cień anioła
                                                Bóg stworzył cierpienie,
                                                      potem dodał nu skrzydła
                                                          z lekkiego eteru i ciszy.
                                                                  Tak powstały anioły.
..

Aniołowie bezgłośnie płaczący - Ks. Henryk Skoczylas CSMA

2012-02-13 13:00:02, komentarzy: 1

Aniołowie bezgłośnie płaczący - Ks. Henryk Skoczylas CSMA


W lipcu 1943 roku żołnierze I Dywizji im. T. Kościuszki w Sielcach nad Oką, tęskniąc za Ojczyzną, po raz pierwszy zanucili swoją rzewną pieśń żołnierską „Oka”, wpatrując się w spokojnie płynącą rzekę i w łagodne, zalesione wzgórza. Wydawało im się, jakby byli już nad Wisłą, jakby widzieli zza drzew majaczący Żółty wiślany piach/ Wioski słomiany dach/, gdyż tak do złudzenia podobna Płynie, płynie Oka/ Jak Wisła szeroka/ Jak Wisła głęboka. Ale jest „coś”, co im mówi, że to nie Wisła, że to nie krajobraz ojczyźniany, albowiem wokół widać – cerkwie. Wbiegły na wzgórza, wdrapały się na wyżyny, zstąpiły na ziemię – urocze, jak córki królewskie, z dzwonnicami strzelistymi, toczonymi, wyrzeźbionymi, i figlarnie dają sobie wzajemnie znaki z daleka. I gdziekolwiek byś błądził polem i łąką, w dali od ludzkiego domostwa – nigdy nie jesteś sam: sponad leśnej ściany zawsze cię wabi makówka cerkiewnej dzwonnicy.

Wejdziesz jednak do wsi, to się dowiesz – jak twierdzi Aleksander Sołżenicyn – że nie żywi, lecz zamordowani pozdrawiali cię z daleka. Krzyże dawno zostały zrzucone lub wykrzywione; odarta kopuła straszy szkieletem zardzewiałych żeber; burzan rośnie na dachach i w szczelinach murów; rzadko gdzie zachował się cmentarz wokół cerkwi, a zwykle zwalone jego krzyże, roztrzęsione mogiły; obrazy za ołtarzem zmyte dżdżami dziesięcioleci, pokryte plugawymi napisami.

Na schodkach – beczki z olejem solarowym, do nich zawraca traktor. Albo ciężarówka wjechała tyłem w drzwi kruchty i ładuje worki. W tej cerkwi dygocą obrabiarki. Ta znów – zamknięta na kłódkę – milczy. Jeszcze w jednej i jeszcze w jednej – świetlice. W te kamienie, w te dzwonnice przodkowie włożyli wszystko, co w nich było najlepsze, całe swoje zrozumienie życia (zob. A. Sołżenicyn, „Wędrując wzdłuż Oki”, [w:] Przełomy, Warszawa 2001, s. 288-289). I rzekli Aniołowie, setek zrujnowanych cerkwi: „Dosyć! Tak dalej być nie może, bo ten naród już sięgnął dna swego upodlenia i odczłowieczenia!” I stał się cud niebywały, nieoczekiwany. Od Zachodu zaczęła się lekko unosić w górę „żelazna kurtyna” i spłynęło na Rosję od Polski ciepło i światło polskiego ducha. Stało się to w latach 60.-80. minionego stulecia. Rosyjski badacz Konstanty Duszenko stwierdza, że dla inteligencji rosyjskiej Polska przez długi czas pozostawała – jeżeli nie oknem, to w każdym razie „furką na Zachód”. Współczesna kultura polska budziła żywe zainteresowanie, a nawet znajomość języka polskiego, którego przecież nie uczono się w szkole, wcale nie była rzadkością. Polskie słowo stało się w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przysłowiowym już oknem na świat dla wielu Rosjan, którzy – czytając polskie książki i gazety – mogli się zapoznać ze współczesną zachodnioeuropejską literaturą i myślą filozoficzną. Irina Adelgejm wspomina, że cała niemal generacja tego okresu przeszła przez „urzeczenie Polską”. Uprawiała, jak niektórzy to określali, „poloniomanię”. „Urzeczenie Polską” okazywało się dla owego czasu czymś w rodzaju „kradzionego powietrza”, które pozwoliło przeżyć kilku pokoleniom. Miłość do kultury i języka polskiego sprawiała, że jedni uczyli się języka polskiego z samouczka, który był w sprzedaży w księgarniach, inni gotowi byli o dowolnej porze dnia i nocy jechać do jakiegoś domu kultury, jeśli choćby jednego dnia na jednym seansie szedł tam nierozpowszechniany w normalnej dystrybucji film Wajdy albo Kawalerowicza. To wówczas Bułat Okudżawa zaintonował swoją przejmującą i smutną piosenkę pt. „Przejażdżka dorożką przez wieczorną Warszawę”: Warszawo, wierz mi, kocham cię/ smutno i tkliwie, po wiek wieków. Ukazywały się tomy polskich opowiadań. Tłumaczono wiersze. Josif Brodski, późniejszy laureat Nagrody Nobla, wspominając tamte lata, określił ówczesną więź Rosji z Polską słowami: „Polska była poetyką mojego pokolenia. Potrzebowaliśmy okna do Europy i język polski takie okno nam otworzył”. Stosunek Rosji do Polski okazywał się poniekąd psychologicznym synonimem ich własnego dążenia do wolności i europejskiego poziomu humanizmu (zob. A. Magdziak-Miszewska, Polacy i Rosjanie – 100 kluczowych pojęć, Warszawa 2002, s. 6-7. 334-340).

Jest to, niestety, tylko część prawdy. Ten zryw kulturowy dotyczy jedynie wąskiej grupy ludzi. Natomiast ogół społeczeństwa – jak zauważa Ryszard Kapuściński – pielęgnował silne poczucie dumy wielkomocarstwowej, wpajane im latami. A równocześnie Rosjanie mają ogromne kompleksy, poczucie strasznej biedy, zapóźnienia, niedoskonałości. Jest to bowiem naród, któremu rewolucja październikowa wyrwała z korzeniami część duszy. Gdyby nie było rewolucji – mówią Rosjanie – to nasz naród liczyłby dziś 300 milionów ludzi, a nie tylko 150 milionów. Połowa narodu została wymordowana. Zabito najzdolniejszych, najenergiczniejszych. Najlepszych. Została gorsza połowa. Przeciętny Rosjanin żyje dzisiaj w pustce. Większość ludzi mieszka w strasznych warunkach. Młodzi są bardzo nieszczęśliwi. Chcą wyjechać z kraju i nigdy nie wracać (zob. R. Kapuściński, Nie ogarniam świata, Warszawa 2007, s. 15-42). Demon zniszczenia nadal zda się tam tryumfować. Nadal deformuje ludziom umysły i serca. Nadal słychać ze zrujnowanych cerkiewek bezgłośny, anielski płacz.

Od momentu, gdy Aniołowie stali się świadkami odstępstwa Lucyfera, powierzona im została walka z szatanem i jego demonami. W tej duchowej walce bierze udział także każdy człowiek. Każda minuta naszego istnienia, wszystkie nasze myśli i czyny, czy to dobre czy złe, są otwartą księgą dla Boga i Jego Aniołów oraz dla szatana i jego demonów. Wszystkie nasze czyny są rejestrowane tak przez Boga i Jego Aniołów, jak i szatana i jego demony. Znajdujemy się pod obserwacją posłańców światła i posłańców ciemności. Albo zadowalamy demony diabelską rozkoszą i jednocześnie zasmucamy głęboko Aniołów, albo sprawiamy radość Aniołom, a demony doprowadzamy do furii.

Jakże ważną służbę pełnią dla nas Aniołowie, gdy walczą w naszym imieniu ze złymi duchami i diabłami! Ile wdzięczności należy im się z naszej strony za to, że wspierają nas w słabościach i zgadzają się być Bożymi narzędziami. Oni prowadzą tę walkę z miłości do nas, będąc posłuszni Bożym nakazom. Pocieszające jest więc przekonanie, że nie walczymy sami. Bitwa toczy się o nas, a my jedynie mamy przyłączyć się w niej do dobrych Aniołów. Któż nie pamięta historii o trzech młodzieńcach w płonącym piecu? „Niech będzie błogosławiony Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego Anioła, by uratować swoje sługi” (Dn 3, 95). Anioł Pański pomagał narodowi wybranemu, pomaga i nam. Jeśli zaatakują nas złe duchy, my, którzy ufamy Bogu i uciekamy się do Niego, będziemy otoczeni przez potężnych wojowników Bożych.

Aniołowie jednak nie tylko są wojownikami, obserwatorami i doradcami, ale mają do spełnienia jeszcze coś, co wypływa z ich natury. Przynoszą do Tronu Bożego nasze modlitwy. W Księdze Tobiasza czytamy, że Rafał tak powiedział do niego i jego ojca: „Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu Aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12, 15).

Św. Jan widział w swojej wizji, że ofiarowują Bogu modlitwy jako kadzidło: „I przyszedł inny Anioł, i stanął przy ołtarzu, mając złote naczynie na żar, i dano mu wiele kadzideł, aby dał je w ofierze, jako modlitwy wszystkich świętych, na złoty ołtarz, który jest przed tronem” (Ap 8, 3).

Niewątpliwie Aniołowie słuchają każdej naszej modlitwy. Cieszą się, gdy Bóg jest uwielbiony, gdy Mu się ufa i miłuje Go. Przynoszą te modlitwy Bogu z wielką radością, jako wspaniałe dary i słodki aromat. Natomiast jakże bolesne musi być dla świętych Aniołów to, że człowiek, prawdziwy „obraz i podobieństwo” Boże, niekiedy świadomie i dobrowolnie wybiera zło i w tej duchowej walce staje po stronie nieprzyjaciela Boga i ludzi – szatan. (zob. B. Schlink, Królestwa - Aniołów i demonów, Wrocław 1994, s. 68-70).

Św. Michale Archaniele, broń nas zawsze od nieprzyjaciół duszy naszej, bowiem nasza natura skażona jest grzechem, duch tego świata i szatan nieustannie szukają naszej zguby. Pragną wymazać w nas „obraz i podobieństwo” Boże, znaki naszej szczególnej godności i duchowego piękna. Przybywaj do nas wraz ze swymi aniołami i otaczaj swoją potężną opieką. Amen.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Teresa 8:56, 15 września 2015

    Dziękuję za mojego Anioła

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!