cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

Ostatni Anioł coś dla fanów Yaoi

2012-09-03 16:11:42, komentarzy: 0

 Yaoi opowiada o miłości zarówno psychicznej, jak i fizycznej między dwoma mężczyznami. Lżejszą formą yaoi jest shounen-ai. Proszę więc wszystkich homofobów, żeby kulturalnie opuścili ten wpis, a nie rozdrabniali się na temat jego treści.
Pozostałych zapraszam do lektury.




Haruni Kirosowa
Nieśmiały srebrzysto-niebieskowłosy chłopak. Chodzi do liceum katolickiego. Jest najlepszym uczniem ze swojej szkoły, z nikim nie szuka zwady. Mimo swoich dobrych cech nie ma przyjaciół. Ludzie się od niego odsuwają, ponieważ uważają go za zbyt idealnego.
Pewnego razu spotyka nowego ucznia, który przewróci jego życie do góry nogami.

 
Sena Magami
Nowy uczeń w szkole. Jest budownikiem, za którym szaleją dziewczyny, koledzy uwielbiają, a nauczyciele nie znoszą. Zimny i nie znośny typ dla wszystkich. Jednak naprawdę jest on Lucyferem, pierwszym zbuntowanym aniołem.

Rozdział 1: Zesłanie na Ziemię

Na neutralnym terenie między niebem, gdzie przebywały anioły, archanioły, ludzie, a także ten jeden najważniejszy i wszechmocny Bóg, a piekłem, do którego zsyłano dusze najgorszych grzeszników, a jednocześnie dom zbuntowanego anioła odbywała się jedna z najważniejszych rozmów, które mogły i za pewnie zmienią świat, w którym żyjemy.

- Witaj Panie. – Odezwała się istota tak piękna, że nie mogła być człowiekiem.

- Witaj Lucyferze, pierwszy aniele, który się sprzeciwił mojej woli, będący o mnie zazdrosny.

- Pamiętam mój panie mimo tych milionów lat, które spędziłem na wygnaniu wciąż pamiętam, za co. Ale nie chciałeś mi o tym przypominać, więc dlaczego mnie wezwałeś? Panie. – Dodał w stronę postaci, która była światłem dla całego świata, dla ludzi żywych i ich dusz po śmierci.

- Jak zwykle buntowniczy. Jak mówiłeś spędziłeś wiele czasu rządząc krainą nie szczęścia, zła i okrutności, a ja przyszedłem tu by ci wybaczyć mimo twojej zazdrości o mnie. Jednak nie będzie to takie łatwe. Musisz dowieść, że jesteś godny zaufania. – Powiedział. Mimo, że jego głos był przepełniony miłością był jednak pełny stanowczości i władzy.

- Zrobię wszystko panie. – Lucyfer ukłonił się nisko nie podnosząc ani razu od spotkania głowy.

Wiedział, że nawet, jeśli Bóg mu wypaczy minie tyle samo czasu, gdy znów będzie tak traktowany jak wcześniej i odzyska jego zaufanie. Do tej pory nie ma prawa spojrzeć na jedynego, przed którego nie można się wywyższać i porównywać, bo tylko on jest prawdziwym dobrem.

- Takiej odpowiedzi od ciebie oczekiwałem Lucyferze. Jak za pewnie pamiętasz, gdy mi się sprzeciwiłeś za tobą poszło wiele aniołów, wiele cię ceniło i miało za autorytet, zrobiliby dla ciebie wszystko. Może więcej nawet niż dla mnie.

- Nie prawda panie, oni tylko zwątpili. To ja zawiniłem i to ja przyjąłem całą karę. – Zaprzeczył upadły anioł.

- Wiem, że chcesz ich ochraniać, zawsze to robiłeś nawet, jeśli miała cię spotkać cięższa kara, ale oni zaczęli się jednoczyć, pod czas, gdy ty tu byłeś. Teraz wiem, że aniołowie też nie są doskonali. Po tylu milionach lat sprzeciwiła się mi się grupa moich dzieci i ruszyła na Ziemię. Mogą zniszczyć to, co miłuje.

- Co mogę na to poradzić panie? Przecież nic nie mogę zrobić. – Odezwał się zaniepokojony po czynieniami dawnych przyjaciół.

- Możesz. Wyślę cię na Ziemię, żebyś ich odesłał. Będzie to ratunkiem dla nich i dla ciebie. Dowiedziesz, że jesteś godny mojego zaufania.

- Zgadzam się panie. Kiedy mnie odeślesz?

- Jak najszybciej.

*************************************

Na terenie jednego z najlepszych liceum katolickich nastał ranek. Wszyscy śpieszyli się do swoich klas, a ci, co nie mieli rannych lekcji przechadzali się pomiędzy drzewami lub rozmawiało z przyjaciółmi pomiędzy drzewami. Nic nie zapowiadało, że wkrótce w tej szkole i w mieście staną się dziwne rzeczy związane z zdarzeniami, które miały miejsce przed stworzeniem świata.

Oddalonej od miejsc publicznych w kapliczce trzech rosłych uczniów znęcało się nad Harumin Kirosową. Najlepszym z uczniów, jego idealność w każdym calu, nie ułatwiało mu życia, a wręcz przeciwnie.

- I co teraz powiesz nie jesteś już taki idealny, co nie Krosowa? – Powiedział chłopak, który zorganizował to wszystko. Porwanie, zaciągnięcie do kaplicy, pobicie i poniżenie.

Kiedy niebiesko włosy nie odpowiedział, kopną go w brzuch. Po nim nastąpiły kolejne, także od pozostałych chłopaków. Kiedy Harumi jękną pod jednym z mocniejszych kopnięć ktoś zawołał z góry.

- Nie możecie być ciszej! –Na parapecie jednego z okien leżał rudowłosy chłopak.

- Kim ty do diabła jesteś?! – Wrzasną jeden z napastników.

- Oj przymknijcie się.

- Coś ty powiedział?! Zaraz oberwiesz!

Nieznajomy spojrzał na krzykacza i zrezygnowany skoczył na ziemię. Podszedł do niego i walną w szczękę. Widząc to koledzy uderzonego chłopaka rzucili się na niego.

Przestraszony Harumi zamknął oczy, przeczuwając, że nieznajomy oberwie jak nigdy w życiu. Może wyglądał na silnego, ale na pewno nie poradzi sobie z trzema. Kiedy wszystko ucichło otworzył oczy, jakie było jego zaskoczenie, gdy zauważył swoich napastników w złym stanie na ziemi, a rudzielca bez jednego zadrapania.

Kiedy on odchodził, niebieskowłosy trudem podniósł się zamiarem podziękowania za pomoc.

- Dziękuje, gdyby nie ty to było by ze mną źle. Jestem Haruni Kirosowa, a ty?

Nieznajomy odwrócił się do niego i uważnie obejrzał go od stóp do głowy.

- Nie pomagałem ci. Przeszkadzali mi w drzemce. – Później nawet nie zaszczycają go jednym spojrzeniem skierował się do drzwi kapliczki, przed samym progiem się zatrzymał i nie odwracając powiedział.

- A jeśli chcesz tak bardzo znać moje imię to jestem Sena. Sena Magami. Trzymaj się mały.- Znikną za zamykającymi się drzwiami.

Haruni patrzył wciąż w to miejsce, gdzie przed chwilą stał chłopak, w końcu uśmiechając się wyszeptał.

- Sena. Sena Magami. Ładnie. – I także skierował się do wyjścia zastawiając nie przytomnych napastników, wcześniej upewniając się, że nic poważnego im nie jest.

Rozdział 2: Ich historia

Haruni przymknął powieki, gdy wyszedł z ciemnej kapliczki na jasno oświetlone podwórze. Zastanawiał się, kim był ten chłopak, który mu pomógł. Zapamiętałby kogoś o takim imieniu i nazwisku.

Sena Magami chłopak o rudych włosach z grzywką opadającą na oczy. Wyraziste rysy twarzy, które wpadały w pamięć. Niesamowite zielone oczy, jeszcze nigdy nie widział takiej czystej i głębokiej zieleni u nikogo innego. Nie sądził, że taki odcień oczu może w ogóle istnieć.

Sylwetka dobrze zbudowana, jednak nie tak umięśniona jak u futbolistów ze szkoły. Przy takim chłopaku dziewczyna czuła by się bezpiecznie, ale nie jak niepotrzebny dodatek do braku mózgu i kupy mięśni. Jednak musiał być bardzo silny. Sam sobie poradził z kilkoma napastnikami i wyszedł cało z tej potyczki baz żadnego zadrapania, co nie można powiedzieć o chłopakach teraz jęczących z bólu w kapliczce.

Także głos rudego chłopaka miał niespotykane brzmienie. Wydawało się, że gdy mówi to aniołowie śpiewają, ale w tym głosie było tyle wrogości, że człowieka ciarki przechodziły. Sądził, że tym głosem może rozpalić zmysły człowieka do nieprzytomności, ale jednocześnie zranić nimi tak by ten, do którego były kierowane nigdy by się już po nich nie pozbierał.

Jednak w tym chłopaku było coś niesamowitego. Jakiś mistycyzm, niezwykła siła i jakby przymglone, przygaszone światło. Wiedział, że jest w nim dobro, może tego nie było widać na pierwszy rzut oka, ale Harumi i tak uważał, że nie może być zły. Przynajmniej do końca.

„Sena musi chodzić do naszej szkoły, miał na sobie nasz mundurek, ale ja nie uczestniczce w życiu szkoły, więc mogłem o nim nigdy nie słyszeć i nie widzieć”

To prawda. Haruni Kirosowa nigdy nie toczył bujnego i pełnego balang życia szkolnego.

Był za to zbyt idealny.

Wyniki szkolne najlepsze ze wszystkich i to z każdego przedmiotu. Uczestniczył w kilkunastu kółkach pozaszkolnych, w których piastował najwyższy urząd, a jeśli nie to był zastępcą, który i tak wszystko robił.

Przewodniczący szkoły, który zawsze miał świetne pomysły jak poprawić życie uczniów i nauczycieli w szkole. Świetny sportowiec. W ilu to on występował zawodach i je wygrywał. Koszykówka, piłka ręczna, biegi, pływanie, siatkówka, we wszystkim był najlepszy.

Także nic mu nie brakowało w wyglądzie.

173 cm wzrostu. Niebieskie włosy trochę przy długie z boku i grzywka opadająca na czoło. Niebieskie oczy, jaśniejsze jeszcze bardziej niż włosy, które i tak już przechodziły w kolor srebrzysty.

Kiedy patrzyło się w jego tęczówki miało się wrażenie, że to płynne srebro z domieszką błękitu. Piękne i niespotykane.

Sylwetkę miał lekko umięśnioną, ale z powodu, że lubił obcisłe bluzki nieumyślnie podkreślał tors.

Charakter miał sympatyczny i miły. Zawsze chciał pomóc innym i ulżyć w ich cierpieniu. Prawdziwy był z niego anioł.

Wydaje się, że byłby świetnym kumplem i przyjacielem dla chłopaków, a dla dziewczyn wyśnionym królewiczem na białym rumaku.

Jednak to właśnie to ich przerażało w nim. Jego idealność.

Dziewczyna przy nim czuła się jak głupia, bo nie wiedziała jak z nim prowadzić rozmowę. Nie orientowała się w sztuce, muzyce. Nie potrafiła prowadzić inteligentnych rozmów, nie tylko na poważne sprawy, ale i także na mniej serio. Jak nieznanego pochodzenia potrawy w stołówce. W końcu żadna dziewczyna z nim nie chciała być.

Chłopaki natomiast czuli się przy nim gorsi. Każdy koleś chce mieć kolegę, który jest w czymś od niego gorszy, a nie we wszystkim najlepszy. To ich wprowadzało w depresję i irytacje. Dlatego powoli się od niego odsuwali.

Hirumi skierował się na Krzyż jak uczniowie nazywali plac o kształcie krzyża.

Tam spotykała się młodzież szkolna, wiadomo było, że tam wcześniej czy później można spotkać kolegów, pogadać, poprowadzić dyskusje na serio lub pół serio. Spotkać swoją przyszłą dziewczynę czy chłopaka. Kwitło tam życie uczniowskie katolickiego liceum

Właśnie tam niebieskowłosy spotkał swojego kolegę.

Niewysoki blondyn imieniem Doku Namari był jego przyjacielem od podstawówki.

To prawda, że czasami blondynowi przeszkadzała idealność przyjaciela, ale czym nie jest przyjaźń, jeśli nie pokonywaniem przeszkód.

- Cześć Aniele! – Zawołała w stronę niebieskookiego.

- Ile razy mam ci mówić, żebyś mnie tak nie nazywał. – Powiedział speszony.

- Nie wiem to ty tu jesteś matematykiem. Jedyną wskazówką, którą mogę ci dać jest taka, że to przezwisko wymyśliłem w drugiej klasie podstawówki i nazywałem cię tak przynajmniej raz dziennie, Aniele. – Powiedział uśmiechając się z odrobiną szyderstwa.

- No właśnie, czyli mogłeś zapamiętać, że nie lubię tego.

- Ale ci to pasuje, Aniołku, ale co ci się stało w usta? – Spytał go zaniepokojony.

- O czym ty mówisz?

Haruni dotknął ust, ale szybko odsunął rękę z sykiem bólu.

Miał rozciętą wargę. Niezbyt mocno, ale wystarczająco by bolało i odrobinę krwawiło.

- To nic. Napadnięto na mnie.

- Co?! I ty to mówisz takim spokojnym głosem! – Wykrzyczał przerażony chłopak.

Wiedział, że Harumi ma wiele wrogów, ale nie sądził, że mogą się posunąć do napadu.

- Nic się nie stało. Pomógł mi jeden uczeń. Przedstawił się jako Sena Magami.

- Magami?! To nie możliwe! – Wykrzyczał niedowierzająco Doku.

- Znasz go?

- Oczywiście. Każdy go zna. Dziwię się bardziej, że ty go nie znasz, przecież jesteś przewodniczącym szkoły.

- Może o nim słyszałem, ale zapomniałem. – Powiedział speszony.

- Magami to nowy uczeń i już zasłynął u uczniów z swego charakteru i osiągnięć.. Mówią, że jest lepszy od ciebie. Jeździ na motorze. Piękna maszyna.

- Hej Doku opowiadaj o Senie, a nie o jego maszynie. – Wyrwał go z rozmarzenia.

- Dobrze, dobrze. Ty po prostu nie wiesz, co to za maszynka, ale jak chcesz to ci o nim opowiem. Jest nowym uczniem, niedawno się tu przeniósł z innego kraju. Podobno zagiął jednego z katechetów na lekcji. Chyba chodziło o upadłego anioła. Także podobno bardzo dobry sportowiec, ale o tym przekonasz się sam. Za chwilę masz z nim lekcje W-F. Pośpiesz się, bo się spóźnisz, a to nie przystoi prawdziwemu Aniołowi.

- Nie wiesz, co mówisz, ale dzięki. Do zobaczenia po lekcjach.

- Ta, cześć.

Błękitnowłosy pobiegł w stronę szatni.

W tym czasie w jednym z pomieszczeń oddalonych od budynku głównego demon żądał od swoich kapłanek młodego ciała w ofierze.

Rozdział 3: Drugie spotkanie

W budynku oddalonym od głównego placu, gdzie kwitło życie szkolne, jeden z aniołów, które kiedyś stanął do walki z Bogiem razem z Lucyferem żądał od swoich podanych niewinnej, nieskażonej złem duszy.

- Macie mi przyprowadzić niewinną duszę, chyba nie przekracza to waszych możliwości. Przyciągnięcie tutaj jakiegoś dzieciaka. Przecież tak wielu tu ich biega, a wam na pewno zaufają, przecież powierzają wam najskrytsze sekrety, więc przyprowadzenie, któregoś z nich nie sprawi wam problemu –zagrzmiała potężna figura, w której ukrywał się jeden z upadłych aniołów, które wróciły na Ziemię.

Był takim tchórzem, że nie chciał nawet wyjść na przeciw swoim sługom. Bał się o swoje życie. Wiedział, że jest najsłabszy z wszystkich aniołów, ale był najlepszy w opanowywaniu dusz, a te zakonnice, które stały przed nim z pochylonymi głowami wielbiąc go w ciszy miały słabą wiarę.

Były to kobiety, które trafiły do klasztoru, dlatego, że zaszły w ciążę i po jej usunięciu rodzice je wysłały tam, gdzie nie sprawiały by więcej problemów. Dziewczyny, których wyrzekli się rodzice i nie miały innego wyboru jak założyć habit, a także takie kobiety, które molestowały uczniów.

Właśnie takie istoty mógł zwerbować do swojej armii, by przynosiły mu niewinne duszyczki, a im więcej dusz by uzbierał tym stałby się silniejszy. Może nawet silniejszy niż kiedyś jego autorytet jego bohater, którego pokonał on, Bóg. Mógł go pokonać, w ostatniej walce, ale się zawahał i nie wykonał decydującego ruchu, przez co przegrali. Bóg wtrącił Lucyfera do piekieł i przestał ufać tym aniołom, które były po stronie pierwszego, jednak oni przez te wszystkie tysiąclecia planowali zemstę, aż w końcu nadszedł ten czas.

Uwolnili się spod pieczy najpotężniejszego i najechali na Ziemię. Na razie nie widać ich działań, ale jeszcze trochę, a błękitna planeta, którą pokochał tak bardzo Bóg zmieni się w rzeźnię, a będą ją dokonywać jego ukochani ludzie.

Jego rozmyślania przerwała jedna z zakonnic, która kiedyś była dziwką, ale rodzice wysłali ją do klasztoru, by tam się nawróciła, ale nic w jej to nie pomogło.

Ogrodnik, sprzątacz z wszystkimi mężczyznami się kochała, ale dobrze się ukrywała, dlatego nikt nawet nie odkrył, że zaszła w ciążę i zamordowała swoje dziecko, i zakopało pod jednym z klombów. Dwa dni później została przeniesiona do tego liceum, gdzie było pełno młodych mężczyzn, ale i tu była ostrożna. Sama już nie wie ile dzieci zakopała w piwnicy.

- Panie mój, mamy już wyśmienitego kandydata na twoją ofiarę. Jest nim jeden z najlepszych uczniów naszej szkoły, jeśli nie najlepszy. Nazywa się Harumi Krosowa.

- Dobrze przynieście mi go jeszcze dziś wieczorem, zrozumiano?

- Tak nasz panie – zawołały chórem.

W tym czasie cały zadyszany i spóźniony błękitnowłosy dobiegł do szatni. Nie zważając na nic rzucił swoją torbę na ławkę i w pośpiechu zaczął się rozbierać, gdy pozbył się już górnej partii odzieży i już zaczął rozpinać spodnie usłyszał.

- Mógłbyś uważać, gdzie rzucasz ubranie.

Zamarł w połowie rozsuwania spodni.

Nie to nie możliwe, proszę to nie może być on.

Odwrócił się i omal nie jęknął. Przed nim stał nagi Sena. Jego piękne ciało nic nie ukrywało. Błekitnowłosy nie mógł się opanować. Powiódł wzrokiem po zgrabnej klacie rudzielca, brzuchu, a gdy doszedł do krocza zarumienił się jak piwonia. Nie zauważył nawet, kiedy zielonooki do niego podszedł tak, że ich klatki piersiowe znajdowały się tylko kilka centymetrów od siebie. Sena chwycił jego podbródek jedną dłonią i podniósł mu głowę go góry tak, że ich spojrzenia się spotkały.

- Nie patrz się na mnie tylko gdzie rzucasz te swoje ubrania. Twoja bluzka spadła na moją głowę, mały.

- Ja przepraszam, następnym razem będę uważać – powiedział zarumieniony.

- Właściwie, co ty tu robisz? Powinieneś być u pielęgniarki. Nieźle cię załatwili tak w kapliczce.

- Nic mi nie będzie, to normalka – powiedział opuszczając głowę.

Wkurzony rudowłosy poderwał ją z powrotem w górę przybliżając się tak, że dotykali się ciałami.

- To nie jest normalne. Czy coś takiego działo się już wcześniej? – Warknął.

Był wściekły na dzieciaka, a także na siebie samego, że go to obchodzi. Przecież miał większe problemy niż jakiś maltretowany dzieciak.

-  Nie – wyjąkał błękitnooki. Chciał jak najszybciej się ulotnić zanim chłopak zauważy wcześniejsze siniaki.

Jednak nie zdążył uciec, bo Sena zauważył wielkiego sinica na jego biodrze.

- Co to jest? Pokaż mi się cały.

- Nie.

Nic się nie zdały jego prośby, bo już rudowłosy powalił go na ziemię ściągając z niego spodnie i bieliznę. Siedział teraz nagi na biodrach niebieskookiego, który także nie miał nic na sobie.

Dopiero teraz zielonym oczom ukazały się wszystkie since na ciele chłopaka. Haruni zamknął oczy, z których kącików pociekły łzy wstydu. Przeklinał się za to, że przez spóźnienie zapomniał przebrać się w łazience jak to zawsze czynił. Myślał, że na nikogo nie trafi, a musiał dziś właśnie spotkać swojego wybawiciela.

Sena widząc łzy chłopaka pochylił się i delikatnie polizał największego sinica na biodrze błękitowłosego.

Rozdział 4: Dalsze losy w szatni

Rudowłosy pochylił się nad chłopakiem i polizał jego największego sińca na biodrze. Czując ten język na swojej skórze, który łagodnie koił bolące miejsce, Harumi przestał się wyrywać. Teraz tylko zszokowany obserwował chłopaka, który nie przerywając swojej czynności masował powolnymi ruchami jego wewnętrzną cześć ud. Wbrew sobie niebieskowłosy zaczynał czuć przyjemność z poczynań chłopaka. Ułożył się wygodnie na posadce pozwalając na wszystko zielonookiemu.

Magami przesuwał swoim językiem po biodrach i brzuchu nastolatka. Sam nie wiedział, czemu to robi. Coś go ciągnęło do niego, czuł jakąś wewnętrzną potrzebę posmakowania jego skóry, złagodzenia zadanego bólu. Miał też ochotę tego kogoś zamordować tak, żeby cierpiał ogromne katusze.

Niebieskooki wił się pod nim. Niby były to tylko dłonie i język chłopaka, które nawet nie zahaczały o jego erotyczne strefy, ale czuł się jak w niebie. Nie, to nie było niebo. Czuł się tak błogo, jakby w nim był, żeby po chwili znaleźć się w piekle. Jednakże nie pośród dusz, które przeżywają tysiącletnie męki, ale w miejscu, gdzie szatan przeżywa swoje orgie. Jęknął unosząc biodra w stronę rudowłosego.

Lucyfer spojrzał na chłopaka. Uśmiechnął się drapieżnie widząc zamglony wzrok nastolatka i jego biodra, które ocierały się o niego. Przejechał delikatnie dłońmi po ciele niebieskookiego omijając jego sińce i zadrapania. Pochylił się z zamiarem pocałowania go, ale przeszkodziło mu pukanie do drzwi.

- Co wy tam robicie?! Lekcje zaczęły się już piętnaście minut temu! – wrzeszczał za drzwiami nauczyciel w-fu.

Lucyfer, wciąż pochylony nad chłopakiem, owiewał jego usta ciepłym, wręcz gorącym oddechem.

- Że musiał sobie o nas przypomnieć – westchnął rudowłosy.

Wyprostował się i ciągle siedząc na chłopaku, otarł się o niego dość mocno udając, że zrobił to przypadkowo. Rozglądał się po szatni w poszukiwaniu ubrań. W końcu zlokalizował swoje spodnie na jednej z ławek. Wstał i nie przejmując się swoją nagością podszedł do miejsca, gdzie znajdowały się jego ubrania.

Niebieskooki nie mógł się oprzeć, by nie obserwować dobrze wyrzeźbionego ciała chłopaka. Ze zdziwieniem stwierdził, że na jego plecach znajduje się tatuaż przedstawiający czarne skrzydła. Nie wiadomo czemu, ale jakoś sądził, że pasuje to do nowego ucznia. Zwykle nie lubił takich rzeczy, uważał, że one oszpecają ciało, ale nie ten konkretny tatuaż na tych konkretnych placach. Był po prostu inny, wyjątkowy.

- Na co się patrzysz? – spytał Magami zakładając na gołe ciało czarne dżinsy.

- Eeee… Na nic – zarumienił się odwracając głowę.

Rudowłosy spojrzał przelotnie na Kirosowę. Coś czuł, że teraz jego misja będzie się kręcić wokół tego chłopaka. Złapał swoją koszulę, która leżała wcześniej przy spodniach i rzucił ją na głowę Harumi.

- Lepiej się ubierz. Wiadomo jest, że ten stary zboczeniec lubi molestować chłopców – mówiąc to podszedł do drzwi szatni.

Kilkoma szybkimi ruchami przekręcił klucz i otworzył drzwi. Za nimi stał fioletowowłosy mężczyzna o złotych oczach. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat. Można byłoby powiedzieć, że jest nawet przystojny, gdyby w tej chwili nie ślinił się na widok chłopaka, który przed nim stał.

Nauczyciel omiótł wzrokiem gołą klatkę piersiową kierując później wzrok w dół, na rozpięte czarne dżinsy, spadające delikatnie z Seny tak, ze było widać jego kości biodrowe i kilka czerwonych włosów.

- Chciał pan czegoś? – zwrócił na siebie uwagę Magami.

- Co? – nauczyciel potrzebował kilka chwil, by dojść do siebie – Tak, czemu siedzisz tu tak długo? Lekcja już dawno się zaczęła – powiedział udając srogość, jednocześnie gapiąc się na zielonookiego.

- Musiałem się zająć przyjacielem – odpowiedział spokojnie, jakby nie przeszkadzało mu to, że jest obiektem obserwowanym przez znanego szkolnego zboczeńca.

- Tak? A niby którym?

Złotooki wychylił się w bok, by zobaczyć, kim się zajmował nowy uczeń. Widząc Harumi’ego tylko w koszuli, która zaledwie sięgała mu do pół uda, stojącego pośrodku szatni zrobił nieświadomie krok w jego stronę. Dalszą drogę jednak zastąpił mu Lucyfer zasłaniając jednocześnie chłopaka przed jego oczami.

- Kirosowa jest nieco poobijany. Wezmę go do szkolnej pielęgniarki, by zobaczyła, czy nic mu nie jest.

- To niepotrzebne. Ja mogę go zaprowadzić. To jest mój obowiązek jako nauczyciela – uśmiechnął się obleśnie.

- Tak, ale jako nauczyciel ma pan też obowiązek zajmować się resztą klasy, która zapewne już rozwaliła połowę sali gimnastycznej.

Nauczyciel nerwowo zerknął za siebie w stronę sali, z której dobiegały niepokojące dźwięki. Odwracając się do rudowłosego powiedział zezłoszczony, że mija go taka okazja:

- Wygrałeś, Magami. Zostaw chłopaka u pielęgniarki i natychmiast wracaj. Po lekcji chciałbym z tobą porozmawiać w moim gabinecie.

- Dobrze, przybędę jak najszybciej się da.

- Mam nadzieję.

Rudowłosy zamknął drzwi szatni za nauczycielem i opierając o nie czoło, przymknął oczy. Niebieskooki spoglądał na niego niepewnie. Nie wiedział, co powinien teraz powiedzieć. O mały włos, a by pocałował chłopaka, gdyby nie przeszkodził im nauczyciel. A teraz znów znajduje się z nim sam na sam.

Postanowił się w końcu odezwać.

Rozdział 5

Harumi postanowił się odezwać. Niepewny reakcji rudowłosego podszedł do niego obciągając koszule, która mu rzucił. Dziwnie się czuł w tak skąpym stroju. Jak jakaś ladacznica, ale takie uczucie miał tylko wtedy, gdy trener na niego spojrzał, gdy patrzył na niego Sena czegoś takiego nie czuł. Kiedy znalazł się blisko chłopaka położył na jego ramieniu dłoń. Zielonooki spiął się pod tym dotykiem, ale po chwili się rozluźnił.

- Jesteś zły? – zapytał się niebieskooki. Nie wiedział, co chce uzyskać tym pytaniem, czy może tylko chce przerwać ta okropną ciszę.

- Tak, jestem zły, ale nie na ciebie, tylko na tego starego zbola. Ile może być zboczeńców w katolickiej szkole? Odpowiedź, wiele. W tej szkole panuje zepsucie. Nie tylko wśród kadry nauczycielskiej, ale i także wśród uczniów. Dobrym przykładem są ci uczniowie, którzy cię pobili. Po twoich siniakach widać, że to nie pierwszy raz, ale na pewno ostatni.

Głos Lucyfera brzmiał pusto i to właśnie było przerażające. O wiele lepiej było, gdyby w jego glosie słychać było złość, nienawiść i chęć mordu, a tak on brzmiał tak przeraźliwie pusto. Nawet niebieskowłosy tak sądził. Przerażał go trochę ten Sena. Nie chciał go takiego, wolał już żeby był krnąbrny, zimny nawet oschły, ale nie taki.

- Nie wszyscy tutaj są tacy źli. W szkole są także miłe osoby, które przychodzą tu z uśmiechem na twarzy, by zdobywać wiedze i spotykać się przyjaciółmi. Są tu też wspaniali nauczyciele, którzy się o nas troszczą i mają na uwadze nasze dobro.

Dłoń Harumiego zjechała z ramienia rudowłosego na jego plecy. Palcami wodził po jego tatuażu zafascynowany, jaką starannością jest zrobiony. Każde pióro było oddzielnym arcydziełem można było wręcz wyczuć ich miękką strukturę. Czarne skrzydła biegły przez całe plecy Seny.

Gdyby one były prawdziwe, byłby jak upadły anioł. Chciałbym kiedyś z nim lecieć po nocnym niebie obserwując rozświetlone miasta na dole. O czym ja właściwie myślę? Przecież on jest zwykłym nastolatkiem, a nie upadłym aniołem.

Nie wiedział nawet jak się myli, bo właśnie Sena nim był pierwszym aniołem, upadłym z własnej winy. Lucyfer najpotężniejszy wśród aniołów.

Niebieskooki położył druga dłoń na plecach Magamiego. Przesunął je od jego łopatek, gdzie zaczynały się skrzydła, aż do granicy, która wydzielały spadające z bioder spodnie chłopaka. Znalawszy się tam dłonie niebieskowłosego zaczęły sunąć po jego dolnej części pleców ugniatając je delikatnie. Magami podawał się tym zabiegom bez słowa. Nie odczuwał tego jak normalni ludzie. Dla innym byłoby to tylko głaskanie po plecach, ale dla niego doznanie było o wiele przyjemniejsze, bo chłopak nie sunął po jego plecach tylko po skrzydłach, które złożone przyjmowały postać tatuażu przedstawiającego czarne skrzydła. Palce Haruniego sunęły delikatnie po jego piórach drażniąc go w jakiś wspaniały sposób, a gdy dodał drugą dłoń i przesunął go po całych jego skrzydłach zadrżał. W końcu, gdy zostawił jego pióra, a zajął się jego dolna partią pleców zacisnął zęby, by nie jęknąć. W ciągu kilka chwil odwrócił się i przyciągnął niebieskookiego do pocałunku. Wepchnął w jego usta język padając ich wnętrze i zapraszając go do wspólnej zabawy. Jednocześnie złapał go za prawą nogę i uniósł ją zakładając na swoje biodro. Całował go trzymając i uważając na jego zadrapania i siniaki, by nie sprawić mu bólu. Niebieskooki złapał go za włosy odciągając go od siebie. Uwalniając się od pocałunku zarumieniony zaczął ciężko oddychać. To był jego pierwszy pocałunek spojrzał z wyrzutem na rudowłosego, który obserwował go bacznie.

- Co to było?

- Jak to, co pocałunek. Wy się nie całujecie? – spytał się Sena wciąż trzymając Kirosome za udo i w tali nie pozwalając mu się odsunąć. Nie wiedział zbytnio wiele o dzisiejszych zwyczajach, czy zachowaniach. Spędził zbyt wielu czasu w otchłani, gdy żył wśród aniołów i ludzi całowanie było normalne, ale widząc przerażenie na twarzy Harumiego coś sądził, że zrobił błąd, ale przecież niebieskooki sam go sprowokował.

- Oczywiście się całujemy!!! – krzyknął odciągając rękę rudowłosego od swojego uda. Uwalniając się z jego uścisku próbował się oddalić, ale Sena wciąż trzymał go w tali przyciągając z powrotem tak, że ich biodra się stykały.

- Jeśli się całujecie, to w czym jest problem? – zielonooki owiał swoim gorącym oddechem usta chłopaka, by po chwili polizać jego dolna wargę. Niebiekowłosy zarumienił się jeszcze bardziej, ale został w miejscu. Już się nie wyrywał, miał zamiar tak zostać, aż nie wytłumaczy wszystkiemu, temu nowemu uczniowi, by później walnąć go w twarz.

- Że jesteśmy chłopakami!

- A to jakiś problem? Przecież można się zakochać w tej samej płci. Przecież miłość nigdy nie jest zakazana, gdy jest szczera nie może być tez zła.

- Tak, ale…no…. Jak to ….powiedzieć… - jąkał się niebieskooki.

Sam uważał, ze miłość nigdy nie jest zła, ale jakieś bariery zostawały. Przecież otoczenie nigdy by nie zaakceptowało uczucie między dwoma mężczyznami. Wszyscy by się od nich odwrócili, byli by szykowani. Czy jednak prawdziwa miłość nie jest watra nawet otrącenia innych osób? Była jeszcze tylko jedna wątpliwość, czy przypadkiem Sena się nim nie bawi? Może chce się tylko na kimś wyładować seksualnie i pomyślał, że to będzie prosta sprawa zaciągnąć go do łóżka.

- Nie jest może zakazana, ale na pewno niezbyt tolerowana – wyrwał się z jego uścisku odsuwając się na bezpieczną odległość. Poprawił koszulkę, która się podniosła obnażając jego nagość. Nie spoglądał na Sena, nie śmiał. Nie wiedział, co się z nim dzieje.

- Czy dla zakochanych nie istnieje nic więcej niż oni sami? To niby, dlaczego mieli by się przejmować tym, co inni myślą o nich? – pytał się rudowłosy zbliżając się do chłopaka, aż stanął tuż przed nim, ale nie wykonał żadnego gestu.

- To prawda. Chłopcy mogą być ze sobą, ale to nie zmienia faktu, że mnie pocałowałeś! – wrzasnął unosząc głowę.

- Już ustaliliśmy, ze to nie grzech, więc czemu ci to nie pasuje?

- Ludzie się całują, gdy między nimi jest jakieś uczucie.

- I? – drążył dalej Lucyfer.

- Między nami czegoś takiego nie ma!!!

- Skąd wiesz? – zapytał spokojnie, choć drugi chłopak krzyczał już z zarumienionymi ze wstydu policzkami.

- Znamy się zaledwie od kilkunastu minut – powiedział już spokojniej niebieskowłosy, jakby naburmuszony tym, że znają się tak krótko.

- No to sprawię, żebyś coś do mnie poczuł.

Sena pochylił się nad chłopakiem odchylając koszule na bok ucałował jego odsłonięte ramię.

Rozdział 6

Sena całował delikatnie niczym muśnięcia skrzydeł motyla ramiona srebrzystowłosego, by zaznaczyć na końcu językiem mokry ślad na jego kościach barkowych. Czując ten dotyk na swojej skórze Haruni zachichotał cicho. Poczynania chłopaka spowodowały u niego łaskotki. Słysząc ten krystaliczny śmiech Lucyfer uniósł głowę i spojrzał na chłopaka, który podgryzając swoją dolną wargę próbował powstrzymać chichot. Odsuwając się od niego przejechał kciukiem po jego ustach uwalniając jego zmaltretowaną wargę.

- Nie rób sobie krzywdy i tak już masz za dużo tych ran na swoim ciele. Powinniśmy iść do pielęgniarki. Ona cie opatrzy i może zatrzyma na dłuższy przegląd – mówił rudowłosy jednocześnie zakładając na siebie zapasową koszulkę i zapinając spodnie. Schował jeszcze tylko swoje rzeczy do torby i przeczesał swoje włosy dłonią strosząc je lekko. Spojrzawszy na chłopaka, który dalej stal w miejscu spoglądając na niego nieufnie uśmiechnął się z przekosem.

- Możesz na razie zostać w tej koszuli, ale nie sadzisz, że zanim wybierzemy się do gabinetu pielęgniarki powinieneś założyć na siebie jeszcze coś innego? Jeśli nie bieliznę to przynajmniej spodnie.

- Phi – prychnął siedemnastolatek obciągając koszulkę, która należała do rudowłosego – Gdyby nie ty to niebyłym tak ubrany i aktualnie grałbym w kosza z resztą drużyny.

- Tak, chyba zwijałbyś się z bólu, gdyby jakiś przeciwnik chociażby cię dotknął w nieodpowiednie miejsce, a takich masz wiele. Prawie całe twoje ciało jest pokryte sińcami. Dziwie się, ze nikt jeszcze tego nie zauważył. Przecież to podchodzi… jak wy to ludzie nazywacie… Już wiem, pod znęcanie się.

- Przesadzasz – powiedział niebieskooki zakładając na swoje kształtne ciało czarne spodnie od mundurku szkolnego spoglądając na chłopaka, który opierał się plecami o pobliską ścianę. Trochę żałował, że już nie może podziwiać jego tatuażu. Te jego skrzydła bardzo go fascynowały, ale przypuszczał wewnętrznie, że mogą być one jeszcze piękniejsze, jeszcze bardziej zadziwiające, ale na razie nie chciał sobie tym zawracać głowę. Miał na razie większe problemy.

- Zachowujesz się tak jakbyś nie był człowiekiem, jeszcze te twoje stwierdzenie, że my „ludzie nazywamy”, przecież też jesteś człowiekiem – powiedział siedemnastolatek stojąc koło zielonookiego.

Nawet nie wiesz jak się mylisz. Dla mnie istoty ludzkie są zadziwiające, nigdy nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. Ich umysły mogą wyknuć najokrutniejszy plan i wykonać go bez żadnego zawahania nawet jeśli by to znaczyło zamordowanie iluś tam ludzi, czy nawet pozbawienia tysięcy istnień. Przecież te ich wojny, czy jeden człowiek nie wysyła innych na śmierć tylko po to, żeby zdobyć władzę? Ludzie także potrafią wybaczać. Może nie tak jak Bóg, ale ich wiara w poprawienie się kogoś jest całkiem zaskakująca. Ludzie także są głupi. Niszczą siebie i Ziemię, na której żyją nie zdając sobie nawet sprawy, gdzie zmierzają. Nic więc dziwnego, że nie wiem zbyt dużo o istotach ludzkich, nie pomaga mi też to, że tyle tysiącleci przebywałem w otchłani.

Choć takie myśli błądziły po głowie upadłego anioła to nie wypowiedział żadnej z nich. Za miast tego powiedział kłamstwo, którego używał, by wytłumaczyć swoje zachowanie, które wśród ludzi uchodziło za trochę dziwaczne.

- Źle się wysłowiłem. Pochodzę z zagranicy i nie mam zbyt bogatego słownictwa. Musisz mi wybaczyć – powiedział odsuwając się od ściany i podchodząc do chłopaka, który odsunął się. Nie chciał, żeby ta sytuacja, która zdarzyła się kilka chwil temu znów się powtórzyła. Nie chciał też znów odczuwać tego błogiego stanu, gdy był w ramionach rudowłoseg

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Wyszukiwarka

Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!