cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

[Storytelling/Fantasy] Miecz, Łaska i Nienawiść

2012-10-10 17:32:58, komentarzy: 1

[Storytelling/Fantasy] Miecz, Łaska i Nienawiść.


Rok 925 przed naszą erą. Azja mniejsza.

Pośród piasków pustyni nad którymi zwiesiła swój czarny całun noc, słyszeć się dało ludzkie głosy i cichą muzykę. Tutaj, na bezimiennym pustkowiu, w lodowatym mroku dało się ujrzeć białe kształty namiotów nomadzkich.Stały stawione ciasno koło siebie, niemal w doskonałym kręgu. W miejscu położonym pomiędzy nimi palenisko,a dookoła zasiadało kilkadziesiąt osób. Oczy wszystkich zwrócone były ku jednemu mężczyźnie o typowo azjatyckiej urodzie, okrytemu strojem ze skóry wielbłąda.
- Faruq ! Nie daj się prosić , opowiedz nam przygodę o skrzydlatym wojowniku ! - wszyscy przekrzykiwali się, nakłaniając mężczyznę w wielbłądziej skórze do opowieści.
- To smutna opowieść ... Czemu tak ją lubicie ? Nie będę jej opowiadał.
- Prosimy ! Faruq ... Dostaniesz tyle mięsa i mleka ile zdołasz pochłonąć ! Przez kilka dni.
- Ehh...- chłopak odgarną włosy z twarzy, wzdychając ciężko.- Wiele, wiele , wiele dni temu ! Kiedy jeszcze mieszkałem w miejscu na zachód stąd... Nad słonym morzem. Tak słonym , iż ludzie tam mieszkający mieli wiecznie wykrzywione w niesmaku twarze ...- wykrzywił własną, wywołując chichot pośród dzieci zebranych przy ognisku.- Miałem tam swój własny dom . Swoją kobietę, którą miłowałem nad życie. I choć doskwierała nam bieda i trud pracy przy roli , byliśmy szczęśliwi...
- opowiedz o skrzydlatym rycerzu ! - wyrwał się jeden chłopiec. Matka trzepnęła go dłonią przez kark i zatkała jego usta. Faruq kontynuował.
- Szczęśliwi aż do dnia , który ja nazywam pogrzebem mego serca. Moja kobieta, Nur zwykła zawsze przychodzić po mnie w miejsce pracy , tuż przed zachodem słońca. Pracowałem przy kopaniu rowów , które nawadniały pole... Nigdy nie zapomnę jak tamtego dnia wyglądało słońce. Tak jakby bok przeszyć mu ostrzem miecza... Brodziło krwią, zaczerwieniając jej szkarłatem całe niebo. Skończyłem pracę i przystanąłem przy skraju drogi wypatrując mej ukochanej. Nie zjawiała się jednak. Im więcej mijało czasu od zwyczajnej pory kiedy się pojawiała, tym większy niepokój czułem. W końcu postanowiłem wyruszyć sam w drogę powrotną. Kiedy mijałem wzgórza, ujrzałem na szlaku leżące ciała... - zmierzył posępnym spojrzeniem wszystkich słuchaczy.- Poćwiartowane, leżące w wielkiej kałuży krwi. Wtedy też usłyszałem krzyki zza wzgórza. Rzuciłem swoje narzędzia i popędziłem w górę piaszczystego zbocza. Ujrzałem tam scenę pełną grozy nie z tego świata. Istota przypominająca człowieka... W lśniącym stroju, z niesamowitym mieczem w dłoni... Wszystko wykonane z tworzywa, którego nie spotkałem ponownie do dzisiaj... Z jego pleców wyrastały podobne do ptasich skrzydła ! Ni to białe, ni to czarne... Jakby pokryte szarym pyłem. Wokoło niego leżało więcej ciał... A krzyk, który słyszałem... To była Nur. Wlekł ja po piasku , trzymając za jej długie piękne włosy. Krzyczała wniebogłosy by przestał. On jednak podszedł do już ledwie żywego mężczyzny... Znałem go. Był pracownikiem mojego pana, czasem pracowaliśmy razem przy zbiorach... Widziałem jak ,srebrne niczym księżyc ostrze, przeszywa jego pierś na wylot. Wtedy zauważyła mnie Nur. Wyciągnęła w moją stronę ramiona... Sparaliżował mnie jednak strach. Choć krzyczałem w myślach "Rusz się!" , ciało mnie nie słuchało. Srebrzysty blask przeszył również ciało mej ukochanej. - spauzował tutaj. Wśród słuchaczy zaszumiały szepty.
- Co było dalej ?!
- Trudno mi to opisać... Chmury na niemal juz nocnym niebie zawirowały. Padł z nich blask silniejszy niż ten słoneczny. Poczułem jak niewidzialna siła wyrzuca moje ciało w powietrze. Uderzyłem plecami o rozgrzany jeszcze żwir. Kiedy blask zniknął i się podniosłem, po dziwnym wojowniku , mordercy nie pozostał żaden ślad... Prócz martwych ciał. Pochowałem moją żonę, tuż nad brzegiem morza i opuściłem mój rodzinny dom.
- Co dalej ? Widziałeś go jeszcze kiedyś ? Jak myślisz, kim on był ?!- młodsza część publiki zalała mężczyznę stosem pytań.
- Wystarczy już ! Faruq też jest zmęczony. Czas na sen.

Wszyscy prócz Faruq'a udali się do swych namiotów na odpoczynek. Mężczyzna siedział jeszcze przez kilka długich chwil przy dogasającym ognisku. Po chwili wstał i podszedł do naczynia z wodą. Nabrał w dłonie wody i obmył twarz z pustynnego piasku. Westchnął cicho... Jego spojrzenie skupiło się na, falującym na powierzchni wody, odbiciu.
" Mam na imię Farauq i żyje na tym świecie już trzydzieści sześć lat... Opowieść , którą powtarzam zbyt często, noszę w sercu niczym cierń. Wszyscy zapewne uważają , że to tylko bajka. Stworzona przez mój zbłąkany umysł. Być może sądzą, że mam talent do tworzenia takich historii... Wszystko to widziałem jednak na własne oczy. I choć wiem , że nie ma na tym świecie istoty, która by w nią uwierzyła... Opowiadałem ją już niezliczoną ilość razy... By nie zapomnieć. By odnaleźć istotę, która odebrała mi największy skarb w moim prostym życiu. Nur."

***

Faruq dożył sędziwego, jak na swoje czasy ,wieku siedemdziesięciu dwóch lat. Zmarł we śnie, w swoim namiocie. I choć przez całe życie opowiadał swoją historię nigdy nie dowiedział się kim była istota , która zabiła jego ukochaną. Nigdy też nie spotkał człowieka dającego w pełni wiarę w jego opowieść.
Umierając ujrzał światło. Poczuł lekkość. Jego świadomość uniosła się jak piórko niesione przez wiatr, coraz wyżej i wyżej. Prosto w oślepiającą światłość. Nie wiadomo czy po chwili, czy po wielu godzinach tej podróży przypomniał sobie... Widział ten blask. Doświadczył już tej aury. W swojej młodość. W miejscu śmierci Nur.



[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=2zGyeRczFOA[/MEDIA]


Zewsząd otaczało go światło. Unosił się sam, bez własnej ingerencji. Można powiedzieć wbrew woli. Ujrzał biel gdzieś nad sobą. Chmury, odbijające od siebie ten niesamowity blask. W końcu otoczyła go biała , gęsta mgła. Wszystko nabrało bardziej materialnej formy. Stwarzając dziwne złudzenie dotyku, właściwego bytu. Przestał się poruszać. Stanął w miejscu, okrążony przez białą zawiesinę. Wyciągnął ramiona, i spuścił na nie spojrzenie. Zamiast skóry, ciała ujrzał jednak , ledwie posiadający kształt, blask. "Co to za miejsce... Gdzie ja jestem ?"
- Nie lękaj się mój miły...
Cały zadrżał. Usłyszał bowiem głos, już prawie zapomniany. Ten , którego ciepłe brzmienie na zawsze zostało mu odebrane i nigdy nie było mu dane dowiedzieć się z jakiego powodu. Obejrzał się za siebie, a białe obłoki rozstąpiły się na boki ukazując postać Nur w białej , długiej szacie. Stała obok... "Krzyż ? Kamienny ? Kogoś będą torturować ?"poczuł się lekko zmieszany, lecz tylko na ułamek sekundy. Błogi stan , w którym się znajdował, został wzbogacony o niesamowitą radość. Chciał się poruszyć, podbiec do niej i chwycić w ramiona... Tym razem "ciało" odmówiło mu tej możliwości.

Biała mgła rozstąpiła się jeszcze bardziej. Teraz zauważył, że zza pleców kobiety wyrastają... Białe skrzydła. Przypominały te, które widział u tamtej dziwacznej istoty...
- Nur...Co się dzieje? Gdzie ja jestem ? Co to wszystko ma znaczyć ? Dlaczego tak wyglądam ?
- Nie obawiaj się. Jesteś w miejscu , w którym nic ci nie grozi. Twój duch opuścił ciało i przybył tutaj jako wynagrodzenie, za twe czyste serce.
- W nagrodę ?
- Tak. To miejsce, gdzie przybywają istoty umęczone ziemskim żywotem. Jednak tylko te, które nie dały się całkowicie pochłonąć przez jego okrucieństwa. Wiedziałam , że kiedyś tutaj trafisz.- uśmiechnęła się do niego lekko.
- Dlaczego... Tak wyglądasz ?
- Zostałam służką, Tego który jest panem tego miejsca.
- Więc nagrodą jest kolejny pański bat ?
- Och, nie. Możesz trwać tutaj w tym błogim stanie... Zostałam służką z własnej woli. Jestem teraz... Angelus.
- Angelus ? Nie rozumiem nic z tego co mówisz...
- To nieprawda. Zajrzyj w siebie, kochany. Gdzieś w środku czujesz, że moje słowa są prawdą, czyż nie ?
- Tak... To dziwne. czy teraz, już zawsze będziemy razem ? Tak tęskniłem...
- To zależy od ciebie... Pan pozwolił mi porozmawiać z tobą i zaoferować ci tą samą ścieżkę, którą zaoferowano mi. Możesz też zrezygnować z tej drogi pełen poświęceń... I wybrać tą.
- wskazała ramieniem gdzieś między obłoki. Biel ponownie rozstąpiła się na boki, ukazując mu ścieżkę w nieznane.
- Czym są te poświęcenia ? Co musi robić Angelus?
- Chcemy chronić to Królestwo przed niegodziwością, grozą, zniszczeniem i niesprawiedliwością, która czyha w otchłani. Daleko za światem ziemskim i centrum.
- Co to oznacza ? mam być wojownikiem ? Nigdy nim nie byłem...
- To się zmieni Kochany. Jednak tylko jeśli będziesz tego chciał.
- Jeśli pójdę tam...-
wskazał na dziwny portal.- Będziemy razem ?
- Nie. Nie otrzymasz tego ciała, które ja posiadam. Zostaniesz w obecnej formie, jednak wiedz, że takie życie da ci dużo więcej spokoju.
- Nie pragnę spokoju. Pragnę byc blisko ciebie... Wiesz zatem co wybiorę.

***
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=DXHCJMi-Hsw&feature=related[/MEDIA]
W ludzkim świecie minęły setki lat. W Królestwie, którego obrońcą stał się Gachelet ( Faruq ) , był to odczuwalne zaledwie jak kilka lat. Mężczyzna odzyskał swe ciało , wzbogacone o cechy Anielskie. Stał się rycerzem, niosącym światłość istotą szlachetnym i tym , które się zagubiły. Karę i potępienie zaś tym, które świadomie niszczyły to co niewinne.


Tak jak zostało mu obiecane, przez cały czas był blisko Anielicy Rinat (Nur). Razem przebywali w pałacu zwanym Amichaj. Miejsce to strzegło drogi do właściwego Królestwa. Tutaj decydowano o losie dusz, przybywających do tego świata po wyczerpaniu swego "ludzkiego" żywota. Tutaj też znajdował się bastion, który strzegł królestwa przed , jak do tej pory nieznanym Gacheletowi, niebezpieczeństwem. Wszyscy aniołowie, zwani tutaj też Abir'ami , służyli w Amichaj pod dowództwem Archanioła Gabriela.



On był również osobą, która nauczyła Gechaleta żyć w swoim nowym "wcieleniu". Przekazał mu również swoją siłę, wiedzę oraz, jak miał nadzieję, idee.

***

Przez cały ten czas, życie w tej Rajskiej niemal krainie, płynęło Gechaletowi w spokoju i harmonii. Cieszył się odzyskaną miłością, nie zapominając o obowiązkach. Szczerze mówiąc przez cały ten czas było ich więcej w teorii niż praktyce. Wszystko jednak miało się zmienić...
bez żadnej zapowiedzi, wyraźnej przyczyny, Archanioł Gabriel postawił wszystkich Abirów.
Wielka sala w Białym Pawilonie była zwyczajowym miejscem do tego typo spotkań. Mogła pomieścić wszystkich stacjonujących tutaj obrońców . We wnękach ustawione były posągi z białego kamienia. Wśród wszystkich panowała atmosfera niepewności. Wpatrywali się w Archanioła stojącego w wyższym miejscu, u szczytu sali. U jego boku stali jeszcze dwaj archaniołowie z "Wielkiej Czwórki" - Rafael oraz Raziel. Pierwszy z nich słynął jako miestrz kapłaństwa , u niego pobierała swe nauki między innymi Rinat. Drugi nosił imię Raziel - Mistrz Sztuk tajemnych. Nauczyciel wszystkich Abriów praktykujących tę sztukę.




- Wybaczcie to nagłe wezwanie. jednak cała sprawa jaką wam tutaj przedłożę, była przygotowywana w największej tajemnicy. Mamy wielu wrogów, czekających jedynie na okazję, by unicestwić wszelką nadzieję. A nigdy nie można być pewnym, czyje serce nosi w sobie nasienie potępienia. -
zerknął na swych towarzyszy, stojących po jego bokach. - Nadszedł dzień, w którym zadamy Złu ostateczny cios, spychając ich z Centrum ku nieskończonej Otchłani. Tam gdzie ich miejsce. Forteca Nieskończonej Łaski, wybudowana kiedy jeszcze byłem jednym z was- niedoświadczonym Obrońcą , nie posiada jednak wystarczających sił by to uczynić. Dlatego też postanowione zostało, iż siły z Amachaj , tak ci z was , którzy służą pod moją komendą , jak i ci dowodzeni przez Rafaela i Raziela , mają udać się tam jako posiłki. W naszym wspaniałym Pałacu pozostaną jedynie Archaniołowie i ich najbliższa świta. Co zatem idzie, zostaniecie przekazani na czas bitwy pod komendę naszego wysławionego Michała. Od setek lat jest on dowodząc garnizonu w Fortecy Nieskończonej Łaski. Ufam jego zdolnością . Wiem, że poprowadzi was w bój umiejętnie. Jeśli ja w to wierze, wy też powinniście. A teraz dalej bracia i siostry ! Wznieście swe serca do Pana i zanieście jego światło w mrok !
Cały tłum zawtórował Gabrielowi, unosząc ramiona w górę. Wszyscy prócz Gacheleta. To dziwne, lecz pierwszy raz do jego świadomości dotarło - " To ja jestem tym dobrym ? I mam zabijać tych złych ?"Można by pomyśleć , że to bardzo naiwne z jego strony. Wcześniej jednak, fakt ten leżał gdzieś daleko od jego świadomości. Nie doświadczył nigdy wszak zła w tej postaci, o której mu tutaj mówiono. W ziemskim zyciu nie przyszło mu również walczyć ze złem, tylko dlatego, że zostało tak nazwane... Teraz będzie musiał walczyć z istotami, które zostały nazwane złymi, choć ich zła nie doświadczył na własnej skórze.

Jakiś czas później szykował się w swej komnacie razem z Rinat do wymarszu. Pokój ten dzielili już ze sobą od dawna, i zdawało się , że nikomu to nie przeszkadza.
- Miła... Chciałem spytać cię o jedną rzecz...
- Pytaj więc.-
uśmiechnęła się czule, nie przerywając porządkowania rzeczy w pomieszczeniu.
- Kim był ten, który mi cię odebrał... Tam. W padole łez ?
- Czemu pytasz o to teraz ?
- przerwała sprzątanie i zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem.
- Nie jestem pewien. Samo przyszło mi to do głowy.
- To Upadły...
- Upadły ? Demon ?
- Nie. Istoty demoniczne rodzą się w Otchłani... Upadli, są jednymi z nas. Pamiętasz słowa Gabriela ze spotkania ? "Nigdy nie wiadomo w czyim sercu kryje się potępienie"... Miał zapewne to na myśli. Jesteśmy czymś więcej niż duszami. Dostaliśmy siłę od samego Stwórcy. Nie odebrał nam On w swej łasce zmysłów, uczuć , zdolności analizowania... I to często prowadzi nas do zguby, zwątpienia, szału... Kimś takim był właśnie Angelus Orpaz. To on odebrał mi ludzkie życie. Wybaczyłam mu to jednak...
- Co się stało ... Jak zamienił się w coś takiego ?
- Nie pytałam. To nie ważne.
- A co się z nim stało ?
- Archanioł Michał oczyścił go swym ogniem...

Nastała cisza. Bez słowa powrócili do przygotowań.

***

Zbrojny oddział czekał już przed , jeszcze zamkniętym, portalem. Ciemna chmura, nie pasująca tak bardzo do krajobrazu tego miejsca, cały czas niespokojnie wirowała. Co chwilę przeszywał ją błysk. Gechelet upewnił się czy jego miecz jest dobrze przymocowany. Zacisnął mocno dłoń na włóczni, którą dzierżył w ręku. Tuż obok niego stała Rinat w lekkiej zbroi, jedynie z krótkim mieczem wciśniętym za pas. Jako Angelus specjalizujący się w kapłaństwie miała unikać walki. Chwyciła wolną dłoń ukochanego.
- Wiesz , że cię kocham ?
- Nigdy w to nie zwątpiłem , moja miła. - uśmiechnął się lekko.
Wtedy też przeraźliwy huk zagłuszył kolejne słowa dziewczyny. W posępnej chmurze powstała luka wypełniona światłem. Abir stojący na czele kolumny machnął ręką dając znak pozostałym. Był to Abes, przyjaciel Gecheleta. Angelsu "czystej krwi", który szkolił się razem z nim pod okiem Archanioła Gabriela.
Wszyscy poderwali się do lotu, kierując się prosto w światłość.




[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=Y_1bmTzB5kA&feature=related[/MEDIA]

***

Centrum było miejscem zawieszonym pomiędzy Otchłanią a Królestwem. Tak jak świat ludzi, jednak położony na planie astralnym. Dla ludzkiego oka całkowicie niewidocznym. Tylko kilku spośród Angelusów wiedziało jak wydostać się z Królestwa , a dokładniej Amichaj, prosto do rzeczywistego świata śmiertelników. Rozmyślając nad tym Gachelta uderzyła jedna rzecz... Angelus wspomniany przez jego ukochaną niedawno, zdołał jakoś się przedostać. Czy był zatem kimś ważnym ? Dalej nie rozumiał dlaczego tak bardzo nurtuje go to pytanie.
Po chwili lotu przez świetlisty tunel dotarli do Centrum. Zaskoczył go fakt, iż świat ten wygląda niemal dokładnie jak ludzki. W którym przyszło mu doznać tylu cierpień. Poczuł dreszcz na karku, który minął dopiero, kiedy ujrzał patrzącą w jego kierunku Rinat. Wskazała ramieniem gdzieś przed siebie. Teraz ujrzał Fortecę Nieskończonej Łaski w całym majestacie.


Abes dał znak, a wszyscy ruszyli lotem nurkującym w dół. Ostatecznie lądując na wiadukcie postawionym z białych, kamiennych bloków, który prowadził do centralnej części fortecy. Szybko uderzyła ich różnica między tym miejscem a Amichaj. Obrońcy tutaj stacjonujący mieli surowe wyrazu twarzy. Ich zbroje nie lśniły, były matowe, poplamione często krwią. Ich ciała nie były nieskazitelnie czyste - często brudne, noszące blizny bądź też opatrunki.
Dowodzący wymienił kilka zdań z jednym z nich, po czym dał sygnał by reszta udała się za nim. Ruszli w kierunku głównego placu, u szczytu którego znajdował się ogromny budynek o złotej kopule. ( Przypominał Meczet)
Zostali tam ustawieni w szeregu. Gachelet czuł na sobie posępne spojrzenia kręcących się dookoła Obrońców z Fortecy. Zdobione wrota w budynku otworzyły się, a z wnętrza wyszedł Angelus o nieskazitelnie białych skrzydłach. jego spojrzenie było zaczepne, pełne zacięcia.


- Niech wiara zawsze przepełnia wasze serca ! Witajcie ! Jestem Archanioł Michał, być może słyszeliście już o mnie ?- uśmiechnął się lekko. Czy istniał ktos w całym królestwie Niebieskim, kto nie znałby tego imienia ? Gabriel, Rafael i Raziel, nawet jednocześnie, mogli jedynie zazdrościć chwały jaka otaczała stojącego teraz we wrotach Archanioła. - Ciesze się, iż przybywacie tak licznie. Witam w Fortecy Nieskończonej Łaski. Ostrzegam - ta łaska nie jest dla nas przeznaczona. W nazwie tego miejsca bezsprzecznie odpowiednie są tylko dwa słowa: Forteca , bo nigdy nie upadła i jest naszym tutaj jedynym bastionem. Oraz Nieskonczona. Bo póki tutaj dowodzę, ta forteca będzie tutaj stała.

Przez kilka dni nowi byli wtłaczani do rytmu życia w tym miejscu. Para ukochanych została przez to rozdzielona. Gachelet jako wojownik , musiał przejść obowiązkową musztrę, zaś Rinat miała zając się rannymi. Tych tutaj nigdy nie brakowało.
Plan natarcia zdawał się prosty. Nie miała to być wielka, epicka bitwa . Wszystko sprowadzało się do zapieczętowania konkretnych miejsc jednocześnie. Gachlet miał zaszczyt zostać przydzielony do oddziału, dowodzonego bezpośrednio przez Michała.
Nie zdołał się nawet pożegnać Rinat, cały wymarsz został ogłoszony niespodziewanie, w dziwnym pośpiechu. Już w niewielkiej odległości od murów Fortecy napotkali na pierwszy opór. Ciskając błyskawicami, oczyszczającym ogniem czy odstraszając demony światłością... Bądź uświęconą stalą, przebijali się dalej i dalej.
W końcu dotarli do wyznaczonej im pieczęci, która od niepamiętnych czasów leżała poza ich zasięgiem.
- Stańcie za mną ! Zrobię wam przejście, a wy osłaniajcie ucznia Raziela. Musi zamknąć to plugawe draństwo !- Archanioł wylądował na pokrytej szlamem ziemi. Zacisnął dłoń mocniej na rękojeści miecza. Z ostrza wydobył się niesamowicie wielki płomień. Anioł zamachnął się i posłał przeraźliwą chmurę ognia prosto w nacierającą w ich kierunku hordę demonów.
Reszta ruszyła przed siebie , po spopielonej ziemi i szczątkach plugastw Otchłani. W centralnej części szyku podążał niejaki Heredon, uczeń Raziela, ściskając w dłoni uświęcony zwój mający raz na zawsze zapieczętować ujście demonicznej mocy.
Gachelet obejrzał się za siebie. Archaniła Michała otoczył tuzin bestii, był jednak pewien, że wojownik jego pokroju bez trudu wyjdzie z tej sytuacji. Odwracając twarz przed siebie, ledwie zdążył ujść z drogi dziwacznemu pociskowi, wytwarzającemu fioletową poświatę. Uderzył on w ziemię tuż przed nogami Heredona. Ogromna eksplozja przeszyła cały szyk, a błękitne płomienie strawiły ciała większości członków kolumny.
Gechelet oderwał twarz od ziemi, szukając istoty zdolnej użyć takiej magii. Na Jednej ze skał ujrzał istotę przypominającą Angelusa... Lecz poczuł od niej aurę przesiąkniętą mrokiem.

- Co ? Myśleliście, że teraz pójdzie już górki ?!- istota wybuchnęła piskliwym, gromkim śmiechem.- Głupcy ! Póki uwięziliście mnie w Centrum nie pozwolę aby choć jeden wasz krok był postawiony jak trzeba !
- Cfira ! Na łaskę Stwórcy ! Coś ty najlepszego uczyniła ?!-
Michał przeszybował nad ledwie żywymi towarzyszami, wyprowadzając cięcie prosto w Upadłą. jej ciało , nim zostało jeszcze dotknięte przez płomień miecza, zniknęło w czarnym obłoku.
Archanioł z irytacją rozejrzał się wokoło. W ich kierunku zbliżały się wielkie hordy. Zerknął w kierunku ocalałych... A właściwie ocalałego Gachelta. uderzył kilka razy skrzydłami, w locie chwycił rannego , po czym z niewiarygodną prędkością ruszył w kierunku Fortecy.

***

W trakcie lotu stracił przytomność. Choć umysł stracił zdolność logicznego analizowania otoczenia, słyszał huki eksplozji, wznoszone modlitwy, przeraźliwe demoniczne jęki.
Obudził się w wielkiej komnacie, położony na kawałku szmaty tuz pod ścianą. Otaczało go więcej rannych, często gorzej niż on, aniołów. Pomiędzy nimi przemieszczali się uczniowie Reafaela. Wykorzystywali swe zdolności by ukoić cierpienia swych Niebiańskich towarzyszy. Co chwilę konstrukcją drgała w rytm huków dochodzących z zewnątrz. Gachelet chwycił za dłoń przechodzącego obok uzdrowiciela.
- Rinat ... Gdzie jest Rinat ?
- Odpoczywaj bracie. Może się okazać, że będziesz musiał tego dnia chwycić za miecz i ruszyć w bój.


Po wielu godzinach nastała cisza. Huki , krzyki i wstrząsy ustały. Do sali, w której zgromadzeni byli ranni, wszedł Archanioł Michał. Jego twarz , strój, skrzydła - wszystko pokrywała sadza i krwiste plamy. Tuż obok niego maszerował Abes, dowódca sił przysłanych z Amichaj. Wymienili z Michałem kilka zdań, po czym jednocześnie zerknęli w kierunku Gacheleta. Ranny Angelus poczuł jak coś zaciska się na jego żołądku.
- Wykazałeś się męstwem, przyjacielu. Nie zapominam nigdy takich braci. W dodatku jako jedyny przeżyłeś.- zaczął Archanioł.- Jednak nasza cała wielka misja się nie powiodła... Zginęło tak wielu. Forteca Nieskończonej Łaski była po wszystkim szturmowana. Ponieśliśmy kolejne ofiary, jednak wróg został odparty.
- Co z Rinat ?

Abes jak i Michał wymienili między sobą ponure spojrzenia. W końcu pierwszy z nich przyklęknął obok.
- Oddział Rinat nie powrócił... Chyba nie ma już nadziei , iż tak się stanie...

***
Czekał ze zwieszona głową przed drzwiami komnaty Archanioła Gabriela. Powrót do Amichaj pogorszył jeszcze bardziej jego cierpienia. "Ich" pusta niemal komnata. Miejsca, w których bywali razem. Nadzieja o wspólnym , wiecznym żywocie prysła. Nawet w najczarniejszych myślach nie widział takiego końca tego wszystkiego... Jak mógł ? Skoro nie widział wcześniej Centrum ? Nie odczuwał jedynie gniewu wobec istot określonych jako złe... Nie tylko wobec nich. Czuł obrzydzenie do całego tego miejsca. Do okrutnej, niegodnej istot czystych walce. Do tego wykwintnego pałacu stojącego gdzieś w oddali... Miejsca, gdzie wszystko było sielanką, kiedy tam na dole odgrywały się dantejskie sceny.
- Gachelecie, wejdź proszę.
Angelus bez słowa wykonał polecenie. Przez wielkie okna, ze wstawionymi witrażami wpadało do pomieszczenia wiele kolorowego światła. Gabriel wraz z Rafaelem stali po przeciwnej stronie izby, tuż przy kamiennym , ozdobionym bloku. Służył on jako stół.
- Jak się czujesz bracie ? - spytał z troską w głosie Rafael.- Kiedy patrzę w twoje oczy, niemal czuje równe twemu cierpienie.
- Wybacz Rafaelu, wątpię czy jesteś zdolny odczuć takie cierpienie. Nawet twe słynne zdolności nie uleczą tych ran.
- Same zniknął młodzieńcze.
- wtrącił się Gabriel.- Musisz tylko im na to pozwolić. Wiem, że to trudne. W tym świecie nie ma jednak dla nas czasu na żal. Na pewno nie po tym wszystkim co się wydarzyło. Straciliśmy wielu silnych w wierze braci... Kto wie ile lat zajmie nam ponowne napełnienie tego naczynia taką wiarą. - westchnął lekko zamykając księgę leżącą na kamieniu.- Gachelet , jesteś mym najlepszym uczniem. Nawet Abes to przyznaje otwarcie. Kiedy się tutaj zjawiłeś, nie oczekiwałem tyle od istoty , która Angelusem stworzona nie została. Brakuje ci jednak wiary bracie. Tak silnej by nie ugięła się pod największym ciężarem jaki rzuci na nią zło. Teraz jednak pragnę byś odpoczął. Zostań w Amichaj. Chwilowo twe obowiązki przejmie ktoś inny.- Rafael uśmiechnął się do chłopaka pokrzepiająco.
- Gabrielu ... Chciałbym o coś zapytać.
- Pytaj bracie.
- Kim był Anioł Orpaz ?

Obaj Archaniołowie zadrżeli słysząc jego słowa. Następnie wymienili między sobą zaniepokojone spojrzenia.
- Był kimś takim jak ty, Gachelecie. Jednak zbłądził. Był uczniem Archanioła Raguela.
- Ale... Brat Raguel nie przyjmuje uczniów.
- Od tamtej pory właśnie... To długa historia mój przyjacielu. I każdy z nas stara się jedynie wyrzucić ją z naszych serc. Nie rozdrapuj zatem blizn swymi pytaniami.
- Tak, wybacz Gabrielu. Dziękuje za twoją szczodrość...


***

Przez kilka kolejnych dni nie opuszczał swej komnaty. Jedyne co robił to dumał... Nad sensem wszystkiego co go otacza. Gdzie dalej ma iść? Gdzie odnaleźć nowy sens dla życia wiecznego jakie otrzymał... Teraz nie miało ono sensu. Oczywiście tylko dla niego... "Gabriel i reszta widzi we mnie żołnierza... Jedną z tysięcy istot , za która uronią pewnego dnia kilka nieszczerych łez."Przerażały go wspomnienia Centrum Fortecy Nieskończonej Łaski, przerażającej postaci Upadłej o imieniu Cfira. " Gdzie w tym sens ? Nie zostanę tutaj... Nie będę walczyć ." Poderwał się z łoża, odział i wyszedł. Nie było zapewne nikogo w tym miejscu, kto podzielałby jego zdanie. Miał te same wątpliwości.Postanowił zatem odkryć inną prawdę...
Wyszedłszy przed biały pałac , rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze. Kierował się ku jednemu z masywów skalnych, porośniętemu przez las. Tak jak pozostałe zawieszony był w powietrzu, gdzieś nad bezkresnym oceanem białych obłoków.
Po dłuższej chwili stał już przed Sanktuarium Raguela. Wielkim budynkiem o strzelistej sylwetce. Dwie dzwonnice były na tyle wysokie, iż nawet stojąc w odległości musiał zadzierać głowę mocno w tył aby je podziwiać. W okna wprawione były szkła w odcieniu pomarańczy.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=64VL26LA2UE[/MEDIA]

Wielkość obrazka została zmieniona. Kliknij ten pasek aby zobaczyć pełny rozmiar. Oryginał ma rozmiar 800x533.


Po korytarzach , zdawałoby się niemal opustoszałego budynku, niosły się wysokie śpiewy. Fakt ten nieco zdziwił Gacheleta, gdyż nie była to pora na modły. Pokierowany przez młodego Angelusa, ruszył w kierunku "samotni" Archanioła Raguela. Samotnia okazała się niemal zwyczajną komnatą. Archanioł stał zwrócony plecami do drzwi. Pod nosem szeptał cicho słowa modlitwy, wznosząc miecz ku niewielkiej rozecie. Była to jedyna furtka dla światła.
- Wybacz , że przeszkadzam bracie ...- Archanioł przerwał modlitwę, kierując swe oblicze ku Gacheletowi.
- Proszę, proszę. Jesteś uczniem Gabriela, czyż nie ? Czyżby pozwalał przychodzić do takiego heretyka jak ja swym podopiecznym ?- z jego tonu młody angelus nie potrafił wydedukować czy jest poważny, czy też żartuje.
- Archanioł Gabriel nie wie o moim tu przybyciu.
- Cóż za intrygujące stwierdzenie. Czemu zatem tutaj przybyłeś ? Czyż w Amichaju me Sanktuarium nie uchodzi za zapomniane ? Zapewne moje Płonące Serce nie może się równać Czystości Sumienia Gabriela.
- Nie wiedziałem nawet, iż budynek ten nosi taką nazwę...
- Och, byłem tutaj kiedy nasz Pan wznosił je swym Słowem. Stąd znane mi są ich nazwy. Lecz nie odpowiedziałeś na me pytanie bracie.
- Chciałem spytać się o Anioła Orpaz'a ...
- Archanioł zmierzył go intrygującym spojrzeniem.
- Czemu cię interesuje ta spopielona dusza ?
- Byłem jedynym śmiertelnikiem, który widział go w świecie ludzi... Reszta zginęła od jego ostrza . Widziałem go, jak zabija moją lubą. Później ten błysk, który wyrzucił mnie w dal ...
- Zawdzięczasz temu zjawisku życie mój chłopcze.
- przerwał mu nagle.- Niewielu ludzi widziało Angelusa... Ale ci , którzy o tym mówią zazwyczaj zostali tym obdarowani. Gdyby błysk twym ciałem nie rzucił, Archanioł Michał zapewne "oczyścił" by i ciebie swym ogniem...
- Lecz nie o tym chciałem mówić. Jak Upadł twój dawny uczeń ?
- Widzę, że rozmawiałeś już z tymi "Szlachetnymi". Niegdyś byłem tutaj osobistością równą Gabrielowi. Orpaz był mym uczniem, tak jak ty, stworzonym z ludzkiej duszy a nie słowem Pana. I choć mój uczeń przerósł swymi zdolnościami mnie, Gabriela, Raziela ... A śmiałbym nawet rzecz , iż Archanioła Michała, nie traktowany był należycie. Nie pozwolono mu piastować żadnej funkcji , nie słuchano mych wniosków o rangi anielskiej u niego podwyższenie. Bzdurnie traktowano jako zwyczajnego pionka, a ile takie upokorzenia , często naumyślne znosić można ? W końcu nie zdołał wywiązać się ze swych rozkazów. A wtedy jego imię okryła hańba. Wiesz gdzie trafiają tacy Obrońcy Gabriela ? Na pierwszy szturm w Otchłań. Chciałem ocalić mego ukochanego ucznia... Ten jednak otrzymując stosowną pomoc, miast uciekać, szukać zemsty zaczął. I wtedy jego sercu zakwitł kwiat grozy... ja skonczyłem tutaj. Odsunięty na bok, zapomniany , w niesławie. I nie narzekam na to. Wiem bowiem , iż któregoś dnia pycha, chluba i obnoszenie się szlachectwem skierują swe ostrza przeciwko ich posiadaczom.
- Czyżbyś źle życzył swym braciom ?
- Nigdy. Ostrzegałem ich już, tych samych słów używając. Moje słowa są już traktowanie jako słowa szalonego heretyka, który wyzbył się miłosierdzia i Bożego słowa ze swego serca. Czy opowieść moja zaspokoiła twoją ciekawość ? A może zauważyłeś już to, co ja zauważam od dawna ?
- Widzę to ... jednak.
- w umyśle Gacheleta zrodził się pomysł.- Nie jestem w stanie nic z tym zrobić... Nie w tym stanie.
- Cóż byś mógł zmienić ? Oczyścić to święte miejsce da się tylko w jeden sposób...
- A gdybyś mi pomógł ? Czy myślisz, że byłbym w stanie to zrobić ?
- Aniołowi w rzeczywistości nie zależało na spełnieniu wizji Raguela... Chciał tylko zdobyć wystarczająco dużo siły i wiedzy, by móc uciec za ten krąg nienawiści, którego wszyscy w koło zdawali się nie dostrzegać.
Archanioł przeszył go wzrokiem.
- Rozumiesz o czym mówimy chłopcze ? Rozumiesz, iż zostałbyś z tym sam ? Moge ci wskazac drogę, lecz nie mogę nią razem z tobą podążyć.
- Rozumiem. Nie proszę o to. Nie chcę by los Orpaz' spotkał jeszcze kogoś. Nie chcę by z łona sprawiedliwości wypełzały tak niesprawiedliwe istoty. Chce tylko wprowadzić ład.
- Zatem niech się stanie chłopcze...
- gestem przywołał go bliżej siebie.- Choć teraz nie znaczę tutaj nic... Znam wiele tajemnic Amichaj, Abirów ... I o wiele więcej.
- Potrzebuję siły, Raguelu. Takiej , która mogłaby zrównać mnie nawet z Michałem.
- Nie lękaj się... Słyszałeś może o mieczu Samaela ?
- uśmiechnął się siadając na drewnianej ławce pod ścianą sali.
- Naturalnie. Jednak, czy miecz nie został zniszczony, kiedy Angelus ten został wygnany ?
- Został. Ale miecz ten nie jest narzędziem unikalnym. By stworzyć go wystarczy posiadać inny miecz i nałożyć na niego odpowiednie błogosławieństwa.
- To..To wydaje się zbyt proste !
- Och, nie jest tak. Potrzeba na wszystko czasu... Składników jest wiele. Jednak kiedy wie się gdzie szukać... Znam sekretne przejścia do księgozbiorów Raziela. Wiem gdzie skrywane są inne Boskie Artefakty.
- Gachelet chciał coś powiedzieć, jednak Archanioł zatrzymał go gestem.- Nie ekscytuj się. Żaden z nich nie jest prost w użyciu a tym bardziej w zdobyciu... Jednak będąc wierny mnie, zajdziesz daleko. Wspólnie położymy kres pustej władzy Świętych Dostojników.



***


Witam serdecznie ! Juz po raz kolejny... To ostatnia sesja, którą proponuję na dłuuugi czas . Ale nic niestety nie poradzę, pomysły same się rodzą a ja odczuwam potrzebę ich "wylania". Tym razem coś chyba bardziej abstrakcyjnego ...? Nie jestem fanem żadnej serii książek czy też filmów o aniołach, niebiosach itp. Ale jakoś taki właśnie pomysł przyszedł mi do głowy. Wszystko jest raczej wymyślone przeze mnie. A żeby całośc jakoś trzymała się minimalnie biblii , pomagałem sobie Wikipedią .

Świat:
Tutaj chyba wiele opisywać nie trzeba. Świat dusz, aniołów, demonów, upadłych ... Jednak wymieszany z intrygami, krwią, walką i okrucieństwem. Dojść militarystyczna wizja .

Gracze:
Szukam od 4 do 6 graczy raczej lubujących się w takiej tematyce . Sam jak wspomniałem, nie jestem wielkim "guru" . Możecie więc liczyć, że w takcie sesji otwarty będę na wasze pomysły, pomysły z czytanych przez was książek czy też po prostu - wiedzę .

Postacie:
Wolałbym aby postacie były aniołami, ale jestem otwarty na propozycje. Cała fabuła jak zapewne się domyślacie dotyczyć będzie Gacheleta i jego czynów. W rekrutacji nie przeszedłem jeszcze do rozwinięcia wątku głównego, dlatego możecie czuć się jeszcze trochę zagubieni. Uspakajam - w pierwszym poście wszystko się wyjaśni.

Klasy Abirów:
Chciałem mimo wszystko wprowadzić mały podział na klasy, odwzorowujące zdolności poszczególnych grup. Wszelkie jednak dokładniejsze zdolności (mieszczące się w zakresie tych określonych przeze mnie) możecie wymyślać sami.

- Wojownik : Abirowie szkoleni w Fortecy Nieskończonej Łaski przez samego Archanioła Michała. Nie używają żadnego rodzaju błogosławieństw czy sztuk tajemnych. Cała ich siła opiera się na fizycznych aspektach oraz ich orężach. Te są niezwykłe. Tylko bowiem ich bronie nabywają unikalne właściwości. Przykładem może być miecz Archanioła Michała .

- Obrońca: Są to Abirowie szkoleni przede wszystkich w technikach obronnych, planowania strategii oraz opieki nad ludzkimi duszami. (Chodzi tutaj o ochronę ich przed złem). Posługują się błogosławieństwami, lecz te ograniczają się tylko do wzmacniania ich samych. ( Nie mogą użyć tej magii, by wzmocnić innego anioła). Każdy Obrońca obdarzony został Łaską. Jest to niezwykłe błogosławieństwo, unikalne dla każdego z Abirów. Ich głównym zadaniem mimo wszystko pozostaje obrona Amichaj. Dowódcą wszystkich obrońców jest Archanioł Gabriel.

- Kapłan: Jak sama nazwa wskazuje . Abir specjalizujący się w leczeniu, błogosławieństwach oraz rażeniu demonów Boską Światłością. Również oni odpowiadają za utrzymywanie duchowej więzi między śmiertelnikami a Królestwem. Mistrzem tej dziedziny jest Archanioł Rafael.

- Mag (Mistrz Sztuk Tajemnych): Najmniej liczna grupa Abirów, uchodząca jednocześnie za najbardziej tajemniczą. Do walki używają, nieznanych nikomu spoza ich własnego kręgu, mocy czy zaklęć. Potrafią ciskać klątwami, tworzyć boskie artefakty . Noszą zawsze przy sobie posępną księgę , którą wypełniają receptury, zaklęcia, modlitwy. Każdy Abir tej grupy musiał przechodzić indywidualne szkolenie pod okiem Archanioła Raziela.
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Gość 18:24, 14 stycznia 2013

    Sporo tu ciekawych informacji...mój blog to http://jmsystemfantasyart.wordpress.com/ Pozdrawiam

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!