cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

Opowieści i legendy o aniołach w życiu świętych - Jakub Szymański

2012-02-13 12:57:45, komentarzy: 0

Opowieści i legendy o aniołach w życiu świętych - Jakub Szymański

W niniejszym odcinku zajmiemy się odniesieniem aniołów do Najświętszej Eucharystii.  Zostanie to zaś uczynione na przykładach zaczerpniętych z terenów półwyspu iberyjskiego (Hiszpania i Portugalia) i przedstawionych w kontekście obejmującym wszechstronność podejścia do zagadnienia. Przykłady te bowiem pokażą, jak od strony tego świata wygląda przygotowanie na przyjęcie Eucharystii, w którym to przygotowaniu uczestniczą aniołowie.
Aby bowiem Bóg mógł przeistoczyć się w Święty Chleb poprzez posługę kapłana i przyjść w ten sposób do człowieka, najpierw potrzebna jest praca rolnika, który poprzez swój trud pozwala ziemi wydać jej plony. A czyż może być tu lepszy przykład niż św. Izydora Rolnika (zwanego też Oraczem), który to jest właśnie patronem rolników. Z kolei chleb odżywiający ciało człowieka jest jakby obrazem Eucharystii ożywiającej duszę ludzką, zaś dobrym przykładem osoby, która dystrybuowała chleb biednym ludziom jest postać św. Jana Bożego (założyciela Bonifratrów), który może być obrazem tego, jak dbając o chore ciała biedaków, zwraca się uwagę na chore dusze grzeszników. Po takim zaś przygotowaniu pozostaje już tylko przejście do Samej Eucharystii i znaczenia Tego Chleba Mocnych, co zostanie zaprezentowane na przykładzie błogosławionych dzieci z Fatimy, które poprzez Eucharystię poznały wiele spraw dotyczących Boga i zostały też przygotowane do dowiedzenia się o kulcie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, ustanowionego właśnie dla biednych grzeszników. We wszystkich zaś tych wspomnianych powyżej przypadkach pomoc działa się właśnie poprzez posługę aniołów.   


Św. Izydor Rolnik  (15 maja)

I tak, żyjący w XII w. w Hiszpanii św. Izydor był za roczny czynsz najemcą pola u jednego rycerza. Niemniej niektórzy z okolicznych wieśniaków – potwarców (chcący najprawdopodobniej przejąć pole dzierżawione przez Izydora) zasugerowali o nim temu rycerzowi – oskarżając, że Izydor lekceważy tę pracę i tego rycerza. Gdyż pozostawia zawdzięczaną mu pracę na roli i wstając wczesnym rankiem idzie do miasteczka, gdzie odwiedza – modląc się – wszystkie miejscowe kościoły. A stąd, skoro powraca późno w pełni dnia na pole, zobowiązanej pracy zazwyczaj nawet w połowie nie wypełnia.

Rycerz ten zdenerwował się zatem bardzo i przyszedłszy do Izydora, zuchwale go zwymyślał. Izydor odpowiedział jednak spokojnie, że od Króla królów i zgromadzenia Świętych i ich posługi nie chce, ani nie może w żadnej mierze się odłączać – lecz jeżeli z powodu późnego zaczynania jego pracy rycerz ten obawia się, iż pomniejszy się obfitość należnych mu owoców żniwa, to wedle sądu sąsiadów Izydor wyrówna mu znalezione pomniejszenie ze swego. Stąd święty poprosił go też o powściągliwość, bo on zadowoli się tym, co wedle służby Pańskiej będzie mu przynależało – a zysku właściciela nie uszczupli i wszystko będzie w porządku.   
Rycerz zdumiał się tymi słowami i odszedł, powątpiewał jednakże w takie rozwiązanie sprawy. Tymczasem Izydor nie zmienił swego trybu życia – w pierwszym rzędzie poszukując spraw Bożych i ufając, iż wszystko inne będzie mu przydane.

Z kolei rycerz, wciąż niepokojący się o sprawy materialne, wstał jednego dnia rano i zaczaił się przy drodze, aby zaobserwować poczynania Izydora. Gdy zatem zobaczył go powracającego powoli z nabożnego nawiedzania kościołów i zabierającego się do pracy, znowu gniew wziął górę w rycerzu i postanowił on ostro potraktować Izydora. Gdy jednak zbliżał się do miejsca, na którym tamten pracował, dostrzegł nagle na tym polu zatrudnione przy orce dwa byki w jarzmie, działające obok męża Bożego, które ochoczo i mocno pracowały. Rycerz ten zdumiał się tym i chciał podejść bliżej, aby dowiedzieć się, co to jest. Niemniej, gdy podchodził, na chwilę spojrzał w inną stronę, a gdy zwrócił się znowu w kierunku pola, na którym pracował Izydor, nie zobaczył już nikogo innego poza nim. Zdziwiony niezmiernie zapytał: „Drogi, proszę cię na Boga, któremu wiernie służysz, abyś nie wzbraniał się mi powiedzieć, cóż to byli za współtowarzysze widziani na polu twoim, niedawno tobie pomagający? Ja bowiem widziałem z tobą jakichś innych, ci pomagających i razem współpracujących, lecz nagle w mgnieniu oka znikli z mego widoku”. Na co Izydor prosto odpowiedział: „Przed obliczem Boga, któremu zgodnie z możnością moją służę, wiernie wam objaśnię, iż na tym polu ani nie wzywałem, ani nie widziałem innych pomocników, jak tylko jedynie Boga, którego wzywam na pomoc i proszę, i zawsze mam za wspomożyciela”.
Wówczas rycerz ten – ze skruszonym sercem względem tego, co widział i niebiańsko oświecony – poznał istniejącą względem Bożego sługi Bożą łaskę. Stąd też całkowicie zmieniając zdanie powiedział: „Lekceważę cokolwiek mi zostało powiedziane przez obłudników lub oszczerców, odtąd bowiem cokolwiek posiadam na tym gospodarstwie, ustanawiam pod twój zarząd i także co tylko zostanie uczynione, pozostawiam twojej wolnej woli”. A następnie rycerz wrócił do domu i opowiedział o tym, co widział innym ludziom, i stąd pamięć o tym cudownym, anielskim zdarzeniu zachowała się do naszych czasów.  


Św. Jan Boży (8 marca)

Z kolei żyjący w XVI w. w Portugalii św. Jan Boży, który samotnie prowadził rodzaj przytułku dla najbiedniejszych, opuszczonych ludzi (i jest patronem szpitali i chorych), zabłąkał się pewnej nocy za potrzebną w domowych posługach wodą, której gdy odmówiła pobliska studnia, należało jej przynieść z miejsca oddalonego na niemałą odległość. Gdy zatem św. Jan powrócił obciążony dwoma dzbanami, znalazł jednak wykonane te wszystkie obowiązki, które sam zwykł czynić, tj.: zamiecioną miotłą podłogę, zasłane łóżka, umyte naczynia. Chorzy pytani zaś, przez kogo to zostało uczynione, jednogłośnie wszyscy odpowiedzieli tak samo, że to on dokonał tego wszystkiego, a nie nikt inny. Jednak on rzetelnie świadomy siebie jak daleko odszedł w poszukiwaniu wody, rzekł upierającym się w swoim twierdzeniu chorym: „Prawdziwie, Bracia, bardzo Bóg kocha ubogich, skoro do posługiwania im odsyła także Swoich Aniołów”. A ten, który przyjął postać Jana, był zapewne Rafałem Archaniołem, gdyż – jak się dalej okaże – kiedyś powiedział on Janowi, że od Boga jest posłany, aby był jemu pomocą w posłudze chorym. Był ten przypadek następnie rozpowszechniony licznymi kazaniami w mieście i pobudził licznych z mieszkańców, aby naśladowali zajęcia Aniołów, stając się usługującymi chorym. Przez co Jan zyskał współtowarzyszy, z których posłał także najodpowiedniejszych, jako naśladowców zwyczaju swego życia i cnót (a w ten sposób powstał posługujący chorym Zakon Braci Miłosierdzia, popularnie zwanych Bonifratrami, czyli Dobrymi Braćmi).

Innym zaś razem zdarzyło się, że Boży sługa wychodząc z jednej wioski znalazł biedaka, wołającego o pomoc, że tak zimnej i pełnej deszczu nocy nie ma żadnego kąta, w którym mógłby ochłonąć. Poruszyły się na te skargi najczulsze wnętrzności Jana i zbliżając się do biedaka, rzekł: „Już ze mną chodź Bracie do Domu chorych, gdzie spędzisz tę noc, która tak sroga”. Biedak rozpoznał Jana, ale powiedział, że na nogach swoich nie może chodzić. Jan zatem chociaż jałmużnami zebranymi obciążony niemniej przyjął go na ramiona i ochoczo towarzyszył niosąc przez drogę, dopóki pod ciężarem nie osłabł i upadł w jednej wsi. Zaczął też wtedy surowymi słowami siebie samego głośno łajać, ale oto pojawił się przy nim mąż nadzwyczajnej postaci, który biorąc na grzbiet swój tego nędzarza okazał się pomocnym. A wyciągnąwszy dłoń do Jana ofiarował się za przewodnika, mówiąc: „Bracie Janie, posłał mnie do ciebie Bóg, abym w pobożnym dziele spieszył na pomoc. Abyś zaś zrozumiał, jak miłym Bogu opiekuńcza posługa, wiedz, że zostało mi zlecone, abym cokolwiek uczynisz dla Jego miłości, wpisywał w dzienniki”. Jan odpowiedział: „Cokolwiek to jest, wszystko uznaję za będące od Boga. Proszę cię Bracie wskaż prawdziwie, któż jesteś i skąd”. Odpowiedział zapytany: „Jestem Archaniołem Rafałem, wyznaczonym z łaski Boga tobie i twoim towarzyszom ku straży”.

Następnie po minięciu wielu dni, gdy zatroskany Ojciec ubogim swoim rozdzielał pożywienie, zabrakło chleba, który dostarczał wszystkim. Wnet ukazał się Rafał Archanioł, widziany przez licznych, którzy byli tam obecni, a ubrany w taki sam habit jak Jan, przyniósł koszyk pełen chlebów. Dając się zaś rozpoznać, iż był tym pomocnikiem po owym nocnym upadku, głosem przyjacielskim powiedział: „Bracie, z jednego jesteśmy my Zakonu (bo jak dodaje komentator tego zdarzenia – zaprawdę nieraz biedny habit jakiegoś zgromadzenia okrywa ludzi równych Aniołom), przyjmij z niebiańskich zapasów żywności te chleby, którymi uczynisz zadość potrzebom twoich ubogich” – co powiedziawszy, znikł, pozostawiając Jana w pełni pocieszonego (a zdarzenie to stało się i przyczyną tego, iż i do dzisiaj Bracia Bonifratrzy rozpowszechniają obrazki św. Rafała Archanioła, odzianego w ich habit zakonny, w którym przynosi chleby).   


Błogosławione dzieci z Fatimy (20 lutego)

Z kolei od 1915 r. zaczęły się w Fatimie w Portugalii pierwsze pojawienia anioła, który poprzez uświadomienie dzieciom znaczenia Przenajświętszej Eucharystii przygotował je do misji, którą miały następnie spełnić, stając się orędownikami kultu Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, ustanowionego, aby ratować na tym świecie dusze biednych grzeszników. I tak anioł, aby przyzwyczaić dzieci do nadziemskich zjawisk, a jednocześnie nie przestraszyć ich, pojawił się najpierw 3 razy „nie do końca”, tj. w czasie, gdy odmawiały różaniec – jako biała chmurka w ludzkiej formie, bielsza niż śnieg i prawie przezroczysta.

Następnie na wiosnę 1916 r. znowu po modlitwach dzieci zobaczyły wyraźnie ponad drzewami w oddali jasne światło w formie młodzieńca, który szybko się do nich zbliżał i następnie po przybyciu powiedział: „Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną”. Uklęknął i pochylił się dotykając czołem ziemi, co dzieci naśladowały, a wtedy anioł zaczął się modlić: „Mój Boże, wierzę, czczę, mam nadzieję i kocham Cię! Proszę o Twoje wybaczenie dla tych, którzy nie wierzą, nie czczą, nie mają nadziei i nie kochają Ciebie!” Anioł powtórzył te słowa 3-krotnie i powstał nakazując dzieciom odmawiać te modlitwy w taki sam sposób, zaznaczając, iż Serca Jezusa i Maryi oczekują tego. Następnie zniknął.

Kolejne objawienie miało miejsce w lecie 1916 r. Wtedy anioł pojawił się nagle koło dzieci i nakazał im wzmożenie modlitw, gdyż Serca Jezusa i Maryi mają względem nich zamierzenia miłosierdzia. Nakazał im także czynić dobrowolne ofiary dla Najwyższego w celu przebłagania za grzechy innych ludzi, którymi to występkami Bóg jest obrażany, a także, aby dzięki tym dobrowolnym poświęceniom oraz zaakceptowaniu tych cierpień, które Pan ześle na dzieci, mogli się nawrócić grzesznicy. Dzięki zaś takiemu postępowaniu dzieci sprowadzą pokój dla swojego kraju – stwierdził anioł, który przedstawił się jako jego Anioł Stróż, tj. Anioł Portugalii. Dzięki temu objawieniu i wyjaśnieniom anioła dzieci zrozumiały Kim Jest Bóg.

Trzecie objawienie nastąpiło na jesieni 1916 r. Dzieci odmawiały różaniec i modlitwę, której zostały nauczone przez anioła, gdy pojawił się on trzymając w rękach kielich, nad którym unosiła się Hostia Święta. Wówczas anioł położył się na ziemi i wobec Najświętszego Sakramentu, który pozostawał w powietrzu, odmówił następującą modlitwę: „Najświętsza Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty, czczę Cię głęboko i ofiarowuję Tobie najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Boskość Jezusa Chrystusa, obecne we wszystkich tabernakulach świata na wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi On Sam jest obrażany. A poprzez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników”.  Następnie anioł udzielił dzieciom Komunii Świętej i nakazał im pocieszać Boga właśnie przez przyjmowanie w wymienionych sprawach wynagradzającej Eucharystii i odmawianie modlitwy, której ich nauczył.

Słynna legenda o Aniołach z Mons (Angels of Mons) należy do najosobliwszych opowieści o duchach, gdyż mimo zapewnień człowieka, który ją zapoczątkował, że jest to fikcja literacka, pojawiło się później wiele relacji żołnierzy przekonanych, że faktycznie widzieli widmowe anioły.

Legenda zrodziła się 29 września 1914 roku, w dniu świętego Michała, kiedy walijski pisarz i dziennikarz Arthur Machen (1863-1947) opublikował na łamach londyńskiego dziennika "The Evening News" opowiadanie " The Bowmen" (Łucznicy), poświęcone straszliwej bitwie stoczonej 23 sierpnia 1914 roku w rejonie Mons w zachodniej Belgii, gdzie nieliczne oddziały brytyjskie powstrzymały natarcie kilukudziesięciu dywizji niemieckich, co umożliwiło wojskom francuskim bezpieczny odwrót. Machen, przejęty bohaterstwem Brytyjczyków, przedstawił w swoim opowiadaniu żołnierza, który w obliczu klęski wygłasza po łacinie modlitwę sprowadzającą na pole bitwy oddział widmowych łuczników. Zdumieni żołnierze brytyjscy widzą, jak łucznicy strzelają srebrzystymi strzałami, od których nacierający Niemcy padają pokotem. Oglądając później ciała poległych, nie znajdują na nich żadnych śladów ran..

Opowiadanie Machena, opublikowane gdy w Anglii panowała atmosfera ogólnego przygnębienia, spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem niezliczonych rzesz czytelników.I teraz nastąpił nieoczekiwany dalszy ciąg. Po pewnym czasie zaczęły z Francji napływać relacje żołnierzy brytyjskich, którzy jakoby widzieli w czasie bitwy pod Mons widmowe postaci - nie łuczników wprawdzie, lecz anioły.Chociaż relacje różniły się nieco między sobą, ich sens sprowadzał się do jednego: dziesiątki żołnierzy było przekonanych, że na niebie ukazały się rzeczywiście duchy, które zadały Niemcom decydujące straty. Na wieść o tym Machen złożył publiczne oświadczenie, w którym stwierdził, że opowiadanie stanowi twór jego wyobraźni i nie ma w nim cienia prawdy.Mało kto jednak chciał go słuchać i opinia publiczna pragnąca potwierdzenia, że Opatrzność jest po stronie państw Ententy, uznała legendę o Aniołach z Mons za fakt..

Sceptycy wzięli stronę Machem i zlekceważyli doniesienia żołnierzy, uznając je za wymysły zainspirowane opowiadaniem. Machen dobrze wykorzystał rozgłos, rozwijając watek opowiadania i wydając powieść o tajemniczych łucznikach, która szybko stała się bestsellerem. Od tej pory wszyscy badacze zjawisk niezwykłych uznawali "Aniołów z Mons" za twór fikcji literackiej i stwierdzili, że nie warto się nimi zajmować.

Na początku lat dziewięćdziesiątych jednak, Kevin McClure opublikował broszurę zatytułowaną Visions of Bowmen and Angels, w której twierdził, że historia wizji jest znacznie bardziej skomplikowana. Badając wszystkie doniesienia związane z przedmiotem, zauważył, ze istniały dwa rodzaje opowieści o boskiej interwencji. Jedni żołnierze twierdzili, ze widzieli niebiańskich łuczników, inni mówili o aniołach (oraz "dziwnych obłokach"). McClure uznał wiec, ze wizje łuczników to wynik oczywistej inspiracji opowiadaniem Machem, natomiast opowieści o aniołach pojawiały się zanim ogłoszono utwór drukiem. Łucznicy włączyli się do walki po stronie Brytyjczyków na prośbę żołnierzy, zabijali Niemców niebiańska bronią i wydawali okrzyki wojenne. Aniołowie pojawili się samoistnie, bez broni, i stali w milczeniu miedzy wrogimi wojskami, tworząc zaporę, która odstraszyła nieprzyjaciół. McClure zbadał także doniesienia żołnierzy francuskich. Twierdzili oni, ze Joanna D'Arc oraz święty Michał pojawili się, żeby pomóc im w ucieczce przed Niemcami.

Co najdziwniejsze, zarówno Anglicy, jak i Francuzi mówili o tajemniczej postaci zwanej "Towarzyszem w Bieli." Zjawa cudownie uzdrawiała wielu żołnierzy i osłaniała ich przed pociskami. Wierzyli oni, ze był to sam Jezus Chrystus. McClure wnioskuje wiec, ze Aniołowie z Mons to prawdziwa tajemnica i należy ocalić ja od zapomnienia. Być może się nie myli..

Legendy o żołnierzach - widmach pojawiają się w opowieściach o słynnych bitwach od stuleci. Najstarsze legendy o pojawiających się znikąd żołnierzach pochodzą ze starożytnej Asyrii, gdzie widma szturmowały miasta na pustyni. W "Iliadzie" Homera bogowie walczyli po obu stronach greckiego konfliktu. W wielu bitwach biblijnych aniołowie pomagali tym, którzy sławili imię boga.

Współczesne bitwy również mają swoje niewyjaśnione zjawiska. W 1971 r. w Wietnamie grupa żołnierzy amerykańskich usłyszała obok siebie kroki plutonu żołnierzy widm. Jeśli ktoś w Anglii zapuści się w okolice hrabstwa Somerset, gdzie wedle legendy istnieje grób króla Artura i królowej Ginevry, można tam nocą usłyszeć chrzęst zbroi rycerzy - duchów, pełniących straż przy grobie króla. Są też legendy o śpiących rycerzach, którzy na sygnał mają obudzić się i walczyć w obronie dynastii, rodu czy kraju..

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Wyszukiwarka

Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!