cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

Artykuł 4 - Drzewo Życia sierpień 2010

2012-03-26 15:16:13, komentarzy: 0

Artykuł 4 - Drzewo Życia sierpień 2010

 

 

 

 

 

 

 

Miało być nieco o gnostycyzmie ostatnio zatem teraz to nadrabiam. Anioły nie są przypisane Biblii i wierze chrześcijańskiej jak to wielu sądzi. Pierwsze o nich zapisy (w pojęciu takim jakie nam jest znane) pochodzą z Egiptu i Babilonii. Błędem by jednak było uznawanie, iż nie występowały w innych kulturach. Występowały i występują, choć z racji różnic kulturowych inaczej są zwane a ludzka pycha jest kłócić się o to, które słowa są trafniejsze do ich zobrazowania czy nazwania.
Kabaliści uszeregowali wiedzę o aniołach w sposób najczęściej teraz przytaczany, jednak zagłębiając się w temat znaleźć można wiele niuansów, teorii i opisów, które czasem zdają się sobie przeczyć. Jednak znów kłania się nam nasza własna ludzka pycha, bowiem to ona pcha nas w rozważania i wywyższania niektórych teorii ponad inne, niezależnie od ich wartości. Osobiście bardzo lubię jeden mit i choć nie zamierzam go stawiać ponad inne teorie to jednak warto zapoznać się z koncepcją gnostycyzmu umiarkowanego w materii wędrówki dusz i aniołów- eonów samych w sobie. W ciekawy sposób obrazuje to nasz związek z aniołem ale też pokazuje jak blisko nam do Stwórcy nie popadając przy tym w samozachwyt.
Zatem w skrócie:
Gdy człowiek umiera podejmuje wędrówkę. Jej celem jest Niebo, jednak nim tam dotrze czeka go kilka przystanków a każdy z nich ma kluczowe znaczenie tak da człowieka jak i dla jego Anioła. Gnostycy określali je Eonami, ale oni w ogóle sporo poodwracali choć znów wszelkie sprzeczności mają tu charakter sporu o słowa, ale to już inny temat. W każdym razie dusza podejmuje wędrówkę.
Na każdej planecie jaką mija po drodze zatrzymuje się by spojrzeć na ziemię a każda z planet symbolizuje konkretną strefę niegdysiejszego życia człowieka. Stojąc na każdej z nich zagląda w głąb swej duszy by sprawdzić czy jest czysta, czy naprawdę nic już na ziemię go nie zawraca, czy na pewno może iść dalej. Jeśli zatem na ziemi zostawił coś ważnego to wraca na nią. Do majątku, do rodziny, do, marzeń, do ambicji, do emocji, do materii, do rozumu do tego wszystkiego co ściąga go ponownie a co jest zbędne w dalszej drodze. Całkiem jakby zabierał ze sobą zbyt ciężki bagaż by móc wzbić się wyżej. 

Jeśli bagaż jest zbyt ciężki człowiek wraca (tak to analogia do reinkarnacji) jeśli jednak dusza jest czysta staje przed bramami które otwiera mu jego Eon. Tak, to chwila spotkania swego anioła twarzą w twarz, to chwila do której dążymy bardziej lub mniej świadomie i to chwila w której tez możemy wrócić. Jeśli nasza dusza i nasz Eon są tożsame, są jednakowe i doskonałe to łącza się są bowiem jednością rozdzieloną jedynie czasowo. Zdarzyć się może jednak i tak, że mimo zerkaniu za siebie na każdej z planet coś wyżej przenieśliśmy i nie jesteśmy jednakowi: wtedy również wracamy by i tę niedoskonałość oczyścić i móc zjednoczyć się ze swoim aniołem.
Ta koncepcja jest interesująca z wielu względów i osobiście bardzo ja lubię. Z jednej strony pokazuje, ze Eon-Anioł jest bytem niezależnym, zewnętrznym, takim który chce nam pomagać i czyni to z zewnątrz ale z drugiej strony wskazuje nie tylko na niezwykle silną (bo trudniej o silniejszą) więź i naprawdę niezwykłą bliskość ze Stwórcą bez zbędnego wywyższania się. Wszak skoro wciąż jesteśmy na ziemi znaczy tylko tyle, że wciąż mamy coś do zrobienia nim dane nam będzie zjednoczyć się z najdoskonalszym z aspektów.
Pięknie też pokazuje to, iż nasz wpływ na naszego Anioła, a jest on kolosalny, nie wynika ze słabości Anioła ale naszej. Że to my sami kształtujemy rzeczywistość i życie i choć mamy doskonałe wsparcie to jednak w naszej decyzji pozostawiony jest finał naszego istnienia i to kim jesteśmy i gdzie idziemy.
A co jeszcze piękniejsze – takie ujęcie tematu doskonale tłumaczy zjawisko tak częste a tak niezrozumiałe dla wielu: nie trzeba wierzyć w Anioły by nam pomagały a i sama w nie wiara to czasem za mało by pozwolić im rozwinąć skrzydła. Wszak słuchać swego wewnętrznego głosu (bo w takim ujęciu nietrudno tak anioła postrzegać) może każdy niezależnie od płci, wyznania czy nacji.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Wyszukiwarka

Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!