cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

Czy można zobaczyć Anioła Stróża? Tak, ale trzeba wiedzieć, jak to zrobić.

2012-02-13 12:53:31, komentarzy: 0

Czy można zobaczyć Anioła Stróża? Tak, ale trzeba wiedzieć, jak to zrobić.

Autor:    Dodany: Thursday, 17 September 2009 00:00

Image Hosted by ImageShack.us
By fundacjanautilus at 2009-09-17Kim jest Anioł Stróż? W wielu systemach religijnych, a także wierzeń pogańskich, są wspólne elementy. Jednym z nich jest istnienie ducha opiekuńczego, który przez wszystkie dni życia towarzyszy każdemu człowiekowi. „Aniele stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój” – to fragment popularnej modlitwy. Czy rzeczywiście taki Anioł-Opiekun istnieje? A czy… można go zobaczyć? Oto tekst, który przysłał do nas czytelnik FN.Witajcie Pisze do Was tym razem z prośbą o ewentualną odpowiedź, a chodzi o sprawę która mnie zastanawia mimo upływu lat. Przejdę do sedna by oszczędzić czas:Było to mniej więcej przed piętnastoma laty, gdy moi rodzice poznali rodzinę państwa Sz. Państwo Ci, trochę starsi od moich rodziców, pośród pierwszych spotkań przyznali się do tego że mają (wschodnie?) ezoteryczne książki w których pisze jak zobaczyć twarz swojego anioła stróża. Otóż aby tego dokonać, trzeba było aby w przyciemnionym pomieszczeniu jedna osoba usiadła na ziemi ze skrzyżowanymi nogami, w odległości jakichś 20 cm od ściany. Następnie miała ona położyć ręce na kolanach, i zacząć mocno oddychać poprzez nos, zamykając oczy. Obserwujące ją osoby miały stać na przeciwko w odległości 2-3 metrów, o niczym nie myśleć i skupiać wzrok nad czubkiem głowy osoby siedzącej. Wedle tego co to nowo poznane małżeństwo mówiło, po jakimś czasie można zobaczyć aurę człowieka, a następnie "róg" wychodzący z głowy na końcu którego miała się ukazać twarz anioła. Oni twierdzili że widzieli swoje anioły.Jako że to co mówili było ciekawe, szczególnie dla nas młodych, od razu namówiliśmy wszystkich by spróbować. Pierwsze próby nie były rewelacyjne, choć dało się zauważyć tę poświatę otaczającą głowę człowieka. Najpierw widoczną nad czubkiem głowy, a później w szerokości około centymetra otaczającą oddychającą postać. Pamiętam jak moja mama miała wtedy taką zielonawą aurę, zaś ojciec ciemno czerwonawo świecił. Aura wtedy traciła się i pojawiała z powrotem gdy tylko lekko ruszyło się wzrokiem, aby ją dobrze widzieć trzeba było jak najdłużej wpatrywać się nieruchomo w jeden punkt nad głową. Eksperyment niekiedy powtarzaliśmy, często kończąc go wybuchami śmiechu które mimo woli budziło sapanie znajomych. Jakiś czas jednak później (może to było parę tygodni), namówiłem mamę by znowu "oddychała" - tak to nazywaliśmy. Zmierzchało się już więc było odpowiednie światło, a raczej jego niedostatki. Pamiętam to jakby to było dziś, mama usiadła w kuchni pod ścianą, przybrała wymaganą pozycję i zaczęła oddychać. Zaczęło się jak zwykle - czyli po jakimś czasie jej ujawniło się że jej postać otacza wąskie widmowe światło. Tym jednak razem zjawisko miało ciąg dalszy. Mama wciąż głęboko oddychała, i gdy byłem wpatrzony w tę lekką poświatę, ona w pewnej chwili zaczęła rosnąć i się poszerzać! Po kilkudziesięciu sekundach, może paru minutach osiągnęła szerokość co około 15 centymetrów i tak na około otaczała postać mamy. Innymi słowy mama dookoła cała świeciła na zielono, i mało tego - ona tak świeciła że to światło zaczęło padać na leżącą za mamą ścianą i się od tej ściany odbijać! (Wyglądało to tak jakby przyłożyć kawał rozświetlonego fosforu w pobliże ściany i to światło odbijające się od ściany, byłoby bardzo podobne do tego które wystąpiło wówczas). Mama wciąż mocno oddychała i wówczas w pewnej chwili z jej otaczającego światła wyłoniło się coś. Nie wyglądało to jak pospolity róg, ale raczej ja "rzeźbiona" smuga światła. Smuga ta miała może trochę więcej niż 10 cm szerokości a nazywam ją "rzeźbioną" z tego powodu że była jakby pofałdowana pionowo z góry na dół (w sposób przypominający tak jak zwisa firanka - takie nierównomierne "wyfalowane" pasy były w tym świetle, ciemniejsze i jaśniejsze, trójwymiarowe). "Róg" ten miał wyraźne kontury i zaczął rosnąć na ukos w lewo ze światła znad głowy mamy. Rósł on powoli, i gdy wysuwał się kolejne centymetry w góre, już czułem że jeszcze trochę i prawdopodobnie zobaczę ową opisywaną wcześniej twarz. Wtedy mama tak świeciła mocno, że mogłem odwracać wzrok i nawet głowę od mamy w kierunku brata który stał w drzwiach, a następnie wracać do obserwacji i od razu "widzieć to wszystko" już bez skupiania się, bez przerwy. Mogłem rozmawiać z bratem co widzę (on wtedy o ile dobrze pamiętam wszedł do kuchni, gdy "to się już działo" i niczego nie widział, ale bał się dlatego stał w drzwiach) a to nie znikało. W pewnym sensie odprężyłem się już wtedy i obserwowałem jak ten "róg" się wysuwa, miałem taki relaks i pewność że już nic nie przerwie mi tej obserwacji do końca. I gdy ta rzeźbiona smuga wysuwała się już na jakieś 25-30 cm, czyli zbliżała się już chwila gdy za parę chwilek miała na jej końcu ukazać się twarz, wówczas zrobiłem coś czego do dzisiaj nie rozumie... W tamtym momencie w jednej chwili poczułem jakąś taką niechęć, zniechęcenie, chęć przerwania. Przestałem chcieć zobaczyć tę twarz, chciałem jak najszybciej się wyrwać z tego, zakończyć obserwacje. I gdy ów "róg" pokonywał już ostanie centymetry, powiedziałem bratu zaświeć światło! I on to zrobił... Koniec. Już nigdy potem tak zaawansowanego stopnia owej metody nie ujrzałem. Z czasem nawet przyszło to że cię lżej mi było w ogóle dostrzec tę poświatę u innych, i wymagało to o wiele więcej skupienia i prób "nic nie myślenia" w chwili koncentrowania się nad czubkiem głowy oddychającego.Możecie mi nie wierzyć, ale... możecie spróbować to sami! Główne potrzebne elementy do tego eksperymentu zamieściłem w tym opisie. Może za którymś razem wam się uda, a może ujrzycie i tę twarz, jeśli was coś wcześniej nie zniechęci. U nas było tak że "bawiliśmy" się w to ze znajomymi i kuzynami, i było tak że choć zaawansowanego stopnia nie osiągnęliśmy, to niekiedy wspólnie widzieliśmy to "błędne światło" nad oddychającymi, którzy potem byli wypompowani :) I jeszcze muszę dodać przestrogę tamtych znajomych, że tego eksperymentu dana osoba nie może powtarzać więcej niż jeden, dwa razy na co najmniej trzy dni - potrzebne to było wedle tego co mówili do regeneracji. Moja prośba jest taka iż, spotykaliście się z różnymi dziwnymi sprawami w historii Nautilusa, wiele też książek i ich fragmentów przewinęło się przez wasze palce i uszy. Może wiecie jak się nazywa książka z której pochodzi ta metoda? Lub choć nazwa metody i jej pochodzenie? Dziwna sprawa z tym małżeństwem, jak im później opowiadałem o tym co widziałem u mamy, i zacząłem wypytywać o tę książkę z której czerpali, oni... zaprzeczyli że w ogóle o niczym takim nigdy nie czytali. Prosto w oczy mi kłamali że nie wiedzą o co pytam!!! Wyparli się wszystkiego :( Na szczęście zapamiętałem to co mówili, i każdy kto chce, może spróbować to zastosować.Słyszeliście już kiedyś o czymś takim jak ta metoda umożliwiająca ujrzenie twarzy anioła stróża? Pozdrowienia!Krzysiek W załączniku zamieszczam rysunek prosty do wcześniejszego opisu - tak to mniej więcej wyglądało. Dodam jeszcze tylko ze eksperyment lepiej prowadzić przy dość jasnej barwie ściany - wtedy aurę widać lepiej. Pamiętam jeszcze ze ci znajomi którzy się potem tego zaparli, opowiadali o tym ze widzieli anioły współmałżonka, i tak mąż widział u swojej zony twarz anioła mężczyzny, zaś on według opisu żony miał anioła o twarzy kobiecej.
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Wyszukiwarka

Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!