParkera do Evana Huntera to wszystko cynicy. Któż inny stworzyłbytych wszystkich podejrzliwych detektywów analizujących słabepunkty naszej kultury? Pozostawianie na boku swego zdrowia jestczymś, co dziś widziane jest jako pociągające, a następniewykorzystywane w reklamowaniu stuprocentowego mężczyzny – cynika,który np. rozkoszuje się propagowaniem papierosów Marlboro.


Realista– 30 %

Działanie

Realiści są obiektywni. Widzą jasnoto co się wydarza i nie dodają do tego własnych opinii, osądówczy nadziei. Ich zrozumienie sytuacji, z pewnym brakiemsentymentalizmu, nie zabarwia im życia osobistego ani towarzyskiego.

W biegunie pozytywnym – „Bogu coboskie, a Cesarzowi co cesarskie”. Widząc sytuacje takimi jakimisą bez osobistego zabarwiania, zazwyczaj mają właściwy pogląd.Bez większych oczekiwań realista potrafi przyjąć to „co jest”i być sobą w danym momencie. Myśląc prosto i trzeźwo, widząwszystkie aspekty danej sytuacji i potrafią to wykorzystać jaknajlepiej dla siebie mimo, iż nie chcą wprowadzać jakichkolwiekzmian.

W biegunie negatywnym widzeniewszystkich aspektów staje się stratą w masie realistycznychmożliwości. Pojawia się więc brak możliwości wyboru czydziałania, jest to przysłowiowe „Osiołkowi w żłobie dano ...”.Obiektywne staje się subiektywnym, emocje się potęgują, pojawiająsię przesądy, fakty obiektywne tańczą wokół i wywołujązmęczenie.

Ludzie stosujący realizm, a międzyinnymi John Wayne, są dobrym tego przykładem. Mogą bowiem ciężkoześlizgnąć się w cynizm i być wtedy pewni, że taka jestrzeczywistość. Takie ześlizgnięcie się nie jest zazwyczajpozytywne.

Popatrzmy na tych oto realistów:Corazon Aquino, Henry Kissinger, George Shultz, Deng Xiaoping, MaeWest, Madonna, Grace Jones, Joan Collins, Yoko Ono, Clint Eastwood,Norman Mailer i Ernest Hemingway. Są to ludzie, którzy nie budujązamków na lodzie. Chirurg C. Everett Koop, jest tak wielkimrealistą, że odrzuca stosowanie statystyki, chociaż ze studiówwiedział, iż skrobanki i poronienia muszą być przeżyciempsychologicznie szkodliwym.


Pragmatyk – 20 %

Asymilacja – Przyswajanie

Pragmatyk wyobraża sobie to, co niejest opracowywalne i wykonalne, przyjmuje również to, co sprawiawrażenie nieprzezwyciężalnego.

Łatwo kalkuluje i trzyma się tego cobardziej skuteczne, wydajne, nawet wtedy gdy to „coś” jest małoromantyczne czy niemiłe. Pragmatyk z łatwością eliminuje iwyklucza niepraktyczne alternatywy i przyjmuje, że to czy tamto„musi” być zrobione. Może być zniechęcony przez innych, zewzględu na ich niewłaściwy punkt widzenia jakiejś sytuacji czywydarzenia. Pragmatycy są naturalnymi „lekarzami porządku”.

Cechy mentalne są przyczynąbezstronnego i praktycznego spojrzenia, które sprowadza wszystko dozwykłej uporządkowanej formy.

Podobnie jak realista, pragmatyk niejest oderwany od pojęć ani spekulatywny, jest jednak bardziejbogaty w mądrze doprowadzone do skutku rezultaty, usprawnienia,korzyści i ewentualne straty. Często jego zdrowy rozsądek jestsprytniejszy od zdrowego rozsądku realisty.

Łuski te lubią tworzyć politykówlewicowych i prawicowych jak na przykład: George Bush, Bill Clinton,Mario Cuomo, Jesse Jackson, Margaret Thatcher, Ho Shi Minh, VioletaChamorro, Michaił Gorbaczow i Borys Jelcyn, żeby podać chociażkilku. Politycy z tą łuską są zwykle praktyczni, ich grąpolityczną jest – bierz i daj – Pragmatycy łatwo mierzą i ważąto co jest produktem wymiany i wtedy bez poczucia winy robiąwszystko co potrzebne, aby to co zaplanowane zostało wykonane.Idealiści nie są skorzy do takiej wymiany – bierz i daj.Pamiętajmy, że skoro pragmatyzm jest łuską neutralną, to jegowłaściciele mogą ześlizgnąć się wprost w idealizm czy stoicyzmbądź w każdą inną łuskę w zależności od potrzeb i okazji.

W biegunie pozytywnym pragmatycyposiadający wspaniały nos, są ogromnie zajęci eliminowaniem brakuwydajności czy nieskuteczności. Ci kompetentni ludzie są wrażliwi,zorganizowani i metodyczni. Z łatwością tworzą prawa, któreułatwiają funkcjonowanie życia, stosunków międzyludzkich, pracybiurowej lub kraju.

W biegunie negatywnym pragmatycy stająsię dogmatykami odrzucającymi spontaniczność i elastyczność.Skutecznie blokują swój wzrost i ewolucję, pozwalają by prawa,reguły, protokoły itp. stały się dla nich bogiem.

Tak więc pragmatyk staje się sztywny,twardogłowy i bardzo uparty. Jest wtedy ważny, nadęty,niezachęcający i tępy.

A oto kilka przykładów sławnychpragmatyków, którzy dobrze wiedzą jak wykonać swą pracę: MaryKay Ash, Paul Newman, Lucille Ball, L.Ron Hubbard, Papież Jan PawełII, Książe Karol, Melvin Belli, Bill Graham i Lee Iacocca.

GŁÓWNE CECHY NEGATYWNE

Główna cecha negatywna, która niestanowi wielkiej przeszkody, jest jedyną łuską jaka nie zostaławybrana przed fizycznymi narodzinami. Dzieci, a szczególnienastolatki, robią doświadczenia i eksperymentują ze wszystkimigłównymi cechami, mogą potwierdzić to nawet ich rodzice; alewybierają jedną z nich, którą lubią najbardziej gdy majądwadzieścia lat, a najpóźniej w wieku lat trzydziestu pięciu.

Wszystkie główne cechy wywodzą sięz lęku. Ludzie stosują je aby zapewnić sobie poczucie pewnejobrony czy ochrony w sytuacjach stresowych.

Na nieszczęście jednak używaniegłównej cechy zwiększa trudności i przeważnie doprowadza dokonfrontacji. I tak, podczas gdy główna cecha może zapewnićszybkie osiągnięcie komfortu, w rzeczywistości jest ona przeszkodąoraz opóźnieniem rozwoju i ewolucji.

Z drugiej strony walka tworzy lekcjedoświadczania i dopóki nie potrafimy wyjść z jej biegunanegatywnego, lub w ogóle z tej łuski, nasze dążenie doosiągnięcia celu będzie stale opóźniane.

Zdawanie sobie sprawy z głównej cechyprowadzi do właściwego poznania gdzie lub na czym możemy siępotknąć. Czy w momencie upadku zauważamy jaką mamy małąwartość? Gdy dostrzeżemy, że wiatr nie wieje w żagle, możemydzięki temu pracować delikatnie i mądrze nad sobą oraz dojść downiosku, że przyczyną tego stanu jest np. niemądry nawyk brakuposzanowania siebie.

W miarę jak rośnie nasze poznanie,coraz mniej, coraz rzadziej wpadamy w taką pułapkę. Gdy stajemysię bardziej tolerancyjni w stosunku do naszych własnych braków i„defektów”, rozumiemy lepiej i stajemy się bardziejtolerancyjni w stosunku do wad innych ludzi.

Główna cecha może ułatwićformowanie się karmy oraz jej spłacanie. Główna cecha jest różnaw każdym z nas pod względem intensywności lub stopnia jejstosowania. Ludzie o dużym nagromadzeniu karmy stosują głównącechę mocno i często, a inni stale. Jest to jedna z łusek, któramoże być całkowicie wyrugowana z osobowości. O to właśniewalczą Stare Dusze i znajdują takie możliwości rosnące wraz zezmniejszaniem się bagażu karmy.

Jeśli przyjrzymy się naszymprzyjacielskim kontaktom lub stosunkom międzyludzkim to zobaczymy,że pracujemy stale z naszą główną cechą. Gdy przestajemy jejużywać, zmieniamy się i wtedy ludzie napotykają nasze nietypowezachowanie, co utrudnia im kontakt z nami. Jest to podobne do ścianyi choć ochrania, broni nas też przed radością, przyjemnością imiłością. Szczególnie Młode i Dojrzałe Dusze często używajątzw. swojej pierwotnej cechy głównej i gdy wejdą w biegunpozytywny stosują cechę główną wtórną. To dodaje życiupieprzu i papryki!

Ludzie, którym udało sięwyeliminować ich główną cechę, mają wiele ciepła itroskliwości, nic nie stoi już na ich drodze do wolności imiłości. Innym, którzy żyją w ogniu walki wywołanej głównącechą, mogą się oni wydawać trochę znudzeni.

Przykładami takich ludzi o DuszachStarych, którzy już nie mają głównej cechy, są: SwamiSatchidananda, Mistrz Zenu Seung Sann i Ojciec Floyd z San Franciscoadministrujący wydawaniem Posiłków Świętego Antoniego, Ram Dass,który pracuje bardzo świadomie, niedawno wyeliminował swą głównącechę tj. brak poszanowania siebie.

Główna cecha jest jedyną, dośćelastyczną łuską. Tak wiec możemy ją zmienić lub całkowiciewyeliminować. Ta dobra wiadomość oznacza, że łatwiej nam usunąćnasze przeszkody i frustracje, niż zmienić nasz cel i podstawowąpostawę w stosunku do życia.

Wszystkie łuski mają swoje pozytywnei negatywne bieguny, można więc stwierdzić, że ci, którzy mająwięcej trudności z autodestrukcją, lekceważeniem siebie imęczeństwem, mają łatwość w częstym ześlizgiwaniu się wbieguny swych par, którymi są w tym samym porządku –zachłanność, arogancja, niecierpliwość, ponieważ poruszać się,wyjść ze swej głównej cechy, zmienić ją na inną, to pierwszykrok w złagodzeniu i wyeliminowaniu najbardziej problematycznejkarmy.


Autodestrukcja – 10 %

Oś ekspresji

Ludzie, którzy wybrali jako głównącechę autodestrukcję, nie uważają, że życie warte jestprzeżycia go, mają poczucie, że nie mogą osiągnąć tego czegochcą, że po prostu nie są tego godni, że na to nie zasłużyli.

Autodestrukcja prowadzi do zakończeniażycia szybko lub rozłożenia go w czasie – na dłuższą metę.Znajdujemy tu samobójców, samobójcze myśli i niebezpieczny trybżycia, nadużywanie alkoholu i narkotyków, łakomstwo, wilczyapetyt, zaniedbanie odżywiania, długie choroby, samotność i ostrądepresję.

Rozwinięcie takich negatywnych cechwymaga zwykle silnego wpływu obojga lub jednego z rodziców, którzyteż przejawiają inklinacje do autodestrukcji. Dzieci albokształtują się na wzór autodestrukcyjnych rodziców i ześlizgująsię w tę cechę, albo opierają się temu wychodząc poza modelswojej rodziny.

W biegunie pozytywnym cecha ta możeułatwić karmę, która wymaga poświęcenia np. podjęcie ryzyka wcelu ratowania innych. Może to mieć taki przebieg: matka wybiega najezdnię i odpycha swoje dziecko, by nie zostało przejechane przeznadjeżdżający samochód, ale sama pod niego wpada. Może to byćpoświęcenie życia dla jakiegoś ważnego celu – człowiekoblewający się benzyną i podpalający czy samobójcza misjawojskowa itp. Takie cechy mogą być użyte z motywacją spłaceniazaległej karmy, której proces wymaga autodestrukcji.

W biegunie negatywnym znajdujemynawyki, nałogi autodestrukcyjne, jak oszpecenie twarzy aby wyglądaćgorzej, nadmierne jedzenie i nadużywanie alkoholu, marihuanę i całągamę narkotyków plus wierzenie: „I tak nie będę długo żyćwięc po co mam uważać?” Ludzi tych cechuje całkowity brakposzanowania siebie, uczucie bezużyteczności z poczuciem, żejakakolwiek zmiana jest niemożliwa. Nie jest to miłe dla otoczeniai dla tych, którzy się o nich troszczą.

Tak „heavy metal” jak i sceny zżycia „punków” jasno wskazują na wiele elementówautodestrukcyjnych, które dają nastolatkom możliwośćeksperymentowania z tą główną cechą. Jim Morrison, Janis Joplin,Jimi Hendrix, Iggy Pop i wiele innych rockowych gwiazd skłania sięw stronę autodestrukcji. Między innymi cechy te możemy rozpoznaću takich osób jak: Richard Pryor, John Belushi i Lennie Bruce, orazEvel Knievel, Vincent Van Gogh i Marilyn Monroe.

Ludzie zachłanni mają silneskłonności do częstego ześlizgiwania się w autodestrukcję,natomiast ludziom stosującym autodestrukcję można poradzić bywzbudzali w sobie trochę zachłanności na życie.


Zachłanność – 15 %

Oś ekspresji

Zachłanność tworzy butną chęćposiadania wszystkiego co życie może zaofiarować, a następnienawet i nieco więcej. Osoba z cechą zachłanności może sobiepozwolić na ciągłe życzenia czegoś czego pragnie i co nie dajejej spokoju, ponieważ zachłanność jest impulsem drażniącym,wprost piekącym.

Różne poziomy wieku Duszy w różnysposób odpowiadają na tę łuskę. Może się ona przejawiać wciągłym kupowaniu nowych rzeczy, nienasyconej potrzebie jedzenia,picia alkoholu, seksu czy narkotyków. Pragnienia mogą dotyczyćpieniędzy, władzy i sławy lub większej ilości miłości,zwiększonej ilości stosunków przyjacielskich lub większej ilościdoświadczeń. Niektóre Stare Dusze stają się zwolennikamikontynuowania doświadczeń duchowych, które oczyszczają umysł zrzeczy niezbyt potrzebnych. Ta intensywna tendencja jest nienasycona,zniewala wprost ludzi i oddala ich od rzeczywistego życia.

W biegunie pozytywnym osoba z cechązachłanności może przebiec życie w poszukiwaniu tego co jewypełni. Rzadko zdarza się, że jest ona obojętna czy zimna wstosunku do poziomu fizycznego i w zamian odczuwa wtedy docenianie,wdzięczność i przyzwolenie na obfitość. Wiele energii ientuzjazmu napełnia osobę polującą na wypełnienie swoichpragnień.

Żarłoczni i nienasyceni w biegunienegatywnym są opętani pragnieniem jedzenia, narkotyków, miłości,seksu, pieniędzy czy władzy i tu pojawia się możliwość łatwegoprześlizgnięcia się do bieguna negatywnego swej pary czyli doautodestrukcji. Z zachłannością, która jest bodźcem, możliwestaje się zachowanie bezlitosne w pogoni za spełnieniem pragnienia,któremu towarzyszy lęk przed utratą tego, co już się zdobyło.Gromadzenie i nędzne zachowanie się, mają zwykle swoje korzenie wzachłanności. Oto przykłady w jak różny sposób można stosowaćzachłanność: Jacqueline Kennedy Onassis i Michele Duvalier, żonabyłego dożywotniego prezydenta Haiti, poszukiwały bogactw byotoczyć się wszystkim co piękne. Tammy Bakker również tegopróbował. Caspar Weinberger, miał nienasyconą chęć posiadaniabroni, Henry Kissinger – wiedzy i władzy, a Rajneesh wciąż miałza mało zabawek, jak: ludzie, pióra wieczne, spinki do mankietówczy Rolls Roysy. Willie Brown, sprawozdawca Zgromadzenia Narodowego wKalifornii, pozostawał w ciągłej pogoni za pieniędzmi, ubraniami,szybkimi autami, wyszukanymi potrawami i władzą; Mae West – zaseksem i nadużywaniem go, a Liberace zadowalał się błyskotkami,urozmaiconym życiem i tłumem.

Merv Griffin, Steven Spielberg i WhoopiGoldberg są w ciągłej pogoni za używaniem życia i stale nowymiprojektami. Bill Cosby zawsze jest pełen inwencji, lubi teżpieniądze. Były gubernator Kalifornii – Jerry Brown – zagłębiłsię w studiowaniu Zenu tj. nauki, która uczy jak pozbyć sięzachcianek i pragnień oraz jak „wzrastać” poza swą głównącechą pozbawiając się jej i nie dając się zmiażdżyćzachłanności.

Imelda Marcos, Robert Kennedy, TimothyLeary, Little Richard, Divine, Vicki Morgan i Mary Tyler Moore tosiedem osób używających głównej cechy zachłanności, a którezmierzają bądź stosują mocne ześliznięcie do swojejtrudniejszej pary tj. autodestrukcji.


Lekceważenie siebie – 10 %

Oś inspiracji – natchnienia

Lekceważenie siebie w dobrym lub wzłym jest cechą ulubioną i wybieraną najczęściej przez Dusze napoziomie Starym, które rozpatrują zagadnienia dotyczące swejwartości we wszechświecie czując, że są one ogromnej wagi. Mimo,że ta cecha główna powstrzymuje ludzi od tworzenia karmy, jestniestety również tym co ogranicza ewolucję. Narzuca im bowiempoczucie zbyt małej wartości aby mogli utrzymywać stosunkitowarzyskie, osiągnąć jakiś sukces materialny, duchowy wzrost czypo prostu spokój, na którym tak im zależy.

Ludzie używający tej głównej cechymogą nawet ukrywać zdolności i talenty jakie posiadają, ponieważnie chcą ich manifestować.

Lekceważenie siebie jest głównącechą negatywną wśród najbiedniejszych klas trzeciego świata. Tacecha występuje w systemach politycznych, które stwarzają ogromnekontrasty między ubogimi i bogatymi, tworząc taką sytuację, wktórej ci ubodzy czują się bezwartościowi. Mimo, że lekceważeniesiebie trzyma ludzi „w ich właściwym miejscu”, stan taki wefekcie odcina dany kraj od własnej energii i twórczego potencjału.

Lekceważenie siebie może wydawać sięnieszkodliwe w porównaniu z autodestrukcją czy męczeństwem alejest to cecha, którą Michael omawia i dodając odwagi doradzaludziom aby zmienili ją, ponieważ jest zbyt samoblokująca.

Aby rozluźnić więzy tej cechy ludziemuszą całkowicie i realistycznie zrozumieć swą wartość izbudować konstrukcję dającą poczucie własnej wartości iszacunku dla siebie. To wywoła możliwość prześlizgnięcia siędo bieguna pozytywnego swej pary czyli dumy (arogancji). Do takiejzmiany potrzeba wysiłku i wytrwałości przez dłuższy czas. Dlaludzi, którzy zbyt cenią lekceważenie siebie, zmiana taka jestzbyt trudna.

W biegunie pozytywnym ludzie z tącechą główną są skromni i nie czują potrzeby pogoni zaosobistymi osiągnięciami. Wiąże się to z szerszym postrzeganiemwszechświata jako całości, co jest nietypowe dla naszej kultury, wpozytywnym biegunie łuska ta może być cechą niosącądelikatność; ludzie tacy są uprzejmi i nie demonstrują swojejwartości.

W biegunie negatywnym poniżanie siebiesprawia wrażenie stałego przepraszania, tłumaczenia się ikompleksu niższości, który przechodzi od słabego do nasilonego,mocnego i głębokiego. Ludzie nie czują możliwości posiadaniajakiejś wartości, talentów, stosunków, pieniędzy czy duchowegowzrostu. Lekceważenie siebie może stwarzać wygląd zaniedbania iniedbalstwa oraz prowadzić do złego odżywiania się lubpraktykowania jakiś ćwiczeń, które w końcu prowadzą doosłabienia zdrowia.

Ta główna cecha zakłóca wszystko coma związek ze sławą. Jeden dobrze znany i dobry jej „użytkownik”to Woody Allen, który z tej łuski stworzył swoją karierę. DudleyMoore jest inną osobą, która oparła karierę na tym, jakie tozabawne być zaniedbaną i lekceważącą siebie. Pan Rogers teżpolewa swe poczyniania lukrem lekceważenia siebie, chociaż unikajak plagi zaniedbanych ludzi.

Użycie tej łuski przez Johna Lennonamoże pomóc w wyjaśnieniu dlaczego swą karierę złożył w ręcekobiety – Yoko Ono, która wcale nie myślała, że zasługiwał onna większą sławę niż ona. Myślała o nim jako o słabiejbłyszczącym od niej. Czy pamiętamy jak trudno było GeorgowiHarrisonowi mówić i występować przed kamerą? To właśnie teżbyło lekceważeniem siebie.

Jean-Claude Duvalier, były prezydentHaiti, też miał tę główną cechę. Biorąc pod uwagę, że byłWojownikiem używającym celu dominacji i władzy, główna cechaczyli lekceważenie siebie pozwala zrozumieć jego miękkość,delikatność, a także dlaczego nie było trudno usunąć go zestanowiska, chociaż był dożywotnim prezydentem.


Arogancja – 15 %

Oś inspiracji – natchnienia

Arogancja, tak jak zachłanność iniecierpliwość, sprawia, że tych ludzi zauważa się. Osoba zcechą arogancji zwykle nadmiernie eksponuje zwracanie uwagi nasiebie, co z kolei wywołuje złe samopoczucie i zakłopotanie. Jakna ironię, człowiek stosujący tę główną cechę czasem ma chęćukryć ją choćby ze strachu. Chociaż przez całe lata przekonywałsiebie i innych o ile wyżej od nich stoi i ich przerasta. W chwilirozgłosu cofa się, bo nie jest przekonany czy przetrzyma próbę.Arogancja może utrzymać kogoś w ciągłym wychodzeniu na scenę iwycofywaniu się z niej, by polerować w tym czasie swoje wyobrażeniao sobie. Unikanie bezpośredniej konfrontacji to przejaw niepewnościczy to polerowanie jest w pełni wystarczające.

Pod arogancją kryje się strach przednegatywnym osądem przez innych ludzi. To tworzy impuls do formowaniawłasnych krytycznych opinii, by niejako uprzedzić podobnezachowanie innych. Ludzie z tą cechą okrywają się jakby książęcympłaszczem by ukryć pod nim brak wartości, o który siępodejrzewają oraz postawić bariery utrzymujące intymność.

Ludzie aroganccy są w rzeczywistościbojaźliwi i dlatego kryją się pod maską kompetentnych w różnychdziedzinach wiedzy. Prince jest dobrym przykładem ilustrującymtakie zachowanie. Jego wizerunek gwiazdy rocka jest sumą arogancji,chociaż łatwo dostrzec, że za takim działaniem kryje siębojaźliwość, zmieszanie i lęk.

W biegunie pozytywnym osoba z łuskąarogancji rozwija dumę, szacunek i respekt dla siebie, umie ocenićsiebie i swoją pracę. Cecha arogancji ma tendencje tworzenia wieluatrakcyjnych i pełnych wdzięku łudzi. Rola Króla często idzie wparze z tą łuską i jest przez tę rolę często używana.

Osoba w biegunie negatywnym tej cechygłównej kładzie tak wielki nacisk by wywołać dobre wrażenie,aby ukazać się z jak najlepszej strony, że czasami życie jejstaje się ciężkie i nie sprawia radości.

Próżność i snobizm u takich ludziwzrasta, a samokrytyka i pogarda dla innych tworzą blokadyzamykające drogę do realnego traktowania tego co przynosi życie.Nadmierne przykładanie uwagi do poczucia swej ważności możestworzyć charakter śmiesznie nadęty.

Mimo tego pchania się na siłę napierwsze strony gazet, cecha arogancji pomaga często w popchnięciukogoś wyżej. Księżniczka Diana i Książe Karol, Nancy i RonaldReagan używają tej łuski, podobnie jak Donald Trump. Wszyscy znich uzyskali dobry efekt; choć mogą mieć złe momenty, nie chcąbowiem by ich obraz został splamiony. Tak samo Michael Jacksonnadmiernie troszczy się o swój wizerunek, walczy o jego utrzymanieco prowadzi do wyczerpania. Lionel Richie, Paul Newman, Madonna, BurtReynolds, Richard Gere, Rex Reed i Otto Preminger są prawdziwymispecjalistami w stosowaniu tej cechy głównej.

Młody Wojownik – dr Leonard Bailey –prawdopodobnie miałby problemy gdyby chciał ogłosić publicznie,że wszczepienie serca pawiana ludzkiemu dziecku nie byłorozwiązaniem najszczęśliwszym. Szczerość taką uniemożliwiłamu cecha arogancji. Pogarda Salmana Rushdiego dla swych islamicznychkorzeni, pozwoliła mu opublikować „Szatańskie Wersety” bezoceniania ogromnego wrażenia jakie ta książka wywoła.

Ludzie związani z polityką, którzystosują tę główną cechę to: Michaił Gorbaczow, FerdinandMarcos, Dan Quayle, Albert Gore, Joseph Biden, David Stockman, RonaldReagan, Yassar Arafat i Adolf Hitler. Zabawne jest oglądanie MoamaraKhadafy w czasie udzielania wywiadu arogancko nadętego jak ptasisamiec. Benito Mussolini też nadużywał tego stylu w swychpublicznych wystąpieniach. Norman Mailer i Bryant Gumbel używalitej cechy głównej ale każdy z nich robił to na swój sposób.Papież Jan Paweł II, Werner Erhard i Swami Chidvilasananda walcząze swą arogancją, podczas gdy prawie pokonała ona RichardaRamireza.


Męczeństwo – 15 %

Oś działania

Osobnicy z tą główną cechąprawdopodobnie wyciągają z niej o wiele więcej nieszczęść ikłopotów, niż reszta z nas. Jednak poczucie biedy i tendencja dooskarżania innych często odpycha ludzi, toteż męczennicy niecieszą się sympatią, której tak pragną. Ludzie z tą cechączują, że życie wymyka się spod ich kontroli i najlepsze co mogązrobić to kontrolować innych i powodować u nich poczucie winy.

Ci, którzy w większości używajątej cechy, mają trudności w doświadczaniu przyjemności boprzeszkadza ona w ich cierpieniu. „Dlaczego nigdy do mnie nienapiszesz (zatelefonujesz, przyjedziesz mnie odwiedzić?)” – chcąwiedzieć. Męczennicy mogą mieć własną cierniową koronę, aleoni sami są kolcem dla innych, atakując ich w niewłaściwy sposób.Irytują oni ludzi; lekarze dają im uspakajające leki by ichuciszyć. Gdy przeglądamy gazety lub czasopisma lekarskie możemyzobaczyć tysiące ogłoszeń o takich lekach i chorych, którychcechą jest męczeństwo, uśmiechających się lekko istwierdzających w reklamie, że te lekarstwa im pomogły.

W biegunie pozytywnym osoba z cechąmęczeństwa nie jest egoistą, pomaga innym nie myśląc o sobie i oswoich osobistych potrzebach. Męczeństwo na tym poziomie możeprzyciągać uwagę służąc jakiejś idei lub sprawie; może pomócuzupełnić specyficzną karmę; stworzyć pożądaną równowagęlub zrozumienie. Matka Teresa, niestrudzona kobieta, która chceumrzeć „na stojąco” jest wspaniałym przykładem kogośprzebywającego stale w biegunie pozytywnym tej głównej cechy. Napewno jednak wywołuje poczucie winy u tych, którzy z nią pracują,gdy nie są tak niestrudzeni jak ona.

Gdy ktoś czuje się ofiarą i stracinad sobą kontrolę obwiniając innych za swoje zmartwienia, wywołujeniechęć i rozczarowanie. Negatywny biegun męczeństwa nie rodzipopularności ani sympatii. Ludzie oddalają się od takich osób.Poszanowanie siebie spada poniżej zera; własne potrzeby nie sąwypełnione i męczennik, który robi z siebie niewolnika doglądającna przykład kogoś chorego, nie troszczy się właściwie o niego.Pławiąc się w żalu i upokorzeniach, rozgoryczony osobnik zbieguna negatywnego męczeństwa tworzy sobie niedobre doświadczenia.

Martin Luther King Junior i wdowa ponim Coretta Scott King używali męczeństwa jako głównej cechy.Zastosowali ją do pobudzenia Murzynów, nie bacząc jaką cenęprzyjdzie za to zapłacić.

John Kennedy, Benigno Aquino, NelsonMandela, Terry Waite, Anatoli Szarański, Farley Mowat i Dian Fossey– wszyscy używają (lub używali) – męczeństwa, służącsprawie. Oczywiście wielu terrorystów jest też związanych zmęczeństwem jako cechą główną i siłą napędową ich życia.


Niecierpliwość – 15 %

Oś działania

Niecierpliwość tworzy osobowośćrządzoną troską o czas. Presja, frustracja i napięcie jestrezultatem pośpiechu aby natychmiast zrobić jedno i rozpocząćdrugie. Trudno jest przebywać w teraźniejszości, gdy już myślisię o przyszłości. Owa „niecierpliwość” zawiera silny lękprzed przeoczeniem czegoś, stąd prawie niemożliwe staje sięwstrzymanie umysłu i nie myślenie o przyszłości.

Jak męczennik aktywnie próbujekontrolować ludzi wpajając im poczucie winy, tak osoba z cechąniecierpliwości próbuje kontrolować czas! Oczywiste jest, żetrzeba mieć coś więcej niż szczęście, aby sprostać jednemu idrugiemu.

W pozytywnym biegunie niecierpliwośćtworzy odwagę i zuchwałość rozładowując w ten sposób sytuacjepełne presji. Taka osoba nawet osiągając rezultaty i tak stanie nagłowie ryzykując upadek. Gdy znajdzie się w kolejce w sklepie,jest pierwszą, która powie głośno: „Nie możecie postawić tujeszcze jednej kasy?”, a będąc na poczcie wyrazi znów głośno„Trzeba otworzyć jeszcze jedno okienko!”. Niecierpliwośćwynajduje formy aby skrócić co się da. Znajdzie nawet krótsządrogę, przejazd bocznymi ulicami, aby uniknąć popołudniowychkorków, dotrze do szefa danej organizacji tylko po to, by załatwićjakąś sprawę szybciej.

Problem w tym, że ludzie niecierpliwisą trochę szaleni wewnętrznie, do czasu aż sprawa nie zostaniezałatwiona. W negatywnym biegunie pójście na skróty też tworzyproblemy, począwszy od pracy źle wykonanej, aż do zirytowaniaprzyjaciół lub spowodowania wypadku samochodowego. Gdyniecierpliwość mocno tupie nogami, osoba zatrzymana przez ruchuliczny może czuć się zrozpaczona i szaleć. Niecierpliwośćłączy się z tym typem frustracji, który my nazywamynietolerancją. Nietolerancja to wada, której nadużycie powodujebardzo odpychający sposób bycia.

Najbardziej agresywne momenty u SeanaPenna i Franka Sinatry zwykle były spowodowane zwariowanąniecierpliwością, tak silną, że prowadzącą do nietolerancjinajwyższego rzędu. Bill Graham, Bruce Willis, Robin Williams, LilyTomlin i Katherine Hepburn to też ludzie sprawiający wrażenie„goniących” czas. Być politykiem i być niecierpliwym to dwierzeczy, które nie idą w parze choć Jesse Jackson i Robert Dolepróbowali je pogodzić. Córka Nancy Reagan – Patti Davis – zewzględu na brak cierpliwości w stosunku do matki i Ronalda zaczęłapisać książkę o życiu „rzeczywistych” Reaganów.


Upór – 20 %

Oś asymilacji – przyswajania

Upór pomaga nam wytrwać w dążeniudo osiągnięcia tego, czego chcemy. Jest więc dla wielu ludzi cechąnajbardziej kuszącą co powoduje utrzymanie jej na wysokim poziomiestosowania. Ponadto stosując upór możemy z łatwościąprześlizgiwać się w każdą z sześciu głównych cech, co dlaniektórych stanowi wielkie dobrodziejstwo.

W biegunie pozytywnym upór dajewielkie zdecydowanie i silę, co może być bardzo ważnym elementemsukcesu. Ludzie z cechą uporu posiadają umiejętność wprzełamywaniu barier, a to wiąże się z autodominacją iświadomością, że zdobędą i zrobią to co chcą. Upór dajeoparcie, pracowitość, staranność, wytrwałość, a nawetwytrzymałość ciała lub solidny wygląd.

W biegunie negatywnym upór jest ośli.Jest to ślepe zaparcie się, twardogłowie, nieugiętość ibrnięcie w jedną, zazwyczaj ślepą, uliczkę.

Gdy upór nie daje rezultatów,stosujący go nie są zdolni do wysłuchania rad innych, nie biorą wogóle ich pod uwagę, a szczególnie gdy chodzi o jakąś sugestięczy ostrzeżenie. „A ja jednak zrobię to po swojemu”. Głupiouparci i zdecydowani, stają się niezdolni do zmiany opinii. Solidnijak mur, stosują hamulce nawet wtedy, gdy jest to z uszczerbkiem dlanich samych. Strach przed zmianą jest tak wielki, że może nawetpowstrzymać ewolucję.

Upór łatwo sprawdza się na forumpolitycznym, z łatwością można go rozszyfrować w życiupolityków takich jak: Chairman Mao, Fidel Castro, Margeret Thatcher,pierwszy minister Botha, generał Noriega, minister Nakasone, GeorgShultz, Mario Cuomo, Alexander Haig i George Wallace.

Zwróćmy uwagę na zdeterminowanąpostawę, autodominację Grace Jones, Barbary Streisand i Simone deBeauvoir. Julia Child uparcie, za wszelką cenę trzyma się władzy.Georgia O'Keefe ułożyła sobie życie zgodnie ze swymi zasadami,tak samo jak J.Edgar Hoover (dyrektor FBI), o którym wiadomo, żedecydował o pewnych pociągnięciach nie bacząc na ich zgodność zprawem. A Billy Graham? No tak, on należydo tych nieporuszonych. Steven Jobs być może nigdy nie wymyśliłbykomputera „Apple” ani żadnego następnego, gdyby nie byłnadmiernie uparty.

ROZDZIAŁ IV

ZEŚRODKOWANIE

Mimo, że istnieje siedem ośrodków(centrów), które z grubsza odpowiadają siedmiu głównym czakromlub wirom energii cielesnej, ogromna większość ludzi działaaktywnie z jednego z trzech ośrodków głównych: emocji, ruchu lubintelektu.

Czasami ktoś wybiera sobie centruminstynktu. Dalsze ośrodki – wyższe emocji, wyższe ruchu i wyższeintelektu są używane przez większość ludzi tylko czasami, jakbyprzy okazji.

Gdy reagujesz na coś natychmiast,wtedy działasz z twojego ulubionego ośrodka. Człowiek ześrodkowanyw centrum intelektu mógłby zareagować na utratę pracy analizą,racjami i długim rozmyślaniem, podczas gdy ześrodkowanyemocjonalnie zareagowałby uczuciem zranienia, złością, smutkiemitp. Człowiek ześrodkowany w centrum ruchu może od razu zareagowaćdziałaniem, prawdopodobnie wyruszając natychmiast na poszukiwanieinnej pracy, zagrać w tenisa albo zachowywać się niespokojnie,ruchliwie, wykazując rozdrażnienie.

Każde z tych trzech głównych centrówwybierane jest w jednakowy sposób i mniej więcej w tych samychproporcjach. Nasza kultura jest bardzo konserwatywna, 50 procentludzi w USA wybiera centrum intelektu, 40 procent centrum emocji, a10 procent centrum ruchu.

Wszyscy również wybieramyześrodkowanie dodatkowe, czyli pomocnicze, w które możemy wejść.Jeśli ktoś nie używa ruchu jako centrum głównego anidodatkowego, będzie mniej skłonny do wykonania ćwiczeńgimnastycznych jakich ono wymaga. Inną cechą może być tendencjado robienia mało, ponieważ bodźcem będzie myślenie i odczuwanie,a niekoniecznie rezultat w postaci wykonania czegoś konkretnego.

(Impuls aby zrobić jest też pobudzanyprzez łuski wywodzące się z osi działania, szczególnie zdominacji, pokory, wytrwałości, agresji i niecierpliwości lubkiedy ma się rolę Wojownika czy Króla).


Ześrodkowanie emocjonalne

Człowiek z intuicją, skupionyemocjonalnie przerabia szybciej niż inny problemy, które przynosimu życie. Uczucia i intuicja pracują bowiem jak błyskawica wporównaniu z wolniejszym procesem rozważanym przez intelekt.Ześrodkowanie emocjonalne ofiarowuje głębokie poczucie poznania,zdolność zareagowania ze zrozumieniem, życzliwością i wejścia wsamo sedno zagadnienia. Może również tworzyć sentymentalizm lubhisterię. Dusze na poziomie Dojrzałym faworyzują takieześrodkowanie bo z powodu swej intensywności prowadzi ono dowzajemnych związków międzyludzkich.

Można stwierdzić, że ludzie używająswoich centrów stosunkowo prawidłowo, a mają problemy jedynie zwyborem ośrodków dodatkowych, które są szczególnie widocznekiedy jesteśmy w złym humorze. Każdy wybiera centrum główne abynim się posługiwać i wybiera część dodatkową używając jejjako pomocniczej, a która może okazać się potencjalną pułapką.

W ten sposób kobieta ześrodkowanaemocjonalnie może używać części intelektualnej jako dodatkowej,balansując między uczuciami (centrum emocji) i myślami (częśćintelektualna). Gdy jest niezadowolona lub czymś rozdrażniona, nieskupiona, a więc poza swym centrum, może to spowodować krążeniejej umysłu (część intelektualna) wokół danego tematu, tworzącnadmiar myśli i pogłębienie frustracji. Może być w tym momenciezżerana przez zazdrość (co jest stanem mentalnym) lub pełnaprzeintelektualizowanych racji, które powodują jej postrzeganienegatywne. O tym właśnie mówi Michael gdy nazywa ześrodkowaniedodatkowe pułapką.

Jeśli ta sama kobieta użyłabydodatkowo centrum ruchu, wówczas czułaby potrzebę zrobienia czegośze swymi myślami i uczuciami. Być może miałaby ochotę zostaćśpiewaczką czy aktorką, tancerką, wróżką lub terapeutkamedycyny niekonwencjonalnej. Kiedy jakaś inna kobieta znajdzie siępoza równowagą swego centrum, jej centrum ruchu jako pułapkabędzie popychało ją do działania i doprowadzi do stanu histerii –co się przejawi np. w przewracaniu przedmiotów, uderzaniu w ściany,kopaniu mebli, rozrzucaniu papierów, prowadzeniu samochodu znadmierną szybkością, jedzeniem, piciem alkoholu itp.

Najwłaściwszą drogą wyjścia ztakich sytuacji jest uświadomienie sobie złapania w pułapkę inatychmiastowe przeskoczenie w trzecie centrum. To trzecie centrum, wktórym nieczęsto przebywamy, przynosi nam równowagę. Pierwsza zomawianych kobiet mogłaby wycofać się do swojego centrum ruchu,aby świadomie wykorzystać go na spacer lub na bieg. Prawdopodobniestwierdziłaby, że emocje i umysł uspokoiły się. Druga kobietamogłaby wyjść z impasu wprowadzając swój intelekt, być możerobiąc listę za i przeciw, czytając metafizyczną lekturę albospotykając się z przyjaciółmi aby im wszystko opowiedzieć.

Postacie publiczne, które poruszająsię przy pomocy swoich uczuć (używają lub używali swej ruchowejczęści centrum emocji) to: Martin Luther King Junior, Nancy Reagan,Lily Tomlin, Prince, Stevie Wonder, Linda Evans i Madonna. Mimo, żeludzie ci uzyskali wszelkie sukcesy w życiu, wybór w którym niebyłoby centrum intelektu, mógłby być przeszkodą do rozwojuduchowego w Ameryce.

Intelektualna część podstawowegocentrum emocji stosowana jest przez takie osoby jak: StephenSpielberg, Woody Allen, Roseanne Barr, Lionel Richie, Ronald Reagan,Deng Xiaoping

i Coretta ScottKing. Spielberg jest geniuszem manewrowania emocją iusatysfakcjonowania jej przez swoje filmy. Jeśli byłby ześrodkowanyw intelekcie jego Filmy prawdopodobnie nie miałyby tego czaru.Sarkazm Roseanne Barr pochodzi z jej realistyczno-cynicznej postawy iz szybkiej emocjonalnej percepcji, którą raczy nas ze swojegododatkowego ześrodkowania intelektualnego.


Ześrodkowanie w ruchu

Ludzie ześrodkowani w centrum ruchu,stanowiący zaledwie 10 procent występujących w naszej kulturze, sąkłębkami w nieustannym, niespokojnym ruchu ł działaniu.Przeważnie byli oni waszymi szkolnymi nauczycielami gimnastyki. Toześrodkowanie na ruchu stwarza kontakt z ich ciałem do tegostopnia, że mogą odczuwać nawet każdą zmianę wcześniej, zanimich emocja czy intelekt taką zmianę spowodują.

Ludzie skupieni w ruchu lubią sport,samoloty, wyścigowe auta i łodzie, pracę w policji, wbudownictwie, malowanie, biwakowanie, nawigację na tratwie, handelobwoźny i wszystko to, co wymaga fizycznej aktywności. Mogąchodzić, gestykulować i przechodzić z jednego działania w drugie,bez dokończenia tego, co obiecali wykonać innym czy sobie.

Nikita Chruszczow, tupiąc nogami przypulpicie w ONZ podczas swojego wystąpienia, był ogarniętycałkowicie furią centrum ruchu, tak jak bywają w niej czasem PeeWee Herman i Bette Midler.

Gdy używają ośrodka emocji jakododatkowego, osoby z centrum mchu będą w zażyłości z ichemocjonalną naturą. Ruch nadaje takim ludziom rzeczywisty impet.Sylvester Stallone – Wojownik, którego filmy stały się sławnedzięki akcji wspieranej emocją, jest dowodem na to jak można użyćczęści emocjonalnej centrum ruchu. Taki ładunek energii znany jakoEddie Murphy jest przykładem, który więcej mówi nam o tymześrodkowaniu. Rzemieślnik – Sean Penn, który rozwinąłtendencję do gwałtu, też jest skupiony w centrum ruchu zprzeskokami do centrum emocji. Jego bodźce w kierunku „ruchu”przefiltrowane przez jego młody wiek i hormony wprowadzają go wbiegun jego celu – dominacji z postawą agresji. Mae West i TinaTurner to dwie kobiety, które używają (używały) tegoześrodkowania.

Księżna Diana, rzucająca się woczy, piękna kobieta powiedziała, że jej mózg jest – cytuję:„...wymiarów groszku”, a gdy brała udział w grze pod nazwą„Zwykły pościg” rzekła: „...jestem tak gruba jak deska”.Jest ona przykładem osoby ześrodkowanej w ruchu, która lubitańczyć, bawić się i być aktywną – z dodatkowym centrumemocji o gorącym wnętrzu. Ze względu na to, że intelekt nie jestjej mocną stroną, wywołuje to w niej naturalne, niemiłe poczucieniższości.

W mentalności naszego społeczeństwacentrum ruchu, bez dodatkowego ześrodkowania intelektualnego, tworzyobraz osoby niezaadoptowanej, co z kolei powoduje powstanie nowegoproblemu związanego z poszanowaniem siebie.

Z impulsem otrzymanym od dodatkowegoześrodkowania intelektualnego, ruch może być kierowany zamiarem iprzewidywaniem. Styl tańca Freda Astaire, ruch troskliwie kierowanyintelektem, jest tego dowodem. Dla takich ludzi ich ulubionymizajęciami mogłaby być mimika, aktorstwo, naprawa aut lubkomputerów, robótki na drutach lub tkanie, rzeźbienie czyzajmowanie się nowymi wynalazkami.

W biegunie negatywnym ludzie z wybranymześrodkowaniem w ruchu mogą być apodyktyczni w swym działaniu,być zwariowani na punkcie gier komputerowych i mieć nawałnicęwtórnych myśli na temat tego, co przed chwilą zrobili.

Paul Newman, który często „brzęczy”w swych filmach, w ten czy inny sposób jest ześrodkowany w ruchu zdodatkowym wchodzeniem w intelekt. Tak samo jak dwóchruchowo-intelektualnych komików: Robin Williams i Whoopi Goldberg.Stephen Bingham, aktywista (tak, ześrodkowany w ruchu) prawnik, gdybył oskarżony o pomoc Czarnym Panterom w ucieczce z więzienia wSan Quentin, opuścił Kalifornię, był w ciągłym ruchu, poruszyłrównież innych. Następnie udał się do Paryża, gdzie pracowałjako malarz pokojowy, ale tylko by z powrotem wypłynąć napowierzchnię w Kaliforni i oczyścić swoje imię.

Dr Ruth Westheimer, autor Ken Kesey iMatka Teresa też ukazują nam wyraźnie w jaki sposób, drogąunikatową i niespokojną, łączą swoje ześrodkowanie w centrumruchu z siłą intelektu.


Ześrodkowanieintelektualne

Ześrodkowanie intelektualne tworzysposób myślenia – mózgowy, pojęciowy i lewopółkulowy, takbardzo szanowany w naszej kulturze. Może ono dać umysłbłyskotliwy, skrzący się i dyskryminujący. Cudowne dziecko, któreosiąga sukces w szkole (jest ona dla takich dzieci ciekawa) iwypełnia wszystkie testy, jest właśnie przykładem ześrodkowaniaintelektualnego. Ludzie ześrodkowani w centrum intelektu najczęściejsą erudytami, akademikami, teoretykami, bibliofilami, molamiksiążkowymi, pedantami i uczonymi.

Mimo, że centrum to jest głównielinearne w swych funkcjach, ma tendencję do objaśniania myśli iwewnętrznego wglądu. Intelekt sam może nie wystarczyć by staćsię myślicielem, aby mieć zdrowy rozsądek i być mądrym,ponieważ są to wartości bardziej bliskie centrum emocji.

Osoba ześrodkowana w intelekcie,używająca jako dodatkowego centrum ruchu, nie „wejdzie” łatwow emocje. Z drugiej strony ona lub on będą skłonni do tworzeniaidei i ukazaniu ich światu. Jest to ześrodkowanie, które lubibudować cywilizację, a wartości te możemy znaleźć u Lenina,Johna Kennedy, Henry Kissingera i Glorii Steinem.

Syryjski prezydent Assad, PatRobertson, Orson Welles, Frank Herbert i Rajneesh, wszyscy mają takiukład – centrum intelektu z dodatkową częścią ruchu. Lubiąoni przedstawiać ideę i poruszyć nią powszechną opinięwywołując efekt tak wielki, jak tylko możliwe.

Istnieje tu mały bodziec emocjonalny,a wiec są to typy, którym, jeżeli chcesz być z nimi w zażyłości,musisz to dobrze wyjaśnić. Nie zauważają bowiem emocjonalnychniuansów jakie kryją się pod zwykłą konwersacją.

Ludzie ześrodkowani intelektualniejak: Katherine Hepburn, Dustin Hoffman, Yassar Arafat, Tip O'Neill,Peter Jennings, Barbara Walters i Timothy Leary używają dodatkowegocentrum emocjonalnego, wciąż przechodzą z myślenia na odczucia, zktórych jedno pobudza drugie na zmianę – na dobre lub złe.


Ześrodkowanie instynktowne

Centrum to związane jest z pierwszączakrą czyli wirem energetycznym na końcu kości ogonowej. Jestpierwotną przyczyną wszystkich czakr, można je odczuwać jak rybęna wrzącej patelni, jak ukłucia milionów insektów lub spokojny ibogaty wir, jak pradawny las sekwoi.

Tak długo jak przebywamy w cielefizycznym i chcemy wzrastać, powinniśmy to centrum otaczaćtroskliwością i poświęcać mu wiele uwagi. Ono potrzebujeleczenia tak samo, jak potrzebuje go serce.

Mimo, że centrum instynktu to miejscew którym niektórzy przebywają przez całą inkarnację, jest onorównież miejscem, w które wchodzimy codziennie wypełniając naszefunkcje fizjologiczne (w klozecie) lub gdy jesteśmy pod prysznicem,ćwiczymy jogging czy tai chi lub składamy pranie, podlewamy kwiatyw ogrodzie czy też przez cały dzień telefonujemy. Możemywylądować w centrum instynktu dzięki spokojnej, monotonnej, stalepowtarzającej się pracy, i wtedy to centrum może być użyte jakobrama prowadząca do wyższych stanów świadomości.

Centrum instynktu jest również bramąinstynktownego lęku, który najczęściej opiera się na pamięciprzeżyć z poprzednich inkarnacji. Ono nie pracuje w zgodzie zczasem linearnym, dla niego wszystko co się zdarzyło i zdarza jestciągle teraz.

Ze względu na to, że podstawowąfunkcją centrum instynktu jest zapewnienie przeżycia ciału, jest wnim wiele „Uważaj na to!” co oznacza przesłanie i pobudzenierefleksu. To może być ważne, lub nie, dla aktualnego życia.

Centrum instynktu ma również dostępdo informacji dotyczących warunków środowiska toteż może nasostrzec w sposób delikatny lub nawet zastraszający przed ukrytymniebezpieczeństwem, znajdując zawsze najlepszy ze sposobów. Abyuzupełnić cykl fizyczny inkarnacji koniecznie trzeba zaprzestaćtworzenia nowej karmy lub przebywania w niej. Tak więc centruminstynktu Duszy Starej wykona wszystkie ostrzeżenia lub dawewnętrzny wgląd, który oddali ją od kłopotów. Na przykładprzeczuje ona spotkanie z kimś bez szczególnego powodu, zrezygnuje,mimo posiadania biletu z lotu samolotem, który zbliża się dokatastrofy lub nie wejdzie do ulubionej restauracji bo za chwilę matutaj wybuchnąć bomba.

Gdy ktoś wybiera – przeważnie napoziomie Duszy Noworodka lub Dziecka – spędzanie całej inkarnacjiw centrum instynktu, może rozwinąć się paranoja ze względu naprzebywanie w stałym napięciu i otrzymywane ostrzeżenia typu:„Uwaga! Strzeż się!”. LSD stworzyło wielu ludziom żyweprzeżycia wizualne przez centrum instynktu, czasami ze skutkiemleczniczym, czasami poszerzającym ich doznania i obejmującym całeżycie, a czasami z niezbyt szczęśliwym zakończeniem.

Zbrodniarze, którzy mają szaleństwow oczach (jak Charles Manson czy Richard Ramirez), często pozostająprzez dłuższy czas w centrum instynktu, podobnie jak przebywającyw szpitalach dla psychicznie chorych. Także nieszczęśliwi ludziewzięci do niewoli w czasie wojen są często popychani do swychcentrów instynktu, ponieważ życie ich wisi na włosku i żyją zdnia na dzień. Hitler żył przeważnie poza swoim centruminstynktu, tak jak i Libijczyk Khadafy, który przez wiele lat niespał nigdy dłużej w tym samym miejscu niż przez jedną lub dwienoce. Postępował tak ponieważ żył poza centrum instynktu i niemógł liczyć na jakiekolwiek ostrzeżenie z tej strony. Mężczyźni,którzy strzelali do Papieża Jana Pawła II i Indiri Ghandi, mająinkarnacje przebiegające przez centrum instynktu.

Stephen King o roli Mędrca – autorhorrorów jeżących włos na głowie, jest Duszą na wczesnym etapiepoziomu Dziecka, ma czasami kontakt ze świadomością DuszyNoworodka na ostatnich etapach i swoim naturalnym centrum instynktu.Opowieści Kinga zawierają problemy podstawowego instynktu doktórego ma on tak łatwy dostęp. Figlarny Pee Wee Herman, jak ikomedie o bełkoczącym nieudaczniku Boba Goldthwaita, w którychprotagoniści przekraczają barierę szoku nerwowego, używają swychtwórczych energii do stworzenia rzeczy niosących strach, apochodzących z instynktu. Tą potworną rozrywką autorzy dotykająmiejsc pełnych lęku i paniki pochodzących z ich własnej psychiki;tworzą dogodne warunki by patrzeć na swoje lęki i stanypsychiczne, móc zahamować je i wyeliminować.

Choroba, wysoka temperatura, bólzamykają centrum ruchu, intelektu, a nawet emocji wciągającczłowieka w centrum instynktu. To daje czas na obszerny, bardziejlub mniej nieświadomy przegląd materiału, który tam zostałzgromadzony. Gdy wracamy do normalnego stanu zdrowia często mamynowy wewnętrzny wgląd i nowe pojęcie o sobie. Choroba jest jednąz dróg, które przechodzimy w centrum instynktu; wyrzucamy wtedystare normy myślowe i zmieniamy ukierunkowanie w życiu. Niektóreterapie też osiągają ten rezultat. Tak bywa przy hipnozie,rebirthingu, ćwiczeniach oddechowych, przy głębokich pracach zciałem, jak Warsztaty Hellera i Rolfmgu.


Wyższe Centra

Pozostałe trzy centra nazywamy: wyższeintelektu, wyższe emocji, wyższe ruchu. Mimo, że centra te dająpoczucie oświecenia, gdy dana osoba ich używa, nie są one tymi,które wybieramy sobie przed urodzeniem. Są one raczej drogąuczenia się „bycia”, zależnie od sytuacji, czy to przezmedytację, modlitwę czy inne duchowe praktyki; są one częściątego, co czyni nas w pełni ludzkimi.

W wyższym centrum intelektualnymintelekt jest w kontakcie z królestwem ducha, posiada głębsząprawdę o życiu co sprawia, że ludzie rozumieją dlaczego i po cosą tutaj, dlaczego życie układa się tak, a nie inaczej. Pojęciastają się wtedy kryształowo czyste.

„Uzdrawiając nasz świat”, „Dalejod wojny” i kilka innych organizacji pokojowych to przykłady grupopierających się na zasadach, które pochodzą z wyższego centrumintelektu. Grupy te mają na celu skontaktowanie świata z prawdą ipoczuciem pokoju jakiego można tam doświadczyć.

Intelektualiści częściej wchodzą wprzestrzeń należącą do wyższego centrum intelektu. Wielu, wieluludzi spotyka się z tym miejscem, niekiedy kilka razy dziennie.Matthew Fox, John Muir i Carl Jung są indywidualnymi przykładamiwierzących w częsty kontakt z tym centrum w którym umysł odczuwawszystko i przenika wszystko.

W wyższym centrum emocji człowiekpozostaje w kontakcie z najwyższymi uczuciami, miłościąuniwersalną, serdecznym współczuciem, które jak promień przenikawszystko. Poezja, muzyka i sztuka wydają się szczególnie piękne iwzruszające. Wyższe emocjonalne doświadczenia przychodzą częstowraz z medytacją i wywołują efekt objęcia tym uczuciem całegożycia. Narkotyki zwane Ekstazą lub ADM, mają właściwościtworzenia wyższych stanów emocjonalnych takich jak nieopisanaradość i porywające uczucia. Ludzie, którzy doświadczyli tegoprzyjemnego uczucia, na przykład stanu harmonii, często walczą byutrzymać go nadal w swoim życiu. Oczywiście najważniejsze jestosiągnięcie tego rodzaju stanów przez miłość, a nie dziękinarkotykom.

Wyższe centrum ruchu daje poczuciebardzo silnego odczuwania przez mięśnie, ścięgna i stawy. Czasamimożna go doświadczać podczas kochania się (seksu). Osoba, któraleczy energią przez przykładanie rąk, często używa wyższegocentrum ruchu, ponieważ to umożliwia jej transformowanie materii.Powitanie ręką lub pasy magnetyczne wzdłuż ciała, pozdrowienie zdobrym życzeniem (typu – bądź zdrów) sprawiają, że czyniącyto biczuje innych energią przez swoje wyższe centrum ruchu,zmuszając do przemiany energii u osoby z którą ma kontakt podczastakiego spotkania. Jest to bardzo charyzmatyczne.

Używamy tego centrum gdy chłoniemypiękno przyrody, jesteśmy w Himalajach, wąchając kwiat, oglądającwspaniały wschód słońca lub patrząc na piękno poruszającegosię zwierzęcia. Czujemy to wtedy w naszym ciele, odbiera ono bowiemrezonans z obfitością piękna przed nami.

ROZDZIAŁ VII

CZĘSTOTLIWOŚĆ WIBRACJI ENERGII MĘSKO/ŻEŃSKIEJ

Wraz z rolą, która się nie zmienia wciągu cyklu inkarnacyjnego, nie ulega też zmianie naszaczęstotliwość wibracji i wskaźnik energii zogniskowanej męskiej,który nigdy nie przeobrazi się w energię twórczą żeńską iodwrotnie. Jedyny, pozorny wyjątek, mogą stanowić nasi najwięksiprzyjaciele lub wrogowie z którymi spotykamy się w czasie wieluinkarnacji. Pomimo zmiany płci w każdym z pobytów na ziemi niezmienili oni swojej pierwotnej częstotliwości wibracji i rodzajuenergii. (Patrz rozdział mówiący o bardziej męskich kobietachitd.)

CZĘSTOTLIWOŚĆ WIBRACJI

Częstotliwość wibracji wskazuje jakszybko czy wolno wibruje dana osoba. Jaki on czy ona ma rezonans wstosunku do planety. Częstotliwość wibracji, którą aktualnieczujemy, wybiera dla nas nasza osobista esencja na długo przedwybraniem roli, esencji bliźniaczej i wielu innych cech.

Esencja w stanie devy (przedinkarnacjami) będzie świadoma i będzie cieszyć się szybkościąmotyla lub promienia światła, podczas gdy inna będzie rozkoszowaćsię stałością jeziora czy góry. Michael mierzy częstotliwośćwibracji ludzkiej według skali punktów od jeden do jednej setniej.Góra lub skala ma nadmiernie niską częstotliwość wibracji,wolniejszą od osoby mającej częstotliwość najniższą – czylijeden, podczas gdy częstotliwość wibracji kolibra jest o wielewyższa i brzęcząca niż człowieka o najwyższej ludzkiejczęstotliwości tj. jednej setnej.

Golda Meir – Wojownik, miałapoczucie stabilności i niższą częstotliwość wibracji, niżKapłan – Nancy Reagan.

Esencje, które stają się rolamistałymi, stabilnymi jak na przykład Wojownik i Erudyta, woląśrednią i niższą częstotliwość wibracji. Te zaś, które stająsię rolami bardziej „płynnymi” jak Rzemieślnik i Kapłan,zwykle rozkoszują się częstotliwościami wyższymi. Służącybędą preferować niższe i średnie, podczas gdy Mędrcy i Królowieznajdują się w wysokich, średnich i niskich częstotliwościachwibracji. Życie jest zawiłe i skomplikowane, żadna rola nie jestzawsze wysoko wibracyjna lub zawsze nisko wibracyjna, zwykle znajdziesię ktoś taki, kto zechce być wyjątkiem łamiącym wszystkieprzyjęte „prawa”.

Kapłan ze stosunkowo niskączęstotliwością wibracji (jak dla kapłanów) czyli 40 – jestbardziej stabilny i stateczny, niż Kapłan brzęczący wokół zczęstotliwością 90. Ludzie z wyższymi wibracjami często czują,że są jakby zahamowani stabilnością planu ziemskiego i ogromniesię cieszą między inkarnacjami (lub w snach czy stanach wyższejświadomości) wolnością i szybkością wibracji planu astralnego.Są tymi, którzy łatwo wchodzą w medytację, ale mają trudnościz przebywaniem w ciele w życiu codziennym.

Ci, którzy mają niższączęstotliwość wibracji, odczuwają miłość i upodobanie do planufizycznego, delektują się przyjemnością bycia tu i „realnością”wszystkiego. Ludzie ci nie uczestniczą w długich „wakacjach” wplanie astralnym między poszczególnymi inkarnacjami, gdyżpotrzebują więcej inkarnacji na każdy wiek Duszy, a więc na każdyetap.

Trudno uchwycić charakterczęstotliwości wibracji postaw takich osób jak: J.Edgar Hoover,L.Ron Hubbard i Grace Jones z jednej strony oraz Little Richard,David Bowie i Mathias Rust z drugiej – jaka tu będzie równowaga?Albo spróbujmy postawić Martina Luthera Kinga, Geraldine Ferraro iCharltona Hestona z jednej strony, a Woody Allena, MatthewaBrodericka i Boya Georgea z drugiej. Wszyscy ci ludzie majączęstotliwość wibracji 40 i ponad lub w pobliżu 60, toteż sąłatwi do rozróżnienia.

Polowa ludzi wybiera częstotliwośćwibracji 50, bo jest dobra do manewrowania nią i do pracy.Eksperymentatorzy wybierają częstotliwości – te niższe od 40 iwyższe od 60 – i przeżywają inkarnację na walce o to, by czućsię dobrze w stosunku do wibracji w jakiej nie uczestniczą. Ludziestarają się łączyć w pary z innymi częstotliwościami wibracji,aby zrównoważyć różnice lub przynajmniej dostosować się idobrze czuć w obecności drugiej osoby. Można dokonać tegoobniżając lub podwyższając swą częstotliwość wibracji oprawie 20 punktów. Mimo takiego zabiegu Little Richard i J.EdgarHoover, nie biorąc pod uwagę polityki, mieliby spore trudności,aby porozmawiać ze sobą spokojnie. Jeden odczuwałby drugiego jakowariata, czuliby nadmierne znużenie, intensywność, napięcie lubrozdrażnienie, które byłoby trudne do zrównoważenia. Łatwo jestdla uzyskania pewności wpływu wniknąć pomiędzy wysokie i niskiewibracje częstotliwości danego typu.

Łatwo jest również ludziom okrańcowo różnych częstotliwościach wibracji być przyciąganymiseksualnie przez swoje przeciwieństwo częstotliwości. Jest toforma zrównoważenia, ale nie oznacza łatwego połączenia. Odkiedy to stosunki seksualne bardzo bliskie były łatwe?

A dlaczego esencje szukają krańcoworóżnych częstotliwości wibracji skoro wybór taki utrudnia życie?Jest to ogromnie interesujące, intrygujące, rzucające wyzwanie; aracje są takie – krańcowości są obroną przed znudzeniem.

ENERGIA MĘSKA/ŻEŃSKA

Każda indywidualność wybiera równieżswój szczególny współczynnik męskiej czy żeńskiej energii nawszystkie inkarnacje (całość cyklu inkarnacyjnego). Współczynnikten nie ma nic wspólnego z męskim czy kobiecym ciałem fizycznymmimo, że mógłby mieć wpływ na wybór którejś z płci.

Energia męska jest typem energiiwysoko ześrodkowanej ustalającej punkty światła, którekontroluje, obserwując daną rzecz w danym czasie w sposóbuporządkowany. Jest ugruntowana, do pewnego stopnia produkcyjna imoże być wytrwała w monotonnych przedsięwzięciach. Osoba z silnąmęską energią będzie mocno skoncentrowana na detalach,doprowadzeniu by rzeczy zostały zrobione i co dla niej typowe –nie potrafi wyjść z owych detali by zobaczyć szerszą perspektywęlub ewentualnie ją zmienić. Jeśli ktoś ma wysoką energię męskąmoże nie zobaczyć lasu bo przeszkadzają mu drzewa.

Żeńska energia jest bardziejmusująca, bardziej twórcza i chaotyczna, niezogniskowana, raczejszersza w swym polu widzenia. Osobnik – kobieta albo mężczyzna –mający esencję lub aurę ogromną, puszystą, jakby pluszową,będzie miał skłonności do ubierania się w rzeczy miękkie,nieskomplikowane, proste w kroju, a nie te zrobione przez krawca,wymyślne i sztywne, wymagające odpowiedniego zachowania – muszki,krawatu itd. Jeśli masz wysoką energię żeńską prawdopodobniejesteś pełen „dobrych pomysłów” i to prawie stale, ale byćmoże nie zadasz sobie trudu by spełnić je w sposób zorganizowany.Przyjemnie i łatwo przecież tworzyć pomysły lecz wykonywanieprzypomina wyrywanie zęba. I chociaż różnią się bardzo międzysobą w osiągnięciach takiego samego pola widzenia – typy takiemogą się równoważyć i pomagać sobie wzajemnie ale tylko wtedy,gdy nie robią sobie nic złego, gdy się wzajemnie nie krzywdzą.

Twardogłowe umysły męskiej energiimogą pojawić się w ciałach męskich jak: Ted Koppel Khomeini, lubciałach żeńskich jak: Katherine Hepburn lub Golda Meier.

To samo dzieje się z energią żeńską.Ronald Reagan, dla którego pewne drobne fakty były bardzodrażniące, ma dosyć wysoką energię żeńską, mają ją teżJohn Forsythe i playboy Hugh Hefner. Beverly Sills, Linda Evans iMarilyn Monroe też eksponowały momenty wysokiej energii żeńskiej.Albert Einstein, który często nie mógł trafić do domu gdy wracałz laboratorium, jest przykładem intensywnej żeńsko-energetycznejosoby, Woody Allen, który wydaje się zdawać sprawę ze swegowielkiego „żeńskiego składnika”, wykorzystuje go do szalonejtwórczości.

Kochankowie – pary, zwykle równoważąsię wzajemnie, rzadko można znaleźć dwie osoby o energii męskiejkrańcowo wysokiej w intymnych wzajemnych stosunkach. Niektórzyludzie o wielkim potencjale męskiej energii mogą lubić takie samozogniskowanie u przyjaciela, ale w stosunkach seksualnych zwykle będąwoleli skierować się do energii bardziej ekspansywnej i różnej odich własnej.

Taka osoba z ładunkiem męskiejenergii, jak Joan Collins, wybiera zwykle miększą, bardziej lekkąenergię swoich kochanków. W ten sposób ktoś z wysoką energiążeńską, jak rysownik kreskówek Gary Larson, będzie wolałzwiązać się z kobietą bardziej skoncentrowaną i zakorzenioną wziemi niż on tj. energią męską.

Ludzie z energią żeńską częstoczują się bardzo dobrze w żeńskich ciałach i mają tendencjęwybierania częstych inkarnacji kobiecych zanim dojdzie do aktuzrównoważenia, który zaczyna się na poziomie Duszy Starej.

Podobnie ludziom o męskiej energiiłatwiej jest żyć w ciałach męskich. Mogą bowiem być kierowani,zogniskowani i nikt z nich się na to nie uskarża. Ale czasy sięzmieniają i niekiedy wydaje się wielkim wydarzeniem znaleźć osobęz męską energią, szczególnie w Duszy Starej i w męskim ciele.

Większość ludzi wykazujeczęstotliwość wibracji w przybliżeniu 50 punktów, a nawet 50 na50 punktów męskiej do żeńskiej. Pozostali, którzy nawet przezsekundę nie chcą monotonii, szukają krańcowości tak w jednej jaki w drugiej energii, czując, że wybór taki byłby ciekawą iekscytującą przygodą. I mają rację, to tak jest, ale wybór tenrównież jest związany z większymi problemami.

ROZDZIAŁ VIII

NAPIĘTNOWANIE

Uwarunkowanie kulturowe zachowania sięw pewien określony sposób jest czymś, co otrzymujemy z chwiląurodzenia. Otrzymujemy ojca i matkę (choćby byli nieobecni),rodzinę, sąsiadów i szkoły. Wszystko w pewnej określonej częścimiasta i skrawka kraju, pracujące wspólnie aby nam powiedzieć „Tojest właśnie życie, a jest takie jak działamy”. Rodzice mająszczególny wpływ na dziecięcy intelekt i duchowy rozwój. Naprzykład rodzice odpowiedzialni za rozwiązywanie problemów życiacodziennego pomagają dziecku rozwinąć zdolności, mogą wpływaćna takie proste sprawy jak wyrobienie nawyku wczesnego wstawania lubmycia zębów.

Wiele nawyków i charakterystycznychcech u ludzi dorosłych pochodzi wprost z nieświadomego naśladowaniarodziców. Możemy mieć ich sposób chodzenia, mówienia i inneprzyzwyczajenia. Gdy złościmy się na dziecko możemy zauważyć,że nasz głos jest głosem naszego ojca lub matki, a gdy dzieckopodrośnie i stanie się butne, odpowiada naszym głosem, słowamilub sposobem.

Te wczesne uwarunkowania Michael nazywanapiętnowaniem. Najwięcej przyjmujemy go do siedmiu lat, a jest jużukształtowane czyli zapisane w nas w wieku lat czternastu.Napiętnowanie jest ćwiczeniem o wewnętrznym znaczeniu, któreprzygotowuje nas do życia i kierowania nim. Czasami może toprzybrać formę jakby ślepy prowadził ślepego. Dochodzi więc domomentu, kiedy należy uwolnić się z tego pouczania, aby znaleźći zdobyć swój własny punkt widzenia i przystosowania.

Dzieci nie rodzą się jako czyste,niezapisane karty by ich rodzice wypełniali – kształtowali je naprzykład w kierunku zbrodni czy gwałtu, sławy lub sukcesuwzględnie duchowego oświecenia. Nowo narodzone istoty niosą jużze sobą swój własny zapis. Ich osobowości będą się rozwijałyna podstawie łusek, które dla siebie wybrały jeszcze przedurodzeniem oraz dzięki wpływowi własnych minionych inkarnacji ikarmy, a dopiero wtedy otrzymają piętno rodziny. Napiętnowaniezawsze wywołuje reakcje lecz ludzie reagują różnie i we właściwydla siebie sposób. Niektórzy mogą się buntować i walczyćprzeciw silnemu napiętnowaniu, podczas gdy inni mogą zgadzać sięnań i przyjmować je mniej lub bardziej świadomie jako swojewłasne. Wiele napiętnowań jest mocnych, potężnych ale ludzie niewiedzą, że one istnieją, co pozwala by rozciągały się w całejokazałości na wszystko, a szczególnie na system wierzeń.

Każdy z nas wybiera i wynosi z łonamatki napiętnownie, które pomaga we wzrastaniu, choć możesprawiać wrażenie walki trwającej przez dziesięciolecia.

Gdy wreszcie pojawiamy się w świeciefizycznym, osobowość najczęściej pragnie rzeczy materialnych. Wnaszej kulturze każdy otrzymuje sporą dawkę napiętnowanianarzuconą nam przez Dusze Młode, która pomaga w dążeniuzewnętrznym aby przydać się na coś i zasłużyć. Ten impulsdoskonalący opanowanie planu fizycznego może być pomocny; zdrugiej strony Stare Dusze odczuwają nieraz, że jest on po częścibłędny. Wiedzą, że są sprytne i zasługują na wszystko, taksamo jak inni, a jednak jest im trudno z zapałem popierać sprawyżyciowe w planie fizycznym. Siła napiętnowania kulturą MłodychDusz jest ogromna, że trudno jest nawet Starej Duszy mającej własnespostrzeżenia, zrozumieć skąd bierze się jej brak wszelkichambicji by cokolwiek osiągnąć, lub iść tą samą drogą co inni.

Dusze Noworodków, które są o dwapoziomy niżej od Dusz Młodych, nie zgadzają się zbytnio z piętnemjakie narzucają Dusze Młode i unikają wspólnego uczestniczenia wich kulturze, ze wszystkimi podstawowymi zagadnieniami zaufania iprzeżycia nad którymi należy panować. Dusze na poziomie Noworodkauważają naszą kulturę za trudną i niepotrzebnie skomplikowanąprzez strukturę rodzinną, przedsiębiorczość, formy podatkowe,czeki, rachunki i miesięczne wynagrodzenia.

Innym rodzajem jest napiętnowanie rolii tu właśnie rodzice piętnują dzieci swoim sposobem działania,zdolnościami i bezkompromisowością ich własnych ról, które sądrogą ich działania i postrzegania świata. Na przykład dziecko zrolą Mędrca w rodzinie Służącego i Wojownika jako rodziców, nieotrzyma pomocy przy wyrażaniu w rozmowie swoich uczuć, będziesamotne w grupie rówieśników. Raczej wygląda na to, że tenMędrzec otrzyma piętno przydatności dla ludzi – jak byćpożytecznym, jak ciężko pracować, czy spokojnie coś organizować.To właśnie jest powodem jego „wynajęcia” takich, a nie innychrodziców. Napiętnowanie może być bardzo pożyteczne lub tworzyćkajdany, które muszą być wyeliminowane w późniejszychinkarnacjach.

W przypadku gdy napiętnowanie stajesię kajdanami, walka jest po części powodem dla którego dzieckowybiera takich rodziców.

Gdy już mamy wyobrażenie o swojejroli lub gdy już otrzymaliśmy tę informację w formie przekazu,zobaczmy czy rzeczywiście wypełniamy ją, czy wyrażamy lub czujemyto co naszej roli się podoba. Często bowiem piętno rodziców lubspołeczeństwa udaremnia łatwe wyrażanie siebie przez swoją rolę.Przykładów jest mnóstwo – choćby chłopiec popychany doatletyki w czym on sam mógłby się wykazać – gdy tymczasem jego,ja” wolałoby spędzać czas w bibliotece; dziewczynkanapiętnowana przez Rzemieślników, która walczy by stać siędobrym rysownikiem, ale wolałaby być „mniej twórcza” i zostaćlekarzem czy pielęgniarką; chłopiec napiętnowany przezWojowników, który lubi tańczyć i występować – studiuje prawo;także przysłowiowo słaba kobietka, która naprawdę jestskupiskiem energii, ukrywa się pod układną maską gdyż nauczyłasię jej używać.

ROZDZIAŁ IX

ESENCJE BLIŹNIACZE
TOWARZYSZE ZADAŃ

ESENCJE BLIŹNIACZE

Jest to termin jakiego używa Michaelmówiąc o bliskiej sobie parze (bliskich dwojgu ludziach –osobach) indywidualnych esencji. Wybieramy sobie bliźniaczą energięprzed inkarnowaniem, któregoś z naszych fragmentów na ziemi. Gdyzaczynamy przybierać ciało, w tym samym momencie rodzą sięesencje bliźniacze w naszym bliskim sąsiedztwie, w większościpra-początkowych inkarnacji. Esencja bliźniacza staje się osobąbliską, nawiązuje stosunki, których będzie doświadczać podczascałego ziemskiego cyklu inkarnacji. Jest to nasz najmocniejszyzwiązek jaki może zaistnieć między dwojgiem ludzi. Osoba doktórej mamy wielkie zaufanie. Wiążemy z nią również wielenadziei, ale jest to tylko jedna z przyczyn dzięki, której testosunki są zwykle wyzwaniem.

Mimo bogactwa podobnych doświadczeńbudowanych przez wiele inkarnacji i bliskich stosunków w planieastralnym pomiędzy inkarnacjami, esencje bliźniacze różnią sięod siebie bardziej niż upodabniają, tak w łuskach jak i w esencji.Esencje bliźniacze jako para często są wybierane by poszerzaćwzajemne możliwości. Uogólniając, oznacza to, że mają innerole.

Najczęściej bliźniaki takiewybierają wzajemne równoważenie przez energię męsko/żeńską iprzez częstotliwość wibracji. Jeżeli jedno z nich posiada średniączęstotliwość wibracji 50 i równowagę 50/50 energiimęsko/żeńskiej, to esencja bliźniacza też będzie sięznajdowała w tej średniej. Stosunki będą łatwiejsze dozaakceptowania, choć będzie to mniej interesujące z astralnegopunktu widzenia, ponieważ między nimi zachodzi mniej wymianydoświadczeń typu popychania lub wleczenia za sobą. Dusze, któreprzeszły całkowite cykle na innych planetach, są najbardziejzafascynowane dominowaniem nad krańcowymi trudnościami. Jeżelijedna z nich posiada bardzo niską częstotliwość wibracji, energięskoncentrowaną męską, jest całkiem możliwe, że „bliźniacza”będzie typu żeńskiego, musującego, twórczego, pełna wigoru.Jest to przypadek przyciągania się krańcowości, gdzie częstojeden z partnerów będzie doprowadzać drugiego do szału, a takasytuacja wytworzy spore możliwości wzrostu czyli ewolucji. JohnLennon – energia żeńska o wysokiej częstotliwości wibracji, zrolą Rzemieślnika i jego bardziej stabilna o męskiej energii żona– Yoko Ono, są wspaniałym przykładem.

Dwie energie stają sięuzupełniającymi wzajemnie połówkami na poziomie esencji,wewnętrznym lustrzanym odbiciem jednego w drugim. Przedrzyjciekartkę papieru byle jak, jako esencje bliźniacze – jedna częśćwcale nie musi być podobna do drugiej, ale złączone razem, dajądoskonałą całość. Twoja esencja bliźniacza doskonale wie kimjesteś, ukrywa to w głębi i jest ci bardzo pomocna. Ale tu pojawiasię paradoks. Esencje bliźniacze odbijają się jedna w drugiej,stawiają sobie wymagania, prowokują się wzajemnie, krążą wokółsiebie i nierzadko jedna potrafi wyprowadzić drugą z równowagi.Nikt inny nie może zapaść w ciebie tak głęboko jak esencjabliźniacza. Nie są to stosunki stałe, wróżące cokolwiek, aleintensywne, angażujące i czasami przerażające.

Esencje bliźniacze znają się takdobrze i przebywają ze sobą tak często, że każda z nich mawielki udział we wzajemnym przenikaniu się, co jest dobrze widocznew ich rolach.

To wzajemne przenikanie daje każdej znich dodatkowy impuls i poszerzony wymiar. Na przykład Mędrzec iErudyta jako esencje bliźniacze będą bardziej stabilni niżMędrzec z żywotnym Kapłanem.

To przenikanie szczególnie rzuca sięw oczy u par, które przez dziesięciolecia są razem. Jest tozjawisko wzajemnego upodobnienia się i to do takiego stopnia, żetrudno określić, która z nich jest Erudytą, a któraRzemieślnikiem.

Bardzo silne mieszanie się ról jestszczególnie widoczne wtedy, gdy tylko jedna z nich jest na planecie.Zazwyczaj partner astralny wysyła wiele energii swemu bliźniakowi,który jeszcze przebywa na ziemi. Werner Erhard, Stara Dusza naszóstym etapie w roli Mędrca – jest tego przykładem. Energiajego bliźniaka – Króla, który już zakończył swoje cykle,czyni Erhard a bardziej egzeltowanym i przyciągającym widzów.Mędrzec szuka wspaniałego wyrażenia się i kontaktu, Królprzenikający go daje mu władzę, poczucie mistrzostwa i chęćporuszenia ludzi.

Gdy dwie role wzniesione stają siębliźniaczymi esencjami, każda z nich będzie czuła się wzniesionapodwójnie bez względu na to, czy wiedzą one o swych bliźniaczychesencjach czy nie, czy jedna z nich jest astralna jak w przypadkuWernera Erharda. Zauważmy co przedstawiają sobą następująceosoby: Orson Welles (Król/Mędrzec); Swami Muktananda(Mędrzec/Król); Timothy Leary (Mędrzec/Kapłan); TerryCole-Whittaker (Kapłan/Mędrzec); Frank Sinatra(Mędrzec/Kapłan);Sean Connery (Król/Mędrzec); Michaił Gorbaczow(Mędrzec/Król) i Jack Kennedy (Król/Król). (Każda rola wybieradla siebie okolicznościowego partnera).

Dwie role z osi inspiracji nadadząkażdemu z bliźniaków cieplejsze i pełniejsze działanie. LindaEvans, Coretta Scott King i Stevie Wonder mają poczucie uzdrawianiaswych wibracji a wszyscy są Kapłanami z bliźniaczą DusząSłużącego.

Mędrzec z Rzemieślnikiem jako esencjąbliźniaczą jak: Cher, Carmen Miranda lub Danny DeVito sąprawdopodobnie natchnieni w błaznowaniu w podwójnie wyrazistysposób. Nicholas Cage, Woody Allen i Robin Williams to przykładyszaleńczo wyrazistych Rzemieślników z bliźniaczą esencjąMędrca.

Weźmy na przykład razem dwie role ztrybu działania – Króla i Wojownika – a będziemy mieli osobępodwójnie wyrażającą „to” działanie. Jako przykładówmożemy użyć tu Edmunda Wilsona (Król/Wojownik) i AugustoPinocheta (Wojownik/Król).

Owszem, Erudyta/Erudyta też sięzdarzają; Erudytów zachwyca przebywanie w towarzystwie swoichkolegów Erudytów w jakikolwiek sposób by to mogło zaistnieć.Trzeźwy, pilny Edward R. Murrow był tego przykładem, ale nieuważajmy go jako modela dla takiego połączenia.

Rzemieślnicy i Kapłani, będącrolami o wysokiej częstotliwości wibracji, są względem siebiezgodni, ale nikt nie bierze pod uwagę zachowania tak zwariowanego ispotęgowanego. A jak bardzo jest Rzemieślnikiem Esther Williamswyskakująca z wody z iskrami na głowie jako inspirującątwórczością?

Kombinacja Erudyty wspartegoWojownikiem, w przeciwieństwie do Rzemieślnika wspartego Kapłanem,jest parą tak mocno stojącą na ziemi jak tylko to może byćmożliwe. Sprawdźmy to, jak wygląda ta stabilność u MargaretThatcher, George Washingtona, Georga Shultza, Chairmana Mao iZygmunta Freuda. Wszyscy są Erudytami z bliźniaczą esencjąWojownika. L. Ron Hubbard jest upartym, zdecydowanymWojownikiem/Erudytą.

Wojownik/Służący stwarzaniewiarygodnie potężne związki, w których jeden z nichspecjalizuje się w otwartej manipulacji, a drugi w ukrytej. I takuczą się jeden od drugiego. Nie jest to para wzniesiona, ale mimowszystko bądźmy ostrożni. Martin Luther King Junior i Matka Teresato dwóch Służących, którzy wzmacniali swojąniepowstrzymywalność takiej kompozycji (Służący/Wojownik).Indonezyjski prezydent Suharto też wskazuje na połączenieWojownik/Służący.

Zestawienie Wojownik/Rzemieślnik możewydać na świat Wojowników zamierzających działać na polu sztukitakich jak: Grace Jones, Georgia O'Keefe i Mae West lub Rzemieślnikówzgryźliwych, jak Klaus Kinski.

Wojownicy/Kapłani są najtrudniejszympołączeniem, nie tylko z powodu ich absurdalnych częstotliwościwibracji, ich styl życia stwarza problemy dla partnera. Jeden z nichwoli żyć jak Bóg prowadzi. Zmienny jak chorągiewka na wietrze,bez zwracania uwagi na detale czy życie, które stale wnosi cośnowego, podczas gdy ten drugi lubi żyć uważnie, przywiązującwiele uwagi do detali. Wrodzona rozbieżność powoduje, żepołączenie takie nieczęsto jest stosowane ale gdy już sięwydarzy i ludzie je wybiorą, to stają się znanymi osobami. JaneFonda i Ferdinand Marcos są Wojownikami z bliźniaczą esenq'ąKapłana, z którą zawarli związki małżeńskie. Każda ichinkarnacja wymaga wielkiego wysiłku od obojga. Billy Graham,Christopher Walken, Bob Dylan, Joan Baez, Moamar Khadafy i Khomeinito Kapłani z bliźniaczą esencją Wojowników.

Mędrzec/Wojownik zaś to bardzopopularna i pracowita para. Fama głosi, że wynaleźli urozmaiconyseks dla siebie wzajemnie. Wojownik ofiaruje osobowości Mędrcawięcej inwencji a Mędrzec daje Wojownikowi większą zdolnośćnawiązywania kontaktów. Eddie Murphy, Doiły Parton, BarbaraWalters, Harry Truman i Bobby Kennedy są Mędrcami ze zdolnościamiWojownika pilnującego by rzeczy zostały zrobione. Henry Kissinger,Robert Redford i Fidel Castro mają taką charyzmę i łatwośćwysławiania się, że można ich wziąć za Mędrców.

Erudyta/Rzemieślnik jest innąulubioną kombinacją. Zrozumiałe jest, że Erudyta przenikającRzemieślnika czyni go ostrożniejszym i rozsądniejszym, podczas gdyRzemieślnik wnosi nowe, ekscytujące informacje potrzebne do studiówErudyty. Dr Edward Teller, John Lennon i Fred Astaire toRzemieślnicy, którzy rozwijają postawę i pewność siebieErudyty; Aaron Copland i Dawid Byrne to dwaj kompozytorzy i Erudyciprzeniknięci wpływem twórczym swojej bliźniaczej esencji.

Podane tu możliwości połączeń nieobejmują oczywiście wszystkich kombinacji. Wybrano te występującenajczęściej na naszej scenie.

Ze względu na to, że Dusze Noworodka,Dziecka i Młode przeważnie czują lęk przed bliskością iponieważ ich strach przed intymnością zwiększa się w dziedziniezbliżeń seksualnych, bliźniacze esencje w tym wieku nie wiążąsię małżeństwem ani miłością fizyczną. Zamiast tego dośćczęsto występują w roli swych rodziców ; wcielają się wrodzinę, w kuzynów a szczególnie w ciotki; stają sięnierozłącznymi przyjaciółmi, współpracownikami lubantagonistami. W ten sposób, dzięki wielu inkarnacjom, wiedzakażdego z nich wzrasta, a zaufanie rośnie do tego stopnia, żeprzez cykl Duszy Dojrzałej i Starej bliźniacze esencje już sąprzygotowane do prawdziwej intymności jaką mają rozwinąć.

Esencje bliźniacze są częstymipartnerami w dziedzinie seksu w okresie Duszy Dojrzałej, ponieważjest to okres poznawania i doświadczania głębi intymnychkontaktów. Liz Taylor i Richard Burton byli żywym przykładem DuszyDojrzałej z domieszką ulotnej emocjonalności, w której elementłączący wyrażony był jako: „Nie mogę żyć z nim i nie mogężyć bez niego”. Madonna i Sean Penn mogą, pomimo swego rozwodu,znów łączyć się w sławną parę esencji bliźniaczych skłonnychdo wzajemnego popychania się aż do granic niemożliwości.

Jean-Paul Sartre (Rzemieślnik) iSimone de Beauvoir (Wojownik) są parą Dojrzałych esencjibliźniaczych, które utrzymywały intensywne, długotrwałestosunki. Wybrali oddzielne mieszkania, co uznali za objaw mądrości.Ich sposób życia i bycia byłby bardzo trudny dla obojga, gdybydzielili łoże, łazienkę i pięć lub dziesięć pokoi.

„Dwie dusze a jedna myśl, dwa sercabijące jak jedno...” Zdanie to bardziej jest odpowiednie dlaksiążki o miłości aniżeli dla esencji bliźniaczych. Mimo, żeesencje bliźniacze są towarzyszami naszych dusz z jednej strony, żeznamy je lepiej niż ktokolwiek, to z drugiej strony rzadko kiedymanifestują stosunki wymarzone, spokojne, romantyczniebłogosławione. Esencje bliźniacze dbają o to by owe stosunkimiędzy nimi nie były doskonałe, zawsze przypominają rodzajksięcia i księżniczki, którzy nigdy nie mają własnych zmartwieńani porządku dnia, ku udręce otoczenia. Istnieje za to potrzebawzajemnego zrozumienia i pewności, którą z trudem budują ijeszcze o wiele trudniej potem podtrzymują, czego powodem jestnieustanna intensywność.

Nawet u Dusz Starych stosunki esencjibliźniaczych są intensywne, niełatwe do manewrowania, ale szukasię ich energicznie, choćby były na drugim końcu świata.Intensywne wyzwanie jest tym co szczególnie przyciąga Stare Duszedo esencji bliźniaczej. Potrzeba łączenia się z towarzyszem niebacząc na to, że istnieje okres dwudziestu lub trzydziestu lat,który był poddany piętnu zupełnie innych okoliczności, jak np.zakochanie się ciemnoskórego mężczyzny w białej kobiecie, jesttypowym „dobrym pomysłem” Duszy Starej.

Michael nie używa terminu „towarzyszduszy”, ponieważ wnosi on fałszywy pogląd do tej gry. Nie maosoby, która byłaby lepszym towarzyszem dla nas w każdejinkarnacji, ani żadnej takiej, z którą łączylibyśmy się w paręprzez wieki. Wyobraźmy sobie jak ograniczoną byłaby ewolucja gdybytak było. Możemy przebywać stale z grupą ludzi, którzy w dużymprocencie naszych inkarnacji byli nauczycielami, studentami,rodzicami, kuzynami, ratownikami, uzdrowicielami, opiekunami,porzucającymi, napastnikami, oszczercami, mistrzami, stróżamiwięzienia i niewolnikami dla nas, a my dla nich. Michael nazywa tomonadą lub stosunkami monadycznymi.

Jest to wspólna forma gromadzeniainformacji pogłębiających nasze doświadczenia o innych iewolucję.Gdy spotykamy jedną z tych osób, z którą mieliśmy jużwiele wspólnych przeżyć, prawdopodobnie, od razu odczujemysympatię, jak byśmy ją znali i lubili. Tak też jest wrzeczywistości i niekoniecznie w tym znaczeniu, że byliśmy z niąparą lub w bardzo dobrych stosunkach. Znamy się bowiem bardzodobrze bo przeszliśmy przez wiele różnych wspólnych sytuacji.Jeżeli karmy te były już zrównoważone to przy pierwszymspotkaniu może nastąpić mniej ekscytacji a więcej uczucia igłębokiego przekonania, że już tak długo się znamy i tak nam zesobą dobrze.

Gdy bliźniacze esencje odnajdują sięi łączą, gdy się z czymś jednoczą, to taki stan ułatwia imdalszy przebieg ich życia. Zaakceptowanie swojej bliźniaczejesencji i danie jej przestrzeni aby była tym czym naprawdę jest –ostateczną i największą lekcją, którą nazywamy agape – jestzadaniem trudnym, bo poziomy intymności są nieraz ciężkie iniełatwe. Esencje bliźniacze są tak zjednoczone, że mająpoczucie własności jedno w stosunku do drugiego. Objawia się totym, że działają w sposób, który nigdy nie funkcjonowałby zkimś innym.

Sonny Bono, Rzemieślnik i Cher –Mędrzec, są tu taką parą. Sonny był starszy, męski i naprawdęsobie wyobrażał, że może dominować nad Cher na co ona chwilowosię zgodziła. Cher ześlizgnęła się ze swojego celu dominacji wpokorę aby zadowolić Sonny'ego. Sytuacja taka nie trwała jednakwiecznie. W obecnym czasie motywacja Cher jest tak mocna, gdyżdziała w niej energia Królopodobna, ponownie ubrała się teraz zdumą w twardą dominację i pilnuje by ponownie się nie ześliznąć.Jest podekscytowana tym, że sama decyduje o swojej karierze i życiu.

Pozwolić sobie na oddzielenie odsiebie naszej esencji bliźniaczej może tylko ten, kto jest bardzosilny i skoncentrowany. Ideał esencji bliźniaczych to akceptacjawszystkiego bez względu na to co ona wnosi – trudniejsze życie zestrony finansowej, wymaganie opieki nad ciężko chorym, pewnejzmiany stylu życia, wyjazdu w bardzo odległe strony np. do dżunglilub niezamieszkałych gór, zmiana języka czy nawet nawyków.

Ważna jest tu nie zwykła zgoda na to,ale sposób w jaki się zgadzamy. Powinien on sprawiać na naswrażenie, że właśnie to jest to czego my chcemy. Wtedy dopierojesteśmy związani wielką mocą. Możemy nawet usunąć bliźniacząesencję z naszego życia uczuciowego, ale nie możemy usunąć jej znaszego umysłu bez uprzedniego utworzenia doskonałego połączenia,ponieważ zaburzony kontakt będzie stwarzał problemy do czasuponownego ustalenia. Biorąc pod uwagę trudność tych kojarzeń,zaskakujące obecnie jest jak esencje bliźniacze potrafiązjednoczyć się w czasie jednej trzeciej okresu wszystkichinkarnacji.

Zazwyczaj ludzie nie szukają spotkaniaz esencją bliźniaczą przed upływem dwudziestego lub trzydziestegoroku życia. Daje im to bowiem szansę wykonania czynnościzwiązanych z karmą i innymi ludźmi oraz uniknięcia obsesji, któresą wynikiem zbyt wczesnych spotkań. Książę i Księżna Windsorusą przykładem pary, która spotkała się po wykonaniu przez każdez nich większej części swej karmy. Ze względu na to, że częściąjej karmy było zamążpójście i rozwód, on musiał zrzec siętronu by się z nią ożenić. Księżna Diana spotkała swojąbliźniaczkę esencję czyli męża w bardzo wczesnym okresie życia,co spowodowało całą serię problemów i walki jaką musi stoczyćby bronić swej niezależności.

A oto kilku partnerów z esencjąbliźniaczą, którzy świetnie wzajemnie pracują: Lily Tomlin iJune Wagner, Sam Shepard i Jessica Lange; Harty i Bess Truman; Jim iTammy Bakker; Imelda i Ferdinand Marcos; Michaił Gorbaczow i jegożona Raisa. Esencją bliźniaczą Ronalda Reagana jest jego pierwszażona Jane Wyman. On i Nancy wypełniają teraz komfortową monadęmęża i żony.

Po wspólnym współżyciu może byćogromnie bolesnym pozostawienie na planie fizycznym po śmiercifizycznej naszej bliźniaczej esencji. Buckminster Fuller zmarłkilka godzin po śmierci swojej żony, esencji bliźniaczej; niezostał nawet zawiadomiony o tym, że ona zmarła. Esencje bliźniaczeRoy Rogers i Dale Evans tak cierpieli kiedy zginął ich końTrigger, że kazali go wypchać. Jest prawie pewne, że ta para teżodejdzie jedno po drugim, jak czyni to co roku wiele par złożonychz esencji bliźniaczych.

Gdy istnieje powiązanie esencjibliźniaczych pomiędzy rodzicami i dziećmi, wtedy też istniejąpewne normy, które się powtarzają. W rodzinach, gdzie występująpary przeciwnej płci, chociaż nie zawsze tak jest, są topołączenia typu ojciec/córka, matka/syn. Mogą to być rodziny, wktórych dziecko nigdy nie opuszcza domu lub gdy syn czy córkawprowadzają do niego swych partnerów życiowych. Po prostu nieznajdują powodu do opuszczenia swej matki bądź ojca, który jestjego/jej esencją bliźniaczą. Często takie rodziny żyją zgodnie.

Hugh Hefner – Mędrzec, niezbytdobrze napiętnowany dobrym kontaktem z kobietami, w tej inkarnacjijest esencją bliźniaczą swej córki Wojownika, Christie Hefner, doktórej ma zaufanie do tego stopnia, że pozwala aby zajmowała sięrodzinnym przedsiębiorstwem. Pomagają i wspierają się wzajemnie wnietypowych doświadczeniach karmicznych potrzebnych obojgu

Czasami zdarza się, że każdy zrodziców jest bliźniaczą esencją dla swoich dwojga dzieci. Takasytuacja jest dobra, gdyż pomocna w uniknięciu uczucia zazdrościprzy intensywności stosunków między bliźniaczymi esencjami, wktórych mogłoby doświadczyć tego uczucia tylko jedno z rodziców.Drugie z nich, odsunięte, czując bliskość i zażyłość esencjibliźniaczych pozostałych członków rodziny, mogłoby cierpieć lubwspółzawodniczyć w zdobyciu miłości dziecka.

TOWARZYSZE ZADAŃ

Podobnie jak esencje bliźniacze, takiepołączenie par wybierane jest przed rozpoczęciem cykluinkarnacyjnego na danej planecie. Stosunki między towarzyszami zadańtworzą sytuacje ułatwiające inkarnację. Esencje bliźniacze mająwięź wewnętrzną, ułatwiają sobie wzajemnie ewolucję;towarzysze zadań związani są zewnętrznie, jedno wspomaga drugie wjego zadaniu opartym na wykonywaniu czegoś.

Zwykle rozumiemy, że towarzysz zadaniajest zgodnym kolegą, tak jakbyśmy byli dwoma wołami we wspólnymzaprzęgu, pracując aby wypełnić porządek dnia. Wiele możnauzyskać w takich układach.

Zadania takiej pary zazwyczaj sądługoterminowe i mogą być z gatunku zajmujących lub nie.Budowanie gmachu partnerskiej wiary w siebie (tub panowania nad sobą)może być długoterminową misją. Czasami towarzysze zadań mogąpomóc drugiemu w polubieniu swojej płci. Na przykład osoba, którązachwyca bycie kobietą, może mieć towarzysza, który pomoże jejzrozumieć, że bycie mężczyzną może być wspaniałe i nie należyczuć się nieszczęśliwym nie będąc kobietą tylko mężczyzną.

Zadaniem może być równieżrozwijanie u kogoś talentu będącego zdolnościami handlowymi,pomoc w wybiciu się na polu muzycznym lub pobudzenie innych ukrytychzdolności. Mając łatwą, spokojną, pełną zrozumienia podporę iwsparcie towarzysza zadania, który chce nam pomóc, otrzymujemywięcej siły i chęci do rozwinięcia owego talentu. Towarzyszezadań, którzy łączą się w związki małżeńskie, rozwijajążycie małżeńskie zgodnie i przyjemnie, pomagając jedno drugiemu.Zadaniem może być zbudowanie wielkiej rodziny, otwarcie wspólnegobiznesu lub stworzenie stosunków żeńsko-męskich, które byłybyprzykładem dla innych.

Tak samo jak esencje bliźniacze,towarzysze zadań spotykają się w późniejszych latach życia gdy,tak jedno jak drugie, dojrzało do spełnienia zadania. Właśniespotykając się przypominają sobie wzajemnie układ sprzedinkarnowania i rozjaśniają życie jedno drugiemu. Spotkanie sięzbyt wczesne mogłoby wnieść frustrację, gdyż osobnik młody niejest jeszcze przygotowany, dążąc po grudach i walcząc będziechciał dokonać czegoś samodzielnie, w pojedynkę.

Gdy wybieramy towarzysza zadań,jeszcze przed zejściem na planetę i w momencie kiedy jesteśmyDuszą Starą, zdajemy sobie sprawę, że jest znacznie większagrupa ludzi z którymi moglibyśmy zgodnie współpracować i cieszyćsię tą współpracą. Takie stosunki tworzą wtedy towarzyszy zadańzwanych peryferyjnymi, równoległymi (pobocznymi), którym jakoDusza Stara możemy pomóc i pociągnąć ich wspierając w tym, copowinni zrobić dla dobra swojej karmy. Brooke Shields –Rzemieślnik i jej pełna władzy matka Terry – Służący, towłaśnie towarzysze zadań. Matka organizuje i steruje wszystkimwypychając córkę na widok publiczny, nagłaśniając jej karierę,zapewniając reklamę i w końcu edukację, co córka przyjmuje zpewnym niezadowoleniem.

Książę Andrew – Mędrzec i SarahFerguson – Służący są towarzyszami zadań co chyba będzierezultatem małżeństwa wzajemnie się rozumiejącego, mimo tego, coplotkarska prasa o nich wypisuje. Chociaż chcieliby być razem iwspomagać się wzajemnie nie wydaje się, by potrafili poświęcićwiele czasu swej córce, księżniczce Bei. Woody Allen i Mia Farrowsą również towarzyszami zadań wzajemnie się inspirującymi iłatwo razem pracują. To samo można powiedzieć o WilliamieMastersie i Virginii Johnson.

„Dobranoc Chet”

„Dobranoc David”

Czy pamiętamy te nocne śpiewanepożegnania? To właśnie towarzysze zadań pracujący zespołowoznani jako Chet Huntley i David Brinkley.

ROZDZIAŁ X

TWORZENIE OSOBOWOŚCI

W każdej inkarnacji zapada decyzja itworzy się plan ewolucji. Dobieramy wtedy konieczne łuski,wybieramy rodziców i ludzi, którzy nas napiętnują, odpowiednieciało i przychodzimy na ten świat. Ma to jednak miejsce dopierowtedy, gdy Dusza przekroczyła już poziom Noworodka. W tym rozdzialebędziemy zastanawiać się, co może stworzyć zespół łusek.

W niektórych inkarnacjach wybieramyłuski, które można by nazwać „sposobem dążenia”. Żadenjednak wybór łusek nie powoduje sytuacji bez wyjścia.

Większość z nas zna ludzi zesposobem wzrostu, idealizmu, pasji, którzy stale przeskakują zbadania jednej rzeczy na badanie czegoś innego, zawszeentuzjastycznych i patrzących jednym okiem na horyzont z nadzieją,że pojawi się na nim coś nowego. Ludzie ci wyglądają, czują iwyrażają się tak, jak np.: Norman Cousins, Danny De Vito, LucilleBali, Goldie Hawn, Judge Reinhold lub Joseph Kennedy II.

Wzrost, pasja i idealizm to ulubionepołączenia, ponieważ ułatwiają ludziom przesuwanie się doprzodu, optymizm i pójście za tym, czego oni lub ich esencje chcą.Zestaw taki jest wyczerpujący ale zabawny. Właśnie to połączeniezaprowadziło Johna Denvera na księżyc.


Salman Rushdie ma to samo połączeniewzrostu i pasji w życiu o trybie siedzącym ale bez idealizmu, niejest charakterem nieskomplikowanym czy wspaniałym. Jak człowiek takznający kulturę mahometańską, mógł nie przewidzieć wrogiejreakcji Khomeiniego na „Szatańskie Wersety”? Wzrost i pasja mogąbyć ślepe, arogancja też może zaślepiać, a brak tej szczyptyześrodkowania emocjonalnego stwarza człowieka bez wielkiejintuicji.

SalmanRushdie
Erudyta/Kapłan esencjabliźniacza
Wzrost
Pasja
Sceptyk
Arogancja
Centrumintelektualne/Część Ruchowa
Dusza Dojrzała, 2 etap

*

Akceptacja, idealizm i pasjarazem, też tworzą bardzo optymistyczny „posmak”, osoba takanamiętnie zaakceptuje drugich, ale nie będzie tak namiętniechwytać każdego doświadczenia, przez które przechodzi. LindaEvans, z naturą tak słodką, jest dobrym przykładem takiegopołączenia, John Travolta innym. Te trzy łuski były częściącharyzmy Janis Joplin, a autodestrukcja (jako cecha główna) byłajej przegraną.

Jeżeli chcemy osiągnąć coś nanajwiększych scenach świata, użycie dominacji jako celu jestpożyteczną formą do wyreżyserowania serii zdarzeń, które nastam wyniosą. Poniżej podaję kilka zestawów łusek wybranych przezludzi, którzy chcieli stać się centrum zainteresowania w tejinkarnacji.


Madonna jest prawdziwym zbiornikiemenergii; jej główna cecha trochę jej przeszkadza, ale nie na tyleby pokrzyżować jej plany.

Madonna
Król/Rzemieślnikesencja bliźniacza
Dominacja
Władza
Realista
Arogancja
CentrumEmocji/Część Ruchowa
Dusza Dojrzała, 4/5 etap

*

Następną osobą jest innyutalentowany Król, stwarzający poczucie życia bardziejskomplikowanego, ma więcej władzy mentalnej ale niewiele siłynaturalnej. Główna cecha (niecierpliwość) powoduje zły charakterlecz jest on pięknie skrywany pod kontrolą.

KatherineHepburn
Król/Rzemieślnik esencja bliźniaczaDominacja
Pasja
Idealista
Niecierpliwość
CentrumIntelektualne/Część Ruchowa
Dusza Dojrzała, 6/7 etap
*

W przeciwieństwie do Katherine Hepburnnastępna osoba ma łuski niby podobne, a jednak występuje dużaróżnica. Obydwoje mają cel, sposób i postawę wspólną, obydwojesą rolami stałymi z osią działania, a ekspresję otrzymują odesencji bliźniaczych. Mimo, że widzimy tyle wspólnych łusek, sąkrańcowo różni. Wiek Duszy, który zawsze wpływa na wykonanieróżnych zadań, tworzy już sam z siebie wielką odmienność,tworzy ją również ze środkowanie.

SylvesterStallone
Wojownik/Mędrzec esencja bliźniaczaDominacja
Pasja
Idealista
Arogancja
Centrum Ruchu/CzęśćEmocjonalna
Dusza Młoda na 7 etapie/Dojrzała, 1 etap
*

A oto inny interesujący charakter,który działa bardzo delikatnie poza łuskami. Tryb agresji icentrum ruchu służą do wyeksponowania roli fizycznej, upórpozwala jej czynić wrażenie mocnej i solidnej.

Grace Jones
Wojownik/Rzemieślnik esencjabliźniacza
Dominacja
Agresja
Realista
Upór
CentrumRuchu/Część Emocjonalna
Dusza Młoda, 5 etap
*

John-Paul Getty jest lepiej znany zbogactw, jakie nagromadził, niż ze swojej osobowości. Jego łuskiukazują dlaczego był zdolny do zgromadzenia takiego majątku ipójścia naprzód bez przemyślenia. Cynizm, który często cofaludzi, tu sprawia wrażenie użytego rozsądnie w celu pójścia doprzodu. Szósty etap daje możliwość wytworzenia dużej ilościkarmy, ale również jej spłacania. Jego główna cecha –zachłanność, jest po prostu jak lukier na torcie.

John-PaulGetty
Król/Kapłan esencjabliźniacza
Dominacja
Władza
Cynik
Zachłanność
CentrumRuchu/Część Intelektualna
Dusza Młoda, 6 etap
*

Imelda Marcos ma mocne łuski, aczwarty etap Duszy Młodej był już tym, z czym można ukazać sięświatu, lecz potknęła się nadużywając swojej głównej cechy,której nie potrafiła stłumić. Gdy zachłanność nabiera mocy,wtedy najczęściej przeradza się w autodestrukcję. Kapłani częstomają myśli, które przynoszą im natchnienie. Imelda Marcos jestostatnio natchniona idealizmem i ześrodkowana emocjonalnie, tak więcma do czynienia z emocjami i wielką miłością „do ludu”, któryobrabowała bez skrupułów.

ImeldaMarcos
Kapłan/Wojownik esencjabliźniacza
Dominacja
Władza
Idealista
Zachłanność
CentrumEmocji/Część Ruchowa
Dusza Młoda, 4 etap
*

Khomeini też jest graczem politycznym,ma bardzo skomplikowaną światową rolę, a łuski skomplikowanejeszcze bardziej. Spójrzmy więc – dominacja, wytrwałość icynizm tworzą pogląd: „Zabijanie jest litością, ponieważ dajemożliwość oczyszczenia. Czasem człowiek nie może się poprawić,dopóki nie zetnie się mu głowy. Musicie zabijać, palić i więzićtych z opozycji”. – No właśnie, oczywistym jest, że to niejest wypowiedź Starej Duszy.

AyatollahKhomeini
Kapłan/Wojownik esencjabliźniacza
Dominacja
Wytrwałość
Cynik
Arogancja
CentrumRuchu/ Część Intelektualna
Dusza Dziecka, 6 etap, działarównież z poziomu Noworodka.
*

Daniel Ortega również zdobyłwpływową pozycję w świecie mając serię podobnych łusek, choćdelikatniejszych. Jego osobowość mogłaby walczyć sama ze sobą,tymczasem niektóre jego części są rozdzielone. Ze swą pokorąstał się dewotem komunistycznych ideałów; z cynizmem bardzoantyamerykański, a z wytrwałością niełatwy w ustępowaniu zdrogi.

DanielOrtega
Erudyta/Wojownik esencjabliźniacza
Pokora
Wytrwałość
Cynik
Arogancja
CentrumIntelektu/Część Emocjonalna
Dusza Dziecka, 7 etap
*

Następnie mamy kogoś z pokorą jakocelem i nieskomplikowanymi łuskami, które wspomagają wzrost iumacniają zasady. Pamiętajmy, że arogancja niekoniecznie znaczyzadzieranie nosa. Przez walkę pomaga zdobyć wpływ na skupienieuwagi i rozgłos.

RalphNader
Wojownik/Kapłan esencjabliźniacza
Pokora
Pasja
Duchowy
Arogancja
CentrumIntelektu/Część Ruchowa
Dusza Dojrzała, 3 etap
*

Kolejna osoba kieruje jedynym krajem wkonstytucji którego występuje słowo „miłość”. Jej punktwidzenia ma swe źródło w wieku Duszy, emocjonalnym ześrodkowaniui zdolności utrzymywania się w biegunie pozytywnym swojego celu, conawet łączy się z jej imieniem (Corazon – serce). Wytrwałośćnie tylko pomaga przetrwać niezmiernie trudny czas, ale takżeutrzymać na twarzy stale widoczną główną cechę.

Corazon Aquino
Mędrzec/Wojownik esencjabliźniacza
Akceptacja
Wytrwałość
Realista
Niecierpliwość
CentrumEmocji/Część Intelektualna
Dusza Dojrzała, 7 etap
*

Prezydent Reagan ma podobne łuski, alez interesującym połączeniem w celu akceptacji i trybu agresji.Akceptacja czyni z niego sympatycznego pana, który chce by ludzie golubili. Z kolei agresja powodowała, że zawsze był optymistą iczłowiekiem energicznym, że z wigorem trzymał się swojego planunie patrząc na uczucia, życzenia i reakcje innych. Tworzyło tokomplikacje w jego osobowości i jest jedną z przyczyn trudnościjakie go dotknęły.

RonaldReagan
Mędrzec/Wojownik esencjabliźniacza
Akceptacja
Agresja
Idealista
Arogancja
CentrumEmocji/Część Intelektualna
Dusza Dojrzała, 2 etap
*

Gdy ludzie są już zmęczeniskandalami i życiem z prezydentem, który jest charyzmatyczny, aleciągle ma jakieś potknięcia, pojawiają się Erudyci. Było ichwielu w kampanii prezydenckiej w 1988 roku. Są to charakteryostrożne, lubią być zintegrowani, otwarci na krytykę i błędy,których można uniknąć. Problem Busha z jego miękkością mógłbyć łatwo powielony z inną osobą o tych samych łuskach. Erudycilubią ukazywać swoją neutralność, a pragmatycy nigdy nie robiąz siebie pośmiewiska. Niektórzy używający akceptacji nie tolerująobrażania, przestrzegają również by tego nie czynić ani teżzdobywać stanowisk w taki sposób.

Doradcy kampanii Busha pomogli muuwolnić się od lekceważenia siebie, podnieść napięcie i przejśćdo zaprezentowania władzy bardziej odważnie. Mimo tego jegoosobowość jako prezydenta nie była wzniesiona.

GeorgeBush
Erudyta/Rzemieślnik esencjabliźniacza
Akceptacja
Ostrożność
Pragmatyk/Sceptyk
Autodestrukcja/Arogancja
CentrumIntelektu/Część Ruchowa
Dusza Dojrzała, 2 etap
*

A teraz znowu mamy połączenie zezmianą tempa. Stevie Wonder ma dużo uciechy z łatwą serią łusek,z inkarnacją związaną z fizyczną ułomnością, która dlawiększości ludzi byłaby mocną blokadą, a przynajmniejprzeszkodą. Duchowy, z trybem pasji, nieprawdopodobne by byłkiedykolwiek w depresji, bez brawury, lękliwy, spędzający czas wdomu ze względu na swoją ociemniałość.

StevieWonder
Kapłan/Służący esencja bliźniacza
Akceptacja
PasjaDuchowy
Arogancja
Centrum Emocji/Część Ruchowa
DuszaStara, 2 etap
*

Parę lat temu Roseanne Arnoldmieszkała w przyczepie, zaś dziś prowadzi telewizyjny show.Potrzebowała dużo czasu, by zamanifestować sukces, ponieważzużyła go dużo na ewolucję jakiej potrzebował wiek jej Duszy.

RoseanneArnold
Mędrzec/Wojownik esencjabliźniacza
Dominacja
Pasja
Realista/Cynik
Upór/Lekceważeniesiebie/Zachłanność
Centrum Emocji/Część Intelektualna
DuszaStara, l etap
*

Kiedy ludzie wybierają łuski, któresą trudne, takie jak tryb ostrożności z postawą cynika i celemdyskryminacji, przeważnie odgrywa rolę ich własna karma. Osoba ztakimi łuskami niełatwo decyduje się na życie publiczne iwystawienie się na ocenę publiczną, nawet jeśli byłaby onaprzyjemna. Woli raczej spędzić sporo czasu na mocowaniu się zwłasnym zachowaniem. Tryb pasji lub władzy nie może tu wielepomóc. Tryb ostrożności zmieszany z idealizmem zgrzytałbywewnętrznie, powodując zmieszanie i nieszczęście.

W ten sam sposób cel akceptacjizłączony ze sceptycyzmem lub cynizmem stworzyłby trudności zrealizacją siebie. Problem tkwi w tym, że krzyżujące się łuski– jakby sprzeczne z sobą i przez to tak trudne – powodują uludzi dodatkowe, wewnętrzne bardzo przykre położenie. Mimo, żeten typ dyskomfortu może dodatnio wpływać na wzrost, nie tworzyzdolności potrzebnych do rozwinięcia siły i sławy.


Istnieje jednak parę osób dobrzeznanych z takim bagażem łusek. Osoba, którą tu opisujemy wybrałagrupę łusek tak skomplikowanych, że czasem przenicowują ją onena zewnątrz. Ma ona tendencję do izolowania się, a nie jest to napewno doświadczenie radosne. Dyskryminacja rzadko kiedy jest łatwa,a jeśli do tego dojdzie sceptyk z impulsem trybu pasji.....? Otocały Bob Dylan.

Bob Dylan
Kapłan/Wojownik esencjabliźniacza
Dyskryminacja
Pasja
Sceptyk
Zachłanność
CentrumRuchu/Część Intelektualna
Dusza Dojrzała, 2 etap
*

David Byrne z grupy „gadającychgłów” jest niezmiernie twórczy. Centrum ruchu powoduje u niegostałe skoki w czasie koncertu, podczas gdy tryb powściągliwościstawia go w komicznej sytuacji dodając do tych skoków pewną dozęsubtelności. Robi wiec najlepszy użytek z tak trudnych łusek.

DavidByrne
Erudyta/Rzemieślnik esencjabliźniacza
Dyskryminacja
Powściągliwość
Cynik
Arogancja
CentrumRuchu/Część Intelektualna
Dusza na wczesnym etapieDojrzałym,
często manifestuje poziom Duszy Młodej
*

Następnym faworytem Ameryki jest WoodyAllen. Akceptacja wraz z nadmiernie używaną cechą główną –głośnym lekceważeniem siebie powoduje, że wzbudza u ludzi miłość,chociaż jego tryb pasji sceptyka wywołuje analizę przez całyokres jego sławy. Zauważamy jak jego łuski działają wzajemnieprzeciw sobie.

WoodyAllen
Rzemieślnik/Erudyta esencjabliźniacza
Akceptacja
Pasja
Sceptyk
Lekceważeniesiebie
Centrum Emocji/Część Intelektualna
Dusza Dojrzała, 5etap
*

I w końcu popatrzmy na dwóch ludzi,którzy wybrali trudne i ciężkie badania swych centrów instynktu wtym życiu. Mamy tu Richarda Ramireza, który otrzymał wyrokdożywotniego wiezienia za liczne morderstwa. Jest on Służącym zbliźniaczą esencją Służącego. Wyobraźmy sobie poziom służbydla świata, gdy zacznie on spłacać karmę! We wczesnym wieku Duszywszyscy byliśmy uwikłani w doświadczenia tego rodzaju, ale niezawsze pisano o nas na pierwszych stronach gazet.

Richard Ramirez
Służący/Służący esencjabliźniacza
Dominacja
Agresja
Cynik
Arogancja
CentrumInstynktu/Część Intelektualna
Noworodek, 6 etap
*

Stephen King manewrowałbadaniami swojego centrum instynktu bardzo dobrze, tworząclukratywną karierę z materiału pochodzącego z tego centrum.Zwrócił uwagę ludzi na to, by spojrzeli i przyjrzeli się swoimwłasnym centrom instynktu, choćby to było straszne iprzygnębiające, ale dające szansę na rozproszenie.

Mędrzec daje zdolnośćnarracji podczas gdy esencja bliźniacza Króla wnosi mistrzostwonawet w tak wczesnym wieku Duszy, Biorąc pod uwagę tę serię łusekraczej pochmurnych, Król osiąga to wspaniałe rezultaty.

StephenKing
Służący/Król esencjabliźniacza
Re-ewaluacja
Ostrożność
Cynik
Upór
CentrumInstynktu/Część Intelektualna
Dusza Dziecka, częstomanifestująca się jako Noworodek
*

LechWałęsa
Wojownik/Mędrzec esencjabliźniacza
Pokora
Wytrwałość
Pragmatyk
Upór/Lekceważeniesiebie
Centrum Emocji/Część intelektualna
Dusza Dojrzała, 4etap
*

HannaSuchocka
Wojownik/Kapłan esencjabliźniacza
Dominacja
Powściągliwość
Pragmatyk
Upór
CentrumIntelektu/Część emocjonalna
Dusza Dojrzała, 4 etap
*

Jacek Kuroń
Król/Kapłan esencjabliźniacza
Dominacja
Wytrwałość
Cynik
Upór
CentrumIntelektu/Część ruchowa
Dusza Dojrzała, 2 etap
*

GustawHolloubek
Mędrzec/Wojownik esencjabliźniacza
Dyskryminacja/Akceptacja
Władza
Realista/Cynik
Niecierpliwość
CentrumIntelektu/Część emocjonalna
Dusza Dojrzała, 6 etap
*

JerzyUrban
Mędrzec/Eurydyta esencjabliźniacza
Dominacja
Agresja
Sceptyk/Idealista
Upór/Arogancja
CentrumIntelektu/Część ruchowa
Dusza Dojrzała, 5 etap
*

ROZDZIAŁ XI

REZULTATY

Jaki pożytek możemy mieć z naukMichaela w naszym życiu? Teraz, gdy mamy podstawową informacjędokąd i co nas prowadzi?

Przez to wprowadzenie w systemMichaela, samowiedzę o zajmowanym miejscu, możemy poznać jak ważnajest tolerancja, agape z otwartym sercem i inne dodatnie cechy. Samfakt, że ludzie lepiej rozumieją siebie i tolerują innych,posłużył mi do postawienia pytań wielu czytelnikom, którychnauki te zainteresowały. Poprosiłam by w skrócie powiedzieli mijakie efekty wywołały one w ich życiu.

Cytuję tutaj pewną Erudytkę, którapowiedziała zwięźle to, co mówili prawie wszyscy w taki czy innysposób.

„Co było najbardziej pożyteczne?”– Spytałam.

„Dwie rzeczy. Po pierwsze: wrażeniebyło silne i spowodowało, że wiele pozytywnych rzeczy zdarzyłosię już w pierwszym roku. Michael nie był może bezpośredniąprzyczyną, ale takie sprawy zawsze zdarzają się równocześnie.

Po drugie: jako Erudyta oczywiścieznalazłam wszystkie specyficzne charakterystyki i podziały, któresą dla mnie interesujące. Najważniejsze jednak, że dzięki tejnauce doszłam do zrozumienia i tolerowania naturalnej różnorodnościludzi. To poszerzyło mój szacunek dla innych i podbudowałoposzanowanie dla siebie”.

Pewien Wojownik wykazał te sameodczucia w ten sposób: „Tak wiele rzeczy z mojej przeszłościzostało nagle wyjaśnionych, zrzuciłem z siebie wielki ciężar,którego nawet nie byłem w pełni świadomy. Drzwi otworzyły się ija zmieniam na nowo mój marsz do przodu” (Są to wyobrażenianormalne dla Wojownika).

Mędrzec powiedział: „W mojejrodzinie byłem jedynym z rolą wzniesioną przez kilka pokoleń i ztego powodu otrzymałem dużo napiętnowań, aby nie być zbytwidocznym (sławnym). To przytłoczyło mnie do takiego stopnia, żeczułem się czarną owcą. Teraz uczę się z satysfakcją jak sięwybić i być mniej układnym. Już nie unikam występowaniapublicznie, ale cieszę się nim, cieszę się też, że ma to wpływna rozwój mego biznesu.”

Trochę ekscentryczna babcia, z którączułam większą więź, była Duszą Starą. Wszyscy pozostaliczłonkowie jej rodziny to Dusze pół-Dziecięce lubwczesno-Dojrzałe. „Książka pozwoliła mi zrozumieć niektóresilne zróżnicowania w postawach – tak moje, jak i mojej rodziny,co właśnie było powodem, braku zrozumienia. Teraz gdy zdobyłaminne spojrzenie, szersze i pełniejsze i gdy pojęłam, że nie mogęoczekiwać na zmiany postaw w rodzinie, stałam się bardziejsympatyczna i mniej uzależniona od ich punktów widzenia”.

Inny Mędrzec powiedział: „InformacjeMichaela o Mędrcach szukających drogą naturalną (wrodzoną)wszystkiego co wiąże się z urozmaiceniem, były dla mnie kołemratunkowym. Byłem bowiem, szczególnie jako mężczyzna, niespokojnyo siebie, gdyż nie umiem myśleć jedynie o produkcji i użytecznościzgodnie z rodzicielskim piętnem i wychowaniem amerykańskim. Terazczuję się lepiej z innym ocenianiem rzeczy, czyli robię to zgodniez typem Mędrca i prawdopodobnie zgodnie z moją drogą dooświecenia”.

„Najbardziej dramatyczne wydarzeniawiązały się z odkryciem związanym z moim synem”. – powiedziałmi Wojownik poszukiwacz. Kiedy odkrył, że syn jego był na siódmymetapie Duszy Starej i Służącym z celem stagnacji; zrozumiałdlaczego nie doczekał wypełnienia tego wszystkiego, czego się ponim spodziewał. „Rozumiejąc, że syn był w okresie regeneracjipo nadmiernie ciężkich inkarnacjach wypełnionych główniewzrostem, moje życie zmieniło się, moje żale i skargi skończyły.Ja naprawdę kocham tego chłopaka, ale przeszedłem trudny okres, wktórym wyrażałem i czułem moją udrękę”.

„Teraz rozumiem lepiej dlaczego robięlub nie robię pewnych rzeczy. Moim celem jest wzrost, tak więczawsze mam nadmiar entuzjazmu w przyjmowaniu nowości, którym niezawsze towarzyszy dyskryminacja. Poznanie swej wysokiej, 70 –procentowej, twórczej żeńskiej energii, która wspomaga Wojownika,pomogło mi zrozumieć dlaczego jestem tak niezorganizowany w swoimzawodzie”.

Inny Wojownik powiedziała, że„niewiarygodnie mi ulżyło”, gdy przeczytała, że Wojownicypotrzebują więcej seksu niż inne role, właśnie w celuzrównoważenia siebie. Z innych bowiem nauk religijnych wynikało,że nadpobudliwość seksualna jest jej obciążeniem duchowym.

Ojciec czterech synów był bardzozadowolony gdy dowiedział się, że jeden z nich, który przystąpiłdo grupy Mooniego, a z którym żadną miarą nie mógł sięskontaktować przez dwanaście miesięcy, teraz już w niedługimczasie wróci do domu. „Michael wyjaśnił mi, że syn jestDojrzałym Kapłanem, który szuka intensywności, rozkoszy ekstazy wgrupie, ale jako dusza Dojrzała przewyższył sztywność Mooniego iznalazł drogę wyjścia”. Opowiedział mi, że grupa składałasię w większości z Dusz Dziecięcych, które poszukiwałyrozróżnienia rzeczy czarnych od białych, złych od dobrych –zasad głoszonych przez Czcigodnego Mooni (Koreańczyk –biznesmen). „Michael wskazał mi, że mam okazać więcej sercasynowi gdy wróci, ponieważ pozostawienie grupy tak mocnozjednoczonej, może być dla niego bardziej trudne, niż separacja odspraw związanych z miłością. Normy zależności są bowiembardziej skomplikowane jeżeli dotyczą grupy. Czuję, że jestemspokojniejszy w związku z obecną sytuacją i już nie myślę, żezechcę skręcić mu kark gdy wreszcie powróci. Przestałem równieżobwiniać siebie, zrozumiałem, że syn należy do tych, którzyszukają swego doświadczenia”.

Król, którego zapytałam jak naukiMichaela zostały przez niego ocenione, odpowiedział: „Jest todobry punkt zaczepienia, od którego należy zacząć, aby zdaćsobie sprawę dlaczego inni nie myślą tak, jak ja. Poznanie cechinnych wieków Dusz jest pożyteczne, ponieważ wtedy jest siębardziej świadomym swojej niemożności w zmienianiu ich, woczekiwaniu, że wzrosną szybko i zbliżą się do mojego„racjonalnego” punktu widzenia”.

„Zauważyłem dążność tych naukdo skierowania uwagi ludzi, którzy wychodzą z pozycji zatopionych wego, na zdawanie sobie sprawy ze swojego wieku Duszy czy będzie onzdumiewająco wysoki czy też rozczarowująco niski. Obcując z tyminaukami rozumie się, że „zdumiewająco” i „rozczarowująco”to zupełnie nieważne określenia, które po pewnym czasie sięrozpływają.”

„Podoba mi się możliwośćprzechodzenia z łusek negatywnych w pozytywne. Gdy zauważam, żemoja główna cecha – niecierpliwość – wzmaga się i ciągniemnie do nietolerancji, prowadzącej zawsze do niemiłegosamopoczucia, wtedy uczę się brać głęboki wdech i pytam siebieczy taki ucisk mi pomaga, czy nie lepiej trochę poluzować”.

„Zdałem sobie sprawę z tego, żebiegun pozytywny mojej łuski – sceptycyzm – jest pożyteczny.Dodaje mi odwagi w ostrożnym sprawdzaniu niektórych rzeczy, wmyśleniu, ocenianiu i w spojrzeniu na rodziców. Lubię to, chociażbiegun negatywny może zrobić ze mnie paranoika i to nawet dośćszybko. Dziś jestem w sytuacji tak dobrej, jak nigdy, bo potrafięuniknąć sytuacji, które prowadzą do fiaska”.

Jeden odważny Erudyta powiedział mi:„Gdy opuściłam męża, siedemnaście lat temu, z powodu kobiety,była to wielka niespodzianka dla mnie i szok dla sąsiadów. Czułamjednak, że postąpiłam właściwie. Wiedza o tym, że mój ukochanyi ja byliśmy esencjami bliźniaczymi, i że on jest na piątymetapie pełnym ekscentryczności, doświadczając różnych stylówżycia poza jego normalnym nurtem, a ja na szóstym etapie, w którymmiałam sporo karmy do wypełnienia z moim byłym mężem, pomogłami zrozumieć tę nagłą zmianę”.

Usłyszałam od Służącego, którypochodził z bardzo bogatej rodziny, a teraz jej unika z powodu brakuambicji i poczucia współzawodnictwa: „Dowiedziałem się, żemoja matka, ojciec i dwóch braci są wczesno-Młodymi Duszami ztrybem władzy i

ambicji. To mi pomogło zrozumieć, żegdybym starał się nie wiem jak, nigdy ich nie zadowolę. Mnieporywały tematy „zbawiania świata” a nie robienie pieniędzy. Wtej chwili zużywam moją energię na sprawy związane z otoczeniem”.

Jeden z uczniów Michaela, który wrazz córką dzielił dom z drugą matką i jej dwoma córkami,powiedział: „Ta druga dziewczynka doprowadzała mnie do furii, ażchciałem ją udusić. Nie podobało mi się to uczucie, ale niemogłem wytrzymać jej prowokacji. Dziewczynka była ładna, miła,sprytna i tak naprawdę nigdy nie robiła niczego, co mogłobyprowokować moją złość, Według nauk Michaela dziewczynka byłana siódmym etapie Duszy Młodej – Erudyty bardzo ciężkimprzypadkiem. Zadowolona z siebie, mająca całkowitą pewnośćpostępowania, była szczególnie drażniąca dla Mędrca – czylidla mnie i mojej córki, ponieważ lubiła rozsiewać wiadomości.Dziewczynka ta nie brała pod uwagę niczego, co mogliśmy jejzaofiarować. Po poznaniu nauk Michaela zaczęła mnie cieszyć jejgonitwa intelektualna i arogancja.”

Pewna błyskotliwa kobieta – Kapłan– kiedy dowiedziała się o swoim trybie dominacji powiedziała, żeto pomaga jej w zaakceptowaniu naturalnych życzeń i zdolnościkierowania tym, o czym ona, jako kobieta marzyła. Czuła jednaktrudność w wyrażaniu tego. – „To również wyjaśniło miintensywność walk w mojej rodzinie. Ojciec, matka i ja, wszyscybyliśmy w dominacji! I każde z nas broniło swojego terytorium!”– powiedziała.

Pewna matka czterech dorosłych synówstwierdziła, że czuła się najlepiej z synem, dla którego nigdynie miała zbyt wiele uczuć. „Myślałam, że dzieci mogąrozwijać się jak chcą, byle były dobrze odżywione i kochane,wystarczy jeśli się im wpoi właściwe poglądy i obserwuje jakzakwitają. Mój syn jest Duszą Dojrzałą na szóstym etapiezmagającą się z zastraszająco obfitą karmą, będącrównocześnie cynikiem z trybem władzy niezbyt czarującym.Przedtem nie mogłam pojąć jak ktoś, mając takie życie jak on,może rozwinąć takie cechy charakteru. Teraz mu bardzo współczujęi to przynosi mi ulgę”.

Przyjaciółka, która jestRzemieślnikiem mówi, że Michael pomógł jej lepiej zaakceptowaćsiebie. „Rozumiem dlaczego jestem taka niezależna. Teraz znoszęmoją naturę. Uznaję i rozpoznaję moją twórczość, wiem kimjestem w całej rozciągłości. Przebywając w domu, tworząc, niezamęczam się tym, że powinnam mieć rodzinę. To było cośnajwiększego co mogłam sobie podarować”.

„Wiedząc, że moim celem jestpokora, zrozumiałam wytyczoną normę swego działania. Pomogło mito w zaakceptowaniu i cieszeniu się pozytywną stroną pokory, coleży w mojej naturze”.

„Pracując pilnie i długo nad swoimrozwojem duchowym byłem pewien, że jestem na siódmym etapie DuszyStarej. Tymczasem dowiedziałem się, że przebywam dopiero natrzecim etapie, co powoduje moją dezorganizację. Teraz lepiejakceptuję siebie i moje wątpliwości, dramaty, machinacje, któreprzedtem wrzucałem do „kubła”. Zaakceptowanie mojego wiekuDuszy daje mi zdrowy rozsądek i dzięki niemu możliwośćzrelaksowania i cieszenia się moją introspektywną naturątrzeciego etapu”.

„Cała absurdalność mojegosiedemnastoletniego małżeństwa stała się bardziej humorystycznai możliwa do wytrzymania od kiedy przeczytałam w Michaelu, że jestto długoterminowa karma, którą muszę wytrzymać i spłacićteraz” – powiedziała jedna z tych spokojnych Mędrców.„Wiedziałam, że coś mnie trzyma w tym małżeństwie! Ponieważumysł mój jest teraz spokojniejszy w związku z tym problemem,widzę, że wkładam więcej energii w robienie rzeczy, któresprawiają ml przyjemność, i dzięki którym się rozwijam. Niezamęczam się stale myślami, że się znalazłam w złym miejscu imimo wszystko nie zmienię go. To był prawdziwy podarunek”.

Tak więc, ogólnie mówiąc, życieludzi staje się lepsze i bardziej odczuwają oni swą wolność.Jest w tym poczucie wyboru, poczucie, że nie jest się zatrzymanymprzez okoliczności, które wyrwały się spod kontroli. Perspektywaukazywana przez Michaela wydaje się powodować większą tolerancjew stosunku do innych, zwiększa akceptacje siebie, wiedzę i miłość.

Objawienia Świętego Michała Archanioła

STARE OPOWIEŚCI ( artykuł "Przymierze z Maryją" numer 50/www.piotrskarga.pl)

Św. Michale Archaniele wstaw się za mną!


W 1950 r. pewien amerykański żołnierz, biorący udział w wojnie w Korei, napisał list do matki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że list zawierał wyznanie, które obiegło cały świat. W 1951 r. kapelan wojskowy odczytał go w obecności pięciu tysięcy żołnierzy w bazie Marynarki Wojennej w San Diego w stanie Kalifornia. Kapłan wyjawił, że rozmawiał z żołnierzem rannym na polu bitwy w Korei, z jego matką oraz sierżantem, który stał na czele patrolu. Tym kapelanem był ks. Walter Muldy. A oto treść listu napisanego przez rannego żołnierza do matki.


Kochana Mamo!
Nie ośmieliłbym się o tym napisać do nikogo innego jak tylko do Ciebie, ponieważ nikt inny nie uwierzyłby w to, co zamierzam opisać. Być może i Tobie trudno będzie w to uwierzyć, ale ja muszę o tym komuś powiedzieć. 

Przede wszystkim piszę do Ciebie z łóżka szpitalnego. Nie martw się! Zostałem ranny, ale już czuję się dobrze. Lekarze mówią, że wrócę do zdrowia w ciągu miesiąca. Ale nie o tym chciałem Ci opowiedzieć.

Pamiętasz, jak rok temu wstępowałem do armii? Pamiętasz, jak opuszczałem dom i mnie przestrzegałaś, żebym każdego dnia modlił się do św. Michała Archanioła? Wcale nie musiałaś mi o tym przypominać. Odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze mi powtarzałaś, żebym się modlił do tego Archanioła. Nawet dałaś mi imię na jego cześć. No cóż, mogę Cię zapewnić, że zawsze o tym pamiętałem.

Kiedy trafiłem do Korei, modliłem się nawet jeszcze więcej. Czy pamiętasz tę modlitwę, której mnie nauczyłaś?: Św. Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga… Resztę sama znasz. Zawsze ją odmawiałem. Czasami nawet, gdy maszerowaliśmy albo zatrzymywaliśmy się na odpoczynek, uczyłem jej moich towarzyszy broni.

Pewnego razu wysłano nas na zwiad w poszukiwaniu komunistów. Było bardzo zimno. Z ust wychodziły nam kłęby pary, jakbyśmy palili cygara. Myślałem, że znam wszystkich chłopaków z patrolu. A tymczasem, nagle obok mnie pojawił się jakiś żołnierz, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Był większy od wszystkichmarines, których kiedykolwiek spotkałem. (…) Czułem się bezpiecznie, mając go u swojego boku. W każdym razie maszerowaliśmy razem obok siebie, a reszta patrolu się rozproszyła. Zagadnąłem go: 

– Zimno dzisiaj, nieprawdaż? – I zacząłem się śmiać. Czyż nie jest absurdalne mówienie o pogodzie, kiedy w każdej chwili można być trafionym?

Mój kolega wydawał się rozumieć, co mam na myśli. Słyszałem jak się śmiał, ale nie tak głośno jak ja. Spojrzałem na niego i powiedziałem:

– Nigdy Cię wcześniej nie widziałem. Myślałem, że znam wszystkich z naszego oddziału.

– Właśnie dopiero co dołączyłem – odrzekł. – Jestem Michał.
– Coś takiego?! – zdziwiłem się. – To tak jak ja.
– Wiem – odparł i zaczął się modlić: – Św. Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga…

Byłem tak zaskoczony, że przez chwilę milczałem. Zastanawiałem się, skąd znał moje imię i modlitwę, której mnie nauczyłaś? Potem jednak uśmiechnąłem się sam do siebie. Pomyślałem sobie, że przecież każdy chłopak w oddziale mnie znał. Czyż nie recytowałem jej każdemu, kto tylko chciał jej słuchać? Dlaczego teraz nie mieliby jej kojarzyć ze mną?

Przez moment szliśmy nic nie mówiąc, po czym Michał przerwał milczenie:

– Za chwilę będziemy mieli kłopoty.

Z jego twarzy zniknął uśmiech. Pomyślałem sobie, że to żadna rewelacja, przecież wiadomo było, że wszędzie są komuniści i że w każdej chwili mogliśmy się na nich natknąć. Śnieg zaczął sypać mocniej, tworząc wkoło wielkie zaspy. W chwilę później cała okolica pokryła się grubą warstwą białego puchu. Zrobiło się ciemniej i pojawiła się mgła. Maszerowałem dalej, ale już nie widziałem mego towarzysza broni.

– Michał! – nagle zawołałem przestraszony i poczułem jego mocną dłoń na plecach. 
– Wkrótce się przejaśni – zapewnił mnie donośnym głosem.

Jego przewidywania się sprawdziły. Niebawem, w ciągu kilku minut śnieg przestał sypać i wyszło słońce. Rozejrzałem się dookoła. Mało serce mi nie zamarło! Przed nami stało siedmiu komunistów w swoich śmiesznych kufajkach, spodniach i czapkach. Ale wcale nie było mi do śmiechu. Stali z karabinami wycelowanymi prosto w nas!

– Michał, padnij! – krzyknąłem i sam osunąłem się na ziemię. Słyszałem jak komuniści bez przerwy strzelali. Słyszałem jak świstały kule. A Michał wciąż stał! Mamo, ci faceci nie mogli spudłować. Spodziewałem się, że ciało Michała podziurawią dosłownie jak sito. Ale on wciąż stał i nawet się nie bronił. Nie strzelał. Był sparaliżowany strachem. To się czasami zdarza, nawet najdzielniejszym żołnierzom. Był jak ptak zahipnotyzowany przez węża. W końcu sam podniosłem się z ziemi i doskoczyłem do niego, by go powalić. Wtedy poczułem ciepło w piersi. Zawsze chciałem wiedzieć, jak to jest, gdy się zostanie trafionym. Teraz już to wiem. Poczułem jeszcze silne ramiona, które mnie objęły i delikatnie położyły na ziemi. Otwarłem oczy, by jeszcze raz spojrzeć na świat. Byłem umierający.

Być może promienie słoneczne mnie oślepiły, albo po prostu byłem w szoku, ale wydaje mi się, że widziałem Michała wciąż stojącego, a jego twarz jaśniała niewypowiedzianym pięknem.

Jak już mówiłem, być może to światło słoneczne odbijające się w moich oczach sprawiło, że widziałem Michała, jak się zmieniał. Stawał się coraz większy. Jego ramiona jakby się rozrastały. Przypominał anioła. W dodatku w ręku trzymał miecz. Miecz, który rozbłysnął milionem świateł.

Cóż, to wszystko, co zapamiętałem, zanim zemdlałem. Później podbiegli do mnie kompani. Nie mam pojęcia, jak długo byłem nieprzytomny. Teraz i wtedy nie czułem gorączki ani bólu. Pamiętam, jak opowiadałem im o wrogu, który znajdował się tuż przed nimi. W końcu zapytałem ich:

– Gdzie jest Michał? – Widziałem jak się dziwili. – Kto? – spytał któryś z moich kumpli.
– Michał, taki wielki żołnierz, który szedł obok mnie, zanim nas spotkała ta zamieć– powiedziałem.
– Chłopcze – odparł sierżant. – Nikt nie szedł obok ciebie. Obserwowałem cię. Za bardzo się od nas oddaliłeś. Właśnie miałem cię zawołać, gdy zniknąłeś mi we mgle.

Spojrzał na mnie. Widać było, że coś go trapi. Po chwili łagodnie zapytał: 

– Jak tego dokonałeś chłopcze?
– Czego?! – spytałem trochę zły i zacząłem od nowa dociekać, gdzie jest Michał.
– Synu – przerwał delikatnie sierżant. – Znam wszystkich żołnierzy ze swojego oddziału. Ty jesteś jedynym Michałem w naszej grupie. Nie ma w niej żadnego innego Michała.

Przerwał na moment i po chwili ponownie spytał: 
– Jak tego dokonałeś synu? Słyszeliśmy strzały. To nie były strzały wystrzelone z twojego karabinu. Kul nie znaleźliśmy także w ciałach siedmiu zabitych tam na wzgórzu.


Nie odezwałem się na te słowa. Bo co miałem powiedzieć? Mogłem tylko patrzeć na nich zdziwiony, tak samo jak oni patrzyli na mnie.

Sierżant ponownie przemówił: 
– Chłopcze – powiedział delikatnie – każdy z tych siedmiu komunistów zginął od uderzenia mieczem.
To wszystko, Mamo. Jak już wspominałem, być może promienie słoneczne mnie oślepiły i to wszystko mi się zdawało, a być może zimno to sprawiło. Sam nie wiem, ale musiałem o tym komuś powiedzieć.

Całuję Cię,
Twój kochający syn Michał.
* * *

Kapelan Muldy oraz sierżant stojący na czele patrolu zapewniali, że historia ta jest prawdziwa. Jest ona także dobrze znana wśród amerykańskich żołnierzy.

Oprac. Agnieszka Stelmach
Święty Michale Archaniele, 
który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga
i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. 
Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj,
za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, 
otwierając się na działanie Ducha Świętego, 
w każdej chwili dawał się Bogu, 
wypełniając z miłością Jego świętą wolę. 
Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: 
Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. 
Amen.

 

Objawienia

Historia amerykańskiego żołnierza nie jest jedyną, jaką o Świętym Michale Archaniele poznał świat.

1932 roku ks. Bartłomiej Sławiński napisał godzinki, ku czci Świętego Michała. Z tekstu zatwierdzonego przez ówczesnego wikariusza generalnego kurii krakowskiej biskupa Stanisława, możemy się wiele dowiedzieć o postaci św. Michała. Oto fragment jednego z hymnów godzinek: „Święty Michał Archanioł tak ludzi miłuje, że im się i widzialnie nieraz ukazuje.” Zanim poznamy cały tekst godzinek, przyjrzymy się historiom objawień.

Na Górze Gargano, we Włoszech znajduje się obecnie najsłynniejsze sanktuarium św. Michała. Początki Sanktuarium sięgają końca V i pierwszych dziesięcioleci VI wieku. Najstarsze źródła pisane świadczące o starożytności tego miejsca to: dwa listy papieża Gelazego I pisane na przełomie 493 i 494 roku, pierwszy - do biskupa Giusto z Larino i drugi - do biskupa Potenza Herculentiusa (492 - 496), a także krótka wzmianka w Martirologium Geronimiańskim pod datą 29 września. Innym źródłem pisanym jest tzw. Liber de apparitione sancti Michaelis in Monte Gargano. Wersja z VIII wieku ukazuje w sposób szczegółowy a zarazem sugestywny cudowne wydarzenia, które dały początek kultowi Świętego Michała Archanioła na Górze Gargano. Źródłem tego kultu są cztery objawienia, które miały miejsce na przestrzeni wieków. Ich opis, ukazany w sposób prosty a zarazem barwny, daje świadectwo cudowności wydarzeń, które tam się rozegrały.


I. Zgubiony byk Pierwsze objawienie, które według tradycji miało miejsce w roku 490, jest określane jako epizod zagubienia byka. Pewnego dnia bogatemu włościaninowi z Siponto (według niektórych identyfikowany z Elvio Emanuele, przywódcą wojsk Sipontu) doniesiono o zagubieniu się najpiękniejszego byka z jego stada, pasącego się na wzgórzach Gargano. Właściciel po usilnych poszukiwaniach we wszystkich możliwych miejscach, w końcu znalazł go na szczycie góry u wejścia do groty. W odruchu gniewu napiął łuk i wypuścił strzałę, aby ukarać śmiercią nieposłuszne zwierzę. Ale strzała zamiast ugodzić byka, w sposób niewytłumaczalny zawróciła i zraniła strzelającego. Wstrząśnięty tym wypadkiem właściciel udał się do biskupa, aby mu donieść o niezwykłym wydarzeniu, jakie miało miejsce na szczycie góry. Biskup niezwłocznie zarządził trzy dni modlitw i pokuty. Kiedy chylił się ku wieczorowi ostatni dzień modlitw, biskupowi ukazał się Święty Michał Archanioł i przemówił do niego tymi słowami: Ja jestem Archanioł Michał stojący przed obliczem Boga. Grota jest mnie poświęcona; ja sam jestem jej strażnikiem... Tam, gdzie się otwiera skala, będą przebaczone grzechy ludzkie... Modlitwy, które będziecie tu zanosić do Boga, zostaną wysłuchane. Idź w góry i poświęć tę grotę dla kultu chrześcijańskiego. Ponieważ ta góra była tajemnicza i prawie niedostępna, a ponadto była także miejscem kultu pogańskiego, biskup długo wahał się, zanim zdecydował się wypełnić polecenie Archanioła. 

II Epizod zwycięstwa Drugie objawienie Świętego Michała zwane epizodem Zwycięstwa, tradycyjnie datowane jest na rok 492. Według dzisiejszych historyków wydarzenia, do których to objawienie nawiązuje, miały miejsce podczas wojny między księciem Longobardzkim Grimoaldo a Grekami w latach 662-663, kiedy to zwycięstwo odniesione 8 maja, Longobardzi uznali za owoc pomocy i wstawiennictwa Świętego Michała Archanioła. Tradycja mówi, że miasto Siponto podczas oblężenia przez wojska nieprzyjacielskie było już bliskie poddania się. Biskup, Św. Wawrzyniec, uzyskał u nieprzyjaciół trzy dni zawieszenia broni i w tym czasie zwrócił się o pomoc do przywódcy wojsk niebieskich w ufnej modlitwie wspartej pokutą. Po trzech dniach modlitw ukazał mu się Św. Michał, który przepowiedział szybkie i całkowite zwycięstwo. Ta obietnica wlała nadzieję w serca oblężonych mieszkańców Sipontu. Pokrzepieni nią obrońcy wyszli z miasta i wzięli udział w zaciętej bitwie, której towarzyszyły grzmoty, błyski i huki o nadzwyczajnej mocy. Zwycięstwo wojsk Sipontu było całkowite, a wojska nieprzyjacielskie zostały pogromione.

III Epizod poświęcenia Trzecie objawienie nazwane jest epizodem poświęcenia. Według tradycji w roku 493, po zwycięstwie, biskup zdecydował się wykonać polecenie Archanioła i poświęcić grotę ku jego czci jako znak uznania i podziękowania za pomoc. Pasterz diecezji Siponto umocnił się dodatkowo w swoim postanowieniu dzięki pozytywnej opinii danej przez papieża Gelazego I (492-496). Po raz kolejny objawił mu się Archanioł i oznajmił, że On sam osobiście poświęcił już grotę. Wtedy Św. Wawrzyniec wraz z innymi siedmioma biskupami z Apulii, z ludem i duchowieństwem Siponto udał się w procesji do świętego miejsca. Podczas drogi miało miejsce przedziwne zdarzenie: nad głowami biskupów pojawiły się orły, które chroniły ich od silnych promieni słonecznych. Po przybyciu do groty w jej wnętrzu znaleźli kamienny ołtarz, przykryty szkarłatnym suknem i nad nim krzyż. Oprócz tego, jak przekazuje legenda, Święty Michał na znak swojej obecności pozostawił na skale odcisk stopy dziecka. Święty Biskup pełen radości złożył Bogu ofiarę eucharystyczną. Wydarzenie to miało miejsce 29 września 493 r. Od czasu tych nadzwyczajnych wydarzeń Grota cieszy się tytułem Niebiańskiej Bazyliki, gdyż jako jedyna świątynia na świecie nie była ona nigdy poświęcona ręką ludzką.

IV Ostatnie objawienie Był rok 1656, na terenie dzisiejszych Włoch szalała dżuma. Miejscowy biskup Alfonso Puccinelli, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie groziło miastu, zwrócił się z prośbą o pomoc do Św. Michała. Pasterz chciał wręcz wymóc wolę Bożą wkładając w rękę figury Św. Michała tekst modlitwy sformułowanej w imieniu wszystkich mieszkańców miasta. I oto 22 września o świcie, podczas modlitwy w pokoju pałacu biskupiego w Monte Sant' Angelo, usłyszał jakby trzęsienie ziemi. W olśniewającym blasku ukazał mu się Św. Michał, polecając mu poświęcić kamyki pochodzące z groty, na których ma być wyżłobiony znak krzyża i dwie litery M. A. (Michał Archanioł). Według słów Archanioła, ktokolwiek będzie posiadał i ze czcią przechowywał taki kamyk, uchroni się od choroby. Biskup z wiarą przyjął polecenie Zwiastuna Bożych Wyroków. Zgodnie z obietnicą Św. Michała, nie tylko miasto, ale i wszyscy ci, którzy posiadali poświęcone kamyki, w krótkim czasie zostali uwolnieni od zarazy. Na wieczną pamiątkę tego cudu, biskup zarządził wzniesienie pomnika ku czci Św. Michała na placu naprzeciw pałacu biskupiego, w którym miało miejsce to cudowne wydarzenie. Napis w języku łacińskim umieszczony na pomniku jeszcze dziś przypomina nam o tym niezwykłym wydarzeniu: KSIĘCIU ANIOŁÓW, ZWYCIĘZCY ZARAZY PATRONOWI I OPIEKUNOWI POMNIK NA WIECZNĄ WDZIĘCZNOŚĆ ALFONSO PUCCINELLI 1656.

Objawienia Świętego Michała Archanioła miały miejsce nie tylko na górze Gargano. W roku 590, w którym papieżem został Grzegorz Wielki, Rzym nawiedziła jedna z najcięższych w historii tego miasta zaraza, która dziesiątkowała miasto. Można było przypuszczać, że była to kara Boża za grzechy rozwiązłości. Grzegorz Wielki zarządził procesję pokutną prowadzoną z siedmiu świątyń rzymskich dobazyliki Matki Bożej Większej, gdzie papież elekt wygłosił wielkie przemówienie o modlitwie i pokucie. Podczas procesji nad mauzoleum Hadriana, Grzegorz zobaczył Michała Archanioła chowającego skrwawiony miecz. Papież przyjął ten znak, jako koniec zarazy i ogłosił to wiernym. Zaraza ustąpiła, choć jeszcze podczas samej procesji umarło około 800 osób. Do dziś nad mauzoleum Hadriana, zwanym Zamkiem Świętego Anioła, dominuje posąg Świętego Michała przypominający mieszkańcom Rzymu o tych dramatycznych wydarzeniach, zwieńczonych anielskim objawieniem.

Śladem objawień Św. Michała Archanioła przenosimy się z Włoch do Francji, gdzie w VI wieku Św. Michał ukazuje się wodzowi Franków, Koldwigowi. Ujrzał on Archanioła wspomagającego jego wojska. W dowód wdzięczności, po zwycięskiej bitwie pod Tolbikiem, wspólnie z biskupem Remis, poświęcił państwo Franków Św. Michałowi. Kolejni królowie Francji przyjęli zwyczaj poświęcania swego królestwa Św. Michałowi. Ten piękny akt był powtarzany, aż do panowania Ludwika XIV. On jako pierwszy nie dokonał tego poświęcenia.

Myśląc o francuskich świętych nie sposób pominąć Joanny D`Arc, której wielokrotnie ukazywał się Św. Michał Archanioł zachęcając do walki o wolność i krzewienia we Francji życia chrześcijańskiego. Dzięki pomocy Bożej Joanna powiodła wojska w zwycięskiej bitwie pod Orleanem. Joanna szła do walki pod sztandarem Jezusa i Maryi. Niestety Joanna dostaje się w ręce Anglików, a ci 30 maja 1431 roku spalili ją na stosie jako heretyczkę i czarownicę. Podczas egzekucji Joanna wołała: „ Święty Michale, Święty Michale ! Nie, moje głosy mnie nie zawiodły, Bóg mnie posłał”.

Po wieży Eilfel`a, w dzisiejszej Francji, najliczniej odwiedzana atrakcja turystyczna - Mont Saint Michel - jest kolejnym miejscem, na którym w sposób szczególny objawił się św. Michał Archanioł. Ta mała, skalista wyspa położona 1800 m od wybrzeża Normandii, gdzie przed wiekami druidzi oddawali cześć słońcu, stała się za sprawą Archanioła, najsłynniejszym we Francji miejscem kultu Wodza Zastępów Anielskich. Żyjącemu na przełomie VII/VIII w Biskupowi Avranches, Św. Aubertowi, ukazał się we śnie Św. Michał i nakazał mu wybudować kaplicę na pobliskiej skale. Aubert nie dowierzał sennemu objawieniu, dlatego Św. Michał ukazał się powtórnie i powtórzył swoją prośbę. Niestety i za drugim razem Św. Aubert nie uwierzył. Następnym razem Św. Archanioł objawił się Aubertowi, ale tym razem nie tylko ponowił nakaz, ale dotknął palcem głowy biskupa tak, iż pozostawił w jego czaszce trwałe wgłębienie, nie czyniąc mu przy tym żadnej krzywdy. W tym samym czasie na skalistej granitowej górze wytrysnęło źródło słodkiej wody.

W tamtych latach miejsce wskazane przez Archanioła na budowę kaplicy nie było wyspą. Morze nie wdzierało się tak głęboko w ląd. W roku 708 Św. Aubert wybudował na tym skalistym wzgórzu kaplicę. Dało to początek rozwoju kultu św. Michała. Normański wódz, Ryszard I, chcąc umocnić i rozwijać kult św. Michała, w roku 966 sprowadza na to miejsce Benedyktynów. W XI wieku mnisi zaczęli spisywać pierwsze księgi o cudach i objawieniach. W krótkim czasie Monet-Saint-Michel stało się jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc przez pielgrzymów. Filip II (+1223) rozbudował kościół i wybudował klasztor. W czasie Rewolucji Francuskiej (1792-1799) wypędzono z opactwa zakonników i utworzono tam więzienie, które funkcjonowało aż do 1863 roku. W 1874 roku miejsce to uznano za zabytkowe, a w 1979 wpisane zostało na listę Światowego Dziedzictwa UNSCO. Przez wieki opactwo było miejscem nieskutecznych ataków wrogich wojsk. Nie udało się go przejąć Anglikom podczas wojny 100-letniej ani protestantom w okresie wojen religijnych.

Kolej na Hiszpanię, gdzie Książę Niebieski ukazuje się podczas oblężenia Saragossy (XIIw.) uwalniając miasto od Arabów. Hiszpanie tej interwencji Archanioła zawdzięczają zwycięstwo nad Maurami i zjednoczenie w jedno państwo. W XIX w. , wHiszpańskim San Colombo, karmelitanka, siostra Filomena, widząc niebezpieczeństwa grożące w tamtych czasach Kościołowi, modli się żarliwie o pomoc. W odpowiedzi ukazuje jej się dwukrotnie Święty Michał. „Rozgłaszaj moją wielkość”- powtarza trzykrotnie.To przesłanie otrzymała s. Filomena przy pierwszym objawieniu. Za drugim razem ujrzała Najświętsze Serce Pana Jezusa, z Matką Bożą i św. Michałem Archaniołem u boku, obrazujące wyjednywane przez Maryję łaski, dla uratowania Kościoła, które miał roznieść właśnie św. Michał. Świątobliwa siostra uświadomiła sobie wielkość i znaczenie Świętego Michała, którego pomocy winniśmy przywoływać, aby sprawom naszej wiary i Kościoła dopomóc. O pomoc do Św. Michała zwrócił się w XV w. król Portugalii Alfonso Enriquez. Widząc jak okrutnie Maurowie traktują napadane wioski i miasteczka, prosi Archanioła o pomoc. W decydującej bitwie nie ginie żaden Portugalczyk, a Maurowie uciekają w popłochu. W Belgii(Antwerpia) szalała w XVI w. epidemia zwana „anielskim potem”. Uwolnienie od niej zawdzięczane jest Świętemu Michałowi. Przez dwa kolejne wieki 29 września uroczyście obchodzono rocznicę tego wydarzenia. Wspaniałym świadectwem kultu św. Michała w Belgi jest Brukselska katedra wzniesiona ku jego czci. W XV w.Św. Michał ukazuje się na Węgrzech przychodząc z pomocą armii chrześcijan odpierającą turecką nawałnicę sułtana Mahomeda II.

Król Dacji - Mulchoares (Dacja - kraina historyczna na obszarze dzisiejszej Rumunii) w obliczu choroby nowonarodzonych bliźniąt modlił się do Św. Michała Archanioła. Zaniósł dzieci do kościoła i ofiarował je Świętemu Michałowi. Ujrzał wtedy Archanioła i usłyszał słowa: „Jestem Michał, którego ty i twój lud przywoływaliście. Zaniosłem twe prośby do Boga, który z zadowoleniem ocalił życie twym dzieciom. Trzymaj je przy życiu, a ja i inne anioły będziemy się nimi opiekować. Bóg pragnie również uzdrowić ciebie, lecz musisz podziękować aniołowi, który jest księciem twojego królestwa. Pokochaj go, a ja przedstawię cię jemu.”Po tych słowach, ubrany w strój królewski Archanioł ukoronował monarchę, uzdrowił i pobłogosławił. Te słowa Św. Michała potwierdzają tradycję Danielową o Aniołach stróżach poszczególnych krajów.

W Meksyku, w okolicy wioski zwanej „Santa Maria del nacimiento de Cristo” mieszkał pobożny indianin , Diego Lazzer, który wiarę katolicką przyjął od misjonarzy. W 1631 r ukazał mu się Św. Michał oznajmił, że za jego sprawą w skale , między dwoma dębami powstało źródło, z którego wypływa uzdrawiająca woda. Diego miał o tym fakcie powiadomić wszystkich mieszkańców wioski. Obawiając się ośmieszenia, zachował całą te historię tylko dla siebie. Za karę Św. Michał dotknął go chorobą. Kiedy leżał chory , 7 maja 1631 r. ukazał się otoczony światłością Św. Michał i zaprowadził chorego do cudownego źródła. Diego odzyskawszy zdrowie, przyprowadza mieszkańców wioski do źródła, którzy pijąc cudowną wodę również zostali uzdrowieni. W miejscu tym wybudowano kościół ku czci Św. Michała Archanioła.

„Kwiat Północy” tak nazywano mistyczkę i wizjonerkę św. Brygidę Szwedzką. Święta miała szczególny kontakt z aniołami. Pod dyktando jednego z nich z nich napisała 21 lekcji brewiarzowych. Często słyszała głosy Anielskie śpiewające hymny Bogu. „ Pewnego dnia , kiedy byłam na Mszy Świętej zobaczyłam niezmierzoną liczbę Aniołów, którzy przybyli z Nieba i zgromadzili się wokół ołtarza, przyglądając się uważnie kapłanowi. Śpiewali pieśni zachwycające moje serce.” Dobrze o tym pamiętać kiedy uczestniczymy we Mszy Świętej i kapłan wzywa nas „ Razem z Chórami Aniołów..” do oddania chwały Bogu. Święty Michał ukazał się Brygidzie polecając jej, aby ze swą córką odbyła pielgrzymkę do sanktuarium Św. Michała we włoskim Gargano, co też Święta uczyniła.

Liczne objawienia Świętego Michała miały miejsce również w naszej ojczyźnie. W XIII w. Św. Michał ukazał się księciu krakowskiemu Leszkowi Czarnemu, obiecując zwycięstwo nad Jaćwingami, którzy napadali ziemię lubelską, palili i niszczyli wsie i miasteczka uprowadzając w niewolę mieszkańców. Po zwycięstwie Leszek Czarny wybudował w Lublinie kościół pod wezwaniem Św. Michała. Świątynia przetrwała do połowy XIX w.

Długosz opowiada w swoich kronikach jak Św. Michał przyczynił się od pokonania Masława, uzurpatora ziemi Płockiej, który wzywając do pomocy pogańskich Prusów, szykował się do bitwy z Królem Kazimierzem Odnowicielem. Archanioł ukazał się królowi podczas snu mówiąc: „ Powstań ! Z serca wyrzuć bojaźń, śmiele na wroga natrzyj, a przy pomocy Nieba wilki triumf odniesiesz.” Król opowiedział o tym swojemu wojsku rozpalając ich serca do walki z przeważającymi siłami wroga. Zapał rycerzy wzrastał, gdy podczas walki ujrzeli w powietrzu rycerza siedzącego na białym koniu w białych szatach i z białą chorągwią w ręku. Rycerz ten stawał zawsze tam, gdzie naszym wojskom groziło największe niebezpieczeństwo. Św. Michał w 60 lat po tych wydarzeniach wspomógł w walce z Pomorzanami króla Bolesława Krzywoustego. Archanioł ukazał się wojsku polskiemu rzucając złotą kulę na Nakło. Król Bolesław przyjął ten znak, jako pewnik zwycięstwa. Chcąc oszczędzić przelewu krwi zawarł rozejm. Rozejm został zerwany niespodziewanym atakiem przeciwnika w dniu św. Wawrzyńca. Wojsko, w odpowiedzi na ten nikczemny akt starło w proch nieprzyjaciela, a całe Pomoże przejęte strachem na zawsze wyrzeka się pogaństwa.

W roku 1065 pod Kircholmem Karol Chodkiewicz wzywa pomocy Św. Michała stając w obliczu miażdżącej przewagi liczebnej wojsk szwedzkich. Król Szwedzki z 25 tysięczną armią liczył pewnie na łatwe zwycięstwo walcząc jedynie z 3,5 tysięcznym wojskiem. Polskie wojsko rusza do walki po 40-sto godzinnym nabożeństwie, w którym Chodkiewicz obiecuje wybudować kościół pod wezwaniem Św. Michała. Słynne zwycięstwo Karol Chodkiewicz chce wynagrodzić Bogu i Jego Anielski Zastępom budując kościół i 9 kaplic poświeconych 9-ciu chórom anielskim. Wzgórze na którym powstała świątynia zwano odtąd Górą Świętego Michała.

W 1624 roku, we wsi Blizne (woj. Podkarpackie) Tatarzy napadali mieszkańców, grabiąc mienie i uprowadzając w jasyr 60 wieśniaków. Proboszcz z mieszkańcami ją przyzywać pomocy Św. Michała. Wracające z łupem wojsko tatarskie zostało zaatakowane na pobliskim wzgórzu (450mnp) przez niezliczoną liczbę wojska w białych szatach. Tatarzy w pouciekali w popłochu pozostawiając jeńców i zagrabione łupy. Do dziś na tym wzgórzu stoi kaplica wybudowana ku czci Św. Michała.

„Michał jest oddechem ducha Zbawcy, który pod koniec świata pobije i zniszczy Antychrysta, tak jak na początku uczynił z Lucyferem”. Św. Tomasz z Akwinu- doktor anielski.

Kończąc mały przegląd objawień Św. Michała Archanioła nie sposób nie napisać o Lwowie, który napadany przez Turków i Tatarów, dwukrotnie korzystał z pomocy Świętego Michała. Pierwszy raz w 1648 kiedy wojska dowodzone przez Chmielnickiego i chana tatarskiego oblegały klasztor benedyktynów. Nieprzyjaciel został odparty w wigilię święta Michała Archanioła. Drugi raz w 1672 ukraińskie wojska pod wodzą Doroszeńki zostały pokonane dzięki interwencji Hetmana Zastępów Niebieskich. Znakiem wdzięczności za uratowanie miasta , ówczesny burmistrz Bartłomiej Zimorowic, nakazał na ścianie ratusza wyryć sentencję: „Za Panowania Króla Michała Wiśniowieckiego, Archanioł Michał miasto Lwów wybawił z paszczy smoka azjatyckiego.”
Historie objawień pomagają utrwalić w pamięci pokoleń działanie łaski Bożej. W tym przypadku poprzez działanie samego Wodza Zastępów Niebieskich. Przyczyniają się do wzrostu wiary i budowania niezłomnej nadziei lokowanej w Opatrzności Bożej. Obejmując wszystkie opisane przypadki można zauważyć, że Św. Michał objawiał się w sytuacjach zagrożeń militarnych, ale również i tam, gdzie dochodziło do kulminacji w walce o dusze. Pojawiał się Archanioł i nakazywał budować świątynie na skalnych wzniesieniach, sąsiadujących z morzem, źródłem, rzeką. Świętych ludzi zapewniał o swej opiece i ochronie przed siłami piekielnymi. Ratował lud boży przed skutkami zarazy, uzdrawiał nieuleczalnie chorych. Z kolei Św. Alfons Maria Liguori twierdził, że łaski otrzymane za przyczyną Św. Michała są natury duchowej. Święty Michał jest gwarantem zbawienia człowieka: chroni go, prowadzi do Boga, oświeca, broni przed szatanem i towarzyszy mu w chwili śmierci. Michał Archanioł został ogłoszony Patronem Kościoła Katolickiego przez papieża Leona XIII. 13 października 1884 roku po odprawieniu Mszy świętej w prywatnej kaplicy Ojciec Święty Leon XIII doznał wizji ekstatycznej. Papież zatrzymał się u stóp ołtarza. Był bardzo zmieniony na twarzy. Zapytany później, opowiedział, że w tej wizji usłyszał głos, jakby rozmowę szatana z Chrystusem. Był to charczący i nieprzyjemny głos diabła, z drugiej zaś strony - łagodny głos Chrystusa. Rozmowa sprowadzała się do propozycji szatana.- Mogę zniszczyć Twój Kościół.- Spróbuj tego dokonać - powiedział Jezus.- Potrzebuję na to czasu. Wybieram wiek XX, potrzebuję na to 70, a może 100 lat. Pan Jezus wyraził zgodę na tę próbę, by trwała sto lat, i dodał:- Dam swoim wiernym siłę i moc do wytrwania. Po rozmowie Ojciec Święty pospiesznie, bez rozbierania się w zakrystii z szat liturgicznych, udał się do swego prywatnego gabinetu i ułożył modlitwę do św. Michała Archanioła:


„Święty Michale Archaniele, broń nas w walce.
Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną.
Niech go Bóg pogromi , pokornie prosimy,
a ty, książę wojska niebieskiego,
szatana i inne duchy złe,
które na zgubę dusz krążą po świecie,
mocą Bożą strąć do piekła. Amen.”


Nakazał odmawianie tej modlitwy w całym Kościele "po wsze czasy", po każdej cichej Mszy świętej wraz z modlitwą do Matki Bożej. Wszystkim zaś, którzy odmówią te modlitwy, udzielił odpustu. Modlitwę tę odmawiano do 29 września 1964 roku. Papież Jan Paweł II zachęcał do odmawiania tej modlitwy i tak też biskupi kilku polskich diecezji powtórnie nakazali odmawiać tę modlitwę po Mszy świętej.

Śledząc historie objawień Świętego Michała Archanioła pojawia się przypuszczenie, że skoro ten archanioł tak często objawiał się ludziom, to w historii powinny znajdować się wyraźne tego ślady. Jego kult powinien być konsekwencją widzialnej, niebiańskiej ingerencji. I tak też się działo. Zapowiadany w wielu prywatnych objawieniach kult do Św. Michała zaczął rozwijać się silnie za pontyfikatu papieża Leona XIII, który – jak poprzednio pisałem – ułożył modlitwę „Święty Michale archaniele broń nas w walce…”. Bł. ks. Bronisław Markiewicz uznał tę modlitwę jako lekarstwo przeciw szerzącemu się złu. Bł. ks. Markiewicz pisał: „Oto nieomylny, panujący nam dzisiaj zastępca Chrystusa Pana , rozpoczynając swoje rządy w Kościele, powierzył cały świat katolicki opiece Archanioła Św. Michała, potężnego pogromcy czarta.” 30 sierpnia 1878 roku powstaje w Rzymie bractwo szkaplerza Św. Michała, zatwierdzone dwa lata później przez papieża Leona XIII. Celem bractwa było uczczenie Św. Michała oraz modlitwa o wolność Kościoła, pokonanie herezji, ocalenie grzeszników, umocnienie Królestwa Bożego w duszach chrześcijan, wypraszanie łask dla dusz czyśćcowych oraz modlitwa o dobrą śmierć. Bł.ks. Bronisław Przebywając w Rzymie miał możliwość poznania rozwijającego się kultu. Po powrocie do Polski w 1897 r. postanawia założyć swoje zgromadzenie szerzące nabożeństwo do Księcia Zastępów Anielskich- i już wtedy -patrona Kościoła Powszechnego. W oczekiwaniu na zatwierdzenie zgromadzenia, zakłada 1898 r. świeckie towarzystwo „Powściągliwość i Praca”. W 1900 roku otrzymuje poświęcony przez papieża Leona XIII obraz Św. Michała. Zgromadzenie Michalitów zostało zatwierdzone dopiero po śmierci bł.ks. Markiewicza. W 1921 r. zatwierdzono męskie zgromadzenie, a w 1928 roku żeńskie-sióstr Michalitek. W 1994 roku powstaje apostolat - Rycerstwo Świętego Michała Archanioła, którego zastęp działa również w naszej parafii.

Pod wezwaniem Św. Michała istnieje w Polsce około 350 parafii. 222 miejscowości zawdzięczają swe nazwy imieniu Św. Michała. Jego wizerunek pojawił się w wielu herbach polskich miast Dobudów, Dolsk, Kodeń , Łańcut, Mieścisko, Biała Podlaska, Płazów, Sanok, Strzelin, Strzyżów i leżących opodal Krakowa Słomnik. Św. Michał patronuje wielu państwom, miastom i regionom m.in. Francji, Niemiec, Hiszpanii, Anglii, Węgier , Austrii, Włoch, Holandii, Rusi, Nowej Gwinei,Małopolski, . Jest patronem opłatkarzy, radiologów, policji, służby bezpieczeństwa, szermierzy, szlifierzy, złotników i spadochroniarzy.

Św. Michał obecny jest też w Kościele Krakowskim. Pytałem wielu krakowian, gdzie znajduje się w naszym mieście kościół pod jego wezwaniem. Niestety, ponad 90% procent osób nie potrafiło odpowiedzieć prawidłowo. Niestety, chyba za mało doceniamy postać Św. Michała, nie wiedząc, że świątynia jemu poświęcona, to … kościół na krakowskiej Skałce !!! Nie trudno się dziwić, przecież od dziecka słyszę tylko: Skałka-Święty Stanisław. Pierwszym i głównym patronem tej świątyni jest Św. Michał. Dopiero w 1079 r. kiedy w romańskim kościele na Skałce został zamordowany biskup Stanisław, świątynia otrzymała drugiego patrona. Na tym niezwykłym miejscu, Św. Michał objawia swoją osobliwą, niebiańską moc. Dowody kultu św. Michała znajdziemy też w innych krakowskich świątyniach, ale ten temat poruszę innym razem.

„Nabożeństwo do Świętego Michała Archanioła, zwycięzcy szatana, jest czymś więcej niż nabożeństwo do innych świętych. Ci ostatni mogą wstawiać się za nami u Boga jako adwokaci, natomiast Święty Michał został ustanowiony przez samego Stwórcę opiekunem i obrońcą Kościoła.”

św. Ildefons Schuster, kardynał

 



Argument na rzecz istnienia aniołów 

 

      Prawdopodobnie nigdy nie widziałeś anioła. Zapewne nikt z twoich przyjaciół go nie widział. Ale czy widziałeś Biegun Północny? Chyba nie, a mimo to, nie wątpisz, że istnieje. Nawet ci, którzy tam byli, nie widzieli niczego, poza bezkresnymi połaciami śniegu, a mimo to, nikt z nich nie wątpił, że Biegun naprawdę istnieje. W naszych czasach żyje o wiele więcej ludzi, którzy widzieli anioła, niż Biegun Północny! Ta książka opowiada o ich przeżyciach. 

Aniołowie nie są mitycznymi stworami, psychologiczną projekcją ludzkich emocji, pobożnym życzeniem, czy wytworem bujnej wyobraźni. Nie są też reinkarnacją ludzi, którzy przenieśli się na wyższy poziom egzystencji. Natomiast są realnymi stworzeniami, które istnieją w duchowej rzeczywistości. Śmieją się, płaczą, kochają, wielbią Boga, a czasem interweniują w nasze sprawy. 

Jest wiele rzeczy na świecie, które są niewidoczne dla oczu, a jednak realne. Weźmy na przykład najbardziej pospolitą substancję - wodę. W każdej sekundzie unoszą się w powietrzu wokół nas niewidzialne litry wody. Zmienisz temperaturę i ciśnienie, a ten niewidoczny dla oczu gaz zamieni się w ciecz, którą można pić lub w niej pływać. Zmienisz temperaturę, a woda staje się ciałem stałym. Nie jest jednak ani trochę mniej realna, bez względu na to, czy istnieje w formie widocznej czy niewidocznej dla oka. 

Wiemy, że większość rzeczy we wszechświecie jest ukrytych przed naszym wzrokiem jeszcze bardziej, niż para wodna. Ci, którzy wątpią w realność świata duchowego, mogą być nieświadomi tego, co dopiero niedawno zrozumieli fizycy: Większość substancji we wszechświecie jest dla nas nienamacalna, to znaczy nie tylko niewidoczna, ale wręcz niemożliwa do wykrycia. Wiemy, że gdzieś są, ale nie potrafimy ich odnaleźć. Znany fizyk, Frank Wilczek tak to wyjaśnia: 

"Jednym z najbardziej frustrujących, nierozwiązanych przez nas dotąd problemów jest fenomen brakującej masy. Istnieją konkretne powody, zarówno teoretyczne jak i wynikające z obserwacji, by wierzyć, że większość masy wszechświata nie przypomina niczego, co dotychczas znali astronomowie. Gęstość wszechświata, jak wynika z obserwacji wzajemnego wpływu na siebie poszczególnych jego składników, dodając do siebie wszystkie jego widzialne i zaobserwowane składniki, jest co najmniej 10 razy większa, niż można by przypuszczać. Resztę stanowi tak zwana brakująca masa, czyli czarna materia (w rzeczywistości nie jest ona czarna, lecz przezroczysta), którą nie może być żadna z planet, nie jest nią też żadna chmura gazowa - nie przypomina niczego, z czym się do tej pory zetknęli naukowcy. Co więcej, wiemy prawie na pewno, że jej cząsteczki nie przypominają podstawowych komórek protonów, neutronów oraz elektronów, z jakich zbudowany jest znany nam wszechświat."  

Zwróćmy uwagę na naszą ogromną niewiedzę: nie wiemy nawet z czego składa się 90% naszego wszechświata! Na miejscu jest więc odrobina intelektualnej pokory. Można założyć, że aniołowie są "zrobieni" z tej samej nieznanej substancji, która tworzy brakującą masę. Być może samo niebo składa się z tej niewidocznej dla oczu masy, która nas otacza, lecz istnieje w innym wymiarze. Takie spekulacje nie są wcale metafizycznym bełkotem, lecz przedmiotem badań współczesnej fizyki.  

Dlaczego jesteśmy gotowi wierzyć fizykom? Wielu ludzi wierzy w atomy i czarne dziury, chociaż nikt ich nie widział, ponieważ fizycy mówią nam, że ich teorie można wesprzeć równaniami, obliczeniami, a także udowodnić doświadczalnie. 

Jest jeszcze jeden ważny czynnik: ufanie fizykom nic nie kosztuje, natomiast wiara lub niewiara, gdy idzie o zjawiska nadprzyrodzone, ma poważne konsekwencje. Jeżeli bowiem Biblia ma rację w sprawie aniołów, to znaczy, że prawdą są także zawarte w niej nauki o Bogu, przyszłym sądzie, piekle, niebie. 

Tysiące ludzi widziało aniołów, natomiast nikt nigdy nie widział atomów ani czarnych dziur. Dlaczego zatem mamy tak wielu religijnych sceptyków? Może dlatego, że ludzie mają tendencje do odrzucania zasad wiary, których przyjęcie wiąże się z pewnym kosztem. 

Większość ludzi wykształconych wierzy tylko w to, czego sami doświadczyli, ewentualnie komuś, kogo znają. Innymi słowy, uważają, że jeśli coś takiego nie przydarzyło się komuś im znanemu, to prawdopodobnie nigdy się nie zdarza. Zwykle, im człowiek jest bardziej wykształcony, tym większe ma tendencje, aby tak myśleć. 

Jaskrawym przykładem takiego myślenia jest autor blisko pięciuset książek, Isaac Asimov. Człowiek o encyklopedycznej wiedzy na temat świata, nie wierzył w zjawiska nadprzyrodzone. On sam byłby jednak pierwszym, który przyznałby, że zna tylko niewielką część tego, co jest do poznania o wszechświecie. Załóżmy, że Asimov posiadał jedną dziesiątą wszelkiej wiedzy (a jest to bardzo śmiałe założenie). Czy nie jest możliwe istnienie aniołów poza zgromadzoną przez Asimova wiedzą, gdzieś w pozostałych dziewięćdziesięciu procentach? 

Faktem jest, że ludzie pokroju Asimova podchodzą do spraw nadprzyrodzonych z pewnymi uprzedzeniami, które skłaniają ich do odrzucenia dowodów przedstawionych na kartach tej książki. Przekonania każdego człowieka determinują tradycje kulturowe, w których wzrasta. Kiedy nasz system wierzeń jest już ukształtowany, mamy tendencje, aby ignorować nawet niepodważalne dowody, które nie pasują do naszych poglądów, tak samo jak nie zwracamy uwagi na meble, które nie pasowałyby do naszego mieszkania. 

Podobnie większość ludzi unika nowych idei, które zrewidowałyby ich ukształtowany już system wierzeń. Co zrobimy, gdy okaże się, że nowe idee są wsparte przez wiarygodne dowody? Czy przyjmiemy prawdę, bez względu na koszt? Każdy, kto jest gotów zapłacić cenę, przekona się o istnieniu znacznie większego domu Bożego, z wieloma nowymi braćmi i siostrami, z większą przestrzenią do rozwoju, bo znajdzie w nim: 

Więcej nieba, niż można zobaczyć, 

Więcej mórz, niż można przepłynąć, 

Więcej słońca, niż wzrok może znieść, 

Więcej gwiazd, niż można zważyć. 

Więcej powietrza, niż trzeba, aby oddychać, 

Więcej ziarna, niż można zasiać. 

Więcej łaski, niż można pojąć. 

Więcej miłości, niż można doświadczyć! 

- Ralph W. Seager 

  

* * *  

Dla sceptyka najbardziej oczywiste jest psychologiczne wyjaśnienie historii z aniołami: wszystko to zachodzi w ludzkim umyśle. Wizje aniołów są halucynacjami - rodzajem mentalnych, obronnych mechanizmów powstałych w reakcji na strach i stres. 

Dwie rzeczy wykluczają to wyjaśnienie. Po pierwsze, pozostają fizyczne efekty: naprawiony samochód, torba pełna jedzenia, uzdrowienie, odnalezienie drogi do domu. Po drugie, czasami anioł daje się zobaczyć nie osobie narażonej na niebezpieczeństwo, lecz napastnikom czy postronnym obserwatorom, jak w przykładzie opowiedzianym przez Skye Heatherton-East. 

Czasami, prezentując różne historie w tej książce, podajemy tylko imię i pierwszą literę nazwiska, aby zachować prywatność osób, od których je otrzymaliśmy, natomiast w historiach już opublikowanych, bądź tam, gdzie mamy na to zgodę bohaterów, podajemy pełne nazwiska. 

Około 1983 roku dr Duggie jechał z żoną z północnej Kalifornii do swego domu w pobliżu Los Angeles. Około pierwszej w nocy zauważyli, że kończy im się benzyna. Znaleźli stację benzynową w dosyć zaniedbanej części miasta Oakland. Wjeżdżając na nią, zauważyli pięciu czy sześciu osiłków, którzy przerwali rozmowę przyglądając się ich pojazdowi. Duggies'owie czuli się bezradni i modlili się o ochronę. Kiedy już zapłacili za paliwo, kasjer zapytał, skąd są ci dwaj żołnierze marynarki wojennej na tylnym siedzeniu. 

Było to swego rodzaju szokiem dla Duggies'ów, bo po drodze nie zabierali nikogo do auta. Niemniej, dopóki nie znaleźli się na drodze, nie oglądali się za siebie, a gdy wreszcie spojrzeli, tylne siedzenie było puste. Pozostało im tylko podziękować Bogu za Jego protekcję. 

A teraz dwie podobne historie. 

"W poprzednie wakacje z przyjacielem sprzedawaliśmy literaturę chrześcijańską w okolicach Fresno, w Kalifornii. 

Wielu zainteresowanych kupnem książek prosiło, aby przyjść do nich następnego dnia. Mój współpracownik nie mógł mi wtedy towarzyszyć, dlatego musiałem to robić samotnie. 

Zadzwoniłem do dwóch klientów i umówiłem się z nimi na konkretna godzinę, aby przywieźć zamówione książki. Pierwszy chciał zapłacić na raty, drugi natomiast oferował gotówkę za dużą ilość książek. 

Sprzedaż za gotówkę miała mieć miejsce wieczorem. Zaparkowałem swój samochód w pewnej odległości od domu mojego klienta. 

Wychodząc od niego ze sporą gotówką, zauważyłem w pobliżu samochodu kilku chłopaków. Miałem dziwne przeczucie, że czekają na mnie, toteż rozejrzałem się wkoło, czy mogę liczyć na jakąś pomoc ze strony przechodniów. Niestety, było pusto. 

Przystanąłem na chwilę, by krótko pomodlić się o Bożą ochronę i od razu poczułem wewnętrzny pokój. 

Gdy szedłem w kierunku samochodu, ktoś za moimi plecami powiedział: "Odprowadzę cię do twojego samochodu". Bardzo mnie to zdziwiło, bo jeszcze przed chwilą nie widziałem za sobą nikogo. Trzech chłopaków wciąż stało przy moim aucie. Jeden trzymał drewnianą pałkę z metalowym łańcuchem. 

Otworzyłem drzwi samochodu, wszedłem do środka i uruchomiłem silnik. Rozejrzałem się za nieznajomym, aby mu podziękować, ale nigdzie nie mogłem go dostrzec. Pojechałem wzdłuż ulicy, aby go odnaleźć, ale na nic. Tak więc podziękowałem Bogu za Jego ochronę i za nieznajomego, który przyszedł mi z pomocą. 

Od tego ostatniego klienta dostałem adres osoby, która mieszkała gdzieś w pobliżu i również chciała kupić kilka książek, ale, że było już ciemno, wolałem przyjechać do niej następnego dnia. 

Nazajutrz umówiłem się z nią i sprzedałem jej wybrane książki. Okazało się, że mieszkała na tej samej ulicy, co klient, który mi ją polecił, niedaleko miejsca, gdzie poprzedniego wieczora zaparkowałem samochód. Kiedy zadzwonił do niej mówiąc, że być może zaraz do niej przyjdę, czekała przy oknie. Widziała, jak szedłem do auta oraz stojących przy nim trzech młodzieńców. Ona również czuła, że mają złe zamiary. Zaczęła się modlić, aby mi się nic złego nie stało. Odkąd opuściłem dom jej znajomego, widziała kogoś idącego obok mnie. Zauważyła, że mężczyzna ten wsiadł do samochodu i zajął miejsce obok mnie. 

Wtedy zrozumiałem, że to anioł ochronił mnie tego wieczora, zaś ta kobieta z jakichś względów miała przywilej widzieć go." - Jim Hartwick.  

* * *  

"O piątej rano obudziło mnie głośne bicie dzwonu wzywającego do modlitwy. Idea modlitwy wydała mi się na miejscu, toteż wstałem z łóżka i zacząłem swoją rozmową z Bogiem: "Drogi Boże, czuję jakiś niepokój w związku z pobytem w tym mieście. Potrzebuję ochrony, którą tylko Ty możesz zapewnić. Wiem, że posyłasz aniołów do tych, którzy Ciebie kochają. Mógłbym dzisiaj skorzystać z takiej ochrony. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, Panie, przyślij mi proszę dwóch aniołów". 

Niedługo potem znalazłem się na ulicach Belize. Kiedy wchodziłem do restauracji na śniadanie, ludzie cofnęli się przede mną, patrząc jakoś dziwnie. Usiadłem przy stoliku, a wtedy jakiś nieznajomy przysiadł się i przedstawił jako Tymoteusz. Poprosił, abym kupił mu kawę. Zamówiłem i zaczęliśmy rozmowę. Po chwili Tymoteusz spojrzał na mnie z uwagą i zapytał: 

- Kim byli ci dwaj mężczyźni, którzy szli z tobą? 

Omal nie zakrztusiłam się sokiem pomarańczowym, który właśnie piłem. 

- Czy widziałeś mnie z dwoma mężczyznami? 

- Tak - odpowiedział. - Kim byli? 

- Tymoteusz, czy jesteś pewien, że to byłem ja? 

- Tak, ty! - odpowiedział trochę poirytowany, że unikam odpowiedzi na jego pytanie. - Widziałem cię idącego ulicą między dwoma mężczyznami. Czy któryś nie był aby twoim ojcem? 

- Nie, żaden z nich nie był moim ojcem - zaprzeczyłem. 

Tymoteusz wydawał się usatysfakcjonowany i przestał stawiać dalsze pytania. Jednak, gdy skończyłem posiłek, zacząłem zastanawiać się, czy owi mężczyźni nie pochodzili od mojego Niebiańskiego Ojca. Kiedy dziś rano modliłem się o ochronę, byłem przekonany, że Bóg będzie mnie ochraniał. Dlaczego więc byłem tak zdziwiony, gdy Bóg spełnił moją prośbę? 

Po obiedzie wróciłem na ulice Belize. Był to czas, kiedy moje serce wypełniał pokój. Przyglądałem się twarzom wokół mnie, ciekaw czy ludzie patrząc na mnie, widzą jedną czy trzy osoby?" - David George.  

* * *  

Jak więc jest z tymi aniołami? Jak wyjaśnić takie zdarzenia? Najprostsze wyjaśnienie tych i pozostałych historii zawartych w tej książce jest tradycyjne. 

Jednak tradycyjne podejście do sprawy aniołów również nasuwa trudne pytania: Dlaczego takie zdarzenia dzieją się tak rzadko? Na każdy cud opisany w tej książce przypada wiele zdarzeń, w które Bóg nie ingerował. Dlaczego? 

Do pytania tego będziemy wracać jeszcze w kilku miejscach tej książki, bo chociaż nikt nie może mieć absolutnej pewności, będziemy poszukiwać odpowiedzi. 

Załóżmy, że jesteś szefem jakiejś dużej firmy i zatrudniłeś syna. Twój syn, gdy zaczął pracę, miewał często trudności, ale zawsze mógł zwrócić się do ciebie o pomoc, choć gdyby się bardziej przyłożył, mógłby je rozwiązać sam. Co zrobiłbyś? Czy ratowałbyś go za każdym razem z opresji? Czy robiłbyś mu przysługę, rozwiązując za niego wszystkie problemy? Czy takie działanie uczyniłoby z niego człowieka zaradnego i odpowiedzialnego, który mógłby kiedyś zarządzać firmą samodzielnie? 

Jednym z powodów, dla których Bóg nie zawsze ratuje swoje dzieci ze wszystkich niebezpieczeństw jest to, że bardziej niż opieki potrzebujemy wzrostu. Pewna ilość doświadczeń hartuje. Cierpienie jest czymś, co powoduje wzrost duchowej dojrzałości. Ból przybliża do Boga. 

Anioł stróż nie ma zapewnić nam życia wolnego od nieprzyjemności, lecz chronić przed duchowymi niebezpieczeństwami. Czasem będzie to oznaczać dopuszczenie fizycznego bólu, ale jednocześnie wzmocnienie, abyśmy byli w stanie go znieść. Pamiętajmy również, że sługa nie jest większy od swego Pana. Kiedy Jezus modlił się do Swojego Ojca, by zachował Go od cierpienia na krzyżu, Bóg odpowiedział zsyłając anioła, by wzmocnił Zbawiciela (Ewangelia wg Łukasza 22:42-43). Wielu biblijnych bohaterów nie zostało uratowanych od cierpienia czy śmierci. 

Tak jak dobry rodzic, Bóg nie zawsze ochrania swe dzieci przed konsekwencjami czynów, i nie zawsze wyciąga ich ze wszystkich tarapatów. Szybkie rozwiązanie kłopotu zazwyczaj nie wychodzi nikomu na zdrowie. Bóg bardziej jest zainteresowany naszą przyszłą chwałą, niż teraźniejszym komfortem. 

Oczywiście nie jest to pełna odpowiedź na postawione pytanie. Problem rzadkiego występowania cudów i ogrom cierpienia jest prawdopodobnie największym pytaniem filozoficznym. Dlaczego Bóg milczy? Poniższa analogia pomoże nam w zrozumieniu tej tajemnicy. 

Pewnego razu psychologowie przeprowadzili doświadczenie, które dzisiaj jest powszechnie znane. Chodziło o to, aby poszczególne osoby wymierzały bodźce elektryczne osobie siedzącej w pomieszczeniu odgrodzonym od nich szklaną przegrodą. Osoba, która miała odbierać owe bodźce była podstawionym aktorem, który udawał ból, posługując się odpowiednią mimiką i krzykami. Uczestnicy doświadczenia mieli za zadanie kontrolować pozycję dźwigni, regulującej poziom napięcia prądu, do którego rzekomo był podłączony aktor. Miał on odbierać wstrząsy od łagodnych aż do nadzwyczaj bolesnych i niebezpiecznych. Podczas tego doświadczenia, każdego z uczestników proszono o zwiększanie poziomu zadawanego bólu, aż do maksimum. Prawie żaden z uczestników nie zawahał się wykonać to polecenie. 

W czasie innego eksperymentu, jego uczestnicy mieli wskazać, która ze słomek jest najdłuższa. W doświadczeniu towarzyszyły im podstawione osoby, które wskazywały na niewłaściwą słomkę. Mimo, że najdłuższa słomka wyróżniała się od pozostałych, większość uczestników nie była w stanie oprzeć się presji ze strony pozostałych osób, które wskazywały na krótsze. I razem z nimi wskazywali niewłaściwą słomkę. 

Nie chcemy analizować tu psychologicznych implikacji tych eksperymentów. Chcemy jedynie wskazać na analogię pomiędzy nimi, a sytuacjami, w których znajduje się ludzkość na tej planecie. 

Zwróćmy uwagę na dwie rzeczy, które miały miejsce w tych doświadczeniach. Po pierwsze, uczestnicy biorący w nich udział czuli, że coś jest nie w porządku. Osobliwość doświadczenia wzbudzała w nich pytania, na które nie znaleźli odpowiedzi do momentu zakończenia eksperymentu. 

Po drugie, tylko kilku uczestników było w stanie przeciwstawić się presji otoczenia i uczynić to, co rzeczywiście chcieli zrobić. 

Biblia wielokrotnie pokazuje, że Bóg czasem dopuszcza pewne doświadczenia. Chcielibyśmy też zasugerować, że podobnie jak kiedyś Hiob, tak i my jesteśmy obiektem wielkiego eksperymentu, który zainicjował Szatan, a na który Bóg zezwolił. Nasza planeta stała się kosmicznym spektaklem dla wszystkich niewidzialnych istot. Tak jak w przypadku Hioba, my również nie znamy wszystkich szczegółów eksperymentu. Jest to istotne dla jego powodzenia. Podobnie jak w medycznych eksperymentach, ani lekarze podający lekarstwa, ani pacjenci, nie widzą, które z podawanych środków są prawdziwym lekarstwem, a które placebo, aby cały eksperyment miał naukową wartość. 

Osobliwość naszego świata jest rezultatem powierzchownego i kompromisowego podejścia do eksperymentu, w którym wszyscy bierzemy udział. I tak jak we wspomnianych psychologicznych eksperymentach, czynienie rzeczy "właściwych" nie jest zbyt powszechne, bo wymaga przeciwstawienia się naciskowi środowiska. 

Oprócz dwóch pierwszych fascynujących rozdziałów księgi Hioba (z którymi należy się zapoznać, aby mieć wgląd poza kurtyny niewidzialnego świata), w Nowym Testamencie jest wiele fragmentów, które mówią, że jesteśmy uczestnikami wielkiego eksperymentu, którego wynikiem zainteresowani są także aniołowie: 

"Wydaje mi się bowiem, że Bóg nas, apostołów, wyznaczył jako ostatnich, jakby na śmierć skazanych. Staliśmy się bowiem widowiskiem światu, aniołom i ludziom." (1 List do Koryntian 4:9). 

"Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich." (List do Efezjan 3:10). 

Święci aniołowie pilnie analizują plan Boży dla naszej planety; obserwują nas z wielkim zainteresowaniem. "Nawet aniołowie" - pisał apostoł Piotr - "pragną wejrzeć w te sprawy" (1 List Piotra 1:12). Choć wydaje się to dziwne, ale aniołowie mogą się od nas czegoś nauczyć. 

To wszystko prowadzi do odpowiedzi na jedno z największych pytań filozoficznych: "Dlaczego Bóg, który jest jednocześnie dobry i wszechmocny, dopuszcza zło?" Oto odpowiedź: Dzieje się tak obecnie ze względu na dzieło Szatana. Szczegóły poznamy, gdy "eksperyment" Szatana dobiegnie końca. Wtedy wszystko nabierze sensu. 

Jeżeli czasem nie wszystko jest tak, jak powinno, to dlatego, że jest ku temu przyczyna. Bóg nie pragnie zła, ale dopuszcza je, ze względu na większe dobro, które na razie możemy dostrzec tylko częściowo. 

Musimy zaufać Bogu. Nie może On zawsze pozwalać swym aniołom ingerować w nasze sprawy, bo to nie miałoby najlepszego wpływu na wyniki owego eksperymentu. A gdy już na to zezwala, to chce żebyśmy przekonali się, że On jest przy nas i troszczy się o nasze życie. 

Jedno z pytań, które po tym eksperymencie ma uzyskać odpowiedź, wiąże się z motywacją dla naszej miłości i lojalności. Pytanie brzmi: Czy ludzie kochają Boga bezinteresownie, czy też dla otrzymania od Niego błogosławieństw? 

Co by było, gdyby każdy człowiek zostając chrześcijaninem, automatycznie korzystał z absolutnej ochrony przed złem? Czy nie zaczęlibyśmy traktować Boga jako dobrego wujka z Ameryki? Czyż wszyscy ludzie nie staliby się automatycznie nominalnymi chrześcijanami? Byłoby to podyktowane względem na potęgę i wszechmoc Boga, nie zaś miłością do Niego samego. 

Cuda są zjawiskiem bardzo nieuchwytnym. W Biblii znajdujemy zapis tylko kilkudziesięciu cudów, które dokonały się na przestrzeni dwóch tysiącleci. Te, które odnotowano, nie znalazły się tam przypadkiem. Cuda opisane w Biblii układają się w jedną całość z ważniejszymi wydarzeniami z historii zbawienia i mają związek z wielkimi postaciami: Mojżeszem i Jozue, Eliaszem i Elizeuszem; Jezusem i Jego uczniami. 

Nawet apostołowie nie mogli czynić cudów na zawołanie. W listach do Rzymian i Koryntian, apostoł Paweł przypominał im o znakach i cudach, które czynił będąc wśród nich, a które miały być świadectwem jego apostolskiego autorytetu (List do Rzymian 15:19; 2 List do Koryntian 12:12), a gdy pisał swój ostatni list, nie mógł uzdrowić nawet swego współpracownika, Trofima (2 List do Koryntian 4:20). 

Wiele wskazuje na to, że najwięcej cudów dzieje się na terenach, gdzie Szatan najsilniej manifestuje swą moc, a gdzie Bóg rozpoczyna dzieło ewangelizacji. Cuda są tam bardzo potrzebne by wzbudzić wiarę. Tam, gdzie dzieło Boże jest już rozpoczęte i wiara jest ugruntowana, cuda zazwyczaj wygasają. Dzieci muszą wierzyć w oparciu o świadectwo wcześniejszych pokoleń. 

Sam Jezus, największy cudotwórca wszechczasów, w pewnym momencie zdyskredytował znaczenie cudów. Do wątpiącego Tomasza powiedział "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" (Ewangelia wg Jana 20:29). A tych, którzy domagali się cudów nazwał "plemieniem przewrotnym i wiarołomnym" (Ewangelia wg Mateusza 12:38-39). Poza tym Jezus mówił, że także fałszywi prorocy mogą czynić cuda (Ewangelia wg Mateusza 7:15-23). 

Z lektury Biblii wyraźnie wynika, że cuda nie stanowią dowodu czyjejś świętości czy sprawiedliwości. O tym mówił Jezus, porównując Jana Chrzciciela i Judasza. Jan Chrzciciel nie uczynił żadnego cudu (Ewangelia wg Jana 10:41-42), a mimo to, Jezus powiedział o nim, że był kimś "większym niż prorok" (Ewangelia wg Mateusza 11:9), a także, że "między narodzonymi z kobiet nie powstał większy od Jana Chrzciciela" (Ewangelia wg Mateusza 11:11). Judasz natomiast razem z resztą apostołów posiadał autorytet "nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób" (Ewangelia wg Łukasza 9:1). Cuda, które zapewne czynił Judasz były autentyczne, a jednak Jezus nazwał go później diabłem i synem zatracenia (Ewangelia wg Jana 17:12). 

Rasputin, mnich, który uczynił wiele zła pod koniec rosyjskiej monarchii, słynął również jako cudotwórca. 

Cudami nie można niczego udowodnić. Mogą być niebezpieczne, gdyż źródłem cudów wcale nie musi być moc Boża. Mojżesz czynił cuda przed faraonem, ale pogańscy kapłani potrafili podrobić wiele z nich (Wyjścia 7:10-12). Tam, gdzie Nowy Testament mówi o cudach w czasach ostatecznych, niestety zwykle chodzi o fałszywe cuda (Ewangelia wg Mateusza 24:24; 2 List do Tesaloniczan 2:9-12; Apokalipsa 16:14). 

Pokładanie nadziei w cudach jest niebezpieczne, gdyż ich źródłem mogą być moce ciemności, nasilające swą działalność w czasach końca. Być może ze względu na to, że Szatan przy pomocy cudów dokonywać będzie coraz większych zwiedzeń, Bóg nie posługuje się nimi tam, gdzie Jego dzieło może być wykonane naturalnymi sposobami. 

Występowanie fałszywych cudów implikuje jednak obecność prawdziwych. Jezus zapowiedział, że cuda będą towarzyszyć głoszeniu Dobrej Nowiny (Ewangelia wg Marka 16:17-18; Ewangelia wg Jana 14:12). I wciąż pojawiają się one, być może częściej, niż kiedykolwiek. Zwykli ludzie znaleźli się w obecności aniołów. Ich doświadczenia spisaliśmy w tej książce, aby wiele osób mogło dowiedzieć się o nich. 

Trzeba być ostrożnym i umieć oddzielić dobre od złego, aby nie przyczyniać się do rozsiewania fałszywych sensacji i legend. Przez współczesne legendy rozumiemy sensacyjne historie, które osiągają szeroki obieg. Wśród nich jest wiele chrześcijańskich legend, które mają na celu wesprzeć jakieś zasady wiary. 

Jedną z nich jest popularna historia o autostopowiczu. Ktoś jedzie samochodem. Po drodze zabiera autostopowicza, który mówi mu, że Jezus przychodzi wkrótce. Niedługo potem pasażer znika z jadącego samochodu. Kierowca jedzie na posterunek policji, aby to zgłosić. Od policjantów dowiaduje się, że ta sama rzecz zdarzyła się już dzisiaj siedmiu innym kierowcom. 

Ta historia obiegła świat wiele razy, a mimo to nikomu nie udało się ustalić jej źródła. Zawsze przydarza się ona "przyjacielowi mojego kolegi". I zanim komuś uda się ustalić czas, miejsce i osobę której się przydarzyła, traktować ją trzeba jako pobożną legendę. 

W swej książce staraliśmy się unikać takich historii. Większość opisanych w niej zdarzeń pochodzi od osób, które ich doświadczyły. W kilku przypadkach posłużyliśmy się przeżyciami, w których zdarzenie relacjonuje inna osoba, ale tylko wtedy, gdy była mowa o osobach jej znanych i bliskich. Z zasady jednak unikaliśmy historii z drugiej ręki. 

Przez kilka lat amerykański program radiowy Voice of Prophecy emitował średnio raz w roku cykl programów na temat aniołów. Od 1990 roku zwracaliśmy się na antenie do słuchaczy z prośbą o podzielenie się doświadczeniami z aniołami, mówiąc, że chcemy wykorzystać je na antenie lub w książce. Na każdy list, który wykorzystaliśmy w tej książce przypada kilka historii, których niestety nie mogliśmy opublikować, między innymi z podanych wyżej względów. 

Zebrane w tej książce, a opisane w listach historie poddaliśmy korekcie gramatycznej i stylistycznej. Jednak w żadnym wypadku nie zmieniliśmy sensu opisanych zdarzeń. Jesteśmy wielce zobowiązani wszystkim, którzy wyrazili zgodę na opublikowanie ich przeżyć. 

Mamy nadzieję, że aniołowie, którzy być może spoglądają przez nasze ramię są zadowoleni z tego, co o nich powiedzieliśmy. Wyrażamy też nadzieję, że pomogą one czytelnikom jeszcze bardziej umiłować Tego, którym aniołowie niestrudzenie służą. 

 

Boża ekipa ratunkowa  

We wszystkich biblijnych relacjach o aniołach, tylko w jednej anioł przedstawił się z imienia (Ewangelia wg Łukasza 1:19). Anioł ten przybył do Zachariasza, przyszłego ojca Jana Chrzciciela, mówiąc: "Jestem Gabrielem, aniołem przebywającym w obecności Boga. Zostałem posłany, by oznajmić ci dobrą nowinę". Był to ten sam anioł, który kilkaset lat wcześniej pojawił się przed Danielem. Później ten anioł zaniósł wieści Marii, matce Pana Jezusa. 

Tyle czytamy o Gabrielu w Biblii. Czy chcielibyście dowiedzieć się, co Gabriel porabiał ostatnio? W 1993 roku ukazał się Vincentowi T. i myślę, że przeczytacie o tym z zainteresowaniem. 

Juanita Kretschmar, osoba wiarygodna, zadzwoniła do swego przyjaciela Vincenta i usłyszała jego własną relację o tym, co mu się przydarzyło nad ranem 26 marca 1993 roku. Jesteśmy jej wdzięczni za przekazanie nam tej historii. 

Vincent pracował jako analityk chemiczny w prywatnym laboratorium w Chattanooga. Pewnego dnia zadzwoniła do niego siostra, która mieszka w Singapurze. Powiedziała, że ich mama ma problemy z sercem. Vincent zamartwiał się tym przez cały tydzień. 

Kilka dni później, w czwartek pracował do późna, aby wykonać pewne testy, których wyniki potrzebne były na piątek rano. Wieczorem przestawił samochód pod drzwi budynku, w którym pracował, bo okolica nie należała do bezpiecznych. Co jakiś czas wyglądał przez okno, aby upewnić się, czy auto jeszcze stoi. 

Skończył pracę w laboratorium o 1:30 nad ranem. Kiedy miał zamknąć drzwi budynku, dostrzegł przy swoim samochodzie jakąś postać. Vincent zakładał, że to złodziej. Pomyślał: "Może jest z koleżką. Drugi pewnie już siedzi w aucie". 

Nie wiedział co począć. Cofnął się do laboratorium, aby się modlić: "Panie, pomóż mi zrobić to, co powinienem. Czy mam użyć chi-sao?" (jedna z najbardziej efektywnych sztuk walki). Znalazł metalowy pręt i trzymając go za plecami wyszedł drzwiami, które były na wprost samochodu. Wciąż modląc się o pomoc i pragnąć zachować chrześcijańską postawę, Vincent krzyknął do mężczyzny przy samochodzie: 

- Hej, czy mogę ci w czymś pomóc? 

- Hej, Vincent - odpowiedział nieznajomy. 

- Czy się znamy? - spytał zaskoczony Vincent. 

- Niezupełnie - odrzekł nieznajomy. 

- Jak się nazywasz? Kim jesteś? - zapytał Vincent, rozglądając się za jego ewentualnymi koleżkami. 

- Mam to samo imię, co patron twej podstawowej i średniej szkoły. Jestem przyjacielem. Nie musisz używać na mnie chi-sao, ani tego pręta. 

Teraz Vincent był naprawdę zaskoczony. Nikt, nawet jego najbliższy przyjaciel w USA, nie miał pojęcia o chi-sao. Nikt w tym kraju nie wiedział, że posiada tę umiejętność. 

- Skąd to wszystko wiesz? - zapytał. 

- Po prostu wiem. A tak przy okazji, twoja mama czuje się już dobrze - powiedział nieznajomy, dodając: - Kochasz Pana Jezusa bardzo mocno, prawda? 

- Tak jest - odrzekł Vincent. 

- On też cię kocha bardzo mocno. Jezus przyjdzie bardzo, bardzo niedługo - dodał. 

- Wspaniale - powiedział Vincent. 

- Czy mógłbyś mi przynieść kubek wody do picia? - spytał nieznajomy. 

- Oczywiście. 

Vincent odwrócił się, aby przynieść wodę, ale potem pomyślał, żeby zaprosić nieznajomego do środka. Obawiał się, że trik z wodą to pretekst, żeby ukraść samochód. Odwrócił się więc, aby zaprosić go do środka, ale nieznajomy zniknął. Vincent był odwrócony nie więcej niż trzy sekundy. Nie było też miejsca, do którego nieznajomy mógłby w tak krótkim czasie dobiec, aby się ukryć. 

Nie chcąc wracać do laboratorium, zostawił pręt na dworze i pełen mieszanych uczuć pojechał do domu. Wracając do pracy następnego dnia, zastanawiał się, czy mu się to wszystko nie przyśniło. Jako naukowiec chciał mieć dowód, że stało się to naprawdę. 

Niedaleko drzwi laboratorium, tam gdzie go położył, znalazł metalowy pręt. Teraz wiedział na pewno, że to nie był sen. Zamknął się w toalecie, gdzie mógł być sam, uklęknął i modlił się słowami: "Panie, powiedz mi, co mam z tym zrobić. Jeśli mam się dzielić wydarzeniami ostatniej nocy z innymi, najpierw sam muszę w to uwierzyć." 

Pełen przejęcia, usiadł przy komputerze i spisał szczegółowo całe to zdarzenie. Tego samego wieczora opowiedział je swemu przyjacielowi. Ten zapytał go, jak nazywała się szkoła, do której chodził. Vincent powiedział, że choć wychował się w rodzinie buddyjskiej, rodzice wysłali go do katolickiej szkoły pod wezwaniem św. Gabriela. Tam zdobył wykształcenie podstawowe i średnie. 

Tej nocy Vincent pytał Boga, co ma począć z tym doświadczeniem. I we śnie dane mu było przeżyć całe to wydarzenie raz jeszcze. Mógł zobaczyć siebie i usłyszeć słowo w słowo całą rozmowę z nieznajomym. Sen ten zweryfikował wydarzenie i upewnił go, co do szczegółów. 

Może ciekawi cię, jak Vincent stał się chrześcijaninem. Otóż wiele lat temu, w jednej z bibliotek w Singapurze czytał książkę o fizyce nuklearnej. Znalazł w niej w formie zakładki zaproszenie do korespondencyjnego kursu biblijnego. Tytuł tej książki zaczynał się od słowa Przemiana. I faktycznie w jego życiu zaszła wielka przemiana. Stał się chrześcijaninem i przyjął chrzest w kościele Adwentystów Dnia Siódmego. 

Juanita zapytała Vincenta o jego społeczność z Bogiem. Powiedział, iż wierzy w to, że musimy być gotowi na spotkanie z Jezusem w każdym momencie życia. Dodał, że bardzo ważne jest, aby spędzić z Bogiem pierwsze chwile każdego dnia. Vincent postanowił poświęcić Bogu przynajmniej dziesiątą część aktywnych godzin dnia. Tak więc pierwsze półtorej godziny dnia poświęca na modlitwę i studium Słowa Bożego. Powiedział: "Uważam, że musimy ustalić swoje priorytety". 

W tej rozmowie Vincent ujawnił coś, co pozwala wyjaśnić, dlaczego przytrafiło mu się to niezwykłe doświadczenie. Otóż przed owym spotkaniem z Gabrielem, Vincent od jakiegoś czasu pytał Boga: "Czy jestem gotowy na spotkanie z Jezusem?" 

Czyż nie jest to cudowne, że Bóg kocha Vincenta tak bardzo, że posłał do niego anioła, aby go o tym zapewnił?! Zwróćmy uwagę na pewien interesujący fenomen, a mianowicie w obu objawieniach zapisanych w Biblii, Gabriel uczynił to samo, co w przypadku Vincenta. Prorokowi Danielowi powiedział: "Ty jesteś bowiem mężem umiłowanym!" (Daniel 9:23), a Marii Pannie rzekł: "Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z tobą!" (Ewangelia wg Łukasza 1:28), Vincentowi w 1993 roku Gabriel powiedział: "Bóg bardzo cię kocha". 

Zachodzi pytanie, drogi przyjacielu, czy TY jesteś gotowy na przyjście Jezusa Chrystusa? Nie czekaj na wizytę Gabriela, bo Chrystus może przyjść przed nią. Gabriel powiedział przecież, że "Jezus przychodzi bardzo, bardzo niedługo" Czy, gdyby przyszedł jutro, albo dzisiaj, byłbyś gotowy na spotkanie z Nim. Pomyśl o tym. 


Wielki Lekarz i Jego pomocnicy
 

Samuel Guarino i Francisco Cruz, studenci-misjonarze z Mountain View College, odbywali praktykę w okolicy szkoły misyjnej w Mindanao na Filipinach. Przeżyli niezwykłe doświadczenie, usługując pewnemu choremu tubylcowi imieniem Nardi. Wezwała ich jego siostra, mówiąc: 

- Nardi czuje się bardzo źle. Chce, żebyście szybko przyszli do niego. Myśli, że nie pożyje długo. Ma gorączkę i od trzech dni leży w łóżku bez jedzenia. 

Wkrótce siostra Nardiego prowadziła Samuela do wioski. Po godzinie przedzierania się przez gąszcz, dotarli do chaty w dżungli, w której mieszkał Nardi. W ciemnym, bambusowym domku misjonarz ledwie dojrzał owiniętego w bandaże chorego. 

- Dziękuję, że przyszedłeś. Pomóż mi - błagał. - Och, moja głowa, moja głowa! Pomóż mi! 

Samuel położył swoją rękę na czole Nardiego. Był tak rozpalony, że nawet najmniejszy ruch sprawiał mu ogromny ból. 

Cóż mógł zrobić ten młody misjonarz? Nie był lekarzem. Czy miał mu podać lekarstwa, które przyniósł ze sobą? A co stanie się, jeśli Nardi umrze? Cała wieś przyglądała się z uwagą. 

Samuel pomodlił się, aby Bóg dał mu mądrość. Po modlitwie wpadł na pomysł, aby przetrzeć ciało chorego mokrą gąbką. To nieznacznie pomogło Nardiemu. Od kilku dni nie mógł spać, toteż Samuel pomyślał, że proste okłady mogłyby mu ulżyć. Na liściu bananowym napisał węgielkiem i przesłał kilka słów do Francisco. 

Wkrótce drugi misjonarz przybył z rekwizytami potrzebnymi do przeprowadzenia wodoleczniczego zabiegu. Samuel przygotował co trzeba, ale wcześniej zwołał wioskę na nabożeństwo. Dla tubylców nabożeństwo było czymś osobliwym. Jeszcze nigdy nie brali udziału w uwielbianiu Boga, Stworzyciela nieba i ziemi. Po ostatniej pieśni Samuel pomodlił się. 

- Podczas tej modlitwy czuliśmy się, jakbyśmy zostali uniesieni do samego nieba - powiedział później Samuel. 

Zachęceni misjonarze przeprowadzili wodoleczniczy zabieg. Kiedy skończyli, pacjent natychmiast zasnął. Nazajutrz, wczesnym rankiem, Nardi poprosił o coś do jedzenia. Mieszkańcy wioski byli zdumieni. 

Wtedy na środek wioski wystąpił poważany przez wszystkich starzec. Powiedział, że poprzedniego dnia wszedł do domu Nardiego, aby złożyć za niego ofiarę z kurczaka. Podczas tej ofiary Nardi poczuł się jednak tak źle, że prosił starca, aby przerwał ceremonię. 

Starzec obrócił się ku misjonarzom i powiedział: 

- Wasz Bóg jest inny niż mój. Przyglądałem się temu, co robiliście wczoraj wieczorem, i nic z tego nie rozumiałem. Kiedy zaczęliście śpiewać, siedziałem przy drzwiach mojej chaty i patrzyłem na zewnątrz. Kiedy zaczęliście się modlić za Nardiego, zobaczyłem wiele obcych postaci zbliżających się do jego domu. Były piękne i miały białe szaty. Nie szły, ale unosiły się w powietrzu. Otoczyły dom, gdy kończyliście leczenie. Wasz Bóg jest inny, a wy jesteście dobrymi ludźmi. 

Słowa tego starca przyczyniły się do dużych zmian w wiosce. Jej mieszkańcy zaczęli słuchać Ewangelii głoszonej przez młodych misjonarzy. Samuel i Francisco wrócili do szkoły pełni radości, że Bóg posłał im na pomoc aniołów.  


Aniołowie kochają dzieci
 

Aniołowie kochają dzieci. Dorosłych też, ale mają w swych sercach szczególne miejsce dla dziecięcej naiwności, która często prowadzi maluchy w tarapaty. Jezus powiedział: "Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie" (Ewangelia wg Mateusza 18:10). 

Kolejną historię przysłał nam Pete C. z Simi Valley w Kalifornii: 

"Nasza rodzina postanowiła odwiedzić stary kościół w Santa Barbara. Przy kościele jest park, gdzie zatrzymaliśmy się, aby spożyć posiłek. W tym czasie naszą rodzinę tworzyli: Danny (9 lat), Kasia (7 lat), Antoś (5 lat) i Teresa (3 lata), mama Tonya i ojciec. 

Dzieci biegały po parku, gdy my przygotowywaliśmy piknik. Wreszcie wszystko było gotowe. Zasiedliśmy do stołu, ale brakowało Antosia, naszego pięcioletniego syna. Zaczęliśmy się rozglądać wkoło. Ktoś dostrzegł go przy fontannie, przed samą ulicą, dobrych 70 metrów od nas. Biegł w kierunku ulicy. Nie było szans, żeby go dogonić, zanim wbiegnie na jezdnię. 

Pomodliliśmy się, żeby anioł stróż i zatrzymał go, zanim dobiegnie do tej ruchliwej ulicy. 

Ku naszemu zdumieniu, zaraz gdy skończyliśmy się modlić, ręka Antosia powędrowała w górę, jakby podał ją komuś bardzo wysokiemu. Odwrócił się, minął fontannę i z z uniesioną ręką szedł ku nam. Podbiegliśmy do niego. Dopiero gdy był przy nas, opuścił rękę z powrotem." 


Maskarada
 

Obecnie w USA modna stała się tematyka aniołów. Kręci się filmy o aniołach, powstają telewizyjne seriale o nich, a książki o aniołach trafiają na listy bestsellerów. 

Nawet teraz, gdy lecąc samolotem nanoszę ostatnie poprawki na manuskrypt tej książki, na ekranie emitowany jest film o aniołach pt. Angels in the Outfield. Jest to jakaś bajka o anielskiej drużynie baseballowej z Kalifornii. 

Aniołowie w tej komedii nie szkodzą nikomu. W niemal wszystkich współczesnych książkach i filmach, aniołowie to postacie nieszkodliwe, cukierkowe i świetliste. Tak jakby wszystkie niewidzialne istoty pragnęły tylko i wyłącznie ludzkiego szczęścia. 

Jest to niebezpieczne uproszczenie, gdyż nie wszystkie duchowe istoty są takie. Pismo Święte mówi, że Szatan przybiera postać anioła światłości (2 List do Koryntian 11:14). On i jego piekielne legiony specjalizują się w oszustwie i maskaradzie. 

W tej chwili na rynku księgarskim można kupić poradniki, które mówią, jak przy pomocy okultystycznych metod nawiązać kontakt ze swoim aniołem. Jeśli jednak zdecydujesz się na taki kontakt, może się okazać, że istota, która się objawi wcale nie jest tą, jaką miałeś na myśli! Taka ciekawość to pierwszy stopień do piekła. 

Aniołów Bożych nie można przywołać jakimś rytuałem. Z rzadka tylko przybierają ludzką postać, zwykle w sytuacjach kryzysowych. Nie utrzymują stałego ani częstego kontaktu z człowiekiem, dlatego rzadko zdarza się, żeby ktoś miał przez całe życie więcej niż jeden czy dwa kontakty z aniołami Bożymi, choć są przy nas codziennie. 

Aniołowie Boży są posłani, aby nam służyć, ale to nie my kierujemy nimi, lecz Bóg. Nie ma nic złego w dziękowaniu Bogu za pomoc aniołów, czy w wysławianiu Boga razem z nimi. Natomiast poważnym błędem byłoby modlenie się do nich. Dlaczego mielibyśmy modlić się do podwładnych, skoro możemy kierować nasze modlitwy bezpośrednio do ich Zwierzchnika? 

Pismo Święte mówi wyraźnie, że aniołów posyła Bóg. Nie przychodzą do ludzi z własnej inicjatywy, dlatego nigdy nie mogą być wezwani przez człowieka. My mamy modlić się do Boga, a On w odpowiedzi może nam posłać aniołów. 

Święci aniołowie nigdy nie przyjmą chwały od ludzi. Pismo Święte przestrzega przed duchowymi istotami, które są obiektem kultu (List do Kolosan 2:18). Manoach chciał oddać cześć aniołowi, który go odwiedził, a wówczas anioł rzekł: "Jeśli chcesz przygotować całopalenie, złóż je Bogu" (Sędziów 13:16). Apostoł Jan był pod takim wrażeniem wizji, jakie przedstawił mu anioł, że dwukrotnie upadł przed nim na kolana (Apokalipsa 19:10; 22:8-9). W obu przypadkach anioł zareagował tak samo: "Nie rób tego! Jestem tylko jednym z twoich braci. Jestem sługą Boga, tak samo jak ty. Tylko Bóg zasługuje na to, by oddawać Mu cześć". 

Aniołowie uważają się za naszych współbraci. Czyż nie jest to wspaniałe? Aniołowie wywyższają Jezusa Chrystusa, Jemu oddają cześć, zachęcając nas do tego samego. Bóg pragnie, aby wszystkie istoty w kosmosie uwielbiały Jezusa Chrystusa (List do Hebrajczyków 1:6). Jemu poddani są wszyscy aniołowie, moce i potęgi (1 List Piotra 3:22). 

Jeśli więc kiedykolwiek stanie przed tobą jakaś istota duchowa, zapytaj ją: "Czy oddajesz cześć Jezusowi z Nazaretu, Chrystusowi, który jest Synem Bożym?" Samo imię Jezus nie wystarcza, bo są demony, które przybierają to imię, a nawet postać Jezusa, aby łatwiej zwodzić ludzi. 

Święci aniołowie są bardzo skromni. Nie mówią o sobie. Jest to jedna z uderzających różnic między nimi a demonami. Czytając Biblię również zauważymy, że aniołowie zwykle nie zdradzają nawet swoich imion, mimo, że są o to pytani (Rodzaju 32:29; Sędziów 13:17-18). We wszystkich historiach biblijnych tylko jeden raz anioł ujawnił swe imię: Gabriel (Ewangelia wg Łukasza 1:19). Oprócz niego, tylko Michał wspomniany jest z imienia. Pozostałe rzesze aniołów Bożych pozostają anonimowe, choć opisane są ich funkcje. 

Aniołowie Boży nie wywyższają siebie, ani nie plotą głupstw w rodzaju, że posiadają "wszelaką wiedzę". Wzdrygają się przed wszystkim, co mogłoby mieć związek z dumą, ponieważ to właśnie pycha doprowadziła do upadku jednego z najwspanialszych aniołów - Lucyfera (Izajasz 14:12-20). Bóg posyła anioły do wykonania konkretnego zadania, po wykonaniu którego zwykle nie czekają one na nasze podziękowanie. 

Warto podkreślić, że aniołowie nie są duchami umarłych, które weszły na wyższy poziom egzystencji. Aniołowie istnieli zanim pojawili się ludzie, zanim jeszcze ktokolwiek z ludzi umarł. Pismo Święte mówi, że Bóg umieścił aniołów przy wejściu do Ogrodu Eden (Rodzaju 3:24), aby strzegli drzewa życia. To wszystko miało miejsce na długo przed śmiercią pierwszych ludzi. 

Aniołowie Boży z pewnością nie są duchami zmarłych. Istoty, które przybierają postać zmarłych są aniołami, ale tymi upadłymi. Biblia mówi, że umarli nie mogą powrócić do żywych, ani komunikować się z nimi (Kohelet 9:5-6; Hiob 7:9-10; 2 Samuela 12:23). 

Ludzie, którzy sądzą, że komunikują się ze zmarłymi, w rzeczywistości kontaktują się z demonami, dlatego Bóg tak stanowczo zakazuje wywoływania duchów i wszelkich kontaktów z zaświatami (Powtórzonego Prawa 18:9-12; Izajasz 8:19-20). 

Reasumując, możemy powiedzieć, że aniołowie Boży, kiedy ukazują się ludziom, przestrzegają pewnych zasad, aby ustrzec nas przed zwiedzeniami. 

* * *  

Przeanalizujmy teraz objawienia pozaziemskiej istoty o imieniu Ramtha, która twierdzi, że jest duchem dawnego wojownika i ma już 35.000 lat. J. Z. Knight napisała książkę pt. A State of Mind, My Story ("Stan umysłu - historia mojego życia"), w której zamieściła objawienia, jakie przyniósł jej ten duch, będący z nią w częstym kontakcie. W kręgach New Age J. Z. Knight znana jest jako medium (kanał) Ramthy. 

Wspomniana książka opowiada o jej zetknięciu się z Ramthą. Pełna jest wulgarnego języka, co samo w sobie sugeruje, skąd ta istota naprawdę przychodzi. Mądrość pochodząca z nieba jest bowiem czysta, łagodna i pełna dobrych owoców (List Jakuba 3:17). Drugą wskazówkę, co do swego prawdziwego pochodzenia, dał sam Ramtha, gdy po raz pierwszy objawił się pani J. Z. Knight: 

"Atoli teraz, umiłowana białogłowo, zaprawdę będziesz mogła słyszeć moje słowa i widzieć mnie, jak nikt inny. Ja Jestem Ramtha, Oświecony, moc która kroczy z tobą. Nie bój się, bom ja będę z tobą, Ja będę, który Jestem, zaprawdę bom Ja Bogiem Ojcem, jak mawiacie!"  

"Zaprawdę, umiłowana, Ja wiem co ty wiesz.... To, kim Ja Jestem, jest Bogiem... Jam Wszystko... Zrozumienie, które ci dałem, że jedyną różnicą między tobą, umiłowana białogłowo, a mną, Ramthą, Oświeconym, jest takie, że zaprawdę Ja wiem, żem Bogiem, ty zaś nie wiesz, żeś też Bogiem. Atoli, co Ja wiem, zaprawdę, żem Ja Wszystkim, bo wiem Wszystko."  

Ramtha uznał się za Boga, bluźnierczo przypisując sobie imię Boże "Jestem". Stwierdził, że pani J. Z. Knight też jest Bogiem. Nawet osoba nie zorientowana w teologii, bez trudu dojdzie do wniosku, że Ramtha nie zachowuje się jak aniołowie Boży, opisani w Piśmie Świętym. 

Dla tych jednak, którzy nie uważają Biblii za księgę natchnioną, mamy inny argument. Ramtha stwierdził, że wie wszystko. To można łatwo sprawdzić. Jego język pełen jest błędów gramatycznych. Nie ma pojęcia o gramatyce, a jak zaraz zobaczymy, także o innych sprawach. Oto pewien dialog między J. Z. Knight a Ramthą: 

"- Muszę pójść do supermarketu - powiedziałam wrzucając brudną bieliznę do pralki. 

- Co jest supermarket? - zapytał Ramtha. 

- Taki duży sklep, gdzie możesz kupić artykuły spożywcze. 

- Artykuły spożywcze? 

Odwróciłam się i poszłam w stronę pokoju Chrisa. 

- Tak. W twoich czasach też pewnie chodziłeś na targ, żeby kupić lub wymienić różne produkty? 

- Zaiste, kupowanie żywności... Zaiste. To supermarket? 

- Tak, to supermarket."  

Wszystkowiedzący duch, który gromadził wiedzę, żyjąc przez 35.000 lat, nie wie co to produkty spożywcze? A przecież wcześniej powiedział J. Z. Knight "Ja wiem, co ty wiesz". Dlaczego więc nic nie wiedział o supermarkecie? 

Ramtha oszukał tłumy ludzi, które płacą grube pieniądze, żeby posłuchać jego "mądrości" w czasie spotkań prowadzonych przez jego medium. Ramtha nie jest tym, za kogo się podaje. Nie jest duchem dawnego wojownika, lecz upadłym aniołem, który został strącony z nieba razem ze zbuntowanym Lucyferem. 

Demony są specjalistami od zwiedzenia. Pan Jezus nazwał ich przywódcę "ojcem kłamstwa" (Ewangelia wg Jana 8:44). Aniołowie zła są upadłymi buntownikami, którzy na ziemi znaleźli przystań po porażce w kosmicznej rewolcie, jaką wzniecił Lucyfer. W księdze Apokalipsie czytamy: 

"I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i Szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie". (Apokalipsa 12:7-9). 

Lepiej byłoby, żeby Szatan udał się gdzie indziej, ale przyszedł na ziemię, żeby tu kontynuować swoją rebelię przeciwko Bogu. Pismo Święte mówi, w jaki sposób Szatan przyniósł grzech i śmierć na doskonały świat, który stworzył Bóg. Jako medium, posłużył się wężem, aby zwieść pierwszą niewiastę (Rodzaju 3). 

W dzisiejszych czasach próbuje się Szatana zrehabilitować. Niektóre książki o aniołach ukazują go jako istotę, której motywy są źle rozumiane. Sugeruje się, że zło jest jedynie niezbędnym balansem dla dobra, bez którego nie byłoby dobra. Szatan jest więc jedynie przeciwstawną mocą do tej, która pochodzi od Boga. 

Wszystko to jest częścią dobrze zorganizowanej kampanii, która w oczach ludzi ma ukazać Szatana jako anioła światłości. Tymczasem on i jego piekielne zastępy wciąż wzniecają nienawiść, konflikty, wojny, egoizm. Wciąż pragną czci od ludzi, dlatego nie możemy ślepo wierzyć, że każda duchowa istota, która nam się pokaże, pochodzi od Boga, nawet jeśli wygląda cudownie i mówi pięknie. 

  

* * *  

Skoro świętych aniołów nie można wezwać przy pomocy jakichś rytuałów, zachodzi pytanie: Jacy aniołowie przybywają w odpowiedzi na takie praktyki? 

Matthew Hensley bardzo pragnął odzyskać ukochaną, która z nim zerwała. Błądził jakiś czas po mieście bez celu, aż znalazł się w księgarni. W oczy wpadła mu jaskrawoczerwona książka. Napis na okładce zapewniał, że dowie się z niej, jak zdobyć bogactwo, sławę, wszystko, co zechce, jeśli rzuci odpowiedni czar i wykona stosowny rytuał. 

Uległ ciekawości i kupił tę książkę, choć był sceptyczny wobec jej roszczeń. Przeglądając ją podczas obiadu, natrafił na rozdział o tym, jak odzyskać miłość dziewczyny. Zaczął czytać bardzo uważnie. 

Lektura popchnęła go do pozornie niemądrych czynności. Wymagały zakupu pewnych osobliwych przedmiotów i recytacji pewnych zaklęć. Następnego dnia zwolnił się z pracy, nabył wszystkie te parafernalia i odprawił rytuał. 

Nazajutrz otrzymał telefon od swej byłej dziewczyny, która chciała umówić się z nim na kolację. Tego samego wieczora przyszła do jego mieszkania. Niesamowite, czar działał! Dziewczyna była rozpromieniona. Pocałowali się, a wtedy zabrzęczał dzwonek u drzwi, choć za drzwiami było pusto. Wtedy się zaczęło: światło zapalało się i gasło, zewsząd dochodziły jakieś hałasy. W samochodzie wszystkie przewody elektryczne były powyrywane. Na ścianach mieszkania pojawiły się bluźniercze słowa, wypisane jakimś cuchnącym świństwem. Radio grało, chociaż nie było nawet podłączone do prądu. Jeden wielki koszmar. 

W końcu Matthew skontaktował się z księdzem, który polecił mu speca od zjawisk paranormalnych, kapitana Kevina Randle. Ten wyjaśnił mu, że za tym wszystkim kryją się demoniczne duchy. 

- W jaki sposób zaprosiłeś je do siebie? - zapytał. 

- Nie zapraszałem. Same przyszły - żachnął się Matthew, który nie był chrześcijaninem, toteż niewiele z tego rozumiał. 

- Nie - rzekł kapitan Randle. -Takie rzeczy nie dzieją się ot, tak sobie. Posługiwałeś się deską do wywoływania duchów? Książką na temat czarów? Przeprowadziłeś jakieś rytuały? Czytałeś satanistyczną biblię czy coś w tym rodzaju? 

Matthew przyznał się, że wykonał opisany w książce rytuał. Kapitan wyjaśnił, że w rezultacie tego odwiedził go demon niższego rzędu, bo potężniejszy demon opętałby go. Ostatecznie demona usunięto, Matthew zaś i jego dziewczyna pobrali się.  

Ta historia jest prawdziwa. Zwróćmy uwagę, że Matthew nie zamierzał angażować się w okultyzm. Pragnął jedynie szybkiej drogi, aby zdobyć miłość dziewczyny. Nie miał zielonego pojęcia, co czyha za drzwiami, które otworzył. 

Takich pozornie szybkich dróg jest wiele. Ludzie lubią chodzić na skróty. Problem w tym, że one prowadzą na manowce. Okultyzm nie jest zabawą, ani niewinną farsą. Kryje się za nim realna i śmiercionośna moc. Taka ciekawość zabija. 

  

* * *  

Historia mówi nam o wielu spirytystycznych ożywieniach na przestrzeni ostatnich tysięcy lat, którym zawsze towarzyszyła eskalacja zjawisk nadprzyrodzonych. Jedno z największych zaczęło się w połowie XIX wieku i trwa do dziś. 

Spirytyzm w formie zorganizowanej zrodził się w domu Margaret i Kate Fox. Było to w 1848 roku. 31 marca tego roku, w zacisznej wiosce Hydesville, w stanie Nowy Jork, siostry usłyszały tajemnicze stukanie w ścianę domu. Wkrótce opracowały specjalny kod, dzięki któremu nawiązały łączność z duchem. "Mr Splitfoot", jak nazwały ducha, potrafił wystukać ilość palców, które unosiły do góry, czy też ile dzieci urodziło się pani Fox, włącznie z tym, które umarło. Tajemnicza istota przedstawiła się jako duch zamordowanego handlarza, którego ciało leżało zakopane w piwnicy. 

Pukania wywołały sensację w okolicy. Wkrótce cały stan Nowy Jork o nich wiedział. Siostry Fox były posądzone o oszustwo, ale gdy okazało się, że nie ma w tym triku, spirytyzm zyskał na popularności. W 1854 roku, zaledwie sześć lat później, spirytyzm rozszedł się po całych Stanach Zjednoczonych i po wielu rejonach Europy. Dziesięć lat później, tylko w USA, spirytyzm praktykowało już 30.000 mediów. Jedenasta edycja Encyklopedii Britannica podaje, że spirytyzm "rozprzestrzeniał się jak epidemia". 

Siostry Fox osiągnęły prominentną pozycję społeczną. Popadły jednak w alkoholizm. Duchy obiecały im protekcję, ale nie dotrzymały słowa. Wraz z pogłębiającym się alkoholizmem, ich moralność upadała coraz niżej. W 1888 roku, na spotkaniu antyspirytystycznym Margaret powiedziała: 

- Jestem jedną z założycielek spirytyzmu, ale muszę wyznać, że opiera się on na fałszu... jest to jedno z największych zwiedzeń, jakie przyszły na ten świat." 

Obie siostry - spirytystyczne media - zmarły przeklinając Boga. 

Niestety, większość osób zafascynowanych okultyzmem ma dopiero przed sobą straszliwe doświadczenia, jakie przeżyły siostry Fox czy Matthew Hensley. 

Dzisiaj spirytystyczne media zwie się "duchowymi kanałami" czy "psychotronikami". Poszukiwanie skrótów prowadzących do duchowej mocy jest wciąż bardzo popularne, ale kiedyś miliony ludzi przekonają się, że te skróty były bramą do piekieł. 

* * *  

Spirytyzm i filozofia New Age są znacznie starsze niż siostry Fox. Wszystko zaczęło się od pierwszej rozmowy między Ewą i wężem w Ogrodzie Eden. Przeczytać o tym możemy w księdze Rodzaju. Bóg przestrzegł Ewę, że jeśli zje owoc z drzewa poznania dobra i zła, umrze. Wąż natomiast powiedział: "Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło" (Rodzaju 3:4-5). 

Wąż ukazał owoce tego drzewa, jako drzwi do wyższej świadomości. Zaręczył dwie rzeczy: nie umrzecie i będziecie jak Bóg. Nie przypadkiem te dwa filary zwiedzenia są fundamentem filozofii New Age, która jest współczesną formą spirytyzmu. 

Ewa uwierzyła wężowi, sprowadzając na świat śmierć i cierpienie. Ciekawość ją zabiła. Zamiast przyobiecanej wyższej świadomości - ludzie doznali poniżenia, zamiast ubóstwienia, stali się śmiertelni. 

Przyjrzyjmy się bliżej temu epizodowi. Na pozór wszystko wskazywało, że to wąż ma rację. Skoro przemawiał ludzkim głosem po spożyciu tego owocu, zdawało się, że naprawdę znalazł drogę do wyższej świadomości. Ewa mogła mu przeciwstawić jedynie Słowo Boże. 

Okazuje się, że najbezpieczniej jest ufać Słowu Bożemu, nawet jeśli rzekome dowody wydają się wskazywać, że jest inaczej, nawet jeśli duch rzekomego wojownika poległego 35.000 lat temu dowodzi swoim istnieniem wiarygodności spirytyzmu. 

Dlaczego te dwa filary spirytyzmu, sięgające korzeniami zwiedzenia w Ogrodzie Eden - nieśmiertelność oraz to, że każdy jest bogiem - są tak ważne dla Szatana? Otóż, jeśli pierwsza z tych nauk jest prawdą, to mamy całą wieczność na pracę nad sobą, a więc teraz możemy żyć, jak nam się podoba, szczególnie, że przecież jesteśmy bogami! Bogowie ustalają własne prawa i zasady. Jeśli druga byłaby prawdą, jak wyglądałby świat, gdyby każdy uznał, że będąc bogiem może ustalać własne prawa i nie liczyć się z innymi? Jeśli ktoś chce dowiedzieć się, co dzieje się, gdy ludzie przyjmują taki pogląd za prawdę, niech spojrzy na ostatnie wojny. 

I jeszcze jedno: Jeśli ludzie przyjmą, że zmarli mogą wyjawiać żywym tajemnice zza grobu, Szatan może to bezkarnie wykorzystywać, przybierając postać zmarłych i szerzyć swoje kłamstwa, tak jakby była to dziejowa mądrość. I właśnie to czyni. 

Elisabeth Kubler-Ross, znana jest jako autorka kilku książek na temat śmierci. Mniej znane jest to, że służy jako medium duchowi o imieniu Salem, który jest podobny do Ramthy. 

W każdej większej księgarni w USA można znaleźć książki podyktowane ludziom przez demony. Do najbardziej znanych należą pozycje napisane przez Jane Roberts. Duchowa istota o imieniu Seth podyktowała jej miliony słów, a książki sprzedały się w milionowych nakładach. Od czasu jej śmierci w 1984 roku inne osoby są używane przez Setha jako kanały do szerzenia zwiedzeń. 

Zauważmy istotną różnicę między interwencją aniołów w niebezpiecznych momentach, a przekazywaniem przez nich informacji. Bądźmy bardzo ostrożni, gdy idzie o książki, które zachęcają do tego, aby zwracać się z prośbą do aniołów. Jeśli będziemy to czynić, możemy otrzymać odpowiedź, ale z jakiego źródła? 

Całe systemy religijne powstały w oparciu o objawienia aniołów. Islam zasadza się na objawieniach, które anioł Jibril przyniósł Mahometowi. Mormonizm wyrósł z objawień, jakie Józef Smith otrzymał od anioła imieniem Moroni. 

Apostoł Paweł przestrzegł: "Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty!" (List do Galacjan 1:8). Natomiast apostoł Jan zachęca nas do sprawdzania zjawisk nadprzyrodzonych, gdyż, jak napisał: "Jest wiele fałszywych duchów w tym świecie" ( List Jana 4:1-3). 

* * *  

Czary nie muszą polegać na tańcu czarownic wkoło ogniska, ani na seansach w ciemności, którym towarzyszy pukanie w ściany. Czary mogą występować przybrane w świetlistą otoczkę. 

Richard Bach napisał bestseller pt. Jonathan Livingston Seagull. Jest to piękna historia o cudownej mewie. Książka ta pełna jest filozofii New Age. I nic dziwnego. Jej autor przyznał, że została napisana z inspiracji ducha. Podobną inspirację (ze strony ducha) miały także popularne książki autorstwa Napoleona Hilla. 

Pozycje te bazują na ludzkim pragnieniu mocy, wiedzy, sukcesu. "Wyzwól swoją moc", "Odkryj swoją boskość", to jedne z wielu sloganów, które ilustrują niebezpieczny skrót do zwiększenia swego poczucia wartości. 

Nie sposób pominąć fenomen tzw. śmierci klinicznej. Polega on na tym, że ludzie podczas jakiegoś traumatycznego przeżycia lub choroby na pewien czas tracą świadomość i po wyjściu z tego stanu opowiadają, że zostali zawróceni spod bramy nieba, aby zaświadczyć przed żywymi, co ich czeka po śmierci. 

W Ameryce Północnej żyje około siedmiu milionów ludzi, którzy coś takiego przeżyli. Historie o takich wizjach poza ciałem są tak stare jak Biblia - apostoł Paweł opisuje jedno z nich (2 List do Koryntian 12), i tak współczesne, jak książki z listy bestsellerów. 

Klasyczny już film dla dzieci pt. The Wizard of Oz ("Czarnoksiężnik z Oz") jest przykładem opowieści opartej na takim przeżyciu. Od niedawna przeżycia z pogranicza śmierci stały się wielkim biznesem. Początkowo ze względu na egzotykę, a teraz, ponieważ stały się źródłem duchowej "prawdy". Przeżycie śmierci klinicznej uprawnia człowieka do występowania w roli eksperta od spraw Bożych, od życia i śmierci. 

Betty Eadie jest mormonką i byłą hipnoterapeutką. Pewnego dnia, gdy leżała w szpitalu, opuścił ją duch, a jej ciało pozostało w łóżku. Szczegóły tego, co stało się potem opisała na setkach stron w książce Embraced by the Light ("W objęciach światła"). Pozycja ta przez ponad rok była na topie listy bestsellerów magazynu New York Times. 

Eadie pisze w niej o swoim niebiańskim tournee, w czasie którego doznała wiele cudownych przeżyć. Książka traktuje też o miłości i potrzebie służenia innym. Bez miłości, pisze autorka, jesteśmy niczym. Te cukierkowe frazesy okraszone są pokaźną dawką nauk New Age i konceptów mormońskich.  

Podczas swego pobytu w niebie, Eadie spotkała niesłychanie inteligentną istotę, od której emanowała bezinteresowna miłość. Uwierzyła, że był to Jezus Chrystus. W czuły sposób powiedział: "Twoja śmierć była przedwczesna. Twój czas jeszcze nie nadszedł". Potem wydano na jej cześć przyjęcie, w którym wzięli udział aniołowie w cieniutkich, pastelowych szatach, które miała otrzymać, gdy powróci we właściwym czasie. 

Opowieść ta nasuwa wątpliwości, wynikające nie tylko z porównania ich treści z Biblią, ale z samego zdrowego rozsądku. Czy mamy wierzyć, że ludzie przez pomyłkę dostają się do nieba? Czyżby Bóg. albo Jego personel potrzebował lepszego oprogramowania, albo komputera nowszej generacji, a może ktoś tam w niebie obija się w pracy? Skoro zaś Betty dostała się tam przedwcześnie, to po co te honory i przyjęcia? 

A może cała ta wizja to tylko sprytne zwiedzenie? 

Nauki Betty Eadie plasują ją w gronie wspomnianych w Biblii "bajarzy", którzy swoimi cukierkowo brzmiącymi słowami usypiają czujność ludzi potrzebujących nawrócenia. Tacy mówili prorokom Bożym: "Nie prorokujcie nam nagiej prawdy! Mówcie nam pochlebstwa, prorokujcie złudzenia! Ustąpcie z drogi, zboczcie ze ścieżki, oddalcie sprzed nas świętego Izraela!" (Izajasz 30:10-11). W ich słowach nie ma zachęty do samozaparcia, nie ma mowy o krzyżu, grzechu, zbawieniu, jedynie o rozwoju samego siebie i o miłowaniu wszystkiego, nawet nieprawdy. 

Łatwiej jest uwierzyć łechcącemu ucho kłamstwu, niż być napomnianym przez świętego Boga. Miej się na baczności! W przeciwieństwie do współczesnych proroków, Biblia przeszła przez sprawdzian tysiącleci i okazała się wiarygodnym źródłem prawdy.  

W Piśmie Świętym znajdziemy zapowiedź, że "w czasach ostatnich niektórzy odpadną od wiary, skłaniając się ku duchom zwodniczym i ku naukom demonów" (1 List do Tymoteusza 4:1). 

Fałsz przybiera różne formy. Niedawno czytałem książkę, która była ponoć zapisem serii wizji. Jej autorka, chrześcijanka, opowiada tam o swych podróżach przez piekło, opisując je bardzo barwnie i szczegółowo. Znalazłem tam rozdział, gdzie autorka napotkała cherubiny. Te cherubiny były jednak uciesznymi bobaskami, jakimi ukazuje je niedawna tradycja, a nie pełnymi potęgi i majestatu aniołami, o jakich mówi Biblia. Po tym opisie już całkiem odeszła mi ochota, żeby brnąć przez rzekome wizje tej kobiety. Zarówno ona, jak Betty Eadie mogą szczerze wierzyć w swe wizje, ale to nie zmienia faktu, że uległy zwiedzeniu. 

Nawet chrześcijanie dają się pod tym względem "robić w konia". Najbardziej szokuje to, że niektórzy z nich posługują się mocą Szatana, a są święcie przekonani, że służą Chrystusowi. Ewangelie przestrzegają, że wielu czynić będzie cuda, nawet egzorcyzmy w imieniu Jezusa, ale nie Jego mocą. Nieświadomi będą używani przez przeciwnika Bożego (Ewangelia wg Mateusza 7:15-23). 

Strzeż się takiej maskarady. 

Pismo Święte zapowiada eksplozję fałszywych cudów przed końcem świata. Czytamy: "Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych" (Ewangelia wg Mateusza 24:24). Apokalipsa mówi, że przed końcem świata duchy diabelskie czynić będą cuda, którymi zwiodą cały świat (Apokalipsa 16:14). W jednym z listów apostoła Pawła znajdziemy proroctwo: 

"Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie Szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, działanie z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia." (2 List do Tesaloniczan 2:9-10). 

Szatan już teraz infiltruje mass media swoją filozofią, która doprowadzi, krok po kroku, do przerażającego apogeum. Wiele wskazuje na to, że opracował w szczegółach końcowe zwiedzenie, a jego posunięcia są tak subtelne, że nie budzą większych podejrzeń nawet w chrześcijańskich kościołach. 

Wielu inteligentnych ludzi, którzy nie wierzą w zjawiska nadprzyrodzone, wierzy w istnienie pozaziemskich cywilizacji. Przyczyniają się do tego takie filmy, jak Gwiezdne Wojny, Bliskie spotkania trzeciego stopnia, serial Star Trek. 

Czy w celu zwiedzenia ludzi Szatan mógłby wymyślić coś lepszego niż to, aby ludzie uwierzyli, że ratunek od wojen, przemocy i głodu nadejdzie z kosmosu? Przybysze z odległych gwiazd przyniosą ludzkości wiedzę, jak żyć w pokoju i harmonii. 

Wszystkie większe religie mają proroctwa zorientowane na przyjście jakiegoś mesjasza czy wybawiciela. Zgadnij, kto ma zamiar wystąpić w tej roli? 

Eksperci, którzy od lat badają ten temat, dochodzą do przekonania, że UFO jest duchowym fenomenem. Statki podróżujące z dużą szybkością nagle zmieniają kurs o dziewięćdziesiąt stopni. Jeden statek dzieli się na dwa. Statki zmieniają kształt podczas lotu. Ci, którzy twierdzą, że mieli kontakt z istotami z kosmosu, doświadczyli dziwnego niepokoju i zjawisk, jak przy wywoływaniu duchów. Co ciekawe, otrzymują też podobne informacje jak spirytystyczne media oraz psychotronicy, włącznie z zapowiedzią przyszłych katastrof. 

W 1970 roku John Keel, były sceptyk, napisał książkę UFO: Operation Trojan Horse ("UFO: Operacja koń trojański"). Oto jego wniosek: "Wygląda na to, że UFO nie istniało jako namacalne, wyprodukowane obiekty. Nie dotyczą ich istniejące prawa fizyki... Zjawiska UFO są zazwyczaj jedynie pewną odmianą starych jak świat fenomenów demonologicznych". 

Niedawno dwóch innych ekspertów doszło do przekonania, że chodzi tu o demoniczne manifestacje. Nelson Pacheco i Tommy Blann napisali książkę pt. Unmasking the Enemy ("Zdemaskowanie wroga"). Obaj są wojskowymi pilotami. Pacheco, który jest katolikiem i Blann, który jest protestantem, doszli do tego wspólnego przekonania po wielu latach badań rozmaitych fenomenów. 

Setki wiarygodnych świadków opisuje UFO, jako zjawisko znikające w oczach, rozwiewające się w powietrzu. UFO pozostawia fizyczne znaki: ślady na uprowadzonych osobach i zapis radarowy. Mimo to, materiał dowodowy zdecydowanie wskazuje, że mamy do czynienia z fenomenem duchowym. Pacheco i Blann podejrzewają też, że do tej samej kategorii należy zaliczyć objawienia maryjne.  

Dlaczego poruszamy temat UFO w książce o aniołach? Wierzymy bowiem, że za tym fenomenem kryją się upadli aniołowie, a UFO jest częścią strategii, która ma na celu zwiedzenie ludzkości. Pamiętajmy, że Biblia nazywa Szatana "władcą, który rządzi w powietrzu" (List do Efezjan 2:2). Pan Jezus zapowiedział zaś na czas końca wielkie znaki na niebie (Ewangelia wg Łukasza 21:11). 

Szatan szykuje wielką maskaradę, w której planuje wystąpić w roli zbawiciela świata, aby przywieść jego mieszkańców do zguby. Jaki jest jego plan? Na czym będzie polegał ten wielki finał? 

Pewnego dnia wszystkie spirytystyczne media, deseczki do wywoływania duchów, zjawy przybierające postać Madonny, ogłoszą zgodnym chórem, że Jezus przychodzi w chwale nieba. 

Nie za często chodzę do kina, rzadko wypożyczam wideokasety, ale dobrze pamiętam kulminacyjną scenę Bliskich spotkań trzeciego stopnia. Pewnego wieczora oglądałem go w domu z żoną. Pod koniec filmu jest bardzo wzruszająca scena kontaktu człowieka z przyjaznym kosmitą. Wiedziałem, że oglądam jakby generalną próbę do tego zwiedzenia, jakie zapowiada Biblia, a jednak byłem wzruszony do łez. Scena ta ukazuje życzliwe stworzenie z zaświatów, które obejmuje człowieka, zapowiadając nową erę pokoju i miłości. 

Jeśli film może mieć tak potężny efekt, cóż dopiero, gdy nadejdzie rzeczywistość. Lucyfer przybierze świetlistą szatę i zstąpi z nieba w otoczeniu anielskich chórów, ogłaszając ziemi pokój. Nastanie chwilowy pokój między narodami. Nastąpią uzdrowienia, cuda, znaki. "Mesjasz" przypomni stare i objawi nowe "prawdy". Hydraulicy i politycy, matki i przestępcy, wszyscy zmęczeni zmaganiem poczują płynące od niego ciepło, pragnąc wierzyć w każde jego słowo. Kto wtedy będzie myślał o tym, co mówi jakaś stara Księga... 

Dopomóż nam wtedy Boże! 

Straszliwe zwiedzenie przyjdzie na świat. Jedyną drogą, aby go uniknąć jest nie ufać niczemu, poza Słowem Bożym. Jeśli położymy ufność w Słowie, które dał nam Bóg, będziemy bezpieczni. Jeśli nie, wielu z nas przekona się, że niezdrowa ciekawość zabija. 

  

* * *  

Nie byliśmy w tym rozdziale zbyt uprzejmi wobec Ramthy, toteż oddajmy mu głos na zakończenie. W książce J. Z. Knight jest fragment, w którym Ramtha ujawnia swe odczucia względem Boga. Wygląda na to, że w tym momencie mówi prawdę. 

"- Czy jest coś, czego nie możesz robić? 

Ramtha uśmiechnął się i odłożył gitarę na miejsce, skąd ją wziął. 

- Nie potrafię już czuć, jak serce rozrywa smutek, ani jak strach ściska żołądek. Takie odczucia są już daleko za mną. Nie pragnę ich więcej. 

- Czy kiedykolwiek płaczesz? 

- Zaiste, płaczę i tęsknię za głęboką miłością. 

- Jaką głęboką miłością? 

- Bożą głęboką miłością. To najbardziej przejmujące wspomnienie mojej przeszłości. Zaiste, moje najpiękniejsze wspomnienie. Wziął do ręki jakiś komiks i przerzucając jego kartki powiedział: - Niewiasto, nie ma uczucia sięgającego tak głęboko, jak miłość Boża. Nie ma."  

Biedny Ramtha. Jaka zmiana. Z niebiańskich widoków na ziemski komiks. Z pozycji serafa na ducha jakiegoś tam wojownika, z podążającego za Bogiem przez odległe galaktyki, na podążającego za panią J. Z. Knight po jej domowej pralni. 

Ramtha musi żyć z konsekwencjami tragicznej decyzji, którą podjął tysiące lat temu, ale niestety, próbuje pociągnąć za sobą tak wiele osób, jak to tylko możliwe. 

Miliony ludzi, jak Ramtha pozwalają, aby duma czy egoistyczne pobudki odciągnęły ich serca od Tego, do którego powinni należeć i bez którego nie ma spokoju. Jakaż to tragedia! 

Naucz się czegoś od istoty, która ją przeżyła. Nie idź jej śladami. Nie musisz utracić nieba! Możesz przez całą wieczność odczuwać głębię Bożej miłości. Nie pozwól, aby cokolwiek stanęło ci na drodze w doświadczeniu największej radości w kosmosie, radości poznania i kochania Boga oraz doznawania Jego miłości. 


W obliczu niebezpieczeństwa
 

        Ta historia to już klasyk. Można ją znaleźć w innych książkach o aniołach, ale zwykle okrojoną. Poniższa pochodzi bezpośrednio od Lousie Dubay, która ją przeżyła, dlatego zawiera także zwykle pomijane szczegóły. Rozegrała się na początku lat pięćdziesiątych. 

"Mieszkałam z synem w małym domku, właściwie drewnianej kabinie, w Anchorage na Alasce. Tam po raz pierwszy usłyszałam audycję radiową Voice of Prophecy. Zdecydowaliśmy się z synem wciąć udział w korespondencyjnym kursie biblijnym. 

Wkrótce otrzymaliśmy pocztą pierwsze lekcje kursu. Byliśmy nimi zachwyceni. Nie mogliśmy wprost doczekać się kolejnych lekcji, tak bardzo pragnęliśmy poznać i zrozumieć wspaniałe prawdy Pisma Świętego! Poruszyły naszymi sercami, zachęciły do bliższej społeczności z Jezusem i do naśladowania Go. Mój syn przestał pić. Oboje obiecaliśmy Bogu, że będziemy z Jego pomocą żyć po chrześcijańsku. 

Po jakimś czasie odwiedził nas zarekomendowany przez Voice of Prophecy pastor M. L. Miles, który bardzo przypadł nam do gustu. Dopomógł nam zrozumieć wiele trudnych fragmentów Pisma Świętego, pomagając jeszcze lepiej poznać Słowo Boże.